Archiwum CyfroweZiemia Wadowicka
Archiwum Cyfrowe › Publikacje › dokument

Z.Jurczak. WADOWICZANIE

178 stron · PDF 5.6 MB · tekst wyszukiwalny

Treść dokumentu — tekst odczytany z pliku, do czytania i wyszukiwania

Strona 1

Zbigniew Jurczak




                      WA D O W I C E




                         Wadowice 2011


                                                       1




Wadowice_10.pm6   1                  11-11-19, 00:55

Strona 2

redakcja: Marian Zurzycki
              rysunki autora



              Wydawca ??????TMZW albo SCALbis
              ISBN Jozia


              Druk SCALbis itdeum laudamus

              2




Wadowice_10.pm6            2                    11-11-19, 00:55

Strona 3

WSTĘP

                        Wybrukowane uliczkami
                        Placów ma kilka i kościołów.
                        Na tych ulicach sami święci
                        I ludzie lepsi od aniołów.
                               W żydowskich niegdyś kamienicach
                               Te same brudu, zła liszaje,
                               Zamknięte w klatkach, na osiedlach,
                               Bezdenne, gminne obyczaje.
                        A w święto dęci i nadęci,
                        W kostiumach niedzielnego kroju
                        Czyszczą przed soba zakłamanie
                        Ubrane w łatwy gest pokoju.


                     Ten wiersz, w równej mierze nostalgią i nutą sarkazmu
                  naznaczony, napisałem w latach stanu wojennego. Choć pew−
                  nie wciąż jest aktualny, to podobna – trochę prowincjonalna,
                  nieco siermiężna obyczajowość może czasami być motywem
                  twórczego odreagowania. Dowodzą tego życiorysy wielu roda−
                  ków, z których niewielu już pamiętamy.
                     Dlatego tym opracowaniem pragnę przypomnieć obecnym
                  mieszkańcom miasta ich poprzedników: dawnych wadowiczan.
                     Oczywiście nie wszystkim mieszkańcom i nie wszystkich
                  wadowiczan…

                     Urodziłem się przy ulicy Zatorskiej i ponad pół wieku do−
                  rosłego życia siedzę w tych prowincjonalnych Wołkowicach,
                  a – od 1978 roku – metropolitalnych Wadowicach.
                     W czasach mojego dzieciństwa mniej tu było kolorów. Ce−
                  mentowo−szare elewacje, resztki powojennych gruzów, czas
                  siermiężny i ubogi był świadkiem naszej durnej i chmurnej
                  (jak każda) młodości. Atrakcją był wtedy jesienny odpust z tra−
                  dycyjnymi flaczkami, które trzeba było parę dni czyścić i go−
                  tować, a odór tych flaków niósł się przez podwórka. Przez ten
                  odpustowy specjał nazywano wadowiczan flacorzami. Kalwa−
                  rianie mieli ‘ksywę’ ogórcorze, andrychowianie – plackorze,
                  zaś mieszkańców Choczni przezywano królicorzami. Te prze−
                  zwiska określały w jakiś sposób gusta kulinarne i obyczajo−
                  wość mieszkanców.


                                                                               3




Wadowice_10.pm6          3                                 11-11-19, 00:55

Strona 4

Dzieciństwo spędzaliśmy na podwórkach i ulicach a formy
              zabaw dyktowała nam lektura książek przygodowych. Były
              więc walki Indian z kowbojami i ciągłe gonitwy po zaułkach
              i ogrodach. Każdy z nas musiał mieć koło czyli rafkę, którą
              toczyło się przed sobą, komplet wytartych sztuli do grania czy
              monety i suwkę do cymbergraja. Niebezpieczna była zabawa
              z kluczem napełnianym siarką z zapałek czy petardy robione
              z karbidu.
                 Inny, mniej komercyjny był również czas świąt. Wigilia była
              oczekiwana bardziej z powodu jedynej w roku możliwości je−
              dzenia karpia. Wręcz obżerania się karpiem. W liceum cho−
              dziliśmy z dziewczynami na pasterki do klasztoru na Kopiec
              a potem do rana wizytowaliśmy znajome domy. Z pierwszą,
              świąteczną kolędą.
                 Przed Świętami Wielkanocnymi zbieraliśmy na miejskich
              pastwiskach chrzan, robiliśmy palmy i tym wszystkim han−
              dlowaliśmy na targu; było trochę grosza.
                 Oczywiście ambicją było mieć też dużą hubę, którą zapala−
              ło się przy zakrystii w czasie pogańskiego święcenia ognia.
              Hajcowaliśmy później te huby na całym Rynku. A sztuką było
              oderwać z pnia wierzby dużą hubę, wywiercić w niej rozżarzo−
              nym prętem otwór, nanizać kilka takich hub na stalowy drut
              i tym pogańskim kadzidłem świętować ogień – raz w roku –
              na Wielkanoc.
                 W środy chodziliśmy na kościelne nowenny, dopingowani
              raczej wieczornym spotkaniem z dziewczynami, które się póź−
              niej odprowadzało do domu – po bożemu.
                 W czwartki atrakcją dla wszystkich był jarmark. Ulice pe−
              łne chłopów, furmanek i tego specyficznego, końskiego zapa−
              chu. Szwendaliśmy się po Targowicy próbując jabłek, śliwek
              i czego się za darmo dało. Oczywiście każdy z nas przewinął
              się przez ministranturę (i to po łacinie), a potem większość
              przez harcerstwo w krótkich spodenkach, z jego zbiórkami,
              obozami i nocnymi wartami.
                 Koedukacja nie była moim udziałem, bo wtedy były osobne
              szkoły: męska i żeńska. W podstawówce kurzyliśmy papiero−
              sy zbierane na ulicy, chodziliśmy na pycawy czyli wyprawy
              po owoce do cudzych ogrodów, których było jeszcze pełno
              w mieście. No i piliśmy cydr, sfermentowany, sześcioprocen−
              towy napój jabłkowy, sprzedawany dzieciarni jako orzeźwia−
              jący. W liceum piliśmy pierwsze jabcoki czyli wina owocowe.
              Największym smakoszem i znawcą owych trunków był wtedy
              Adam z Gorzenia, wyjątkowy erudyta i admirator Dionizosa.
              Potrafił tak sugestywnie opiewać smak polskich jabcoków, że

              4




Wadowice_10.pm6             4                                11-11-19, 00:55

Strona 5

u każdego budził pragnienie. Latem okupywaliśmy Skawę
                  między mostami, a zimą okoliczne pagórki, później Leskowiec.
                  Wieczorem młodzież obowiązywał zakaz chodzenia po mieście,
                  więc licealny czas prywatek przy patefonie bambino miał swój
                  konspiracyjny urok.
                     Fascynował nas Zegadłowicz, którego twórczość (a raczej
                  jej ‘dozwoloną’ część) poznawaliśmy jeszcze poprzez jego przy−
                  jaciół i rodzinny dom w Gorzeniu.
                     Chyba ten luźny, młodzieńczy okres wymusił na mnie za−
                  interesowanie regionalizmem.
                     Wadowice dumne są ze swoich mieszkańców. Z ludzi zna−
                  nych, tu zamieszkałych i tych, którzy opuścili miasto by dać
                  sobie szansę i zaistnieć gdzie indziej.
                     Oczywiście przy ciągłej migracji – Wadowice przelotne –
                  trudno wspomnieć wszystkich w opracowaniu. Moim zamia−
                  rem jest przedstawienie – poprzez ludzi – fenomenu mia−
                  sta i środowiska w którym wychowywał się Karol Wojtyła.
                  Przecież swoją osobowość zawdzięczał rodzinnym Wadowicom
                  – co często podkreślał. Bo były tu szlachetne tradycje, dobre
                  gimnazjum i twórcze środowisko budowane przez konkretnych
                  ludzi. Te tradycje, to środowisko stanowiło grunt dla zdol−
                  nych i chętnych wiedzy. Bez tamtych Wadowic nie byłoby Jana
                  Pawła II.
                     W 1985 roku namawialiśmy ówczesnego proboszcza, aby
                  obok kościoła – pod sentencją „Czas ucieka wieczność czeka”
                  – postawić pomnik Karola Wojtyły. Naturalnej wielkości po−
                  stać dorosłego ucznia Gimnazjum, jak co dzień idącego z domu
                  i kościoła do szkoły, pomnik honorujący tamte Wadowice, które
                  współtworzyły osobowość przyszłego papieża. Zamysł, aby syl−
                  wetki ponadprzeciętnych pospólstwu były ilustracją dziejów
                  Wadowic, był podstawą scenariusza Muzeum Historycznego,
                  które organizowałem od 1985 roku.
                     Miasto nie ma znaczących zabytków, budowli historycz−
                  nych ani widocznej tradycji urbanistycznej – współczesność
                  zawdzięcza czasom galicyjskim. Dlatego chciałem zaprezen−
                  tować historię miasta i regionu poprzez sylwetki mieszkań−
                  ców zasłużonych dla rozwoju regionu.
                     I tak rozwój świadomości wsi i ruch ludowy miały prezen−
                  tować takie postacie jak: ks. Stanisław Stojałowski, ks. Fran−
                  ciszek Gołba czy dr Józef Putek. Dzieje sportu dokumentowali
                  znaczący zawodnicy i działacze TG Sokół, klubu Skawa,
                  Vadowia, Kolejarz, Makkabi, Gwardia, Podhalanin czy Sza−
                  rotka. I tak dalej, i tak dalej. Mimo, że wyremontowaliśmy
                  budynek na ul. Kościelnej 4, mieliśmy już zaplecze naukowo−

                                                                              5




Wadowice_10.pm6          5                                11-11-19, 00:55

Strona 6

archiwalne i zbiory do ekspozycji, władze samorządowe po
              1990 roku nie pozwoliły Towarzystwu Miłośników Ziemi Wa−
              dowickiej na kontynuowanie działalności. Był to początek eli−
              minowania z życia publicznego dotychczasowej opozycji przez
              ludzi, którzy w 1989 r. opanowali Komitet Obywatelski a na−
              stępnie zawłaszczyli władzę. Podobnie spacyfikowano inne,
              próbujące zachować niezależność stowarzyszenia. Każda wła−
              dza po cichu dąży do autokratyzmu i stosuje w zasadzie te
              same metody wobec opozycji. Tak było w Wadowicach po 1945
              jak i po 1990 roku.
                 Czasy mamy tchórzliwe. Mimo wolności słowa i myśli, pre−
              sja społeczna paraliżuje nawet odwagę poglądów. Spolegli−
              wość, populizm, bezkrytyczna akceptacja dyktatu monopoli−
              stów, to warunki pozornego komfortu i spokoju zagrożonego
              ostracyzmem przez dewocyjne społeczeństwo.
                 Daleki jestem od historyków, którzy prezentują – jak w ja−
              dłospisie – dostępne im materiały, bez jakiejkolwiek analizy
              lub ograniczają swoje publikacje do poprawnych metodologicz−
              nie wywodów. A więc źródło, przypis, trochę treści obowiązko−
              wo podpartej autorytetem lub promotorem. Dla mnie, amato−
              ra, historia jest nauką nieustającej analizy dziejów ponad
              współczesnymi uwarunkowaniami, które też doczekają się kie−
              dyś krytycznej interpretacji. Książka nie jest monografią, nie
              ma ambicji popularno−naukowych.
                 Chcąc zachować pamięć o ludziach, którzy działali na rzecz
              miasta, sławili go własną osobowością, przedstawiam ich na
              tle ulic i kamienic, domów i miejsc ich pracy. Kierowałem się
              własnym, często mocno subiektywnym kryterium doboru pre−
              zentowanych osób i zdaje sobie doskonale sprawę, że wiele
              postaci pominąłem. Po 1964 roku powstały nowe osiedla. Za−
              mieszkało na nich wielu znaczących, nowych wadowiczan,
              których przypomnienie pozostawiam następcom. A że nie mo−
              głem się przy tej mojej prezentacji powstrzymać od szeregu
              dygresji, to już zapewne widać po tych kilku zdaniach. Cóż,
              taka moja uroda.
                 Książka jest bardzo osobistym przewodnikiem po niedaw−
              nej przeszłości. Niektóre jego fragmenty były publikowane
              w gazecie „Nad Skawą” w latach 1995–2002. Mam nadzieję,
              że da ona szerszy obraz miasta, potrzebny zwłaszcza dziś, gdy
              jego charakter sprowadza się do nieszczęsnej kremówki…
                 Przy opracowaniu korzystałem z wielu źródeł publikowa−
              nych, autorstwa Gustawa Studnickiego, Romana Gajczaka,
              Honorata Gila i historyków młodszego pokolenia: Michała
              Cielebona, Andrzeja Nowakowskiego, Konrada Meusa, Toma−

              6




Wadowice_10.pm6             6                                11-11-19, 00:55

Strona 7

sza Graffa i innych; czasopism i wydawnictw regionalnych
                  zgromadzonych w bibliotece miejskiej, archiwum TMZW, zbio−
                  rów własnych, a przede wszystkim z relacji wielu wadowiczan,
                  którym dziękuję. Szczególne podziękowania kieruję do pani
                  Hani Cholewy, pana Edwarda Stanka i mojej mamy Karoliny.
                     W czasach rozwoju czytelnictwa obrazkowego z moją pracą
                  zapewne zapoznają się ci, którzy potrafią czytać ze zrozumie−
                  niem i którym nadmiar wiary nie odebrał boskich darów, ja−
                  kimi są rozum i wolna wola. No i tolerancja.
                     Numerację domów a później nazewnictwo ulic, wprowadzi−
                  ła administracja austriacka z końcem XIX w. Zmiany nazw
                  ulic i – częściej – numeracji są stałą procedurą i dlatego
                  wiele opisanych kamienic może mieć nieaktualne dane, jed−
                  nak prezentuję je tak, by były łatwe do zlokalizowania.

                     Jednak ulice i domy są tylko osią przewodnią przypomnie−
                  nia dawnych wadowiczan…




                                                                             7




Wadowice_10.pm6          7                               11-11-19, 00:55

Strona 8

8




Wadowice_10.pm6   8   11-11-19, 00:55

Strona 9

Krótki kurs historii Wadowic…
                       czyli co każdy gramotny flacorz wiedzieć powinien


                     Mimo, że historia – jako nauka, a nie bajkopisarstwo – nie
                  jest popularna, stanowi od XIX wieku pożywkę narodowej
                  świadomości. Karmimy kolejne pokolenia naszą historią opartą
                  głównie o martyrologię – często przez nas samych sprowoko−
                  waną. Wykopujemy, ekshumujemy, wiecznie truchło nosimy
                  – jak pisał poeta. Z czasem stworzyliśmy z pogrzebów specy−
                  ficzną formę wychowania patriotycznego, tylko czekać, a na−
                  rodowe barwy na stałe ozdobimy kirem...
                     Mimo tych konstatacji namawiam do poznania historii mia−
                  sta, z którym jest się w jakiś sposób związanym. Postaram
                  się ją ująć w miarę treściwie i niezbyt nudno. Będzie to więc
                  taki „Krótki kurs historii miasta, który każdy gramotny fla−
                  corz zaliczyć powinien”. A pozostali – wedle życzenia...
                     Dobrze jest mieć taką wiedzę – choćby po to, aby zachować
                  samodzielność osądu i decyzji. Oczywiście wiedzę dominu−
                  jącą nad wiarą, bo nie zawsze one w jednym zaprzęgu pro−
                  wadzą.
                     Wystarczy tych dywagacji. Do rzeczy, czyli – jak mówiono
                  w czasach, gdy jeszcze klasyczny ryt kultury cieszył się sza−
                  cunkiem, a łacina nie była kojarzona li tylko z dyskursami
                  pod budką z piwem – ad rem.

                                            Dzieje
                    Wadowice powstawały w czasach burzliwych dla dziejów
                  Polski. Przyjmuje się za początek istnienia miasta rok 1327.
                  W lutym tego roku w Opawie, na dworze króla czeskiego Jana

                                                                             9




Wadowice_10.pm6          9                               11-11-19, 00:55

Strona 10

Luksemburczyka, kilku książąt górnośląskich, w tym Jan
              Oświęcimski, złożyło hołd lenny czyli formalnie rozstało się
              z Polską i oddało w opiekę Czech. W sporządzonym w Byto−
              miu na ową okoliczność dokumencie, wymienione są po raz
              pierwszy Wadowice jako miasto. Jeżeli dokument nazywa
              Wadowice miastem, to przecież musiała tu być wcześniej jakaś
              wieś, bo prawa miejskie nadawano istniejącym osadom.
                 Według mnie miasto zostało założone jako osada strzegąca
              sprawności brodu (przeprawy) przez rzekę Choczenkę.
                 Obecny potok, zwany kiedyś Kaczynią, bierze swoje początki
              pod Gancarzem. Zbiera wody z Kaczyny i całej, wielkiej Chocz−
              ni. Jeszcze do lat sześćdziesiątych był rzeką burzliwą, nie−
              bezpieczną w czas powodzi, wiosenno−jesiennym utrapieniem
              mieszkańców. Bura, niebezpieczna „kalafa” (od skalana, za−
              nieczyszczona) – tak ją nazywaliśmy. Ale była to jednocze−
              śnie czysta, obfita w wodę rzeka, oaza blisko murów miasta.
              Owa rzeka była głównym „sprawcą” założenia osady Wadowi−
              ce. Potężne powodzie tworzyły u ujścia Choczenki do Skawy
              (obecny Plac Westerplatte) rozlewisko nie do przebycia. Bądź−
              my świadomi tego, że w tamtych czasach (XIII w.) otaczały
              nas tylko połacie lasu, kumulujące wodę. W czas pogody two−
              rzyły się bagna – i tak, przez większość roku, komunikacja
              z Zatora na południe do Mucharza i dalej na Orawę, była
              utrudniona. Dlatego „osadzono” przy ujściu pierwszych miesz−
              kańców, których celem było utrzymanie przejezdności traktu
              od Zatora.
                 W czasie niedawnej przebudowy ulicy Zatorskiej znalazłem
              częściowe potwierdzenie tej mojej hipotezy, która ukazała się
              w druku w 1986 roku. Otóż w wykopach, na głębokości ponad
              dwóch metrów, biegnie sprasowana, czarna, kilkunastocen−
              tymetrowa warstwa wikliny. Nieprzepuszczalne podłoże (iły)
              w czasie opadów było trudno przejezdne. Na nich układały się
              namuły, piasek i wszelka drobnica niesiona przez Choczenkę
              i Skawę. Aby przeprawa była sprawna, trzeba jej było pilno−
              wać, zabezpieczać zjazdy, budować groble i umocnienia z fa−
              szyny czyli wikliny. I ktoś to musiał robić. Czy zależny, znie−
              wolony poddany, niewolnik będzie dobrze wykonywał polecone
              zadanie utrzymania szlaku granicznego i obrony granicy?
              Pierwszym osadnikiem musiał być wojownik, człowiek wierny
              księciu ale nie zniewolony. Taki mógł gwarantować sensow−
              ność powołania osady. Dlatego powstanie Wadowic, podykto−
              wane było potrzebami militarnymi (komunikacja, łączność)
              a nobilitowanie osady do rangi miasta miało wymierne uza−
              sadnienie, bo jedyną formą utrzymania tej granicznej pla−

              10




Wadowice_10.pm6             10                                11-11-19, 00:55

Strona 11

cówki, było prawo samorządowe, miejskie. A pozatym w do−
                  kumencie z 1327 roku ranga finansowa i polityczna księstwa
                  mającego niewiele terenu ale aż 5 miast, znacznie urosła.
                      Prawdopodobnie władca tych terenów, osadził tu grupę lu−
                  dzi (rodzinę?), dał im przywilej samorządzenia, prawa poło−
                  wu, wyrębu drzew – po to, aby pilnowali przeprawy. Może ten
                  osadnik miał na imię Wad a jego potomkowie Wadowycze?
                      A może założył osadę któryś z zakonów? W połowie XIII wie−
                  ku Zator należał do benedyktynek ze Staniątek, Woźniki do
                  Tyńca a Grodzisko, Roków i Mucharz do norbertanek. Zakony
                  jednak nie zakładały na tym terenie wsi; sprawdziłem.
                      Najstarsza mapa księstwa oświęcimsko−zatorskiego z 1563
                  roku (Porębskiego) pokazuje kościół (obecne prezbiterium) sto−
                  jący poza zwartą zabudową a miasto jest zaznaczone w okoli−
                  cach obecnego osiedla Westerplatte. Przemawia to za lokowa−
                  niem osady strzegącej przeprawy. Według znawców, mapa –
                  jak na czas powstania – jest bardzo dokładna i możliwe, że
                  była sporządzona dla potrzeb inkorporacji księstw w 1564 r.
                  Także oś komunikacyjna miasta, przebiegająca aż do czasów
                  austriackich z północy (od Zatora) na południe (do Mucharza)
                  przemawia za takim uzasadnieniem pierwotnej lokacji.
                      Teraz możemy się zastanowić, kiedy to było, jeśli w 1327 r.
                  Wadowice są wymienione jako oppidum, czyli mają co naj−
                  mniej kilkanaście drewnianych chałup, zagrody a przede
                  wszystkim jakąś formę samorządności.
                      W historii pogranicza śląsko−polskiego jest kilka momen−
                  tów, w których była potrzeba zabezpieczenia granicy na Ska−
                  wie. Pamiętajmy, że porządny król Bolesław Krzywousty, chciał
                  dobrze, a wyszło beznadziejnie. Jego testament w 1138 roku
                  doprowadził w kilkadziesiąt lat do rozdrobnienia i rozbicia
                  Polski oraz ciągłych walk o stolicę w Krakowie. A Skawa, czy−
                  li granica między Śląskiem a dzielnicą senioralną (krakowską)
                  była o rzut beretem. Synowie Krzywoustego zaraz po jego
                  śmierci zaczęli walczyć między sobą o tron, co jest historią
                  tak frapującą, jak powieści Sienkiewicza. W każdym bądź ra−
                  zie w 1179 roku Kazimierz Sprawiedliwy odłączył od Krakowa
                  kasztelanię oświęcimską i dał ją Mieszkowi Plątonogiemu,
                  władcy księstwa opolsko−raciborskiego. Czyli w Oświęcimiu
                  był już wtedy kaszteI, jakaś warowna budowla. Od tej pory
                  Skawa stanowiła umowną granicę między Polską a dzielnicą
                  śląską, składającą się wtedy z kilkunastu księstw .
                      Za czasów Henryka Brodatego, panującego na Śląsku
                  i w Krakowie (1234–1238), chłopa porządnego, zostaje zasie−
                  dlona dolina Wisły. Lokowano wtedy większość wsi przy szla−

                                                                              11




Wadowice_10.pm6          11                                11-11-19, 00:55

Strona 12

ku z Oświęcimia do Krakowa. W 1241 roku następca księcia,
              jego syn Henryk Pobożny, poległ w bitwie pod Legnicą w cza−
              sie tatarskiego najazdu na Polskę. Znowu zaczęły się walki
              o tron w spalonym Krakowie, gdzie Tatarzy ustrzelili tręba−
              cza tak, że do dziś hejnał na pamiątkę owego wydarzenia się
              zacina.
                 Walczył o Kraków syn Brodatego, czyli Bolesław Łysy (Ro−
              gatka) przeciwko Bolesławowi Wstydliwemu z Sandomierza.
              Rogatkę popierał Władysław Opolski do którego Ziemia Oświę−
              cimska należała. Bolesław Wstydliwy, który okazał się w efek−
              cie nieudolnym władcą, wygrał, rzeka Skawa stała się od 1243
              do 1274 roku granicą wrogów. I to jest ten pierwszy czas
              prawdopodobnego założenia osady Wadowice.
                 Wojna o dzielnicę krakowską trwała nadal. W 1274 roku
              Władysław Opolski przekroczył Skawę i zbrojnie zajął tereny
              do rzeki Skawinki popierając starania Wacława II o koronę.
                 Po śmierci Władysława Opolskiego w 1281 roku powstało
              księstwo raciborsko−cieszyńskie. Synowie Władysława, Bolko
              I (opolski) jak i Mieszko I (cieszyński) nadal popierali Wacła−
              wa II z Czech w jego staraniach o Kraków. Wpuścili zatem do
              swoich grodów m.in. Oświęcimia, załogi czeskie i pomogli
              Wacławowi II w zajęciu Krakowa.
                 I to był, według mnie, ten drugi okres, w którym możliwe
              było zasiedlenie ujścia Choczenki, zwłaszcza że przypada
              w czasie drugiej kolonizacji doliny Soły i Skawy. Istniejący
              już dawno Zator, otrzymał wtedy prawa miejskie.
                 Możliwe, że to czeska załoga oświęcimskiego kasztelu około
              1290 roku dobrze spenetrowała podległy jej teren i zwróciła
              uwagę na niedrożność szlaku komunikacyjnego wzdłuż Ska−
              wy na Orawę. A że Czesi są racjonalnym narodem, może ka−
              zali osadzić jakiegoś Wadeca? Możliwe też, że to książę Miesz−
              ko I, wizytując Zator i prawdopodobnie Mucharz, lokował
              osadę i nadał jej imię narodzonego syna Władysława (Włado−
              wice?), który w 1316 r. odziedziczył samodzielne już księstwo
              oświęcimskie.
                 Spis dziesięciny papieskiej z 1326 roku wymienia obok sa−
              modzielnych parafii Woźniki, Witanowice, Frydrychowice, Ja−
              roszowice, Radoczę i największą parafię Mucharz, do której
              należały Wadowice. Musiała to być zatem mała, niewiele dla
              finansów Kościoła znacząca wieś, ale widać miała znaczenie
              strategiczne, skoro książę wymienił ją jako miasto w doku−
              mencie z Bytomia.
                 Po pożarze w 1430 roku ponownie lokowano miasto na
              prawie chełmińskim, nadając mu zachowany do dzisiaj śre−

              12




Wadowice_10.pm6             12                                11-11-19, 00:55

Strona 13

dniowieczny układ urbanistyczny. Sugestie, jakoby Wadowi−
                  ce posiadały drewniany parkan obronno−terytorialny z dwo−
                  ma bramami, od północy i południa, wydają się mało praw−
                  dopodobne. Nie stać było Wadowic na ponad kilometr zbędnej
                  z punktu widzenia obronności, drewnianej palisady. A zresztą
                  – czy osada, która nie przynosiła dochodu Kościołowi warta
                  była złupienia? Po inkorporacji Księstwa Zatorskiego do Ko−
                  rony, miasto stało się Królewskim, Wolnym Miastem, z za−
                  szczytem obywatelstwa, przyznawanego według specjalnych
                  wymagań. Zatwierdzono mieszczanom dotychczasowe przy−
                  wileje a kolejni władcy nadawali nowe. Mimo tego, leżącą na
                  szlaku, na wysokim brzegu Skawy przygraniczną miejsco−
                  wość, niszczyły częste pożary, powodzie, epidemie i wojny.
                  Po każdej takiej klęsce miasto pustoszało. Dlatego Wadowi−
                  ce, mimo licznie nadawanych przywilejów, były w czasach
                  I Rzeczpospolitej małym, prowincjonalnym miasteczkiem.
                  Stąd uciekano.
                     W 1734 roku kolejny pożar strawił miasto a zniszczeń do−
                  pełniły kontrybucje na rzecz konfederacji barskiej. Kasa miej−
                  ska świeciła pustkami, mieszczanie z trudem odbudowywali
                  kościół. Do takich Wadowic weszli w 1772 roku Austriacy.
                     Dla miasta, w jego długiej historii, istotne znaczenie miało
                  kilka okresów i wydarzeń, które w sposób skondensowany
                  ujmują jego historię.
                     • po pożarze w 1430 r. książę oświęcimski nadał mu pra−
                        wa samorządowe, chełmińskie. Wtedy też zapewne,
                        w okresie agrarnej trójpolówki, powstał zarys zabudowy
                        miasta na planie owalnicy,
                     • w II połowie XV wieku, najpierw księstwo oświęcimskie
                        a później zatorskie wracają do Korony. W tym czasie
                        powstał murowany kościół (obecne prezbiterium). Od
                        1564 roku Wadowice zyskują opiekę króla,
                     • w XVII w., po szwedzkim potopie, Wadowice obejmują
                        prymat regionalny nad Zatorem,
                     • pożar w 1734 r. i udział w konfederacji barskiej niszczą
                        miasto,
                     • Wadowice od 1772 roku są pod panowaniem Austrii,
                     • budowa tzw. gościńca cesarskiego (Wiedeń–Lwów) wyty−
                        czyła obecny układ komunikacyjny centrum,
                     • w roku 1819 przeniesiono siedzibę cyrkułu z Myślenic
                        do Wadowic,
                     • początek samodzielności (autonomii) Galicji, powstaje
                        gimnazjum,
                     • od 1870 roku zaczyna się osadnictwo żydowskie w mieście,

                                                                              13




Wadowice_10.pm6          13                                11-11-19, 00:55

Strona 14

• uruchomienie pod koniec XIX w. linii kolejowej,
                   • przełom wieku XIX/XX – rozwój społecznej, niepodległo−
                     ściowej aktywności,
                   • dwudziestolecie międzywojenne i okupacja,
                   • lata 1945–1965: odbudowa po wojennych zniszczeniach,
                     rozwój miasta w nowej rzeczywistości politycznej,
                   • lata 1975–1989, Wadowice w województwie bielskim,
                   • rok 1978, wybór Karola Wojtyły na papieża,
                   • okres po 1990 roku – różnorodnych transformacji

                 Jak widać, Wadowice swoją obecną pozycję ośrodka admi−
              nistracyjnego, oświatowego i kulturalnego, zawdzięczają mo−
              narchii austriackiej, czyli byłemu zaborcy.
                 Do przeniesienia siedziby cyrkułu (obwodu) z Myślenic do
              Wadowic w 1819r., przyczynił się zapewne ożeniony
              z Duninówną Austriak, baron Antoni Baum (1763−1829), je−
              den z najlepszych ówczesnych urzędników i pierwszy staro−
              sta cyrkułu myślenickiego. Pozycja i starania Bauma zaowo−
              cowały przeniesieniem w 1819 r. siedziby cyrkułu do Wadowic.
              I stąd zaczęły się współczesne (i papieskie także) Wadowice.
              Jego syn Józef był właścicielem Kopytówki i inwestorem obec−
              nego dworu.
                 Lat temu kilkanaście interweniowałem u proboszcza w Mar−
              cyporębie z powodu dewastowania grobowca barona. Zapew−
              ne miejscowi kojarzyli nazwisko z Niemcem albo – co gorsze
              – Żydem? Dzisiaj grobowiec Baumów, odnowiony przez kon−
              serwatora stoi nadal przed wejściem do drewnianego, zabyt−
              kowego kościółka a parafianie może mają świadomość, kto
              zacz ów Baum?
                 Niespodziewany awans administracyjny miasta zaowocował
              jego szybkim rozwojem. Cyrkuł wadowicki obejmował obszar
              od Podgórza w Krakowie przez Myślenice, Nowy Targ, Żywiec
              po Białą (Bielsko−Białą) i Oświęcim. Od 1820 roku organizo−
              wano instytucje służące austriackiej administracji: koszary dla
              poboru rekruta, sąd i więzienie dla utrzymania porządku, izbę
              skarbową dla poboru podatku itd.
                 Jednym z urzędów była komenda uzupełnień dla rezerwi−
              stów niepodległej już Polski, gdzie do pracy został skierowany
              oficer c.k. armii Karol Wojtyła, ojciec przyszłego papieża. I tak
              pośrednio, decyzja z 1819 r. awansowała Wadowice do roli mia−
              sta rodzinnego Jana Pawła II. A mógł być papież z Myślenic…
                 Okres galicyjski, czyli II połowa wieku XIX aż do I wojny
              był czasem dużej aktywności społecznej i ekonomicznej miesz−
              kańców. Na przestrzeni pół wieku, głównie dzięki operatywnym,

              14




Wadowice_10.pm6               14                               11-11-19, 00:55

Strona 15

bogatym i mądrym wadowiczanom, miasto stało się wiodą−
                  cym ośrodkiem administracyjnym, oświatowym i kulturalnym
                  w zachodniej Galicji. Po 1880 roku środowisko prawnicze po−
                  trafiło zorganizować tu siedzibę Sądu Obwodowego dla czte−
                  rech powiatów. Wystarczy dodać, że budowę gmachu sądu
                  finansowali także adwokaci i sędziowie. Od powstania gma−
                  chu „Sokoła” w 1887 r. rozpoczęły się społeczne inwestycje,
                  służące mieszkańcom do dzisiaj. W 1886 roku Wadowice były
                  współzałożycielem – obok Jana Matejki, księcia Lubomirskiego
                  i miasta Krakowa – Muzeum Narodowego w Krakowie.
                     Budowa linii kolejowych dała miastu nowe możliwości.
                  Zwiększył się ruch handlowy i jednocześnie do miasta trafił
                  przemysł. Wadowiczanie zaczęli wyjeżdżać na urlopy do Trie−
                  stu, Neapolu, Wiednia, Budapesztu. Wszak byliśmy w jednej
                  monarchii. Paszport trzeba było mieć, jadąc do Chrzanowa albo
                  Słomnik, bo tam było rosyjskie Królestwo Polskie. Pociągiem
                  z Wadowic, przez Oświęcim, Katowice, Berlin do portu w Ham−
                  burgu jechali ci, co zdecydowali się emigrować za ocean.
                     W czerwcu w 1914 r., w austriackim Sarajewie, zabito arcy−
                  księcia Ferdynanda, co było bezpośrednim powodem I wojny
                  światowej, która rozsadziła ówczesną Europę. Ta krwawa woj−
                  na obaliła monarchie, stworzyła bolszewizm, wskrzesiła Pol−
                  skę i wiele innych państw. Odpowiedzialnym za bezpieczeń−
                  stwo księcia Ferdynanda był ówczesny administrator Bośni
                  i Hercegowiny Leon Biliński, który całkowicie zlekceważył wi−
                  doczne i realne zagrożenie zamachem. Można hipotetycznie
                  założyć, że to jego niefrasobliwość była przyczyną wojny. Po co
                  tak się o tym rozpisuję? Ano Leon Biliński bywał często w Wa−
                  dowicach i jakiś czas tu mieszkał.
                     Ta wojna przyszła w 1916 roku i do Wadowic. Miasto było
                  zapleczem frontu, bitwa o twierdzę Przemyśl trwała kilkana−
                  ście miesięcy i była drugą po bitwie pod Verdun kampanią
                  tamtej wojny. Trwały walki pod Limanową, Rosjanie dotarli
                  już pod Wieliczkę i Jordanów. Wadowiczanie służyli w armii
                  austriackiej lub w Legionach, które walczyły przy boku Au−
                  strii. W mieście wszystkie budynki publiczne zostały zajęte
                  dla potrzeb wojska. W klasztorze Karmelitów, Nazaretanek,
                  w szkołach – były szpitale i obozy dla uciekinierów. Szerzył
                  się tyfus, później hiszpanka, panował głód i drożyzna, donosi−
                  cielstwo i bandytyzm.
                     Wojskowy szpital za torami na ulicy Zatorskiej był przepe−
                  łniony. Przez istniejący tam od połowy XIX wieku obóz jeniec−
                  ki, przewinęło się około 15 000 żołnierzy, głównie Rosjan
                  i Ukraińców, ale i Polaków z rosyjskiego zaboru. Drugi obóz,

                                                                              15




Wadowice_10.pm6          15                                11-11-19, 00:55

Strona 16

pod namiotami, dla 30 000 jeńców, urządzono za Skawą,
              w Kleczy. Jeńców dziesiątkowały epidemie tyfusu i głód.
                 Wiosną 1918 roku wiernopoddańcza sympatia do Austrii
              w jednej chwili zamieniła się w nienawiść. Zdemolowano tro−
              chę ck urzędów i żydowskich sklepów. Mieszczanie odreago−
              wywali na bogu ducha winnych symbolach. Podobnie, jak po
              grudniu 1981 roku, kiedy „solidarne” Wadowice ukryły się
              w domach, aby odreagować w 10 lat później na niszczeniu
              pomnika w Rynku. Zachowanie mieszczan w 1918 roku opi−
              sał E. Zegadłowicz w powieści „Martwe morze”.
                 Po okresie powojennej odbudowy, w II Rzeczypospolitej Wa−
              dowice nie wróciły już do poprzedniej administracyjnej rangi.
              Stały się powoli prowincjonalnym miasteczkiem z dominacją
              wojska i kościoła. Jak dawniej nawiedzały go epidemie, poża−
              ry, wielkie powodzie (1934 r.) czy mrozy (1928 r.) Coraz więcej
              mieszkańców stąd emigrowało.
                 W maju 1926 roku wadowicki 12 pułk piechoty, wsławiony
              w niedawnych walkach z bolszewikami, rusza na pomoc pra−
              wowitej władzy bo Piłsudski „nowy rząd utworzył, składający
              się z samych buntownika pochlebców, lewicowców, nieprzyja−
              ciół Państwa i Kościoła” – jak to ujął lokalny kronikarz.
                 Po zajęciu Wadowic przez Niemców 4 września 1939 roku,
              utrzymano początkowo dotychczasową administrację. W 1940
              roku podzielono miasto granicą na Skawie. Tereny za rzeką
              zostały włączone do Generalnej Guberni. Mieszkańcy korzy−
              stali z przepustek, granicy pilnowała straż. Jak na każdej
              granicy kwitła kontrabanda. Przemycano z Zaskawia tytoń,
              spirytus, mydło, wyżywienie a z powrotem złoto i towary prze−
              mysłowe, czasami uciekających do Gubernii Żydów. Wprowa−
              dzono restrykcje dla tej ludności, a potem zamknięto w get−
              cie. Miasto wcielono do rejencji katowickiej. Wprowadzono
              administrację, prawo i język niemiecki. Publiczna rozmowa
              po polsku kosztowała. Tak samo zaśmiecanie miasta, plucie,
              głośne zachowanie, pijaństwo, kradzieże, przemyt i unikanie
              obowiązkowej pracy. Od kilku marek mandatu aż do kary wię−
              zienia, bo tu była III Rzesza i obowiązkowy, niemiecki ord−
              nung. Z tej strony Skawy nie było żadnych szans na jakikol−
              wiek ruch oporu Wszelkie próby okupant karał z największą
              surowością. Tak było z grupą W. Bałysa jak i organizacją Orzeł
              Biały, której kilkunastu członków zesłano w 1941 roku do
              obozów. Za Skawą, wokół góry Chełm, a także w masywie
              Laskowca, działało kilka oddziałów partyzanckich.
                 W 1945 roku walki na linii Skawy trwały od 23 stycznia.
              Niemcy osadzili za parkiem baterię dział ostrzeliwującą doli−

              16




Wadowice_10.pm6             16                                11-11-19, 00:55

Strona 17

nę Skawy. Jest tam jeszcze mały bunkier osłonowy. Druga
                  silna bateria była w Radoczy ponad doliną Skawy. Linii rzeki
                  broniły gniazda broni maszynowej, piechota i batalion straży
                  granicznej. Walki trwały trzy dni. Równolegle od południa (pie−
                  chota) i od Zatora (czołgi) weszły 26 stycznia do miasta od−
                  działy radzieckie. W nocy na 27.01 przybyły z Krakowa nowe
                  władze cywilne z Władysławem Sadowskim jako kierownikiem
                  grupy operacyjnej, Jerzym Olędzkim, przedwojennym pianistą
                  warszawskiej Adrii, jako starostą powiatowym. Mimo, radziec−
                  kiego komendanta miasta (płk Bałbiński) w ciągu jednego roku
                  magistrat kierowany przez burmistrza Sadowskiego potrafił
                  zdopingować mieszkańców tak, że przywrócono wszelką, przed−
                  wojenną działalność, łącznie ze Związkiem Restauratorów,
                  kuchnią dla biednych, Czytelnią Mieszczańską, orkiestrą sym−
                  foniczną Kazimierza Jarczyka, klubem TUR, kinem, nie mó−
                  wiąc o szkolnictwie, opiece zdrowotnej, przemyśle i handlu.
                  Do powstającej milicji i UB zgłaszali się lokalni partyzanci.
                  Wielu z nich w konfrontacji z nową rzeczywistością polityczną
                  bądź z powodów ambicjonalnych wróciło z powrotem do lasu.
                     W marcu 1945 r. z miasta wyruszyła ekipa administracji
                  polskiej dla wyzwolonej Świdnicy a za nią wielu chętnych na
                  poniemieckie mienie. Część z nich tam została, sprowadzając
                  do siebie rodziny, znajomych. To zdobywanie Zachodu zaowo−
                  cowało wtedy sentencją, że „Miechów i Wadowice – okradły
                  Świdnicę”.
                     We wsiach powiatu obejmującego ziemię suską i zatorską
                  silny ruch ludowy, mający duże tradycje i poparcie, zagrażał
                  nowej władzy politycznej, jaką stawała się PPR. Mimo jej
                  sprzeciwu wadowiccy ludowcy wprowadzili do sejmu swojego
                  przedwojennego posła, Józefa Putka. Ten pamiętny wiec w ki−
                  nie, w 1947 roku był ostatnim przejawem niezależności ludo−
                  wców. Czas wolności i spontaniczności skończył się w 1948
                  roku po powstaniu PZPR, która zawłaszczyła Polskę na co
                  najmniej dwa pokolenia.

                                         Mieszkańcy
                     Nadgraniczne położenie powodowało, że przez miasto prze−
                  taczały się różnego rodzaju migracje. Pierwsze związane były
                  z osadnictwem doliny Skawy (XIII w.), w okresie rozdrobnie−
                  nia dzielnicowego i walk o tron w Krakowie, potem w czasie
                  kolonizacji po 1430 roku, w czasach walk husytów i tabory−
                  tów, później ekspansji kalwinizmu i rycerskiego zbójowania.
                  Osiedlali się tu Ślązacy, Czesi i Niemcy. W XV w. miasto jakiś
                  czas miało niemiecką nazwę. Później migracje ludności wy−

                                                                              17




Wadowice_10.pm6          17                                11-11-19, 00:55

Strona 18

znaczały, jak wszędzie, wojny, epidemie i klęski żywiołowe.
              Na dokumencie z 1599 r., sygnowanym przez Mikołaja Komo−
              rowskiego, wymienione są nazwiska ówczesnych mieszczan:
              Wiertel, Wierszczek, Rak, Wadowski, Stachura, Moskała, Ziem−
              ba, Drozd, Zaręba, Lizak, Ślisz, Brania, Kumorek, Kępka.
              Miasto liczy wtedy około 1500 mieszkańców, ale po potopie
              szwedzkim już tylko pięciuset.
                 Po I rozbiorze w wyniszczonych konfederacją barską i wy−
              ludnionych Wadowicach pojawiają się sezonowo pierwsi osad−
              nicy zatrudnieni przy budowie cesarskiego gościńca. Po 1819
              roku przybywają pierwsi wojskowi i urzędnicy cyrkularni (Lo−
              zerth, Schwartz, Schwaidler). Część okolicznego ziemiaństwa,
              po sprzedaniu nierentownych majątków Żydom, mogła wresz−
              cie w mieście zamieszkać, bo wcześniej groziło im to utratą
              szlachectwa (Raczyńscy, Wilczyńscy, Łodzińscy). W czasie
              rabacji (1846) tylko zdecydowana postawa burmistrza Stan−
              kiewicza uratowała okoliczne ziemiaństwo przed zbuntowa−
              nych chłopstwem. W 1847 roku wielka epidemia głodu i cho−
              lery kolejny raz wyludnia miasteczko. Trzy lata później liczy
              ono już 4 tys. mieszkańców.
                 Po 1863 roku osiedlają się powstańcy styczniowi (Kurow−
              ski, Marek, Sokalski) a po zrównaniu praw narodowych Żydzi,
              zamieszkujący dotychczas w okolicznych wsiach i majątkach.
              Początek dał w 1870 r. Baruch Tieberger, też powstaniec stycz−
              niowy, którego przed oporem mieszczan musiał bronić kolega
              z powstania, hr. Aleksander Gostkowski z Tomic. Żydzi wpro−
              wadzili do miasta liczny handel w różnych formach, który
              zmienił dotychczasowy, rzemieślniczy charakter miasteczka.
              Rangę miasta podniosło uruchomienie gimnazjum, a później
              przeniesienie go do nowego budynku.
                 W latach 1830–1918 przybyło do Wadowic wiele rodzin
              związanych pracą w administracji, sądownictwie, wojsko−
              wości czy szkolnictwie austriackim. Sprzyjał temu naka−
              zowo−uznaniowy system zatrudniania w cesarskiej admini−
              stracji. Od tamtej pory, aż do lat sześćdziesiątych XX w.,
              wyrazistą grupą zawodową w mieście stali się wojskowi.
              Mundur był przez długie lata najpopularniejszym uniformem
              w czasie niedzielnych mszy. Dominowało wojsko udające się
              marszowo do kościoła, w mundurach paradowali policjanci,
              strażacy, kolejarze, strażnicy więzienni, gimnazjaliści, człon−
              kowie Sokoła i Strzelca. Jeden wielki majdan zmilitaryzo−
              wanej miłości bliźniego pod wodzą umundurowanych du−
              chownych. Taki to urok ludu miłującego pokój. Obecność
              wojska, mimo uciążliwości dla mieszkańców, zapewniała

              18




Wadowice_10.pm6             18                                11-11-19, 00:55

Strona 19

miastu byt. Na rzecz koszar pracowała cała sfera usług w tym
                  liczne agentki najstarszego zawodu świata, kilka hotelików,
                  kilkanaście knajp ale i kilka gabinetów ginekologicznych.
                     W 1900 roku miasto liczyło około 5 tys. mieszkańców, z czego
                  15 % stanowili Żydzi, 10 % wojskowi, było ok. 200 Niemców
                  oraz po kilku reprezentantów innych narodowości. W dwu−
                  dziestoleciu międzywojennym obok wojska i administracji,
                  fabryki Romaszkana, MaFO i druciarni Góreckiego, większość
                  mieszkańców żyje z handlu. W mieście działa około 100 skle−
                  pów i hurtowni oraz prawie 25 lokali gastronomicznych. Do−
                  chodzi do tego liczny handel obwoźny prowadzony głównie przez
                  ubogich Żydów.
                     W 1939 roku miasto liczyło 7 tysięcy mieszkańców, z czego
                  ok. 20% ludności żydowskiej i ok. 10% wojska. W czasie
                  okupacji wymordowano prawie wszystkich wadowiczan na−
                  rodowości żydowskiej, innych pochłonęła wojna, wielu wy−
                  siedlono osadzając kolonistów niemieckich z Rumunii, Au−
                  strii czy Besarabii. Miasto opustoszało.
                     Po 1945 roku do ponad 30 % domów nie wrócili jego prawo−
                  wici właściciele i lokatorzy. Wielu też wyjechało szukać szczę−
                  ścia na Ziemiach Zachodnich. Kilku wadowiczan pochodzenia
                  rosyjskiego zabrało bezpowrotnie NKWD. Zaczął się kolejny czas
                  zasiedlania Wadowic, głównie przez ludność okolicznych wsi.
                     Istotnym okresem były lata 1950–1980. Powstały wtedy
                  osiedla mieszkaniowe przy ulicy Marcina Wadowity, XX−lecia
                  PRL, Obrońców Westerplatte, osiedle Mikołaja Kopernika
                  i wreszcie osiedle Pod Skarpą. Nowe bloki zasiedlali miesz−
                  kańcy starych, zniszczonych budynków, okolicznych wsi za−
                  trudniani w przemyśle Wadowic i Andrychowa, mieszkańcy
                  terenów zbiornika w Świnnej Porębie. Powstało też kilka osie−
                  dli domów jednorodzinnych (Jedność, Słoneczne, Spółdziel−
                  ców, Łąki, Sadowa, Gorzeń). Z 6 tysięcy w 1945 roku liczba
                  mieszkańców wzrosła do ok. 18 tysięcy w 1970 r. Był to czas
                  Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, państwa zaakceptowanego
                  przez Stany Zjednoczone już w Jałcie, państwa, którego moje
                  pokolenie nie wybierało. W narzuconych politycznie i militar−
                  nie warunkach, trzeba było odbudować kraj po wojennych
                  zniszczeniach i tworzyć dla siebie miejsce na ziemi, nie licząc
                  zbytnio na raj. Współczesne deprecjonowanie tamtych cza−
                  sów, lat trudnych, siermiężnych ale pracowitych – świadczy
                  jedynie o umyśle ludzi, którzy taki osąd wydają.
                     Od czasu transformacji ustrojowej w 1990 roku minęło
                  dwadzieścia lat: nie było zniszczeń więc można było spokoj−
                  nie budować przyszłość. Niestety w sferze politycznej i spo−

                                                                              19




Wadowice_10.pm6          19                                11-11-19, 00:55

Strona 20

łecznej III Rzeczpospolita powiela najgorsze tradycje I i II Rzecz−
              pospolitej.
                 Mimo, że w latach realnego socjalizmu radni byli bezwolni
              i stanowili jedynie dekorację tzw. demokracji ludowej, posi−
              łkowali się opinią spolegliwej inteligencji. Wszak rządy były
              robotniczo−chłopskie, dominował proletariat i to partia robot−
              nicza musiała decydować.
                 Okres tamtych rządów dał możliwość pozornego udziału
              we władzy wielu ambitnym prostakom. Obok przyczyn ekono−
              micznych wpłynął zapewne na to, że dziś wielu radnych jest
              bezwolnym, tanim narzędziem tych, co politykę uprawiają.

                                          Władza
                 Z uwagi na status Wadowic, jego rozwój zależał głównie od
              mieszkańców i ich samorządu. Stąd zawarowane przez księ−
              cia czy króla przywileje dla miasta lub choćby rzemieślników.
              I tak na prośbę mieszczan król w 1532 roku zabronił okolicz−
              nej szlachcie sprzedaży i produkcji piwa w promieniu 1 mili
              od miasta. I nie chodziło absolutnie o wychowanie w trzeźwo−
              ści. Właściciel posesji miał prawo pędzić bimber i warzyć piwo,
              dlatego w 1602 roku rajcowie podjęli uchwałę zakazującą ro−
              bienia tego w mieście obcym jak i dzierżawcom. Osobne, szcze−
              gółowe prawa miały konkretne grupy zawodowe, czyli cechy
              szewców, tkaczy, rzeźników, piekarzy, kuśnierzy. Oczywiście
              tego rodzaju przywileje miały wspomóc rozwój miasta. Nie−
              stety, zbyt często klęski żywiołowe, epidemie i wojny wszyst−
              ko niszczyły i najlepsze przywileje nie pomogły.
                 Efekty prac samorządu widać wyraźnie dopiero w okresie
              autonomii Galicji.
                 Od II połowy XIX w., od czasów burmistrza Ignacego Brosi−
              ga, potem Jana Iwańskiego, aż do burmistrza Franciszka Opy−
              dy, miasto rozwija się intensywnie, powstaje wiele obiektów
              użyteczności publicznej a aktywność społeczna jest impo−
              nująca. W demokratycznych wyborach, świadomi wadowicza−
              nie wybierali do rady miasta ludzi światłych, wykształconych
              a jednocześnie majętnych. Brosig był znaczącym kupcem,
              Iwański był adwokatem a Opydo – lekarzem. W kilkunasto−
              osobowej radzie miejskiej byli lekarze, prawnicy, farmaceuci,
              przedsiębiorcy, kilku kupców i rzemieślników. Pośród kato−
              lickiej większości radnymi byli Żydzi, grekokatolicy, prote−
              stanci. Nie było za to ludzi o niskim statusie materialnym,
              biednych emerytów, pracowników najemnych, urzędników czy
              niewykształconych. Radny miał wspomóc miasto i jego oby−
              wateli – albo swoją wiedzą, albo swoimi finansami. Taki skład

              20




Wadowice_10.pm6              20                                  11-11-19, 00:55

Strona 21

gwarantował niezależność rady zarówno od burmistrza, pro−
                  boszcza, dowódcy wojska, jak i władzy państwowej.
                     W 1904 roku, czyli 106 lat temu, powiat wadowicki liczył
                  107 tysięcy mieszkańców. Starostą powiatowym był wtedy
                  Zdzisław Geppert. Jego syn Eugeniusz, artysta malarz, był
                  założycielem ASP we Wrocławiu a drugi syn, Franciszek, dy−
                  plomatą.
                     Starosta Geppert reprezentował państwo a jego admini−
                  stracja liczyła... 9 osób. Do zadań w zakresie drogownictwa
                  miał (na trzy powiaty!) 2 inżynierów, 3 drogomistrzów i 30
                  dróżników. Dodatkowo inżynier Ripper był naczelnikiem straży
                  pożarnej! Zadania z zakresu szkolnictwa realizowała Rada
                  Szkolna Powiatowa, którą starosta kierował a w jej skład wcho−
                  dzili przedstawiciele wyznań, kilku nauczycieli, 2 radnych
                  powiatowych i po jednym gminnym. Tyle zadań państwowych.
                     Zadania wewnętrzne, czyli własne, uchwalał samorząd:
                  Rada Powiatowa. Do Rady należał też nadzór nad radami
                  gminnymi i obszarami dworskimi. 26 członków Rady wy−
                  bierano na 6 lat wg klucza: 6 z większych posiadłości ziem−
                  skich, 6 spośród najwyżej opodatkowanych przemysłowców
                  i kupców, pozostałych z gmin miejskich i wiejskich. Nie
                  trzeba dodawać, że mandat rajcy nie był opłacany. Rada
                  wybierała organ wykonawczy (taki zarząd powiatu) czyli
                  Wydział, też ciało społeczne, które wtedy tworzyli: z zie−
                  miaństwa – Przecław Sławiński z Kleczy jako prezes, hr.
                  Bobrowski z Andrychowa, Ludwik Chrząszcz z Graboszyc.
                  Z miast: radca Raczyński z Wadowic, notariusz Lisowski
                  z Kalwarii, dzierżawca dóbr Naimski z Brodów oraz wło−
                  ścianie Dziobek z Zygodowic i Świerguła z Zawoi. Rada za−
                  trudniała 3 urzędników: sekretarza, kancelistę i inż. Rip−
                  pera od drogownictwa i mostów.
                     Wadowice były siedzibą kilku urzędów obwodowych. Ob−
                  wód obejmował powiaty: wadowicki, myślenicki, żywiecki
                  i bialski. Sąd Obwodowy zatrudniał 6 sędziów i asesorów, 29
                  kancelistów, 8 woźnych i 9 dozorców więźniów. Był drugą in−
                  stancją dla sądów powiatowych w Wadowicach, Białej, Jor−
                  danowie, Kalwarii, Kętach, Makowie, Milówce, Myślenicach,
                  Oświęcimiu, Ślemieniu, Zatorze i Żywcu. Obwodowy urząd
                  skarbowy zatrudniał 23 kancelistów a straż (policja) skarbo−
                  wa liczyła 96 osób!
                     Urząd Poczty i Telegrafu na pl. Kościuszki zatrudniał na−
                  czelnika Świtalskiego i oficjałów: Waligórskiego, Storcha, Ry−
                  chlika i Solskiego. W szpitalu, którym kierowały siostry Na−
                  zaretanki, było dwóch lekarzy.

                                                                             21




Wadowice_10.pm6          21                               11-11-19, 00:55

Strona 22

Burmistrzem Wadowic był adwokat Jan Iwański, zastępcą
              kupiec Jan Dworak a społecznymi asesorami (członkami za−
              rządu): Józef Korn, Józef Wądolny, Wojciech Śliwa, Teofil Kluk
              i Edmund Krzysztoforski. Magistrat zatrudniał sekretarza,
              kasjera, kontrolera, inspektora policji, weterynarza, lekarza
              miejskiego, architekta, podlegało mu jeszcze 50 strażaków,
              woźny, 2 sierżantów, 7 policjantów, 6 stróżów nocnych, 7 lam−
              piarzy (lampy gazowe), 2 stróżów połowów, dozorca wikliny,
              2 dróżników, dozorca rzeźni i oprawca – czyli miejski rzeź−
              nik. Na 6500 mieszkańców magistrat zatrudniał 10 meryto−
              rycznych i 30 technicznych pracowników.
                 Zmieniło się wszystko w okresie I wojny. Całkowita anar−
              chia doprowadziła do upadku samorządu, który nie radził so−
              bie z żadnym problemem. Populizm socjalistów miał coraz
              więcej zwolenników i dopiero zagrożenie bolszewizmem zjed−
              noczyło naród. Wymagania społeczne zaczęły się jednak zmie−
              niać. Jeszcze w 1925 roku na 22 radnych było dwóch urzęd−
              ników, czterech rzemieślników, sześciu kupców, czterech
              przedsiębiorców i siedmiu inteligentów (adwokaci, nauczy−
              ciele). Wśród nich czterech Żydów. Wszyscy byli czynni zawo−
              dowo i zaliczali się do bogatych mieszczan. Rada nadal za−
              chowała niezależność, powoli jednak stając się coraz częściej
              celem prywatnych karier, sposobem na ustawienie się w mie−
              ście a stanowisko burmistrza stawało się intratną synekurą.
              Partie i ugrupowania szukały poparcia w kościele. Wykorzy−
              stywano antysemityzm, odwoływano się do kościoła, fundo−
              wano msze i kaplice, kupując życzliwość proboszcza – byle
              zjednać elektorat. Czy ówczesna rada ubezwłasnowolniła bur−
              mistrza, czy też burmistrz zdominował radę – faktem jest, że
              w latach trzydziestych samorząd pracował pod nadzorem pań−
              stwowego komisarza.
                 Po wojnie w 1945 roku rada składała się przedwojennych
              reprezentantów. Było w niej kilku adwokatów, inżynierów,
              rzemieślników i kupców. Burmistrzem był Władysław Sadow−
              ski, jego zastępcą restaurator Henryk Jasiński a sekretarzem
              dr Józef Majka. Radzie przewodniczył sędzia Józef Kassolik,
              zastępcą był Eugeniusz Kajtoch. W składzie rady powiatu,
              której przewodniczył Franciszek Świadek z Zygodowic, byli
              m.in. ksiądz Leonard Prochownik i Edward Zacher.
                 Taki skład w jeden rok doprowadził do odbudowy miasta.
              Szybko jednak przekonano się, że demokracja jest pojęciem
              obcym systemowi sowieckiemu. Od 1947 r. do władzy dopusz−
              czano już tylko ludzi zaufanych a wyborów strzegła milicja
              i UB. Kandydatami do rady byli ludzie z nadania rządzącej

              22




Wadowice_10.pm6             22                               11-11-19, 00:55

Strona 23

partii politycznej (PZPR). Tworzyła ona pozory demokracji ubra−
                  ne w tzw. Front Jedności Narodu, do którego należały też
                  propartyjne Stronnictwo Demokratyczne (rzemiosło) i Zjed−
                  noczone Stronnictwo Ludowe (rolnicy). Po wojnie powiatem
                  kierował Stanisław Łyczkowski, Kazimierz Kowalski a po nim
                  Jan Kurczych i do 1975 roku Jan Grzybczyk.
                     W 1989 roku powróciła demokracja. Niestety, nie ta z cza−
                  sów, kiedy stolicą kraju był Lwów. Powielane są złe przykłady
                  z okresu II Rzeczpospolitej. Pojęcie demokracji jest wypacza−
                  ne, niezrozumiałe nawet przez radnych a system zarządzania
                  niewiele ma z nią wspólnego.
                     Od 1990 roku ta sama grupa ludzi wykorzystując poparcie
                  Kościoła i postać papieża, stworzyła system pozorowanej de−
                  mokracji. Upadł lokalny przemysł terenowy, wzrasta bezro−
                  bocie, narasta emigracja młodego pokolenia, brakuje miesz−
                  kań. W taki sposób samorząd i podległe mu zakłady urósł do
                  rangi największego pracodawcy w mieście. W 2010 roku na
                  22 radnych tylko 15 było czynnych zawodowo, siedmiu to
                  emeryci. Funkcję przewodniczącego pełnił – jak w czasach
                  dominacji partii – operator spychacza. W składzie był tylko
                  jeden samodzielny finansowo przedsiębiorca, reszta to pra−
                  cownicy najemni, głównie samorządowi. Taka personalna za−
                  leżność od burmistrza na ograniczonym rynku pracy uzasad−
                  nia podejrzenie instrumentalnego traktowania demokracji.
                  Niska świadomość społeczna i obawa o własną egzystencję
                  skutecznie krępują jakąkolwiek aktywność obywatelską.
                  Blichtr konsumpcji i igrzyska to chyba wszystko, czego nie−
                  świadomi mieszkańcy od władzy oczekują.

                                       Podsumowanie
                     Coraz trudniej we współczesnych Wadowicach odnaleźć
                  ślady dawnej przeszłości. Zmienia się zabudowa miasta, sta−
                  re obiekty często ubierane są w nowe elewacje, przebudowy−
                  wane tak, że tracą swój historyczny charakter. Powstałe po
                  1960 roku nowe ulice i nowe osiedla zmieniły kształt i cha−
                  rakter miasta. Obok znaczenia pielgrzymkowego, Wadowice
                  są regionalnym ośrodkiem handlowym, wypełnionym codzien−
                  nie tłumem ludzi. Lat temu kilkadziesiąt pełno ich tu było
                  tylko w czwartki. Dzisiaj jest tak w każdy dzień. Wzrost za−
                  możności społeczeństwa, łatwość podróżowania, no i stała
                  potrzeba konsumpcji powoduje, że okolice Rynku i ulica MB
                  Fatimskiej, są codziennie zatłoczone. Wieczorami centrum
                  zamiera, bo nocne życie toczy się raczej na osiedlach przy
                  dawnej ulicy Tatrzańskiej.

                                                                              23




Wadowice_10.pm6          23                                11-11-19, 00:55

Strona 24

Zmieniają się wadowiczanie. Kolejne, coraz bardziej koloro−
              we pokolenia mają swój własny świat, swoje obyczaje i zacho−
              wania. Trudno się z nimi czasami zgodzić, ale tak jest z każ−
              dym pokoleniem. O wiele większa swoboda obyczajów powoduje,
              że młodzież staje się bardziej otwarta i kontaktowa. W śred−
              nich szkołach nie spotkasz już dziewcząt w siermiężnych, szkol−
              nych fartuchach, krygujących się przy byle okazji i dozujących
              swoją kobiecość do lat staropanieństwa. Większość młodych
              na każdym kroku obnosi swoją seksualność i – niestety – co−
              raz bardziej ubogi pod względem zasobu słów, za to pełen wul−
              garyzmów język. Z drugiej strony, ta sama młodzież uczestni−
              czy w pielgrzymkach, zlotach i innych obrzędach kościelnych.
              Schyłek wszelkich autorytetów, zwłaszcza szkoły i Kościoła po−
              woduje wzrost powszechnego zakłamania.
                 Wadowice postrzegane są zapewne przez wielu pielgrzymów
              jako miasto ludzi świętych, uczciwych, żyjących w zgodzie z su−
              mieniem. Nic bardziej mylnego. Wszak jesteśmy cząstką Na−
              rodu Emocji, pełnego wad i niespodziewanych zalet.
                 Sympatię Wadowicom zjednuje przede wszystkim postać
              papieża, ale też atmosfera miasteczka, jego położenie i zabu−
              dowa – to genius loci tego miejsca, które przyciąga wielu przy−
              byszów zaś miejscowym pozwala to miasto kochać.
                 Od setek lat nasze specyficzne pojmowanie wiary spycha
              rozum i racjonalizm na margines społecznego życia. Uczci−
              wość, mądrość i pracowitość jakby nas opuściły a wszech−
              obecne zakłamanie, zawiść i specyficznie pojmowany patrio−
              tyzm tworzą polską egzotyczną rzeczywistość.




              24




Wadowice_10.pm6             24                                11-11-19, 00:55

Strona 25

Rynek – Plac Jana Pawla II
                     Rynek, który pamiętam z codziennych zabaw, to ten z po−
                  czątku lat pięćdziesiątych. Jeszcze istniał ślad rowu burzowe−
                  go od ul. Mickiewicza na Lwowską. W 1945 roku rów zasypy−
                  wali volksdeutsche; a było ich w mieście trochę. Uchwałą
                  magistratu nakazano, aby każdy miał z przodu na drelichu
                  wymalowaną swastykę a z tyłu napis „Nur fur Deutsche”. Ta−
                  kie były formy odreagowania po ciężkiej wojnie.
                     Rynek lat pięćdziesiątych to kostka granitowa, żwirowany
                  środek placu oraz drzewa i pszczoły brzęczące w porze lipowe−
                  go miodobrania. Swój ówczesny wystrój zawdzięczał oku−
                  pantom. Dominowała na Rynku stacja benzynowa z dwoma
                  ręcznymi pompami. Zapach benzyny unosił się dookoła a tan−
                  kujące z pięciolitrowego dozownika samochody stanowiły prze−
                  gląd wojennej techniki.
                     Drugim elementem był pomnik postawiony w miejscu zbio−
                  rowej mogiły żołnierzy radzieckich – graniastosłup z gwiazdą,
                  jakich wiele w Polsce powstawało. Brzydki i narzucający świa−
                  domość sowieckiej obecności. Z początkiem lat sześćdziesią−
                  tych dwóch szesnastolatków ustawiło na cokole konia na bie−
                  gunach z napisem; „jak se wstaniecie to se pojedziecie”. Takie
                  proste, choć sztubackie nieco odreagowanie. UB zatrzymała
                  sprawców; mieli niemałe problemy. Jakoś niedługo potem ktoś
                  na wiosnę ściął w Rynku ze dwa ary czerwonych tulipanów.
                  Sprawcę złapano ale ideologii nie udało się dorobić.

                                                                             25




Wadowice_10.pm6          25                               11-11-19, 00:55

Strona 26

Była wtedy w Rynku fontanna naprzeciwko oazy życia kultu−
              ralnego – Kawiarni Ludowa. W fontannie pływały egzotyczne,
              kolorowe ryby – bywało, że podbierane przez nas wieczorami…
                 Rynek był miejscem towarzyskiego i uczniowskiego życia.
              Na rogu Zatorskiej było technikum, a w nim... same dziew−
              czyny. Wczesnym popołudniem, kiedy szkoła pustoszała, Ry−
              nek zapełniał się uczniami z ogólniaka, ekonomika i chłopa−
              kami z Gorzenia.
                 W czasie świąt państwowych pochody i wiece. Ulicą Zatorską,
              przez Rynek, po granitowej kostce tłukły się czasem czołgi a co−
              dziennie rano maszerowało wojsko z pieśnią o godzinie piątej,
              dziewczynie z dzieckiem na ręku i wagonie na dworcu głównym.
              Szli na strzelnicę pod Kopiec albo na Błonia.
                 Wieczorem przytulny i zadrzewiony Rynek był miejscem
              pierwszych młodzieńczych spotkań. Szło się w środy na no−
              wennę, na majówkę a potem na planty – albo dalej.
                 Przy stacji benzynowej był postój pierwszych dwóch taksó−
              wek: przedwojenny fiat Filka i garbata warszawa Piotrow−
              skiego. W czwartki jednak nad zapachem benzyny zdecydo−
              wanie dominował koński zapach.
                 Około 1968 roku zaczęto eksperymentować, przesadzać,
              usprawniać, popisywać się administracyjnymi decyzjami – po−
              woli Rynek oskubywano z drzew, klombów, ławeczek, a zarazem
              zacisza, mimo ruchu pojazdów wciąż odczuwalnego. W latach
              siedemdziesiątych wymieniono pomnik, który dał możliwość
              w 1990 roku kolejnego odreagowania kilkunastu mieszkańcom
              pod wodzą burmistrza. Burząc wściekle kamień, łamiąc piły,
              fanatycznie równano z ziemią symbol innego fanatyzmu.

                                           ***

                 Owalnicowy układ ulic na osi północ południe oraz trzy
              place związane z nim – R ynek Dolny (Targowica), R ynek
              Główny i R ynek Górny (pl. Kosciuszki), świadczą o wcze−
              snym okresie osadniczym; od brodu (przeprawy) na Choczen−
              ce, w okolicach późniejszego pl. Westerplatte. Tam powstały
              pierwsze domy i cała osada sukcesywnie przesuwała się w gó−
              rę (ulice Krakowska i Zatorska) do Rynku. Ponownie loko−
              wane po pożarze w 1430 r. miasto otrzymało już kwadratowy
              Rynek o boku ok. 70 metrów na osi komunikacyjnej z po−
              łudnia na północ.
                 Do XVIII w. jedynym murowanym obiektem był kościół, choć
              Rynek był cały zabudowany. Osią komunikacyjną był nadal
              trakt łączący obecną ulicę Jagiellońską z Krakowską oraz ulicę

              26




Wadowice_10.pm6             26                                11-11-19, 00:55

Strona 27

Sobieskiego z Zatorską. Na tej linii, w odległości jakieś 20
                  metrów przed kamienicą nr 16 stał ratusz i był plac targowy.
                  W 1734 roku pożar zniszczył drewnianą zabudowę a konfede−
                  racja barska dopełniła wyludnienia i zubożenia miasta.
                      Dla obecnego kształtu decydujące było uporządkowanie
                  centrum przez Austriaków pod koniec XVIII w., kiedy budo−
                  wano Galicyjską Szosę Handlowo Pocztową, czyli szeroki,
                  utwardzony trakt wiedeńsko−lwowski, zwany gościńcem ce−
                  sarskim. Wyburzono wtedy zniszczoną pożarem zabudowę,
                  przywrócono średniowieczny kształt a trakt cesarski przebił
                  od zachodu przez środek pierzeję Rynku (ul. Mickiewicza) i sko−
                  sem został poprowadzony do narożnika południowo−zachod−
                  niego (ul. Lwowska). Wyrównano przy tym pochyłość placu,
                  poszerzono teren aż do przykościelnego cmentarza. Tym sa−
                  mym zmieniono kształt Rynku z kwadratowego na prostokąt−
                  ny o bokach mniej więcej 115 na 70 metrów. Zbudowano obec−
                  ny kościół a po wyprowadzeniu cmentarza (ok.1820 r.)
                  określono i zabudowano wschodnią pierzeję. Rynek stanowił
                  obszerny plac z utwardzoną nawierzchnią i główną osią ko−
                  munikacyjną z zachodu na wschód a nie – jak uprzednio – z
                  północy na południe. Znajdowało się tu kilka publicznych stud−
                  ni; pełnił aż do 1939 r. funkcje placu targowego.
                     Do początku XIX wieku zabudowany był małymi, drewnia−
                  nymi, parterowymi domkami szerokości najwyżej 10 m, z ob−
                  szerną, przejazdową bramą na osi, bowiem w podwórku mie−
                  ściło się przeważnie gospodarstwo a z tyłu stodoła i pola
                  uprawne. Ślady takiego ukształtowania zabudowy widoczne
                  są na pierwszej mapie katastralnej z 1845 r. oraz w kilku
                  budynkach.
                     Pierwszy okres obecnego kształtowania zabudowy Rynku
                  rozpoczął się po mianowaniu Wadowic miastem cyrkularnym.
                  Zaczęto wyburzać drewniane domki, łączyć działki i budować
                  duże, początkowo parterowe, murowane domy. Inwestorami
                  w tym pierwszym okresie byli przeważnie przybyli tu austriac−
                  cy urzędnicy i przemysłowcy (np. Schwartz, Eckert, Thoma,
                  Foltin) a także okoliczne ziemiaństwo i kupcy (Jeziorski, Za−
                  górski, Raczyński, Kuzia).
                     Drugi okres zaczął się po uchyleniu zakazu osiedlania się
                  Żydów w mieście. Zamieszkali dotąd pod miastem, posiada−
                  jący duży kapitał, w kilkanaście lat zasiedlili centrum. Nie−
                  ruchomości zmieniały właścicieli a Rynek był jednym wiel−
                  kim placem budowy. Nadbudowywano parterowe domy
                  i piętrowe kamieniczki, kościół otrzymał nową wieżę i elewa−
                  cję. Obecna zabudowa pochodzi głównie z tego okresu. To

                                                                              27




Wadowice_10.pm6          27                                11-11-19, 00:55

Strona 28

pierwsze pokolenie żydowskich inwestorów, mimo różnych form
              urzędowej restrykcji, już od dawna kształciło własne dzieci,
              zatem pod koniec XIX w. pojawili się pierwsi żydowscy leka−
              rze i adwokaci. W krótkim też czasie Żydzi stworzyli z miasta
              liczący się w regionie ośrodek handlowy.
                 W latach dwudziestych XX w. Rynek częściowo wybruko−
              wano, zamontowano dwie studnie publiczne a od 1930 r. był
              tu przystanek autobusowy linii Kraków–Biała i postój dwóch
              konnych dorożek. Gdzieś w 1938 roku u wylotu ulicy Lwow−
              skiej, powstała pierwsza stacja benzynowa kupca Benetza.
              W czasie okupacji Niemcy przebudowując Rynek w rogu przy
              ulicy Sobieskiego wykonali zbiorniki i postawili stację benzy−
              nową, która funkcjonowała aż do 1974 r. Wybetonowano wte−
              dy także teren wokół kościoła, wykonano mury oporowe i schody
              wzdłuż południowej pierzei oraz fontannę przed kamienicą nr
              16, która istniała do 1960 roku. W 1945 roku bomba znisz−
              czyła kamienicę nr 14. W to miejsce wstawiono bezstylowy
              dom towarowy…
                 W latach sześćdziesiątych Rynek zadrzewiono, wykonano
              klomby, alejki – stał się oazą zieleni i małym parkiem. Przy
              ul. Krakowskiej zbudowano nowoczesną fontannę. Pod koniec
              XX w., przebudowano dwie kamienice – nr 4 i 19 – obecnie
              siedziby banków. Niestety projektanci przedobrzyli a konser−
              wator zmiany zatwierdził. Kamienice otrzymały elewacje neo−
              renesansowe, z reprezentacyjną attyką maskującą dach. Tym
              samym w jednorodną, zwartą zabudowę wtrącono dwa obce
              obiekty. Obie kamieniczki prezentują się bardzo atrakcyjnie,
              wszakże nieco burzą galicyjski charakter architektury.
                 Gdzieś od 1975 roku Rynek jest sukcesywnie ogołacany
              z zieleni – obowiązuje nieustająca maniera betonowania. Po
              1990 roku nowe obwodnice odciążyły częściowo ruch samo−
              chodowy, powstało kilka sezonowych ogródków piwnych zdo−
              bionych sztuczną zielenią. Przy budynku magistratu posta−
              wiono kamienną atrapę studni nawiązującą do architektury,
              której w mieście nigdy nie było. Również obcą wydawała się
              postawiona w manierze włoskiego renesansu fontanna. Jest
              jednak widocznym i popularnym elementem Rzymu, miasta
              od 1978 roku tak ważnego dla Wadowic. Po 2000 roku obok
              kościoła odsłonięto drugi w mieście pomnik papieża Jana Pa−
              wła II. Szkoda, że nie Karola Wojtyły, gimnazjalisty idącego –
              jak co dzień – z domu i kościoła do szkoły na ul. Mickiewicza.
                  Trochę o zmieniającym się nazewnictwie obecnego Placu
              Jana Pawła II. Używam świadomie w opisie nazwy Rynek,
              która świadczy o średniowiecznej lokacji i prawach miasta,

              28




Wadowice_10.pm6             28                               11-11-19, 00:55

Strona 29

o jego demokratycznym rodowodzie. Wszak rzymskie forum było
                  apolitycznym placem dysput i spotkań obywateli, mimo bli−
                  skiej boskości cesarza. Do takiej idei nawiązywały średnio−
                  wieczne lokacje miast. Rynek Główny obok innych (Dolny –
                  Bydlany – Targowica – pl. Westerplatte i Górny – Zbożny –
                  pl. Kościuszki) rynków z podporządkowaną im funkcją świad−
                  czył o kilkusetletniej historii miasta.
                     Nie miał R ynek za czasów austriackich swego patrona.
                  Widocznie ówcześni radni i burmistrzowie nie widzieli takiej
                  potrzeby. E. Zegadłowicz opisuje incydent z udziałem owych
                  rajców, którzy po jakimś zakrapianym przyjęciu posnęli w fon−
                  tannie na Rynku i w niepełnej odzieży byli rano przez ziom−
                  ków budzeni. Może takie bachiczne zdarzenia albo posiłkowa−
                  nie się przez rajców wiedzą innych, mądrzejszych mieszczan,
                  pozwala okres galicyjski zaliczyć do najlepszych w dziejach
                  miasta i obywateli.
                     Niestety w 1938 r. rada miejska skończyła z Rynkiem i nada−
                  ła mu nazwę Plac Marszałka Piłsudskiego. Tak zaczęła się pro−
                  paganda. W czasie wojny wrócono do tradycji (Ring platz). Od
                  1950 do 1989 roku Rynek nosił nazwę Plac Armii Czerwonej.
                     Z końcem lat siedemdziesiątych w miejsce ostrosłupa po−
                  stawiono pomnik Braterstwa Broni autorstwa F. Suknarow−
                  skiego.
                     Przed pomnikiem składano wiązanki kwiatów z okazji świąt
                  państwowych, wojskowych, wyzwolenia i napaści.
                     Pomnik był też tłem dla defilad pierwszomajowych czy in−
                  nych manifestacji – propagandowych spektakli, które nazy−
                  wałem „światło i jęk”. Przed nim pełniło wojsko i młodzież
                  wartę w czasie uroczystości, tu odznaczano, wspominano,
                  przemawiano, strzelano. W czas pochodów stawiano przed nim
                  trybunę na którą wdrapywało się kilkunastu lokalnych ma−
                  cherów od polityki i administracji – przed nimi maszerowały
                  zorganizowane grupy młodzieży i ludzi pracy. Ponieważ wów−
                  czas był obowiązek nauki i pracy, więc szli wszyscy. Zdecydo−
                  wana większość spontanicznie i emocjonalnie manifestowała
                  swoje poparcie dla partii i towarzyszy. Niech żyje i krzepnie
                  sojusz robotniczo−chłopski, granitowy fundament władzy ludo−
                  wej – takie to były hasła. Grały orkiestry, popisywały się
                  zespoły, sportowcy saltami, rolnicy krowami, gospodynie ha−
                  ftami. Piłkarze, maciory, traktory, maszyny, prządki z An−
                  drychowa i rzemiosło z Kalwarii: międzygminna licytacja to−
                  warzyszy z powiatu. Wszyscy uczestnicy mieli to gdzieś
                  a jednak... wszyscy szli. Popis narodowego zakłamania, któ−
                  ry ciągle trwa, tylko przed inną siłą przewodnią.

                                                                             29




Wadowice_10.pm6          29                               11-11-19, 00:55

Strona 30

Rynek od początku był placem targowym. Tu odbywały się
              nadane przywilejami miastu jarmarki i cotygodniowe, czwart−
              kowe targi dla okolicznej ludności. Handlową przeszłość pla−
              cu przypominają jeszcze coroczne odpusty parafialne. Pełnił
              też Rynek – aż do końca XX wieku – funkcję lokalnego salo−
              nu. Tędy, w każdą niedziele i święto wędrowały pokolenia
              wadowiczan do swojego kościoła. Spacerową trasę wzdłuż po−
              łudniowej pierzei nazywano, jak w Krakowie – A−B, od apteki
              (Rynek 12) do bezpieki (policja na ul. Lwowskiej). Dreptali
              nią zacni mieszczanie pod okiem stojących przed lokalami
              fryzjerów, kupców, kelnerów. Zagadywali, plotkowali narze−
              kając na upał i rzeczywistość.
                 I tak – jak za galicyjskich czasów – toczyło się życie pro−
              wincjonalnego, grajdołowatego mieszczaństwa. Wszyscy
              wszystkich znali i wszystko o sobie wiedzieli.
                 Czasami pytają mnie w Rynku, czy jestem stąd. Odpowia−
              dam przecząco, bo przecież jestem z prowincji, która pozosta−
              ła we mnie z dawnych Wadowic.
                 I dobrze mi z tym.
                 Od połowy XIX w. Rynek był także miejscem publicznych
              zgromadzeń i parad wojskowych. Spotykała się tu okoliczna
              szlachta, paradowały wojska cesarsko−królewskiej armii.
              W dwudziestoleciu międzywojennym szyku zadawał 12 pułk
              piechoty, maszerując z koszar na niedzielne msze na Karmel
              oraz koncertująca czasami znakomita orkiestra pułkowa. Po
              1945 roku podobnie postępował 18 pp ze swoją orkiestrą, prze−
              kształcony później w powszechnie rozpoznawalnych poprzez
              swe stroje „Podhalańczyków”.
                 W każdym bądź razie fascynacja mundurem dotykała tak−
              że wadowiczan, bo największym poważaniem cieszył się w Pol−
              sce mundur wojskowy. Widocznie umiłowanie pokoju wśród
              bogobojnego narodu jest tak wielkie, że siła militarnej prze−
              mocy uznawana jest za warunek jego bytu.
                 Duże manifestacje ludności odbyły się tu w czasie konfe−
              deracji barskiej, przejazdu następcy tronu Ferdynanda III,
              w czasie bitwy pod Austerlitz (1805 r.), w czasie rabacji w ro−
              ku1846, w lipcu 1890 r. – kiedy miasto było ogólnopolską
              siedzibą ludowego komitetu mickiewiczowskiego. W tym
              neutralnym i niezależnym od właścicieli, ogólnie dostępnym
              miejscu gromadzili się światli chłopi w początkach ruchu lu−
              dowego. Wiecowano przed każdymi wyborami do sejmu, ma−
              nifestowano przy pożegnaniach i powrotach żołnierzy z I woj−
              ny, wojny polsko−bolszewickiej, wojny na Zaolziu czy II wojny
              światowej.

              30




Wadowice_10.pm6             30                                11-11-19, 00:55

Strona 31

W 1909 roku był tu etap pierwszego rajdu samochodowego
                  (108 automobili!) z Berlina do Lwowa a także zlot i manewry
                  TG „Sokół”. W 1910 roku obchodzono 600−lecie bitwy pod Grun−
                  waldem; no i miesiąc trwały wielkie manewry wojskowe na
                  linii Wadowice–Cieszyn. Rynek gościł wszelkie uroczystości
                  patriotyczne (a było ich w owym czasie niemało), kościelne
                  i państwowe m.in. coroczne imieniny cesarza.
                     W latach 1914–1918 przez Wadowice przetaczała się woj−
                  na. W 1914 r. wykonano na Rynku egzekucję dwóch czeskich
                  bojowników. Tyfus, hiszpanka, bandytyzm, głód i nędza zbie−
                  rały swoje wojenne żniwo. Miasto było wielkim szpitalem
                  i obozem jenieckim. W 1918 roku ogromna powódź i antyse−
                  mickie wystąpienia mieszczan dopełniły zniszczeń. W 1929 r.
                  witano w Rynku prezydenta prof. Ignacego Mościckiego wizy−
                  tującego Małopolskę a w 1937 r. kardynała hr. Adama Sapie−
                  hę. W 1938 r. żegnano w euforii i z kościelną pompą oddziały
                  12 pp wyruszające na Zaolzie. W rok później żegnano żołnie−
                  rzy idących na front.
                     Zniknęły pochody, defilady, wiece. W 1979 roku Rynek prze−
                  żył pierwsze w swojej historii tak wielkie tłumem i emocjami
                  zgromadzenie: spotkanie z Janem Pawłem II, papieżem z Wa−
                  dowic. I te spotkania, te manifestacje, którym patronowała
                  osoba Karola Wojtyły, były najliczniejsze. Wizyty papieża Jana
                  Pawła II i Benedykta XVI.
                     W 1995 roku rada miasta nadała Rynkowi nazwę Plac Jana
                  Pawła II. Szkoda, że nie nazwano imieniem papieża ulicy wio−
                  dącej w kierunku Krakowa, którą wyjechał w świat i którą
                  zawsze przejeżdżał wizytując rodzinne Wadowice. Byłby sym−
                  bol i główna arteria honorująca Jana Pawła II a rynek pozo−
                  stałby Rynkiem.
                     Przywrócono za to ulicy galicyjską nazwę Lwowskiej, która
                  już niewiele znaczy, chyba że chcieliśmy zrobić przyjemność
                  Ukraińcom.

                  Kościół parafialny
                     Od ponad dwustu lat ten monument z cebulastą wieżą gó−
                  ruje nad Rynkiem, niczym strażnik pilnujący kolejnych po−
                  koleń. Pierwsza wzmianka o kościele pochodzi z 1325 r., kie−
                  dy był filialnym parafii Woźniki. Po pożarze miasta w 1430 r.
                  zbudowano murowany kościół (obecne prezbiterium) wokół
                  którego zrobiono cmentarz. Od XVI w. był już ksiądz na stałe.
                  W 1726 roku kolejny pożar zniszczył miasto; odbudowa ko−
                  ścioła trwała kilkadziesiąt lat. Wreszcie, już za Austrii, kiedy
                  Wadowice zostały parafią, do istniejącego prezbiterium dobu−

                                                                               31




Wadowice_10.pm6          31                                11-11-19, 00:55

Strona 32

dowano trzynawową, murowaną budowlę z centralna wieżą.
              Inwestycję, z uwagi na finansowanie przejął magistrat, zmie−
              nił projekt proboszcza Krassowskiego i tak prowadził budo−
              wę, że dach walił się kilkakrotnie. Wreszcie sprowadzono
              majstra z Prus, Franciszka Sosnę, który ok. 1790 roku dzieło
              ukończył.
                 W połowie XIX w. ks. Bocheński powiększył kościół o dwie
              kaplice wzdłuż prezbiterium i dobudował zakrystię. Prace pro−
              wadził majster Wojciech Polak. Od frontu były wtedy trzy wej−
              ścia. Główne, istniejące do dzisiaj pod wieżą i dwa boczne,
              małe – pod obecnymi tablicami epitafijnymi.
                 W 1897 r. za probostwa ks. J. Zająca, wg projektu znanego
              architekta, autora przebudowy krakowskich Sukiennic, To−
              masza Prylińskiego wykonano obecną elewację ściany fronto−
              wej oraz hełm wieży. Zrobiono wtedy wejścia boczne a przez
              zamurowanie wejść z przodu stworzono późniejsze kaplice:
              Świętokrzyską i Maryjną. Taka konstrukcja zachowała się do
              dzisiaj. W 1945 roku bomba zniszczyła dach plebanii i lewą
              nawę. Podczas remontu poszerzono zakrystię. W 1988 r. pro−
              boszcz ks. Kazimierz Suder wykonał z gotyckich okien prezbi−
              terium przejścia do bocznych kaplic i zlikwidował barokowe
              balaski.
                 Kościół jest trójnawowy, z wieżą na osi, zwieńczoną cebu−
              lastym hełmem. Elewacja podkreślona zwielokrotnionymi pi−
              lastrami, bogatą attyką, pełna detali, z klasycystycznym por−
              talem. Nad wejściem kartusz herbowy, w niszach posągi
              biskupów: św. Wojciecha i św. Stanisława. Nad attyką posągi
              św. Piotra i św. Pawła, centralnie posąg Matki Boskiej Niepo−
              kalanego Poczęcia – autorstwa J. Żebrowskiego. Ołtarz głów−
              ny z XVIII w., w kaplicy krucyfiks z XVII w. i neogotycka
              chrzcielnica. Stacje drogi krzyżowej malował w stylu akade−
              mizmu monachijskiego, Jan Nepomucen Bizański (1804–1879)
              z Wadowic, profesor ASP w Krakowie. Na wieży znajduje się
              pięć dzwonów. Jest to trzeci komplet po skonfiskowaniu po−
              przednich w czasie wojen: w 1918 i 1944 roku. W 1985 roku
              kościół Ofiarowania Najświętszej Marii Panny został podnie−
              siony przez papieża do rangi bazyliki mniejszej.
                 Z kościołem i parafią związani byli ludzie wybitni, zasłuże−
              ni dla miasta i parafian.
                 Pierwszym z nich był w XVI w. proboszcz Jan Turobiniusz,
              późniejszy rektor Akademii Krakowskiej. Z Wadowic pocho−
              dził Marcin Kępka Wadowita, fundator pierwszego szpitala
              i przytułku. Z pocz. XVIII w. profesor UJ, ks. Mateusz Kolen−
              dowicz sponsorował odbudowę kościoła po pożarze. Probosz−

              32




Wadowice_10.pm6             32                                11-11-19, 00:55

Strona 33

czem wspólnej parafii woźnicko−wadowickiej był wtedy ksiądz
                  Paweł Zychowicz a po nim, do 1769 roku, jego siostrzeniec
                  Antoni Smolikowski. Twórcą samodzielnej parafii i budowni−
                  czym kościoła był proboszcz ks. dr Jan Kanty Krassowski
                  (1742–1822). W gorącym roku 1846 ks. Wacław Wąsikiewicz
                  założył pierwsze w Galicji stowarzyszenie antyalkoholowe i wy−
                  dawał razem z hr. Adamem Gorczyńskim pierwsze pismo dla
                  ludu. Ok. 1860 roku proboszczem był ks. Aleksy Bocheński,
                  katecheta i inspektor szkolny, inicjator budowy kościołów
                  w Ponikwi, Jaroszowicach i Tomicach.
                     W latach 1893–1928 parafię prowadził popularny i lubiany
                  ks. prałat Andrzej Zając, budowniczy obecnej fasady i wieży
                  kościoła. Za czasów surowego ale wybitnego dyplomaty, ks.
                  Leonarda Prochownika, powstaje przy parafii Katolicki Zwią−
                  zek Polek i Sodalicja Mariańska. Pracują tu wtedy ks. Kazi−
                  mierz Figlewicz, późniejszy kustosz katedry wawelskiej, ks.
                  Kazimierz Świżek, biograf Wincentego Kadłubka, ks. dr Kazi−
                  mierz Prażnowski działacz młodziezowy a po wojnie ks. Adam
                  Kubiś, profesor i rektor Akademii Teologicznej w Krakowie.
                     Miasto posiadało prawo kolatorstwa: miało prawo i chyba
                  nadal ma, zatwierdzać osadzanych tu księży.
                      W 1920 r., w kaplicy Świętej Rodziny, został ochrzczony
                  Karol Józef Wojtyła. Z kościołem związane jest dzieciństwo
                  i młodość Jana Pawła II. Tu przyjął chrzest i bierzmowanie,
                  przewodniczył kółku ministranckiemu i sodalicji a w 1946 r.
                  odprawił swoją mszę prymicyjną. W latach późniejszych każdą
                  wizytę w rodzinnym mieście rozpoczynał zawsze od kościoła.
                  Przybył tu też trzykrotnie (w 1979, 1991, 1999) jako papież
                  Jan Paweł II. Kościół wizytował również jego następca, papież
                  Benedykt XVI.
                      Ileż pokoleń wadowiczan modliło się w tej świątyni, dla
                  ilu pokoleń była to pierwsza szkoła chrześcijańskiego życia?
                  Wokół sympatycznych księży toczyła się nasza przygoda z mi−
                  nistranturą, nowennami, roratami. Nad tym wszystkim tkwił
                  groźny ksiądz Prochownik, którego całowało się w rękę przy
                  powitaniu. Zresztą wtedy każdego księdza. Gdzieś w 1962
                  roku wróciliśmy rano pociągiem z jakiejś muzycznej chałtu−
                  ry. Z organistą Kazkiem Ptakiem i gitarzystą Jerrym, poszli−
                  śmy na chór. Kazek grał a ksiądz proboszcz, wiekowy już
                  staruszek, śpiewał litanię po gamie chromatycznej. Dobre
                  ćwiczenie dla muzyka gdyby nie Jerry, który spał i chcąc się
                  podnieść z parteru, chwycił sznur od dużego dzwonu. Nim
                  go puścił, to zdążył obudzić plebanię i cały rynek. Msza się
                  skończyła awanturą.

                                                                             33




Wadowice_10.pm6          33                               11-11-19, 00:55

Strona 34

W 1963 roku, po księdzu Prochowniku, proboszczem został
              długoletni prefekt gimnazjalny, nauczyciel Karola Wojtyły, dr
              Edward Zacher. Znany z pozornej surowości, był też i moim
              katechetą. W listopadzie, 1981 roku, z nogą w gipsie, przyj−
              mował u siebie Lecha Wałęsę. Jeden drugiego witał jako naj−
              słynniejszego Polaka a ksiądz Zacher jak zwykle brylował
              swoim specyficznym dowcipem. Jego zasługą jest utworzenie
              muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II. Mimo że zmienił ca−
              łkowicie oryginalny wystrój mieszkania Wojtyłów nie przyszło
              mu jednak do głowy zmieniać autentycznego wyposażenia ko−
              ścioła z lat przedwojennych. To surowe, ascetyczne wnętrze,
              nakłaniające do refleksji, było jednym wielkim świadectwem
              obecności poprzednich pokoleń, a przede wszystkim obecno−
              ści w nim Karola Wojtyły. Niestety po 2000 r. – za kadencji
              proboszcza Jakuba Gila – przemalowano kościół w stylu neo−
              barokowym, niszcząc tym samym ślady istotnej dla papieża
              epoki. Nie wiem, gdzie był wtedy konserwator zabytków lub
              światli parafianie? Z dostojnego i spokojnego wnętrza zrobio−
              no odpustowo−jarmarczne, chyba bliższe religijnej dewocji niż
              refleksji. Nie dziwi zatem, że coraz częściej miasto odbierane
              jest przez pryzmat kremówki.
                 Bazując prawdopodobnie na tradycji, wprowadził proboszcz
              na wieżę kościelną muzykę. Przed wojną policjant Kręcichwost
              grywał na trąbce z wieży pieśni maryjne. Ale tylko w majowe
              niedziele. Była to naturalna muzyka mająca sens i uzasad−
              nienie.
                 Teraz jest nagłośnienie konkurujące co godzinę z kakofo−
              nią ulicy. W 2010 roku zakupiono do kościoła nowe organy.
              I znowu nie liczono się z zabytkowym charakterem poprzed−
              nich, z faktem iż były świadectwem epoki Karola Wojtyły, jego
              rodziców i pokoleń wadowiczan. Po prostu je wyrzucono na
              bruk. Czyżby jakość instrumentu nie spełniała wokalnych
              ambicji parafian?
                 Z bazyliką związani byli długoletni kościelni: Maciej Pod−
              kul z ul. Ogrodowej, Karol Leń z ul. Kościelnej i Aleksander
              Spisak z ul. Barskiej.
                 Przed kościołem posadowiono pomnik Jana Pawła II, na
              którym atrybuty władzy papieskiej całkowicie zdominowały
              postać wadowiczanina, Karola Wojtyły. Monument podlewa−
              ny jest wodą z miejskiej sieci wodociągowej.

              Plebania i Dom Katolicki
                Pierwotny, drewniany budynek plebanii z zabudowaniami
              gospodarczymi z 1778 r. znajdował się z prawej strony kościo−

              34




Wadowice_10.pm6             34                               11-11-19, 00:55

Strona 35

ła, w miejscu obecnych kamienic nr 2, 3, 4 i 5. Na miejscu
                  dzisiejszej plebanii stała wtedy drewniana wikarówka.
                     W latach 1820–1822 zlikwidowano stary cmentarz, który
                  znajdował się wokół kościoła. Rozebrano wtedy plebanię i prze−
                  budowano wikarówkę. Dochód ze sprzedaży terenu pocmen−
                  tarnego sfinansował prawdopodobnie budowę w 1872 roku
                  obecnego budynku.
                     Inwestycje prowadził ks. Aleksy Bocheński a budowę w dwa
                  lata zrealizowała firma Stanisława Dworaka i budowniczy
                  Wojciech Polak. Plebania miała do lat powojennych swoje go−
                  spodarstwo w podwórku.
                     W ramach propagowanej przez Watykan Akcji Katolickiej
                  powstała idea budowy Domu Katolickiego, którą zrealizował
                  w 1935 r. ks. Leonard Prochownik. W latach trzydziestych
                  prężnie działały przy parafii katolickie stowarzyszenia pań
                  i panów. Były organizacjami niezbyt tolerancyjnymi dla śro−
                  dowiska żydowskiego, mimo że ks. Prochownik pozostawał
                  w dyplomatycznej zażyłości z prezesową żydowskiego stowa−
                  rzyszenia pań, Anną Huppert z Zatorskiej. Ich codzienne spa−
                  cery po Rynku były ówczesną formą lokalnego ekumenizmu.
                     Komitet Budowy Domu Katolickiego pracował pod kierun−
                  kiem prezesa katolickiej Ligi Panów, notariusza Antoniego
                  Opidowicza. Duża kaplica, pełniąca także funkcję sali teatral−
                  nej, pozwoliła na rozwój działalności artystycznej i oświato−
                  wej parafii. Tu odbywały się przedstawienia teatralne, co−
                  roczne jasełka i komunijne przyjęcia. Przy Katolickim
                  Stowarzyszeniu Młodzieży działała w latach 1933–38 druży−
                  na piłki nożnej, którą tworzyli m.in. byli zawodnicy Sokoła
                  i Strzelca: F. Kapłon, M. Mania, J. Skowronek, R. Brańka,
                  J. Bielenin, S. Szeląg, Z. Janik, A. Góra i inni. Po wojnie
                  w kaplicy odbywały się niedzielne msze dla młodzieży a w sa−
                  lach katechetycznych nauka religii.

                  Ulica Kościelna
                     (Kirchenstrasse) powstała po 1822 roku w miejscu zlikwi−
                  dowanego, przykościelnego cmentarza. Uliczka schodzi od pre−
                  zbiterium w stronę ul. Tatrzańskiej (MB Fatimskiej). Prawdo−
                  podobnie był to pierwotny szlak grzebalny dla ekshumowanych
                  i transportowanych na nowy cmentarz zmarłych (1822 r.)
                  Z lewej strony ulicy są tylko trzy, za to najstarsze kamienice
                  w mieście. Zwarta zabudowa z prawej strony powstała do−
                  piero po1840 roku.
                     Dwa przykłady klasycystycznych kamienic, domy nr 4 i 6,
                  należały do rodziny Schwartzów a następnie rodziny Gedlów,

                                                                             35




Wadowice_10.pm6          35                               11-11-19, 00:55

Strona 36

zasłużonej dla miasta familii. Władysław Gedl (1852–1901)
              dr wszech nauk lekarskich był lekarzem sądowym i miejskim,
              prezesem TG „Sokół” i inicjatorem budowy „sokolni” (obecnie
              dom kultury).
                 Dom nr 6 tzw. Dom Solny powstał ok. 1800 r. na działce
              będącej w XVI w. własnością wójtostwa. Mieszkała tu rodzina
              właścicieli a także inżynier Rady Powiatowej, Władysław Rip−
              per (1850−1916). W czasie I wojny miał tu siedzibę c.k. urząd
              skarbowy a do 1938 r. mieściła się na parterze komenda po−
              wiatowej policji z miejskim posterunkiem, której komendan−
              tem był starszy przodownik Jan Kramer, zamordowany w Ka−
              tyniu. Syna tego austriackiego oficera – Andrzeja, wcielono
              do Luftwaffe i zamordowano w 1943 r. w Berlinie. Po wojnie
              w budynku znajdował się Polski Związek Niewidomych oraz
              Polski Komitet Pomocy Społecznej. Tu mieszkał nauczyciel
              zawodu, przedwojenny pracownik Citroena we Francji, Wła−
              dysław Papiernik a także mój przyjaciel lat szkolnych, Michał
              Mąsior, artysta i projektant, działacz opozycji internowany
              w 1981 roku i zmuszony do emigracji.
                 Prostopadła dobudówka od strony zakrystii pochodzi z ok.
              1840 r. – to własność rodziny Leniów. Potomek Marcina Wa−
              dowity – Walenty Leń był burmistrzem w połowie XVII w. Tu
              mieszkał długoletni kościelny parafii Karol Leń (1904–1959).
                 Kościelna 4. Klasycystyczny budynek z ok. 1800 r., wła−
              sność Marii ze Szwartzów Gedlowej a od 1919 r. doktora wszech
              nauk medycznych, popularnego lekarza, Jana Moskały (1868–
              1944), który testamentem zapisał go Collegium Medicum UJ
              na działalność naukowo−oświatową.
                 Przed wojną, na parterze z prawej strony była mleczarnia
              Alojzego i Marii Banasiów a w niej siedziba klubu piłkarskiego
              „Polonia”. Syn właścicieli, Jan (zginął w czasie wojny), był
              kolegą szkolnym Karola Wojtyły, który wraz z ojcem, po śmierci
              swojej matki tu się stołował. Na piętrze mieszkał Słowak z Le−
              woczy, sierżant 12 pp Alojzy Machej, żołnierz września i Bry−
              gady Strzelców Karpackich. W 1946 roku była tu na parterze
              pierwsza siedziba szkoły handlowej. W 1968 r. UJ przekazał
              budynek miastu, które – realizując wolę testatora – oddało
              go w 1979 r. w zarząd Towarzystwu Miłośników Ziemi Wado−
              wickiej, sukcesorowi TUMWiO. TMZW załatwiło lokatorom
              nowe mieszkania, wpisało obiekt w rejestr zabytków i ada−
              ptowało go na cele muzealne. Przy społecznym remoncie pra−
              cowała młodzież, głównie ze szkoły rolniczej i budowlanej.
              W piwnicach urządzono Galerię Sztuki Współczesnej BWA,
              na parterze mieściło się biuro TMZW, PTTK i archiwum miej−

              36




Wadowice_10.pm6             36                               11-11-19, 00:55

Strona 37

skie czyli Dział Zbiorów Specjalnych biblioteki. Piętro zajmo−
                  wało Muzeum Historyczne Miasta Wadowic. Przyległy ogród
                  był plenerową galerią z amfiteatrem. W 1981 r. był tu z wizytą
                  Lech Wałęsa a od 1984 r. Członkiem Honorowym TMZW był
                  Jan Paweł II. Przy TMZW działała Wadowicka Oficyna Wy−
                  dawnicza i redakcje almanachu „Nadskawie”, czasopism „Roz−
                  maitości Wadowickie”, „Nad Skawą” i „Nowe Fakty Tygodnia”.
                     W najlepszym okresie swojej działalności Towarzystwo zrze−
                  szało ponad 300 członków i około 150 w kołach młodzieżo−
                  wych przy szkołach średnich. Miało zamiejscowe koła w Kra−
                  kowie, Gdyni i L yonie. Obok wymienionych w opracowaniu
                  działali w Towarzystwie: Andrzej Buś, Adam Grodnicki, Adam
                  Rudel – Zegadłowicz, Stanisław Czechowicz, Krystyna Sowiń−
                  ska, Józef Ogiegło, Józef Zeman, Andrzej Brańka, Tadeusz
                  Kurnik, Jan Bąk, Jan Fidziński, Stanisław Dulban, Kazimierz
                  Bogunia, Jadwiga Kasperek, Edward Młynek, Włodzimierz
                  Zieliński i wielu innych.
                     Towarzystwo powstało w 1971 roku. Artystyczne formy dzia−
                  łalności legły u podstaw stworzenia opozycji lat 1980–81.
                  TMZW było współorganizatorem przywrócenia pomnika Żołnie−
                  rza 12 pp, a w stanie wojennym tu gromadzili się nieliczni
                  wtedy opozycjoniści. Od 1989 roku działało biuro Komitetu
                  Obywatelskiego. Odważna i krytyczna postawa stowarzysze−
                  nia wobec metod nowej władzy spowodowała, że w 1994 roku
                  TMZW zostało usunięte z budynku przez magistrat. Obecnie
                  mieści się tu siedziba „Solidarności”, informacja turystyczna
                  i Muzeum Miejskie.
                     Dom o cechach klasycystycznych. Ryzalit frontowy utwo−
                  rzony z przedsionka, nad którym jest balkon ujęty w kolum−
                  ny jońskie, kanelowane, które dźwigają belkowanie i trój−
                  kątny fronton. Sień przelotowa na osi, na parterze sklepienia
                  żagielkowe. W części kamiennych piwnic podwójna kondy−
                  gnacja.
                     Najbardziej znany dom w Wadowicach – Kościelna 7 – po−
                  wstał około 1840 r. razem z kamienicą przy Rynku. Na parte−
                  rze z prawej strony mieszkała rodzina Zająców, rodzice An−
                  drzeja Zająca Dżerskiego, fotografika i sportowca. Z lewej
                  strony mieszkał szewc Israel Mehlmann. Jego syn Moniek
                  (1906–1939), muzyk orkiestry Markusa Goldbergera, został
                  stracony wraz z grupą Wincentego Bałysa. Na piętrze miesz−
                  kał kupiec Iser Lauber oraz fotograf Franciszek Łopatecki.
                     W 1918 r. do dwupokojowego mieszkania na piętrze wpro−
                  wadziła się rodzina Wojtyłów. 18 maja 1920 r. urodził się tu
                  Karol Józef Wojtyła. Tu spędził dzieciństwo i młodość.

                                                                             37




Wadowice_10.pm6          37                               11-11-19, 00:55

Strona 38

Po wojnie mieszkali na górze Wołochowie, Pindlowie i Puty−
              rowie: Maria, historyk i animator zespołu teatralnego w li−
              ceum oraz Zbigniew (1921–1992) muzyk i profesor fizyki;
              nauczyciele mojego pokolenia. W 1984 r. dzięki staraniom
              proboszcza ks. Edwarda Zachera, powstało muzeum – Dom
              Rodzinny Jana Pawła II.
                 Dom nr 9 to własność Sowińskich, potem Bursztynów.
              Mieszkali tu przeważnie pracownicy apteki Sowińskiego, m.in.
              jeden z pierwszych, zawodowych kierowców, Józef Ogiegło.
              Do atmosfery dawnych Wadowic nawiązuje mieszcząca się
              w nim obecnie stylowa kawiarnia „Galicja”.

              Magistrat
                 Obecny budynek pochodzi z połowy XIX w. Poprzedni, drew−
              niany ratusz istniał do 1790 roku pośród zabudowy Rynku,
              naprzeciwko obecnej kamienicy nr 16.
                 Rozwój samorządu datuje się od roku 1430. Pod koniec XVI
              miasto liczyło ok. 1500 mieszkańców, w tym ponad 50 rze−
              mieślników. Po wojnach szwedzkich liczba zamieszkałych spa−
              dła do 600.
                 Po pożarze w 1768 r. działalność magistratu regulowała
              „Ordynacja dobrego rządu w miasteczku Jego Królewskiej
              Mości Wadowicach”. W czasie konfederacji barskiej burmi−
              strzem był Józef Gustkiewicz. Będący w ciągłych procesach
              z miastem Biberstein−Starowieyski z Mikołaja, został mar −
              szałkiem konfederacji, więc na Wadowice spadły rujnujące je
              kontrybucje. Po I rozbiorze cesarz Franciszek II zatwierdził
              miastu dotychczasowe przywileje. W 1800 r. było 1600 miesz−
              kańców a w 1850 już 4000, w tym 150 rzemieślników. W cza−
              sach rabacji (1846 r.) burmistrz Mateusz Stankiewicz sku−
              tecznie ochronił Wadowice przed chłopską rebelią. Miasto było
              stolicą obwodu (cyrkułu) obejmującego powiaty bialski, my−
              ślenicki, żywiecki i wadowicki. W budynku magistratu mie−
              ścił się sąd obwodowy i urząd podatkowy oraz szkoła powszech−
              na (do 1939 r.) a w latach 1866–1874 gimnazjum.
                 W 1866 roku utworzono gminę miejską, istniejącą do dzisiaj.
              W II połowie XIX w. zaczął się najlepszy okres w dziejach Wado−
              wic. Burmistrzami byli wtedy Józef Raczyński i operatywny, za−
              służony Ignacy Brosig (1816–1889), kupiec. Po nim burmistrzem
              został Jan Iwański. Za jego kadencji wytyczono nowe ulice, wpro−
              wadzono elektryczność i telefony. Pracę Iwańskiego kontynu−
              ował od 1909 r. burmistrz Franciszek Opydo. Uruchomiono wte−
              dy elektrownię miejską i wodociągi. Miasto na przełomie wieku
              liczyło ponad 6000 mieszkańców, powstały liczne stowarzysze−

              38




Wadowice_10.pm6             38                                11-11-19, 00:55

Strona 39

nia kulturalne i sportowe oraz organizacje patriotyczne. Magi−
                  strat zatrudniał około 12 pracowników, w tym burmistrza, za−
                  stępcę i 4 asesorów (członków zarządu); porządku pilnowała ochot−
                  nicza straż ogniowa i czterech policjantów miejskich.
                     Wadowice jako miasto obwodowe a potem powiatowe było
                  siedzibą instytucji rządowych czyli Cesarsko−Królewskich
                  (c.k.): Rady Szkolnej Okręgowej, Sądu Obwodowego, Główne−
                  go Urzędu Podatkowego, Prokuratorii Państwa, Sądu dla Spraw
                  Dochodów Skarbowych, Dyrekcji Okręgu Skarbowego, Urzę−
                  du Probierczego oraz Galicyjskiego Towarzystwa Kredytowego
                  Ziemskiego, Powiatowej Kasy Oszczędności, Okręgowego To−
                  warzystwa Rolniczego, Urzędu Pocztowego i Telegraficznego,
                  Urzędu Regulacji Rzek.
                     Burmistrzem w latach 1919–23 był adwokat, dr Władysław
                  Wodziński. To jego starania pozwoliły miastu pozbierać się po
                  zniszczeniach I wojny. W okresie szalejącej inflacji magistrat
                  emitował w 1919 roku własną walutę a do prac publicznych
                  zatrudniał więźniów i jeńców bolszewickich. Od 1929 roku bur−
                  mistrzem był Teofil Kluk – restaurator. Z początkiem lat trzy−
                  dziestych funkcję pełnił Władysław Bernhardt, jednak z powo−
                  du zaniedbań samorządowych miastem zarządzał komisarz dr
                  Stanisław Kossek, prawnik i historyk, kustosz biblioteki Tar−
                  nowskich w Suchej.
                     Przed wojną, za burmistrza Bernhardta a potem Kubiczka
                  i Machalicy, piętra budynku zajmowała szkoła powszechna
                  męska, lewy parter restauracja Cholerka oraz cukierenka
                  „Oaza” Jana Hyłko, inspektora strażaków, a z tyłu, od ul.
                  Krakowskiej, był sklep kolonialny Skowronka. Miasto liczyło
                  wtedy ok. 7 tys. obywateli w tym 20 % ludności żydowskiej
                  a w magistracie, który zajmował prawy parter budynku, za−
                  trudnionych było 18 urzędników; łącznie z burmistrzem i
                  strażą magistracką. Tu do szkoły podstawowej w latach 1927–
                  1930 uczęszczał Karol Wojtyła.
                     W czasie wojny szkołę usunięto, wprowadzono posterunki:
                  celny, policyjny z aresztem, wojskowy i osiedleńczy a restau−
                  racja Rasthaus służyła wyłącznie Niemcom. Po wojnie pierw−
                  szym burmistrzem z nadania był Władysław Sadowski. Po nim
                  nastał okres przewodniczących Miejskich Rad Narodowych
                  a potem Naczelników Miasta (do 1989 r.). W tamtych latach
                  powstały nowe Wadowice, czyli osiedla mieszkaniowe: Marci−
                  na Wadowity, XX−lecia, Mikołaja Kopernika i Pod Skarpą. Jed−
                  nym z ówczesnych, długoletnich Naczelników był Marian
                  Skrzypczak z Podstawia. Od 1994 r. burmistrzem jest Ewa
                  Filipiak, pierwsza kobieta na tym urzędzie.

                                                                                39




Wadowice_10.pm6          39                                 11-11-19, 00:55

Strona 40

Rynek 2. Kamienica połączona z domem przy ul. Kościelnej 7
              posiadała do 1905 r. szeroką, przelotową bramę. Dom był wła−
              snością Seweryna Kurowskiego (1840–1889) powstańca stycz−
              niowego osiadłego w Wadowicach i ożenionego z Jadwigą Zapa−
              łowicz. Ten zdolny magister farmacji i wynalazca założył aptekę
              (Rynek 12) i dorobił się niemałego majątku. W 1905 r. dom kupił
              przedsiębiorca Józef Lisko i uruchomił cukiernię, którą prowa−
              dził do 1910 r. Józef Turlik. Szukając środków na nową inwesty−
              cje (rozlewnia piwa na ul. Trybunalskiej), Lisko sprzedał dom
              ok. 1915 r. kupcowi Chielowi Bałamuthowi (1872–1942), czym
              mocno się naraził proboszczowi, bo obok kościoła Żyd otworzył
              ekskluzywny dom towarowy. Przy nim był sklep cukierniczy Jana
              Małseckiego, zastąpiony w 1935 r. galanteryjnym Isera Laube−
              ra. Na piętrze mieszkał właściciel domu, który – mimo prowa−
              dzenia kilku interesów – udzielał się społecznie. Był założycie−
              lem i prezesem Stowarzyszenia Kupców Żydowskich (ok. 1900 r.),
              które zrzeszło w latach trzydziestych 300 firm kupieckich, rad−
              nym miejskim, prezesem gminy żydowskiej, członkiem zarządu
              Banku Ludowego. Jego zięciem był Leon Wadler, adwokat, dzia−
              łacz sportowy w klubie Makkabi i Żydowskim Domu Ludowym.
              Po Chielu Bałamucie interes przejął syn Chaim.
                 Po wojnie mieścił się na parterze sklep przemysłowo−teks−
              tylny, potem gospodarstwa domowego a od lat siedemdziesią−
              tych sklep „Souvenir”. Piętro zajmowała rodzina Kuziów.

              Rynek 3. Apteka pod Gwiazdą – budynek z roku 1840. Apte−
              kę ok. 1903 r. założył Władysław Homme, brat Kazimierza –
              w miejsce sklepu przemysłowego Ignacego Rosenfelda. Prze−
              nosząc się do Krakowa, przyszły płk Homme sprzedał ok. roku
              1912 aptekę Janowi Macudzińskiemu a ten z kolei w 1921 r.
              Tadeuszowi Sowińskiemu (1888–1978), magistrowi farmacji,
              synowi ck nadpoborcy podatkowego Romana Sowińskiego. Jak
              i poprzedni właściciele, Sowiński mieszkał nad apteką, którą
              prowadził do 1941 r. z żoną Zofią, również magistrem farma−
              cji. Potem firmą zarządzała Maria Hensel.
                 W 1945 r. Sowiński powrócił z wysiedlenia i prowadził ap−
              tekę aż do emerytury jako jej właściciel a od 1951 r. jako
              kierownik. Tradycje rodzinną kontynuował syn, Tadeusz, który
              tu pracował. W 1991 r. państwową aptekę odkupił od „Cefar−
              mu” wnuk byłego właściciela, Krzysztof Sowiński.

              Rynek 4. Siedziba banku. Przed 1939 rokiem kamienice na pra−
              wo od kościoła stanowiły główne centrum handlowe. Ok. 1902 r.
              był tu sklep Adolfa Keinera a w latach 1905–10 Chiela Bałamu−

              40




Wadowice_10.pm6             40                                11-11-19, 00:55

Strona 41

tha. Następnie – aż do 1939 roku sklep żelazny Jakuba a potem
                  Karola Bendetza, który na zewnątrz miał stację z „olejem skal−
                  nym”. Po wojnie dom był własnością szewca Franciszka Gzeli
                  (1897–1952), legionisty, radnego miejskiego i nauczyciela zawo−
                  du, Do 1953 r. był tu jego zakład i sklep, potem do lat siedem−
                  dziesiątych sklep obuwniczy „Mokasyn”, wreszcie bank.

                  Rynek 5. Narożna kamienica Teofila Kluka (1860−1943) miała
                  na parterze od roku 1900 ekskluzywną restaurację. Ten popu−
                  larny kupiec pełnił w latach międzywojennych funkcję radne−
                  go, burmistrza i prezesa „Czytelni Mieszczańskiej”. Kluk nosił
                  w czasie uroczystości frak i wysoki cylinder; tak witał w 1929
                  roku prezydenta Mościckiego. W zdjętym cylindrze miał tekst
                  stosownego przemówienia i wszystko szło płynnie. Miał Kluk
                  małego psa, z którym paradował po Rynku, ubrawszy zwierzę
                  w stosowną odzież i obuwie. Miał też swoją, Teofila Kluka ulicę
                  (obecnie Poprzeczna). Co prawda burmistrzowanie skończyło
                  się ok. 1931 r. a konsekwencją rządów był później komisarycz−
                  ny zarząd miasta ale życzliwa pamięć po nim pozostała.
                     Po wojnie restaurację – w ramach PSS Społem – zamienio−
                  no w gorzałczaną knajpę „Pod Lipką”. Potem zrobiono jadłodaj−
                  nię. Dzisiaj jest to przyzwoity i tani bar. „Przed kamienicą, jak
                  dawniej można usiąść ‘Pod Lipką’ – przy stolikach otaczają−
                  cych lipę, pośród której w czas kwitnienia brzęczą pszczoły…”.
                     Po wojnie w kamienicy na piętrze mieszkali Kondratowi−
                  czowie i Malarzowie. Kazek Malarz był długoletnim kierowni−
                  kiem schroniska na Leskowcu.

                  Rynek 6. Dom sprzed 1840 roku. W 1880 r. własność Ferdy−
                  nanda Kotschirza, przedsiębiorcy i radnego miejskiego. Ok.
                  1887 r. kamienicę kupił Józef Dworak. Był tu wtedy sklep
                  Salomona Ricka i Dworaka, później Szymona Ferstera.
                     Kupiecka rodzina Dworaków przybyła z Czech. Senior Sta−
                  nisław był budowniczym, właścicielem cegielni na Łazówce.
                  Jego syn Jan (1858–1931) był radnym, prezesem Czytelni
                  Mieszczańskiej, wiceburmistrzem i burmistrzem. W 1911 r.
                  kamienicę od Dworaków kupił Kazimierz Homme (1867–1931),
                  brat Władysława, magister farmacji, długoletni prezes „Soko−
                  ła”. Jego żona Antonina – nauczycielka – pochodziła z zasłu−
                  żonej dla miasta rodziny Wądolnych. K. Homme rozbudował
                  kamienicę w stylu secesyjnym; dach łamany a w ściętym na−
                  rożniku od ul. Lwowskiej balkon z secesyjnymi wspornikami
                  i fronton dachu w formie wieży. W 1912 r. otworzył na parte−
                  rze drogerię i skład apteczny. Sprzedawał jako pierwszy w mie−

                                                                                41




Wadowice_10.pm6          41                                 11-11-19, 00:55

Strona 42

ście odczynniki fotograficzne. Jego syn Józef Homme(1906–
              1975) – chemik był po wojnie jednym z twórców polskiego
              przemysłu hutniczego i spożywczego a córka Barbara, magi−
              ster farmacji, żoną Władysława Pikuły (1912–1946), porucz−
              nika 12 pp, oficera sztabowego II Korpusu. Druga córka Anna
              wyszła za Zbigniewa Siłkowskiego (1919–1996), ekonomistę,
              żołnierza września i więźnia stalagów, instruktora ZHP, szkol−
              nego przyjaciela Karola Wojtyły. To ten dom i rodzinę Siłkow−
              skich odwiedzał po wojnie ksiądz a potem biskup Wojtyła przy
              każdorazowym pobycie w mieście.
                 Miałem okazję być raz w czas takiej wizyty. W 1965 r. uczy−
              liśmy się w kilkoro do matury u Tosi Siłkowskiej: Michał Mą−
              sior, Jadzia Kudłacik, Zbyszek Bieniasz i chyba Kasia Bana−
              chowska. W pewnym momencie pani Ania, mama Tosi,
              poprosiła nas na górę, bo przyjechał „wujek”. Chyba coś je−
              dliśmy i byliśmy odpytywani przez biskupa z tematu „liceum
              i matura”. Później przynieśliśmy z samochodu projektor, roz−
              łożyli ekran i biskup Wojtyła wyświetlał nam film ze swojej
              podróży do Barcelony. Cóż to za była atrakcja w tym szarym,
              gomułkowskim 1965 roku. A film był do tego kolorowy! Wróci−
              liśmy jednak szybko do rzeczywistości, czyli wspólnej nauki
              z dziewczynami, bo to dla siedemnastolatków była najważ−
              niejsze – z wielu powodów.
                 Po wojnie skład apteczny Hommów przekształcono w droge−
              rię, istnieje ona do dzisiaj. Obok, gdzie przed wojną był sklep
              i zakład fryzjerski Goldmana, jest teraz sklep Veritasu.

              Rynek 7. Budynek rodziny Schwartzów, później Thomów a na−
              stępnie Julii Gebauerowej. Jan Thom (1844–1919) był kupcem
              ze Śląska i prowadził tu sklep. Ok.1890 r. handel przejął Jan
              Matusiński a po nim Chiel Bałamuth. Po 1918 r. był tu sklep
              gospodarczy Evi Goldmana później Benetza a nastepnie Mar−
              ka. Gdzie obecne podcienie, mieściła się z pocz. XX w. Apteka
              Pod Orłem a później – do 1939 r. – sklep szklarski Marka. Po
              wojnie długie lata funkcjonował sklep gospodarczy „1001 dro−
              biazgów”. Na piętrze mieszkała rodzina Szklarzów. Ich córka,
              Janina Woźniakowa, była po wojnie animatorem zespołów ar−
              tystycznych spółdzielczości. Obok mieszkał Bolesław Kułak, mu−
              zyk orkiestry 18 pp.

              Rynek 8. Narożny budynek z ok.1830 r., pierwotnie piętrowy
              z wysokim, mansardowym dachem. Od II poł. XIX w. wła−
              sność Klugerów. Zachariasz Kluger, kupiec i prezes gminy
              żydowskiej miał tu sklep konfekcyjny. Jego syn, dr praw Wil−

              42




Wadowice_10.pm6             42                                11-11-19, 00:55

Strona 43

helm Kluger (1885–1963) był znanym i cenionym adwoka−
                  tem, zięciem Israela Hupperta i ostatnim przed wojną preze−
                  sem gminy wyznaniowej. Uczestnik I wojny i wojny bolsze−
                  wickiej, kapitan WP, w czasie II wojny był w Armii Andersa,
                  z którą przeszedł cały szlak. Jego syn Jerzy, kolega szkolny
                  Karola Wojtyły, mieszka w Rzymie. Organizował pierwszą wi−
                  zytę papieża Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Obok
                  Klugera miał tu sklep Rubner, po nim Szymon Glasner.
                  Ok. 1912 r. dom rozbudowano do obecnego stanu. Od ulicy
                  Jagiellońskiej był sklep ślusarza Ignacego Markielowskiego,
                  pierwszego prezesa klubu Skawa i Knapika (rowery, radia),
                  obok Hermana Kautheila i zakład „Fryzjerów Krakowskich”.
                  Na piętrze działała kancelaria adwokacka Klugerów i dr. Izy−
                  dora Wachsmanna. Po wojnie, do 1948 roku, zagnieździła się
                  tu Polska Partia Robotnicza a potem Związek Młodzieży Pol−
                  skiej.Na parterze długie lata był sklep chemiczny pani Buc−
                  kiej i największy zakład fryzjerski (Kamiński, Brańka, Od−
                  rowąż), siedziba fanatycznych kibiców „Skawuli”. Na piętrze
                  mieszkał Władysław Korzeń, długoletni opiekun schroniska
                  na Leskowcu, ratownik GOPR−u.

                  Rynek 9. Kamienica Pod Lwem – z ok.1820 r. Swój obecny
                  wygląd zawdzięcza nadbudowie po roku 1906. Własność Woj−
                  ciecha Raczyńskiego, kupca i asesora miejskiego, potem jego
                  syna Józefa (1816–1881) kupca i dziedzica Zawadki, burmi−
                  strza i dobrodzieja młodzieży. W 1905 r. nabył ją od Władysła−
                  wa Raczyńskiego adwokat, dr praw Władysław Wodziń−
                  ski(1874–1923), działacz Sokoła i burmistrz.
                     Dom klasycystyczny o cechach empire. Horyzontalny układ
                  elewacji z centralnym balkonem. Nad nim relief z leżącym
                  lwem (stąd nazwa kamienicy). Po obu stronach ornamenty
                  roślinne. Brama dwustronna, przejazdowa na Górny Rynek,
                  sień sklepiona.
                      W parterze były sklepy Raczyńskich a ok. 1900 r. także
                  skład win Samuela, potem Markusa Offnera. W latach 1920–
                  1939 istniały tu sklepy: Jana Kassolika, modystki Józefy Man−
                  dlowej, zakład krawiecki i cukiernia Lieberfreund, żelazny Taf−
                  feta, galanteria i galeria Weinfelda, potem Hildegardy Jutka
                  i trafika Romana Waligórskiego. Po wojnie sklep odzieżowy,
                  pasmanteria, galanteria, żelazny, sprzętu AGD, sportowy, kra−
                  wiec Choczeński i bar „Kanapka”.
                      W kamienicy – oprócz właścicieli – mieszkali m.in. Franci−
                  szek Gabriel (1792−1846) długoletni dyrektor szkoły głównej
                  obwodowej, Józef Loserth, ck radca dworu, pierwszy starosta

                                                                              43




Wadowice_10.pm6          43                                11-11-19, 00:55

Strona 44

wadowicki, Stanisław Korczak Komorowski, c.k. drogomistrz,
              dr weterynarii Antoni Goldman, rejent Gustaw Wdówka, pre−
              zes „Sokoła”, adwokat i burmistrz dr Józef Kubiczek, nota−
              riusz Józef Jurka (1910–1988), sekretarz „Sokoła”, radny miej−
              ski i mecenas Adolf Słoboda – malarz w grupie „Beskidnicy”.
              Na piętrze były kancelarie a po wojnie, do 1975 r., przychodnia
              stomatologiczna.

              Rynek 10. Kamienica połączona przewiązką z domem przy pl.
              Kościuszki zajmuje lewą stronę ulicy Sobieskiego. Do 1927 r.
              należała do Foltinów – znanych typografów. Drukarnię założył
              ok.1825 roku Józef Pokorny z Czech. W okresie Wiosny Ludów
              Adam hr. Gorczyński z Brzeźnicy i ksiądz Wacław Wąsikowski
              drukowali tu „Tygodnik Wiejski”, pierwszą gazetę dla ludu. Od
              1852 roku drukarnię przejął Jan Sabinski a w 1868 r. Franci−
              szek Foltin (1831–1876), syn urzędnika, rajca miejski. Po nim
              zakład prowadził jego syn – Franciszek junior, absolwent gim−
              nazjum i wiedeńskiej politechniki. Poszerzył produkcję o lite−
              raturę niosącą polskość na pobliski Śląsk. Rodzina Foltinów
              posiadała także księgarnię, tartak, kołkarnię, liczne nierucho−
              mości i partycypowała wielu społecznym poczynaniom. Foltin
              był radnym, współzałożycielem straży pożarnej i TG „Sokół”,
              sponsorem gimnazjum. Po jego śmierci zakład prowadziła żona
              Stanisława z Solskich, kobieta energiczna, estetka i emancy−
              pantka. W 1907 r. drukarnię przejął syn, trzeci Franciszek
              w rodzie typografów. Sprawy księgowe prowadził jego brat Jan.
              Gimnazjalna przyjaźń Franciszka z Emilem Zegadłowiczem
              zaowocowała współpracą, która wprowadziła wydawnictwa ofi−
              cyny Foltinów do skarbnicy narodowej kultury. Obok literatu−
              ry odpustowej i jarmarcznej powstawały dzieła sztuki typogra−
              ficznej lat dwudziestych, starannie opracowane tomiki poezji
              Zegadłowicza czy zeszyty „Czartaka”. W czasie kryzysu lat trzy−
              dziestych drukarnia upadła i nie wróciła już do dawnej świet−
              ności. Po śmierci brata Franciszek odstąpił ją wspólnikowi,
              Janowi Zawile. W czasie okupacji zakład był pod zarządem
              niemieckim a po wojnie przejęło go państwo. Produkcję ograni−
              czono już tylko do druków akcydensowych. W roku 1980 próbo−
              waliśmy nawiązać do dawnej typografii Foltinów i z pomocą
              ówczesnego zecera, Józefa Płonki, drukowałem tam pierwsze
              almanachy „Beskidników” a później miesięcznik „Rozmaitości
              Wadowickie”. Od 1990 roku drukarnia jest prywatna i konty−
              nuuje, jak może, prawie 200− letnie tradycje wadowickiej typo−
              grafii. Po 1918 roku mieli tu kancelarie notariusze: Władysław
              Czerwinski i Antoni Opidowicz.

              44




Wadowice_10.pm6             44                                11-11-19, 00:55

Strona 45

W 1927 roku kamienicę kupili Lewi Taffet i Izrael Gross,
                  znani kupcy i działacze żydowscy. Mieszkał tu syn Lewiego,
                  Jakub Taffet, absolwent gimnazjum i UJ który był lekarzem,
                  radnym miejskim i prezesem Związku Sportowego Makkabi.
                  Rodzina Grossów była właścicielami dóbr w Brzeźnicy. Bra−
                  tanek Izraela, Edmund Gross (1887–1951) był absolwentem
                  gimnazjum z 1906 r., kolegą szkolnym Zegadłowicza i Folti−
                  na, doktorem medycyny. W 1914 roku wyruszył do Legionów,
                  był lekarzem wojskowym, ordynatorem w Warszawie i Prze−
                  myślu; w czasie II wojny naczelnym lekarzem centrum szko−
                  lenia pancernego w Szkocji a w 1945 roku komendantem eki−
                  py medycznej w Niemczech. W stopniu pułkownika wrócił do
                  Polski w 1947 roku i pracował w Opolu.
                     Do 1939 roku mieściła się w budynku na piętrze żydowska
                  biblioteka, siedziba Klubu Makkabi i gabinety lekarskie. Na
                  parterze był sklep przemysłowy Jakuba Reifera, później Osia−
                  sa Cisnera a po wojnie sklep Franciszka Kawy. Obok galan−
                  teria Reicha i zegarmistrz Lermer. Rodzina Cisnerów posia−
                  dała majątek w Lgocie a senior, Salomon Cisner był m.in.
                  prezesem Stowarzyszenia Kupców i wiceprezesem Banku Lu−
                  dowego. Tu mieścił się „jedyny, chrześcijański zakład fryzjer−
                  ski” Stanisława Hiczkiewicza a potem popularna wypożyczal−
                  nia książek „Kultura”, którą prowadził na początku wojny
                  Józef Kawaler, filozof i matematyk.
                     Mieszkał tutaj znany gołębiarz, kapitan Jan Łużecki, ob−
                  wodowy komendant WF i PW oraz Franciszek Buszek, radca
                  skarbu, działacz „Jagiellonki” i „Sokoła” a także rodzina Gze−
                  lów, Filków a po wojnie długoletni architekt powiatowy Wale−
                  ria Puchałowa i familie Talarów, Tabaków, Dęboszów. Na pię−
                  trze prowadziła, aż do końca lat sześćdziesiątych, naukę gry
                  na fortepianie Janina Zagórska (1896–1973). Jej mąż, inży−
                  nier Stefan Zagórski był nauczycielem w gimnazjum.

                  Rynek 11. Narożna z ul. Żwirki i Wigury kamienica należała
                  do rodziny Kudasów. Nauczyciel Tomasz Kudas był w latach
                  1855–64 dyrektorem szkoły głównej i niższej realnej, na bazie
                  której powstało później Gimnazjum. Na parterze mieścił się
                  sklep korzenny Michała Kudasa, który ok. 1910 r. przejął zięć
                  właściciela, Jan Hołojewski. W 1914 r. otworzył obok sklepu
                  restaurację, którą później, aż do 1942 roku, prowadził jego syn
                  Czesław Hołojewski (1906–1991). Po powrocie w 1945 r. z obo−
                  zu pracy, kierował lokalem jeszcze do 1949 roku, kiedy po upań−
                  stwowieniu przejęła go Powszechna Spółdzielnia Spożywców.
                  Popularna „Jedynka” albo „U Hołojewskiego” miała wydzie−

                                                                              45




Wadowice_10.pm6          45                                11-11-19, 00:55

Strona 46

loną salę konsumpcyjną z wejściem od ulicy Żwirki i Wigury.
              Tu, blisko sądu i dworca autobusowego załatwiano wiele pro−
              cesowych spraw, opijano decyzje, postanowienia, wyroki i kon−
              trakty. Obok restauracji „Beskidzkiej”, „Podgórska” (bo taką
              oficjalną nazwę nosiła) była po wojnie drugą pod względem
              elegancji. W tygodniu jednak – a zwłaszcza w czwartki – prze−
              walały się tu tłumy klientów na pośpieszną wódkę w drodze do
              autobusu. Z nostalgią wspomina człowiek tamten lokal z po−
              tężnym, kryształowym lustrem na głównej ścianie, z Cyganem
              grającym w czwartki na harfie (tak, tak, na harfie!), z gwarem
              biesiadników i piękną kelnerką Nelą. Jakiś czas były tu póź−
              niej dancingi – aż do połowy lat osiemdziesiątych, gdy zamę−
              czona przez konkurencję knajpa – padła.

              Rynek 12. Kamieniczka z 1830 roku. Mieści się tu naj−
              starsza wadowicka apteka, założona przez farmaceutę Se−
              weryna Kurowskiego, który był przez osiem lat zastępcą
              burmistrza Brosiga. W 1899 r. aptekę odkupił Jan Macu−
              dziński. Jego syn Bolesław (1893–1966) – doktor praw był
              działaczem turystycznym i organizatorem szkolnictwa ho−
              telarskiego w Polsce.
                 Kolejnym właścicielem apteki był farmaceuta Natan Spie−
              gel a po nim, do wojny, jego syn Mieczysław z żoną Heleną.
              Aptekę przez pewien czas prowadziła Barbara Homme i Stefa−
              nia Mrozińska a potem niemiecki zarządca Joseph Zwarick. Po
              wojnie – państwową już apteką – kierowała długie lata miesz−
              kająca na piętrze Zofia Grzesło. Jej mąż Franciszek (1905–
              1980), filolog klasyczny, uczył nas w liceum łaciny.
                 Tu mieszkał, już na emeryturze, ojciec Zofii Grzesło, Jakub
              Zachemski (1870–1958), profesor i dyrektor gimnazjum, dzia−
              łacz „Sokoła”, dyrektor Gimnazjum św. Anny w Krakowie i gim−
              nazjum w Nowym Targu, długoletni prezes Związku Podhalan.
                 Od sierpnia do grudnia 1981 r. mieściło się tu pierwsze biuro
              NSZZ „Solidarność”, które osobiście organizowałem i z tego po−
              wodu... mam czasami jakieś okazjonalne obstrukcje.

              Rynek 13 i 14. W miejscu obecnego domu towarowego, sta−
              ły do końca wojny dwie wąskie kamienice z efektownymi
              mansardami na dachu. Przed wojną był w nich sklep kolo−
              nialny i kawiarnia Ferdynanda Munza, skład mąki i sklep
              korzenny Izraela Grossa, a obok sklep Bernarda Wolfa (1890–
              1943), przewodniczącego Judenrathu w getcie. Był też skład
              żelazny Erwina Scharfera z pompą paliwową przed sklepem.
              Na samym rogu mieścił się sklep artykułów gospodarczych

              46




Wadowice_10.pm6             46                                11-11-19, 00:55

Strona 47

Związku Inwalidów Wojennych, gdzie subiektem był Euge−
                  niusz Szczur, działacz „Sokoła”, żołnierz BCh, dowcipny
                  i życzliwy facet.
                     Obie kamienice zniszczyła bomba w 1945 roku. W latach
                  1959–62 powstał na ich miejscu dom towarowy spółdzielczo−
                  ści wiejskiej gdzie w latach sześćdziesiątych był sklep „pe−
                  wex” dla klientów z dolarami.

                  Rynek 15. Kamienica z ok. 1830 roku. Obecne podcienie
                  powstały w latach siedemdziesiątych XX w. Na początku XX
                  stulecia była własnością przedsiębiorcy Józefa Lisko (1870–
                  1929), który po sprzedaniu posesji nr 2 w Rynku w tym domu
                  uruchomił kawiarnię – zwaną wtedy cukiernią. Zajmujący
                  cały parter (podcienie, bank) lokal od samego początku tj.
                  od 1911 roku cieszył się dużą popularnością i był przez po−
                  nad pół wieku najlepszą kawiarnią w mieście! Po śmierci
                  J. Lisko lokal prowadził jego kuzyn Ludwik Mielnicki. W la−
                  tach 1936–1945 dzierżawił kawiarnię wiedeński cukiernik,
                  Karol Hagenhuber, główny charakteryzator zespołów teatral−
                  nych. To on przywiózł do Wadowic recepturę kremówek, któ−
                  re dzisiaj, dzięki papieżowi, stanowią znak rozpoznawczy
                  miasta. O ich specyficznym smaku decydował alkohol do−
                  brze macerowany z żółtkami jaj i masłem. Po wojnie kawiar−
                  nia – już spółdzielni spożywców czyli upaństwowiona – no−
                  siła nazwę „Ludowa” a następnie „Ania”. Przy marmurowych
                  stolikach, w wiedeńskim wystroju wnętrza, spotykała się
                  lokalna inteligencja, głównie nauczyciele pobliskiego liceum
                  i technikum. Z szybkością żółwia rozgrywali swoje partie
                  szachów w asyście kibiców i pliski z lodem. Bywałem tam
                  nielegalnie, bo jako uczeń miałem zakaz przebywania w lo−
                  kalach. Wchodziłem przez korytarz i kuchnię do tylnej salki,
                  gdzie siadywało się na kanapce pamiętającej jeszcze czasy
                  założyciela lokalu.
                     Na zapleczu kawiarni – od ulicy Mickiewicza, w bramie –
                  w czasie lata kupowaliśmy najlepsze, nieupaństwowione, pry−
                  watne, lody świata. Produkowali je syn i córka Józefa Liski.
                  I te lody były w owym czasie najlepszym świadectwem przed−
                  wojennej klasy wadowickiego cukiernictwa.

                  Rynek 16. Budynek z I połowy XIX w. z elewacją z końca
                  wieku XIX. Był własnością rodziny Schwarzów, potem Marii
                  Gebauerowej i jej spadkobierców Thomów. Tu mieszkał Jan
                  Thom, kupiec, członek „Sokoła” i jego sponsor. Do rodziny
                  należał zresztą cały kwartał między Rynkiem, ulicą Mydlarską,

                                                                            47




Wadowice_10.pm6          47                              11-11-19, 00:55

Strona 48

Piaskową i Mickiewicza. Na parterze mieścił się sklep gospo−
              darczy Pohlów potem spożywczy Franciszka Kassolika. Około
              1938 roku kamienicę kupił Władysław Rzycki (1899–1970),
              kupiec, właściciel sklepu na ul. Zatorskiej.
                 Dom o cechach późnego klasycyzmu. Atrakcyjna fasada
              piętra dawniej nadbudowana mansardą. Lico ściany bonio−
              wane a środkiem portal obejmujący dwa okna. Pod nim po−
              zorna balustrada dzielona systemem trzech pilastrów. Nad
              środkowym wypukłorzeźba wazy. Dwa skrajne okna ozdobio−
              ne od góry kartuszami.
                 Władysław Rzycki prowadził tu do lat pięćdziesiątych sklep
              kolonialny a potem spożywczy. Później, aż do lat osiemdzie−
              siątych był tu społemowski sklep cukierniczy, który i tak na−
              zywano „U Rzyckiego”.
                 Syn kupca Rzyckiego Emil, długoletni działacz TMZW, był
              prezesem Sądu Wojewódzkiego w Bielsku Białej a jego żona
              długie lata ordynatorem Oddziału Zakaźnego szpitala. Aktu−
              alnie ma tu siedzibę bank a w piwnicach, staraniem syna
              właścicieli, powstał stylowy klub.

              Rynek 17. Kamienica była własnością Schwarzów, potem Tho−
              mów, obecnie. Maciejczyków. Za Galicji była tu m.in. mydlar−
              nia Jerzego Sibigiera i restauracja Jonasa Schiffera. W okre−
              sie międzywojennym nadal restauracja pod patronatem
              „Jagiellonki” (bilard, piwo, szachy), sklep bławatny Ciznera,
              galanteria Fischera i zakład zegarmistrzowski Eliezera Bie−
              nenstocka a potem, aż do lat siedemdziesiątych XX w., zakład
              fryzjerski Jana Buckiego i Stanisława Oszustowicza. Brat Buc−
              kiego, Rudolf, znany działacz turystyczny, za działalność w ru−
              chu oporu był długo prześladowany po 1945 roku.
                 Kamienica związana jest z historią „Jagiellonki” czyli To−
              warzystwa im. Króla Władysława Jagiełły. Założył je w 1908
              roku Stefan Kolarczyk i to dzięki jego niespożytej energii „Ja−
              giellonka” stała się najbardziej aktywnym stowarzyszeniem
              w owym czasie. Na piętrze budynku mieściła się mała sala ze
              sceną i garderobą. Opiekunami pomieszczeń byli mieszkający
              tu rodzice artysty Franciszka Suknarowskiego. Szyto własne
              kostiumy a kilkanaście spektakli teatralnych głównie autor−
              stwa i w reżyserii S. Kotlarczyka, prezentowano w sali Sokoła
              i kinie oraz na wyjazdach w Żywcu, Kętach, Andrychowie i Za−
              torze. S. Kotlarczyk potrafił zainteresować teatrem nie tylko
              własną, liczną rodzinę ale w latach 1908–1930 całe familie
              wadowiczan. Przy Jagiellonce działał chór i orkiestra pod opieką
              Józefa Borgieła i Franciszka Buszka.

              48




Wadowice_10.pm6             48                                11-11-19, 00:55

Strona 49

W tym domu, po 1950 roku mieszkał jeden z przedwojen−
                  nych piłkarzy Skawy a potem jej największy kibic, Matyjos,
                  czyli Leon Matyjasik.
                    Jeszcze słyszę w pamięci jego ochrypły od dopingu głos:
                  Skawulaaa, Skawulka…

                  Rynek 18. Dominująca na północnej pierzei rynku kamie−
                  nica należała do bogatej rodziny Huppertów, potem ich zię−
                  cia Jerzego Klugera, który w latach osiemdziesiątych sprze−
                  dał ją firmie Pewex. Pierwotnie piętrowy dom został
                  podwyższony i odbudowany po pożarze w roku 1917. Od ryn−
                  ku, na parterze była restauracja Huppertów („U babki”) póź−
                  niej Kublina i Lipowskiego (Gasthaus) a po wojnie pierwsze
                  biura powiatowej spółdzielczości wiejskiej, której prezesem
                  do 1952 roku był Stanisław Wodyński. Do lat osiemdziesią−
                  tych działał sklep harcerski Alert a teraz jest siedziba ban−
                  ku. Na piętrze znajdowały się mieszkania, kancelaria adwo−
                  kacka dr. Bronisława Hupperta i gabinet dentystyczny Maksa
                  Goldbergera. Z tej rodziny wywodzi się kilku lekarzy oraz
                  znana przed wojną salonowa orkiestra Goldbergerów. Po
                  wojnie, od lat pięćdziesiątych budynek zajmowało techni−
                  kum ekonomiczne.

                  Rynek 19. Obecny budynek banku powstał dopiero w 1988
                  roku z przebudowy dawnej kamienicy Banasiów. Od 1902 roku
                  była w niej propinacja (restauracja) Dawida Wasserthaila i za−
                  kład fryzjerski Bernarda Brauera. Potem do 1950 roku sklep
                  korzenny Banasiowej. Po wojnie, aż do lat siedemdziesiątych
                  pracował tu zegarmistrz Szymon Kędzierski. Obecny budy−
                  nek postawiło Wadowickie Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrz−
                  nego i sprzedało ok. 1995 roku bankowi.

                  Rynek 20. Dom był kiedyś własnością Władysława Rynkala,
                  c.k. oficjała podatkowego a potem wdowy po nim, Anny z Cza−
                  pików i jej drugiego męża, masarza i zdolnego handlowca,
                  Andrzeja Zawiły, właściciela kilku sklepów i posesji. Obok
                  był sklep tekstylny Edwarda Zajączka z Kęt, którego konty−
                  nuacją jest istniejący do dzisiaj sklep pasmanteryjny. W tej
                  kamienicy mieścił się też do 1939 roku sklep z tytoniem i ga−
                  zetami, czyli popularna trafika Salomona i Berty Fischgrun−
                  dów. Na piętrze mieszkała po wojnie rodzina lekarza Zbignie−
                  wa Turschmida (1913–1984) oficera kampanii wrześniowej,
                  majora WP. Od 1947 roku pracował jako chirurg w szpitalu,
                  organizował i kierował od 1950 r. pogotowiem ratunkowym.

                                                                             49




Wadowice_10.pm6          49                               11-11-19, 00:55

Strona 50

Jego żona była nauczycielką a córka, Antonina Kiernicka
              (1944–2004), moja sąsiadka i koleżanka, popularna Tula,
              lekarzem pediatrą.

              Rynek 21. Kamienica rodziny Foltinów. Tu mieszkali i od koń−
              ca XIX w. aż do 1946 roku prowadzili na parterze skład papie−
              ru i jedyną księgarnię w mieście. Dom był potem własnością
              córki Franciszka Foltina, której mąż, Władysław Radwan Łod−
              ziński, był sędzią i wiceprezesem Sądu Okręgowego. Przyległy
              lokal zajmował do wojny fryzjer Edward Firczyk. Po wojnie pań−
              stwowa księgarnia „Dom Książki” działała do końca lat osiem−
              dziesiątych. Obok było biuro kolportażu „Ruch” a potem dro−
              geria. Na piętrze, w latach 1965–1986 mieściło się Polskie
              Towarzystwo Turystyczno−Krajoznawcze przekształcone z od−
              działu Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Wadowickie PTT
              zagospodarowywało Beskid Mały i było w 1933 roku inwesto−
              rem i budowniczym schroniska na Leskowcu (Władysław
              Midowicz, Czesław Panczakiewicz, Stanisław Klęczar, Broni−
              sław Maciołowski). W latach osiemdziesiątych miało własny
              sklep i biuro podróży. Obok działaczy turystycznych wymienio−
              nych już w tej książce należy przypomnieć Rudolfa Buckiego,
              Stanisława Zaorskiego, Andrzeja Matuszczyka, Włodzimierza
              Firka, Jerzego Trelę czy Tadeusza Mądrego. PTTK wydało w 1984
              roku obszerną monografię pt. „Ziemia Wadowicka” autorstwa
              Aleksego Siemionowa, którą wszystkim polecam. Kamienica
              jest obecnie własnością restauratora Kazimierza Czarnego.

              Rynek 22. Narożna kamienica w której był od 1894 sklep
              Czecha Emila Czernego a od 1922 roku Hugona Ditte gdzie
              można było kupić ekskluzywną galanterię męską i damską:
              rękawiczki, kapelusze, torebki itp. Z końcem XX wieku był tu
              sklep „Iłowiec” należący do PTTK. Przed nim, około 1900 roku
              miał zakład zegarmistrz Jakub Łomzik potem od 1918 roku
              funkcjonował sklep Laubera następnie złotnik Szymon Kę−
              dzierski. Na piętrze mieszkał Franciszek Prezentkiewicz (1832–
              1901) długoletni dyrektor szkoły męskiej i działacz „Sokoła”.
              Do lat siedemdziesiątych żył tutaj Władysław Styła (1903–
              1970), działacz ludowy i asystent dr. Józefa Putka.




              50




Wadowice_10.pm6             50                               11-11-19, 00:55

Strona 51

Plac Tadeusza Kościuszki
                     Plac Tadeusza Kościuszki, bo taką nazwę ma od lat dwu−
                  dziestych, w czasie wojny nosił nazwę Hindenburg Platz. Wy−
                  odrębniony został z pierwotnej XIV−wiecznej osady jako Rynek
                  Górny i do końca XIX wieku był zabudowany w połowie. Stąd
                  wychodziły drogi na południe – obecną Aleją Wolności na Niwy
                  przez Zawadkę do Mucharza lub Karmelicką przez Łysą Górę
                  do Ponikwi. Później, do końca XIX wieku, stąd przez ulicę Spa−
                  dzistą szła droga na Gotowiznę, Groble i dalej na Mucharz.
                     Nazwę Rynku Górnego zawdzięczał plac położeniu powyżej
                  Rynku Głównego i Rynku Dolnego, inaczej Bydlęcego (Plac We−
                  sterplatte). Te trzy rynki pełniły głównie funkcje handlowe. Ry−
                  nek Górny został przeznaczony na handel zbożem i płodami rol−
                  nymi, stąd jego późniejsza nazwa Rynek Zbożowy, zwany
                  popularnie Zbożnym. Bo faktycznie zbożnie i zbożowo działo się
                  na rynku jeszcze przed 1950 r. W czwartki zapełniały plac fur−
                  manki pełne wszelkich dóbr, które łaskawa natura dała okolicz−
                  nym chłopom. Plac ubity żwirem (tylko część jezdna była bruko−
                  wana), w czasie silnych wiatrów zanurzał się w tumanach kurzu,
                  zapachu końskiego potu i gwarze handlujących. W zachodniej
                  pierzei, gdzie dzisiaj postój taksówek, stały małe, drewniane,
                  malowane wiosną na różne kolory domki tworzące – mimo ubó−
                  stwa – miejski szyk. Obecny skwer w górze placu zabudowany
                  był do początku XX w. kilkoma domkami z ogródkami (m.in.
                  garncarska rodzina Hajosów) zaś obecna ul. Karmelicka, wtedy
                  Zawadzka, zaczynała się od bocznego parkingu i wciskała wą−

                                                                               51




Wadowice_10.pm6          51                                11-11-19, 00:55

Strona 52

sko w stronę szpitala. Na środku placu stała do 1916 roku ka−
              plica prawosławna dla Rusinów służących w wadowickim gar−
              nizonie. Tu składali przysięgę i chodzili na niedzielne modły.
                 W istniejących do dzisiaj budynkach mieściło się wiele in−
              stytucji. Na rogu Spadzistej stoi okazały, kiedyś Dworaków,
              potem rządowy gmach, który służył jeszcze cesarsko−królew−
              skiej administracji. Były tu od II poł. XIX w. biura starostwa.
              Tu urzędowali starostowie powiatowi: Julian Burzyński, Jan
              Tustanowski, Franciszek Olszewski, Stanisław Dunajewski,
              Karol Franz, Zdzisław Geppert, Antoni Pogłodowski, Józef Jor−
              kisz, Franciszek Grzesik. Duża sala narad była salą teatralną
              do czasu wybudowania gmachu „Sokoła”. Po 1945 roku nadal
              mieściły się tu urzędy administracji regionalnej a na parterze,
              do 1956 roku, posterunek milicji z aresztem w piwnicach. Sze−
              ściu posterunkowych w wystarczający sposób dbało o bezpie−
              czeństwo obywateli. Aż do 1998 roku budynek służył admini−
              stracji gminnej, rejonowej, w końcu powiatowej, która w 1998
              roku budynek utraciła. Wot sprawność urzędu…
                 Narożny dom nr 6 należał do Goldbergera. W czasie wojny
              mieszkali tu wysiedleni z Mucharza, Karol i Zofia Pływaczowie.
              Byli łącznikami żywieckiego obwodu Armii Krajowej. Trzy dni przed
              wyzwoleniem, w styczniu 1945 roku, Karol Pływacz został za−
              strzelony przed domem przez niemieckiego policjanta Fuhrman−
              na. W stronę szpitala, do lat siedemdziesiątych stały ogródkowe
              domki m.in. Leibnera, który miał skup skór, Michałków, inżynie−
              ra Kuzi, Walusińskiego czy Anny Rick, która na rogu prowadziła
              małą mleczarnię. Jej syn Józef, dentysta, oficer kampanii wrze−
              śniowej i jeniec oflagu, po wojnie osiadł w Nowym Jorku.
                 Z tyłu, od ul. Spadzistej (która do 1900 r. nazywała się
              Nowa a przez okupację Berg Strasse), był zakład ślusarski
              Franciszka Rataja (1906–1978) komendanta i dobrodzieja
              strażaków. Za nim stoi piętrowy dom kupca Lefflholtza, po−
              tem własność Lauberów, w końcu Jakubowiczów. Mieszkały
              tu rodziny Polaków, Kulów, Pławnych, Zielińskich. Franci−
              szek Zieliński był chorążym 12 pp, walczył w I wojnie, w 1920
              roku i w II wojnie światowej.
                  Po przeciwnej stronie placu Kościuszki, w domu zasłużo−
              nej rodziny Zapałowiczów (nr 17), mieścił się c.k. urząd pocz−
              towy, potem do lat trzydziestych gimnazjum żeńskie. Dr An−
              toni Zapałowicz lekarz obwodowy i powiatowy, był dyrektorem
              szpitala w latach 1854–1890 i pierwszym lekarzem miej−
              skim. Jego syn Tadeusz (1859–1936), był lekarzem i genera−
              łem służby zdrowia c.k. Armii. Drugi syn, Stefan (1868–1929)
              – prawnik – był prezesem Sądu w Białej i Wadowicach.

              52




Wadowice_10.pm6             52                                 11-11-19, 00:55

Strona 53

Na Zbożnym Rynku stała waga, handlowano także mate−
                  riałami budowlanymi. Za wysokim murem, w miejscu obec−
                  nego pasażu do ulicy Trybunalskiej, znajdowała się słynna
                  „spolonka”. Tak nazwaliśmy obszerny teren pozostały po zbom−
                  bardowaniu dwóch domów w 1939 r.
                     Co to był za teren… Pełen zakamarków, zrujnowanych piw−
                  nic, rachitycznych drzewek. Buszowaliśmy pośród walących
                  się ruin, graliśmy w piłkę, paliliśmy pierwsze pety zbierane
                  pod „Jedynką”. Był to poligon dorosłości dla dzieciarni oko−
                  licznych rodzin: Sordylów, Jasińskich, Małuseckich, Paździo−
                  rów, Klinków, Przybylskich, Fortunów, Meusów, Mazanków,
                  Knapczyków, Kasprzyckich, Kądziołków, Gładyszów, Szata−
                  nów, Talarów, Dęboszów, Zembatych.
                     Rynek Zbożny to także maleńka cukiernia Waluszczyńskie−
                  go, sklep Sordyla i opierająca się przez długie lata upaństwo−
                  wieniu przedwojenna piekarnia Józefa Sadowskiego – obec−
                  nie Ficka – wtedy jedyna i najlepsza. Kto pamięta dzisiaj
                  smak „kajzerek” z tamtej piekarni...?
                     Kontynuowała wspaniałe tradycje piekarni Tybergiera i To−
                  masza Fiderkiewicza – społecznika i mistrza lokalnych pie−
                  karzy. Jego syn, Karol był kupcem a Tadeusz ck adwokatem
                  krajowym – obaj zapisali się w historii miasta także jako
                  współzałożyciele „Sokoła”!
                     Przed „spolonką” mieściła się jedna z podstawowych placó−
                  wek kulturalnych miasta, prywatna wypożyczalnia książek Sta−
                  nisława Pawłęgi „Kultura i Sztuka”. Ciasny, zaczarowany lokal
                  pełen książek, pośród których dominował tors z wytatuowanym
                  żaglowcem i potężna broda właściciela tego interesu. Tam –
                  bodaj za 20 czy 50 groszy – pożyczaliśmy opowieści z Dzikiego
                  Zachodu, pierwsze kryminały i romanse. Był to wtedy, istotny
                  dla edukacji, prywatny nurt czytelnictwa wadowiczan.
                     Obok był sklepik Palecznego i mieszkali Zembatowie, potem
                  był sklep korzenny Fabera a po wojnie kupca Franciszka Kawy.
                     Naprzeciwko narożny dom zasłużonej dla miasta rodziny
                  Foltinów – typografów. Właściciele drukarni i księgarni, wy−
                  dawcy literatury, wspierali finansowo fundusz stypendialny
                  gimnazjum i bursy. Tu mieściło się przez pewien czas gimna−
                  zjum żeńskie. Ostatnim z Foltinów był Leon, pionier motory−
                  zacji w mieście, zapalony przedwojenny motocyklista, drob−
                  nej postury pan karmiący stada gołębi.
                     Jeszcze nie tak dawno...
                     W narożnym lokalu budynku działał sklep monopolowy, te−
                  raz jest kolonialny. Tym sklepem z wódką, pełnym zawsze
                  ciekawych informacji, kierował – od kiedy pamiętam – wyso−

                                                                             53




Wadowice_10.pm6          53                               11-11-19, 00:55

Strona 54

ki, prosty jak struna, powojenny oficer RKU, lejtnant armii
              radzieckiej, Wacław Rozbicki pochodzący z Odessy.
                 Obok (dziś sklepy, sklepy) była pierwsza siedziba Gminnej
              Spółdzielni, potem biuro Obsługi Ratalnej Sprzedaży (było coś
              takiego!) a 100 lat wcześniej skład win węgierskich Markusa
              Linda. Nad apteką, gdzie obecnie restauracja, mieszkał pre−
              fekt gimnazjalny, ks. dr Józef Zacher (1903–1987) wychowaw−
              ca Karola Wojtyły, jego duchowy opiekun, pierwszy tytularny
              infułat wadowickiej parafii. Naprzeciwko żył krawiec Rudolf
              Jutka (1901–1986) zapalony automobilista, zaś na parterze
              rodzina handlowców – Klinków. W narożnym z ul. Jagiellońską
              budynku mieścił się ok. 1906 r. zakład krawiecki Szymona
              Goldberga, potem – ożydowska knajpa Laibnera albo Gluck−
              smana, nazywana „moja zięć” a po wojnie, do lat sześćdziesią−
              tych, piwiarnia „Fikus”; obecnie jest sklep tekstylny.
                 Naprzeciwko (nr 1) była kiedyś piekarnia Mullerów, a od ok.
              1935 roku do lat pięćdziesiątych sklep spożywczy Kazimierza
              Małuseckiego, potem pierwszy bar kawowy „Rio”. Dalej miesz−
              kały rodziny Jasińskich, Grudniewiczów i Rdzanków. W Katy−
              niu zginął kpt. Idzi Grudniewicz i por. Jan Rdzanek. Obok,
              w domu nr 3 żył założyciel i prezes Związku Inwalidów Wojen−
              nych RP, ociemniały Szymon Sauerstrom (1890–1943) oraz
              Andrzej Przybylski, ułan 8 pułku i sierżant AK. Ten obszerny
              żydowski dom, mieścił skład mąki i produktów rolnych Jakuba
              Wasserteila. Przejazdowa sień miała wyjście na ulicę Spadzistą
              a w podwórku były stajnie dla koni i wozownie.
                 Z początkiem lat sześćdziesiątych z placu targowego zrobiono
              dworzec autobusowy a w górze wybudowano tandetny, szklany
              pawilon nazwany od początku „Akwarium”. Była to jedna, wiel−
              ka pijalnia piwa, której destrukcyjny wpływ na otoczenie odczu−
              wali mieszkańcy codziennie. Później, przygotowując rozbudowę
              szpitala, wyburzono wszystko, także małe domki wzdłuż lewej
              strony placu, no i naprzeciwko starego budynku szpitala.
                 Komunikacyjna funkcja placu zaczęła się gdzieś pod koniec
              lat pięćdziesiątych, kiedy na stojącej pośrodku latarni przywie−
              szono rozkład jazdy „autobusów”. Były to przerabiane z powo−
              jennych ciężarówek pierwsze samochody do przewozu pracow−
              ników, bowiem przystanek publicznej komunikacji samochodowej
              znajdował się od przedwojnia w Rynku. Mimo, że dworzec PKS
              po ponad czterdziestoletniej obecności wyprowadził się stąd z koń−
              cem lat dziewięćdziesiątych, plac nadal jest przystankiem dla
              lokalnej komunikacji. Teraz Zbożny Rynek stanowi jeden wielki
              parking otoczony różnorodnym handlem.



              54




Wadowice_10.pm6              54                                 11-11-19, 00:55

Strona 55

W stronę parku
                  Ulica Karmelicka
                     Dawna ulica Zawadzka, w czasie wojny Kloster Strasse,
                  nosiła od 1953 r. do końca lat osiemdziesiątych imię Obroń−
                  ców Stalingradu. Zaczynała się na obecnym placu Tadeusza
                  Kościuszki, w miejscu wjazdu na boczny parking. Ulica pro−
                  wadziła do Zawadki. Do czasu powstania kościoła w Ponikwi
                  (1864), mieszkańcy tej wsi drogą przez Łysą Górę tędy cho−
                  dzili na niedzielne msze do kościoła parafialnego w Rynku.
                     Zaczynała się zaraz za placem od ul. Trybunalskiej szpale−
                  rem małych drewnianych domków. Z pierwszego pochodził
                  ks. Stefan Kajdas (1921–1976). Kamienicę nr 2 postawił dla
                  rodziny ślusarz Babiński z ulicy Cichej, w 1938 roku. Z tyłu
                  był warsztat jego potomka, Bolesława Zielińskiego. Tu miesz−
                  kał także oficer powstań śląskich, Władysław Knap. W kolej−
                  nych domkach mieszkali kapelusznicy Obrządki, Czapkiewi−
                  cze i Ruszkiewiczowie. Przez kilkadziesiąt lat był tu też sklep
                  spożywczy Sikorów.
                     W 1896 r. miasto zakupiło powyżej Zbożnego Rynku teren
                  z budynkami, do których po adaptacji przeniesiono szpital z ul.
                  Zatorskiej. Ulica zaczęła się zmieniać; w miejsce drewnianych
                  domków budowano murowane. Naprzeciwko szpitala powstało
                  zaplecze gospodarcze ze stajniami. Ówczesny szpital miał kil−
                  kanaście łóżek, salę operacyjną, zaplecze gospodarcze, kaplicę
                  i naftowe lampy (do 1914 r.). Coroczne sprawozdania galicyj−
                  skie od samego początku krytycznie opisywały stan techniczny
                  i wyposażenie obiektu. W latach 1921–26 postawiono pawilon
                  zakaźny a dopiero w roku 1931 doprowadzono wodociąg. W cza−
                  sie wojny nadbudowano ostatnie piętro. Pod koniec lat sie−


                                                                              55




Wadowice_10.pm6          55                                11-11-19, 00:55

Strona 56

demdziesiątych wyburzono domy naprzeciwko i postawiono no−
              woczesną przychodnię zdrowia, zaś z tyłu dwa z zaplanowa−
              nych pawilonów. I mimo, że teren z uwagi na niestabilność nie
              nadaje się na inwestycje, uparcie kontynuowana jest tam roz−
              budowa o kolejne pawilony.
                 Dzieje wadowickiego szpitala to świadectwo ciągnącej się
              latami nieudolności i inercji władz, mimo iż pracowali tu wy−
              bitni i zaangażowani lekarze. Zainteresowanym dziejami szpi−
              tala polecam wnikliwą monografię pt. „Wadowiccy lekarze”,
              autorstwa dr Edwarda Kotowieckiego.
                 Do lat siedemdziesiątych, w zwartej zabudowie z lewej stro−
              ny ulicy mieszkali Kasprzyccy, Jakubowscy, była mała ksie−
              garnia Błachuta, sklepik Pajdeckiej i resztówka gospodarcza
              szpitala. Obok biegła ścieżka, bo tam, gdzie stoją nowe pawi−
              lony szpitalne, było gospodarstwo Faronów; w sierpniu 1945 r.
              UB zastrzeliło na jego terenie kapitana Adama Farona, żołnie−
              rza września i AK. Naprzeciwko apteki szpitalnej i klubu „Pi−
              guła” był domek księdza dr. Zygmunta Karasia herbu Dąbro−
              wa (1857–1932), długoletniego prefekta gimnazjalnego, księdza
              Ryby w Zmorach. Mieszkała tu później jego siostrzenica, Ire−
              na Bohdanowicz z mężem, Ormianiniem, Franciszkiem Oro−
              szeny Bohdanowiczem – starostą w Ostrowie Wlkp. i Oborni−
              kach. Obok biegnie dawna dróżka na pagórki, które były
              miejscem zimowego saneczkowania dla dzieciarni z całego
              miasta. Powyżej dom Antoniego Buraka (1911–1977), oficera
              WP, żołnierza września, Monte Cassino, Bolonii, długoletnie−
              go pracownika PZGS.
                 Przełom wieków XIX i XX był decydujący dla ulicy. Na sku−
              tek restrykcyjnej polityki Rosji wobec nowicjatów zakonnych,
              z końcem XIX w. pojawiają się w Wadowicach alumni kar −
              melitańscy z Czernej z opiekunem O. Rafałem Kalinowskim.
              Od początku sąsiadują ze szpitalem, gdzie sprawują posługi
              duszpasterskie. Najpierw przy ulicy Zatorskiej, w domu F. Fol−
              tina, przy pierwszym budynku szpitala i naprzeciwko szpita−
              la wojskowego. Równolegle z budową obecnego szpitala kar−
              melici budują w stylu neogotyckim klasztor na Górce.
              Projektantem, inicjatorem i długoletnim przeorem był św.
              Rafał Kalinowski, postać, której życiorys wart jest filmowej
              fabuły. Z klasztorem byli związani m.in. Mieczysław Kluz (o.
              Władysław), pisarz i publicysta, Franciszek Ryszka (o. Wale−
              rian) – przeor w Krakowie i prowincjał, Jan Józef Prus –
              przeor i prowincjał czy o. Mieczysław Gil – publicysta i bio−
              graf Rafała Kalinowskiego. Przy klasztorze działało niższe se−
              minarium duchowne i liceum zatrudniające wielu znanych

              56




Wadowice_10.pm6             56                               11-11-19, 00:55

Strona 57

nauczycieli. Prefektem seminarium w latach 1920–1930 był
                  bł. Alfons Maria Mazurek, późniejszy przeor klasztoru w Czer−
                  nej, zamordowany przez Niemców w 1944 roku.
                     Karmel, bo tak popularnie klasztor nazwano, poprzez swoją
                  działalność duszpasterską, kulturalną i gospodarczą zjednał
                  sobie wielką sympatię mieszkańców. Karmelici od początku
                  pełnili posługę duszpasterską w szpitalach i więzieniu i byli
                  kościołem garnizonowym dla wojska. W czasie wojny wszyst−
                  kie obiekty klasztorne i towarzyszące zajęte były przez bata−
                  lion straży granicznej (Grenschutz) i szkołę kierowców woj−
                  skowych. W styczniu 1945 r. udało się karmelitom uratować
                  zaminowany obiekt. Po zamknięciu przez władze liceum kar−
                  melitańskiego w 1951 r., uruchomiono w nim oddział wewnętrz−
                  ny szpitala i laboratorium. Prawowici właściciele odzyskali
                  po 1989 r. szkołę i internat w którym zorganizowano ośrodek
                  pielgrzymkowy. W stanie wojennym działało przy klasztorze
                  Duszpasterstwo Ludzi Pracy, jedyna zorganizowana forma
                  opozycji w Wadowicach.
                     Klasztorna skromność, tak odbiegająca od atmosfery ko−
                  ściołów parafialnych, spowodowała, że dla wielu katolików
                  z Wadowic i okolicy Karmel jest miejscem ich niedzielnych
                  praktyk religijnych.
                     W dzieciństwie chodziliśmy zawsze na Karmel na przedsta−
                  wienia jasełkowe przygotowywane przez alumnów. Tereny klasz−
                  toru „na Górce” to dawna Górnica – taką nazwę nosiło połu−
                  dniowe wzniesienie nad Wadowicami. To atrakcyjne położenie
                  wykorzystywaliśmy często w zimie. Spod klasztoru na sankach
                  (musiały być mocne), pędziliśmy w dół Karmelicką przez plac
                  Kościuszki na Rynek i w dół ul. 1 Maja aż pod kino. To była
                  jazda! Takie sanki, duże, metalowe i z kierownicą, miał tylko
                  syn ówczesnego dyrektora MPGK, Michał. Już jako licealista,
                  odprowadzając do domu mistrza Stopę „Dziubka”, nieraz lądo−
                  wałem z nim u życzliwego brata furtiana, który nas ratował
                  przed odwodnieniem. Gdzieś w 1977 roku, w laboratorium na
                  Karmelu, czyniliśmy w nocy z zaprzyjaźnionym lekarzem pierw−
                  sze próby destylacji wina. Niestety kolby były za małe i długo
                  to trwało. W czasach stanu wojennego, za kadencji życzliwego
                  przeora, brata Stefana, wiedliśmy dysputy polityczne w refek−
                  tarzu, a od ołtarza wygłaszałem jakieś patriotyczne oracje.
                  W święta grałem nieznane kolędy księdza Łosia i uczyłem śpie−
                  wać Marsz I Brygady.
                     Zaglądam czasami na Karmel z moimi wnukami, by poka−
                  zać im szopkę, wspomnieć ojca Stefana, Dziubka i Karola
                  Pustelnika, autora ascetycznej polichromii.

                                                                             57




Wadowice_10.pm6          57                               11-11-19, 00:55

Strona 58

W okresie międzywojennym powyżej klasztoru powstały
              obiekty opiekuńcze, jak dom sióstr czy dom Reguły III Zakonu
              Karmelitańskiego (zwany też Domem Wspólnej Pracy). Po woj−
              nie – do 1956 r. – były tu mieszkania oficerów 18 pp, który
              stacjonował w koszarach przy ul. Lwowskiej.
                 Po lewej stronie, naprzeciwko klasztoru mieszkała rodzina
              Horników. Franciszek Hornik (1899–1974) był popularnym
              w okresie międzywojennym pisarzem (ps. Wrzos), autorem wielu
              powieści. Tu żyła także rodzina Kozłowskich, z której pochodzi−
              ło trzech księży. Najstarszy, Jan Kozłowski, ksiądz i karmelita
              bosy, był przeorem w Lublinie i Wilnie. Jego brat Franciszek,
              także był karmelitą i ratował nasz klasztor w czasie okupacji.
              Najmłodszy z braci, Karol Kozłowski (1900–1966), ksiądz dok−
              tor, był rektorem seminarium w Krakowie, dyrektorem archi−
              wów kościelnych, cenzorem i egzaminatorem kapłańskim. Ich
              siostra Emilia była nazaretanką. W kamienicy poniżej miesz−
              kał działacz PPS, urzędnik magistracki i radny, Eugeniusz
              Kajtoch. Jego syn, dr Jacek Kajtoch jest literaturoznawcą, pu−
              blicystą i krytykiem literackim, współzałożycielem grupy lite−
              rackiej „Nadskawie”. Żyła tu także rodzina Kowalówków. Stąd
              pochodzi Leonard Kowalówka, ksiądz i karmelita bosy oraz jego
              brat, Józef, założyciel spółdzielni transportowej „Przewóz”.
              Powyżej domku Horników, w okazałej kamienicy nr 23, miesz−
              kał Stanisław Maczuga, prawnik, naczelnik urzędów skarbo−
              wych w Wadowicach i Suchej, więzień obozów. Jego syn, To−
              mek, jest pracownikiem naukowym Politechniki Krakowskiej.
                 Trochę dalej ciekawy architektonicznie budynek z czerwo−
              nej cegły – dom rodziny Maszlanków. Senior Józef Maszlanka
              (1871–1951) był długoletnim nauczycielem szkoły męskiej i za−
              wodowej. Jego syn płk dypl. Bronisław Maszlanka (1897–1972)
              legionistą i długoletnim wykładowcą wojskowych akademii
              (Poznań, Szkocja, Warszawa) Był jednym z najlepszych auto−
              rów publicystyki wojskowej. Tu mieszkał drugi syn, Józef
              (1902–1966) z rodziną, prawnik i finansista; prowadził urzę−
              dy skarbowe w Mielcu i Zakopanem.
                 Naprzeciwko stoi parterowy dom nr 40. Kiedyś był tu duży
              majątek Pawłowskich. Ich zięć, Kazimierz (Pukło) Mroziński
              (1898–1940) był legionistą, porucznikiem 12 pp, uczestnikiem
              wojny z bolszewikami i kampanii wrześniowej, majorem zamor−
              dowanym w Katyniu. Jego żona, Stefania Mrozińska, farmaceut−
              ka do 1940 roku kierowała apteką w Rynku 12. Ich córka, Maria,
              stomatolog jest żoną Edwarda Stanka, chirurga dentysty.
                 Dalej, po lewej stronie, stoją obszerne zabudowania gospo−
              darcze majątku rodziny Biernatów (nr 39). Mieszkał tu legio−

              58




Wadowice_10.pm6             58                                11-11-19, 00:55

Strona 59

nista I Brygady, Piotr Mieczysław Barys, major WP, dowódca
                  II batalionu 12 pp w 1939 r. oraz Stefan Woszczyk (1916–
                  1981) oficer, żołnierz września i podziemia. Jego wnuczką jest
                  znana aktorka Marta Bizoń.
                     Naprzeciwko dom nr 46 Edwarda Wyroby, publicysty, wy−
                  dawcy i redaktora w latach 1998–2005 gazety „Nad Skawą”.
                  Obok mieszkali Śliwowie, Gołębiowscy, Kryjaki, Woźniaki. Pod
                  nr 58 willa „Janina” sędziego Jana Piotrowskiego. Jego syno−
                  wie byli kolegami szkolnymi Karola Wojtyły. Włodzimierz Pio−
                  trowski (1920–1994) obrońca Warszawy i Brześcia w 1939 r.,
                  był wybitnym lekarzem, który nigdy nie odmówił pomocy pa−
                  cjentom, zaś jego trafne diagnozy do dzisiaj budzą szacunek.
                  Był kolekcjonerem i mecenasem regionalnej twórczości. Jego
                  bliźniaczy brat Zdzisław, pierwszy z pierwszych wadowickich
                  taksówkarzy, winien być patronem bezpiecznej i spokojnej
                  jazdy. Kochał gołębie…
                     Dwaj wadowiczanie odchodzący w niepamięć...
                     Naprzeciwko, pod potężnymi lipami, dom Elzbiety i Ka−
                  mila Suknarowskich. Jest tu autorska galeria artysty Fran−
                  ciszka Suknarowskiego, mojego Mistrza, który tu, w domu
                  syna, ma swoje stałe miejsce. Za domem Suknarowskich
                  stoi w oddaleniu piętrowa willa z 1938 roku. Tu mieszkał
                  Tadeusz Szeliski, filolog, profesor gimnazjum i nauczyciel
                  K. Wojtyły.
                     W czasach mojego dzieciństwa ulica kończyła się małym
                  domkiem (nr 82) Jana Pałki. Nieraz pokonywaliśmy wzniesie−
                  nie Karmelickiej, tocząc wózek z Rynku do tego małego dom−
                  ku. Za to dostawaliśmy lody. I to była frajda.
                     Przed samym parkiem w latach siedemdziesiątych powsta−
                  ły dwa bloki mieszkalne dla pracowników rejonu Dróg Pu−
                  blicznych a za parkiem Dom Rencisty. Stanowią kontrast
                  z jednorodną zabudową i spokojem ulicy Karmelickiej.
                     Z tyłu parku odsłania się panorama masywu Leskowca. Ta
                  ulica prowadziła pokolenia wadowiczan i turystów w Beskid
                  Mały. Od 1930 roku wiedzie nią niebieski szlak na Lesko−
                  wiec. Dziś ulica ma nową, spacerową oprawę. Kończy swój
                  bieg przy stawkach, wskazując drogę do Zawadki ulicy Góral−
                  skiej w Choczni. Nadal starym traktem prowadzi w góry nie−
                  bieski szlak turystyczny im. Czesława Panczakiewicza.

                  Aleja Wolności
                    Kiedyś ulica Parkowa biegnąca na Niwy. Przy niej bowiem
                  powstał w latach 1909–1914 Park Miejski, budowany przez
                  Towarzystwo Upiększania Miasta Wadowic i Okolicy (TUMWiO).

                                                                             59




Wadowice_10.pm6          59                               11-11-19, 00:55

Strona 60

Przed 1930 rokiem nadano jej nazwę Aleja Wolności. Ulica
              od początku była traktem spacerowym a mieszkanie przy niej
              niejako nobilitowało. Stoi tu jeszcze parę domów o ciekawej
              architekturze.
                 W czasie wojny mieszkańców wysiedlono, zaś w budynkach,
              wtedy przy Park Allee, zamieszkali urzędnicy administracji nie−
              mieckiej m.in. wiedeńczyk Joseph Sela, cywilny komendant
              miasta. W opinii współczesnych był uczciwy i życzliwy Pola−
              kom, co było powodem jego tragicznej śmierci w 1943 roku.
                 Narożny od ul. Karmelickiej dom należał do sędziego Józefa
              Kassolika, przed wojną prezesa Towarzystwa Bursy, przewodni−
              czącego Miejskiej Rady Narodowej w latach 1945–48. Trochę
              dalej stoi okazała, piętrowa kamienica Jerzego Bieleckiego, na−
              uczyciela i po wojnie organizatora szkolnictwa dokształcające−
              go. Jego przodek – Walenty Bielecki – był w XVIII wieku pisa−
              rzem miejskim i dyrektorem szkoły. Tu mieszkała rodzina Michała
              Kornelaka (1895–1972), inspektora szkolnego a także Halina
              Ryntflejsz (1906–1986), długoletnia profesorka naszego gimna−
              zjum. Za tą kamienicą jest domek rodziny Zolichów gdzie swoje
              miejsce znalazła Stanisława Poznecka, długoletni pracownik
              administracji szkolnej, pani o wyjątkowym poczuciu humoru.
                 Po drugiej stronie ulicy, na rogu z Karmelicką, stał domek
              Osiadaczy i Kwaśniewskich, potomków burmistrza w XVIII w.,
              Kazimierza Kwaśniewskiego.
                 Z lewej strony nr 13 to willa „Józefówka”. Należała do To−
              masza Cieślaka, nauczyciela, kierownika szkół i inspektora
              szkolnego, powstała za pieniądze wygrane na loterii ok. 1935 r.
              Mieszkali w niej potomkowie rodziny Zachariasiewiczów. Alek−
              sander Zachariasiewicz był pod koniec XIX wieku sekreta−
              rzem magistrackim a Kazimierz Zachariasiewicz wadowickim
              sędzią i radnym. Z tej rodziny pochodził Tadeusz Zacharia−
              siewicz (1872–1934), oficer sądownictwa wojskowego, od 1923
              roku generał i prezes Najwyższego Sądu Wojskowego. Jego
              syn Feliks, kapitan, został zamordowany w Katyniu. Drugi
              syn Kazimierz był polonistą i profesorem gimnazjalnym w Psz−
              czynie. Tu mieszkali nauczyciele Aniela i Walenty Frysztako−
              wie a także dyrektor elektrowni, Czylok.
                 Pod nr 12 mieszkał Paweł Kępka, powstaniec śląski, praw−
              nik i kapitan WP z Zagłębia.
                  Za willą „Józefówka” jest osiedle Spółdzielców zbudowane
              w latach osiemdziesiątych przez pracowników Spółdzielni Wie−
              lobranżowej. Naprzeciwko parterowy domek Antoniego Gawła
              (1918–1981) długoletniego notariusza w Jaworznie. Jego brat
              Kazimierz był dyrektorem huty a Feliks dyrektorem kopalni.

              60




Wadowice_10.pm6             60                                11-11-19, 00:55

Strona 61

Dom nr 23 pochodzi z 1936 r. Był własnością kapitana Kai−
                  sera a od 1938 rejenta Władysława Opidowicza (1909–1972),
                  porucznika 12 pp, żołnierza Września i jeńca oflagu. W czasie
                  wojny stacjonował tu komendant policji niemieckiej – Bor−
                  sutzky. Po drugiej stronie ulicy dom Papierników, w którym
                  mieszkał kierownik szkoły w Lanckoronie, Mikołaj Starzewski
                  oraz ceniony internista, ordynator i dyrektor ZOZ−u, Franci−
                  szek Filipek (1933–1993). Obok był letni dom profesora UJ
                  Kamińskiego a potem rodziny Szmelcerów.
                     Trochę dalej, z lewej strony willa (nr 31) Jerzego Kassoli−
                  ka, bankowca. Po wojnie mieszkał w tym domu dr Józef Le−
                  nartowicz (1912–1984) wybitny chirurg, ordynator i dyrektor
                  szpitala, wysoko ceniony przez współpracowników.
                     W oficynie następnego domu mieszkał po wojnie Józef Lem−
                  part, jeden z czterech uczestników najbardziej brawurowej
                  i skutecznej ucieczki z obozu w Oświęcimiu w 1942 roku.
                  Kamienicę nr 33 fundował w 1938 roku dla Józefa Dudonia,
                  minister Sławoj−Składkowski. W Legionach Dudoń był ordy−
                  nansem pułkownika i dwukrotnie wynosił go rannego z pola
                  walki. Podobno na którymś zjeździe legionistów minister do−
                  wiedział się iż jego wierny i odważny żołnierz oprócz licznej
                  rodziny, niczego się nie dorobił. Postarał się więc o pracę dla
                  Dudonia i z własnych dochodów postawił mu ten dom. Czy
                  tak było naprawdę – trudno dziś powiedzieć. W domu nr 37
                  mieszkał muzyk, sierżant 12 pp, Józef Nieciak, chorąży AK,
                  po wojnie radny miejski. Jego sąsiadem z poddasza był Wło−
                  dzimierz Stopa (1913–1967), popularny „Dziubek”, starszy
                  sierżant, żołnierz września i I Armii WP, tamburmajor orkie−
                  stry 18 pp. Ten muzyk i multiinstrumentalista był po woj−
                  nie, razem z żoną Heleną, organizatorem życia muzycznego
                  w Wadowicach. Chodziłem tu przez kilka ładnych lat na lek−
                  cje fortepianu. Za domem, wtedy w dużym wąwozie w stronę
                  cmentarza, walały się jeszcze resztki gipsowych rzeźb z pra−
                  cowni Wincentego Bałysa. Trochę dalej stoi parterowy dom
                  kiedyś Paceltów a od 1970 roku adwokata Zdzisława Anto−
                  szewskiego, który po wojnie wraz z Janem Kaczmarskim or−
                  ganizował teatr miejski. Po wojnie mieszkały tu dwie stare
                  Niemki, zagłodzone przez nieżyczliwe otoczenie.
                     Przed parkiem po prawej stronie drewniana, stylowa willa
                  nauczyciela Jana Skopińskiego (1882–1940), później Jana
                  Szlęka.
                     Park Miejski powstał w latach 1909–1914. Miasto wykupi−
                  ło tereny na tzw. Górnicy i przekazało je utworzonemu na
                  wzór krakowskiego, Towarzystwu Upiększania Miasta Wado−

                                                                              61




Wadowice_10.pm6          61                                11-11-19, 00:55

Strona 62

wic i Okolicy (TUMWiO), które było inwestorem. Prezesem
              TUMWiO został Stanisław Kuzia, sekretarzem Antoni Droz−
              dowski, gospodarzem sędzia Stanisław Kuźniarowicz. Nad
              zadrzewieniem czuwał inżynier leśnik, Władysław Kuzia. Prace
              rozpoczęto od wytyczenia ścieżek, sadzenia żywopłotów i urzą−
              dzeniu placu zabaw. Inwestycja zaangażowała prawie całe
              społeczeństwo miasta. Przy budowie pracowali także włoscy
              jeńcy wojenni. W 1913 r. rozpoczęto budowę schroniska mło−
              dzieżowego Górnica, które ukończono w rok później. W okre−
              sie międzywojennym wykonano trzecią, murowaną altanę,
              muszlę koncertową, kopiec Mickiewicza, korty tenisowe, a po
              wybudowaniu zbiornika wodociągów (1934 r.) urządzono sa−
              dzawkę i fontannę oraz zainstalowano oświetlenie. Park był
              wtedy licznie uczęszczanym miejscem rekreacji. W czasie
              wojny Niemcy zbudowali szklarnie oraz mały ogród zoologicz−
              ny, który dotrwał do 1960 roku. Gospodarzami parku przez
              długie lata była rodzina Wyrobów. W 1977 r., po kapitalnym
              remoncie, w schronisku rozpoczął działalność Dom Harcerza
              ZHP Hufca Wadowice. Działał tu m.in. klub krótkofalowców
              prowadzony przez Jana Szweda. W 1989 r. Wiesław Lasek
              i Tomasz Mazurkiewicz z TKKF „Leskowiec”, wyremontowali
              nieczynne korty tenisowe a miasto odbudowało 2 drewniane
              altany. Nowe władze samorządowe po 1990 r. zlikwidowały
              Dom Harcerza zaś budynek wynajęły na lokal gastronomicz−
              ny. Obecnie w schronisku młodzieżowym Górnica jest klub
              anonimowych alkoholików.
                 W domu nr 49, naprzeciwko parku, na piętrze, miał od
              1938 r. pracownię Wincenty Bałys, artysta rzeźbiarz z kręgu
              Zegadłowicza. Stąd zabrało go gestapo w1939 r. za próby
              organizowania ruchu oporu. 22 grudnia pod Kopcem Ko−
              ściuszki w Krakowie zostali rozstrzelani młodzi wadowicza−
              nie: Wincenty Bałys, Stefan Boryczka, Jan Dudoń, Mojżesz
              Melman, Józef Wąsik i Stefan Węgrzyn. Na budynku tablica
              fundacji TMZW, upamiętniająca tą tragiczną historię. Tu po
              wojnie mieszkał Franciszek Antos, organizator wadowickich
              filatelistów.
                 Obok dom nauczycielskiej rodziny Boryczków. W następ−
              nym mieszkała Maria z Grunerów Sarnicka, profesorka gim−
              nazjum żeńskiego i liceum. Jej mąż Jan Sarnicki (1904–1985)
              wybitny geograf, profesor gimnazjum i liceum, popularny „Cy−
              rul” był w czasie wojny internowany na Węgrzech, walczył we
              Francji i – ponownie internowany – był więziony w Buchen−
              waldzie. Znakomity malarz, autor pionierskich, geograficz−
              nych blokdiagramów był nauczycielem Karola Wojtyły i kilku

              62




Wadowice_10.pm6             62                              11-11-19, 00:55

Strona 63

pokoleń gimnazjalistów. Obok przystawiony domek majstra
                  Stopy. Już za parkiem, przed kamienicą Sowińskich, a obec−
                  nie Bursztynów idzie chodnik w lewo do ulicy Podgórskiej i ko−
                  ścioła św. Piotra. Za parkiem, po prawej stronie, w czasie
                  okupacji stały baraki szkoły podoficerskiej grenschutzu. Na
                  tym terenie powstało w latach osiemdziesiątych osiedle dom−
                  ków jednorodzinnych lekarzy i nauczycieli. Trochę niżej pozo−
                  stałość z ostatniej wojny, zamurowany bunkier osłonowy sta−
                  nowiska artylerii niemieckiej.
                     Za parkiem mieszkali m.in. Maciej Mirosławski, porucz−
                  nik zamordowany w Katyniu, Julian Gajda, plutonowy, dzia−
                  łacz spółdzielczości wiejskiej, dr Jan Tytus Dihm (1902–
                  1965), filozof i historyk, członek PAN, poseł Jan Dihm,
                  popularyzator modelarstwa, mistrz Polski i Europy w mode−
                  lach wolnolatajacych a także Tadeusz Gajczak, muzyk oraz
                  rodziny Borgoszów, Romańczyków, Zatorskich, Gadziałów,
                  Twardowskich, Pasieków, Woźniczków. Dalej Aleja Wolności
                  zamyka od góry powstałe w latach siedemdziesiątych osie−
                  dle Pod Skarpą.




                                                                             63




Wadowice_10.pm6          63                               11-11-19, 00:55

Strona 64

64




Wadowice_10.pm6    64   11-11-19, 00:55

Strona 65

Wokół Sądu
                  Ulica Juliusza Słowackiego
                     Wytyczona w czasie budowy gmachu sądu; nosiła pierwot−
                  nie nazwę Trybunalskiej Górnej, od 1909 roku Juliusza Sło−
                  wackiego a w czasie wojny nazywała się Richthofen Strasse.
                     Uważana przez niektórych za najdłuższą ulicę w mieście:
                  kto w nią wszedł, wychodził za lat parę bo... zbudowano tu
                  pod koniec XIX w. więzienie. Odsiadywali w nim za Austrii
                  wyroki głównie mieszkańcy Podhala. Dla wielu górali – od
                  Nowego Targu po Nowy Sącz – Wadowice kojarzyły się albo
                  z wojskiem, albo z więzieniem. Tu po II wojnie był osadzony
                  Rudolf Franz Hoess, komendant obozu Auschwitz−Birkenau.
                  Tu pisał swoje pamiętniki, tu toczyło się śledztwo a 16.04.1947
                  roku, w obecności prokuratora Mazurkiewicza, naczelnika
                  więzienia Wiśniewskiegto, protokolanta Gawlewicza, lekarza
                  Wiszniowicera i księdza Zaremby został stracony na terenie
                  obozu w Oświęcimiu. W latach 1945–1948 był tu obóz pracy
                  dla Niemców i opozycji politycznej.
                     W 1946 r. z więzienia uciekło 19 żołnierzy podziemia m.in.
                  Mściciel – Wądolny. Ucieczkę zorganizował (wspólnie z leka−
                  rzem Witoldem Banasiem) Józef Dębski (1906–1996), kierow−

                                                                              65




Wadowice_10.pm6          65                                11-11-19, 00:55

Strona 66

nik administracyjny, żołnierz września i powojennej opozycji.
              Najtragiczniejszą w skutkach próbę ucieczki podjęli więźnio−
              wie w lutym 1976 roku, kiedy opanowali bramę główną i war−
              townię. Zginęło wtedy kilku ludzi, w tym dwóch strażników.
              W tym samym okresie ponury gmach rozbudowano, poszerzo−
              no teren i przeniesiono bramę na ulicę Trybunalską. Kilka lat
              temu, dzięki brawurowej ucieczce R. Niemczyka, znowu głośno
              było o więzieniu. Naczelnikami byli przeważnie przybysze z ze−
              wnątrz, którzy później osiedlali się w mieście a pracownikami,
              czyli popularnymi klawiszami, okoliczni mieszkańcy.
                 Ulica Juliusza Słowackiego zaczyna się od ulicy Adama
              Mickiewicza a jedna z jej przecznic to ulica Zygmunta Kra−
              sińskiego. Ulice trzech wieszczów.
                 Na samym początku, po prawej stronie, przed szkołą bu−
              dowlaną, stał duży, narożny dom. Do czasu wyburzenia domu
              czyli 1958 roku, żył tu Władysław Bernhardt (1886–1958),
              dyrektor i inspektor szkolny, działacz ZNP i burmistrz. Miesz−
              kała tu także rodzina Maniów. Marynarz Stanisław Mania
              walczył na słynnym ORP Grom, jego bracia Marian i Zyg−
              munt byli znanymi przed wojną piłkarzami „Skawy”. Rosną
              tu jeszcze potężne, ponad stuletnie sosny, pozostałość świet−
              ności dawnego ogrodu Korna. Na terenie tego parku powstała
              w latach sześćdziesiątych szkoła podstawowa z zapleczem
              sportowym i – dużo później – szkoła budowlana, pierwotnie
              gmach dla partii robotniczej. Ulicę Słowackiego, jak i inne
              pobliskie, zamieszkiwała głównie tzw. palestra: adwokaci,
              notariusze, sędziowie – wszystko z racji sąsiedztwa sądu.
                 Narożny budynek po lewej, przy ul. Mickiewicza, to dom
              adwokata i postępowego prezesa gminy żydowskiej, dr. Izydo−
              ra Daniela. Tu mieszkała rodzina wybitnego adwokata i posła
              dra Stanisława Łazarskiego, obrońcy w słynnym procesie Wan−
              dy Krahelskiej. Jego synami byli Otomar (1884–1970) i Ro−
              man(1887–1969) – przedwojenni dyplomaci oraz Edgar (1888–
              1940), major kawalerii poległy we Francji.
                 Po prawej, za szkołą budowlaną i podstawową, w cieniu
              ogrodu, ciekawy, secesyjny budynek (nr 6), kiedyś kancelarii
              adwokackiej Franciszka Góry, później dr. Alfreda Kamieńskiego
              (1887–1958) działacza skautingu i prezesa „Sokoła”, wice−
              burmistrza, majora i prokuratora wojskowego, oskarżyciela
              Hoessa. Tu miał kancelarię Zdzisław Banachowski dr praw,
              a później jego zięć Aleksander Banachowski (1904–2000) po−
              chodzący z rodziny Lewingerów. Senior, Henryk Lewinger był
              właścicielem majątku Witanowice, wspomagał materialnie
              gimnazjum. W tym domu mieszkał Stanisław Kuźniarowicz,

              66




Wadowice_10.pm6             66                               11-11-19, 00:55

Strona 67

sędzia i adwokat, działacz TUMWiO. Tu swoją kancelarię ad−
                  wokacką od lat pięćdziesiątych miał mecenas Józef Zając
                  (1925–2009), działacz TMZW, wspominany przez nas z sym−
                  patią. Kancelaria notarialna jego synowej, Magdaleny Zając
                  kontynuuje tradycje wadowickich rejentów: Teofila Nartow−
                  skiego, Roberta Hana czy Antoniego Heriadina.
                     W następnym, parterowym domu mieszkał generał Juliusz
                  Bijak (1860–1943), dowódca twierdzy Przemyśl, przyjaciel E.
                  Zegadłowicza, pierwszy prezes wadowickiego Koła Towarzy−
                  stwa Tatrzańskiego.
                     W prawo odbiega ulica Jana Iwańskiego, adwokata i za−
                  służonego burmistrza (1830–1907), który poszerzył granice
                  miasta, wprowadził elektryczność, wodociągi, kanalizację.
                  Została wytyczona około 1905 roku. W czasie wojny nazywała
                  się Gneisenau Strasse a po wojnie nosiła krótko imię Bole−
                  sława Bieruta.
                     Na tej małej uliczce mieszkał Ignacy R ychlik, pierwszy
                  maturzysta z Gimnazjum (1874) historyk, profesor i dyrektor
                  gimnazjum w Jarosławiu, poseł. Jego bracia byli księżmi:
                  Karol, kanonik i proboszcz w Białej Krakowskiej oraz Włady−
                  sław (1869–1938) kanonik i proboszcz w Radoczy. Syn Igna−
                  cego, Mieczysław Rychlik był profesorem chemii na UJ.
                     Tu żyli między innymi: Henryk Gawor filolog i poliglota,
                  długoletni profesor gimnazjum i jego dyrektor w latach 1924–
                  1931, Kazimierz Usiekniewicz – naczelnik „Sokoła”. W jego
                  domu schronienie znalazła po wojnie Kazimiera Medwecka
                  (1899–1986), nauczycielka, przedwojenna instruktorka i dzia−
                  łaczka Związku Harcerstwa Polskiego. Przy tej ulicy prowa−
                  dził pracownię fotograf austriackich Wadowic Jakub Gach,
                  żyli Alojzy Małusecki kapitan 12 pp i dowódca AK na Śląsku,
                  a także lekarz Daniel Czyż, Marian Zieliński (1913–1990) ar−
                  tysta malarz, żołnierz września i I Dywizji WP, Józef Gabor,
                  długoletni prezes Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocz−
                  towych. Jego syn dr hab. Andrzej Gabor był pracownikiem
                  Politechniki Wrocławskiej. Tu mieszkał starosta Kazimierz
                  Grzesik a pod nr 17, wiceburmistrz Józef Machalica i jego
                  syn Henryk, znany po wojnie aktor teatralny i filmowy. Na
                  samym końcu w parterowym domu tworzył Karol Pustelnik
                  (1918–2010) artysta malarz, członek Grupy Krakowskiej. Za
                  nim miał dom dr Stanisław Chmura (1932–1994), wybitny
                  i życzliwy dla wszystkich chirurg, Honorowy Obywatel Wado−
                  wic. Dalej, w dolinie, żył Władysław Skawina (1906–1969)
                  podporucznik, muzyk, kapelmistrz, organizator szkolnictwa
                  muzycznego w Bielsku oraz znany kupiec z ul. Zatorskiej, Jan

                                                                            67




Wadowice_10.pm6          67                              11-11-19, 00:55

Strona 68

Ochman. Jego syn Włodzimierz, był ze mną współzałożycie−
              lem grupy Beskidnicy.
                 Z ulicą związane są losy Kleiberów, Korzeniowskich,
              Kręciochów, Tatarów, Śliwów, Kamińskich, Kowalczyków,
              Augustyniaków, Młyńskich, Woźniaków, Bernacików, Graców
              i innych.
                 Ulicą Iwańskiego szło się na pagórki, teren letnich i zimo−
              wych zabaw małych wadowiczan.
                 Tam dominowało rolnictwo zacnej i bogatej rodziny Dzie−
              dziców. Senior Dziedzic, był postacią nietuzinkową. Wysoki,
              wręcz potężny, przemieszczał się po ulicach wzbudzając na−
              leżny mu respekt – wręcz obnosił się ze swoimi, niekonwen−
              cjonalnymi obyczajami.
                 Kiedyś stanął mocno pochylony nad okienkiem do piwnicy
              wołając: no wyłaź, no wyłaź! Kiedy zebrał się już pokaźny
              tłum ciekawskich bab, dokończył – no, wylazł skunks! i opu−
              ścił towarzystwo.
                 Dom Dziedziców przy ul. Słowackiego 18 zdobi pamiątkowa
              tablica z okazji nadania imienia ulicy. Tutaj, na piętrze była
              pracownia Felicji Midloch−Świtalskiej (1902–1981), artysty
              malarza i nauczyciela szkół średnich. Wiele jej urokliwych
              pasteli dokumentuje dawne miasto.
                 Sąsiadowały z nią rodziny Lewandowskich, Cholewów,
              Próchnickich i Klisiów. Przed kamienicą Dziedziców miał
              dom fotograf Łopatecki a narożny do ulicy Krasińskiego dom
              postawili około 1938 roku Targoszowie. Mieszkał tu sędzia
              Emil Kulczycki. Jego syn, Jerzy Kulczycki Stawski, praw−
              nik, był aktorem teatru w Rzeszowie. Po wojnie w tej kamie−
              nicy mieszkali Rodkiewiczowie. Władysław był trenerem
              klubu bokserskiego, a żona Halina animatorem ruchu rze−
              mieślniczego.
                   Odchodząca w prawo uliczka Zygmunta Krasińskiego
              (Goethe Strasse) prowadzi na tzw. Czumę lub Czumówkę. Dom
              Jana Czumy znajdował się na końcu ulicy. Tu spędzili mło−
              dość bracia: generał Walerian Czuma, legionista i wojskowy
              dowódca obrony Warszawy w 1939 roku, Władysław – pułkow−
              nik i Ignacy Czuma, profesor KUL−u. W domu tym mieszkał
              później Franciszek Sobczyński (1913–1969) żołnierz września,
              AK, więzień Auschwitz. Jego syn Stanisław to jedyny wado−
              wicki piłkarz z tzw. złotej kadry Kazimierza Górskiego. Na ul.
              Krasińskiego mieszkał Bazyli Uhrynowski, inspektor policji,
              działacz „Sokoła” i jego syn Stefan, który był dyrektorem „Dru−
              ciarni” a po wojnie asystentem Politechniki Warszawskiej
              i adiunktem na AGH.

              68




Wadowice_10.pm6             68                                11-11-19, 00:55

Strona 69

Wróćmy do ul. Słowackiego. W narożnym domu (nr 22) miesz−
                  kał Jan Gebhardt (1881–1956) długoletni (43 lata!) profesor
                  gimnazjum, nauczyciel kilku pokoleń wychowanków m.in. Ka−
                  rola Wojtyły. Za domem Gebhardtów, stał domek Aleksandra
                  Sas−Żurakowskiego, radcy i rewidenta c.k. Dyrekcji Skarbu.
                  Jego syn, dr inż. Stanisław Żurakowski (1904–1972) był po
                  wojnie organizatorem polskiego przemysłu chemicznego.
                     Po drugiej stronie ulicy stoi dom nr 7 noszący jeszcze ślady
                  dawnej architektonicznej urody. Mieszkał tu jakiś czas jeden
                  z pierwszych wadowickich lekarzy, Antoni Zapałowicz. Z do−
                  mem pochodzącym z końca XIX wieku, związana jest smutna
                  historia. Żył w nim ordynariusz i dyrektor szpitala Stanisław
                  Żędzianowski (1861–1919). Podobno przyczyną jego śmierci
                  był konflikt z sąsiadem i wyrzuty sumienia wrażliwego leka−
                  rza, który „... w depresji wielkiej odszedł a duch jego umar−
                  twienia zaciążył na reszcie”. Na pozostałą rodzinę spadły same
                  nieszczęścia. Syn – legionista zaginął, córka, której uroda
                  była ponoć zniewalająca, nie mogła znaleźć kandydata na
                  męża, a wdowę po doktorze uwiódł fałszywy hrabia, który przy−
                  niósł jej nieuleczalną chorobę.
                     Dom w latach dwudziestych nabył Wojciech Młodzianowski,
                  radca powiatowy i społecznik. Na parterze mieszkał major Jan
                  Peters, obrońca Modlina i dr Adam Peters – lekarz zamordo−
                  wany w Mathausen a także kapitan Tomasz Jeleń i sierżant
                  12 pp Edward Mirowski, żołnierz września 1939 roku.
                     Za domem w lewo idzie ulica Szpitalna; za nią – aż do
                  Karmelickiej – są obiekty szpitala. Kiedyś było tu gospodar−
                  stwo pomocnicze a obecnie stacja dializ, warsztaty, prosekto−
                  rium, kaplica. Po drugiej stronie ulicy stoi piętrowy dom z 1905
                  roku (nr 26), własność dr. R yszarda Daniela, za nim tzw.
                  „ogród Daniela”, obecnie teren ogródków działkowych. W tym
                  domu mieszkał generał Karol Trzaska−Durski (1849–1935) c.k.
                  marszałek polny, austriacki komendant Legionów, dowódca
                  Okręgu Generalnego w Warszawie a także wybitny prawnik
                  cywilista, profesor Stanisław Gołąb (1878–1939). Za tą ka−
                  mienicą, oddalony od ulicy dom komandora marynarki, Jana
                  Szlachty. Ulica kończy się tzw. „Widrówką”, terenami rze−
                  mieślniczej rodziny Widerów, dochodząc do obszaru klasztor−
                  nego oo. Karmelitów.

                  Ulica Żwirki i Wigury
                     Uliczki otaczające sąd – czyli trybunał – nosiły od 1890 r.
                  nazwę Trybunalskiej Górnej (ul. Słowackiego) i Dolnej (obec−
                  na Trybunalska). Łączyła je ulica Piękna, później Studzien−

                                                                               69




Wadowice_10.pm6          69                                11-11-19, 00:55

Strona 70

na, od 1932 roku imienia Żwirki i Wigury a w czasie wojny
              Bismarck Strasse. Większość kamienic w okolicy Sądu zaj−
              mowały kancelarie adwokackie, notarialne, radcowskie. Tak
              jest i obecnie.
                 Potężny gmach sądu zajmuje prawie całą stronę ulicy. Miej−
              sce wielu ludzkich dramatów, którym towarzyszyły pokolenia
              sędziów, adwokatów, prokuratorów i pracowników administracji.
                 Gmach ślepej Temidy dla ślepej, ludzkiej sprawiedliwości...
                 W austriackich Wadowicach było bardzo mocne środowi−
              sko prawnicze związane z sądem, który miał wtedy siedzibę
              w magistracie. W okresie autonomii Galicji warunkiem utrzy−
              mania rangi obwodowej było posiadanie odpowiedniego gma−
              chu dla sądu. W jeden rok załatwiono finanse i gwarancje
              ministerium. Inwestorem było miasto, ale autorami sukcesu
              m.in. burmistrz Ignacy Brosig, Izydor Daniel, Szymon Korn,
              Teofil Nartowski, Roman Kubiczek, Edward Scheyer, Andrzej
              Marekowski, Stanisław Kuzia i inni. Gmach sądu i więzienia
              rozpoczęto budować w 1879 r. na terenie zakupionym za sym−
              boliczną cenę od świeckiego nadzorcy szkół, Stanisława Wa−
              rzeszkiewicza i jego żony Marii z Kuziów. Starszy brat Wa−
              rzeszkiewicza – Kazimierz był bowiem wtedy prezesem Sądu
              Obwodowego. Sąd był, obok koszar i biura skarbowego, jedną
              z podstawowych instytucji cesarsko−królewskiej monarchii.
              Obok pospolitych przestępców w gmachu tym przebywali sław−
              ni więźniowie, prowadzono słynne procesy.
                 Pod koniec XIX w. oskarżano gang Jakuba Klausnera
              z Oświęcimia, w 1908 r. była osadzona za zamach na guber−
              natora Skałłona w Warszawie Wanda Krahelska z bojówek PPS
              Józefa Piłsudskiego. Jako poddana Rosji schroniła się w Wa−
              dowicach, wyszła fikcyjnie za Adama Dobrodzickiego i już jako
              poddana Austrii była sądzona i w efekcie uniewinniona.
                 Vis a vis sądu kamienica nr 10, jednopiętrowa, silnie ak−
              centowane nadokienniki na piętrze. Na szczególną uwagę za−
              sługuje neobarokowy portal w ściętym narożniku, obramowa−
              ny parami kolumn podtrzymującymi wykusz na piętrze. Brama
              główna, zwieńczona archiwoltą, prowadzi do szerokiej sieni
              i na ciekawą klatkę schodową zdobioną rzeźbami. Dom nale−
              żał do dr. Andrzeja Marekowskiego (1836–1906), powstańca
              styczniowego, doktora praw i ck adwokata krajowego, który
              jako ostatni w galicyjskich Wadowicach obnosił sarmacką
              przeszłość chodząc w kontuszu, z karabelą i w rogatywce.
                 W tym domu spędził dzieciństwo wybitny pisarz i publicy−
              sta, Adolf Nowaczyński (1876–1944), który tak wspominał:
              Wadowice, okolice miasta bezwzglednie piekniejsze od okolic

              70




Wadowice_10.pm6             70                               11-11-19, 00:55

Strona 71

Neapolu czy Stockholmu, tylko mniej reklamowane i przez to
                  mniej znane w Europie. Jego ojciec Antoni Nowaczyński był
                  radcą Sądu Obwodowego i miejskim radnym.
                     Na początku wieku miał tu swoją kancelarię adwokat – dr
                  praw Ignacy Korngut. Jego trzej synowie Józef, Alfred i Alek−
                  sander, absolwenci Gimnazjum, przeżyli holocaust dzięki de−
                  portacji na Syberię. Po wojnie byli pracownikami najwyższych
                  urzędów w Warszawie. To dzięki Aleksandrowi Korngutowi
                  uzyskano fundusze na budowę sali gimnastycznej w liceum.
                  W czasie nagonki antysemickiej w 1968 r. zmuszono ich do
                  emigracji. Po Ignacym Korngucie kancelarię przejął w 1925
                  roku dr praw, adwokat Bernard Schor. Był prezesem Banku
                  Ludowego, działaczem Żydowskiego Domu Ludowego i klubu
                  „Makkabi”.
                     Na piętrze mieszkała rodzina Opidowiczów. Miał tu kance−
                  larię rejent Antoni Franciszek Opidowicz (1880–1954) prezes
                  katolickiej Ligi Panów, Towarzystwa Bursy gimnazjalnej i ko−
                  mitetu budowy Domu Katolickiego. Jego trzej synowie byli
                  prawnikami: Marian radcą prawnym Rady Powiatowej, Win−
                  centy i Władysław Opidowiczowie notariuszami.
                     Współcześnie do kamienicy dostawiono gmach przytłacza−
                  jący dawną architekturę.
                     Dwupiętrowa kamienica nr 4 była własnością Dzikowskich.
                  Mieszkał tu adwokat Szlamka, familia Firczyków a po woj−
                  nie artysta malarz Zdzisław Wiśniewski (1914–1998). Był
                  żołnierzem września internowanym na Litwie, potem z armią
                  Andersa przeszedł całą kampanię włoską. Wysoki, spokojny,
                  zrównoważony, mistrz akwareli. Dużo czasu z nim spędzi−
                  łem. Wspólne plenery i długie rozmowy wiele mnie nauczyły.
                  Obok mieszkała rodzina Zaczyńskich. Roman Zaczyński
                  (1907–1976) – kapitan, żołnierz września organizował ruch
                  oporu na ziemi wadowickiej. Jego żona Maria była długolet−
                  nią nauczycielką w liceum, a ich syn Staszek był moim szkol−
                  nym kolegą. Tu mieszkał na parterze Stanisław Lubowicz
                  (1905–1978) nauczyciel mojego pokolenia. Na parterze do
                  lat osiemdziesiątych była siedziba Związku Bojowników
                  o Wolność i Demokrację. W suterenach, od podwórka, miesz−
                  kała przed wojną rodzina blacharza Glucksmana. Skoliga−
                  cony z nim Zygmunt Gucksmann (1883–1942), prawnik,
                  poseł, był wybitnym politykiem mniejszości niemieckiej na
                  Śląsku. W kamienicy nr 5 funkcjonowała kancelaria adwo−
                  kacka Józefa Kubiczka, doktora praw, burmistrza w 1939 r.
                  i komisarza miasta w 1945 r. oraz kancelaria Stanisława
                  Klęczara (1890–1973), miłośnika Leskowca i adwokata, zię−

                                                                            71




Wadowice_10.pm6          71                              11-11-19, 00:55

Strona 72

cia Antoniego Szczerbowskiego, ziemianina z Frydrychowic.
              Z domem związana była rodzina radcy skarbowego Fran−
              ciszka Datki. Jego córka była żoną Feliksa Zachariasiewi−
              cza, kapitana WP, zamordowanego w Katyniu, a syn dr praw
              Tadeusz Datka, adwokatem. Na parterze była do lat powo−
              jennych mleczarnia Emilii Golomb. Narożny dom nr 1 przy
              Trybunalskiej, był pierwotnie parterowy. Połączony z kamie−
              nicą nr 12 w Rynku, należał do masarza i handlowca, An−
              drzeja Zawiły. Na parterze działała już w XIX w. piekarnia
              Aleksandra Zembatego potem własność Okręglickiej. Po woj−
              nie dzierżawił ją Stanisław Jurczak, kapral 12 pp, żołnierz
              września, brat mojego ojca. W tej piekarni jako dzieciak spę−
              dziłem wiele nocy „sztrychując” chleb czy urabiając precle
              na „tabuli”. Obok był przed wojną zakład fryzjerski Stani−
              sława Liszniewa. Na piętrze, u państwa Stanków, w czasie
              okupacji, mieszkał profesor gimnazjalny Szczepan Grudnie−
              wicz (1890–1956), wykładowca tajnego nauczania. Z tego
              domu pochodzi długoletni naczelnik więzienia, działacz tu−
              rystyczny i mój przyjaciel Mieczysław Fortuna. Dalej, w stro−
              nę Zbożnego Rynku, była mała masarnia Cholewów a na−
              przeciwko pozostałości po zniszczonym w styczniu 1945 roku
              składzie handlowym Goldbergerów, którzy zajmowali się
              przed wojną kramarstwem. Przy Trybunalskiej mieszkał
              m.in. Aleksander Rola Borucki – nauczyciel, współzałoży−
              ciel Krajowego Związku Nauczycielstwa Ludowego (1907 r.),
              Józef Babiński – c.k. sędzia okręgowy, czy Karol Arct – praw−
              nik – starosta powiatowy i radca ministerstwa. Z ulicą zwią−
              zane są dzieje rodzin Rosnerów, Czajów, Lewandowskich,
              Targoszów, Kasprzyckich, Mazanków i Paździorów, z której
              pochodzi Romek Paździora były dyrektor PKS, życzliwy dla
              spraw miasta facet.
                 Tu znajduje się od 1980 roku brama główna Zakładu Kar−
              nego – więzienia. Na końcu ulicy działała pierwsza nowocze−
              sna rozlewnia piwa zbudowana przez Józefa Lisko w 1928 r.
              Odziedziczona potem przez Bolesława Mielnickiego (1913–
              1987), porucznika 12 pp, żołnierza września i dywizji gen.
              Maczka, działacza KS Skawa – pracowała jeszcze do lat sie−
              demdziesiątych. W miejscu parkingu znajdował się duży ogród
              Zapałowiczów a na zapleczu domu od Karmelickiej zakład ślu−
              sarski Bolesława Zielińskiego.




              72




Wadowice_10.pm6             72                              11-11-19, 00:55

Strona 73

Ulica Adama Mickiewicza
                     Jedna z głównych arterii miasta, wytyczona z końcem XVIII
                  wieku w czasie budowy tzw. cesarskiego gościńca, czyli drogi
                  łączącej Cieszyn (a dalej Wiedeń) ze Lwowem i zaanektowa−
                  nymi terenami Polski. Rychło ulica znacznie się ożywiła i obok
                  wozów handlowych, furmanek i furek jarmarcznych pędziły
                  nią co najmniej raz dziennie dyliżanse do Wiednia lub stolicy
                  Galicji – Lwowa.
                     Ulica stanowiąca część osi komunikacyjnej miasta, nazy−
                  wana okresowo Choczeńską, aż do 1898 roku nosiła nazwę
                  Wiedeńskiej. W 1890 roku uroczyście sprowadzano prochy Ada−
                  ma Mickiewicza na Wawel a w naszym mieście była siedziba
                  Ludowego Komitetu uroczystości. Tu przygotowywano przez kil−
                  ka dni udział włościaństwa z trzech zaborów w pogrzebie wiesz−
                  cza na Wawelu. Z tej okazji nadano ulicy imię Adama Mickie−
                  wicza. W czasie okupacji nazywano ją Bielitzer Strasse.
                     Cała zabudowa tego traktu pochodzi z czasów prosperity
                  miasta, okresu galicyjskiego. Od 1875 roku zapełniła ulicę
                  młodzież, bo tu istnieje najstarsze w regionie gimnazjum. Z te−
                  go powodu można ulicę Mickiewicza nazwać intelektualną
                  wizytówką Wadowic.
                     Na miejscu obecnego narożnego domu handlowego przy Ryn−
                  ku stały do 1939 r. dwa budynki. W tym od ul. Mickiewicza nr
                  1 był sklep spożywczy Leopolda Pacelta (1904–1987) działacza
                  kulturalnego a po wojnie bankowca. Mieszkał przy ulicy Kra−

                                                                              73




Wadowice_10.pm6          73                                11-11-19, 00:55

Strona 74

sińskiego i wraz z małżonką Alicją byli animatorami życia te−
              atralnego. Po przeciwnej stronie, w domu nr 2, mieściła się
              przed wojną piwiarnia a po wojnie lodziarnia rodziny Lisków.
              Chodziliśmy tu na najlepsze lody w mieście. W małej bramie
              stała cierpliwa kolejka dzieciarni. Kilku dorosłych, przy jed−
              nym stoliczku, pożerało to zmrożone cudo, podlewając je cza−
              sami wódką. Gdzie dzisiejszym drinkom to tamtych smaków...
                  Dom nr 3 należał do rabina Frenkela. Był tu po wojnie
              sklep przemysłowy „Kryształ” i zakład fotograficzny Franciszka
              Łopateckiego. Z tego domu pochodzi Jan Skoczylas – sporto−
              wiec, reprezentant Polski w jeździectwie na olimpiadzie w Mo−
              nachium w 1976 roku.
                  Ze sklepem z kryształami wiąże się mała anegdota. Gdzieś w
              latach siedemdziesiątych brat Skoczylasa, Jurek „Giniol”, spo−
              tkał mnie na Zatorskiej i zaprosił do klubu „Pod Kryształami”.
              Jakoś wtedy otwarto klub w zakładzie karnym. Idziemy w stronę
              Trybunalskiej, Giniol skręca do siebie do bramy, po schodach
              do piwnicy a tam pośród węglowo−ziemniaczanych realiów, na
              pniakach, przy stole brać familiarna przy wódeczce. Co prawda
              bez kryształowych naczyń, ale... pod „Kryształami”.
                  W domu nr 4, na rogu ul. Piaskowej, była przed wojną
              introligatornia i aż do lat sześćdziesiątych jedyny w branży,
              popularny sklep papierniczy Franciszka Cierpiałka (1909–
              1966). Obok – na ul. Piaskowej – do 1965 r. stał budynek
              dawnej mleczarni Leopolda Hassa a później restauracji. Wy−
              szynk, jak i dom z tyłu przy Piaskowej należały do Karola
              Kulca (1891–1943) restauratora, sierżanta 12 pp, żołnierza
              wojny 1920 r., dziadka burmistrza Wadowic, Ewy Filipiak.
              Zaraz za Kulcem był do wojny maleńki sklepik papierniczy
              Tylkowej. Sklep miał koncesję na sprzedaż katolickich dewo−
              cjonalii i był polecany przez parafię. Proboszcz w 1937 r. na−
              wet groził, że nie będą święcone dewocjonalia sprzedawane
              przez sklepy żydowskie, które handlowały w niedziele i świę−
              ta! Taka to była forma walki o katolickiego klienta.
                  Narożny dom nr 5 – nadbudowany o piętro ok. 1910 r. – to
              ostatni przykład ciekawej elewacji eklektycznej, manierystycz−
              nej. Był własnością Radcy Skarbu, Stanisława Kaudelko. Jego
              syn Stanisław (1903−1955), radny i dentysta, miał tu swój ga−
              binet. Na parterze był sklep warzywny,pasmanteryjny Zawiły,
              lodziarnia Wilhelma Gabrygiela i fryzjer Goldberger. Potem dom
              należał do szewca Piotra Dzikowskiego a w podwórku był ostatni,
              mechaniczny magiel. Mieszkał tu naczelnik skarbowy Nawra−
              til a po wojnie lekarz Zygmunt Wiszniowicer. Do lat siedem−
              dziesiątych były tu biura wydziału zdrowia i Komenda Hufca

              74




Wadowice_10.pm6             74                                11-11-19, 00:55

Strona 75

Związku Harcerstwa Polskiego, którego długoletnim komen−
                  dantem był harcmistrz Aleksander Nidecki (1932–2003) – fi−
                  zyk, nauczyciel szkół średnich w Andrychowie.
                     Dom nr 7 posiada jedną z najładniejszych elewacji z ele−
                  mentami rustykalnymi, uwypukloną systemem pilastrów i bo−
                  niowań. Kamienica należała do rodziny Dihmów a następnie
                  Dziedziców, właścicieli cegielni w Andrychowie oraz posesji na
                  ulicy Słowackiego. Dziedzicowie prowadzili duże gospodarstwo
                  i zaopatrywali środowisko żydowskie w koszerne produkty rol−
                  ne. Tu mieszkała po wojnie rodzina Józefa Zemana, sierżanta
                  12 pp, legionisty, żołnierza I i II wojny. Jego syn Marian (1926–
                  1995), żołnierz AK, NSZ i WiN uciekł przed represjami na Za−
                  chód i zmarł w Londynie. Drugi syn Józef (1932–2010) nauczy−
                  ciel, polonista, sportowiec, zawodnik Gwardii i trener siatkarzy,
                  był przywódcą regionalnej „Solidarności” w 1981 roku. Był
                  moim wychowawcą w szkole podstawowej a później przyjacie−
                  lem. Jako młodemu nauczycielowi (miał Józek wtedy jakieś 27
                  lat) dyrektor Wójcik dał klasę piątą, gdzie na 30 uczniów z pra−
                  widłowego rocznika było nas tylko trzech. Reszta starsza ode
                  mnie, niektórzy o cztery lata. Powojenne zaniedbane roczniki.
                  Klasa była najgorsza, ale ratowała honor wychowawcy, bo miała
                  najlepsze wyniki sportowe.
                     Po długich latach spotkałem Józka w 1981 roku w powsta−
                  jącej „Solidarności”. Po jego wyjściu z internowania organi−
                  zowaliśmy w TMZW i na Karmelu opozycję stanu wojennego.
                  Był regionalistą, autorem kilku tomików esejów poetyckich
                  i wielu artykułów. Sport wyczynowy i przeżycia poszarpały
                  zdrowie Józka. Mieszkał ostatnio u syna we Francji, gdzie się
                  leczył i gdzie zmarł.
                     Naprzeciwko, w kamieniczce nr 12 mieściła się do lat sześć−
                  dziesiątych cukiernia rodziny Hernichów. Założył ją Franci−
                  szek Hernich, radny miejski a kontynuował syn Antoni (1858−
                  1927) działacz „Sokoła”. Z cukierni korzystała głównie młodzież
                  z gimnazjum, bo było tanio, dużo i na kredyt.
                     Rocznica bohaterskiej śmierci por. Jana Hernicha, syna
                  Antoniego, poległego w wojnie polsko−bolszewickiej 1 sierpnia
                  1920 roku była świętem 12 pp.
                     Tu też mieszkał po wojnie milicjant Władysław Płaszewski,
                  popularny Długopis, ostatni, zaangażowany dzielnicowy. W li−
                  ceum, w czasie długiej przerwy, urywaliśmy się na plac Getta
                  by w ramach „degustacji” owoców trochę pojeść. Pewnego
                  razu zatrzymał nas wysoki Długopis z małym milicjantem;
                  chodzili zawsze we dwójkę. Wprowadził gęsiego naszą czwór−
                  kę do szkoły pośród „śmichów−chichów” uczniów i oskarżył

                                                                                75




Wadowice_10.pm6          75                                 11-11-19, 00:55

Strona 76

przed dyrektorem o kradzież jabłka. W należnej władzy powa−
              dze wysłuchaliśmy reprymendy dyrektora Forysia i poszliśmy
              zapłacić 20 groszy za jabłko, przy okazji kosztując za darmo
              przez następną godzinę co się dało. W latach ojcostwa stra−
              szyłem własne dzieci surowym Długopisem.
                 Dom nr 14 był od 1902 roku własnością doktora Piotra Ol−
              brychta (1858–1943) powiatowego lekarza weterynarii. Jego syn
              Jan Olbrycht (1886–1968), profesor UJ, współtworzył polską
              medycynę sądową, był wybitnym autorytetem, członkiem PAU
              i PAN. Młodszy syn, Tadeusz (1891–1964) wybitny naukowiec,
              był profesorem Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie,
              po wojnie wrocławskiego ośrodka uniwersyteckiego. Trzeci syn,
              generał Bruno Olbrycht był wojskowym a jedna z ulic miasta
              nosi jego imię. Był współorganizatorem wadowickiego skautin−
              gu, legionistą, komendantem Centrum Wyszkolenia Piechoty
              w Rembertowie. Ich siostra, Anna, była długoletnią nauczycielką
              w szkołach średnich, uczyła też gry na fortepianie.
                 W tym domu mieszkał też Stanisław Machalski (1886–1963)
              sekretarz TUMWiO, sędzia Naczelnego Trybunału Administra−
              cyjnego i działacz Katolickiej Ligi Panów, mąż Zofii z Olbrych−
              tów, nauczycielki. W oficynie kamienicy pracował od począt−
              ków wieku zakład fotograficzny Józefa Miki potem Franciszka
              Łopateckiego a do lat siedemdziesiątych Jana Janika. Dom
              jest obecnie własnością historyka wojskowości i publicysty
              Michała Cielebona, który organizuje w nim muzeum.
                 Obok, między ulicą Żwirki i Wigury a Mickiewicza, stoją
              połączone ze sobą dwie kamienice; obie zwrócone elewacją na
              sądowy ogródek. Domy te miały wspólne podwórko zabudowa−
              ne szopami i stajniami. Trzymano tu konie, kury i inny inwen−
              tarz. Ostatni tabor konny w latach sześćdziesiątych należał do
              Dziedzica i Barcika. Od Mickiewicza, na parterze, miał swoją
              masarnię Franciszek Gładysz (1855–1925), kiedyś właściciel
              tych posesji, radny, asesor miejski oraz krawiec Antoni Broda.
              Mieszkali tu Bielowie, Leiblerowie, Barcikowie oraz rodzina
              Kotlarczyków. Stefan Kotlarczyk (1878–1931) – oficjał sądo−
              wy, był założycielem i prezesem Towarzystwa „Jagiellonka”,
              organizatorem ruchu teatralnego. Jego syn, Mieczysław, dr fi−
              lozofii i polonista był założycielem, dyrektorem i reżyserem kra−
              kowskiego Teatru Rapsodycznego z którym byli związani wado−
              wiczanie: Karol Wojtyła, Józef Titz oraz córka dyrektora
              gimnazjum, późniejsza aktorka i pedagog, Halina Królikiewicz−
              Kwiatkowska. Brat Mieczysława – filolog Tadeusz Kotlarczyk
              był wykładowcą w Collegium Marianum na Kopcu zaś jego żona
              Irena nauczycielką.

              76




Wadowice_10.pm6             76                                 11-11-19, 00:55

Strona 77

Gmach gimnazjum i liceum (nr 16) powstał w 1875 roku.
                  Teren ofiarował Jan Stankiewicz, przedstawiciel jednego z naj−
                  bardziej zasłużonych rodów mieszczańskich Wadowic, inwe−
                  storem było miasto a projekt wykonał krakowski architekt
                  Teofil Żebrowski. W 1963 roku dobudowano salę gimnastyczną.
                     Z gmachu gimnazjum – oprócz najwybitniejszego, Karola
                  Wojtyły – wyszli absolwenci, którzy nie tylko rozsławili mia−
                  sto, ale swoją pracą i wiedzą budowali polskość i Polskę. Gim−
                  nazjum prowadzili tacy wybitni dyrektorzy jak: Antoni Kry−
                  gowski, Seweryn Arct, Jakub Zachemski, Henryk Gawor, Jan
                  Doroziński, Jan Królikiewicz, Kazimierz Foryś czy – ze wspó−
                  łczesnych – Tadeusz Szczepański. Wykładowcami szkoły byli
                  m.in.: Adolf Graczyński, Ludwik Misky, Władysław Kosiński,
                  Antoni Karbowiak, Walery Heck, Tadeusz Szantroch, Włady−
                  sław Kiliński, Józef Roman, Zbigniew Czaderski i wielu in−
                  nych. Uczelnia była wiodącą placówką oświatową i kulturalną
                  miasta prowadząc własny teatr, orkiestrę i chór. Przy szkole
                  powstał pierwszy klub sportowy „Skawa”. Chodziłem w la−
                  tach 1961–65 do tej wadowickiej alma mater albo „Kochanej,
                  starej budy”; taki tytuł nosi monografia klasy Karola Wojtyły
                  autorstwa mojego przyjaciela Zbyszka Bieniasza. Uczyli nas
                  jeszcze profesorzy sprzed wojny: Jan Sarnicki, Halina Rynt−
                  fleisz czy Franciszek Grzesło, łacinnik, który zawsze się do
                  nas zwracał per pan, co zobowiązywało. Dyrektorem był sym−
                  patyczny Kazimierz Foryś, który na emeryturze musiał dora−
                  biać w Radoczy, bo nie dano mu kilku godzin w szkole gdzie
                  mieszkał i się urodził (ojciec był tu tercjanem). Na 100−lecie
                  uczelni, w 1966 roku, władza odwołała zjazd absolwentów, bo
                  chęć udziału zadeklarował wtedy Karol Wojtyła. Zresztą wła−
                  dza często psuła opinię szkole swoim prostackim podejściem.
                  Ostatnio w 2000 roku mianując swojego dyrektora. Mieliśmy
                  w szkole doskonały teatr prowadzony przez Marię Putyrową,
                  ekipę sportową Tadeusza Jamrozika i mój zespół muzyczny.
                  Obowiązkowo nosiliśmy gimnazjalne uniformy w kolorze po−
                  wagi czyli marynara, czapka studencka i tarcza. Odpuszczo−
                  no nam paski na kołnierzach. Na 31 uczniów w mojej kla−
                  sie,10 dojeżdżało a dwóch mieszkało na stancji. Chodziliśmy
                  oczywiście na wagary czyli labę ale inteligentnie. Zawsze to
                  były uzasadnione społecznie absencje. W klasie X czy XI mia−
                  łem po 100 godzin opuszczonych i usprawiedliwionych. Jedną
                  ze stosowanych kar było zawieszanie w prawach ucznia. Do−
                  tknęło mnie to dwukrotnie. Miałem zakaz chodzenia przez
                  parę dni do szkoły a po powrocie kilkudniowe zwolnienie z od−
                  pytania z powodu... zawieszenia. Zresztą lata szkolne każdy

                                                                             77




Wadowice_10.pm6          77                               11-11-19, 00:55

Strona 78

z nas, wspomina z nostalgią. Zainteresowanych dziejami Gim−
              nazjum, odsyłam do źródłowej monografii pt. „Pierwsza wśród
              równych”, autorstwa dr Gustawa Studnickiego (1935–1999),
              matematyka, absolwenta i profesora liceum. Szkoła jest tak−
              że tłem powieści „Zmory” Emila Zegadłowicza. Przed budyn−
              kiem stoi pomnik tego wybitnego absolwenta, wykonany przez
              artystę Franciszka Suknarowskiego (1914–1998), członka
              i kontynuatora grupy „Czartak”, prezesa TMZW.
                 Naprzeciwko szkoły, w dawnym ogrodzie dr. Marekowskie−
              go, czyli tzw. ogródku sądowym do czasów międzywojnia stało
              popiersie Józefa barona Bauma (1821–1883), wyjątkowej oso−
              bowości właściciela Kopytówki, posła na Sejm Krajowy i do
              Rady Państwa, marszałka Rady Powiatu. Jego ojciec Antoni
              baron Baum przyczynił się do utworzenia siedziby cyrkułu
              w Wadowicach. W latach sześćdziesiątych skwer nazwano
              imieniem Mikołaja Kopernika i postawiono popiersie wybit−
              nego astronoma, przeniesione później na teren szkoły przy
              osiedlu Kopernika.
                 Obok stoi narożna kamienica nr 15 dr. Izydora Daniela
              (ok. 1840–1917) adwokata, radnego i społecznika, światłego
              przełożonego gminy żydowskiej, który był w zarządach Towa−
              rzystwa Szkoły Ludowej, TG „Sokół”, Kasyna Urzędniczego.
              Jego syn Ryszard był także prawnikiem, sędzią i adwokatem,
              asesorem miejskim i działaczem społecznym, sponsorem wie−
              lu przedsięwzięć.
                 Budynek powstał na planie kwadratu, z trzema ścianami
              zewnętrznymi, boniowanymi, sień o sklepieniu żagielkowym.
              Mieszkał tu dentysta Ignacy Tindel, rodzina Skoniecznych
              i Zająców, w latach 1980–2008 funkcjonowała siedziba ZNP.
                 Kamienica nr 19, kiedyś otoczona przybudówkami, do 1910 r.
              piętrowa, z hektarowym ogrodem – to była posiadłość Szymo−
              na Korna, radnego i asesora sądowego, przełożonego gminy
              żydowskiej. Jego syn, dr praw Józef Korn (1857–1932) był wy−
              bitnym adwokatem, radnym, współzałożycielem „Sokoła”. Wnuk
              Tadeusz (1896–1943) prowadził do wojny kancelarię adwokacką.
              Na parterze był gabinet dentystyczny dr. Ciastonia potem od
              1926 roku Henryka Lustiga a następnie Ignacego Tindla. Ka−
              mienica, jako jedna z niewielu, była od początku zasilana wo−
              dociągiem opadowym ze studni na pagórkach pod Górnicą. Po
              wojnie przez kilkanaście lat mieściła kancelarię adwokacką
              Józefa Zająca i jego syna Macieja (1957–1988), jednego z nie−
              wielu wadowickich żeglarzy. Obecnie swój gabinet protetyki
              prowadzi tu Wojciech Zając. Po wyzwoleniu, w 1945 roku, od−
              bywały sie tu pierwsze przedstawienia teatru reaktywowane−

              78




Wadowice_10.pm6             78                              11-11-19, 00:55

Strona 79

go przez działaczy przedwojennego Towarzystwa Uniwersyte−
                  tów Robotniczych. Teatr tworzyli burmistrz Władysław Sa−
                  dowski, Irena Brańkówna, Franciszek Zadora, Władysław
                  Gołuchowski i wielu innych.
                     Budynek Kornów był w latach 1949–1994 siedzibą partii
                  i organizacji lewicowych (PZPR, ZMP, ZMS). Tu w okresie so−
                  cjalizmu funkcjonował miejski i powiatowy ośrodek decyzyj−
                  ny. W odróżnieniu od obecnej, ówczesna „przewodnia siła na−
                  rodu”, aby nie być posądzaną o prywatę, zatrudniała zawsze
                  na eksponowanych stanowiskach ludzi z zewnątrz. Tak było
                  i w Wadowicach. Większość sekretarzy i dyrektorów zakła−
                  dów pochodziła z Miechowa, Krakowa, Oświęcimia. Wielu
                  z nich osiadło w mieście. Tu pracowali m.in. Jan Kurczych,
                  Jan Twaróg, Stanisław Dula, Zbyszek Fijał, Zenon Szewczyk
                  czy Jan Fidziński z grupy „Beskidnicy”.
                     W ogrodzie z tyłu posesji stał pokryty bluszczem parterowy
                  domek, w którym mieszkał Michał Majewski (1802–1882)
                  szlachcic, radny i sekretarz, wiceburmistrz, ck adiunkt po−
                  wiatowy. Jego syn Władysław Majewski był sędzią i nadradcą
                  Sądu Okręgowego.
                     Teren ogrodu Kornów ciągnął się od ul. Słowackiego aż do
                  skrzyżowania z ul. Batorego. Na terenie po nim znajdują się
                  obiekty szkoły podstawowej, budowlanej, hali sportowej, daw−
                  nej bursy, PZU i drukarni.
                     Numer 23 to modernistyczny, „nowy” dom Tadeusza Korna
                  z 1938 roku. Po 1945 roku była tu siedziba Powiatowej Ko−
                  mendy Uzupełnień, czyli komisji poborowej, później założono
                  przedszkole.
                      Naprzeciwko domu Kornów stoi narożny, parterowy dom
                  Hassów (nr 21). Tu mieszkał lekarz Ludwik Bukowski, dyrek−
                  tor szpitala w latach 1890–1913. Przed wojną budynek był
                  własnością doktora medycyny, kapitana WP, Szymona Schon−
                  guta. Po wojnie dom nabyła rodzina Talagów. Za nim stoi
                  domek kuśnierza Stanisława Kubickiego. Jego zięciem był zna−
                  ny architekt powiatowy Adolf Walczak.
                      Dalej ulica, aż do ul. Batorego, była w czasach austriac−
                  kich zajęta przez wojsko. Z lewej strony stały stajnie ułań−
                  skie, które z końcem XIX w. przerobiono na bursę gimna−
                  zjalną „dla ułatwienia młodzieży polskiej, uczęszczającej do
                  gimnazjum wadowickiego kształcenie się na mężów uczciwych
                  i ojczyźnie pożytecznych”.
                      Bursa Towarzystwa im. Stefana Batorego (nr 27) działała
                  od 1891 roku aż do 1964, już jako internat. Początkowo parte−
                  rowy budynek z olbrzymim, mansardowym dachem został nad−

                                                                            79




Wadowice_10.pm6          79                              11-11-19, 00:55

Strona 80

budowany o piętro ok. 1910 r. Elewację zdobiło popiersie króla
              Batorego i duża, ozdobna lampa nad wejściem. Mieszkała tu
              pozamiejscowa młodzież gimnazjalna m.in. późniejszy ludowiec
              Eugeniusz Bielenin, bracia Bossowscy – wybitni prawnicy,
              generał Milan Kamski, filozof Franciszek Lenczowski, historyk
              Jerzy Remer, poseł Józef Roman i wielu innych. Z końcem XIX
              wieku bursę wizytował sam Jan Matejko. Była w bursie okaza−
              ła sala, miejsce wieczorów poezji oraz szkolnych bali gim−
              nazjalistów „od Wadowity” – z pannami „od Mościckiej”.
              W ogrodzie urządzano plenerowe widowiska teatralne. W latach
              mojej nauki w liceum, grałem tu kilkakrotnie na klasowych
              potańcówkach. Dębowy parkiet ze starości już falował a w in−
              ternacie mieszkało raptem kilku uczniów.
                 Później bursę przekazano na Instytut Odlewnictwa, którym
              kierował Czesław Niedziela a duży sad internatowy (resztki
              ogrodu Kornów) zabudowano halą i biurowcem. Dzisiaj w bu−
              dynku mieści się Centrum Handlowe a obok w ogrodzie tereny
              handlowe, siedziba PZU i Urzędu Pracy oraz drukarnia.
                 Naprzeciwko, między ulicami Gimnazjalną a Batorego były
              niskie parterowe budynki, pozostałości wojskowej przeszło−
              ści. Z końcem XVIII w. były tu magazyny aprowizacyjne armii
              austriackiej a po umieszczeniu w mieście garnizonu magazy−
              ny i zaplecze. Jeszcze w latach pięćdziesiątych mieściły się
              tu stajnie i wozownie. Rosły przed budynkami potężne drze−
              wa morwowe, a smak ich owoców to smak dzieciństwa star−
              szego pokolenia wadowiczan. Obecnie jest tu pawilon han−
              dlowy i hurtownie.
                 W latach siedemdziesiątych na rogu ul. Batorego posta−
              wiono tzw. Dom Stażysty dla pracowników PONARU, współ−
              cześnie zamieniony na siedzibę Starostwa Powiatowego.
                 Na granicach miasta znajdowały się przeważnie zajazdy,
              karczmy i kuźnie. Do końca XVIII wieku obecna ulica Batore−
              go była głównym traktem przez Wieprz do Kęt i Oświęcimia.
              Naprzeciwko dzisiejszego Starostwa Powiatowego stała wtedy
              kuźnia i zajazd kowala Macieja Prusa, którego żoną była
              Agnieszka z bogatej rodziny Stankiewiczów. Ich synem był
              twórca polskiej patologii, profesor Jan Prus. Drugi syn Teo−
              dor był nauczycielem i ojcem panien, także nauczycielek, które
              w 1938 roku ufundowały dla sióstr albertynek dom zakonny,
              założyły fundacje dla ubogich i kalek przekazując na ten cel
              rodzinny majątek. Zbudowały także małe hospicjum po dru−
              giej stronie ulicy. Albertynki po sprzedaży domu zakonnego
              Agencji Rynku Rolnego, wybudowały przy ulicy Sadowej nowy
              dom zakonny i dom dla samotnych matek.

              80




Wadowice_10.pm6             80                               11-11-19, 00:55

Strona 81

Po Prusie kuźnię prowadził kowal Lenik. U niego, około
                  1905 roku, praktykował mój ojciec chrzestny, Walenty Drab−
                  czyk, kowal z Radoczy.
                     Za skrzyżowaniem z ul. Batorego, po prawej stronie stoi
                  parterowy dom zasłużonej dla miasta rodziny Pukłów. Senior,
                  Józef Pukło, prowadził kantynę w c.k. 56 pp. Jego żoną była
                  uzdolniona malarka, Marianna Mrozińska. Mieli pięciu sy−
                  nów: Władysław był rusznikarzem w 12 pp, Feliks działaczem
                  niepodległościowym, majorem WP i burmistrzem Skawiny, Jan
                  Pukło Mroziński (1890–1960) artystą malarzem, Kazimierz
                  Pukło Mroziński legionistą i majorem WP (poległ w Katyniu).
                  Najstarszy syn, inżynier Józef Pukło (1879–1953), wyjątkowa
                  osobowość, był naczelnikiem „Sokoła”, uczestnikiem kampa−
                  nii karpackiej Legionów i aż do 1939 roku powiatowym za−
                  rządcą dróg. Jego synami byli Zygmunt Pukło (1916–1989)
                  żołnierz AK, instruktor harcerski, znany, wadowicki lekarz
                  oraz Józef Pukło, porucznik WP, który zginął jako lotnik RAF−
                  u i trzeci – kolega szkolny papieża Adam Pukło. Ich siostrą
                  była Danuta Pukło−Gruszczyńska.
                     Powyżej, gdzie obecnie osiedle Sadowa, już w XVI w. było
                  gospodarstwo Matysa Lizaka. Jego potomek, Julian Lizak był
                  pod koniec XIX w. profesorem gimnazjum.
                     Ostatnim budynkiem po lewej stronie, wtedy już poza mia−
                  stem, była prochownia, czyli skład amunicji dla koszar z ul.
                  Lwowskiej. W tym parterowym budynku fortecznym, otoczo−
                  nym teraz piętrowymi domami, była – a może jeszcze egzy−
                  stuje galicyjska w swym charakterze piwiarnia.
                     Od lat sześćdziesiątych zabudowywano sukcesywnie lewą
                  stronę ulicy, aż do granicy z Chocznią. Później, po prawej
                  stronie, pod drogą, powstało osiedle Łąki. Dalej bity trakt
                  wiódł do włościańskiej, wolnej, dumnej Choczni – rodzinnej
                  wsi pierwszego, chłopskiego posła Styły i adwokata Józefa
                  Putka. Drogi strzeże solidna kaplica przydrożna z czasów pro−
                  boszcza Aleksego Bocheńskiego, którą mieszkańcy os. Łąki
                  pięknie odrestaurowali, o czym mówi stosowna tablica – gdy−
                  by ktoś wątpił. Naprzeciwko stoi potężna stacja transforma−
                  torowa z lat pięćdziesiątych.
                     Kończy się ulica Mickiewicza ulicą Graniczną, przed którą
                  stał w dole duży budynek kiedyś parowego, później elektrycz−
                  nego młynaZawiłów. Była w nim drukarnia Jana Zawiły
                  (1905–1967) a w czasie wojny siedziba szkoły powszechnej.
                  Tu mieszkał (nr 56) Marian Żmuda (1891–1962), nauczyciel
                  K. Wojtyły, organizator i pierwszy po wojnie dyrektor Szkoły
                  nr 1, współtwórca szkoły zawodowej w Gorzeniu.

                                                                            81




Wadowice_10.pm6          81                              11-11-19, 00:55

Strona 82

82




Wadowice_10.pm6    82   11-11-19, 00:55

Strona 83

Plac Bohaterów Getta
                     Jedno z najbardziej tragicznych miejsc w Wadowicach. Tu
                  przebywało ponad 2 000 mieszkańców żydowskiego pochodze−
                  nia przed drogą do obozów zagłady.
                     Na obecnym terenie placu istniały do 1942 roku zabudo−
                  wania dwóch ulic: Piaskowej (od Mickiewicza po Marcina
                  Wadowity) i ulicy Krętej (lub Psiej ulicy), która była przedłu−
                  żeniem Mydlarskiej i szła lewą stroną placu. Na końcu był
                  ogród i gospodarstwo Stowarzyszenia św. Zyty. Obie te małe
                  uliczki na zapleczu Rynku były gęsto zabudowane. Maleńkie
                  działki, domki z drewna uszczelniane mchem i ziemią, malo−
                  wane wapnem i kryte papą. Jeszcze w latach pięćdziesiątych
                  stało ich tu kilka; takimi je pamiętam. Przegniłe, drewniane
                  płoty odgradzały te rachityczne domostwa. Pełno w nich było
                  kur i kaczek, kałuży błota lub kurzu spiekoty. Po lewej stro−
                  nie ulicy Krętej został jeszcze ciąg trzech domków przypomi−
                  nających dawne czasy: krawca Adamczyka, kapitana Mucho−
                  wicza, czy murarza Bogunię. Za nimi, na miejscu domu
                  Mieczysława Putka, byłego dyrektora „gorzeńskiej politechni−
                  ki”, stały dwa rachityczne, ni to domy ni to dworki, otoczone
                  bluszczem i winoroślą, jakby prosto z Nowaczyńskiego.
                     Obie ulice zamieszkiwali drobni rzemieślnicyi drobni han−
                  dlowcy, kramarze: Zembaci, Grzesiewicze, Góralczycy, Fija−
                  łkowscy. Na Piaskowej był zakład szewski Jana Białka (1888–
                  1959), sportowca i naczelnika Sokoła a także warsztat ślusarski
                  życzliwego wszystkim Stanisława Anteckiego, który skonstru−
                  ował dla mnie pierwszy wózek. Żyły tu praczki, niańki, sprzą−
                  taczki, służące, czyli całe zaplecze obsługi bogatych domów

                                                                              83




Wadowice_10.pm6          83                                11-11-19, 00:55

Strona 84

mieszczańskich, urzędniczych i wojskowych. Przypomina o tym
              nazwa ulicy Mydlarskiej.
                  O dawnej funkcji terenu mówią też nazwy ulic Piaskowej
              i Głębokiej. Prawdopodobnie teren ten, zabezpieczający ulice
              Zatorską, czyli główny, średniowieczny trakt, był miejscem,
              gdzie pobierano nanoszony przez zalewy Choczenki piasek.
              Teren pogłębiony przez wyrobiska nazwano później ulicą Głę−
              boką. Możliwe, że wcześniej wadowiccy tkacze preparowali
              i bielili tu swoje płótna. O takim miejskim placu mówi doku−
              ment z 1775 roku. Widocznie z początkiem wieku XIX zaczęto
              pobierać tu piasek dla rozbudowującego się miasta a następ−
              nie podzielono plac na tanie małe działki i zasiedlono.
                  Układ katastralny świadczy jednocześnie, iż teren zamiesz−
              kiwała biedota. Dlaczego miasto pozwoliło, aby pośród miesz−
              czańskiego, willowego rozpasania znalazły się ulice ubóstwa?
              Ano, widocznie było to potrzebne.
                  Tak więc blisko Rynku – na tyłach ulic Zatorskiej i Mic−
              kiewicza – powstało po 1860 roku zaplecze obsługi gospodar−
              czej miasta. Przez te kilkadziesiąt domków ulic Mydlarskiej,
              Krętej zwanej Psią ulicą i Piaskowej, toczyło się brudne życie
              Wadowic. Tu prano, naprawiano, gotowano, bielono, szyto –
              jedna wielka kuchnia i zaplecze domów panów oficerów, rad−
              ców, profesorów, acanów itp. Tu skupiała się informacja i plot−
              ka o prywatnym życiu Wołkowic. Na terenie wielkości boiska
              piłkarskiego zamieszkiwało do 1942 roku w około czterdzie−
              stu domkach prawie 200 osób. Owa kumulacja spowodowała,
              że właśnie tutaj okupant zorganizował obóz dla ludności
              żydowskiej. W ciasnotę i ubóstwo wtłoczona została tragiczna
              historia wadowickich Żydów.
                  W połowie XIX w. dekret cesarski zrównał w prawach oby−
              watelskich wszystkich poddanych monarchii. Tym samym
              został zlikwidowany zakaz osiedlania się Żydów w mieście.
              Pełnię praw otrzymali jednak dopiero w 1868 r. W tym czasie
              powstał kahał, czyli gmina wyznaniowa. W początkowym okre−
              sie istnienia gminy żydowskiej w Wadowicach, czyli w latach
              1881–1890, przyrost ludności żydowskiej wynosił aż 78,7 %,
              natomiast w tym samym czasie ludności wyznania rzymsko−
              katolickiego przybyło zaledwie 0,9 %. W roku 1890 w Wadowi−
              cach mieszkało 722 Żydów. Pochodzili oni w większości z sil−
              nie zgermanizowanego Śląska Cieszyńskiego. Naśladując życie
              Żydów śląskich prawie wszyscy pierwsi Żydzi wadowiccy no−
              sili ubiory europejskie a nie tradycyjnie żydowskie. Od same−
              go początku światli i bogaci Żydzi angażowali się w sprawy
              społeczne miasta. Tak było przy zakładaniu stowarzyszeń pa−

              84




Wadowice_10.pm6             84                                11-11-19, 00:55

Strona 85

triotycznych, budowie sądu czy sokolni. Po dojściu Hitlera do
                  władzy (1933 r.) zaczęli osiedlać się w Polsce, także w Wado−
                  wicach, tzw. „Żydzi niemieccy”. W odróżnieniu od ortodoksyj−
                  nych współbraci byli postępowi, zaś wyglądem i elegancją zde−
                  cydowanie różnili się od chasydzkiej tradycji.
                     Na ulicy Gimnazjalnej głównym obiektem była synagoga, je−
                  den z najładniejszych obiektów galicyjskich Wadowic. Zbudo−
                  wana została w latach 1885–1889 według projektu architekta
                  Karola Korna w stylu nowoczesnych synagog zachodnich. Słu−
                  żyła także licznej grupie żołnierzy wyznania mojżeszowego, od−
                  bywających służbę w 12 pp. W 1940 r. została zburzona przez
                  Niemców, a na jej terenie stoi obecnie przedszkole.
                     Przed wojną mieszkało w Wadowicach około 2000 Żydów.
                  Wielu z nich zajmowało poczesne miejsce w społeczeństwie
                  i cieszyło się dużym autorytetem. Żydzi prowadzili ożywione
                  życie kulturalne, oświatowe, polityczne i sportowe. Pierwsi
                  prezesi gminy: Herman Reich, dr Izydor Daniel, Izrael Hup−
                  pert, Zachariasz Kluger i dr Apolinary Zimmerspitz pochodzi−
                  li ze sfer postępowych. Natomiast Maciej Jakubowicz, Chiel
                  Bałamuth i Abraham Jakub Renifer reprezentowali Żydów
                  ortodoksyjnych. Ostatnim prezesem gminy był znany adwo−
                  kat dr Wilhelm Kluger.
                     Z początkiem okupacji ludność żydowską poddano wynisz−
                  czającym restrykcjom. Zabrano im sklepy, mieszkania przy
                  głównych ulicach i oznakowano opaskami z napisem Jude.
                  Żydom nie wolno było posyłać dzieci do szkół, chodzić do re−
                  stauracji, kina czy parku. Otrzymali kartki na żywność, któ−
                  re mogli realizować tylko w wyznaczonym sklepie. Mogli po−
                  ruszać się po mieście w wyznaczonych godzinach i po
                  wyznaczonych ulicach. Mieli zakaz wstępu na Rynek, ulicę
                  Mickiewicza, 3 Maja czy Słowackiego. Wszyscy mieli obowią−
                  zek pracy: mężczyźni przy regulacji Skawy i Choczenki, ko−
                  biety jako sprzątaczki w budynkach administracji.
                     W czerwcu 1942 r. lewą stronę ulicy Zatorskiej, całą ulicę
                  Krętą (Drehgasse), Piaskową (Sand Strasse), Mydlarską (Se−
                  ifengasse) i Głęboką (Scharnhorst Strasse) wysiedlono. Ulice
                  ogrodzono drutem kolczastym – tak powstało getto, w którym
                  2 lipca 1942 roku – po selekcji w koszarach Chocimskich na
                  Zatorskiej – umieszczano rodziny żydowskie z Kęt, Zatora,
                  Suchej i Wadowic. Obok piekarni na ul. Zatorskiej była bra−
                  ma wjazdowa do getta, posterunek i biuro Judenratu czyli
                  Rady Żydowskiej. Przez tą bramę, począwszy od pierwszego
                  transportu do Bełżca w lipcu 1942 r., poszli wadowiccy Żydzi
                  w swoją ostatnią drogę.

                                                                             85




Wadowice_10.pm6          85                               11-11-19, 00:55

Strona 86

Była też druga, mała brama przy ul. Piaskowej od ul. Mic−
              kiewicza. Zatorska była przedzielona wysokim parkanem, zaś
              przejście, którego pilnował strażnik, było prawym chodnikiem.
              Okna domów od ulicy zabezpieczono deskami w których wy−
              cięto otwory naświetlające. Tak samo były zabezpieczone domy
              między ul. Mickiewicza a ul. Piaskową. Mydlarska, Piaskowa
              i Kręta były wewnętrznymi ulicami getta. W restauracji „Ebla”
              (róg Zatorskiej i Mydlarskiej) mieściła się stołówka. Judenrat
              próbował organizować życie swojej społeczności w nowych
              warunkach. Otworzył na terenie dawnej stolarni 12 pp na
              ulicy Młyńskiej warsztat krawiecki, tzw. szop, gdzie szyto dla
              okupanta mundury i odzież. Żydzi, maszerując codziennie pod
              eskortą do pracy, łudzili się nadzieją, że ta przydatność Niem−
              com wybawi ich z zagłady. Jakie warunki życia panowały
              w getcie – nie trzeba chyba nikomu, kto ma odrobinę wiedzy
              i wyobraźni wyjaśniać. Stąd ożywiony, nielegalny handel żyw−
              nością, by przetrwać i handel wolnością, by żyć. Faktem jest,
              że jeszcze wiele lat po wojnie, odnajdywano w domach okala−
              jących getto ukryte precjoza o dużej wartości rynkowej. I fak−
              tem jest także, że na całe Wadowice znalazło się tylko parę
              osób ratujących bezinteresownie żydowskie życie. Za to wielu
              dziękowało Bogu w kościele za dobry interes handlowy.
                 Po ostatnim transporcie, formowanym na Targowicy (10
              sierpnia 1943 r.), do Oświęcimia, okupant zezwolił na powol−
              ne zasiedlanie domów przez prawowitych właścicieli. Remon−
              towano drewniane domki kosztem innych, resztę wyburzano
              i tak powoli znikała zabudowa między dwiema ulicami. Jesz−
              cze w latach pięćdziesiątych stało tu parę lepianek.
                 Ruiny rozebranych po likwidacji getta domów były dla mo−
              jego pokolenia doskonałym miejscem zabaw. Na gruzach prze−
              szłości rodziło się nowe życie. Mieliśmy nawet solidną zie−
              miankę, pozostałość po getcie. Zrobiliśmy boisko, a zniszczone
              domy i zagruzowany teren był naszym dziecięcym poligonem.
              Pustoszejący z roku na rok plac był miejscem zabaw, boiskiem
              piłkarskim, bazą dla drogowców, postojem koni i furmanek.
              Pośród tego egzotycznego krajobrazu szalały grupy wyrostków
              konkurujących między sobą o dominację na terytorium po−
              dwórek, placów czy dzielnic. Trwały wieczne „wojny” między
              poszczególnymi klanami. Z tamtym okresem związane jest
              dzieciństwo i młodość Skoczylasów, Szydłowskich, Zembatych,
              Kudelów, Drabczyków, Gałuszków, Śmieszków, Hucisków,
              Wawrów, Lasków, Suskich, Bukowskich, Sarneckich, Pawłow−
              skich, Palichlebów i wielu innych. Dudek, Ciapek, Pipa, Pió−
              ro, umykają z życia i mojej pamięci. Tam, na „getcie”, rozpo−

              86




Wadowice_10.pm6             86                                11-11-19, 00:55

Strona 87

czynali swoje sportowe kariery: Bronek Czapik, Leszek Bogu−
                  nia, Maciej, Władek i Piotrek Chmurowie, Maciej Gałuszka,
                  Jurek i Wiesiek Laskowie, Mietek i Ziutek Śmieszkowie, Wi−
                  tek Gotkiewicz, i inni.
                     Handel przywędrował tu ok. 1958 roku na wozach kon−
                  nych, na prowizorycznych stoiskach i ladach. Jeden wielki
                  sklep mięsny i rolny. Sukcesywnie nawożono ziemię i tak pod−
                  niesiono teren na dole o ponad metr w stosunku do dawnego
                  poziomu. Tam stanęły pierwsze, zadaszone stoiska handlowe.
                  Później zbudowano pawilon, wyburzono ostatnie trzy domki
                  z terenu placu i postawiono u góry miejskie szalety.
                     Kilkakrotnie zmieniano zabudowę handlową „getta” ale jego
                  podstawowy charakter placu targowego pozostał.
                     Bywając tam – głównie w celach komercyjnych – miejmy
                  świadomość, iż jest to miejsce ostatniego pobytu społeczno−
                  ści, która uczyła nas tak potrzebnego Polakom, pragmatycz−
                  nego podejścia do życia.




                                                                            87




Wadowice_10.pm6          87                              11-11-19, 00:55

Strona 88

88




Wadowice_10.pm6    88   11-11-19, 00:55

Strona 89

Ulica Zatorska

                              Moja ulica –
                              Mieszczanski dreptak spraw drugorzędnych,
                              Ważnych i niewartych.
                              Moja ulica po sklepy pełna
                              O wpół do czwartej.
                              W mury jej domów codziennie
                              Problemów towar przywożą,
                              Poranne szepty – uliczne dzieci
                              Po bramach chodzą.
                              Zamknięte kluczem spraw miejsce
                              Na śmierc i na szczęście.


                     Najstarsza z wadowickich ulic, w czasie okupacji Zator −
                  strasse, po wojnie – do 1989 roku – nazwana ulicą 26 stycz−
                  nia, bo tędy, od Zatora, weszły w 1945 roku pierwsze oddzia−
                  ły armii radzieckiej wyzwalające miasto spod okupacji
                  niemieckiej.
                     Ulica powstała wcześnie, razem z ulicą Krakowską, jako
                  zjazd do przeprawy na Choczence. Jak wspominałem wcze−
                  sniej, ujście Choczenki do Skawy stanowiło podstawowe
                  utrudnienie komunikacyjne w XIII wieku.Dlatego dla utrzy−
                  mania sprawności przeprawy założono tu osadę.


                                                                            89




Wadowice_10.pm6          89                               11-11-19, 00:55

Strona 90

Na Zatorskiej widać wyraźne zróżnicowanie poziomów. Jesz−
              cze do lat siedemdziesiątych istniały schody dla pieszych przy
              ul. Mydlarskiej.
                 Od Rynku na wysokim brzegu wytyczono łagodny zjazd do
              przeprawy, umacniając i nadsypując go groblą – gdzieś od
              ulicy Marcina Wadowity w stronę mostu. Umacniana ziemią
              i faszyną grobla była już po 1430 roku ulicą, która podnosiła
              swój poziom w stosunku do okolicznych terenów. W ten spo−
              sób połączono dwa wysokie brzegi Choczenki: Rynek i okolice
              dzisiejszego hotelu Podhalanin.
                 Nazywana od początku Drogą Zatorską, oficjalną nazwę
              ulica otrzymała po 1840 roku. Wtedy też powstał pierwszy,
              solidny most drewniany. Mostów było w historii kilka, albo−
              wiem każdy niszczyła kolejna powódź; ostatnia w 1964 roku –
              obecny powstał w 1966.
                 Miasto kilkakrotnie trawiły pożary, praktycznie po każdej
              pożodze było od nowa budowane. Do przełomu XVIII/XIX wie−
              ku dominowały domy parterowe, drewniane – o charakterze
              gospodarczym, z szeroką bramą i przejazdem na podwórko.
              Ślady takiej funkcji znajdziemy pod nr 3, 7, 23. Hodowano
              kaczki, gęsi i świnie, które wypasano nad Choczenką. Muro−
              wane, parterowe budynki zaczęły powstawać dopiero w XIX w.
                 Ulica z racji położenia od początku była traktem handlowym.
                 Przed 1939 rokiem miała największą ilość sklepów i knajp.
              Kiedyś nieoceniony Franciszek Zadora, gdyśmy wędrowali od
              restauracji „Granicznej”, naliczył ich dwanaście. Bywałem
              jeszcze „U Janika”, w jedynym wtedy budynku przedaustriac−
              kich Wadowic. Za Choczenką był wyszynk „U Kuci”, od 1938
              roku zwany „Zaolzie”. Nazwa anegdotyczna i gorzka – w 1938
              roku Hitler zajmował Czechosłowację. Na rynku żegnano 12
              pp, który jechał zabierać Czechom Zaolzie. Któryś z wadowi−
              czan rzucił hasło: A my teraz na Zaolzie, do Kuci.
                  Trochę dalej, obok Zakładu Energetycznego, w domu po−
              licjanta Kręcichwosta, była knajpa Kublina czynna w dni
              targowe; no i na końcu, na granicy Tomic, karczma Jakuba
              Szancera.
                 Od rynku ulica zaczyna się potężnym narożnym gmachem
              kamienicy Huppertów (Zatorska 2), jednej z najstarszych,
              bogatych i światłych rodzin w mieście. Skoligacona z Kluge−
              rami familia przewodziła nieformalnie całemu środowisku
              żydowskiemu. Israel Huppert (1853–1917) był właścicielem
              największej propinacji (alkohole), radnym, prezesem gminy
              żydowskiej. Jego żona Anna prezesowała stowarzyszeniu pań
              i była głównym pośrednikiem między gminą żydowska a pa−

              90




Wadowice_10.pm6             90                               11-11-19, 00:55

Strona 91

rafią; takim ambasadorem ekumenizmu w przedwojennych
                  Wadowicach. Ich syn, Ignacy, dr praw, był adwokatem a Wik−
                  tor, także dr praw i adwokat, pracował w Ministerstwie Skar−
                  bu w Wiedniu a po 1918 r. w Warszawie. Tu miał też kance−
                  larię adwokat dr Bronisław Huppert oraz dr Apolinary
                  Zimmerspitz, adwokat, prezes gminy żydowskiej i dobroczyń−
                  ca sierot.
                     Zięciem Hupperta był Wilhelm Klugier, adwokat, ojciec Je−
                  rzego, kolegi z klasy Karola Wojtyły. Klugierowie mieszkali tu
                  aż do 1939 roku. Mecenas Klugier, intelektualny przywódca
                  środowiska żydowskiego, był również muzykiem. Pod jego ba−
                  tutą działał kwartet smyczkowy w którym grali: inżynier Gó−
                  recki, właściciel „Druciarni”, adwokat Kamiński z ulicy Sło−
                  wackiego, Mikołaj Kuczkowski z Targowicy, dentysta
                  Goldberger i inżynier Zagórski z Rynku. Tu działało także
                  biuro gminy żydowskiej
                     Po 1918 r. była w tej kamienicy prywatna szkoła żydowska
                  a od 1948 r. do 1975 r. technikum ekonomiczne. Jakież tam
                  dziewczyny chodziły!! Mekka lat sześćdziesiątych dla chłopa−
                  ków z Gorzenia i z liceum...
                      Długoletnim dyrektorem tej uczelni był Maksymilian Ka−
                  mieński, który przeniósł potem szkołę do nowego gmachu przy
                  ul. Wojska Polskiego. Z wielu nauczycieli wspomnę lubianego
                  przez młodzież profesora Lewandowskiego, ekonomistę, uczest−
                  nika powstania warszawskiego.
                     Później była tu szkoła budowlana i internat. Na parterze
                  w latach 1957–70 prężnie działała świetlica Spółdzielni Wie−
                  lobranżowej, tu grała pierwsza bitowa kapela Sartores. W piw−
                  nicach kamienicy miała po wojnie siedzibę Liga Przyjaciół
                  Żołnierza, ktorej honorowym prezesem był Jan Foltin.
                     Naprzeciwko – narożny z ul. Mydlarską – nr 1. Od 1900 r.
                  do 1957 r. działała w nim restauracja (w czasie okupacji sto−
                  łówka getta) rodziny Eblów zajmującej się głównie propinacją.
                  Mieli też fabrykę wyrobów papierowych w domu Hupperta na
                  Legionów. Adolf Ebel (1890–1961) w 1939 r. z rodziną uciekł
                  na wschód, walczył potem w szeregach I Armii Wojska Pol−
                  skiego, wrócił bodaj w 1947 roku i prowadził nadal swoją
                  mizerną restaurację. Zmuszony przez Polaków do emigracji,
                  wyjechał z żoną i córką w 1954 r. do Maroka, ale po śmierci
                  żony powrócił do Wadowic, tu też zmarł w 1961 r. Dręczony
                  nostalgią za Ziemią przesiąkniętą krwią męczeńską rodziny,
                  wrócił z dalekiej Casablanki (Marokko), by spocząć w umiłowa−
                  nej Ziemi Wadowickiej – tak brzmi jego epitafium na cmenta−
                  rzu. Dobrze pamiętam tego małego, życzliwego pana sierżan−

                                                                             91




Wadowice_10.pm6          91                               11-11-19, 00:55

Strona 92

ta. Chodziłem do tej jego biedniutkiej knajpy po papierosy dla
              ojca. W latach sześćdziesiątych w lokalu zrobiono sklep z me−
              blami, którym kierowała pani Dobrowolska. Nad sklepem
              umieszczono bodaj pierwszy podświetlany szyld MEBLE. Prze−
              ważnie gasła litera M, ale pan sierżant nie doczekał czasów,
              gdy jego dom był reklamowany neonem EBLE.
                 W tym domu mieszkał ok.1900 roku c.k. poborca podatko−
              wy Pomezański a w latach pięćdziesiątych artysta rzeźbiarz,
              Marian Bucała. Tu były pierwsze biura PSS „Społem”.
                 Następny dom, powstał dopiero z początkiem XX wieku
              w miejscu drewnianego, parterowego, należał do rzeźnika Sta−
              nisława Czapika, a potem jego syna Romana; mieli tu masar−
              nię. Wnuk Stanisława, dr Bronisław Czapik (1939–1996) był
              nauczycielem, zawodnikiem Startu i Skawy, trenerem, dzia−
              łaczem i historykiem wadowickiego sportu. Po 1990 r. reakty−
              wował TG Sokół. Tradycje masarni Czapika, którzy mieli też
              sklep w rynku, kontynuuje Galeria Smaku. Obok, od 1950 r.
              był zakład fryzjerski, teraz sklepik. W tym domu mieszkał
              mój licealny profesor Józef Kawaler „Ziutek” (1899–1988),
              wybitny matematyk, członek PTM.
                 Kamienica nr 5 należała do kupieckiej rodziny Bronerów.
              Po wojnie na piętrze mieszkała rodzina Chmurów i Zemba−
              tych. Na parterze był sklep gospodarczy Firczyków a od 1974 r.
              aż do dzisiaj najlepszy sklep nabiałowy, kontynuujący trady−
              cje licznych przed wojną mleczarni.
                 Dwupiętrowa, narożna kamienica nr 4, własność Dattne−
              rów a potem Huppertów ma oryginalną, ceramiczną elewa−
              cje. Ok. 1918 r. mieściła się w nim żydowska szkoła dla
              dziewcząt. Mieszkał tu Kazimierz Sokalski, powstaniec stycz−
              niowy, współzałożyciel w 1913 roku Związku Strzeleckiego,
              organizacji przyszłej kadry Legionów. Jego zięć, Jan Heczko
              – profesor Gimnazjum, matematyk i fizyk, był od 1923 roku
              dyrektorem gimnazjum niemieckiego w Bielsku. Tu osiedliła
              się też rodzina Hojdysów. Ksiądz Jan Hojdys (1912–1991)
              był długoletnim proboszczem w Międzybrodziu, a jego brat
              Tadeusz z żoną Ireną stomatologami. Z domem związani byli
              również sierżant sanitarny 12 pp Jakub Wiśniewski, znany
              w mieście pokerzysta oraz Jan Kaczyński (1916–1988), lut−
              nik, skrzypek i dentysta. Na parterze był jeden ze sklepów
              tekstylnych Salomona Ciznera, prezesa Stowarzyszenia Kup−
              ców. Po wojnie działał lombard Romana Adamczyka, kraw−
              ca; później sklep branżowy Spółdzielni Wikliniarskiej z Za−
              tora. Od końca lat sześćdziesiątych funkcjonował pierwszy
              salon radiowo−telewizyjny.

              92




Wadowice_10.pm6             92                               11-11-19, 00:55

Strona 93

Dom nr 6 należał do Szymona Borgenichta, producenta
                  likierów. Od jego rodziny po wojnie nieruchomość nabył i prze−
                  budował Józef Czuba (1915–2007) – krawiec, założyciel i dłu−
                  goletni prezes Spółdzielni Wielobranżowej, działacz spółdziel−
                  czy i kulturalny, podpora słynnego w całym kraju chóru
                  spółdzielni, człowiek pogodny, dowcipny tolerancyjny. Na par−
                  terze była kwiaciarnia Rokowskich i pierwszy zakład krawiecki
                  i rymarski spółdzielni.
                     Kamienica nr 8 należała do rodziny Reichów. Tu miał swój
                  sklep rzeźnik Reich Leopold; potem do lat powojennych ma−
                  sarz Mieczysław Śmieszek, a od wielu lat jest tu sklep rybny.
                  Na górze mieszkali Śmieszkowie i Gotkiewiczowie, a w oficy−
                  nie rodzina Wawrów. Witek Gotkiewicz, siatkarz, nauczyciel
                  i zdolny konstruktor, był jednym z dyrektorów fabryki Fiata
                  w Bielsku−Białej.
                     W domu nr 7 mieszkał przed wojną długoletni katecheta
                  szkolny, ks. Kazimierz Rospond (1883–1961). Na parterze była
                  od połowy XIX w. mydlarnia – własność Ludwikowskich, a po
                  wojnie sklep Wiercimaków i – później – znana długie lata
                  „Makatka”. Obok zapraszał mały sklepik kolonialny moich
                  rodziców; potem pani Garowej i Szelągowej z ul. Krakowskiej.
                  W tym domu się urodziłem, tu też na świat przyszedł mój brat
                  Adam, dziennikarz, redaktor naczelny TeMI w Tarnowie, in−
                  ternowany w 1981 roku i zmuszony do emigracji.
                     Budynek związany jest z działalnością Towarzystwa Miło−
                  śników Ziemi Wadowickiej. Tu były pierwsze spotkania orga−
                  nizacyjne KPT Beskidnicy (1969) a później Towarzystwa, tu
                  była w latach 1971–77 (i jest aktualnie) siedziba TMZW.
                     To najstarszy dom na ulicy. Pierwotnie parterowy z XVIII w.
                  – na nim ok. 1840 r. postawiono budynek wsparty na dwóch
                  nośnych wieżach kominowych mieszczących klatki schodo−
                  we. Z tego okresu są sklepienia żagielkowe przejezdnej sieni.
                     W następnym domu nr 9 mieszkał Samuel Broner – pre−
                  zes Stowarzyszenia Kupców i Banku Ludowego. Od przed−
                  wojnia aż do lat osiemdziesiątych, był tu sklep tekstylny –
                  obecnie apteka, obok był sklep Czesława Janickiego, potem
                  sklep mięsny.
                     Domy nr 12, 14 oraz 13 przy Krakowskiej należały do ro−
                  dziny Prażmowskich. W domu nr 12 była do 1965 r. cukier−
                  nia i piekarnia Wincentego Prażmowskiego, działacza Soko−
                  ła, straży pożarnej, radnego. Drugi sklep z wybornym
                  pieczywem miał Prażmowski w Rynku. W tym domu, na pię−
                  trze, w latach 1936–38, była pracownia W. Bałysa i F. Suk−
                  narowskiego. Bywali tu często artyści Czartaka II m.in. Ka−

                                                                             93




Wadowice_10.pm6          93                               11-11-19, 00:55

Strona 94

rol Malczyk (1907–1965), malarz, twórca wielu polichromii
              kościelnych. Zachodził i przyjaciel Bałysa, Karol Wojtyła.
                 W narożnym budynku nr 14 jakiś czas po wojnie funkcjo−
              nowała restauracja Henryka Lipowskiego.
                 Kamienica nr 13 powstała niedawno, w miejscu poprzed−
              niego piętrowego domu rodziny Masnych – cukierników. Do
              1988 roku były tu dwa małe sklepy prywatne, które oparły
              się socjalistycznemu upaństwowieniu; jeden Józefa Adam−
              czyka a drugi Jana Ochmana. Nowy dom jest własnością
              Zawiłów, którzy kontynuują rodzinne, ponad stuletnie tra−
              dycje wędliniarskie. Następny dom należał do rodziny rzeź−
              ników, Banasiów. Mieli od poczatku XX wieku dużą gospo−
              darkę i masarnię.
                 W narożnej kamienicy nr 16 był sklep tekstylny Ungera,
              potem sklep żelazny Gurdków – po wojnie upaństwowiony. Kie−
              rowali nim m.in. Franciszek Bąk i Jan Kublin – restaurator.
              Obecnie tradycje handlowe Gurdków kontynuuje ich wnuk.
                 Dom nr 18 do 1939 r. zajmował sklep, za nim duży skład
              żelaza i stali Ramskiego. Po wojnie – od kiedy pamiętam – był
              tu sklep monopolowy.
                 Na rogu z ul. M. Wadowity działała od 1930 roku piekarnia
              Schichtera, po wojnie PSS, a obecnie Lemparta. W latach 1942–
              43 mieściło się tu biuro samorządu getta tzw. Judenrat.
                 W miejscu obecnej kamienicy nr 21 była do 1963 r. restau−
              racja Jana Janika. Ponad dwustuletni, drewniany dom z cza−
              sów I Rzeczypospolitej. Chodziłem tam w latach pięćdziesią−
              tych na obiady. Pierwsza sala błyszczała mosiądzem szynkwasu
              i napomadowanym, pokaźnym wąsem oberżysty. Szklana ga−
              blota kryła wieczne, twarde obwarzanki. Podłoga konserwowa−
              na olejem była czarna a przy drzwiach naczynie na stojaku
              i instrukcja: „pluć tylko do spluwaczki”. W kącie stały baty
              woźniców, zaś za krzyżowym stołem, w parujących końskim
              potem kufajkach, siedziały chłopy przy piwie i gorzałce. Prze−
              mykałem do sali na tyłach, obok kuchni, gdzie duże, austriac−
              kie lustro upstrzone było przez muchy jak u Haszka.
                 Zapach bigosu, fasolki i innych równie wyszukanych po−
              traw serwowanych na cynowych talerzach był wszechobecny,
              ale jakoś nikt nie wybrzydzał.
                 Po drugiej stronie dom (nr 22) Stowarzyszenia Katolickiej
              Służby Żeńskiej św. Zyty czyli dom Zytek, organizacji pań
              przykościelnych powstałej w 1903 roku. Po 1910 roku kiero−
              wała nią Helena Karasuska, nauczycielka, wdowa po dyrek−
              torze żeńskiej szkoły wydziałowej. Stwowarzyszenie miało tu
              tanią mleczarnię i jadłodajnię dla ubogich.

              94




Wadowice_10.pm6             94                               11-11-19, 00:55

Strona 95

W kamienicy z mansardowym dachem (nr 23) był skład
                  wapna Samuela Reicha, który prowadził metryki izraelickie.
                  Synowie Ryszard – lekarz i Maks – adwokat stali się ofiarami
                  czasu zagłady. Przed wojną był tu magazyn materiałów bu−
                  dowlanych Ferdynanda Zweiga. Jego synowie byli żołnierza−
                  mi wojsk alianckich. Tu mieszkał Franciszek Kanik, legioni−
                  sta i chorąży 12 pp. Jego syn Ryszard (1927–1989), piłkarz
                  „Skawy”, był popularnym działaczem sportowym i trenerem
                  KS „Podhalanin”.
                     Dalej dom (25) radnego i asesora Antoniego Grzybka (1861–
                  1921). Tu mieszkał po wojnie mikrej postury masarz Tyrała
                  i rodzina Suskich.
                     W kamienicy nr 27 była masarnia Andrzeja Zawiły obecnie
                  Fijałkowskiego.
                     W następnym domu mieszkał sędzia Aleksander Szybalski.
                  Jego siostrzenica Zofia Szybalska (1886–1945) dr filozofii była
                  dyrektorką prywatnego gimnazjum żeńskiego. Tu działała do
                  wojny piekarnia Tatara a potem Łopaty. Po 1945 roku miesz−
                  kał Kazimierz Poraj Porawski (1910–1982), reżyser teatralny.
                  Prowadził teatr w domu kultury a do 1967 reżyserował w te−
                  atrze licealnym.
                     Żona Porawskiego – Irena z Krzysztoporskich (1917–1986)
                  była nauczycielem historii szkół średnich. Mały, kiedyś
                  parterowy domek (nr 26), należał do blacharza Gluksmana.
                  Mieszkała tu po wojnie nauczycielka Wójcikowa, wdowa po
                  Rudolfie Wójciku (1891–1942), nauczycielu i działaczu ZNP,
                  zamordowanym w Oświęcimiu.
                     Pod nr 28 mieściły się warsztaty tapicera Pinkasa Gluk−
                  smana i szewca Feldmana Jechudy. Na końcu ulicy (nr 32)
                  był aż do lat siedemdziesiątych XX w. zakład szklarski Stani−
                  sława Zmysłowskiego a po drugiej stronie (nr 33) zapraszała
                  restauracja Stanisława Kantorka. Z tyłu, od ulicy M. Wado−
                  wity pracował zakład stelmacha Pawłowskiego, jeszcze w la−
                  tach pięćdziesiątych produkujący cygańskie wozy taborowe.
                     Spinający ulicę Krakowską i Zatorską dom handlowy po−
                  wstał w miejscu zniszczonego wojną parterowego, obszernego
                  domu.
                     Obecny gmach z ok.1965 roku był własnością Wojewódz−
                  kiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego; po 1995 roku
                  kupił go inwestor prywatny, który dokonał obecnej adaptacji.
                  Dzięki temu przeszklony gmach dominując nad placem otwiera
                  dwa najstarsze trakty handlowe do Rynku, określając jedno−
                  cześnie średniowieczną granicę zabudowy miasta. Pełni Za−
                  torska swoją dawną, handlowo−usługową funkcję. Ta najstar−

                                                                              95




Wadowice_10.pm6          95                                11-11-19, 00:55

Strona 96

sza ulica otrzymała niedawno godziwą oprawę, stając się
              atrakcyjnym, handlowym traktem.
                 Przed Choczenką rozciągał się prostokątny Rynek Bydlany
              zwany oficjalnie do 1965 roku Targowicą (Markplatz), obec−
              nie noszący nazwę Plac Obrońców Westerplatte.
                 W miejscu Osiedla Obrońców Westerplatte była prawdopo−
              dobnie pierwsza, XIII−wieczna osada skupiona wokół przeprawy
              przez bagnisty teren ujścia Choczenki. Do końca XVIII wieku,
              z Targowicy, prawą stroną Choczenki przez Łazówkę, prowadzi−
              ła droga do Kęt a przez Tomice trakt do Zatora i Krakowa.
                 Na terenie obecnego osiedla odbywał się handel końmi, by−
              dłem i produkcją rolniczą a od 1907 r. organizowano tu co
              kilka lat powiatowe wystawy rolnicze – ostatnią gdzieś w poło−
              wie lat sześćdziesiątych. Było co wtedy oglądać: dorodną trzo−
              dę hodowlaną i dorodnych hodowców. W grodzonej wikliną
              Choczence kłębiły się karpie z Zatora i pstrągi z Zawoi a na
              estradach wycinały hołupce zespoły i kapele z Targanic, Głę−
              bowic czy Marcyporęby. Atrakcyjna dla mieszczan egzotyka.

                  W latach trzydziestych dzięki staraniom kapitana Jana
              Łużeckiego, pracy żołnierzy i młodzieży, powstało tu, naprze−
              ciwko gmachu „Sokoła”, boisko piłkarskie. W 1933 roku Sta−
              nisław Baklarz z Zaskawia i inni założyli Klub „Obrona”.
              W drużynie piłkarskiej występowali m.in.: Z. Kułaga, R. Cza−
              pik, J. Kaczyński, J. Wadowski, bracia Zolikowie, bracia Kraw−
              czykowie, J. Garbień, A. Weswalewicz, A. Hanusiak, J. Ten−
              schert, K. Tatar, K. Stopa. W czasie wojny, na stadionie
              okupant prowadził selekcje Żydów z getta przed ostatnim
              transportem. Potem było to boisko Klubu Sportowego „Start−
              Gwardia”, jeszcze później wojskowego „Podhalanina”. W la−
              tach sześćdziesiątych wybudowano tu osiedle.
                 Na Targowicy – gdzie dom nr 1 – dominowało gospodar−
              stwo rodziny Wądolnych. Syn Tomasza Wądolnego z Mucha−
              rza (1842–1923), Kazimierz, był lekarzem weterynarii, majo−
              rem WP, córka Antonina nauczycielką i żoną Kazimierza
              Homme a druga córka Olimpia żoną Jana Tomickiego, oficera
              wywiadu, dyplomowanego majora WP. Brat Tomasza,
                 Czesław Wądolny (1859–1925), był teologiem i docentem
              UJ. Od 1937 roku było tu Prywatne Gimnazjum Żeńskie im.
              Michaliny Mościckiej. Dom należał wtedy do Kazimierza Kucz−
              kowskiego nauczyciela i dyrektora szkół, ożenionego z Włady−
              sławą z Wądolnych. Ich syn Mikołaj (1910−1999), prawnik,
              po tragicznym doświadczeniu, został księdzem i znany był
              jako prałat kapituły i długoletni kanclerz krakowskiej kurii.

              96




Wadowice_10.pm6             96                               11-11-19, 00:55

Strona 97

8−letnie Gimnazjum Żeńskie zostało założone w 1928 roku
                  i korzystało najpierw z pomieszczeń gimnazjum im. M. Wado−
                  wity, potem z budynku Zapałowiczów i Foltinów przy placu
                  Kościuszki. Wykłady prowadzili z początku nauczyciele gim−
                  nazjum męskiego. W 1932 roku dyrektorką została dr Zofia
                  Szybalska, legionistka, kurierka J. Piłsudskiego, wysokiej klasy
                  pedagog. Sprowadziła nowych nauczycieli m.in. Marię Gru−
                  ner −Sarnicką, Annę Olbrycht, Sabinę Rottennberg, Walerię
                  Łuczyńską, Annę Reiter, Marię Sworzeniównę, Jasnorzewską,
                  Kamilę Orpiszewską, Julię Fogelmann, Irenę Bielatowicz,
                  Michalinę Massalską, Genowefę Górkiewiczową. Uczył tu po−
                  eta z grupy „Czartak” Tadeusz Szantroch, ochmistrzyni Flo−
                  rentyna Janiszewska, Władysław Romańczyk, Władysław Het−
                  per – współtwórca polskiej semantyki, Irena Drożdżówna, Filip
                  Szybalski, Bronisław Babiński i inni. Wyjątkowa emancypant−
                  ka, założyła także oddział Polskiego Stowarzyszenia Kobiet
                  z Wyższym Wykształceniem.
                     Abolwentkami Gimnazjum Żeńskiego były m.in. Halina
                  Królikiewicz (Kwiatkowska), Irena Krzysztoforska (Porawska),
                  Maria Lisko (Opidowicz), Danuta Pukło (Gruszczyńska), Gina
                  Beer, Anna Home (Siłkowska), Maria Weberówna, Kazimiera
                  Żakówna, Kazia Hojdysówna, Basia Pikułówna, Janina Szkla−
                  rzówna, Stanisława Bylicowna, Janina Gartnerówna.
                     Brat dyrektorki, sędzia Michał Szybalski był prezesem Ko−
                  mitetu Rodziców i zarządzał szkolnym funduszem. Przy szkole
                  działało koło dramatyczne (do którego należeli też uczniowie
                  gimnazjum męskiego) pod opieką prof. Babińskiego, chór gim−
                  nazjalny prowadzony przez prof. Titza a także spółdzielnia
                  uczniowska, koło Czerwonego Krzyża, koła naukowe. Opiekun
                  harcerstwa – prof. Radwan prowadził naukę tańca towarzy−
                  skiego. Organizowano festyny w parku, wydawano czasopismo
                  szkolne, organizowano kolonie szkolne i obozy harcerskie. Dy−
                  rektor Szybalska z rezerwą podchodziła do formalnych wyma−
                  gań ministerialnych, cieszyła się dużą sympatią młodzieży.
                     Dom nr 2 przy placu Westerplatte należał do Zygmunta Cza−
                  pika (1918–1993) – pułkownika, długoletniego lekarza wojsko−
                  wego i rejonowego. Obok stoi kamienica doktora Stanisława
                  Chrząszczewskiego, rodem z Sambora, oficera Batalionów Chłop−
                  skich, po wojnie lekarza powiatowego w Wadowicach. Tu miesz−
                  kał też Feliks Kasperek, działacz spółdzielczości rolniczej. Da−
                  lej, nad Choczenką, gdzie obecnie parking, stał do lat
                  sześćdziesiątych ostatni miejski dworek, przed wojną własność
                  Łabudzińskich. Żył w nim po 1945 roku Józef Galos, działacz
                  Stronnictwa Ludowego.

                                                                               97




Wadowice_10.pm6          97                                11-11-19, 00:55

Strona 98

Nad Choczenką był do 1825 roku drewniany kościółek p.w.
              św. Krzyża, fundowany w 1735 roku (w miejscu wcześniejsze−
              go) przez księdza Pawła Zychowicza. Na tym komunalnym te−
              renie powstał później murowany, parterowy dom mydlarni,
              zamieniony na zaplecze gospodarcze straży pożarnej i stadio−
              nu. Mieszkała w nim rodzina Matlaków, z której wywodził się
              mistrz Polski juniorów w boksie z lat sześćdziesiątych. Obok
              postawiono pierwszą wieżę ćwiczeń dla straży, bo plac aż po
              ul. Sienkiewicza i Teatralną pełnił raz funkcje targowe, raz
              rekreacyjne, raz sportowe.
                 Za rzeką Choczenką ulica w latach 1936–1946 nosiła imię
              gen. Oswalda Franka, dowódcy 12 pp, potem wrócono do na−
              zwy Zatorska a od 1960 r. nosi imię Wojska Polskiego.
                 Za mostem po lewej stronie zwarta zabudowa złożona
              z trzech domów, wiano Stanisława Kuzi dla swoich córek
              z drugiego małżeństwa. Pierwszy należał do Adeli z Kuziów
              Czapikowej. Jej mąż Karol (1872–1945) – członek „Sokoła”
              był c.k. ekspozytorem pocztowym. Ich synem był Zygmunt
              Czapik – lekarz. W drugim mieszkała jej siostra Helena Ade−
              lajda Sowińska a także Stefania Barowa z domu Kuzia. Tu
              żyła Florentyna Janiszewska, nauczycielka gimnazjum żeń−
              skiego i liceum. Dom nr 5 otrzymała trzecia z Kuziów, Anto−
              nina Zającowa. Stąd pochodził ksiądz Tadeusz Zając – pro−
              boszcz w Łękawicy.
                 W pierwszym domu (Wojska Polskiego 1) mieściła się do lat
              siedemdziesiątych popularna restauracja „Zaolzie”. Prowa−
              dził ją od 1936 r. właściciel Franciszek Kucia, wspomagający
              w czasie wojny wielu wadowiczan. Restauracja „u Kuci” dzia−
              łała do lat siedemdziesiątych. Potem pojawił się tu sklep cu−
              kierniczy, obecnie jest sklep motoryzacyjny.
                 Trochę dalej funkcjonowało gospodarstwo ogrodnicze Ro−
              kowskich. Helena Rokowska uczyła języka niemieckiego
              i francuskiego w liceum a jej mąż Wiktor był filologiem kla−
              sycznym i ogrodnikiem. U Rokowskich ukrywała się w cza−
              sie okupacji rodzina aptekarzy Spieglów z Rynku których
              ktoś zadenuncjował i Spieglowie zginęli jak większość wado−
              wickich Żydów.
                 Naprzeciwko w latach sześćdziesiątych zbudowano obiekty
              dla przeniesionej z ulicy Ogrodowej straży pożarnej, pogoto−
              wia ratunkowego i służb komunalnych magistratu. Z tyłu po−
              wstał powiatowy zakład weterynarii sąsiadujący z obecną Tar−
              gowicą czyli rolniczym placem targowym. Obok w latach
              sześćdziesiątych postawiono obiekty Zakładu Energetyczne−
              go, przeniesionego z ulicy Legionów.

              98




Wadowice_10.pm6             98                              11-11-19, 00:55

Strona 99

Na tym miejskim terenie po wielkiej powodzi w roku 1908
                  planowano budowę schroniska dla ubogich a kamień węgiel−
                  ny na ten cel poświęcił sam brat Adam Chmielowski. Dlacze−
                  go nie sfinalizowano zamiaru? Nie wiemy.
                     Przy rondzie i obwodnicy powstałej po 2000 roku stoi budy−
                  nek szkoły ekonomicznej z 1975 roku. W miejscu obecnego
                  ronda trwał do końca lat osiemdziesiątych parterowy, stylo−
                  wy dom, ocieniony potężnymi lipami. Dom pierwszego lekarza
                  miejskiego Antoniego Zapałowicza. Mieszkał tu po wojnie kra−
                  wiec Michna. Jego syn generał Jan Michna – był Komendan−
                  tem Głównym Policji.
                     Za rondem i torami stoi parterowy dom (nr 12), jeden
                  z pierwszych murowanych obiektów w mieście. Od 1825 r.
                  był tu szpital wojskowy; później komendantura powstałego
                  naprzeciwko szpitala wojskowego oraz szpital miejski czyli
                  tzw. chorownia. Prowadził go od połowy XIX w. zasłużony
                  lekarz, dr Antoni Zapałowicz (1815–1890). W latach 1900–
                  1910 budynek był własnością Henryka Bullmana, później−
                  szego, długoletniego burmistrza Suchej Beskidzkiej. Po nim
                  dom przejął Mateusz Drozdowski a następnie jego syn – An−
                  toni (1889–1942) działacz „Sokoła” i TUMWiO, sekretarz
                  miejski i inicjator założenia w 1927 roku szkoły handlowej.
                  Tu mieszkał Stanisław Petek, zięć Drozdowskiego, znany
                  budowniczy i powojenny organizator turystyki a także Rafał
                  Tatka, także zięć Drozdowskiego, długoletni dyrektor przed−
                  siębiorstw, działacz turystyczny, były prezes wadowickiego
                  zarządu PTTK oraz TMZW.
                     W 1830 r. wybudowano naprzeciwko szpital wojskowy (obec−
                  nie Hotel Podhalanin) a z tyłu w 15 barakach był od połowy
                  XIX w. obóz. Przebywali w nim jeńcy z wojen austriackich,
                  I wojny światowej, wojny polsko−bolszewickiej. Wykorzystywano
                  ich do obsługi szpitala oraz do prac publicznych w mieście.
                  Wielu po zakończeniu wojen, osiedliło się w Wadowicach. Przez
                  szpital wojskowy przewinęły się tysiące chorych i rannych
                  żołnierzy, szczególnie w latach kampanii włoskiej pod koniec
                  XIX wieku i w czasie I wojny światowej. Po niej szpital zamie−
                  niono na koszary dla 12 pp, po 1945 roku stacjonował tu
                  batalion Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego a potem tzw.
                  Podhalańczycy znani ze swoich egzotycznych mundurów.
                  Z tym wojskiem związani byli płk Stanisław Korcz, długolet−
                  ni dowódca a potem naczelnik gminy, mjr Roman Kluba, sier−
                  żant Bobrek i inni..
                     W 1968 roku wojsko z Wadowic, brało udział w interwencji
                  zbrojnej w Czechosłowacji.

                                                                             99




Wadowice_10.pm6          99                               11-11-19, 00:55

Strona 100

Ok. 1960 roku powstał przy jednostce Wojskowy Klub Spor−
              towy „Podhalanin”, mający sekcję piłki nożnej i należącą do
              czołówki krajowej sekcję jeździecką. Prowadził ją ułan i tre−
              ner jeździectwa, mjr Tadeusz Tetmajer. Wychowanek słynnej
              szkoły kawalerii w Grudziądzu, rotmistrz w bitwie pod Kut−
              nem, był synem znanego, polskiego malarza Włodzimierza
              Tetmajera z Bronowic. Sekcja prowadzona przez Tetmajera
              i jego rodzinę, brała udział w wielu zawodach i imprezach
              krajowych i europejskich. M.in. Stanisław Kumorek uczest−
              niczył w zawodach WKKW w Wiedniu, Budapeszcie i Londy−
              nie a Mirosław Szefer był w czołówce Polski w potędze skoku
              i w szybkości. Obaj zdobyli wiele nagród i wyróżnień krajo−
              wych i zagranicznych. Do wyróżniających się wychowanków
              trenera Tetmajera należeli: jego syn i asystent Włodzimierz,
              Maria Banachowska, Kamil Suknarowski, Ewa Ficek, Zbi−
              gniew Szaszkiewicz, Mieczysław Zawadzki czy olimpijczyk Jan
              Skoczylas. Brak funduszy i odejście trenera na emeryturę,
              spowodowały powolny zanik działalności. W 1984 roku, człon−
              kowie klubu Anna i Wojciech Zającowie reaktywowali sekcję
              jako MKS Podhalanin. Klub korzystał z pomocy TMZW a jego
              wiodącym zawodnikiem był wtedy Edward Palichleb.
                 Ostatnim budynkiem po prawej stronie Zatorskiej (obec−
              nie Wojska Polskiego 24) był kiedyś dom z ok. 1830 r., należą−
              cy do rodziny Foltinów. Mieli tu skład papieru do drukarni
              i letnią siedzibę. W 1892 roku dom wynajął dla swoich alum−
              nów przybyły z Czernej Rafał Kalinowski. Tu mieli przez 7 lat
              swój pierwszy dom wadowiccy karmelici.
                 Po 1910 r. dom nabyła rodzina Kuziów – właściciele więk−
              szości terenów w stronę Tomic. Senior Stanisław Kuzia był
              przedsiębiorcą, miejskim radnym, c.k. asesorem sądowym i...
              miał trzy żony. Po ojcu odziedziczył cegielnię na Łazówce, którą
              sprzedał potem Dworakom. Inwestował w nieruchomości na
              terenie miasta. Jego syn Franciszek był kasjerem miejskim
              i rewizorem policji a drugi syn, Stanisław Kuzia junior (1858–
              1938) radcą sądowym, inicjatorem założenia parku i pierw−
              szym prezesem TUMWiO. Jego syn Władysław (1891–1943),
              inżynier leśnik, członek zarządu TUMWiO, zajmował się drze−
              wostanem parku. Jedna córka była bibliotekarką a druga żoną
              Wacława Bary (1891–1982) prawnika, majora sądownictwa
              WP, więźnia oflagu. W czasie okupacji w budynku mieściła
              się szkoła powszechna. Tu mieszkał też do1980 roku naczel−
              nik sądu adwokat dr Lucjan Sołtysik.
                 Do rodziny Kuziów należało kilka innych nieruchomości
              m.in. łaźnia miejska na ul. Barskiej, działająca w latach

              100




Wadowice_10.pm6             100                               11-11-19, 00:55

Strona 101

1930–1970. Dom nabył od spadkobierców ok. 1998 r. kolek−
                  cjoner Stanisław Kulig.
                     Po drugiej stronie ulicy jest wjazd do fabryki „Ponar”, za−
                  kładu który powstał w latach siedemdziesiątych i produko−
                  wał aparaturę hydrauliczną. Tworzyli go wadowiczanie, m.in.
                  Kazimierz Machander, Piotr Góra, Andrzej Dzierugo, Jerzy
                  Beker, Leszek Hodurek, Jerzy Kulisa. Zakład po transforma−
                  cji ustrojowej został sprywatyzowany, okrojony ale jeszcze
                  działa.
                     Na końcu ulicy, podobnie jak i na wszystkich rogatkach
                  miasta, stała karczma i to z kręgielnią. Za nią dom lekarza
                  weterynarii Piotra Pitułeja. Jego syn Włodzimierz – pułkow−
                  nik policji był od 1926 roku szefem osobistej ochrony Józefa
                  Piłsudskiego.
                     Karczma jak i pobliskie chlewnie (teraz skład budowlany)
                  należały od przedwojnia do Józefa a potem Jakuba Szancera.
                  Po wojnie restaurację dzierżawił Kucia, Dębski i bardzo dłu−
                  go Franciszek Woźniak (1909–1990) właściciel rozlewni wód
                  na Lwowskiej. Wtedy powstało powiedzonko: Usia siusia, na
                  Granicy u Franusia. Bo były tam biesiady, popijawy a stojące
                  godzinami przed knajpą furmanki czekały cierpliwie na wła−
                  ścicieli. Później i tak koń sam do domu prowadził. Restaura−
                  cja słynąca nadal z bardzo dobrej kuchni, jest własnością
                  Gminnej Spółdzielni a jej renomę kontynuują kolejni ajenci.
                  Jedyna, która się ostała z dawnych wyszynków – restauracja
                  „Graniczna” dzisiaj, z uwagi na bliskie sąsiedztwo miejsca
                  gdzie granicą jest śmierć, przyjmuje także pogrzebowych bie−
                  siadników.
                     Wszak życie i śmierć niejednej warte wódki.
                     Naprzeciwko, obok młyna Franciszka, a potem Jana Zawiły,
                  do lat siedemdziesiątych była jedna z ostatnich kuźni kowala
                  Szczerbowskiego.
                     Przy granicy z dobrami tomickimi Gostkowskich, powstał
                  dla potrzeb wojskowego szpitala w czasie wielkiej epidemii
                  tyfusu i cholery cmentarz wojskowy (ok. 1840 r.). Jest obec−
                  nie częścią założonego ok. 1990 r. cmentarza komunalnego.
                  Obok żołnierzy I i II wojny leży tu 1300 bezimiennych żołnie−
                  rzy radzieckich poległych nad Skawą w 1945 r. Dla potrzeb
                  cmentarza wybudowano w 1992 roku dom pogrzebowy. Na−
                  wiązujący do klasycznej stylistyki obiekt jest przykładem cie−
                  kawej architektury. W sąsiedztwie położony jest też cmentarz
                  żydowski – kirkut z 1882 r.; zachowany w bardzo dobrym
                  stanie i restaurowany jest świadectwem obecności w Wado−
                  wicach – przez ponad 100 lat – żydowskiej diaspory.

                                                                            101




Wadowice_10.pm6          101                              11-11-19, 00:55

Strona 102

102




Wadowice_10.pm6     102   11-11-19, 00:55

Strona 103

W stronę Choczenki
                     Można kiedyś było wczasować nad Choczenką. Rzeką, a nie
                  rzeczką. Nie było tam jeszcze domów czy bloków. Powstały
                  w 1936 roku za mostem na ul. Batorego jaz zwany żelazkiem,
                  gdyż jego konstrukcja przypominała duszę tego zacnego urzą−
                  dzenia, był najbliższym kąpieliskiem dla dzieciarni i doro−
                  słych.
                     W rzece łapaliśmy raki i małe sumy. Oślepiało się latarką
                  chodzące gęsto rybki, dźgało widelcem i na ognisko. Potem
                  nas przy ognisku wychowywało harcerstwo...

                     Choczenka zasilała, jak i dzisiaj, stawy na Podstawiu; by−
                  wało, że zalewała małe dolinki, tam gdzie dzisiaj stacja ben−
                  zynowa i ogródki działkowe. Na tych małych akwenach wodo−
                  waliśmy robione własnoręcznie łodzie, by później pływać nimi
                  po Skawie.
                     Później zaczęło się cywilizowanie tej czystej rzeki. W 1960
                  roku powstały pierwsze spółdzielcze bloki PZGS, a potem osie−
                  dle. Równocześnie powiększało się zlokalizowane nad prawym
                  brzegiem wysypisko śmieci. Było ono pierwszym krokiem do
                  degradacji tego miejsca. Na tym dawnym wysypisku stoją bloki
                  os. M. Wadowity i część mleczarni, biegnie ulica Bulwarowa.
                     Po walce ze stonką zaczęliśmy wszystko meliorować, by do
                  maksimum wykorzystać ziemię, która – de facto – leży dzisiaj
                  odłogiem. I ta melioracja odcięła zasilanie, gospodarska ręka

                                                                            103




Wadowice_10.pm6          103                              11-11-19, 00:55

Strona 104

rolnika strzygła zlewisko rzeki z drzew – powolutku ‘porządko−
              waliśmy’ przyrodę. Boom budowlany podłączał osadniki do Wi−
              sły za pośrednictwem Choczenki i Skawy. Wtedy też ubrano
              rzekę w betonowy pancerz i stopnie wodne. Powoli Choczenka
              zaczęła nabierać wyglądu godnego cywilizacji i ludzi tworzą−
              cych ową rzeczywistość. Dzisiaj, w okresie posuchy, przez cen−
              trum płynie strużka ścieków, niczym dawna Faburnia.

              Ulica Marcina Wadowity, do 1918 roku ulica Głęboka, w cza−
              sie wojny Scharnhorst Strasse. Przy wjeździe na „getto”, stoi
              parterowy dom kołodzieja Lipowskiego. Przed nim dom, gdzie
              mieszkała znana restauratorka, Helena Złocista. Prawą stro−
              nę zajmowały ogrody. Tylko jeden parterowy dom wbijał się
              dosłownie w ulicę. Mieszkała w nim rodzina krawca Drabczy−
              ka i piekarza Jana Hojnego. Stefek Drabczyk, mój rówieśnik,
              był zaangażowany w harcerstwo i bodaj w rok po ukończeniu
              AGH zginął tragicznie. Jego mama była przed wojną gimna−
              stykiem w „Sokole” i te zainteresowania, pod okiem Zenona
              Keckiego, kontynuował starszy brat Stefana Staszek. Z sy−
              nem Hojnego, Władkiem przeżywałem wczesne harcerstwo.
              Zresztą wszyscy z tej okolicy byliśmy w mniejszym lub więk−
              szym stopniu pod wpływem mieszkającej opodal druhny Dęb−
              skiej, Ciotuni. Przyległe do ulicy ogrody, duże jak na miasto,
              były terenem naszych zabaw i naszą jesienną spiżarnią.
                 Przy tej ulicy mieszkała rodzina Lasków. Zofia Fąferko−
              Lasek była jedną z czołowych gimnastyczek przedwojennego
              „Sokoła”. Przyjaźniłem się z jej synami: Wieśkiem, który był
              znanym sportowcem, tenisistą, instruktorem harcerskim
              i Bogdanem, zwanym Józkiem, kolegą szkolnym, muzykiem
              i wokalistą. Obok mieszkał Józef Czaicki, który w 1945 roku
              kierował wadowicką grupą przejmującą administrację
              w Świdnicy. W stronę ul. Gimnazjalnej stoją dwa parterowe
              domki – kiedyś był tu sklep spożywczy Plessnerów, a obec−
              nie motoryzacyjny. Od początku XX wieku mieszkał w jed−
              nym z nich Jan Kozak, wachmistrz żandarmerii. Naprzeciw−
              ko, w narożnym domu pożydowskim a po wojnie Banasiów,
              mieszkał Kazimierz Reszko (1889–1969), muzyk wojskowy
              i stroiciel fortepianów. W miejscu obecnych kamienic były
              dwa małe domki w których mieszkali Wabikowie i Śmieszko−
              wie. Przed nimi stoi parterowy dom asesora PKP, Konstante−
              go Szlachty, który po wojnie kupił Kazimierz Banaś i jego
              żona Kazimiera z Janików.
                 Kamienice nr 18 i 20, postawili Grzesiewiczowie, rozbudo−
              wali Kamińscy. Stąd pochodził ksiądz Jan Grzesiewicz. Za

              104




Wadowice_10.pm6             104                              11-11-19, 00:55

Strona 105

udział w powstaniu styczniowym był więziony dożywotnio na
                  Jasnej Górze. Przed wojną żył tu Franciszek Zięba, dyrektor
                  szkoły męskiej (do 1940 roku), działacz nauczycielski, po woj−
                  nie dyrektor szkoły zawodowej w Nowym Targu. Tu mieszkał
                  Maciej Krzemień, popularny muzyk jeszcze orkiestry Gajcza−
                  ka. Pod numerem 18 do 1953 roku mieszkała długoletnia na−
                  uczycielka szkoły żeńskiej, Irena Henoch oraz rodzina Michi−
                  lewiczów i Dębskich. Janina Dębska (1939–1999) była
                  instruktorką powojennego harcerstwa, wychowawczynią paru
                  pokoleń wadowiczan, m.in. mojego, organizatorką wspania−
                  łych, wakacyjnych obozów. W domu nr 22 mieszkał Andrzej
                  Duszyński, sierżant 12 pp, uczestnik obu wojen i wojny pol−
                  sko−bolszewickiej, filatelista i numizmatyk. Osiedlił się tu
                  także życzliwy i dobry lekarz Stefan Górzański, pulmonolog,
                  ordynator oddziału chorób płuc na Kopcu. Osiedle Marcina
                  Wadowity powstało w 1960 roku jako pierwsze z powojennych
                  osiedli. Inwestorem pierwszych bloków był PZGS.

                  Ulica Gimnazjalna nosiła od 1936 roku imię Bronisława Pie−
                  rackiego, generała i ministra, zamordowanego przez nacjona−
                  listów ukraińskich. W czasie wojny nazwano ją Boelke Stras−
                  se a po wojnie, z okazji powstania PZPR, ulicą 15 grudnia.
                  Pierwotną nazwę ulicy przywrócono w 1990 roku. Tu, przy ul.
                  Gimnazjalnej, na dawnym terenie wojskowym, powstał w la−
                  tach sześćdziesiątych pierwszy zakład Fabryki Elementów
                  Hydraulicznych PONAR SA. Dzisiaj budynek zakładu służy
                  administracji powiatowej, a teren hurtowniom.
                     W parterowym domu nr 7, mieszkał notariusz Stanisław
                  Flis (1880–1953), oficer WP. Jego syn Marian był żołnierzem
                  AK, AL i LWP. Naprzeciwko mieszkał kupiec Leopold Littner,
                  a po wojnie rodzina lekarza Witolda Banasia z Radoczy.
                     Budynek przedszkola powstał około 1960 roku w miejscu
                  synagogi (bóżnicy) wysadzonej przez Niemców w czasie woj−
                  ny. Synagoga powstała w 1889 roku i była ozdobą architektu−
                  ry Wadowic. Naprzeciwko, w domu nr 13 żył dr Maurycy Hass,
                  a po wojnie rodzina Tatków i Karelusów.

                  Ulica Kazimierza Pułaskiego. W czasie wojny Schiller Stras−
                  se. Przy tej, powstałej po 1907 roku ulicy zamieszkiwali m.in.
                  Jan Dworak, kupiec i burmistrz Wadowic, Władysław i Maria
                  Hołowie – długoletni nauczyciele w Bachowicach. Ich synem
                  był znany wadowicki lekarz dr Stanisław Hoła (1930–1994),
                  regionalista i miłośnik sztuki wokalnej. Obok mieszkał pierw−
                  szy taksówkarz Frydek Filek a potem familie Panków, Kuwi−

                                                                            105




Wadowice_10.pm6          105                              11-11-19, 00:55

Strona 106

ków, Rajdów, Suskich, Żukowskich, Widlarzów, Sieprawskich
              i ppłk Eugeniusz Stojak (1923–1979), oficer szlaku bojowego
              II Armii WP, sympatyczny facet i koneser dobrej kuchni. Par−
              terowy dom na początku ulicy należy do Janusza Kopyto, pio−
              niera wadowickiego kolarstwa szosowego. Z pięćdziesiąt lat
              temu, lewą stronę ulicy zajmował duży ogród Flisów, teren
              naszych wypadów na porzeczki, agrest, śliwki i jabłka. Potem
              przy Batorego powstał Dom Stażysty a przed nim ośrodek opieki
              dla dorosłych.

              Ulica Barska. Nazwana tak około 1930 r. dla upamiętnienia
              udziału Wadowic w Konfederacji Barskiej. W czasie wojny ulica
              nazywała się Hermann Lons Strasse, a od lat pięćdziesiątych
              do 1989 nosiła imię Karola Marksa. Powstała w latach 1900–
              1907, w okresie rozwoju terytorialnego miasta. Wytyczono
              wtedy boczne ulice do ulic Słowackiego i Gimnazjalnej. Daw−
              ne tereny ulicy Barskiej i Pułaskiego sąsiadowały z powstałą
              pod koniec XIX w. przy ul. Gimnazjalnej synagogą. Tereny te
              były wtedy własnością Stanisława Kuzi i architektów Jana
              i Romana Hawigerów.
                 Przed wojną, w narożnym domku nr 2 mieszkał szewc Suk−
              narowski. Dom nr 8 należał do rabina Lowenhausa. Mieszkał tu
              Mieczysław Kuzia (1887–1948), legionista i hallerczyk, a woj−
              nie rodzina Józefa Zawiły, który miał zakład naprawy maszyn
              przy ul. Mickiewicza. W latach1960–1980 była tu siedziba Sto−
              warzyszenia PAX. Następny dom należał do rodziny Wiennerów.
              Po wojnie osiadł w nim Józef Majtczak (1920–1990) działacz
              polityczny i społeczny, przewodniczący Rady Narodowej, naczel−
              nik OSP. Jego syn Zbigniew był komendantem Hufca ZHP.
                 W domu nr 12 była do II wojny żydowska łaźnia rytualna,
              czyli mykwa. Potem, aż do lat siedemdziesiątych, łaźnia miej−
              ska i pralnia, obecnie działa sklepy i bar. Łaźnia po wojnie
              obsługiwała wojsko z niedalekich koszar, zaś – od czwartku do
              soboty – mieszkańców. W jednej części natryski, a w drugiej
              chyba osiem kabin z wannami; wszystko spowite gorącą parą
              i zapachem dezynfekującego chloru. Ile tam było wrzaskliwej
              uciechy z kąpieli w olbrzymiej, betonowej wannie. W większo−
              ści domów woda była doprowadzona tylko do korytarza, gdzie
              znajdował się wspólny dla wszystkich domowników kran ze
              zlewem. Kanalizacja nie istniała, a każde podwórko miało swój
              zbiornik fekalny, opróżniany przez beczkowóz z ręczna pompą.
              Wiele domów, zwłaszcza na obrzeżach miasta, korzystało z kil−
              ku publicznych studni. Dopiero pod koniec lat sześćdziesią−
              tych zmodernizowano wodociągi i zbudowano kanalizację.

              106




Wadowice_10.pm6             106                              11-11-19, 00:55

Strona 107

Tak więc woda była w cenie, a Łaźnia Miejska okupowana
                  przez cały tydzień.
                     W kamienicy nr 16 mieściła się stolarnia Andrzeja Grunie−
                  wa. W latach 1926–1933 był tu Dom Robotniczy Polskiej Partii
                  Socjalistycznej i siedziba koła Towarzystwa Uniwersytetu Ro−
                  botniczego. TUR prowadził bogatą działalność oświatową i kul−
                  turalną. Jej organizatorem i głównym animatorem był pracow−
                  nik MAFO, Czech Adolf Klaschka, uzdolniony muzyk, reżyser,
                  malarz i fotograf. Prowadził chór, 35−osobową orkiestrę, teatr,
                  uczył malarstwa i fotografii. Od kilkudziesięciu lat jest tu pie−
                  karnia rodziny Kruków. W następnym domu mieszkała Halina
                  Dworzańska−Wójcik, ceniony lekarz dentysta. Jej ojciec był sę−
                  dzią, m.in. w Zatorze, Jaworznie i Krakowie.
                      Kamienica nr 22 należała do rodziny archtektów, Hawige−
                  rów. Tu mieszkał Karol Poliwka (1920–1997), kolega szkolny
                  Karola Wojtyły, późniejszy doktor nauk medycznych, wybitny
                  neurolog pracujący w Krakowie i Warszawie. Po wojnie osie−
                  dliły się też rodziny Świtalskich i familia Filków.
                     Dom nr 26 należał do Ciężkowskich. Janina Ciężkowska była
                  nauczycielką i żoną Franciszka Haja, profesora gimnazjum.
                  Mieszkali w nim także dwaj nauczyciele Karola Wojtyły, profe−
                  sorzy gimnazjum: Józef Titz (1900–1988) germanista, muzyk
                  i kompozytor oraz Zbigniew Czaderski (1887–1950) filolog kla−
                  syczny. Jego syn, Zbigniew, znany działacz PTTK, był założy−
                  cielem koła TMZW w Krakowie. Tu także mieszkał Stanisław
                  Frasz, sierżant 12 pp, chorąży AK. Dalej, w domku którego już
                  nie ma, żył ceramik Jałowiecki i zapomniany artysta malarz
                  Antoni Motłoch (1919–1976), uczeń Wincentego Bałysa.
                     Po lewej stronie ulicy, w narożnym domu od ul.Gimnazjal−
                  nej (nr 1), był przed wojną sklep spożywczy Litnera. Następ−
                  ny, piętrowy dom należał do Heleny Kostyńskiej−Malinka. Za
                  nim był duży skład opału Sterlichta.
                     Ośrodek Pomocy im. Edmunda Wojtyły, powstał w wyniku
                  rozbudowy domu (nr 17) ofiarowanego miastu przez profesora
                  gimnazjum Józefa Heriadina (1885–1967). W latach siedem−
                  dziesiątych urządzono tu żłobek, potem szkołę specjalną, a po
                  1990 roku adaptowano budynek na obecny ośrodek.
                     Józef Heriadin, historyk i matematyk, legionista, brał udział
                  w wojnie 1920 roku, był nauczycielem Karola Wojtyły. Jego
                  brat Antoni był notariuszem a siostra Teresa, absolwentka
                  Sorbony i Oxfordu, wykładowcą języka angielskiego i francu−
                  skiego. Była żoną Aleksandra Barabasza, ziemianina, oficera
                  rosyjskiego, który po wojnie w 1922 r. pozostał w Wadowi−
                  cach. W lutym 1945 r. został aresztowany przez NKWD i stra−

                                                                               107




Wadowice_10.pm6          107                                11-11-19, 00:55

Strona 108

cony. Miasto nie uhonorowało dotychczas profesora Heriadi−
              na, darczyńcy obiektu, stosowną tablicą pamiątkową.
                 W domu Heriadina mieszkał płk Głowacki oraz gimnazjalista
              Władysław Balon, późniejszy oficer lotnictwa w Dywizjonie 316.
                 W domku nr 19 żył krawiec Pindel. Jego syn Ludwik Pindel
              (1922–2001) artysta malarz, był prezesem Towarzystwa Przy−
              jaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, animatorem i nauczycie−
              lem plastyki, założycielem grupy Amarant.
                 Dalej stoi domek niegdyś należący do Steina, budowni−
              czego. Jego syn Ignacy Stein, filolog klasyczny, był profeso−
              rem gimnazjum i gimnazjum św. Anny w Krakowie, a w la−
              tach dwudziestych XX w. kuratorem oświaty w Poznaniu.
              Po wojnie mieszkał tu Franciszek Lipowski – przedwojenny
              policjant i restaurator, więzień i muzyk obozowej orkiestry
              w Auschwitz. Jego syn Jerzy był dziennikarzem prasy spor−
              towej.
                 Przy tej ulicy mieszka profesor Tadeusz Bujnicki, literatu−
              roznawca, wykładowca UJ. Jego żona, dr Barbara Huczyń−
              ska−Bujnicka, okulista, była ordynatorem w szpitalu i radną
              kilku kadencji.

              Ulica Stefana Batorego. Tak nazwano ok. 1910 roku stary
              trakt w stronę Frydrychowic, Wieprza i Głębowic przez Łazów−
              kę. W czasie wojny ulica nazywała się Eichendorf Strasse.
                 Pod nr 3 mieszkał Aleksander Wysocki (1876–1949), staro−
              sta powiatowy.
                 Dom nr 6, przy wylocie ul. Barskiej, należał kiedyś do ro−
              dziny Nieciów. Z tej familii pochodzi wybitna pianistka i pe−
              dagog w Wiedniu, Halina Nieć. Dom oddziedziczyła nauczy−
              cielka Maria z Nieciów Inglot. Jej mąż, Edward (1906–1971),
              prawnik, był nauczycielem w Technikum Ekonomicznym.
                 Od kilkudziesięciu lat w tym rozległym, parterowym domu
              działa ostatni zakład tradycyjnego garncarstwa, najpierw
              mistrza Chmiela, a obecnie jego zięcia Miki.
                 Za ulicą Barską narożny dom należał do Stanclików i Dur−
              dów. Za nim, podobny w charakterze domek Antoniego Ni−
              kliborca z Polanki. Jego syn Jan Nikliborc, doktor medycy−
              ny, był do 1939 roku lekarzem w szpitalu OO. Bonifratrów
              w Zebrzydowicach, a brat Szczepan Nikliborc sędzią w Wa−
              dowicach. Syn Szczepana, Władysław Nikliborc, filozof i ma−
              tematyk, autor wielu podręczników był profesorem Politech−
              niki Lwowskiej i Warszawskiej, członkiem PAU. Jako ostatni
              żył tu jego młodszy brat, profesor Jan Nikliborc (1902–1991)
              fizyk i chemik, wykładowca politechniki i uniwersytetu we

              108




Wadowice_10.pm6             108                              11-11-19, 00:55

Strona 109

Wrocławiu, wybitny naukowiec o międzynarodowej randze.
                  Po drugiej stronie ulicy stoi dom nr 13, notariusza Jana
                  Sopickiego. Jego ojciec, Stanisław Sopicki (1903–1976), dzien−
                  nikarz i publicysta, był ministrem rządu londyńskiego.
                  Tu mieszkała po wojnie nauczycielka Ludwika Bucka, dzia−
                  łaczka Polskiego Czerwonego Krzyża. Poniżej, na ulicy
                  Nowobilskich, mieszkał dr Eugeniusz Błachowski, gineko−
                  log, ordynator w szpitalu, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowot−
                  nej, a w czasie wojny oficer AK. Naprzeciwko, przy ulicy
                  Wiśniowej, żył Stanisław Malec, żołnierz LWP, uczestnik walk
                  o Berlin, prezes koła Polskiego Związku Filatelistów. Obok,
                  na dawnym wysypisku śmieci, powstała w latach sześć−
                  dziesiatych XX wieku, nowoczesna mleczarnia działająca
                  do dzisiaj.
                      W małym domku, kiedyś ostatnim przed mostem na Cho−
                  czence, mieszkali Rozczynowie a za mostem, po lewej stronie,
                  stoi jeszcze dom dyplomaty Tadeusza Filipa (1910–1994) tłu−
                  macza lieratury włoskiej i arabskiej, wyjątkowego erudyty.
                  Zawsze pod muszką i z laseczką, wnosił swoje arystokratyczne
                  maniery i elegancję w kawiarniany nastrój „Ludowej” a po−
                  tem „Lotosu”. Miałem okazję go poznać u Franciszka Sukna−
                  rowskiego, gdzie często bywał. Tak wspominał Tadeusza Filipa
                  mój profesor, Józef Kawaler. „Jest w Wadowicach na Nadbrzeż−
                  nej (w domku po matce) człowiek tak niedoceniony przez środo−
                  wisko (nawet przez nielicznych przyjaciół), człowiek tak ogrom−
                  nej wiedzy i szerokich zainteresowań, że w promieniu jak
                  z Wadowic do Krakowa na pewno nie ma sobie równego. Nazy−
                  wa się Tadeusz Filip i jest synem lwowskiego urzędnika. Kszta−
                  łcił się w szkole średniej nie naszej, a potem chyba na UJ. Zna
                  chyba wszystkie ważniejsze języki europejskie i wiele egzotycz−
                  nych. Dantego, Petrarkę czyta „oczywiście” tylko w oryginale,
                  choć to trudne nawet dla dzisiejszego Włocha, również Szekspi−
                  ra, również Francuzów i Hiszpanów. Zna turecki, trochę arabski
                  i sanskryt oczywiście, dobrze zna nowogrecki, z którego tłuma−
                  czył Chadzisa (będzie drukowany, jak i przekłady z hiszpań−
                  skiego). Tołstoja czyta tylko po rosyjsku, „bo komuniści mogli go
                  zniekształcić”, więc tylko stare wydania. Bywał konsulem lub
                  jakimś wyższym urzędnikiem w konsulacie (nie pamiętam gdzie,
                  ale w czasie wojny podlegały mu sprawy wojska polskiego). In−
                  teresuje się też sztuką, gra świetnie na fortepianie”.
                       Obok jego domu w 1936 roku wybudowano na Choczence
                  jaz, wspomniane już żelazko, z ujęciem wody zasilającej sta−
                  wy na Podstawiu. Powyżej jazu zaczynało się Zawale, przysió−
                  łek Choczni.

                                                                               109




Wadowice_10.pm6          109                                11-11-19, 00:55

Strona 110

Ulica Nadbrzeżna (Uferstrasse) biegnie wzdłuż rzeki Choczen−
              ki. Mieszkał tu w małym domku (nr 9) mój przyjaciel z lat do−
              rosłych, Jurek Jaglarz (1939–1988) literat, członek ZLP, zało−
              życiel grupy „Nadskawie”, autor kilku tomów poezji, mądry
              i dowcipny kompan. Naprzeciwko żył Mieczysław Kobos (1908–
              1969), od lat przedwojennych architekt miejski i powiatowy.
              Jego syn, Andrzej, jest pracownikiem naukowym AGH. Przy tej
              ulicy osiadły familie Sanderów, Lelków czy moich przyjaciół
              Józwy Peszla i Jasia Soboty – komendanta Hufca ZHP. Miesz−
              kał tu ludowy poeta Stanisław Paleczny (1907–1969), rodzina
              szlachecka Starzewskich herbu Ostoja, a także Felicja Wil−
              czak – popularna Fela – woźna naszego liceum w latach 1946–
              1973. Do dzisiaj żyją tu potomkowie Stankiewiczów, jednego
              z najstarszych i bardzo zasłużonych rodów wadowiczan.
                 W księdze cechu szewskiego z 1735 roku, wymieniony jest
              cechmistrz Sebastian Stankiewicz. Stankiewiczowie byli też
              członkami cechu tkackiego, kupcami, rajcami, i posesorami,
              czyli właścicielami nieruchomości. Maciej w 1777 roku był or−
              ganistą, Józef Stankiewicz (1796–1879) przedsiębiorcą tkac−
              kim, asesorem, posłem do sejmu krajowego, naczelnikiem straży
              pożarnej i działaczem Towarzystwa Pszczelno−Sadowniczo−Je−
              dwabniczego w Krakowie. W okresie Wiosny Ludów i buntów
              chłopskich pod przywództwem Jakuba Szeli (1846 r.) Mateusz
              Stankiewicz, ówczesny burmistrz, swoją zdecydowana postawą
              nie pozwolił na rozruchy. Po prostu pogonił z miasta zbunto−
              wanych chłopów, którym rząd austriacki obiecał wypłacić na−
              grodę za każdego pojmanego szlachcica. Za obiektami straży
              pożarnej, było gospodarstwo Kasprzaków i dalej mały sklepik
              spożywczy Władysława Gurdka, którego syn był karmelitą.




              110




Wadowice_10.pm6             110                              11-11-19, 00:55

Strona 111

Ulica Krakowska
                     Została wytyczona równolegle z ulicą Zatorską, w stronę
                  średniowiecznej przeprawy przez Choczenkę. Stanowi część
                  historycznej owalnicy, na której lokowano pierwotną osadę.
                  Jako ulica była zabudowana już w XVI wieku. Nazwa wyraź−
                  nie wskazuje, że główny trakt do Krakowa aż do budowy tzw.
                  gościńca cesarskiego (koniec XVIII w.), szedł przez Podstawie,
                  Witanowice, Brzeźnicę a nie w stronę Kalwarii. Zależnie od
                  potrzeby politycznej ulica zmieniała nazwę. W czasie wojny
                  na Krakauer Strasse, w 1947 roku ochrzczono ją imieniem
                  socjaldemokraty Ignacego Daszyńskiego, w 1952 roku komu−
                  nisty Mariana Buczka, a w 1989 roku przywrócono nazwę
                  pierwotną.
                     Obecna zabudowa pochodzi w większości z I połowy XX
                  wieku. Najstarsze budynki to narożny magistrat, gdzie przed
                  i w czasie wojny mieściła się restauracja, a od Krakowskiej,
                  tam gdzie dziś Urząd Stanu Cywilnego, był sklep spożywczy
                  i palarnia kawy Ludwika Skowronka z Gorzenia, głównego
                  zaopatrzeniowca gimnazjalnej bursy. Naprzeciwko działała
                  mleczarnia Bulasa. Syn właściciela, profesor Kazimierz Bu−
                  las (1903–1976) filolog, filozof i archeolog, przebywał od 1947
                  na emigracji. Był m.in. wykładowcą uniwersytetu w Berkeley
                  i dyrektorem Biblioteki Watykańskiej.

                                                                             111




Wadowice_10.pm6          111                               11-11-19, 00:55

Strona 112

Mleczarnię przejęli potem Janoszowie, w latach pięćdzie−
              siątych prowadzili domową jadłodajnię. Stołowali się w niej
              urzędnicy i nauczyciele. Chodziłem tam jako małolat na obia−
              dy, a z synem gospodarzy, Adamem Janoszem „Daśkiem” gra−
              liśmy pierwsze standardy jazzu tradycyjnego. Senior Maksy−
              milian Janosz był podoficerem w 12 pp, weterynarzem
              i instruktorem jazdy.
                  Naprzeciwko, za magistratem, trochę później działała mle−
              czarnia i sklep Kłobucha.
                  Następny dom (nr 6) należy do potomków rodziny Maniów.
              Do wojny miało tu siedzibę Katolickie Stowarzyszenie Czelad−
              ników ZGODA. Założone w 1894 roku przez rzemieślników,
              prowadziło małą salę klubową z czytelnią.
                  Za domem trochę klimatu rodem z dawnego romantyzmu, czy−
              li zaułek i schodki w stronę plant. Tędy codziennie chodziłem do
              męskiej szkoły „jedynki”. W zimie była okazja do „ślajfy”, czyli
              ślizgawki na butach lub tornistrze. Tu był dojazd do będącego w
              zaułku do 1965 roku pogotowia ratunkowego, a później przychodni
              dla dzieci, mieszczących się nad dawną remizą straży.
                  Budynek Czytelni (nr 8), z ciekawą elewacją, powstał w 1907
              roku staraniem mieszkańców i magistratu. Stowarzyszenie
              Zjednoczona Czytelnia Mieszczańska było znaczącą placówką
              oświatową. Założyli go m.in. szewc Dzikowski i piekarz Her−
              nich. Swoje kluby mieli w mieście urzędnicy (Kasyno Urzęd−
              nicze, Jagiellonka), oficerowie (Kasyno Oficerskie na Lwow−
              skiej), rzemieślnicy (Zgoda), militaryści (Strzelec nad Skawą),
              sportowcy (Skawa i Sokół) no i Czytelnia. Obok czasopism na
              archaicznych wieszakach (podobne wisiały do niedawna u fry−
              zjerów w rynku) był bilard, bufet, kręgielnia na podwórku
              (kryta) i sala balowa.
                  Po wojnie Czytelnia była Domem Żołnierza a od lat pięćdzie−
              siątych prowadziła tu działalność kulturalną, konkurencyjną
              dla silnej wtedy oferty domu kultury, Spółdzielnia Wielobran−
              żowa. Odbywały się najpiękniejsze bale lat sześćdziesiątych
              ćwiczył popularny chór Spółdzielni pod kierownictwem Kuź−
              my, potem Mokwy i Fryca, którego resztki świetności kontynu−
              uje chór parafialny. Kiedyś ten zespół był artystyczną wizy−
              tówką Wadowic. Tak bogatą działalność Spółdzielnia
              zawdzięczała wyjątkowej atmosferze i aktywności ludzi, czę−
              sto całych rodzin: Palmirskich i Janików z Gotowizny, Jurków
              z Rynku, Sołtysików z ul. Lwowskiej, Rodkiewiczów z ul. Sło−
              wackiego i wielu innych.
                  Za Czytelnią Mieszczańską jest powstały w 1989 roku budy−
              nek wadowickiego rzemiosła, siedziba Cechu Rzemiosł Różnych.

              112




Wadowice_10.pm6             112                               11-11-19, 00:55

Strona 113

Po lewej stronie Krakowskiej w zasadzie same piekarnie.
                  W domu nr 3, kupca Johana Pohla, piekarnia należała do
                  Lewenberga, potem Gąsiorka, a po wojnie dzierżawił ją bie−
                  siadny przyjaciela mojego ojca Władysław Kot. Jego syn, dr
                  Edward Kotowiecki, neurolog, jest autorem monografii wado−
                  wickiej służby zdrowia. Piekarnia jest od kilkudziesięciu lat
                  własnością Stanisława Zgudy.
                     Na piętrze mieszkał tu Józef Gałuszka, niskiego wzrostu
                  starszy pan z nieodłączną fajką, marynarz śródlądowej floty
                  wojennej, żołnierz września i okupacji. Dom nr 5 należał do
                  rodziny Masnych, cukierników i piekarzy. Z tej rodziny po−
                  chodził generał Karol Masny (1887–1968), legionista, szef in−
                  tendentury sił zbrojnych II Rzeczpospolitej. Tu mieszkała ro−
                  dzina Mariana Krawczyka. Dalej była piekarnia Józefa Gary,
                  później Hanusiaków. Na piętrze mieszkał Chaim Reich, wła−
                  ściciel młyna na Ispie a po wojnie nauczyciele Mertowie. Stoi
                  jeszcze komin piekarni Prażmowskiego. Co prawda te dwie
                  piekarnie miały sklepy od ulicy Zatorskiej, ale tu skupiało się
                  całe zaopatrzenie, nocne, piekarniane życie, biel strojów jak
                  mąka i nęcący, niepowtarzalny zapach chleba.
                     Czy wiecie jak potrafi pachnieć chleb w nocy, o trzeciej
                  nad ranem?
                     Chodziliśmy zatem po tych piekarniach, coś tam pomaga−
                  jąc za te ciepłe, pachnące kajzerki, dwójki i czwórki.
                     Na placu przed kominem firmy Prażmowskiego była wo−
                  zownia i stajnia Mariana Fijałkowskiego, ostatniego woza−
                  ka w centrum. Teraz plac zabudowano nową kamienicą.
                  Naprzeciwko jest dom rodziny Luftglasów. Marcus Luftglas
                  był światłym kupcem rolnym. Jego syn Abraham, dr praw,
                  był adwokatem i działaczem ruchu syjonistycznego – zginął,
                  jak większość wadowickich Żydów, w Oświęcimiu. Ocalał
                  drugi syn, dentysta Emmanuel Luftglas (1911–1989). Miał
                  tu swój gabinet i był po wojnie bardzo popularną i towa−
                  rzyską postacią Wadowic, przyjacielem artysty Franciszka
                  Suknarowskiego.
                     Ich motocyklowa ucieczka we wrześniu 1939 roku to temat
                  osobnego opowiadania.
                     Poniżej (nr 14) mieścił się zakład szewski naczelnika straży
                  pożarnej i prezesa Klubu Obrona, Józefa Kajdasa (1881–
                  1950), introligatorski Mruczka i dalej krawiecki Kubarskie−
                  go. Za nimi dom nr 18, znanego zawodnika przedwojennej
                  „Skawy”, Stefana Szeląga. Obok mieszkał Jan Synowiec,
                  w latach 1945–1948 działacz ZMW „Wici”. Następnie do−
                  mek nr 22 Daniela Bandoły, urzędnika magistratu. Jego syn

                                                                             113




Wadowice_10.pm6          113                               11-11-19, 00:55

Strona 114

Stanisław był instruktorem harcerskim, długoletnim nauczy−
              cielem Zespołu Szkół Ekonomicznych. Naprzeciwko, od kil−
              kudziesięciu lat działa zakład elektryka samochodowego
              Edwarda Koniorczyka prowadzony teraz przez jego zięcia.
              Trochę dalej mieszkał znany mechanik samochodowy Fran−
              ciszek Kruk, popularny Niusiek, a w kolejnych domach Sto−
              powie i Szlamkowie.
                 Na końcu ulicy, gdzie dzisiaj gmach Wadomu, stał dom
              rzeźnika Śliwy, starszego cechmistrza. Pochodził stąd Wła−
              dysław Śliwa (1895−1942), nauczyciel, powiatowy komendant
              Strzelca, żołnierz września 1939, aresztowany na skutek
              denuncjacji, zginął w Oświęcimiu. W styczniu 1945 roku
              pocisk „katiuszy” zniszczył dom Śliwów, grzebiąc w ruinach
              kilka osób. Jednym z przykładów galicyjskiego rodowodu, wa−
              dowiczan jest familia Batków, których parterowy dom stoi
              na rogu z ulicą Teatralną. W połowie XIX wieku osiedliła się
              w Wadowicach przybyła z pogranicza Italii, rodzina Alber −
              tich. Joseph Albertii był stolarzem. Stanisław, już absol−
              went naszego gimnazjum, był inspektorem kolejowym a je−
              den z jego synów, kapitan RAF−u, zginął w bitwie o Anglię.
              Stolarnię po ojcu, członku „Sokoła”, prowadził do 1912 roku
              Jan Alberti. Z córką Jana – Antoniną, ożenił się mistrz ślu−
              sarski Ludwik Batko, wyjątkowy reprezentant rzemiosła. Był
              starszym Cechu, działaczem „Sokoła”, radnym i nauczycie−
              lem zawodu.
                 Na parterze i z tyłu tego narożnego domu, mieściły się od
              1926 roku pierwsze warsztaty szkoły metalowej.
                 Brat Ludwika, Józef był długoletnim proboszczem we Fry−
              drychowicach. Znałem, jako małolat, syna Ludwika, Jana
              Batkę, wyjątkowego miłośnika motocykli. Miał po wojnie bo−
              daj Nortona 600 lub Zundappa. Prowadził po ojcu zakład ślu−
              sarski i był też nauczycielem zawodu.
                 Za ich domem do lat dwudziestych XX wieku działała
              odlewnia żeliwa. Produkowano tu nawet małe maszyny rol−
              nicze. Z tyłu, przy ulicy Teatralnej, zbudowano w latach
              pięćdziesiątych warsztaty szkolne, obecnie to siedziba Huf−
              ca ZHP.
                 Ostatnie lata ożywiły ulicę. Przybyło biur, sklepów, lokali.




              114




Wadowice_10.pm6             114                               11-11-19, 00:55

Strona 115

Wokól plant
                     W XIX w. na ulicy Lwowskiej – tam, gdzie dziś bank i pocz−
                  ta, stał eklektyczny pałacyk, a teren za nim – pomiędzy obecną
                  ulicą Sienkiewicza, Wojtyłów i szkołą – zajmował jeden wielki
                  ogród o charakterze parkowym, własność Szwarców, później
                  Gedlów. Za nim, wzdłuż ul. Sienkiewicza, aż do Choczenki,
                  były pola.
                     A. Nowaczyński, wspominając swoje dzieciństwo, pisał: „...
                  takie partje pejzażowe za Zbożnym rynkiem, aleja do Tomic
                  (baronów Gostkowskich), taki park Moncenau za kościołem (dziś
                  mocno zaniedbany), to wszystko fragmenty świata, które się
                  zawsze przypomina z rozwieczorami, szły tędy rodziny ówcze−
                  snych wadowiczan”.
                     Po koniec XIX stulecia większość terenu sprzedano na in−
                  westycje (budynek Rady Powiatowej, szkoły, Towarzystwa Rol−
                  niczego, sokolnia, wozownie i miejskie stajnie).
                     Wzdłuż ul. Ogrodowej, pomiędzy ul. Teatralną a szkołą,
                  urządzono później „plantacje miejskie” czyli planty. Plac So−
                  lidarności jest dawnych plant pozostałością.

                                    Ulica Sienkiewicza
                     Wytyczona po 1819 roku równolegle do ul. Okrężnej (Ogro−
                  dowej) jako droga w kierunku pól. Nosiła nazwę Długiej, a jej
                  zabudowa ograniczała się do kilku gospodarstw rolnych. Do−
                  piero z końcem XIX w. powstały po jej lewej stronie pojedyn−
                  cze obiekty, mające charakter willowy. Około 1920 roku otrzy−
                  mała ulica imię Henryka Sienkiewicza, zaś w czasie wojny
                  nazywano ją Immelman Strasse.

                                                                            115




Wadowice_10.pm6          115                              11-11-19, 00:55

Strona 116

Od ulicy Lwowskiej, za budynkiem policji stoi moderni−
              styczna willa adwokata dr Edwarda Reimanna. Dalej – aż do
              szkoły – były tereny Spółki Rolnej. Powstałe pod koniec XIX
              w. organizacje rolnicze prowadziły tu skład handlowy. Do lat
              powojennych obie strony ulicy stanowiły wielki magazyn za−
              opatrzenia rolnictwa i wsi. Skład przeniesiono w latach pięć−
              dziesiątych na tereny podworskie Mikołaja a tu wybudowano
              Wiejski Dom Towarowy, do 1989 roku główny market dla rol−
              ników, którego kierownikiem był m.in. muzyk Jan Warmuz.
              Budynek banku spółdzielczego (nr 7) postawiło w 1908 r. To−
              warzystwo Rolnicze, najstarsza spółdzielnia rolnicza w zabo−
              rze austriackim. Prezesował jej długie lata Józef Machalica,
              viceburmistrz w 1939 roku. Tuż przed wojną w budynku była
              siedziba tzw. Gminy Zbiorowej a od lat sześćdziesiątych jest
              tu Bank Spółdzielczy.
                 Po 1945 r. spółdzielnię reaktywowano jako Spółdzielnię
              Rolniczo−Handlową „Spółka Rolna”, następnie przekształconą
              w gminne i powiatowe spółdzielnie „Samopomocy Chłopskiej”.
              Prezesem wadowickiej GS „SCh” był wtedy Adolf Stróż a po
              nim Włodzimierz Zieliński z Tomic.
                 Naprzeciwko dwa domy. Pierwszy należał do parafii i pełnił
              funkcje organistówki. Tu wychowywał się Zdzisław Mączeń−
              ski (1878–1961), syn organisty Kaspra, późniejszy profesor
              politechniki, przed wojną czołowy architekt Warszawy. Póź−
              niej mieszkał tu organista Antoni Kaczyński a po nim, aż do
              lat siedemdziesiątych organista Józef Mokwa, długoletni dy−
              rygent chóru. Tam, gdzie dzisiaj bloki, stał drewniany, otulo−
              ny bluszczem dom Jana Zimmera ze zdobnym ganeczkiem –
              mieszkał w nim ok. 1900 r. E. Zegadłowicz na stancji.
                 Obok były dwa domki. Jeden Józefa Banasia, długoletniego
              administratora Sądu Okręgowego a w drugim osiadła rodzina
              kuśnierzy Kołodziejczyków. Edmund Kołodziejczyk był działa−
              czem niepodległościowym i profesorem gimnazjum, historykiem,
              etnografem, publicystą. Jako kadet aspirant 56 pp poległ
              w 1915 roku mając zaledwie 27 lat. Do organistówki przylega
              piętrowy dom, licznej rodziny Tatarów, piekarzy. Stąd pocho−
              dził artysta malarz, Adam Tatar. Mieszkali tu Kaczorowie a po
              wojnie dom nabył Kazimierz Bogunia, działacz TMZW, filate−
              lista i numizmatyk.
                 Oryginalna alejka do stacji kolejowej została wytyczona
              z końcem XIX wieku a w latach sześćdziesiątych na polu Woź−
              niczki powstało osiedle XX−lecia. Naprzeciwko alejki stoi gmach
              szkoły powszechnej, powstały w 1902 r. jako dwupiętrowy
              budynek Szkoły Żeńskiej.

              116




Wadowice_10.pm6             116                               11-11-19, 00:55

Strona 117

Pierwsze wzmianki o szkole pochodzą z XVI w. Początkowo
                  była to szkoła trywialna, a od 1819 r. główna obwodowa –
                  koedukacyjna. Na jej bazie powstała szkoła niższa realna,
                  a od 1831 roku żeńska, dla której wybudowano później ten
                  gmach. Szkoła męska mieściła się w drewnianym budynku
                  obok kościoła, zaś od 1872 r. w budynku magistratu. W 1904
                  roku powstała druga szkoła męska w baraku na ulicy Lwow−
                  skiej. W 1927 r. obie połączono. Pod koniec XIX w. uczęszcza−
                  ło do nich około 1000 uczniów.
                     W czasie I i II wojny budynek pełnił funkcję obozu prze−
                  siedleńców i szpitala. W 1948 roku dobudowano prawe skrzy−
                  dło oraz ostatnie piętro i umieszczono tu szkołę podstawową
                  męską (nr 1) i żeńską (nr 2). W latach siedemdziesiątych,
                  na parterze mieścił się klub ZNP, prowadzony przez Małgo−
                  rzatę Królewską.
                     Ze szkolnictwem powszechnym byli związani tak zasłużeni
                  nauczyciele jak: Franciszek Dbałowski, Franciszek Prezent−
                  kiewicz, Franciszek Badańczyk, Kazimierz Romański, inspek−
                  tor ks. S. Karbowski, Józef Łaszcz, Karolina Nowak, Stani−
                  sław Zajski i wielu, wielu innych. W latach sześćdziesiątych,
                  za dyrekcji Józefa Wójcika, działał tu Międzyszkolny Klub Spor−
                  towy „Szarotka”, którego drużyna piłki ręcznej zwanej wtedy
                  szczypiorniakiem, grała w III lidze. Zespół tworzyli m.in. Sta−
                  szek Harmata, Jurek Śliwa, Władek Warchał, Józek Sukna−
                  rowski, Maciek Jura, Wiesiek Lasek, Józek Barszczewski, Gie−
                  nek Kamiński, Piotrek Chmura, Michał Ogiegło, Edek Bąk.
                  Trenerami byli Władysław Solarczyk i Tadeusz Jamrozik. W je−
                  dynej wtedy w mieście sali gimnastycznej trenowała III ligo−
                  wa drużyna siatkówki KS „Skawa”, którą prowadził Józef Ze−
                  man i Józef Bernaś a grali w niej m.in. Stanisław Chmura,
                  Maciej Jura, Jan Dziedzic, Jan Zaczyński, Mieczysław Śmie−
                  szek, Witek Gotkiewicz, Rysiek Koman, Jan Bernaś, Feliks
                  Koryga, Zbyszek Woźny, Andrzej Leń, Wiesiek Lasek, Gienek
                  Kozioł, Adam Barcik czy Andrzej Żytomski.

                    Zainteresowanym historią szkoły polecam „Zarys dziejów
                  oświaty” Gustawa Studnickiego, źródłową monografię wado−
                  wickiego szkolnictwa.

                     Za aleją do stacji, po prawej stronie, dawny budynek hotelu
                  Hassa z ok. 1900 r. Wiktor Hass był radnym miejskim, restau−
                  ratorem i hotelarzem. W getcie prowadził ostatnią w swym
                  życiu stołówkę. W tym budynku mieściła się od 1934 r. szkoła
                  religijna dla dziewcząt. Właściciel sympatyzował z ruchami

                                                                             117




Wadowice_10.pm6          117                               11-11-19, 00:55

Strona 118

syjonistycznymi dążącymi do powstania państwa żydowskiego.
              Do 1942 roku było tu biuro gminy żydowskiej.
                 Po wojnie w budynku pracowała wytwórnia i hurtowania
              drożdży. Mieszkał tu ostatni zawodowy sierżant 12 pp, Mie−
              czysław Wołczyński – żołnierz września i konspiracji. Z tyłu,
              gdzie oficyna, dom rodzinny Franciszka Mączyńskiego (1874–
              1947) wybitnego krakowskiego architekta I poł. XX wieku.
                 Za hotelem Hassa dom nr 26 kiedyś rodziny Kłapkowskich.
              Bolesław Kłapkowski był prawnikiem, profesorem AGH, człon−
              kiem PAN i PTE. Jego brat Tadeusz (1902–1984), profesor
              SGGW i Akademii Handlowej w Krakowie, był pionierem spó−
              łdzielczości a także nauki organizacji i zarządzania.
                 Po lewej stronie atrakcyjny architektonicznie budynek nr
              15: dwukondygnacyjny, z ryzalitami eksponowanych elewa−
              cji. Boniowany, flankowany rustyką. Wejściowy ryzalit przy−
              kryty dachem siodłowo zgiętym i ściętym ma formę wieżyczki
              a całość sprawia, że budynek ma charakter podmiejskiego
              pałacyku. Dom z ok. 1890 r., własność kupca, Mojżesza Ba−
              rucha Landau a od 1917 r. Heleny z Goldmanów i Stefana
              Zająców. Zając był wnukiem S. Kuzi, urzędnikiem, syndy−
              kiem magistratu Królewskiej Huty (obecnie Chorzów). Jego
              brat, ks. Tadeusz Zając, proboszczem w Łękawicy. Do 1939
              roku miał tu biura Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajem−
              nych.Tu mieszkała po wojnie Halina Walkiewicz−Małofiejew,
              lekarz ginekolog i położnik, do 1957 roku ordynator w szpita−
              lu. Obecnie budynek jest siedzibą banku. Naprzeciwko przy−
              cupnął mały domek rodziny Feldych, kiedyś zawodników klu−
              bu „Skawa”.
                 Domy nr 17 i 19 podobne są do podmiejskich pensjonatów.
              Taki miała zresztą charakter ulica, gdy powstawały. Pod nr
              17 mieszkał architekt Jan Hawiger, projektant gmachu ban−
              ku w Kalwarii. Tu była po I wojnie siedziba Kierownictwa
              Regulacji Skawy. Dom nr 19 był własnością Józefa Gary, cu−
              kiernika i piekarza. Mieściła się tu przed I wojną mydlarnia,
              a przed 1939 r. Towarzystwo Asekuracyjne. Po wojnie dom
              nabył kupiec Franciszek Bąk.
                 Po drugiej stronie ulicy, wysoki, parterowy dom (nr 36)
              kapitana ck pułku obrony krajowej i działacza „Sokoła”, Ka−
              rola Hyłko, a potem Stefana Cholerka – w latach 1921–28
              piłkarza KS „Polonia”, przed wojną właściciela restauracji
              i sponsora piłkarzy. Prowadził tu Cholerek rozlewnię kra−
              chli i piwa, a w budynku miała pierwszą siedzibę Spółdziel−
              nia Inwalidów „Pionier”, której Cholerek był współorganiza−
              torem.

              118




Wadowice_10.pm6             118                             11-11-19, 00:55

Strona 119

Dom nr 23 należał do Teofila Klimy (1876–1938), geografa
                  i historyka, autora wielu opracowań, profesora gimnazjum,
                  radnego. Po wojnie nabył go Józef Hodur, mechanik samocho−
                  dowy i nauczyciel zawodu. Domy nr 25 i 27 należały do rodzi−
                  ny Schanzerów i Schweblów. Pod 25 mieszkał Stanisław Styr−
                  nalski, dyrektor szkoły powszechnej. Mieściła się tu rozlewnia
                  piwa i wody Jakuba Schanzera, którą po wojnie prowadził
                  pełnomocnik właściciela, Władysław Kot. Rozlewnia w roku
                  1958 zasiliła GS „SCh”.
                     W następnym domu usadowiły się zakład dziewiarski
                  i siedziba Związku Inwalidów Wojennych. Właściciel domu
                  Władysław Warchał, był elektrykiem i pierwszym oświetle−
                  niowcem teatralnym. Mieści się tu obecnie przychodnia sto−
                  matologiczna Medicus.
                     Naprzeciwko (nr 40) dom Szymona Skoczylasa, legionisty,
                  płk. WP, żołnierza I i II wojny, zamordowanego w Katyniu.

                     Budynek Wadowickiego Centrum Kultury (dom kultury).
                  Obecny, modernistyczny obiekt powstał w latach pięćdziesią−
                  tych w wyniku przebudowy gmachu Towarzystwa Gimnastycz−
                  nego Sokół.
                     Siedziba Sokoła była perłą architektury Wadowic. Dwu−
                  piętrowy, nakryty dwuspadowym dachem, ujętym neorene−
                  sansowymi ścianami bocznymi, pod którymi były partero−
                  we dobudówki. Przednia elewacja miała pięć par dużych,
                  półokrągłych okien – ich ślad pozostał na parterze obecne−
                  go budynku. Całość zdobiona była licznymi detalami. Gmach
                  mieścił olbrzymią salę sportowo−imprezową służącą wado−
                  wickiej młodzieży do 1939 roku. Był to jeden z pierwszych
                  dużych obiektów TG Sokół. Stał się pierwowzorem specy−
                  ficznej architektury budowanych później w Galicji „sokol−
                  ni”. Projektantem obiektu był znany krakowski architekt
                  Teodor Talowski.
                     TG Sokół, jako oddział Sokoła lwowskiego, powołano
                  w kwietniu 1887 r. z inicjatywy artysty malarza Fryderyka
                  Lachnera i adwokata dr. Karola Młodzika. W maju wybrano
                  pierwszy zarząd z prezesem Janem Pawlicą, profesorem gim−
                  nazjum i wiceprezesem dr praw Julianem Morelowskim, któ−
                  ry był prokuratorem a później sędzią c.k. Sądu Najwyższego
                  i Kasacyjnego we Wiedniu, radcą dworu i publicystą. Jego
                  syn Marian (1884–1963) był wybitnym historykiem sztuki,
                  profesorem uniwersyteckim.
                     W parę miesięcy później powołano Komitet Budowy sokol−
                  ni, który tworzyli dr Władysław Gedl – inicjator budowy i pre−

                                                                            119




Wadowice_10.pm6          119                              11-11-19, 00:55

Strona 120

zes Sokoła, dr Jan Iwański – burmistrz, Jan Pawlica i dr
              Edward Szayer, adwokat, ojciec Ady Sari.
                 Imponujący gmach przy ówczesnej Targowicy,oddano do
              użytku po kilku miesiącach. 9 listopada 1889 r. odbył się
              „Pierwszy Bal we własnej sali urządzony staraniem Towarzy−
              stwa Gimnastycznego Sokół w Wadowicach”. Porządek tań−
              ców był następujący: polonez, walc, polka francuska, kadryl
              pierwszy, walc, mazur pierwszy a po przerwie polka trotte,
              kotylion, kadryl drugi, polka francuska, walc i galop. Bal
              prowadził dyrektor tańców, grała orkiestra salonowa, a wszel−
              kie kontakty damsko−męskie były pod stałą kuratelą nobli−
              wych pań.
                 W 1892 r. prezesem towarzystwa został Kazimierz Wilczyń−
              ski, notariusz i viceburmistrz a po nim notariusz Teofil Nar−
              towski. Na Naczelnika powołano instruktora gimnastyki, jed−
              nego z najlepszych działaczy – Kazimierza Usiekniewicza. Przy
              Sokole działały sekcje (oddziały): gimnastyczna (Kazimierza
              Usiekniewicza), łyżwiarska (Jana Macudzińskiego), cyklistów
              (Franciszka Foltina), saneczkowa, szermiercza oraz chór kie−
              rowany przez Eugeniusza Gluzińskiego.
                 W 1912 r. zaczęły powstawać Sokole Drużyny Polowe, ma−
              jące paramilitarny charakter i taką strukturę. Każdy ich
              członek przechodził obowiązkowe szkolenie wojskowe. Komen−
              dantami wadowickich drużyn byli: Jan Foltin, Władysław
              Tentschert i Franciszek Spisak. Wykłady w szkole podofi−
              cerskiej prowadził Antoni Drozdowski. W połowie sierpnia
              1914 r. pod komendą inż. Józefa Pukły przeprowadzono w
              mieście koncentrację drużyn Sokoła z powiatów bialskiego,
              żywieckiego i wadowickiego. 9 września batalion „Sokoła”
              wyruszył do Bochni, gdzie został wcielony do 2 pułku Legio−
              nów i brał udział w walkach II Brygady. Lata 1887–1914
              były najlepszym okresem działalności Sokoła.
                 W czasie I wojny, budynek zajęło wojsko. Pod koniec 1919 r.
              wybrano Zarząd w składzie Marian Gołąb, Władysław. Wo−
              dziński, Józef Sołtysik i Kazimierz. Usiekniewicz. Od 1925 r.
              stowarzyszenie działało pod kierunkiem prezesa Kazimierza
              Homme, naczelnika Jana Białka i gospodarza Ludwika Bat−
              ko. Powstały nowe, liczne sekcje. Instruktorem został Zenon
              Kęcki, od 1927 r. naczelnik Sokoła. Wyróżniali się gimnasty−
              cy m.in. Jan Białek, Władysław Korzeń, Franciszek Panek,
              Stefania Drabczyk, Stanisław Rokowski, Franciszek Jarosz,
              Józef Stankiewicz, siostry Babińskie, Stefania Wojewodzic,
              Maria Haj, Stefania Fąferko, Genowefa Brońka, siostry Szyn−
              czyszkiewicz czy siłacz Władysław Grzybek. Od 1931 r. pre−

              120




Wadowice_10.pm6             120                              11-11-19, 00:55

Strona 121

zesem Sokoła był adwokat Alfred Kamieński a następnie –
                  do wojny – rejent Gustaw Wdówka, zaś sekretarzem Józef
                  Jurka.
                     W latach międzywojennych w gmachu Sokoła odbywały sie
                  lekcje gimnastyki uczniów gimnazjum oraz imprezy sportowe
                  i kulturalne. Tu była siedziba Hufca ZHP.
                     W czasie wojny boisko przed Sokołem oraz sam budynek
                  stały się miejscem selekcji Żydów z getta przed ostatnimi
                  transportami do obozów.
                     Po wojnie gmach całkowicie przebudowano w stylu przed−
                  wojennego modernizmu. Dobudowano salę teatralna ze sceną
                  i garderobami. Inwestycję prowadził organizator Powiatowe−
                  go Domu Kultury, przybyły do Wadowic oficer I Armii WP,
                  mjr Jan Kaczmarski (1910–1963). Był głównym animatorem
                  ówczesnej działalności kulturalnej w mieście i powiecie. Re−
                  aktywował teatr dramatyczny w którym występowali m.in.
                  Jan Antoszewski, Irena Kamieńska, Barbara Zielińska, Hen−
                  ryk Kowalski, Andrzej Święchowicz, Bożena Koczur i inni.
                  Działało wtedy wiele zespołów tanecznych, teatralnych, mu−
                  zycznych. Zaliczam się po części do wychowanków Jana Kacz−
                  marskiego, ponieważ nie było dnia, abym o nieodległy dom
                  kultury nie zahaczył. Placówka była dla mojego pokolenia
                  szkołą estetycznej edukacji. Tu na scenie debiutowali akto−
                  rzy Barbara Sołtysik i Marta Bizoń, reżyser Mikołaj Grabow−
                  ski i Mariusz Marczyk, muzycy Zbyszek Jutka, Zbyszek Ta−
                  tar, Jurek Nóżka, Andrzej Szydłowski, Jerzy Kreczmer, zespół
                  Jubilacze i wielu innych artystów mojego pokolenia. Później
                  dyrektorem był Eugeniusz Ryłko a następnie Stanisław Cze−
                  chowicz. Pośród instruktorów pamiętam Danutę Putek i Bo−
                  żenę Koczur, reżyserów Barbarę Balewiczową i Andrzeja Brze−
                  zińskiego – a z późniejszych plastyka Romka Kurdziela, Anię
                  Zając, Włodka Szypułę, Adama Fajfera, Kazia Koczura, re−
                  żyser Basię Rosmanit i Adama Świdzińskiego, z którym pro−
                  wadziłem miejski radiowęzeł. Z sympatią wspominam popu−
                  larnego Adama Deca, twórcę kapeli podwórkowej, w której
                  grali bracia Krzysiek i Renek Kurkowie, Marian Sarnecki,
                  Andrzej Sarapata i Marek Boroń. Długoletnimi pracownika−
                  mi administracyjnymi byli Antoni Żaba, Józef Gałuszka,
                  Jasiu Szwed, Janusz Kułaga i Andrzej Palmirski. Od kilku−
                  nastu lat placówkę, kontynuującą z powodzeniem tamte tra−
                  dycje, prowadzi Piotr Wyrobiec.
                     Do lat siedemdziesiątych w budynku była siedziba szkoły
                  muzycznej, biblioteki oraz Komendy Hufca ZHP, która ma
                  teraz siedzibę naprzeciwko, w parterowym pawilonie daw−

                                                                           121




Wadowice_10.pm6          121                             11-11-19, 00:55

Strona 122

nych warsztatów szkoły metalowej. Wadowickie harcerstwo
              powstało w 1911 roku. Tworzyli go m.in. Andrzej Pyka, Bru−
              no Olbrycht, artysta malarz Alfred Beer, generał Maksymi−
              lian Kamski, Ignacy Fik, Józef Gondek, Franciszek Gwiżdż,
              Kazimiera Medwecka, kapitan Roman Dąbrowski a po woj−
              nie Kazimierz Strzeszyński, Marian Kania, Zbigniew Siłkow−
              ski, Tadeusz Kiełtaczyński, Aleksander Nidecki, Danuta Nosz−
              ka, Andrzej Bliźniak, Adam Stopka i wielu wielu innych.

                 Przed domem kultury znajduje się granitowy blok symboli−
              zujący rozdarty komin krematorium. Obelisk czci pamięć kil−
              kudziesięciu nauczycieli poległych w czasie wojny – wśród
              nich Władysława Wiśniowskiego, majora rezerwy, organiza−
              tora tajnego nauczania, oficera podziemia, zamordowanego
              przez Polaków w 1946 roku. Pomnik autorstwa Bronisława
              Kurdziela z Kalwarii odsłonięto w 1974 roku.
                 Po prawej stronie, pod nr 46 mieścił się znany zakład
              rymarski Stanisława Westwalewicza. Za nim mały domek
              Marka Zająca, towarzyskiego bywalca lokali, smakosza
              i znawcy epopei narodowej. Na miejscu obecnego parkingu
              przed Choczenką, stała do 1968 roku Rzeźnia Miejska
              z XIX w, a tuż przed nią budynek służb weterynaryjnych,
              którym kierowali m.in. Antoni Goldman, Tadeusz Czarnik,
              Jan Kurek czy bardzo zasłużony Jerzy Dec. Naprzeciwko
              było kilka małych domków. Tu mieszkali dwaj bramkarze
              „Skawy”: Adam Gawlik i Władek Zarzycki. W tym miejscu
              stoi pierwsza siedziba Spółdzielni Mieszkaniowej, którą or −
              ganizował w latach pięćdziesiątych m.in. Stanisław Górak
              i Marian Daruk.
                 Za Choczenką zaczynało się Podstawie, dzielnica miasta
              nazwana kiedyś Barwałdzka, bo do XVII w. należała do staro−
              stwa barwałdzkiego. Nad Choczenką, na Podstawiu, mieszkał
              i prowadził zakład kamieniarski Jan Ziomkowski (1924–1982),
              żołnierz AK, do 1950 r. dowódca oddziału NSZ. Z Podstawia
              pochodził artysta Wincenty Bałys i długoletni naczelnik mia−
              sta i prezes TMZW, Marian Skrzypczak a także Stanisław Ka−
              miński (1906–1966), więzień Auschwitz.

                        Ulica Emilii i Karola Wojtyłów
                 Krótka ulica biegnąca u samego podnóża dawnego brzegu
              Skawy, na którym zlokalizowano miasto. Jest pozostałością
              jego umocnienia i biegnie dawnym wałem nasypowym, chro−
              niącym centrum przed obsunięciem. Wytyczona bardzo wcze−


              122




Wadowice_10.pm6            122                             11-11-19, 00:55

Strona 123

śnie, zapewne już w średniowieczu, służyła jako droga objaz−
                  dowa Rynku. Pełnej zabudowy doczekała się po 1800 roku,
                  kiedy zbudowano mur oporowy oraz Dom Solny.
                     Powstała z ulicy Okrężnej i części Wesołej. Od 1900 roku no−
                  siła nazwę Ogrodowej a w czasie wojny Garten Strasse. Na mu−
                  rach ulicy, od Lwowskiej, organizowałem w latach 1972–75
                  pierwszą plenerową galerię malarstwa. Były tam dwa mizerne
                  domki, przyklejone do stojącej do dziś kamienicy. W pierwszym
                  żyła rodzina kościelnego Duszyńskiego a w drugim masarza
                  Elsnera, który miał sklep koszerny na ulicy Sobieskiego. Pokaź−
                  na kamienica nr 7, ma wejście od ulicy Kościelnej. Parter, to
                  solidne, dawne stajnie majątku Szwarców a potem generała
                  Gedla, nadbudowane około 1870 roku. Kolejny właściciel, ad−
                  wokat Klęczar, sprzedał dom Ignacemu Nęckowi. Po wojnie miesz−
                  kał tu z rodziną jego zięć, Maksymilian Kamieński (1922−1993),
                  radny, organizator i długoletni dyrektor Zespołu Szkół Ekono−
                  micznych, geograf i dobry akwarelista. Żył tu do 1941 roku An−
                  toni Szczepański, członek „Sokoła”, agent Towarzystwa Ubez−
                  pieczeń „Floryjanka”. Bywał tu często jego szwagier, Leon
                  Biliński, minister skarbu w rządzie wiedeńskim, namiestnik
                  Serbii i Chorwacji. Córka Antoniego, Helena Szczepańska (1890–
                  1985) była długoletnią nauczycielką szkół żeńskich. Po wojnie
                  mieszkał tu także rodzina Srebrnych i Lasków. Gdzie obecnie
                  zaczyna się gmach hali sportowej, w istniejącym tu kiedyś ogro−
                  dzie stał do roku 1926 mały domek z ganeczkiem, w którym
                  mieściła się ówczesna agencja towarzyska czyli trzy panienki
                  pod opieką magistratu i miejskiego lekarza.
                     Przy schodkach do kościoła stoi tzw. Dom Solny, jeden z naj−
                  starszych budynków miasta, który razem z murem umacniał
                  skarpę. Jego nazwa wiąże się z faktem magazynowania tutaj
                  soli i nawozów. Biegnące obok schody do kościoła powstały
                  z końcem XIX wieku, kiedy do miasta zawitała kolej. W 1938
                  roku wybudowano Dom Katolicki. Obok są pozostałości daw−
                  nego gospodarstwa plebanii. Naprzeciwko, gdzie dziś parking
                  i okrąglak „Ogrodowej”, stał dom, który należał do rodziny
                  Huppertów. Mieszkał tu kościelny Jan Podkul. Plantacje miej−
                  skie – czyli planty – powstały na początku XX wieku i zajmo−
                  wały teren od Lwowskiej do ulicy Teatralnej. Z biegiem czasu
                  planty zabudowano – tak, że pozostał tylko obszar nazwany
                  w latach siedemdziesiątych Placem Kombatantów. Postawio−
                  no wtedy pomnik utrwalaczy władzy ludowej. Po 1990 roku
                  planty zostały Placem Solidarności a w miejscu poprzedniego
                  monumentu stoi pomnik kolejnych utrwalaczy. W 2010 roku
                  odsłonięto obok pomnik pamięci zamordowanych w Katyniu.

                                                                             123




Wadowice_10.pm6          123                               11-11-19, 00:55

Strona 124

Naprzeciwko schodków od ulicy Krakowskiej były od połowy
              XIX w. stajnie i magazyny miejskie. Służyły sprawnie aż do
              1960 roku. Miał tu swoją siedzibę tabor konny, hycel, dozorcy
              drogowi i inne służby komunalne jak „Czyszczenie dołów klo−
              acznych systemem Tallarda”. Na terenie dawnych magistrac−
              kich stajni postawiono w 1970 roku przychodnię stomatolo−
              giczną i biuro projektowe. Obok stoi – nieczynna od lat –
              fontanna, służąca wcześniej jako zbiornik przeciwpożarowy dla
              strażaków; naprzeciwko, pod koniec XIX w., zbudowano przy
              schodkach murowaną remizę strażacką, czyli dwa garaże na
              wozy bojowe i sprzęt. Piętro i wieża strażacka do suszenia wę−
              żów (szlauchów) miały konstrukcję drewnianą. Nad strażą mie−
              ściła się kręgielnia Czytelni Mieszczańskiej, adaptowana po
              wojnie i służąca od 1952 do 1970 roku jako pogotowie ratunko−
              we. Dawny budynek straży i pogotowia jest jedynym w mieście
              przykładem galicyjskiej architektury drewnianej.
                 Ulica Wesoła biegła kiedyś z Rynku w dół, do obecnej Te−
              atralnej i w lewo do Krakowskiej. W miejscu urzędu miasta
              stała drewniana szkoła parafialna (później powszechna), którą
              umieszczono po 1870 roku w gmachu wybudowanego magi−
              stratu. Funkcjonowała tam do 1939 roku – stąd nazwa ulicy
              Wesołej. W latach mojego dzieciństwa ulica była w czasie zimy
              wybornym miejscem do saneczkowania. Z inicjatywy księdza
              Stanisława Karbowskiego, inspektora szkolnego, organizato−
              ra budowy wielu szkół w powiecie, powstał w latach trzydzie−
              stych, na rogu z ulicą Teatralną, nowoczesny budynek miej−
              skiej przychodni zdrowia. Służył nam do czasu wybudowania
              nowej – obok szpitala. Przejęty przez ZUS został kilkakrotnie
              rozbudowany w duchu administracyjnego monumentalizmu.
              Stąd, sprzed przychodni, czy od ul. Teatralnej – jest najpięk−
              niejsza panorama starówki z bryłą kościoła.
                 W 1970 roku powstał przy ulicy pawilon Spółdzielni Inwa−
              lidów Pionier i przychodnia stomatologiczna; usunięto wie−
              żę strażacką, uporządkowano podwórko plebanii i powstał
              dom rzemiosła. Chociaż z zabudowy pozostało jedynie kilka
              ogródków i domków familii Zembatych, ulica zachowała swój
              dawny urok.
                 W roku 1994 ulica otrzymała imię Emilii i Karola Wojtyłów.




              124




Wadowice_10.pm6             124                              11-11-19, 00:55

Strona 125

Ulica Lwowska
                     Od końca XVIII w. główna arteria miasta, kiedyś niedziel−
                  ny deptak nad Skawę.
                     Została wytyczona jako szeroka arteria historycznego go−
                  ścińca cesarskiego z Wiednia do Lwowa. Otrzymała wtedy bitą
                  z kamieni nawierzchnię; 100 lat później została wybrukowana.
                     Ulica – po stromym zjeździe z Rynku – biegnie w poprzek
                  doliny Skawy, dlatego często była zalewana w czasach powo−
                  dzi. Jej zabudowa jest mozaiką różnych form i stylów archi−
                  tektonicznych, od najstarszej budowli – koszar – poczynając.
                  Tak opisuje Lwowską swojego dzieciństwa (ok. 1885 roku) Adolf
                  Nowaczyński z krakowskiego Podgórza, wybitny satyryk i pu−
                  blicysta, wtedy uczeń wadowickiego gimnazjum.
                     „Ale z najładniejszych najpiękniejsze, to droga spacerowa
                  do rzeki Skawy, do mostu na Skawie. Pięćdziesiąt lat temu
                  (z przysypką) w każdy dzień pogodny rzewnieniem, o którym
                  się staremu śni jeszcze czasami, powoli, miarowo, w odstę−
                  pach, najpierw bębny, potem dzieci, potem panny z warkocza−
                  mi, młódź męska, wreszcie państwo starostowie, prezydento−
                  stwo, prezesowie, dyrektor gimnazjum, lekarz–akuszer,
                  lekarz–dentysta, prokuratorstwo, mecenasowa Korn, mecenas
                  Feuermann, w ciszy, w zgodzie, dłonią w dłoń („my bez pracy
                  dziś rodacy, praca dziś to nasza broń”).
                     Ta to allea była obsadzona pierwsza w Galicji morwami!
                  Morwy mają bardzo słodki owoc, mały, miękki owocek

                                                                           125




Wadowice_10.pm6          125                             11-11-19, 00:55

Strona 126

o upajającym zapachu i umiłowane są przez jakieś jedwabniki
              kokony, z to których kokonów wyrabia się znowu dla kokotek
              koszule... O tem się, oczywiście, wtedy nie wiedziało, ale wie−
              działo się o tem, że ta wadowicka alea morwowa jest w całej
              Polsce jedna jedyna! (...)
                 I stąd duma młodzieży idącej z rodzinami jedyną morwową
              aleją w stronę rzeczki Skawy. (...) Za wzbierającą raz po raz
              Skawą szła dalej szosa w górę, w górę aż ku Barwałdowi,
              finalnie ku Kalwarji Zebrzydowskiej”.
                 Nie ma dziś alei morwowej, ledwie parę rachitycznych drzew
              dogorywa na ulicy Mickiewicza. Młodzież też nie ma podstaw
              do dumy z rodzinnego miasta, które o niej zapomina. Pozosta−
              ło jedynie zadufanie ubrane w gorset władzy.
                 Często zmieniano ulicy nazwę. I nosiła „aleja morwowa”
              nazwę Drogi Kalwaryjskiej, ulicy Lwowskiej, od 1918 roku
              ulicy 3 Maja, po 1939 roku Horst Wessel Strasse a po wojnie
              znowu 3 Maja potem Józefa Stalina, 1 Maja, by wreszcie
              w 1990 roku wrócić do nazwy Lwowska. Ach, gdyby nazwano
              ją kiedyś Aleją Morwową – to może nazwa by pozostała i mor−
              wy by się ostały...

              Lewa strona ulicy
                 Na samym początku, na rogu rynku, była restauracja
              Teofila Kluka, znana z dobrej piwnicy win węgierskich czy−
              li węgrzynów.
                 Wylot ulicy Ogrodowej (obecnie Wojtyłów) i Kościelnej był
              niegdyś węższy i zabudowany. Dom nr 5 – kamienica z XIX w.
              kojarzona jest z najstarszą firmą fotograficzną (1936–1999)
              mistrza Antoniego Szydłowskiego. Jego syn Andrzej jest ce−
              nionym muzykiem. Archiwum fotograficzne zakładu Szydłow−
              skiego to nieocenione – i niedocenione zarazem – źródło hi−
              storii naszego miasta. W tym domu podobno mieszkał Edward
              Szayer, adwokat, tu urodziła się Ada Sari. Na parterze był
              przed wojną sklep obuwniczy Blitza i duży sklep korzenny
              a na piętrze był gabinet ginekologiczny lekarzy Leserów. W la−
              tach powojennych mieszkał na piętrze adiutant dowódcy 18
              pp, porucznik Leopold Kozłowski, muzyk, kompozytor, popu−
              larny „Poldek”, pierwszy klezmer Rzeczpospolitej.
                 Do budynku przylegała parterowa przybudówka gdzie był
              najpierw zakład fotograficzny a po wojnie zakład fryzjerski.
              Pracowali w nim m.in. Edward Koźbiał i Władysław Brańka
              (1914–1989) legendarny bramkarz przedwojennej „Skawy”.
              Dalej był dawny teren stajni i magazynów majątku Szwar−
              ców; po wojnie baza Powiatowego Zarządu Dróg Lokalnych.

              126




Wadowice_10.pm6             126                               11-11-19, 00:55

Strona 127

Wszystko to zostało zlikwidowane dla potrzeb telekomunika−
                  cji, której dyrektorem był długie lata Franciszek Lis, działacz
                  TMZW. Pierwsze telefony w mieście zainstalowano na począt−
                  ku XX wieku. W 1919 roku było już ponad 60 abonentów
                  a przed wojną około 100. Budynek banku pochodzi z 1891
                  roku. Projektował go krakowski architekt J. Sowiński. Gmach
                  był przeznaczony dla Rady Powiatowej a na parterze mieściła
                  się Powiatowa Kasa Oszczędności. Miało tu do 1914 r. okrę−
                  gową siedzibę Galicyjskie Towarzystwo Kredytowe Ziemskie,
                  instytucja obsługująca właścicieli ziemskich. Taka funkcja –
                  bankowo−samorządowa – domu utrzymała się do 1939 roku.
                  Po wojnie jakiś czas Rada Powiatu miała tu salę obrad. Budy−
                  nek zachował swoją oryginalną architekturę i mimo licznych
                  ingerencji posiada jeszcze wiele wartościowych elementów
                  sztukaterii wnętrz.
                     Pierwszym dyrektorem banku był Ignacy Dobrodzicki. Jego
                  syn Adam (1883–1960) już w Gimnazjum założył organizację
                  niepodległościową. Był potem artystą malarzem, majorem
                  Legionów i adiutantem J. Piłsudskiego. Jego brat Jerzy Kazi−
                  mierz (1884–1934) także działacz niepodległościowy, generał
                  brygady WP pełnił wysokie funkcje w wojskowości. W latach
                  sześćdziesiątych mieszkała tu familia Zaorskich i Żukowskich.
                  Jadwiga Żukowska była dobrą choć mało znaną malarką. Jej
                  córka Zofia jest akwarelistką. Wychowanką Żukowskich jest
                  także Antonina Kuśnierska – pianistka. W banku mieszkała
                  także rodzina Bernasiów.
                     Obok banku, w miejscu drewnianego dworu Schwartzów,
                  powstał ok. 1900 roku budynek urzędu pocztowego i telegra−
                  ficznego, zmodernizowany w latach trzydziestych. Narożny bu−
                  dynek gdzie dzisiaj policja, postawił przed wojną dentysta Maks
                  Goldberger. Tu mieszkał Roman Hawiger, agent ubezpiecze−
                  niowy. Bracia Leopold i Edward Goldbergerowie – dentyści –
                  przeżyli wojnę i wyemigrowali do Izraela. Dom nabył po woj−
                  nie Józef Sadowski, piekarz, ale został z niego szybko wywłasz−
                  czony, bo od 1945 roku mieścił się tu Urząd Bezpieczeństwa.
                     Gmach policji kojarzy się z czasami wszechwładnej milicji
                  i UB lat 1946–1990. W latach pięćdziesiątych często zza okien
                  dochodziły krzyki prześladowanych. W moich czasach szkol−
                  nych chodziliśmy zawsze drugą stroną ulicy, bo strach przed
                  tym miejscem paraliżował. Stąd wyruszano na akcje przeciw−
                  ko tzw. wrogom władzy ludowej, tu przywożono żywych i mar−
                  twych, tu Polak gnębił Polaka. Budynek przeklęty setkami ludz−
                  kich tragedii. Ponury, nieprzyjemny gmach państwowego
                  aparatu ucisku. Kierowali nim zawsze ludzie spoza Wadowic.

                                                                             127




Wadowice_10.pm6          127                               11-11-19, 00:55

Strona 128

Między ul. Sienkiewicza i Legionów zwarta zabudowa z XIX
              wieku. W pierwszym budynku – Rybaka a potem Kowalczew−
              skich, była restauracja Walentego Rybaka a z początku wieku
              hotel „Sobieski” i restauracja Wawrzyńca Siepaka. Przed wojną
              prowadził ją Kalisz a po wojnie Józef Małecki. W czasie wojny
              był to tzw. Gasthaus prowadzony na początku przez Lipow−
              skiego. W 1950 roku na żądanie ówczesnego szefa UB dwaj
              restauratorzy – Simoni i Waligóra uruchomili kasyno milicyj−
              ne, dostępne jedynie dla władzy – milicja, funkcjonariusze UB
              i aparat partyjny. Z tyłu była w latach sześćdziesiątych mała
              salka klubowa Stronnictwa Demokratycznego. Na miejscu ka−
              syna powstał ok. 1987 r. pierwszy w mieście, współczesny pub,
              klub nocny „Wiraż”.
                 Na piętrze mieszkał kiedyś c.k. radca sądowy Józef Mio−
              doński. Jego syn, profesor UJ Jan Miodoński (1902–1963),
              członek PAU i PAN, był wybitnym laryngologiem. Po wojnie
              żyła tu Wiktoria Sapińska, nauczycielka i działaczka Związ−
              ku Nauczycielstwa Polskiego. Następny dom należał do adwo−
              kata Zimmerspitza, prezesa gminy żydowskiej. Jego syn Leon,
              też prawnik, był oficerem I Armii WP i pracował po wojnie
              w Ministerstwie Sprawiedliwości. W tym domu mieszkali Koź−
              białowie: Edward był znanym fryzjerem a jego brat, Henryk,
              pułkownikiem WP. Ostatni dom przed ulicą Legionów należał
              do kupieckiej rodziny Karkulewskich.
                 Za ul. Legionów stoi klasztor Nazaretanek. Przed nim, gdzie
              dziś duże skrzyżowanie, stał do końca lat pięćdziesiątych oka−
              zały, parterowy, typowo wadowicko−galicyjski dom a w nim
              rezydował rzeźnik. Dom rozebrano, rzeźnik się przeprowadził
              a zabytkową belkę stropową, bodaj z XVII wieku, przekazano
              do Muzeum w Gorzeniu.
                 Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu przy−
              było do Wadowic w 1894 roku. Zakon zakupił obecny teren
              wraz z małym domkiem. Kilka lat później założono stowarzy−
              szenie im. św. Wincentego a Paulo i uruchomiono przytułek
              dla sierot. Budowę klasztoru, wg projektu inżyniera Adama
              Kozłowskiego, rozpoczęto w 1905 roku, zaś w 1910 otwarto
              internat dla dziewcząt. Tuż przed wojną firma Jana Petka
              nadbudowała piętro. Siostry prowadziły ochronkę do której
              chodził mały Karol Wojtyła i szkołę zawodową dla dziewcząt,
              zamienioną po wojnie w Gimnazjum Krawieckie. W 1947 roku
              gimnazjum liczyło 160 uczennic, internat 20 a dom dziecka
              32 wychowanki. Po likwidacji szkół kościelnych (1951) posze−
              rzono dom dziecka a w starym budynku było nadal przed−
              szkole.

              128




Wadowice_10.pm6             128                              11-11-19, 00:55

Strona 129

Siostry Nazaretanki w latach 1898–1951 stanowiły pod−
                  stawowy personel szpitala. Ich cicha i pracowita obecność
                  towarzyszy kolejnym pokoleniom wadowiczan już ponad 100
                  lat. Pielęgniarkami były m.in. siostry Aleksandra Śmigielska,
                  Gabriela Wincentak, Joanna Machałek, Wiktoria Stanik, Anie−
                  la Jasinska, Maria Zagorska, Jadwiga Antkiewicz, Janina
                  Szczepaniak a nauczycielkami Leonia Komar, Adolfa Pacułt,
                  Stefania Podgórska, Zofia Kosarz, Jadwiga Palusińska, Nata−
                  lia Czerska i inne. Obecnie w klasztorze znajduje się Pań−
                  stwowy Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez siostry.
                     Za klasztorem piętrowy, wiekowy dom. Typowy przykład
                  galicyjskiej architektury miasta. Z sienią na osi, obszerną,
                  łukową bramą nad którą do 1945 roku biegł centralnie ryzalit
                  uwypuklając elewację.
                     Jest to kamienica Franciszka Opydo (1856–1923) lekarza,
                  posła i zasłużonego burmistrza Wadowic. Jego żona, Zofia
                  z Graffów, ofiarowała ok.1930 r. teren między koszarami a ul.
                  Tatrzańską na budowę boiska sportowego. Na parterze – lat
                  temu jeszcze kilkadziesiąt – był zakład cukierniczy i najlep−
                  sze po wojnie ciastka cukiernika Józefa Woźniaka. Szło się
                  nad Skawę i robiło familijne zakupy. Tu mieszkała rodzina
                  introligatora Adolfa Zadory, który miał zakład oprawy obra−
                  zów. Jego syn Franciszek (1912–1997), bankowiec, był rad−
                  nym, działaczem „Sokoła”, TMZW i prezesem Polskiego Komi−
                  tetu Pomocy Społecznej.
                     Domy nr 37–43 to dawne, powstałe w 1854 roku koszary
                  kawalerii pułku im. ks. Szwarcenberga a potem landwehry
                  czyli obrony. Tu mieszkali ułani i kadra a za budynkiem były
                  drewniane stajnie dla 120 koni. Budynek w latach międzywo−
                  jennych był zamieszkany głównie przez rodziny oficerów 12
                  pp. Od ok. 1900 r. na parterze był sklep kolonialny właścicie−
                  la połowy budynku, Józefa Hoffmana a z tyłu skład handlowy
                  Samuela Bronnera, prezesa Stowarzyszenia Kupców Żydow−
                  skich. Tradycję handlową obiektu kontynuował przez kilka−
                  dziesiąt lat sklep Paciorka.
                     Na piętrze mieściło się przed wojną przedszkole dla dzieci
                  żydowskich i Żydowski Dom Ludowy. Mieszkał tu major Fran−
                  ciszek Mucha, autor historii wojennej 12 pp a także działacz
                  PPS, organizator i komendant Związku Strzeleckiego Stefan
                  Kucharski (1876–1957). Jego syn Juliusz, był długoletnim
                  dyrektorem liceum dla pracujących. Stąd pochodził inżynier
                  Stanisław Tadeusz Nowak (1891–1945), jeden z założycieli
                  w 1941 r. Związku Walki Czynnej, dyrektor DOKP w Katowi−
                  cach; zginął w Gross−Rosen. Tu mieszkał po wojnie Leszek

                                                                            129




Wadowice_10.pm6          129                              11-11-19, 00:55

Strona 130

Lorek (1922–1977) reżyser filmowy, współtwórca „Bolka i Lol−
              ka”. Z budynkiem związane są dzieje rodziny Lebieckich, Ci−
              borów, Klauznerów, Wiktorów czy Paschalisa Ślusarczyka
              (1909–1985), działacza ruchu ludowego. W tym domu wycho−
              wywał sie także Wiesław Domański, zasłużony lekarz, ordy−
              nujący długie lata w Spytkowicach.
                 Za budynkiem płynął ciek kanalizacyjny z koszar czyli daw−
              na Faburnia. Następny, oddalony od ulicy dom to dawna stacja
              poczty dyliżansowej. Poczta konna na trasie Kraków–Wadowi−
              ce–Wiedeń zaczęła kursować regularnie pod koniec XVIII w.,
              a jej potrzebom służył drewniany zajazd i stajnie dla koni. Ok.
              1850 roku powstał obecny budynek z rozległym parkiem na za−
              pleczu, wozownią i stajniami. Tu mieszkał c.k. chirurg wojsko−
              wy, August Wetscherka a potem jego syn kapitan Karol Wetscher−
              ka. Przed wojną mieszkała tu rodzina kapitana Palusińskiego
              i jakiś czas płk dypl. Władysław Rusin, od 1935 roku komen−
              dant główny Związku Strzeleckiego a także popularna akuszer−
              ka Maria Korzeniowska. Tu zamieszkał po wojnie Władysław
              Kozieł, jeden z pierwszych kierowców pogotowia ratunkowego.
                 Dalej parterowy budynek Wichrów w którym mieszkał Józef
              Łaszcz (1866–1922) nauczyciel i dyrektor szkoły męskiej im.
              S. Jachowicza. Obok skrzyżowanie z ul. Fabryczną, którą wyty−
              czono jakieś 40 lat temu trasą dawnych opłotków i ścieżki wzdłuż
              Faburni. Obiekty Rejonu Dróg Publicznych powstały na miej−
              scu dawnej służbówki w której żyła pod koniec XIX w. rodzina
              drogomistrza Będkowskiego. Stąd pochodził Jacenty Bętkowski
              (1904–1980), oficer II Korpusu, który walczył pod Monte Cassi−
              no, był cichociemnym i dowódcą w powstaniu warszawskim.
                 Ulicę Jana Kochanowskiego wytyczono dopiero w latach
              powojennych. Za nią dom nr 57 Dionizego Erba, sędziego Sądu
              Okręgowego. Od kiedy pamiętam, był tu sklepik po schod−
              kach, kiedyś ostatnia możliwość zaopatrzenia na czas wypo−
              czynku nad Skawą. Za nim stoi parterowy domek Krobickich
              dla pracowników majątku dworskiego.
                 Z kolei piętrowa kamienica Fijałków. Tu mieszkała nauczy−
              cielska rodzina Jachów. Ludwik Jach (1892–1952) artysta
              malarz w grupie „Czartak II” był profesorem wadowickiego
              gimnazjum, nauczycielem Karola Wojtyły i organizatorem po−
              wojennego szkolnictwa. Jego syn, Ludwik Jach „Kotuś” to
              jeden z najlepszych malarzy związanych z Wadowicami. Nie−
              rozumiany przez współczesnych, chory i zagubiony, miał opar−
              cie jedynie w garstce przyjaciół. Po wojnie żył tu emerytowa−
              ny nauczyciel z Kresów, profesor Dudziński, znany ze swoich
              oratorskich, publicznych wystąpień.

              130




Wadowice_10.pm6             130                               11-11-19, 00:55

Strona 131

Następny dom nr 65 – rodziny Gajczaków. Tadeusz Gaj−
                  czak był cenionym i popularnym muzykiem, liderem znanej
                  po wojnie orkiestry. Miałem zaszczyt grać z nim kilkakrotnie.
                  Miał absolutny słuch i w trakcie słuchania utworu, zapisy−
                  wał go od strzału, we właściwej tonacji. Jego młodszy brat
                  Roman A. Gajczak – publicysta – jest autorem wielu książek
                  i opracowań o Wadowicach. Obok mieszkał wojskowy urzęd−
                  nik, kapitan Kazimierz Karmański. Stąd pochodzi artysta
                  malarz Kazimierz Rauch, wnuk Karmańskiego.
                     Dalej pracowało duże gospodarstwo ogrodnicze należące
                  dawniej do Łopatów, później własność Lichockiej. Jest to po−
                  zostałość gospodarstwa Józefa Krausa, ogrodnika przybyłego
                  ze Stryja pod koniec XIX wieku. Jego syn Jan Kraus był legio−
                  nistą, majorem – zginął w Katyniu. Dalej mieszkała lekarska
                  familia Rauchów a na osiedlu Jedność Stanisław Jankowski
                  (1927–1975) dentysta, malarz i koneser sztuki. Ostatni do−
                  mek należał do licznej rodziny Wiercimaków.
                     W miejscu obecnej stacji benzynowej stały małe domki m.in.
                  rodziny masarza Siwka. Później ulica prowadziła przez teren
                  Mikołaja. Właściciele wójtostwa traktowali ten stumetrowy
                  odcinek ulicy serio i pobierali opłatę za przejazd. Miasto dłu−
                  go wiodło spór z Mikołajem i dopiero z końcem XVIII w. spra−
                  wę załatwiono. Do niedawna stały tu budynki dróżnika i bie−
                  gło torowisko do Suchej. Gdy z końcem lat osiemdziesiątych
                  rozbierano tory, przekonywałem ówczesne władze miasta aby
                  czyniły starania w PKP o ich zachowanie. Później monitowa−
                  łem o zachowanie torowiska u nowych władz. Wszystko to
                  nadaremno – władzy brak wyobraźni. Dzisiaj mogłaby w se−
                  zonie kursować kolorowa ciuchcia do Czartaka lub w osta−
                  teczności funkcjonować na nasypie droga rowerowa i space−
                  rowa. A tak, choć mamy ambicje miasta turystycznego, to ani
                  ciuchci do Czartaka ani utwardzanego ponad 100 lat nasypu.

                  Prawą stronę ulicy rozpoczyna od Rynku kamienica nr 2 ro−
                  dziny Munzów, później Kurta Rosenberga. Tu ordynował pierw−
                  szy, żydowski lekarz, dr Samuel Taub (1869–1933). Z jego córką
                  ożenił się wybitny polski malarz Zbigniew Pronaszko, który tu
                  mieszkał przed 1939 rokiem. Syn Tauba Karol, podporucznik
                  12 pp., poległ w 1919 r. w walkach pułku koło Cieszyna.
                     Na parterze działał około 1900 r. sklep Goldmana i tekstylny
                  Salo Nesselrotha prezesa Sowarzyszenia Kupców. Obok zakład
                  szewca Franciszka Gzeli a od 1930 roku sklep obuwniczy firmy
                  Bata. Po 1945 r. były tu sklepy m.in. Rodkiewicza, Gzeli i Adam−
                  czyka. Zakwaterowano też delegaturę Państwowego Urzędu

                                                                              131




Wadowice_10.pm6          131                               11-11-19, 00:55

Strona 132

Repatriacyjnego. W latach 1956–1990 istniał tutaj popularny
              Sklep Wzorcowy PSS, największy spożywczy sklep w mieście.
                 W styczniu 1945 r. w domu zamieszkał pierwszy powojen−
              ny burmistrz miasta i sekretarz PPR – Władysław Sadowski
              (1908–1986): organizator i koordynator powojennej odbudo−
              wy miasta, później długoletni dyrektor Przedsiębiorstwa Bu−
              downictwa Rolniczego. Do kamienicy przykleił się mały sklep.
              Już przed I wojną był tu skład warzyw Dawida Gelbwascha
              i kantor sprzedaży losów państwowych a po 1945 roku kiosk
              Klinków i do dzisiaj nadal sklep warzywny. Za nim stał par−
              terowy dom z wyszynkiem i masarnią Józefa Adama Siwka,
              który mieszkał na końcu Lwowskiej (gdzie obecnie stacja pa−
              liw). Transportował stamtąd mięso i wędliny wózkiem cią−
              gniętym przez olbrzymiego owczarka, zarazem reklamując
              swoją firmę i dostarczając radości dzieciakom! W tym domu
              mieszkał także masarz Marian Krawczyk.
                 Narożna kamienica nr 8 powstała pod koniec XIX wieku,
              nadbudowano ją II piętrem po 1910 r. Była własnością
              kuśnierza Edmunda Krzysztoforskiego – radnego, działacza
              „Sokoła”. Jego syn Karol (1884–1958) był miejskim „leka−
              rzem i akuszerem”. Tu mieszkał też Tadeusz Sokulski, ka−
              pitan WP, filozof, profesor gimnazjalny oraz lekarz wetery−
              narii, Jerzy Dec(1922−1972), inicjator budowy wielu lecznic
              w powiecie.
                 Kawiarnia na parterze działała od 1908 r.; w latach 1931–
              39 była tu restauracja Franciszka Brańki z Jaroszowic.
              W okresie 1953–1965 lokal zajmował spółdzielczy zakład szew−
              ski a na początku lat siedemdziesiątych znów otwarto kawiar−
              nię – popularny „Lotos”, w której spotykali się jeszcze w la−
              tach osiemdziesiątych reprezentanci wadowickiej inteligencji
              na koniaczek przy szachach czy warcabach. Obecna kawiar−
              nia kontynuuje więc ponad 100−letnią tradycję.
                 W budynku była po 1915 roku introligatornia Karola Osiow−
              skiego potem Adolfa Zadory a obok duży sklep „PoCiecHa” –
              Popowicz, Cieciak, Hardek. W jego miejscu po wojnie był sklep
              „Konsumy”, przeznaczony tylko dla władzy mundurowej
              i uprzywilejowanych.
                 Okazały gmach nr 16 należał do bogatej rodziny Słapów.
              Senior Jacenty Słapa był ziemianinem. Jego potomek, Alek−
              sander Słapa (1895–1964) filozof i polonista, redaktor wy−
              dawnictw, organizował Wydawnictwo Literackie w Krakowie.
              W kamienicy mieszkała też rodzina Wilczyńskich, skoligaco−
              na ze Słapami. Franciszek Wilczyński był ck kontrolerem po−
              datkowym a jego żona Maria (ze Słapów) fundowała kaplicę

              132




Wadowice_10.pm6             132                             11-11-19, 00:55

Strona 133

na cmentarzu parafialnym w 1862 r. Ich syn, c.k. notariusz
                  Kazimierz Wilczyński (1843–1892) był radnym, wiceburmi−
                  strzem i prezesem „Sokoła”.
                     Mieścił się tu w XIX wieku Hotel Narodowy Zinnera a po
                  1918 roku obiekt nazywano „kombinatem” Teofila Wysogląda
                  – dzierżawcy, który prowadził tu hotel, restaurację i kino. Z ty−
                  łu, w ogrodzie, na werandowym piętrze mieściło się Kasyno
                  Urzędnicze czyli klub ze stołówką dla lokalnych urzędników.
                     Przed wojną na parterze był salon fryzjerski Borgera, po
                  okupacji sklep cukierniczy „Mariola”. W przybudówce, dzia−
                  łał zakład fotograficzny Zenona Janika z Gotowizny, piłkarza
                  i kapitana drużyny KS „Skawa” a po wojnie cukiernia Wła−
                  dysława Porębskiego – działacza sportowego – kwiaciarnia
                  Studnickich i od wielu lat sklep zegarmistrzowski.
                     W budynku mieścił się jedyny po roku 1945 hotel w mie−
                  ście i kino „Szarotka”, czynne od 1915 r. do końca lat dzie−
                  więćdziesiątych. Zaraz po wojnie, gdzieś do 1948 roku, sala
                  kina była świadkiem wielu imprez i manifestacji politycznych,
                  bo jeszcze pozwalano wierzyć w demokrację. Restaurację i ho−
                  tel prowadził wtedy popularny Henryk Jasiński (1902–1976),
                  radny i wiceburmistrz. U niego terminował znany mojemu
                  pokoleniu restaurator Kazimierz Kaliński. Brat Jasińskiego,
                  Bolesław, znany był z wysokiego kunsztu gwizdania, czym
                  zawsze wzbudzał nasz podziw.
                     Wejście główne prowadziło w lewo do restauracji, po scho−
                  dach na górę do hotelu a na wprost korytarzem do kina. W tam−
                  tych, powojennych latach głównymi klientami lokalu byli ofice−
                  rowie radzieccy a później reprezentanci nowej, ludowej władzy.
                  Po 1950 r. Jasiński musiał się upaństwowić. Tak poczęła się
                  restauracja „Beskidzka” pod zarządem PSS. Hotel przejęło w za−
                  rząd miasto, a kino – województwo. „Beskidzka” była od tamtej
                  pory, gdzieś do połowy lat osiemdziesiątych, reprezentacyjnym
                  lokalem. Położona w sąsiedztwie wszelkich urzędów stała się
                  miejscem załatwiania wielu interesów – od spraw sądowych,
                  policyjnych, zdrowotnych po egzaminy czeladnicze, mistrzow−
                  skie a nawet maturalne. Zmieniono wejście, wystrój, zaplecze
                  kuchenne, nadbudowano piętro. Była lokalem nobilitującym
                  bywalców. Byli pośród nich ludzie władzy, nauczyciele szkół śred−
                  nich, bogaci rzemieślnicy i przybysze na delegacji. Piło się, bie−
                  siadowało a dancingi w „Beskidzkiej” w latach sześćdziesiątych
                  były jedynymi od Krakowa do Bielska. Lokal stawiano na równi
                  (no, prawie) z krakowskim Feniksem czy bielskim Prezydentem.
                  Oczywiście były i panienki a stojący tam fortepian służył rów−
                  nież jako obiekt do prezentacji ich urody.

                                                                                133




Wadowice_10.pm6          133                                 11-11-19, 00:55

Strona 134

Potem zastąpiło go pianino, na którym już było trudniej
              zasiadywać.
                  O dancingach w „Beskidzkiej” można by wiele mówić. Gra−
              li tu popularni w tamtych latach muzycy, m.in. Zbyszek Jut−
              ka, Włodek Balon, Rysiek Karton, Marian Kowalski, Heniek
              Najbor i wielu, wielu innych. Ze znanych postaci wspomnę
              długoletniego kelnera, pana Stefana (na pytanie o przyprawy
              do tatara – zawsze odpowiadał – magi nie ma) czy na owe
              czasy instytucję oświatową, jaką był mgr Jerzy Bielecki (jego
              słynna mirażka) czy „Niusiek” Kruk, piekielnie zdolny me−
              chanik. Obok nich wykładowcy ze szkół średnich, palestra,
              lekarze, rzemieslnicy. No i panienki: Mery, Hulotka, Ala...
              W szatni, za opłatą, można było wypożyczyc krawat, bo... bez
              krawata na dancing nie wpuszczano!
                  Z chwilą otwarcia restauracji „Czartak” a później „Dwor−
              ku Mikołaja”, „Beskidzka” podupadła i już nigdy nie wróciła
              do dawnej klasy. Wreszcie na fali transformacji padła i knaj−
              pa, i hotel. Najdłużej trzymało się kino, prowadzone kolejno
              przez Jana Łysonia, Jana Zawiłę, Jerzego Brańkę i Edwarda
              Ślęzaka. Długą tradycję kina kontynuuje obecnie Wadowickie
              Centrum Kultury. Tu była potem jakiś czas dyskoteka a te−
              raz, klub, kręgielnia, pub, panienki czyli kontynuacja dioni−
              zyjskiej tradycji budynku.
                  Modernistyczny dom nr 18 powstał tuż przed wojną,
              w 1938 r. Mieszkał w nim doktor Włodzimierz Jacyszyn (1910–
              1953), lekarz, żołnierz września, jeniec oflagów, konspira−
              tor, patriota, lekarz polskich obozów i sierocińców w Niem−
              czech. Jego brat Jan, kapelan wojskowy zaginął w ZSRR.
              Po wojnie w kamienicy zamieszkały rodziny pracowników mi−
              licji m.in. Józefa Zająca – komendanta, rodzina Hendlów,
              Pawłowskich.
                  Następny budynek klasycystyczny, z II poł. XIX w., był do
              1918 roku własnością burmistrza Jana Iwańskiego a następ−
              nie Julii Karkulewskiej. Do 1914 r. mieściła się tu szkoła
              zawodowa (realna). W 1925 r. propinator Benycjon Ber i ku−
              piec Kalman Proper przeznaczyli go na założony i prowadzo−
              ny przez nich Ludowy Bank Spółdzielczy. Miał tu też siedzi−
              bę Klub Rezerwistów, w którym działał chór prowadzony przez
              Józefa Titza. Na piętrze były po wojnie biura Rejonowego
              Przedsiębiorstwa Usług Przemysłu Terenowego czyli „rupu−
              tupu”, synonimu wszechstronnej, tandetnej działalności.
              Bankowy charakter kamienicy kontynuuje bank PKO.
                  Dom następny związany był przed wojną z wadowickim rze−
              miosłem. Tu była siedziba przedwojennego PPS. Między ul.

              134




Wadowice_10.pm6             134                             11-11-19, 00:55

Strona 135

Poprzeczną a Cichą stoi potężny gmach dawnej c.k. Dyrekcji
                  Okręgu Skarbowego.
                     CK Monarchia, lokując w Wadowicach siedzibę cyrkułu za−
                  częła administrowanie od trzech podstawowych obiektów: ko−
                  szar dla poboru rekruta, sądu i więzienia dla porządku oraz izby
                  skarbowej dla poboru podatków. W czasie I wojny był tu szpital
                  a w latach II Rzeczpospolitej Urząd Skarbowy Akcyz i Monopoli.
                  Budynek służył fiskusowi do lat sześćdziesiątych, później admi−
                  nistracji oświatowej. Na piętrze mieścił się po wojnie do lat sie−
                  demdziesiątych Wydział Oświaty. Kierował nim m.in. Stanisław
                  Filipek (1905–1977) nauczyciel, żołnierz AK, więzień obozów kon−
                  centracyjnych. Jako inspektor szkolny zainicjował budowę wie−
                  lu szkół w powiecie, był autorem opracowań z historii oświaty
                  i prezesem ZNP. Inspektorem, którego z szacunkiem wspomi−
                  nam, był Antoni Koczur, ojciec znanego fotografika Kazimierza
                  Koczura. Bodaj w sierpniu 1969 roku chciałem się przenieść z
                  okresowej pracy w Polsce do Wadowic. Niestety było po terminie
                  i pani Stasia Poznecka nie mogła mi nic pomóc. Na to zjawił się
                  inspektor Koczur, wziął podanie, kazał usiąść, wypytał dokład−
                  nie o pochodzenie i familię i zawyrokował: ma pan pracę przez
                  pamięć pańskiego dziadka, u którego się w czasie okupacji ukry−
                  wałem. I tak dziadek Franciszek, którego niewiele pamiętam,
                  pomógł mi w powrocie do Wadowic.
                     W budynku jest obecnie przedszkole i Biblioteka Pedago−
                  giczna, której organizatorem i długoletnim kierownikiem była
                  Helena Adamczakówna (1882–1972), nauczycielka i dyrektorka
                  szkół, działaczka Związku Nauczycieli Szkół Ludowych i ZNP.
                     W prawo, na ul. Poprzecznej (przed wojną Teofila Kluka), na
                  miejscu dzisiejszego bloku stał dom, w którym mieszkał krawiec
                  Tomasz Kęcki, działacz sportowy i prezes klubu Polonia. Jego
                  syn Zenon (1902–1984) był naczelnikiem „Sokoła”, gimnasty−
                  kiem w kadrze olimpijskiej 1936 r. i do emerytury nauczycielem
                  w ZSM w Gorzeniu. Za domem Kęckich była pierwsza baza Spó−
                  łdzielni „Przewóz”, którą organizował Józef Kowalówka oraz
                  pierwsza siedziba Krajowej Spółdzielni Kominiarzy.
                     Przy Lwowskiej 20 pracował aż do powojnia sklep i zakład
                  masarski Piotra Kasperkiewicza (1896–1990). W następnym
                  domu, przed wojną, był mały hotelik Hassa a na parterze
                  „rozlewnia wód gazowanych” i piwa Władysława Brańki.
                     W domu nr 30 mieszkał adwokat, dr praw, Józef Majka.
                  Jego syn Jerzy, działacz polityczny i dziennikarz, był naczel−
                  nikiem ZHP, redaktorem naczelnym „Świata Młodych” i „Try−
                  buny Ludu”. Mieszkał tu po wojnie Ignacy Magiera (1905–
                  1984), nauczyciel wf, urzędnik powiatowy, prezes PTTK

                                                                                135




Wadowice_10.pm6          135                                 11-11-19, 00:55

Strona 136

i powojenny instruktor harcerski. Jego żona Zofia z Krzysz−
              toforskich przez 40 lat uczyła w szkole męskiej. Jeszcze do
              dzisiaj wspominane są przez starsze pokolenie harcerzy ga−
              wędy druha Magiery o jego nieprawdopodobnych, jak u baro−
              na Munchausena, przygodach. Od kilkudziesięciu lat w bu−
              dynku ma siedzibę Polski Związek Motorowy.
                 Za nim dom z 1936 roku dr Józefa Sołtysika (1885–1973)
              długoletniego lekarza i dyrektora szpitala, ciepło wspominane−
              go przez starszych wadowiczan, ojca aktorki Barbary Sołysik.
                 Tu mieszkał Roman Dąbrowski, instruktor harcerski, ka−
              pitan 12 pp i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, po wojnie
              księgowy w MPGK. Jego żoną była Julia Fogelmann, artysta
              malarz, nauczycielka szkół średnich. Od lat siedemdziesią−
              tych była tu siedziba wadowickiego rzemiosła. W domu nr 34
              żył sierżant 12 pp Adam Krzyżecki, muzyk.
                 Dwa bloki przy ul. Lwowskiej, powstałe na terenie dawne−
              go boiska koszar, budowane były dla tzw. aktywu młodzieżo−
              wego pod patronatem Związku Młodzieży Socjalistycznej.
                 Olbrzymi gmach koszar wojskowych jeszcze dzisiaj imponuje
              rozmachem. Jest prawie wielkości Rynku. Powstał ok. 1827 roku
              dla c.k. 56 pułku piechoty. Służyli w nim – od 3 do 6 lat –
              poborowi z powiatów: wadowickiego, bialskiego, żywieckiego,
              myślenickiego. Stąd też wyruszali na wojny, które toczyła Au−
              stria – do Italii, na Bałkany, do Mołdawii a wreszcie na fronty
              I wojny światowej. W 1918 r., na bazie 56 pp powstał 12 pułk
              piechoty Ziemi Wadowickiej. Organizowali go kapitan Franci−
              szek Alter (1889–1945) i major Józef Śmiałowski. Pułk wyruszył
              na front wojny polsko−bolszewickiej a także pod Cieszyn przeciw
              Czechom. W 1938 r. ponownie ruszą dwie kompanie na Zaolzie,
              wspomagając Niemcy w rozbiorze Czechosłowacji. Historia się
              powtórzy w 1968 r. Stacjonujący w Wadowicach batalion KBW
              poszedł „bronić” socjalizmu w Czechach. A my się dziwimy cza−
              sami, dlaczego Czesi nas nie kochają. Tu mieściła się komenda
              uzupełnień wojskowych, posterunek żandarmerii i wszelkie in−
              stytucje z wojskiem związane i wojsku potrzebne.
                 Wojsko było nieodłącznym elementem dawnych Wadowic.
              Działały kasyna oficerskie i podoficerskie, słynne były rauty,
              bale i reduty organizowane przez kadrę 12 pp. W koszarach
              stacjonował jeden batalion, drugi w tzw. koszarach chocim−
              skich na ulicy Zatorskiej zaś trzeci w Krakowie. W 1939 r.
              pułk walczył pod Jordanowem i Rajskiem, kończąc kampanię
              pod Narolem na Lubelszczyżnie. Wielu żołnierzy walczyło póź−
              niej na frontach II wojny, w czas której pułk został reaktywo−
              wany jako 12 pp. Armii Krajowej.

              136




Wadowice_10.pm6             136                               11-11-19, 00:55

Strona 137

Po wojnie w koszarach stacjonował 18 kołobrzeski pp. ze
                  znakomitą orkiestrą.
                     Od lat sześćdziesiątych obiekt zajmował „Herbapol”. Jed−
                  na z pierwszych uchwał reaktywowanej w 1998 r. Rady Po−
                  wiatu Wadowickiego obligowała Starostwo do zlokalizowania
                  tu wszelkich władz administracyjnych powiatu: od oświaty
                  i komunikacji po budownictwo, rolnictwo i ubezpieczenia –
                  aby można było załatwić wszystko w jednym miejscu. Nieste−
                  ty o kondycji władzy świadczy fakt, że sobie z tym nie poradzi−
                  ła, za to poradził... prywatny inwestor, który budynek kupił.
                  Władza miała za darmo. Dom jest w trakcie remontu.
                     Przed koszarami stoi Pomnik Żołnierzy 12 pp. odsłonięty
                  w 1928 r. wg projektu artysty Józefa Jury; czci pamięć pole−
                  głych w wojnie1918–1922. W 1939 r. Niemcy zniszczyli posąg
                  żołnierza, ale pomnik się zachował. Za to władza ludowa
                  w 1974 r. po cichutku go usunęła. Dwa lata później, robotni−
                  cy z MPGK poskładali na własne ryzyko pomnik na cmenta−
                  rzu wojskowym. Podobny los spotkał ten w Rynku. Wykonany
                  także przez wadowickiego artystę, przedstawiał żołnierzy –
                  ale radzieckich. I też władza ludowa – nie po cichu, ale z fan−
                  farami – pomnik w 1989 r. usunęła. Stoi sobie teraz (mam
                  nadzieję spokojnie) na Cmentarzu Wojskowym.
                     Wróćmy jednak do pomnika sprzed koszar. W czasach pierw−
                  szej Solidarności przywrócenie go stało się jednym z zamie−
                  rzeń opozycji. Byłem w składzie sześcioosobowej grupy, która
                  w listopadzie 1981 roku zadanie wykonała. Dzisiaj pomnik,
                  jak pomnik, służy bardziej władzy niż tym, których winna
                  reprezentować.
                     Za koszarami ulica Krótka i w zasadzie jeden, pietrowy
                  dom chorążego Andrzeja Jakimka, postawiony dla zawodo−
                  wych pooficerów. Mieszkali tu sierżanci 12 pp. Znakomity
                  muzyk Józef Maćkowiak, żołnierz września i II Korpusu, Jan
                  Grabowski, powstaniec wielkopolski, chorąży Armii Krajowej,
                  Leon Klaja, żołnierz obu wojen światowych, po wojnie prezes
                  Związku Ogródków Działkowych.
                     W następnym za gmachem koszar domu mieszkał także
                  sierżant 12 pp Edward Bruzda. Domek obok zajmowali Han−
                  kusowie i Szczepanikowie. Potem był domek Graców, gdzie
                  mieszkali Krausowie i Majtczakowie. Ostatni parterowy do−
                  mek (56) należał kiedyś do wybitnego prawnika, sędziego Sądu
                  Najwyższego i Trybunału Narodowego, profesora Józefa Ze−
                  mbatego (1901–1989), ojca artysty Macieja Zembatego.
                     Małe osiedle wojskowe powstało w 1955 r. dla kadry18 pu−
                  łku piechoty. Przed nim pawilon handlowy „Eldomu” i zaraz

                                                                             137




Wadowice_10.pm6          137                               11-11-19, 00:55

Strona 138

za nim dawna Wytwórnia Wód Gazowanych „Zdrój” Francisz−
              ka Woźniaka, handlowca i restauratora, działająca w latach
              1956–1994. Nie było chyba nikogo w powojennym pokoleniu
              wadowiczan, kto nie pił krachli od Franusia albo nie bywał
              u niego na „Granicy”. Tu mieszkała po wojnie rodzina jego
              siostry Zofii Chrząszcz, więźniarki Auschwitz. Jej mąż, Lu−
              dwik Chrząszcz, ostatni właściciel dóbr ziemskich w Grabo−
              szycach i Rudzach, został zamordowany przez rozwydrzone
              chłopstwo w 1957 roku. Obecnie jest tu mini market.
                 Za domem Woźniaków stoi nowoczesny biurowiec firmy
              Madix a za nim dom nr 72 Stanisława Surmy−Nowakowskie−
              go (1902–1976) sierżanta 12 pp., żołnierza września i podzie−
              mia. Słynna była jego ucieczka w 1942 r. z aresztu w Wadowi−
              cach. Stąd pochodzi dr Andrzej Nowakowski – historyk regionu.
              Tu mieszkał ppłk Franciszek Sękara (1893–1973) legionista
              I Brygady, żołnierz obu wojen i jeniec oflagu.
                 Dalej, aż do skrzyżowania z ul. J. Putka, w dawnych ogród−
              kach i ogrodach, nowe obiekty handlowe. Między nimi mała
              willa z owalnym wejściem należąca do Władysławy i Tadeusza
              Hanusiaków, nauczycieli gimnazjalnych, współwłaścicieli
              MAFO, następnie zabudowania gospodarstwa Byrskich i ogrod−
              nictwo Studnickich (nr 82). Jan Studnicki, działacz młodzieżo−
              wy, był długoletnim dyrektorem szkoły przy ul. Sienkiewicza.
                 Na obecnym rondzie do 1985 r. był strzeżony przejazd
              kolejowy.
                 Skrzyżowanie z ulicą Putka zabudowano z lewej strony
              obiektami Zakładów Cukierniczych „Skawa” a z prawej blo−
              kiem z supermarketem. Dawne MAFO a obecne ZC „Skawa”
              przeniosły się tutaj z ulicy Kolejowej w 1970 roku za kadencji
              Tadeusza Mleczki, dyrektora lubianego i akceptowanego. Od
              ronda w prawo idzie ulica na Błonia, Gotowiznę i na Mikołaj.
                 Restauracja Dwór Mikołaj to klasycystyczny dworek z pocz.
              XIX w. z eliptycznym salonem o czterech nyżach na osi. Na
              obwodzie elipsy kolumny dźwigają belkowanie nad którym jest
              kolorowy plafon.
                 Miasto w XV wieku sprzedało ten teren Piotrowi Komorow−
              skiemu herbu Korczak, właścicielowi siedmiu zamków na
              Orawie i Liptowie, od 1474 roku „wójtowi wadowskiemu”, który
              wcielił go do starostwa barwałdzkiego.
                 Wójt był wtedy reprezentantem właściciela – czyli księcia
              zatorskiego a potem króla.
                 Komorowski postawił w tym miejscu pierwsze drewniane
              zabudowania. Po nim wójtostwo otrzymał Jan Komorowski, też
              starosta barwałdzki, kasztelan połaniecki i oświęcimski, pan

              138




Wadowice_10.pm6             138                              11-11-19, 00:55

Strona 139

na dobrach żywieckich a następnie Krzysztof Komorowski, który
                  kasztelanię oświęcimską i dobra suskie przekazał synowi Pio−
                  trowi a dobra żywieckie i barwałdzkie z wójtostwem przejął
                  Mikołaj Komorowski (1578–1633). Od niego pochodzi nazwa
                  majątku i dworu. Szlachcic był porywczy, warchoł i awanturnik
                  znany z rozrzutności i okrucieństwa. Całkowicie zniszczył kil−
                  kupokoleniowy dorobek Komorowskich, zastawił za długi do−
                  bra żywieckie z zamkiem i rozpuścił majątek na Orawie i Pod−
                  halu. Jego syn Krzysztof (1618–1647) był ostatnim w linii
                  męskiej właścicielem „Mikołaja” i starostwa barwałdzkiego,
                  które otrzymał po ojcu. Po stryju Piotrze dostał dobra suskie
                  i oświęcimską kasztelanię. Nosił tytuł, jak i jego protoplaści,
                  hrabiego na Orawie i Liptowie, starosty oświęcimskiego i bar−
                  wałdzkiego. Zmarł po upadku z konia w wieku 29 lat. Potem
                  wójtostwo posiadali Wierzbowscy, kolejno Szembekowie.
                     Z początkiem XVIII w. właścicielem została Waleria z Szem−
                  beków Branicka, znana z wielkiej życzliwości i pomocy dla
                  poddanych. Administrowała starostwem i wójtostwem ener−
                  gicznie, mądrze i sprawiedliwie. W 1751 roku wójtostwo nabył
                  Damian Starowieyski a starostwo barwałdzkie przejął syn
                  Branickiej Ksawery, znany targowiczanin. Odstąpił je póź−
                  niej Janowi Bibersteinowi−Starowieyskiemu, który kupił także
                  „Mikołaj”. Jan Starowieyski, wójt wadowicki, jeden z przy−
                  wódców konfederacji barskiej w księstwie zatorsko−oświęcim−
                  skim, potem poplecznik „targowicy”, miał majątek większy
                  niż dobra księstwa zatorskiego. Był bezkompromisowy w wy−
                  korzystywaniu poddanych, rugował ich z ziemi fałszując do−
                  kumenty, narzucał podatki i kontrybucje a miasto nieustan−
                  nie się z nim procesowało.
                     Po zaborze w 1772 roku Austria wystawiła dobra państwo−
                  we – czyli wójtostwo – na licytację. Kupił je oczywiście Staro−
                  wieyski i sprzedał Fischerom, którzy trzymali dobra przez wiek
                  XIX. Najpierw Mikołaj potem Maciej i Jan Franciszek Fischer,
                  fundator w 1878 roku kaplicy na Dzwonku. Krewnym Fische−
                  rów był generał Stanisław Fischer, adiutant T. Kościuszki,
                  patron koszar 12 pp a także Stanisław Fischer, filolog kla−
                  syczny i historyk, działacz niepodległościowy.
                     Do majątku należały młyny, tartak, gorzelnia a od 1827 r.
                  także fabryka papieru, którą kierował Austriak Christian Ke−
                  iss a po nim jego syn Alojzy Keiss. Do napędu urządzeń służył
                  głównie potok Dabrówka. Na Mikołaju w 1820 r. urodził się
                  Ignacy Krieger, jeden z pionierów fotografii. W 1845 roku cały
                  majątek z dworem i parkiem, od Skawy aż po Zawadkę, został
                  włączony w obręb miasta.

                                                                             139




Wadowice_10.pm6          139                               11-11-19, 00:55

Strona 140

Po Franciszku Fischerze dobra przejął jego zięć, dr praw
              Henryk Krobicki (1831–1912), c.k. adwokat krajowy, wice−
              burmistrz Wadowic, a po nim jego syn Kazimierz Krobicki
              (1893–1945) filolog i profesor gimnazjum. W czasie okupacji
              urzędowali tu Niemcy. Po 1945 r. majątki dworskie – powyżej
              50 hektarów – przejęło państwo lokując w nich spółdzielnie
              i państwowe gospodarstwa rolne. W ten sposób naiwni Pola−
              cy sukcesywnie zniszczyli ślady Polski gospodarnej. Ostatnie
              spichlerze, stajnie i magazyny Mikołaja, zdewastowała oko−
              liczna ludność zrzeszona w gminną spółdzielczość. Jedynie
              dwór, w którym od trzydziestu lat jest restauracja, przypomi−
              na dawne dzieje wadowickiego wójtostwa.
                 Na starych terenach dworskich, między ul. J. Putka a Polną,
              powstała w latach sześćdziesiątych baza magazynowa PZGS.
              Za Dworkiem Mikołaja na błoniach służących od XIX w. woj−
              sku do ćwiczeń było boisko piłkarskie, głównie dla młodzieży
              z Gotowizny. I może dlatego najlepsi zawodnicy wadowickich
              klubów wywodzili się stąd lub z Zaskawia? Tu swoje mecze
              rozgrywał jeden z najlepszych klubów piłkarskich w historii
              miasta. Założony w 1918 r. jako „Czarni” potem „Polonia” działał
              do 1928 r. Prezesem klubu był J. Prezentkiewicz i krawiec
              T. Kęcki a drużynę tworzyli głównie zawodnicy odbywający służbę
              wojskową w 12 pp. Byli nimi m.in.: K. Piwowarczyk, F. Mis,
              J. Grudniewicz, J. Gawlik, K. Stopa, J. Banaś, J. Hatka,
              S. Cholerek, E. Kęcki, Z. Kęcki, J. Sadlik, F. Jurczak, F. Mady−
              da, bracia Westwalewiczowie i inni. Siedzibą klubu była jadło−
              dajnia Banasiów na ul.Kościelnej. W latach sześćdziesiątych
              kontynuatorem tradycji „Polonii” był wojskowy klub sportowy
              „Podhalanin”. W 1977 roku oddano do użytku wykonany czy−
              nem społecznym, nowy stadion KS „Skawa” – klubu z ponad
              100−letnią tradycją, który nijak do tradycji nawiązać nie może.
              Niestety, nie ta klasa ludzi. Stadion nosi imię Czesława Pan−
              czakiewicza (1901–1958) nauczyciela sportu, działacza tury−
              stycznego, instruktora harcerskiego, współtwórcy schroniska
              na Leskowcu, prezesa PTT (PTTK) i TUMWiO.
                 Na Błoniach wzdłuż Skawy, były dwa kąpieliska zbudowa−
              ne przez Niemców – jedno dla nich, drugie dla Polaków; zasi−
              lane były przepływowo Skawą, wyposażone w drewniane po−
              mosty a nawet szatnie. Korzystaliśmy z tych kąpielisk jeszcze
              w latach pięćdziesiątych. Niestety, miejscowi pomosty i szat−
              nie rozkradli a powodzie dokończyły zniszczenia.
                 Wróćmy do ulicy Lwowskiej. Z dawnej zabudowy stoi jeszcze
              przed mostem parterowy dom Huppertów (nr 90) w którym
              w XIX w. był zajazd Dihma. Przed wojną funkcjonowała tu

              140




Wadowice_10.pm6             140                               11-11-19, 00:55

Strona 141

stolarnia Stanisława Piecka, chorążego 12 pp, zawodnika i spor−
                  towca oraz siedziba Związku Strzeleckiego, którego Piecek był
                  aktywnym działaczem. Dobudował z tyłu drewnianą werandę
                  i małą strzelnicę. Odbywały się w niej spotkania i festyny tej
                  paramilitarnej organizacji. Działała przy niej sekcja bokser−
                  ska Stefana Harmaty z Romualdem Czapikiem, Bronisławem
                  Cieślakiem, Janem Dudzikiem i innymi. W czasie wojny była
                  tu wartowania i szlabany graniczne. Syn Piecka, Franciszek
                  był po wojnie znanym zawodnikiem i długoletnim prezesem
                  klubu Skawa. Naprzeciwko było gospodarstwo Sękowskich, po
                  wojnie Gregorarzów a w głębi jest zakład kamieniarski An−
                  drzeja Brańki, fundatora i realizatora wielu tablic pamiątko−
                  wych TMZW, życzliwego człowieka i dobrego rzemieślnika. Jego
                  ojciec, Roman Brańka, artysta rzeźbiarz z kręgu Zegadłowicza,
                  był w grupie „Czartak II”.
                     Na Skawie most z lat siedemdziesiątych. Poprzednie znisz−
                  czyły powodzie i dwukrotnie ostatnia wojna. Skawa była czę−
                  sto rzeką graniczną. I tak w wiekach średnich między Koroną
                  a Śląskiem, w czasie okupacji między Rzeszą a Generalną
                  Gubernią.
                     Za mostem zaczyna się ulica Konstytucji 3 Maja czyli Za−
                  skawie, zwane Miejskim lub Wenecją, obszar przynależny do
                  miasta już w XVI w. Teren po prawej stronie od połowy XIX w.
                  zajmował duży zajazd z wozownią, kuźnią, własną lodownią,
                  kręgielnią i kortami tenisowymi w ogrodzie. Była to własność
                  miasta a dzierżawił zajazd od 1920 r. Fryderyk Gelber. Pozo−
                  stałość zajazdu to przyziemie i parter tego dużego obecnie
                  budynku. Cały ten kompleks stanowił zaplecze dla niedziel−
                  nego, letniego wypoczynku nad Skawą. W zimie na kortach
                  urządzano lodowisko. Po wojnie był tu duży sklep, potem baza
                  komunalna, hotel turystyczny i wreszcie miasto po 1995 roku
                  obiekt sprzedało. Wcześniej na terenie dawnego ogrodu po−
                  wstała baza wadowickiego PKS−u, który zatrudniał kilkuset
                  ludzi. Dzisiaj po tamtych firmach nie ma śladu a dawne tere−
                  ny transportu i melioracji zajęły teraz hotele i restauracje.
                  Obok, w 1971 roku postawiono stylowy budynek restauracji
                  „Wenecja”. Po wojnie na Miejskim odbywały się festyny przed
                  maleńką remizą, na które jako dzieciak jeździłem z rodzica−
                  mi. Z Zaskawia pochodzą rodziny Brańków, Świerkoszów,
                  Kowalskich, Miarków, Nowotarskich, Śliżewskich, Korzeniow−
                  skich, Byrskich. Tu była fabryka narzędzi stolarskich Broni−
                  sława Nowotarskiego, tu mieszkał kierownik Urzędu Stanu
                  Cywilnego, chorąży Józef Golonka, uczestnik walk o Tobruk
                  i Monte Cassino. W stronę Kopca, po lewej stronie, mieszka

                                                                             141




Wadowice_10.pm6          141                               11-11-19, 00:55

Strona 142

i prowadzi prywatne Muzeum Przyjaźni Polsko−Amerykańskiej
              Zygmunt Kraus, kolekcjoner, historyk i dokumentalista. W la−
              tach sześćdziesiątych zlokalizowano na Zaskawiu wiele przed−
              siębiorstw, które nadały dzielnicy charakter przemysłowy.
              Ulica od 1981 roku nosi nazwę Konstytucji 3 Maja.
                 Zaskawie zamyka od wschodu zespół budynków oo. Pallo−
              tynów w Kleczy, powstały w 1911 r. jako drugi klasztor ma−
              cierzysty na ziemiach polskich.




              142




Wadowice_10.pm6            142                             11-11-19, 00:55

Strona 143

W stronę stacji kolejowej
                  Ulica Legionów
                     Pierwotnie ulica Młyńska, wytyczona z początkiem XIX
                  wieku. Nazwę zawdzięczała istniejącym na jej końcu,
                  w okolicach Skawy, kilku młynom wodnym. Posiadała w po−
                  łowie XIX w. utwardzoną nawierzchnię z uwagi na transport
                  do tych młynów i tartaku. Po 1900 roku nazwano ją Kolejo−
                  wa a około 1930 roku nadano jej imię Legionów. W czasie
                  wojny nazwana Strasse der SA, po wojnie nosiła imię Felik−
                  sa Dzierżyńskiego; w 1989 r. przywrócono jej jedną z histo−
                  rycznych już nazw. Do końca lat osiemdziesiątych ulica da−
                  wała zatrudnienie tysiącom mieszkańców, bo przy niej był
                  skupiony prawie cały ówczesny przemysł terenowy. W okre−
                  sie letnim, lat temu kilkadziesiąt, pełna była wozów kon−
                  nych, tabunów bydła (całe zaopatrzenie i zbyt szły koleją!)
                  ale także cygańskich taborów. Wszak prowadziła nad Ska−
                  wę, ulubione miejsce ich pobytu.
                     Jeszcze do 1960 roku wjazd z ul. Lwowskiej był do połowy
                  zabudowany. Całą prawą stronę ulicy, aż do linii kolejowej,
                  zajmowały do 1918 roku stajnie, tabory, magazyny i warszta−
                  ty wojskowe.
                     Na początku ulicy, z lewej strony, nowy gmach Wadowickiej
                  Biblioteki Publicznej. Biblioteka mieściła się kiedyś w domu
                  kultury a kierował nią od 1946 r. Jan Andryszczak (1913–
                  1970) potem m.in. Amalia Kuzia (1895–1989), córka prezesa

                                                                           143




Wadowice_10.pm6          143                             11-11-19, 00:55

Strona 144

TUMWiO, znany poeta Adam Ryszard Fajfer i do 1990 r. Jan
              Sobota. Nosiła do niedawna imię dr. Józefa Putka...
                 Za biblioteką stoi dom nr 5 – Mikołaja Glanowskiego (1894–
              1948), mistrza stolarskiego, radnego, cechmistrza, działacza
              rzemieślniczego. Jego córka Zofia to długoletnia nauczycielka
              wadowickich szkół a zięć, Eugeniusz Las (1922–1979) był or−
              ganizatorem i prezesem Spółdzielni Kominiarzy, działaczem
              ludowym i sportowym. Druga córka wyszła za porucznika
              Władysława Sirko. Po drugiej stronie ulicy, był dawny teren
              ćwiczeń austriackiego pułku kawalerii z ulicy Lwowskiej. Zaj−
              mował go klasztor, elektrownia i zakład Góreckiego. W drew−
              nianym budynku, nazywanym barakiem, działała tu w la−
              tach 1904–1942, męska szkoła powszechna im. S. Jachowicza.
              Potem w baraku przez rok był warsztat pracy dla Żydów. Po
              wojnie, do 1948 roku, była tu Wadowicka Wytwórnia Win Brań−
              ki a następnie teren przejął tabor konny i PZGS.
                 W latach 1905–1914 powstała pod nr 16, na terenie daw−
              nych stajni wojskowych, prywatna elektrownia produkująca prąd
              głównie do oświetlenia ulic. W 1907 r. miała już ponad 100
              odbiorców. Prąd produkowały dynamomaszyny napędzane dwo−
              ma lokomobilami na węgiel. Większość produkowanej energii
              zasilała po 1934 roku pompy zbiornika wodociągów w parku.
              W 1940 roku Niemcy doprowadzili do miasta prąd z Sierszy,
              a placówka tej elektrowni była tu do lat sześćdziesiątych. Póź−
              niej budynki zajmowało przedsiębiorstwo kolportażowe „Ruch”.
              Kolejne powojskowe obiekty, to po wojnie baza Powiatowego
              Związku Gminnych Spółdzielni – z taborem konnym, potem sa−
              mochodowym – później zaś Spółdzielnia Transportu Wiejskiego.
                 Tu powstał i miał siedzibę Teatr Lalkowy PZGS, „Alladyn”,
              prowadzony przez Kazimierza Porawskiego, Czesława Lemparta
              i Jana Cacha w latach 1951–1959. Teatrzyk miał swój auto−
              bus, którym dojeżdżał do dzieciarni w każdej wiosce powiatu.
                 Budynki nr 20 należały do Wadowickiego Przedsiębiorstwa
              Budowlanego. WPB zbudowało w latach 1960–1990 tysiące
              mieszkań, wiele osiedli Wadowic, Suchej, Kalwarii, Andry−
              chowa oraz wiele fabryk a także szpital w Suchej i Wadowi−
              cach. Firma miała bazę sprzętu na końcu ulicy (później Trans−
              bud), na Zaskawiu i w Andrychowie. Prowadziła swoją szkołę
              zawodową z internatem (popularna budowlanka na ul.Sło−
              wackiego). Firmę stworzył i prowadził długie lata, inżynier
              Eugeniusz Hrdina (1917–1988), Czech z pochodzenia, wybit−
              ny specjalista i dobrze wspominany menadżer. Ostatnim dy−
              rektorem był Józef Mlost z Wysokiej. Z firmą związani byli
              przez długie lata znakomici fachowcy:

              144




Wadowice_10.pm6             144                               11-11-19, 00:55

Strona 145

Jan Dihm, Rafał Tatka, Stanisław i Aleksander Krupnikowie,
                  Stanisław Petek, Stanisław Pena, Józef i Władysław Lurkowie,
                  Jan Dziedzic, Krzysztof Antos, Ryszard Czechowicz i inni.
                      Na piętrze w świetlicy był jeden z pierwszych dostępnych
                  telewizorów. Chodziło się około 1959 roku oglądać za 50 gro−
                  szy to cudo z jednym programem w wersji czarno−białej na
                  14−calowym ekranie.
                      Narożny, piętrowy budynek nr 13 należał do nauczycielskiej
                  rodziny Usiekniewiczów. Mieszkała tu rodzina Gertnerów, Oszu−
                  stowiczów i liczna familia Gustkiewiczów. Jej protoplasta, Jó−
                  zef Gustkiewicz był w II połowie XVIII w. cenionym przez miesz−
                  czan burmistrzem a z rodziny Gertnerów pochodzi znana
                  kompozytorka Katarzyna Gertner. Kazimierz Usiekniewicz
                  (1858–1921), był nauczycielem i od 1890 roku naczelnikiem
                  TG Sokół. Córka Zofia była nauczycielką muzyki, prowadziła
                  świetny chór gimnazjalny i nauczycielski. W 1973 r. spadko−
                  biercy Kazimierza, ofiarowali budynek na siedzibę szkoły mu−
                  zycznej, którą założył w 1970 r. Mieczysław Fryc. W lewo od−
                  chodzi uliczka S.Żeromskiego, gdzie mieszkali m.in. Gawędowie,
                  Laskowie, Malczykowie, Piątkowie, Handzlikowie, Wiercima−
                  kowie a do 1939 roku Izydor Synowiec, ck urzędnik kolejowy.
                      Pod nr 15 żył Samuel Ebel, przed wojną właściciel zakładu
                  wyrobów papierowych w domu Hupperta (nr 17,19). Po woj−
                  nie mieszkał tu długoletni dyrektor gimnazjum, Kazimierz
                  Foryś (1906–1982), literat z kręgu E. Zegadłowicza, nauczy−
                  ciel K. Wojtyły.
                      Pod nr 17 zamieszkiwał Leopold Russek (1907–1990), ruszni−
                  karz i strzelec wyborowy, reprezentant Polski w strzelectwie,
                  a także Stanisław Góra (1896–1974), żołnierz I Brygady Legio−
                  nów, sierżant 12 pp, referent Starostwa Powiatowego. W tym
                  podwójnym budynku były po wojnie biura i magazyny PZGS.
                  Mieszkali tu m.in. Rułowie, Chraplowie, Porębscy, krawiec
                  Łagosz a za czasów galicyjskich była fabryka wódek i wyrobów
                  papierowych Israela Hupperta (1853–1917) propinatora, jedne−
                  go z najbogatszych mieszczan, prezesa gminy żydowskiej i rad−
                  nego. Do lat siedemdziesiątych z tyłu budynków, od osiedla, stał
                  jeszcze pokaźnej wysokości komin do maszyn parowych.
                      W lewo, do osiedla XX lecia, idzie uliczka Niecała, stoją
                  przy niej tylko dwa domki. W piętrowym Wojciecha Brańki
                  wychował się Edward Walusiak (1937–2005) nauczyciel
                  i trener siatkarzy Beskidu Andrychów i Unii Tarnów. Z tego
                  domu pochodził Wiesław Bieniasz, poeta i jego brat Zbigniew,
                  pedagog, publicysta i muzyk – synowie Mariana Bieniasza,
                  kolegi szkolnego Karola Wojtyły.

                                                                              145




Wadowice_10.pm6          145                               11-11-19, 00:55

Strona 146

W latach dwudziestych powstała fabryka siatki i drutu
              Władysława Góreckiego tzw. „druciarnia”, po wojnie zakład
              zbrojeniowy „Bumar Łabędy ” aktualnie w likwidacji. W daw−
              nym biurowcu fabryki ma teraz siedzibę Urząd Skarbowy. Na
              tym terenie mieszkał Bruno Kwiatkowski (1896–1955) oficer
              I Brygady Legionów, major artylerii WP. W okolicy mieszkały
              rodziny Bizoniów, Baczyńskich, Gaborów, Peszlów, Piwowar−
              czyków, Żytomskich, Łagoszów, Bielów. Stąd pochodził wresz−
              cie ksiądz Adam Biela, proboszcz w Gronkowie i Franciszek
              Bizoń, dyrektor Seminarium Nauczycielskiego we Lwowie.
                 W miejscu ulicy Fabrycznej, istniejącej od lat siedemdzie−
              siątych, była ścieżka wzdłuż Faburni, pośród płotów i małych
              domków, wychodząca na Lwowską. W kamienicy nr 27 (na−
              przeciwko Urzędu Skarbowego) istniała ok. 1906 r. wytwór−
              nia likierów Dawida Scharfera, prowadzącego też elegancką
              restaurację dworcową, a potem skład kęckiej Fabryki Wyro−
              bów Wełnianych. W czasach monarchii mieszkał tu wach−
              mistrz ck żandarmerii i obrony krajowej, Józef Barszczewski
                 Budowa linii kolejowej z końcem XIX wieku wpłynęła na
              szybkie uprzemysłowienie ulicy. W 1905 r, przybył do miasta
              Feliks Romaszkan (1857–1932) inżynier, przemysłowiec, wy−
              bitna osobowość, dobroczyńca ubogich i młodzieży. Razem ze
              swoimi kuzynami, Jakubem i Janem zbudowali fabrykę tek−
              tury, popularną papiernię, która w 1907 r. zatrudniała 90 osób.
              Po śmierci ociemniałego założyciela fabryki, zakład przez parę
              lat prowadził Zygmunt Romaszkan (1885–1947) wcześniej
              dyrektor papierni w Jeziornie i we Włocławku. Czynnie wspo−
              magał społeczne przedsięwzięcia, w 1931 roku finansował
              pierwszą pracownią rentgenologiczną w powiecie, którą zało−
              żyła i kierowała do końca lat sześćdziesiątych jego żona, Bro−
              nisława Romaszkan (1884–1970), dr medycyny i radiolog.
                 Po nim zakład prowadził krewny Romaszkanów, doktor praw
              i adwokat z Samboru, Zygmunt Rauch. Jego syn Zbigniew był
              długoletnim lekarzem wadowickiej przychodni (52 lata pracy)
              a wnuk, dr Jan Rauch jest stomatologiem.
                 Papiernia produkowała początkowo papier pakowy i toreb−
              ki. Produkcję kartonu rozpoczęto w 1920 roku; zakład zatrud−
              niał wtedy 120 pracowników. Po wojnie fabrykę przejęło pań−
              stwo, a jej kondycja finansowa jest taka jak i obecnego
              właściciela. W latach powojennych, długoletnim dyrektorem,
              wspominanym z sympatią, był Stanisław Rodziński.
                 Na końcu ulicy, za papiernią, była betoniarnia Goldsber−
              ga, działająca do niedawna jako spółdzielnia „Zelbet”. Dzi−
              siaj tereny te zajmują obiekty Maspexu. W połowie XIX wie−

              146




Wadowice_10.pm6             146                               11-11-19, 00:55

Strona 147

ku, na Ispach – bo tak teren nazywano – były młyny, zasila−
                  ne wodą Dabrówki od Mikołaja. Obok miał swoją bazę miejski
                  hycel czyli rakarz. Po wojnie teren zajęła baza transportowa.
                  W latach 1960–1996, za wałem przeciwpowodziowym, było
                  miejskie wysypisko śmieci.
                     Za stacją, prostopadle do ul. Legionów, w prawo odchodzi
                  ulica Chopina. Po wojnie powstała przy ulicy stolarnia, ślu−
                  sarnia, Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego i Spółdziel−
                  nia Ogrodnicza prowadzona przez Ferdynanda Kasperkiewi−
                  cza. Ten drobny przemysł terenowy, dający zatrudnienie
                  i utrzymanie tysiącom ludzi, skupiał się wokół stacji kolejo−
                  wej i na Zaskawiu. Po 1990 roku, w czasach wolnego rynku
                  przemysł terenowy, beznadziejnie zarządzany, zaczął upadać
                  – chociaż nie powinien. Były to małe, więc łatwe do prze−
                  kształcenia własnościowego zakłady. Część z nich szybko
                  sprywatyzowano, reszta powoli dogorywała.
                     Lokalny samorząd jakoś nie widział potrzeby ratowania ryn−
                  ku pracy dla swoich podatników i może dlatego jest dzisiaj
                  największym pracodawcą w mieście? A wystarczyło urucho−
                  mić dobre, sensowne doradztwo mało gramotnym dyrektorom,
                  prezesom i związkowcom.

                     W lewo, wzdłuż stacyjnych bocznic, odchodzi obecna ulica
                  Młyńska (Muhlstrasse). Przy tej prawostronnie zabudowanej
                  uliczce miał swoją pracownie i wytwórnię kafli Józef Jura
                  (1889–1978), artysta rzeźbiarz, uczeń K. Laszczki, członek
                  Czartaka II.
                     Tu mieszkał major 12 pp, Michał Siwiec, komendant po−
                  wiatowy PW oraz Antoni Pochopień, żołnierz wojny 1920 r.,
                  kampanii wrześniowej i włoskiej a także Józef Targosz (1899–
                  1990), legionista I Brygady. Stąd pochodzi rodzina Aleksan−
                  dra Stanka. Była tu rozlewnia piwa i wody sodowej Władysła−
                  wa Brańki, piłkarza „Skawy”, działacza i komendanta OSP.
                  Naprzeciwko, przy bocznicy kolejowej, był skład drzewa
                     Jakuba Badera, składy opału, spedycja Zweiga i rampy
                  wyładowcze. Po wojnie powstało przy ulicy kilka zakadów m.in.
                  Ceramiki Rezystorowej (obecnie ZPC Skawa), Centrala Na−
                  sienna a także miejska ciepłownia, oczyszczalnia ścieków
                  i zakład wodociągowy.
                     Budynek stacyjny przy ulicy Kolejowej (Banhofstrasse)
                  powstał w 1899 r. Odrestaurowany pieczołowicie kilka lat
                  temu, jest przykładem typowej, galicyjskiej architektury użyt−
                  kowej. Trzeba przypomnieć, że w ck monarchii kolej żelazna
                  należała do tych instytucji, które budowały prestiż cesarstwa.

                                                                            147




Wadowice_10.pm6          147                              11-11-19, 00:55

Strona 148

Ze stacji do miasta wędrowało się samotną, ocienioną aleją
              wśród pól, mijając dwie stodoły. Dzisiaj alei towarzyszy osie−
              dle XX−lecia powstałe w latach sześćdziesiątych.
                 Dworcowa restauracja, prowadzona przez Franciszka Wa−
              ligórę (1892–1962), cieszyła się także po wojnie wysokim uzna−
              niem wadowiczan i podróżnych (piwiarnia w podziemiu, chłód
              i bufet czynny całą dobę !!) W małym nieistniejącym już dom−
              ku z czerwonej cegły mieszkała kolejarska familia Mutków
              i rodzina naczelnika stacji, Siłkowskiego. Senior Mutka wal−
              czył w wojnie polsko−bolszewickiej, jego syn Zbyszek Mutka
              (1934–1991) był nauczycielem rosyjskiego i zajęć technicz−
              nych w moich latach szkolnych.
                 Naprzeciwko stacji stoją zabudowania dawnych zakładów
              cukierniczych Jaremkiewicza i Mirochy. Początki obecnych
              ZPC „Skawa” sięgają roku 1909, kiedy w wynajętym domu nr
              22 na dzisiejszej ul. Legionów rozpoczął produkcję opłatków
              zakład Jana Niewidowskiego, parafialnego organisty, radne−
              go i prezesa Czytelni Mieszczańskiej. Po dwóch latach zaku−
              pił on teren naprzeciwko stacji PKP i tu od 1912 roku ruszyła
              produkcja. W 1921 r. Niewidowski założył z Józefem Jarem−
              kiewiczem i Wojciechem Mirochą MAFO – Małopolską Fabry−
              kę Opłatków. W 1925 r. Mirocha zbudował obok osobny za−
              kład. Córka Józefa Jaremkiewicza, Władysława, nauczycielka,
              była żoną Tadeusza Hanusiaka profesora gimnazjum. Druga
              córka Maria wyszła za mąż za Kazimierza Łazarskiego (1899–
              1973), legionistę i prawnika, który był starostą w Łasku i Sie−
              radzu. Obie córki były do 1951 r. właścicielami jednego za−
              kładu, zaś drugiego rodzina Mirochów. Po nacjonalizacji oba
              połączono i tak powstały Zakłady Przemysłu Cukierniczego
              „Skawa”. Po 1990 roku spadkobiercy byłych właścicieli odzy−
              skali obecne obiekty.
                 Obok budynków MAFO stoi mały dom rodziny Kroków. Ta−
              deusz Krok (1896–1982), porucznik, urzędnik wojskowy, był
              po wojnie organizatorem i działaczem PTTK.
                 Naprzeciwko stacji PKP powstał w latach dziewięćdziesią−
              tych dworzec autobusowy, przeniesiony tu z placu Kościuszki.
                 Dzisiaj przemysłowy charakter okolic stacji kolejowej, zdo−
              minował holding Maspexu. Nowa ulica Piłsudskiego z przeci−
              nającą ją ulicą Legionów jest obecnie jedną z głównych arte−
              rii komunikacyjnych i podatkowych miasta. Wszak tu ma
              siedzibę skarbowy urząd.
                 Nie słychać już co prawda porannych syren fabrycznych,
              ale kolejne pokolenie nowych wadowiczan, już nie tak liczne,
              znajdują tu pracę.

              148




Wadowice_10.pm6             148                               11-11-19, 00:55

Strona 149

Aleja Matki Bożej Fatimskiej
                     Do 1995 roku była to ulica Emila Zegadłowicza. Została
                  wytyczona z końcem XVII wieku na trasie drogi do Jaroszowic.
                  Do czasów austriackich nie istniało połączenie z ulicą Lwowską,
                  do miasta szło się Spadzistą. Ulica zaczynała się małym pla−
                  cem Rybnym u podnóża ulicy Spadzistej i biegła obecnym trak−
                  tem. Z początkiem XIX w. wyburzono domy i połączono ją z ulicą
                  Lwowską. Tak powstał bity gościniec, trakt handlowy i jar−
                  marczny. Wędrowali nim górale od Nowego Targu i Jordanowa
                  na rozprawy do wadowickiego sądu albo do służby wojskowej,
                  jeździły furmanki na targi, bryczki i kolaski po gości na stację,
                  szli ludzie z okolicy do urzędów.
                     Po uruchomieniu cmentarza w 1822 roku nazywano ją
                  Cmentarną, choć oficjalnie nosiła nazwę Nowotarskiej – zwarta
                  zabudowa kończyła się przy ulicy Cichej. Później były poje−
                  dyncze, parterowe domki z ogródkami i pola. W końcu XIX w.
                  zmieniono nazwę na Tatrzańską. W 1933 roku, z okazji jubi−
                  leuszu poety, nadano jej imię Emila Zegadłowicza, ale tylko
                  do 1936 roku, ponieważ po wydaniu „Zmór”, obrażone władze
                  wróciły do nazwy Tatrzańska (Tatra Strasse).
                     W 1946 r. przywrócono ulicy imię Zegadłowicza. W 1995
                  roku odcinek do nowego kościoła nazwano Aleją Matki Bożej
                  Fatimskiej – potem, do granic miasta, patronuje ulicy Emil
                  Zegadłowicz, który poświęcił jej wiele miejsca w swojej twór−
                  czości. Tu, w domu nr 54, mieszkała jego matka z rodzicami.
                     Charakter ulicy określał cmentarz. „...odmianą wyczeki−
                  waną i z upragnieniem wyglądaną były liczne (...) pogrzeby.
                  Wypatrywano klepsydr jak depesz ze świata. (...) Dla tych po−
                  grzebów warto było żyć i nie umierać przy ulicy Tatrzańskiej.”
                  (ZMORY).

                                                                               149




Wadowice_10.pm6          149                                11-11-19, 00:55

Strona 150

Familia Kaiszarów pochodziła z Czech. Matka Zegadłowi−
              cza, Elżbieta Kaiszar była córką artysty, nauczyciela muzyki
              i organisty.
                 Tatrzańska zabudowana małymi, parterowymi domkami,
              zamieszkiwana była przez rzemieślników – głównie powroźni−
              ków, szewców, kamieniarzy i garncarzy.
                 Domy (nr 2 i 4) na początku ulicy były pod koniec XIX w.
              własnością rodziny Tiebergerów. Baruch Tieberger vel Tie−
              berg, powstaniec styczniowy, był pierwszym osadnikiem
              żydowskim w mieście. Jego syn Adolf miał tu piekarnię, którą
              od 1920 r. prowadziła jego żona Regina, prezes żydowskiego
              Stowarzyszenia Pań. Dom Tiebergów był miejscem spotkań
              postępowych Żydów. Po wojnie mieszkała tu rodzina Sadków,
              później Boroniów, zaś sama piekarnia działała do lat dzie−
              więćdziesiątych.
                 Pod nr 4 – u Jakuba i Racheli Langerów był kiedyś prywat−
              ny dom modlitwy i szkoła talmudu dla dziewcząt. Od lat dwu−
              dziestych był tu wyszynk prowadzony przez Elżbietę Liszniew
              a po 1945 roku przez Sikorę i Kasperka („U Kasperka”). Po
              upaństwowieniu i przejęciu jej przez spółdzielnię inwalidów,
              znana jako „U Kalików”. Z początkiem lat sześćdziesiątych
              upadajaca mordownię przejął PSS, rozbudował i przekształcił
              w elegancką restaurację „Tatrzańska”, która funkcjonowała
              do 1989 roku.
                 Naprzeciwko (nr 3) biurowiec PSS z 1962 roku. Powszech−
              na Spółdzielnia Spożywców powstała w Wadowicach w 1950 r.,
              jako odpowiedź kupców i rzemieślników na obowiązkową na−
              cjonalizację handlu. Tworzyli ją m.in. Zbigniew Karpiński,
              Józef Janus, Władysław Sadowski, Barbara Jabłońska, Sta−
              nisław Hardek, Kazimierz Pamuła.
                 Dom nr 5 jest siedzibą partii ludowych, w przeszłości sil−
              nego ruchu politycznego na Ziemi Wadowickiej. Budowali go
              tacy działacze, jak ksiądz Stanisław Stojałowski, Jan Stapiń−
              ski, poseł Antoni Styła z Choczni, Franciszek Świadek z Zygo−
              dowic a przede wszystkim dr Józef Putek – bo Chocznia była
              w latach 1920–1939 wiodącym ośrodkiem ruchu ludowego
              w Małopolsce.
                 Obok dom nr 7. Przed wojna był w nim sklep Maksa Bro−
              nera a z początku okupacji jedyny dla ludności żydowskiej.
              Od 1946 r. własność Kłaputów, tu nieprzerwanie funkcjono−
              wał ich sklep, który nie poddał się po wojnie upaństwowie−
              niu. Naprzeciwko ul. Spadzista, na niej do lat siedemdziesią−
              tych była stolarnia i karawan Zembatego, reklamująca usługi
              małą trumienką na elewacji. Powyżej był przed wojną zakład

              150




Wadowice_10.pm6             150                             11-11-19, 00:55

Strona 151

masarza Glucksmanna, potem Ogiegło a w narożnym domu
                  zakład dekarski Stanisława, potem Jerzego Mąki (1947–1998)
                  – nauczyciela.
                     W lewo odchodzi do Lwowskiej ul. Cicha ( Stillegasse).
                     Na niej, po prawej, przed pubem „U Bogdana” mającym
                  ambicję być czymś więcej niż pijalnią piwa, stał do 1960 roku
                  domek szewca Wojciecha Kublina. Za nim był zakład Karola
                  Babińskiego, ślusarza, mechanika i rusznikarza, po wojnie
                  prowadzony przez jego syna Bolesława. Istniał od 1895 roku;
                  do 1964 roku były w nim warsztaty szkoły zawodowej. Ten
                  interesujący obiekt historii wadowickiego rzemiosła został
                  niestety zlikwidowany. Szkoda, że nie powstało tam małe
                  muzeum rzemiosła, które z Jurkiem Babińskim planowali−
                  śmy zrobić. Teraz jest tu popularny, niedrogi „Bar pod klu−
                  czem”.
                     Na końcu ulicy Cichej stoi Skład Tytoniu; wtedy – za Au−
                  strii – z posterunkiem celnym i opieką akcyzową sąsiadują−
                  cej Izby Skarbowej. Naczelnikiem c.k. Magazynu Sprzedaży
                  Tytoniu od 1904 r. był mieszkający obok Szymon Zając. Jego
                  trzej synowie, absolwenci gimnazjum, zostali wojskowymi.
                  Najstarszy Józef (1891–1963), dr filozofii, legionista, pilot i ge−
                  nerał dywizji na stanowiskach dowódczych przed wojną, był
                  m.in. dowódcą Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie zaś po
                  wojnie wykładowcą uniwersytetu w Edynburgu. Rok młodszy
                  Bolesław był majorem WP, zginął w Katyniu. Trzeci, Stefan
                  Zając był podpułkownikiem WP, w 1939 r. dowodził 32 pp
                  w Warszawie.
                     Ulice Spadzista i Cicha, obok Polnej, Gotowizny i Niwy,
                  należą do najstarszych przecznic ulicy Tatrzańskiej.
                     Kamieniczka nr 6 należała do Tomasza Hatłasa (1864–1943)
                  – karawaniarza, jednego z oryginalnych bohaterów „Zmór”
                  E. Zegadłowicza, ojca dwóch pięknych córek, których urodę
                  jeszcze w 2000 r. wspominano. Teraz jest tutaj trafika i fry−
                  zjerstwo – do niedawna Jana Korusa z Podstawia, obecnie
                  Wiesława Kreczmera.
                     W narożnym domu (nr 11) kupca Blumela od 1906 r. mieści−
                  ła się masarnia Jana Jellonka, działacza straży pożarnej po−
                  tem „jatka mięsna” Zalmana i – do lat powojennych – sklep
                  spożywczy Cieciaka. Naprzeciwko narożna, piętrowa kamieni−
                  ca z 1918 roku, własność Józefa Zemlika. Po wojnie był tu
                  zakład introligatorski Mariana Głogowskiego (1932–1990). Te−
                  raz jest piwiarnia. Obok był sklep rodziny Polaszków. Na pię−
                  trze mieszkała rodzina Zychowiczów, prowadząca od lat stan−
                  cje uczniowską. Z tej rodziny pochodził długoletni proboszcz

                                                                                 151




Wadowice_10.pm6           151                                11-11-19, 00:55

Strona 152

w Wieprzu i dziekan zatorski, ksiądz Paweł Zychowicz (1690–
              1765). Pod koniec XIX wieku mieszkał tu jakiś czas Aleksan−
              der Średniawski, działacz ludowy i poseł chłopski, legionista.
              Przed wojną żył tutaj kapitan Stanisław Banaś z 12 pp. Syn
              kapitana, kolega szkolny Karola Wojtyły, podchorąży pancer−
              niak, walczył w kampanii wrześniowej, później we Francji.
                 Duża kamienica nr 8 należała do Wachsmannów. Izaak
              Wachsmann był pierwszym żydowskim adwokatem a jego syn
              Jerzy pracował w Ministerstwie Łączności, potem w europej−
              skiej telekomunikacji w Genewie. Tu mieszkała też rodzina
              ślusarza Babińskiego.
                 Za ową okazałą kamienicą, w głębi, na wzniesieniu stał
              drewniany dom szewca Tomasza Stanka, później jego syna
              Jana (1828–1922). Trochę dalej piętrowy dom ostatniej mo−
              dystki, eleganckiej pani Ireny Brańki, obecnie własność za−
              konu żeńskiego.
                 Po drugiej stronie ulicy mieszkali bracia Gancarzowie: Stefan
              porucznik saperów i ppłk, Stanisław (1887–1939) oficer 4 pp.
              Legionów. W 1939 roku był w Armii Karpaty. Naoczni świad−
              kowie opowiadali, że we wrześniu pozostał we Lwowie i z bal−
              konu reprezentacyjnego hotelu Grand, w galowym mundurze
              i przy szabli, przyjmował defiladę wkraczających oddziałów
              Armii Czerwonej. Taką miał Gancarz fantazję.
                 W tym domu żył też porucznik Stanisław Miga z 12 pp, mąż
              siostry Gancarzów, Aleksandry. Druga – obie nauczycielki –
              była żoną Jana Sławińskiego z Kołomyi, leśnika, żołnierza
              września i ruchu oporu.
                 Dalej z jednej i drugiej strony ulicy stały małe, parterowe
              domki. Pod nr 14 był piekarz Szebor, obok Sikorowie, rodzina
              Pyków i Adamczyków. W domu nr 24 mieszkał Witold Linsen−
              barth (1901–1985) ułan, szwoleżer, pułkownik kawalerii WP.
              Obok mieszkała rodzina krawca Wójcika. Jego syn Jacek, na−
              uczyciel, był organizatorem i instruktorem tenisa stołowego.
              Pod nr 25 zamieszkali Fijałkowie. Tadeusz Fijałek, był kapi−
              tanem 12 pp, walczył pod Tobrukiem i Monte Cassino. Prze−
              śladowany po powrocie do kraju zmarł w 1958 roku. Jego
              syn, profesor Jan Fijałek (1926–1997), historyk i regionali−
              sta, był kierownikiem katedry na Akademii Medycznej w Łodzi.
              Tu mieszkał z liczną rodziną Władysław Tenschert, sierżant
              c.k. 56 pp i 12 pp, żołnierz obu wojen światowych.
                 Naprzeciwko ulicy Poprzecznej mieszkała rodzina kupiec−
              ka Góralczyków a z tyłu stoi jeszcze dom nr 38 rodziny szew−
              ca Antoniego Firczyka. Jego syn Antoni Firczyk junior (1903–
              1965) major WP, był w 1939 roku dowódcą pociągu pancernego.

              152




Wadowice_10.pm6             152                               11-11-19, 00:55

Strona 153

Jego brat Leon (1908–1981) pułkownik WP, uczestnik kam−
                  panii włoskiej, był m.in. dowódcą pod Monte Cassino a po
                  wojnie mieszkał w Wlk. Brytanii. Trzeci z braci, Eugeniusz,
                  był kupcem.
                     Następny, wysoki, parterowy dom należał do Antoniego
                  Szydłowskiego, fotografa. Za nim mieszkał i miał swój za−
                  kład, rymarz Jan Graca, długoletni prezes i opiekun klubu
                  „Skawa”.
                     Na rogu ul. Poprzecznej (przed wojną ulica Teofila Kluka)
                  mieścił się skład budowlany Chiela Bałamutha i stacja pa−
                  liw, potem do lat pięćdziesiątych skład budowlany Świętka.
                  Na drugim rogu, od osiedla, stał do 1980 r. dom właściciela
                  cegielni, inżyniera Jana Madeyskiego. Mieszkał tu do wojny
                  Izydor Karpiński (1871–1942) z rodziną, długoletni nauczy−
                  ciel i kierownik szkoły męskiej oraz Bruno Zając (1887–1954),
                  kierownik szkoły w Tomicach, działacz niepodległościowy, so−
                  cjalista, współzałożyciel Związku Strzeleckiego.
                     W 1938 roku między ulicą a koszarami przy Lwowskiej wy−
                  budowano nowoczesny stadion sportowy, który służył wado−
                  wickiej „Skawie” aż do lat siedemdziesiątych. Powstał dzięki
                  Stefanowi Brandszteterowi, Tadeuszowi Zembatemu, Józefo−
                  wi Kubiczkowi i Stefanowi Cholerkowi. Z okazji otwarcia sta−
                  dionu odbył się mecz z drużyną „Arie” (Lwy) żydowskiego związ−
                  ku sportowego „Makkabi”. Wynik remisowy 5:5 był takim
                  sportowym odniesieniem do współegzystencji dwóch nacji
                  w Wadowicach. Godzi się, dla uszanowania pamięci naszych
                  poprzedników nad Skawą, przypomnieć tamtych zawodników.
                  Najlepszym był znany później fotograf, kapitan drużyny Ze−
                  non Janik z Podstawia oraz Mieczysław Żak, Józef Skowro−
                  nek, Jan i Stefan Górowie, Roman i Tadeusz Brańkowie, Wła−
                  dysław Brańka, Karol Pindel, Zbigniew Siłkowski, Jan Banaś,
                  Marian Pióro, Franciszek Styła, Józef Sikora, Leon Matyasik,
                  Zych, Fijałkowski, Stefan Gancarz i inni. Szatnia mieściła
                  się w domu Wajdy, później Góry. Stadion był świadkiem naj−
                  większych sukcesów klubu, imprez międzynarodowych, pasji
                  wielu pokoleń kibiców. W 1960 roku, po meczu o awans do III
                  ligi, kibice skandowali: Feldy, Maślanka, Mazanek – oto strzelcy
                  naszych bramek! Tamtą drużynę tworzyli jeszcze Adam Gaw−
                  lik, Tadeusz i Wincenty Kowalczykowie, Ryszard Kanik, Adam
                  Handzlik, bracia Kuziowie, Edek Buda, Kazimierz Krajewski,
                  Fijałkowski „Pikośka”, Maciej Chmura, Józef Ogiegło, Maciej
                  Gałuszka, Marian Żak, Jan Gajda i inni.
                     W czasie wojny na stadionie działała szkoła tresury psów
                  dla straży granicznej.

                                                                              153




Wadowice_10.pm6          153                               11-11-19, 00:55

Strona 154

Pod numerem 56 mieszkała rodzina Panczakiewiczów. Se−
              nior Andrzej Panczakiewicz (1870–1933) był nauczycielem
              i urzędnikiem. Jego żona, Antonina pochodziła z familii Za−
              górskich herbu Ostoja, właścicieli Zawadki. Ich syn Czesław
              Antoni, jest patronem obecnego stadionu sportowego „Ska−
              wy” na Błoniach.
                 W nieistniejącym już domu nr 58 mieszkał i miał swoją
              pracownię artysta rzeźbiarz Franciszek Suknarowski. Za nim
              był zakład kamieniarski Wojciecha Filka (później Czesława
              Gawrona) i domek Blumowskiego, gdzie mieszkał Adam Kra−
              wiec, działacz polityczny i powojenny organizator przemysłu
              chemicznego. Do dzisiaj zachował się jedynie klasycystyczny
              dom (nr 66) byłego właściciela cegielni i kaflarni – Bylicy.
              Tuż przed cmentarzem (obecnie hurtownia) stała od ok. 1820
              roku cegielnia. Najpierw Dworaka, później kolejno Jana Ma−
              dejskiego i Bylicy. Po wojnie upaństwowioną cegielnią zarzą−
              dzał były burmistrz Władysław Sadowski.
                 Już 190 lat ulica odprowadza na miejsce wiecznego spo−
              czynku kolejne pokolenia wadowiczan a cmentarz parafialny
              stał się najbardziej dostępnym dla mieszkańców obiektem dzie−
              jów. Tu, poprzez epitafia i nagrobki widoczny jest austriacki
              rodowód miasta, jego historyczna wielokulturowość i wielona−
              rodowość. Dekret cesarski z początku XIX w. nakazywał samo−
              rządom wyprowadzenie cmentarzy poza tereny zabudowane.
              Wiązało się to z zagrożeniem częstymi wtedy epidemiami cho−
              rób zakaźnych, tzw. morowym powietrzem. Na odległym wów−
              czas od miasta o około 800 metrów terenie pochowano latem
              1822 roku ekshumowane szczątki ze starego cmentarza przy
              kościele.
                 Brama cmentarna jest przykładem typowego, klasycystycz−
              nego budownictwa. Elewacja podzielona na trzy pola flanko−
              wane kolumnami doryckimi. U góry belkowanie z fryzem, nad
              nim szczyt z parzystymi pilastrami, po bokach attyka a w par−
              terze boczne kaplice.
                 Wadowicką nekropolię opisał w monografii „Cmentarz para−
              fialny w Wadowicach” dr Gustaw Studnicki (1935–1999) hi−
              storyk i badacz naszych dziejów. Długoletnim gospodarzem
              cmentarza był Antoni Korzeń (1882–1963), którego syn, Fran−
              ciszek (1910–1966), prawnik, został sędzią Sądu Najwyższego.
                 Po drugiej stronie ulicy, wtedy wśród pól, stały w małych
              zagrodach domki stolarza Sikory, Malczyków, Gawronów,
              zbrojmistrza Jankowskiego, Świętków. W domu nr 89 miesz−
              kał Józef Targosz, sierżant 12 pp i chorąży Polskich Sił Zbroj−
              nych na Zachodzie.

              154




Wadowice_10.pm6             154                               11-11-19, 00:55

Strona 155

Od lat sześćdziesiątych, kiedy w miejscu niemieckich bara−
                  ków Arbeitsdings z czasów okupacji powstał obecny Zespół Szkół
                  Mechanicznych a na polach dworskich baza magazynowa PZGS,
                  ulica nabrała znaczenia. Na terenie boiska Skawy oraz przyle−
                  głych polach wybudowano osiedle im. Mikołaja Kopernika. Póź−
                  niej, w latach siedemdziesiątych, wyburzono prawą stronę Gro−
                  bli i posadowiono osiedle Pod Skarpą. Tak powstały współczesne
                  Wadowice, których widocznym elementem jest zespół bazyliki
                  p.w. św. Piotra Apostoła, budowany przez ks. Michała Pioska
                  (1944–1993) wg projektu Przemysława Szafera, Jacka i Ewy
                  Gyurkovichów a konsekrowany osobiście przez Jana Pawła II
                  w czasie jego wizyty w 1991 roku.
                     Za kościołem teren wznosi się ku skarpie Alei Wolności.
                  Przy małej uliczce Podgórskiej mieszkał Franciszek Jarosz,
                  zawodnik „Skawy”, więzień łagrów, sierżant II Korpusu, uczest−
                  nik kampanii włoskiej, rodzina Jankowskich, Wajdzików
                  a także Stanisław Olszanecki, długoletni pracownik służby
                  zdrowia, lekarz w Stryszowie.
                     Naprzeciwko kościoła p.w. Piotra Apostoła stoi pawilon Spół−
                  dzielni Mieszkaniowej, a w nim zasłużony dla kultury miasta
                  Klub „Garsoniera” działający od 1977 roku. Jego głównym
                  animatorem była Halina Kostka−Kulbacka, działacz społecz−
                  ny i harcerski. Obok biegnie ulica dr. Józefa Putka, powstała
                  w latach siedemdziesiątych jako przedłużenie ul. Składowej.
                     Za bazą magazynową ulica Polna prowadzi na obecną Go−
                  towiznę i Mikołaj.
                     Dzielnica Gotowizna to był teren przygotowany do zasiedle−
                  nia przez pracowników majątku Mikołaj, do którego częściowo
                  należał. W XVIII w. po długotrwałym procesie z Janem Biber−
                  steinem−Starowiejskim, miasto odzyskało Błonie i Niwy, za−
                  garnięte na podstawie sfałszowanych dokumentów przez Sta−
                  rowieyskiego. Do końca XIX w. Gotowizna rozciągała się od
                  obecnego stadionu Skawy, wzdłuż potoku Dąbrówka aż po ron−
                  do na Niwach. Niski teren przecinała podniesiona nad poziom
                  – jak grobla – obecna ulica Zegadłowicza. Na Gotowiźnie
                  w XIX w. był młyn, tartak, gorzelnia, papiernia, kuźnie i sto−
                  larnie. Dzielnica jest tłem powieści E. Zegadłowicza „Martwe
                  morze”. Z Gotowizny pochodzą familie Janików, Palmirskich,
                  Ćwięków, Woźniaków, Moskałów, Niewidoków, Skowronków,
                  Magów, Baranów, Górów, Banasiów, Grzybczyków. Z tych ro−
                  dzin wywodzili się w większości zawodnicy wadowickich klu−
                  bów sportowych. Jednym z nich był długoletni pracownik ma−
                  gistratu Feliks Skowronek, sportowiec i plutonowy żandarmerii
                  wojskowej, jeniec oflagu. Stąd pochodzi fotografik i architekt,

                                                                             155




Wadowice_10.pm6          155                               11-11-19, 00:55

Strona 156

Janusz Sobala, prezes TMZW oraz adwokat Idzi Ćwięk, kiedyś
              piłkarz, potem działacz i sędzia piłkarski.
                 Jeszcze do lat sześćdziesiątych ulica Zegadłowicza kończy−
              ła swoją zabudowę za cmentarzem. Dalej były już pola, kilka
              małych domków a na dawnej resztówce Mikołaja stała kuź−
              nia i warsztat Piotra Byrskiego (1902–1982). W piętrowej ka−
              mienicy mieszka jego córka, Maria Koman, rzeźbiarka w gru−
              pie „Beskidnicy”.
                 W willi, obok kapliczki i ulicy W. Bałysa, tuż przed „Skarpą”,
              w czasie wojny mieściła się placówka makowskiego oddziału
              gestapo. Obok mieszkała nauczycielska rodzina Komanów.
              Senior – Józef był wychowawcą Karola Wojtyły w I klasie szkoły
              powszechnej. Franciszek Koman (1902–1976), popularny Naf−
              tek, był profesorem chemii w moich licealnych latach. W domu
              familii listonosza Paździory żył Zygmunt Kułaga (1914–1974)
              piłkarz „Skawy”, działacz i sędzia sportowy. W domku obok,
              kiedyś nr 108, mieszkał budowniczy Jan Petek (1910–1988),
              więzień Auschwitz. Jego wnuk Krzysztof Petek jest znanym
              pisarzem, autorem książek dla młodzieży.
                 Stąd zaczynała się kiedyś dzielnica Na Groblach. Teren
              poza miastem, pozostały po dawnych stawach dworskich Mi−
              kołaja, zamieszkiwany był do II połowy XIX w. przez ludność
              żydowską, która z powodu zakazu osiedlania się w mieście
              tworzyła liczne enklawy wokół Wadowic.
                 W tamtych latach właścicielem papierni na Mikołaju, czę−
              ści Gotowizny, Grobli i Gorzenia Górnego był Herschel Hup−
              pert. Jego wnuk Izaak był kupcem z hurtownią zboża i mły−
              nem na Mikołaju i w Gorzeniu. Od niego kupił ok. 1870 r.
              część Gorzenia Górnego z dworem, profesor gimnazjum, Ty−
              tus Zegadłowicz (1822–1899), ojciec Emila.
                 Na Groble, po nauce, praktyce i egzaminach we Wiedniu
              przybył pieszo w 1880 roku Józef Koniar. Wybudował tu pie−
              karnię i sklep. Piekarnia pracowała do wojny, potem ją roze−
              brano. Sklep prowadziła córka Koniara – Kruczyńska a po
              wojnie mąż jej bratanicy, Józefy – Zbigniew Karpiński (1915–
              2008), więzień obozów zagłady, organizator wadowickiej spół−
              dzielczości. Obecnie sklep „Na Groblach” prowadzi trzecie
              pokolenie piekarza Koniara zaś dom jest ostatnim śladem ist−
              nienia dzielnicy. Obok był mały dom Wincentego Pawlika, sier−
              żanta 12 pp, żołnierza września i ruchu oporu. Żona sierżan−
              ta była znaną akuszerką czyli sprywatyzowaną położną. Drugi
              domek z małym ogródkiem należał do Niewidoków. Prawą stro−
              nę ulicy, gdzie dzisiaj parkingi, zajmował zwarty szpaler ma−
              łych, rachitycznych domków pośród których wyróżniała się

              156




Wadowice_10.pm6             156                                11-11-19, 00:55

Strona 157

popularna w niedzielne spacery restauracja Wallnera. Ko−
                  niec ulicy zajmowały małe domki Stanków, Mirosławskich,
                  Klaczaków, Molendowiczów, Jończyków a wśród nich okazały
                  dom skupu jaj i wylęgarni piskląt czyli „jajczarni” w dawnej
                  „walnerówce”. Tak było jeszcze do lat siedemdziesiątych...

                     Obiekty Zespołu Szkół Mechanicznych powstały w latach
                  1958–1960 na miejscu obozu pracy z czasów okupacji. Szkoła
                  kontynuuje tradycję szkoły przemysłowej z czasów galicyjskich,
                  później szkoły zawodowej sprzed wojny. Dyrektorami jej byli
                  m.in. Józef Łaszcz, Józef Maszlanka, Franciszek Zięba, Jan
                  Pamuła a po wojnie Marian Żmuda i pochodzący z sąsiedztwa
                  Włodzimierz Śliwa. Szkoła wykształciła kilka tysięcy mechani−
                  ków, ślusarzy, tokarzy. Popularna metalówka znana była za−
                  wsze z wysokiego poziomu zajęć sportowych prowadzonych przez
                  takich nauczycieli, jak Zenon Kęcki, Bronisław Czapik, Mie−
                  czysław Putek czy Piotr Lasek. Dumą szkoły była także orkie−
                  stra dęta, której opiekunem i organizatorem był Jan Mydlarz.
                     Naprzeciwko szkoły powstało w latach siedemdziesiątych
                  osiedle Gorzeń. Mieszkał tu m.in. Leonard Filary, sierżant 12
                  pp., uczestnik wojen 1918–1922 i kampanii wrześniowej, Teo−
                  dor Żuk, żołnierz AK i Karol Boczek, nauczyciel muzyki, ka−
                  pelmistrz szkolnej orkiestry dętej.
                     Zaraz za „politechniką gorzeńską” stoi parterowy dom za
                  którym do czasów wojny była tzw. „kościarnia” czyli zakład
                  produkujący sztuczny nawóz, własność Jakubowiczów
                     Była to bardzo zacna i zasłużona dla miasta rodzina. Se−
                  nior, Maciej (1873–1943) był przemysłowcem, właścicielem
                  fabryk nawozów w Wadowicach i Mucharzu, prezesem gminy
                  wyznaniowej, radnym. Jego najstarszy syn Dawid (1902–1992)
                  dr praw, był adwokatem a po wojnie – w Izraelu – organizato−
                  rem i przewodniczącym ziomkostwa wadowickich Żydów. Jego
                  brat Meir (1919–1979) porucznik 12 pp. w kampanii wrze−
                  śniowej, po wojnie był długoletnim prezesem Kongregacji Wy−
                  znania Mojżeszowego w Krakowie. Jego starania uratowały
                  wadowicki kirkut od zniszczenia.
                     Zamieszkali na Groblach i Mikołaju Żydzi zajmowali się
                  głównie rzemiosłem, handlem i rolnictwem. Jednym z nich
                  był późniejszy założyciel gminy żydowskiej, Mordechaj Gru−
                  szow u którego mieścił się pierwszy dom modlitwy. Za zakła−
                  dem Jakubowiczów, pod Dzwonkiem, powstał w 1830 r. dom
                  modlitwy należący do wybitnego talmudysty Szypera Sini,
                  późniejszego rabina z Ulanowa. Po 1890 roku był tu zajazd,
                  który spłonął – jak wtedy często bywało – od lampy naftowej.

                                                                            157




Wadowice_10.pm6          157                              11-11-19, 00:55

Strona 158

Dorobiono legendę, że biesiadujący w karczmie nie uszano−
              wali księdza jadącego z sakramentami do umierającego, dla−
              tego dom się zapadł, jedynie dwa słupy fundamentów ster−
              czały jeszcze trzydzieści lat temu z powstałego w tym miejscu
              stawu.
                 Ulica kończy się pod górą Goryczkowiec czyli popularnym
              Dzwonkiem, terenem pierwszych, szkolnych wycieczek wszyst−
              kich małych wadowiczan. W połowie drogi na górę jest wyro−
              bisko zwane Taliańską Dziurą, ślad po pobycie włoskich jeń−
              ców. Stąd „italiańcy” około 1890 roku roku transportowali
              kamień do budowy linii kolejowej. Inżynierem budowy „żela−
              znej drogi” był dziadek Ludwika Miskiego, malarza z kręgu
              „Czartaka”. Na Dzwonku mieszkał radiowiec Jerzy Jamróz,
              który w 1957 roku skonstruował pierwszy odbiornik telewi−
              zyjny. I to była sensacja w Wadowicach. Na okrągłym kine−
              skopie o średnicy 18 cm oglądałem wtedy program z Ostrawy.
                 Na wzgórzu stoi kaplica ufundowana w 1899 r. przez
              Fischerów, właścicieli majątku Mikołaj. Były przed nią do
              niedawna rzeźby wykonane przez włoskich jeńców z Carrary
              w 1900 roku.




              158




Wadowice_10.pm6             158                             11-11-19, 00:55

Strona 159

Ulice wadowiczan
                  Ulica rodziny Nowobilskich znajduje się na Osiedlu Łąki.
                  Honoruje pamięć bohaterskiej rodziny nauczyciela Jana No−
                  wobilskiego, od 1924 roku kierownika czteroklasowej szkoły
                  na Dzwonku. 26 stycznia1945 r. Jan Nowobilski własnym cia−
                  łem ratował swoich uczniów przed wybuchem granatu wrzu−
                  conym do piwnicy szkoły. Ciężko rannego przewiozły dzieci na
                  sankach do szpitala. Niestety nie udało się go uratować. Trzej
                  jego synowie i córka walczyli w czasie wojny z okupantem.
                  Mieczysław Nowobilski, kolega gimnazjalny Karola Wojtyły,
                  po klęsce wrześniowej dwukrotnie uciekał z niewoli i wracał
                  na Dzwonek. Walczył potem w Brygadzie Strzelców Karpac−
                  kich i zginął w 1941 roku pod Tobrukiem. Jego brat Zbigniew,
                  oficer łącznikowy ZWZ−AK został aresztowany w 1941 roku
                  w Bielsku i stracony w Auschwitz. Trzeci syn, Tadeusz, wal−
                  czył w ruchu oporu a po wojnie był długoletnim kierownikiem
                  szkoły w Nowej Białej. Ich siostra, Jadwiga Nowobilska,
                  łączniczka ZWZ−AK, była nauczycielką wadowickich szkół.

                  Ulica Ady Sari znajduje się na powstałym po 1970 roku Osie−
                  dlu Łąki. Honoruje pamięć znakomitej śpiewaczki operowej,
                  urodzonej w Wadowicach w 1886 r. Była córką adwokata dok−
                  tora praw, Edwarda Szayera, działacza „Sokoła”. Szayerowie
                  mieszkali zaraz na początku ulicy Lwowskiej i przeprowadzili
                  się w 1890 roku do Starego Sącza gdzie E. Szayer był kilkana−
                  ście lat burmistrzem. Ada Sari należała do najlepszych sopra−

                                                                            159




Wadowice_10.pm6          159                              11-11-19, 00:55

Strona 160

nów koloraturowych. Śpiewała w największych salach koncer−
              towych świata a po wojnie uczyła śpiewu w krakowskim i war−
              szawskim Konserwatorium. Zmarła w 1968 roku.

              Ulica Janiny Brzostowskiej znajduje się na Łazówce. Janina
              Brzostowska (1897–1986) była córką dyrektora Gimnazjum, Jana
              Dorozinskiego. Jako poetka debiutowała w piśmie gimnazjalnym
              „Nasz Łan”. Była członkiem grupy literackiej „Czartak”, autorką
              wielu tomików poezji, powieściopisarką i tłumaczem literatury.
              Od 1929 roku mieszkała w Warszawie, gdzie przez dwa lata re−
              dagowała i wydawała pismo literackie „Skawa”.

              Ulica Wincentego Bałysa jest przecznicą ul. Zegadłowicza
              przed osiedlem Pod Skarpą. Wincenty Bałys z Podstawia (1906–
              1939) był artystą rzeźbiarzem i malarzem, uczniem X. Duni−
              kowskiego, członkiem grupy „Czartak”, przyjacielem Karola
              Wojtyły. Za organizowanie ruchu oporu został rozstrzelany
              w grudniu 1939 roku w Krakowie. Był autorem rzeźby św.
              Józefa w Domu Katolickim i na frontonie Karmelu a także
              grobowca rodziny Hommów na cmentarzu parafialnym. Jego
              rzeźby są w Muzeum E. Zegadłowicza w Gorzeniu.

              Ulica Władysława Nikliborca znajduje się na Osiedlu Łąki,
              niedaleko domu rodzinnego Nikliborców przy ul.Batorego. Pro−
              fesor Władysław Nikliborc (1899–1948) był wybitnym mate−
              matykiem i filozofem, autorem wielu prac naukowych i pod−
              ręczników do szkół średnich. Był wykładowcą Politechniki
              Lwowskiej i Warszawskiej oraz Uniwersytetu Warszawskiego,
              członkiem Polskiej Akademii Umiejętności.

              Ulica Bruno Olbrychta biegnie wzdłuż Choczenki na Osiedlu
              Łąki. Olbrychtowie mieszkali na ul. Mickiewicza 14. Generał
              Bruno Olbrycht(1895–1951) jako uczeń Gimnazjum był organi−
              zatorem skautingu. Później walczył w Legionach, był przed wojną
              dowódcą pułków i komendantem Centrum Wyszkolenia Piecho−
              ty w Rembertowie. W 1938 roku, jako dowódca dywizji, był koor−
              dynatorem akcji polonizacyjnej wschodnich terenów Rzeczpo−
              spolitej, wymierzonej de facto w prawosławie. W 1939 roku
              dowódził 39 dywizją piechoty a w czasie okupacji Grupą Ope−
              racyjną AK „Śląsk Cieszyński”. Po wojnie był do 1951 roku do−
              wódcą Warszawskiego Okręgu Wojskowego.

              Ulica Jędrzeja Wowry znajduje się na osiedlu Gorzeń pod Dzwon−
              kiem. Wowro pochodził z Gorzenia, imał się różnych zawodów

              160




Wadowice_10.pm6             160                               11-11-19, 00:55

Strona 161

a jego samorodny talent rzeźbiarski odkrył E. Zegadłowicz, któ−
                  ry pisząc „Balladę o Jędrzeju Wowrze, snycerzu beskidzkim”
                  rozsławił jego twórczość w Polsce. Świątki Wowry i „piecątki” są
                  dziś rzadkością i osiągają wśród kolekcjonerów wysoką cenę.
                  Można je oglądać w Muzeum E. Zegadłowicza czy Muzeum Et−
                  nograficznym w Krakowie. Wowro zmarł w 1937 roku.

                  Ulica i Osiedle Marcina Wadowity honoruje pamięć wybitnego
                  teologa, wieloletniego rektora Akademii Krakowskiej. Wadowita
                  żył w latach 1567–1638. Nazywał się Marcin Kępka (Campius)
                  i jak głosi legenda, jako dziecko pasał świnie i gęsi nad Cho−
                  czenką. Uciekł do Krakowa i tam, mając kilkanaście lat, został
                  żakiem czyli studentem Akademii Krakowskiej. Utrzymywał się
                  sam a że był zdolny i pracowity doszedł do najwyższych godności.
                  Był doktorem teologii, autorem wielu prac naukowych, popular−
                  nym i wybieranym przez studentow rektorem Akademii. Ufundo−
                  wał w Wadowicach szpital dla ubogich. Od 1925 roku jest patro−
                  nem wadowickiego liceum, od 1918 roku ulicy a od 1962 r. osiedla.

                  Ulica 12 pułku piechoty znajduje się na na osiedlu Gorzeń.
                  W 1918 r., na bazie austriackiego 56 pp w którym służyli Polacy,
                  kpt. Franciszek Alter i mjr Śmiałowski zorganizowali 12 pułk
                  piechoty Ziemi Wadowickiej, który wyruszył na wschodni front
                  wojny polsko−bolszewickiej a także pod Cieszyn przeciw Czechom.
                  Pułk walczył w wojnie polsko−bolszewickiej, w kampanii wrze−
                  śniowej i w czasie okupacji jako skadrowana formacja AK. Środo−
                  wisko wojskowe 12 pp brylowało w dwudziestoleciu międzywo−
                  jennym i miało istotny wpływ na życie mieszkańców i miasta.

                  Ulica dr. Józefa Putka przypomina wybitną postać Ziemi Wa−
                  dowickiej. Józef Putek (1892–1974) doktor praw, był adwoka−
                  tem, politykiem, historykiem, twórcą ruchu ludowego i 27 lat
                  wójtem Choczni. Był zięciem pierwszego chłopskiego posła do
                  Sejmu Krajowego, Antoniego Styły. Przez 10 lat wydawał w Chocz−
                  ni tygodnik „Chłopski Sztandar”. Jako poseł był jednym z oskar−
                  żonych przywódców w procesie brzeskim. W czasie pobytu
                  w więzieniu napisał kilka książek historycznych m.in. „Mroki
                  średniowiecza”, „O zbójnickich zamkach, heretyckich zborach
                  i oświęcimskiej Jerozolimie”, które są źródłowymi dla dziejów
                  Nadskawia. Był fantastycznym sejmowym mówcą i oratorem.
                  Doskonały publicysta. W 1928 roku za jego antyklerykalne po−
                  glądy Kościół rzucił na niego karę interdyktu. W 1939 roku aresz−
                  towany przez Niemców, był więźniem Oświęcimia i Mauthausen.
                  Po powrocie do Choczni, zajął się organizowaniem ruchu ludo−

                                                                               161




Wadowice_10.pm6          161                                11-11-19, 00:55

Strona 162

wego w nowej rzeczywistości. Został posłem, prezesem Rady Na−
              czelnej Stronnictwa Ludowego i od 1946 roku ministrem Poczt
              i Telegrafów. To dzięki niemu ukazało się kilka znaczków autor−
              stwa artystów z kręgu „Czartaka”. Nadal był aktywnym adwo−
              katem dla każdego chłopskiego problemu. W 1951 roku został
              na ul. Mickiewicza aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa.
              Wyszedł z więzienia po trzech latach. Zmarł w Choczni. Ulica
              zabudowana jest głównie bazą magazynową dawnego PZGS, któ−
              rego prezesem był przez długie lata Stanisław Lasek.

              Ulica Emila Zegadłowicza, wybitnego poety, pisarza i kolekcjo−
              nera, jednego z pierwszych regionalistów. Żył tylko 53 lata (1888–
              1941) a jego bogaty dorobek artystyczny kształtował nie tylko
              twórczość regionalną ale pokolenia rozumnych wadowiczan i do
              dzisiaj budzi emocje w dewocyjnych Wołkowicach. Był synem
              intelektualnej miłości emerytowanego profesora gimnazjum Ty−
              tusa Zegadłowicza, właściciela majątku w Gorzeniu, do młod−
              szej o ponad trzydzieści lat Elżbiety Kaiszar z ulicy Tatrzań−
              skiej. Urodził się w Białej Krakowskiej, bo tam ojciec wynajął
              mieszkanie aby dziecko mogło przyjść na świat poza atmosferą
              klerykalnych Wadowic. W 1915 roku Emil poślubił córkę apte−
              karza, Marię Olimpię Kurowską. Przez całe życie utrzymywał
              liczną rodzinę a kolekcja sztuki którą zgromadził do dzisiaj gwa−
              rantuje byt kolejnym pokoleniom spadkobierców. Był człowie−
              kiem wyjątkowo pracowitym i zapamiętałym w swojej twórczo−
              ści. Jego imponujący dorobek nie został dotychczas całościowo
              opracowany. Część zbiorów, która się jeszcze zachowała, można
              zobaczyć w Muzeum w Gorzeniu Górnym.

              Rondo generała Waleriana Czumy znajduje się na trasie pół−
              nocnej obwodnicy miasta. Przypomina postać legionisty, gene−
              rała brygady WP, komendanta Głównej Straży Granicznej, do−
              wódcę obrony Warszawy w 1939 roku żyjącego w latach
              1890–1962. Czumowie mieszkali na końcu ulicy Krasińskiego.

              Wiadukt majora Władysława Nowaka jest na trasie obwodnicy
              przy granicy z Chocznią, na Zawalu, skąd major pochodził. W.
              Nowak urodził się w 1918 roku, absolwent gimnazjum i szkoły
              lotnictwa w Dęblinie. Po klęsce wrześniowej walczył w bitwie o
              Anglię. Był dowódcą eskadry 306 dywizjonu. W 1941 roku został
              zestrzelony i ciężko ranny. Po rekonwalescencji pełnił wiele funk−
              cji wojskowych był też przez rok adiutantem prezydenta RP
              W.Raczkiewicza. Po wojnie pozostał w Anglii. Koło Sheffield pro−
              wadził mały sklepik i kawiarenkę. Zmarł w 1985 roku.

              162




Wadowice_10.pm6              162                                11-11-19, 00:55

Strona 163

POSŁOWIE
                               List do naczelnego „Nad Skawą”
                               pisany z Ponitgny w 1998 roku.


                     Witaj Przyjacielu.
                     Chciałbym w tej pisanej (...) formie, kontynuować naszą nocną
                  rozmowę z końca października. Degustując „starostówkę”, tro−
                  chę czytaliśmy zafascynowani starodrukami i w miarę upływu
                  czasu w butelce, dyskutowaliśmy zawzięcie. O historii także.
                     (...) Historia pełna jest fałszu i każdy dzień na nowo historię
                  fałszuje. Z tego musimy zdawać sobie sprawę. Historia to wbrew
                  pozorom nauka bardzo żywa. To nie powtarzanie w kolejnych
                  publikacjach, tego co zebrali lub zaopiniowali poprzednicy bez
                  jeszcze jednego zanalizowania.
                     Zbieranie danych historycznych, poglądów już publikowa−
                  nych, sumowanie tego i ogłaszanie wszem jak czyni to wielu
                  (np. Nowakowski) jest pracą pożyteczną lecz wiedzy naszej nie
                  poszerzy. Historyk musi także wnikać w zdarzenia przeszłe,
                  w postacie, w sytuacje, wydarzenia, analizować je, wczuwać
                  się w motywacje, uwarunkowania by jego hipotetyczna pier−
                  wotnie interpretacja dziejów, stawała się prawdą historyczną.
                     To uwaga pierwsza.
                     Druga dotyczy stałego uświadamiania sobie, że myśmy
                  w równej nam Europie kiedyś już byli. Cezurę naszych obec−
                  nych uwarunkowań narodowych stanowi okres reformacji. Ten
                  czas zaliczyliśmy wspólnie z innymi krajami Europy. Okres re−
                  formacji pozostawił trwałe ślady w kulturze Europy, która jawi
                  się nam niczym Olimp i do której zmierzamy. Największe żniwo
                  w cywilizowanej Europie, zebrała kontrreformacja w Polsce. Od
                  tamtej chwili nie podnieśliśmy się dosłownie z klęczek. Całko−
                  wite zmonopolizowanie ducha narodu przez jedną instytucję
                  ideologiczną, podporządkowanie jej władzy świeckiej, stworzyło
                  przepaść między nami a Europą, trudną do odrobienia. Okazu−
                  je się, że wzorem dobrej gospodarki, dobrych społecznych sto−
                  sunków, wysokiej, europejskiej kultury, są zachodnie tereny
                  naszego województwa, Ziemia Cieszyńska, gdzie zrządzeniem
                  historii ostały się idee reformacyjne.
                     Czyli pamiętaj, w Europie już byliśmy. To druga uwaga. Trze−
                  cia to komentarz S. Noworyty ze znanej ci publikacji „Demony
                  Lechistanu”.
                     Autor pisze o zaprogramowaniu narodu poprzez taką a nie

                                                                                163




Wadowice_10.pm6          163                                 11-11-19, 00:55

Strona 164

inną interpretację historii na wrogość wobec sąsiadów. To od
              czasów kontrreformacji katolicka Polska ma niemal naturalnego
              wroga w protestanckich Niemcach czy prawosławnej Rosji (unia
              brzeska). Historia, ta obecna, szkolna przede wszystkim, pro−
              gramuje następne pokolenia Polaków w tym i Wadowiczan, na
              „kantuj Niemca”, „Ruska hołota”, „Pepiki tchórze”, „bronić ko−
              ścioła przed Żydami”, „Polska Chrystusem Narodów”, „nikt nam
              naszej WOLNOŚCI nie zabierze” i tym podobne dyrdymały na−
              wijane od ambony po katedrę.

                  Tyle uwag. Ad rem.

                 Dotychczasowi historycy Wadowic, początki miasta utożsa−
              miają z pierwszą zachowaną wzmianką o Wadowicach jako
              mieście. Próby zgłębienia przyczyn i początków osady czynił
              jedynie najlepszy jak dotąd historyk tych terenów, Józef Putek
              z Choczni. Były to próby. Jedyną sensowną jak dotąd tezą
              tłumaczącą początki Wadowic, jest moja praca z 1987 r., którą
              szeroko przywołujesz (...).
                 Wadowice, powstawały w czasach świeckiej walki o władzę.
              Czas był gorący a przecież chodziło o pieniądze. W II połowie XIII
              w., z mocy Krzywoustego testamentu i dalszych rozdrobnień, Pol−
              ska przypominała nasze rolnictwo okoliczne. Poszatkowane tery−
              torium na księstwa, państewka wielkości niejednej obecnej gmi−
              ny. Jeżeli dawna dzielnica Śląska zaczęła popierać własne, należne
              starania o seniorat czyli Kraków, naturalnym była jedność w inte−
              resach. W tym zespołowym interesie piastów śląskich, każdy z nich
              pamiętał przede wszystkim o sobie. Nie sądzę, aby w tamtym
              okresie znaczyło coś pojęcie Polska, ojczyzna itp., jeżeli dzisiaj
              trudno znaleźć pierwszeństwo dobra publicznego przed prywatą
              np., u posłów. Dlatego powstanie osady Wadowice, podyktowane
              było potrzebami militarnymi (komunikacja, łączność) a nobilitowa−
              nie osady do rangi miasta miało wymierne, finansowe uzasadnie−
              nie. Wszak inna jest ranga finansowa i polityczna księstwa mają−
              cego niewiele terenu ale aż 5 miast.
                 A może zaliczenie już wtedy Wadowic do miast podyktowa−
              ne było ustrojem. Przecież nie była to wieś prywatna, dobro
              kościelne czy siedziba pana.
                 Może jedyne umocowanie w niewdzięcznym i niebezpiecz−
              nym terenie Wada jako osadnika a jednocześnie wojownika,
              czyli człeka jak na owe czasy światłego i wolnego mogło mieścić
              się w formule prawnej miasta?
                 Interesującą hipotezę pochodzenia nazwy miasta daje J. Raj−
              man w „Studiach z dziejów miasta” (Wadowice 1997). Czy za−

              164




Wadowice_10.pm6              164                                11-11-19, 00:55

Strona 165

leżny, zniewolony poddany, niewolnik będzie dobrze wykony−
                  wał polecone zadanie utrzymania szlaku granicznego i obrony
                  granicy? Pierwszym osadnikiem musiał więc być wojownik, może
                  były, człowiek wierny księciu ale nie zniewolony. Taki mógł
                  gwarantować sensowność powołania osady. Jedyną formą utrzy−
                  mania tej granicznej placówki, było prawo samorządowe, miej−
                  skie. Uczynił to zapewne samodzielny już książę oświęcimski,
                  Władysław.
                      Czym są miasta nadgraniczne, chyba wiesz. To zawsze w
                  historii najlepszy rozwój cywilizacyjny notowały miasta portowe
                  i graniczne. Bo stąd wiodła droga w świat i tędy świat przycho−
                  dził. Nie inaczej było z Wadowicami. Cały czas jesteśmy w bli−
                  skości granicy. Nawet za Austrii, skorzystaliśmy na tym, gdyż
                  z tego powodu św. Rafał Kalinowski założył tu zakon. Byliśmy
                  najbliższym za granicą Rosji miastem posiadającym gimnazjum.
                  Także i dzisiaj, łatwiej mi jechać do Cieszyna czy na Słowację po
                  wino i spirytus, niż Polakom z np. kieleckiego.
                      I ta bliskość granicy kształtowała osadnictwo. Stąd do dzi−
                  siaj zapożyczenia w potocznej mowie z niemieckiego i czeskie−
                  go. Widać to np. w tradycji i etnografii mieszkańców okolic An−
                  drychowa.
                      A ileż to mieszanych małżeństw powstało li tylko z faktu zlo−
                  kalizowania w Wadowicach 56 austriackiego pułku. Miasteczko
                  było małe, biedne i łupione co jakiś czas przez księcia lub jego
                  wrogów. Jedyną obroną była uległość. Ludność żyła z rolnictwa
                  i hodowli, bez względu na urodzaj, warunki, klęski, wójtostwo
                  Mikołaj pobierało należny; niemały podatek na rzecz zamku
                  w Oświęcimiu a później Zatorze. Dochodziły do tego podwody,
                  obowiązki nagonki, robót itp. Każdy, któremu książę był coś wi−
                  nien, mógł bezkarnie złupić miasto. Mieszczan nikt nie bronił.
                  Wobec nadanego administracji księcia, wobec każdego właści−
                  ciela ziemskiego, byli niczym. Mieli lepszy nieco statut od niewol−
                  nych chłopów czy zagrodników. Dlatego nie ma się co dziwić,
                  jedyną nadzieją i ostoją sprawiedliwości, był majestat króla. Po
                  inkorporacji księstwa do Korony, zatwierdzone zostały przywile−
                  je, dodane nowe, a znaczące jak na owe czasy miasteczko czy to
                  z radości, że już nie ma księcia, czy też z zapobiegliwego włazi−
                  dupstwa, znaczyło się miasteczkiem JKM. W tym przełomowym
                  okresie żyje i działa pierwszy ze znanych wadowiczan, Marcin
                  z Wadowic Wadowita. Słusznie zauważasz, że przydomek Cam−
                  pius bliższy jest twojej interpretacji niż pochodzący od nazwiska
                  Kępka. Zresztą w posiadanym przeze mnie wykazie mieszczan
                  z 1599 r., takie coś nie występuje. Miasto wtedy to ruchliwy już
                  ośrodek, skrzyżowanie traktów handlowych. Na jarmarki przy−

                                                                                 165




Wadowice_10.pm6           165                                11-11-19, 00:55

Strona 166

bywają kupcy z Czech, Niemiec czy egzotycznego wschodu. Ak−
              tywizuje się konkurencyjny dla wiślanego szlak podgórski. Do
              stolicy dzień drogi. To tak jak Grójec pod Warszawą. Nie dziwo−
              ta, że ambitny, ciekawy świata, samodzielny Marcin zwiewa,
              czyli „ucieka z roli” do Krakowa a jedynym dostępnym w Aka−
              demii kierunkiem jest święta teologia. Dostępnym obyczajowo
              i ekonomicznie. Dochodząc do zaszczytów nie zapomniał o swo−
              jej drodze a jego starania szły w kierunku dbałości o dobro żaków.
              Dlatego był tak popularny i przez studentów obierany na rektora
              kilkanaście razy. I okazuje się, że ten wybitny teolog, funkcjona−
              riusz kościoła był jednocześnie człowiekiem wysokiej tolerancji,
              pacyfistą, księdzem z poczuciem humoru co dzisiaj jest rzadko−
              ścią. W czasach szalejącej kontrreformacji, pogromu arian, kal−
              winów, luteran, w czasach fanatyzmu katolickiego jedynie on
              z hierarchów kościoła bronił innowierców przed linczem katolic−
              kiego tłumu.
                  Sztandarowa postać do głoszonego przez jego krajana eku−
              menizmu. Czy ten rys osobowości Wadowity ukształtowały jego
              kontakty naukowe z innowiercami czy może dzieciństwo, wy−
              chowanie w przygranicznym miasteczku, pełnym różnych wpły−
              wów. Trudno powiedzieć.
                  W okresie reformacji bliskie Wadowicom parafie opanowane
              były przez kalwinizm i arianizm. Po prostu właściciele dóbr re−
              zygnowali z katolicyzmu przechodząc wraz z poddanymi do
              innych wyznań. Dyktowane to było i wyższym poziomem wia−
              ry, wiedzy ale przede wszystkim likwidacją finansowych i ma−
              terialnych zobowiązań. Znaczne musiały być podatki i zobo−
              wiązania na rzecz kościoła katolickiego, że tak gromadnie wiara
              uciekała do innych wyznań. Wadowice w owym czasie były
              filią parafii Woźniki (jakiś czas Mucharz) i możliwe, że miesz−
              kańcom tak dotkliwie zobowiązania kościelne nie dokuczały.
              Kontrreformacja silną ręką przywraca monolit kościoła. Z ruin
              niegdysiejszego zamku barwałdzkiego, jako pokutne wotum
              buduje Zebrzydowski na górze Żar kościół Ukrzyżowania a póź−
              niej całą Kalwarię. Wadowice mocno zbliżają się do Krakowa
              stając się prawie przedmieściem stolicy. Coraz mniejsza jest
              motywacja osiedlania się w mieście, nawiedzanym przez klę−
              ski, choroby i przejezdny tłum. Jak poczekalnia, czasowy po−
              byt a kto odważniejszy i ambitniejszy, ucieka z miasta. Bli−
              skość potężnego Krakowa z jego ofertą dla ludzi, powoduje, że
              Wadowice nie są konkurencją i nie potrafią zatrzymać nikogo.
              Rozwój znaczenia politycznego szlachty (wolność, rozdrobnie−
              nie itp.), miast pomóc mieszczanom, powoduje jedynie kłopoty.
              XVII wiek, to początek pasma klęsk, rozbojów, kontrybucji wo−

              166




Wadowice_10.pm6              166                                11-11-19, 00:55

Strona 167

jennych (wojny szwedzkie, z Moskwą, Turcją, Ukrainą) i nie−
                  udolności rady. Kto wartościowszy uciekał z tej mieściny. Dobi−
                  ja miasto ekonomicznie udział w konfederacji barskiej (1768),
                  której głównym celem, o paradoksie, była obrona wiary.
                      Zauważ Edku, to taka dygresja, że traciliśmy zawsze wol−
                  ność i samostanowienie z przyczyn własnych. Nieudolności, sła−
                  bości militarnej, ekonomicznej, kłótliwości, zawiści i zaprzeda−
                  nia. Oczywiście nie bez wpływu były interesy wrogów, to one
                  dominowały ale pomagaliśmy im jak tylko można było. W sytu−
                  acji odwrotnej, odzyskania samostanowienia, wolności – to za−
                  wsze działo się za przyczyną międzynarodowych układów.
                      Tak się kształtowała nasza „walka” o niepodległość od XVIII
                  wieku.
                      Na nic się zdały zrywy i powstania, jak przyszło do stano−
                  wienia to inni decydowali. Tak było za Napoleona, Królestwa
                  Kongresowego, po I wojnie i po II wojnie światowej.
                      Przyjęło się, że rok 1772, pierwszy rozbiór Polski, to począ−
                  tek okresu niewoli, germanizacji, okupacji, nieszczęść itp. A prze−
                  cież, gdyby nie panowanie Austrii, to nie byłoby obecnych Wa−
                  dowic. W najlepszym przypadku bylibyśmy takim Zatorem albo
                  przemysłowym Andrychowem. Zauważ, że wszystko co obno−
                  simy z bufonadą jako naszą, wadowicką tradycję, to pokłosie
                  austriackiego panowania i CK Galicji. Martyrologia narodu two−
                  rzyła się głównie pod zaborem rosyjskim.
                      Literatura romantyczna skutecznie ukształtowała obecną eg−
                  zaltację narodową okresem zaborów. To do tej pory wciska się
                  młodzieży niezrozumiałe „Dziady” i inne dziadostwa. Nałóż na
                  to wojnę polsko−bolszewicką, podlej 1 i 17. września, Katyniem
                  i „krwawą”, komunistyczną okupacją po 45 roku, i będziesz
                  miał egzystencjalny sens całego, prawicowego fundamentalizmu
                  narodowego, który o dobry Boże znajduje oparcie i poparcie
                  w Kościele. Czyż to nie paranoja i paradoks dziejowy?
                      Miasto już w 1772 roku złożyło cesarzowej Austrii przysięgę
                  hołdowniczą, ale nie był to wyraz poniżenia i poddaństwa tylko
                  zapobiegliwości dyktowanej strachem. To samo co 200 lat wcze−
                  śniej z powołaniem „miasteczka JKM”. Nasi protoplaści nie mie−
                  li innego wyjścia, ich jedyną obroną majątku, nędznego żywota
                  i jakiej takiej wolności – było poddaństwo.
                      Te same motywacje rządzą dzisiaj zachowaniem rajców miej−
                  skich. Też poddaństwo jest ich formą zachowawczą. Co zmie−
                  niała się opcja polityczna – Wadowice składały akty poddań−
                  stwa. A to księciu, królowi, konfederatom, cesarzowi kilkakrotnie,
                  prezydentom, naczelnikom, generałom, sekretarzom, biskupom
                  i kogo tam historia na drodze postawiła.

                                                                                 167




Wadowice_10.pm6           167                                11-11-19, 00:55

Strona 168

Tego typu zachowanie mieszczan stało się nawykiem, nikt
              od nich celebry hołdowniczej nie oczekiwał ani nikt do takiego
              zachowania miasta nie zmuszał. Zawsze znalazło się kilku ka−
              cyków władzy samorządowej, którzy wykazywali w tej materii
              wyjątkową nadgorliwość. Nie inaczej jest i dzisiaj. Dla mnie
              dmuchane pojęcie „papieskie miasto Wadowice” ma takie samo
              znaczenie i motywację jak niegdysiejsze „królewskie”. Wtedy
              dodawało się jeszcze „wolne” aby nie było wątpliwości. Jest to
              narodowa cecha Polaków, czyli cała para w gwizdek. Łatwiej
              jest zmienić herb, flagę, napisać manifest do króla, powitać god−
              nie biskupa czy rozpowszechnić okazjonalnie dobro magistrac−
              kie niż zająć się istotnymi sprawami polepszającymi kondycję
              miasta i jego obywateli. Łatwiej uprawiać propagandę czyli cały
              potencjał wcisnąć w gwizdek bo słychać i widać.
                 I taki sposób samorządy miasto w przeważających okresach
              prowadziły.
                 Pierwszą inwestycją Austrii (trudno mi pisać o zaborcy, który
              inwestuje), był gościniec cesarski. Niedaleka Lanckorona, mia−
              steczko ówcześnie większe od Wadowic, nie wyraziło zgody
              (czyli mogło stanowić) na prowadzenie gościńca przez jego te−
              ren. I to był główny powód upadku miasta, dzięki czemu zacho−
              wało się jako XIX. wieczny skansen. Cesarski gościniec, nie
              tylko połączył Wiedeń z Krakowem i Lwowem, nie tylko miał
              znaczenie strategiczne ale pomógł małym jak Wadowice mia−
              steczkom.
                 Ruszył handel i komunikacja. Miasto zaczęło się otwierać na
              zewnątrz, jak niegdyś w czasach pogranicza. Obywatele, pod−
              dani cesarza, po raz pierwszy od kilkuset lat poczuli się bez−
              pieczni w swoim mieście. Oczywiście, że wprowadzono austriacki
              ordung, ale skończyło się bezhołowie tworzone przez braci Po−
              laków. Ludzie mieli świeżo w pamięci wojnę 1768–1772, kon−
              trybucje i napady. Nikt im nic nie zabierał (jak to nic, a wol−
              ność? – a cóż znaczyło pojęcie wolność dla ówczesnych), nikt
              nic nie likwidował, wręcz przeciwnie, miastu zaczęło przyby−
              wać a mieszkańcy otrzymali pracę (choćby gościniec). Na to
              wszystko ten niedobry zaborca i okupant potwierdza wszyst−
              kie przywileje miasta. Tu jest Austria a gdzieś tam, za kordo−
              nem istnieje Polska i Warszawa. Bliżej przekonują się o tym
              Wadowice w czasie insurekcji kościuszkowskiej. Ale generalnie
              jesteśmy na uboczu wielkich wydarzeń historycznych przełomu
              wieku XIX., dziejących się na terenie Polski. Tu wdrażane są
              reformy austriackie, m.in. wprowadzono obowiązek podatko−
              wy także dla szlachty i kleru. Reforma józefińska ogranicza
              ekonomicznie i politycznie Kościół, rozwój tolerancji religijnej

              168




Wadowice_10.pm6             168                                11-11-19, 00:55

Strona 169

wytrzebionej przez kontrreformację, objęto nauczaniem podsta−
                  wowym wszystkich chłopców obowiązkowo. Czyż tak czyni
                  zaborca?
                     Po kongresie wiedeńskim powstaje Rzeczpospolita Krakow−
                  ska a rok 1819 przynosi dla Wadowic diametralną zmianę sy−
                  tuacji miasta. Rok ten, pomijany przez dotychczasowych histo−
                  ryków wadowickich, jest w/g mnie datą fundamentalną dla
                  współczesnych Wadowic. Niby sprawa prozaiczna, administra−
                  cja cesarska przenosi siedzibę cyrkułu (obszar województwa)
                  z Myślenic do Wadowic. Dlaczego pozbawiono Myślenice statu−
                  su miasta cyrkularnego, mimo dobrego, komunikacyjnego poło−
                  żenia i postanowiono inwestować w małą, liczącą ok. 1000 dusz
                  mieścinę? Stolica cyrkułu to jak dzisiaj stolica województwa.
                  Centrum administracji, sądownictwa, szkolnictwa itp. Co było
                  przyczyną przeniesienia siedziby do Wadowic? Przewertowa−
                  łem dostępne źródła, oczekiwałem wytłumaczenia w tzw. stu−
                  diach prowadzonych przez Nowakowskiego. Nic. Możliwe, że
                  zachowały się dokumenty w CK archiwum w Wiedniu lub gali−
                  cyjskim we Lwowie. Wydaje się jednak, że decyzja przeniesie−
                  nia siedziby do Wadowic była powodowana m.in. także inter−
                  wencją jednego z poddanych dworu wiedeńskiego.
                     I tu dochodzimy do jednej z niewyjaśnionych dotąd zagadek
                  z historii Wadowic. Jeszcze w II Rzeczpospolitej, naprzeciw wa−
                  dowickiego gimnazjum, w tzw. ogródku sądowym, stał pomnik,
                  popiersie jednego z najbardziej zasłużonych wadowiczan, czło−
                  wieka, który w/g mnie stworzył obecne Wadowice, barona Jó−
                  zefa von Bauma.
                     Jakże cholerne fobie o nacjonalistycznym podłożu noszą od
                  pokoleń wadowiczanie (zresztą nie tylko), że wyrzucili z miesz−
                  czańskiej pamięci tę sylwetkę, i to podejrzewam z powodu nie−
                  mieckojęzycznego nazwiska.
                     Bo, albo wróg, albo, nie daj Boże Żyd. Jego ojciec Antoni
                  Baum austriak ożeniony z Duninówną, był cenionym urzędni−
                  kiem administracji austriackiej i to jego starania doprowadziły
                  do przeniesienia w 1918 roku siedziby cyrkułu z Myślenic do
                  Wadowic.
                     Pod koniec XVIII wieku Antoni Baum zakupuje Kopytówkę
                  i osiedla się na Ziemi Wadowickiej. Nie jest to odosobniony przy−
                  padek. Od tamtych czasów zaczyna się wielkie „mieszanie”
                  ludnościowe.
                     Jak już Edku wspomniałem, miasto u austriackich począt−
                  ków było tak wyniszczone przez „patriotyczne” zrywy, że ode−
                  brano miastu prawa, zaliczając je do osady targowej, najpierw
                  w powiecie zatorskim, a po kilku latach w cyrkule myślenickim.

                                                                               169




Wadowice_10.pm6          169                                11-11-19, 00:55

Strona 170

Dobijają miasto i okolice wojny napoleońskie. Na marginesie, to
              z tego okresu pochodzi „legenda” o pobycie księcia „Pepi” Po−
              niatowskiego w majątku w Zawadce, o wnuku, płk. Zagórskim
              i jego epizodzie w czasie puczu Piłsudskiego zwanego przewro−
              tem majowym. I jak taka targowa osada, bez perspektyw, za−
              plecza, gospodarki, zamieszkała przez kilkadziesiąt rodzin,
              w zdecydowanej większości analfabetów, mogła zostać stolicą
              cyrkułu o powierzchni prawie równej obecnemu województwu.
              Z początkiem XIX wieku jedyny budynek murowany to obecne
              prezbiterium kościoła w Rynku czyli ten kawałek, gdzie jest
              główny ołtarz bez zakrystii i naw. Dopiero w pierwszych latach
              XIX wieku zaczęto budować klasycystyczne domy przy ul. Ko−
              ścielnej 4 i 6. A naokoło drewniane lepianki między kałużami
              i błotem, z całym dobytkiem na zewnątrz. Smród, totalne dzia−
              dostwo, ubóstwo materialne i umysłowe. Owszem, dobre poło−
              żenie, jak podkreślają lokalni historycy, na skrzyżowaniu waż−
              nych traktów, legło u podstaw awansu miasta. Owszem,
              gościniec cesarski z Wiednia do Lwowa miał pierwszorzędne
              znaczenie, ale przebiegał też przez Myślenice. Trakt południo−
              wy, na Maków, udrożnił dopiero pierwszy od 1834 roku staro−
              sta wadowicki, Loserth. Toż to w Myślenicach było korzystne
              i strategiczne położenie. Inna sytuacja zachodzi na wadowic−
              kiej wsi. Tam wprost przeciwnie. Rosną i rozwijają się nowe
              majątki i fortuny. Dawne dobra narodowe (królewskie), majątki
              klasztorne, Austria po przejęciu sprzedaje szukając kasy. Ku−
              puje, kto ma forsę. Nabywcami stają się nuworysze, kupcy,
              mieszczanie i Żydzi. Rodowa szlachta zostaje zdominowana
              przez nowobogackich. Okres niejako analogiczny do obecnego.
              Lata wojen to koniunktura dla producentów zboża i trzody.
              I znowu kasa. Dochodzi do tego, że najmniejszy, okoliczny
              szlachciura, mający kilka hektarów i świadomość rodowodu,
              mógł z powodu indolencji mieszczan trzymać „za pysk” całe
              Wadowice. Jak ta historia lubi się powtarzać.
                  Wybranowski wspomina, że na przełomie wieku wizytował
              Galicję następca tronu wiedeńskiego, syn Leopolda II, później−
              szy cesarz Franciszek II. Spotkał się on w Myślenicach ze
              szlachtą, m.in. księstwa zatorskiego. I tu, na tym spotkaniu,
              honoru dobrze urodzonych analfabetów, bronił spolszczony Au−
              striak, dwudziestokilkuletni Antoni Baum. I może następnym
              etapem usamodzielnienia tej targowej osady, było wykupienie
              w 1802 roku od właścicielki M. Hulanickiej przez miasto praw
              własności, tzw. praw dominikalnych. Była to jedyna przeszko−
              da dla pełnego samostanowienia. Okres był fatalny, uwikłana
              Austria w wojny z Francją, reformy józefińskie, policyjna polity−

              170




Wadowice_10.pm6             170                                11-11-19, 00:55

Strona 171

ka cesarza, kryzys powojenny i na to wszystko reformy jedne−
                  go z najlepszych ekonomistów, Metternicha. Wśród wielu zna−
                  czących decyzji, była ta jedna istotna dla przyszłości Wadowic.
                  Ile w niej było świadomej polityki administracyjnej państwa
                  a ile wpływu Antoniego von Bauma, trudno dzisiaj powiedzieć.
                  Faktem jest, że od spotkania szlachty księstwa zatorskiego z na−
                  stępcą tronu, coraz bardziej rosło znaczenie rodziny Baumów,
                  zaufanych wiedeńskiego dworu i lokalnej szlachty. Antoni von
                  Baum został mianowany przez cesarza C.K. Radcą Dworu, jed−
                  nym z najmłodszych, a syn Antoniego, Józef pełnił wiele zna−
                  czących funkcji, był m.in. posłem reprezentującym Polaków, i co
                  ważniejsze, długie lata był prezesem Koła Polskiego w wiedeń−
                  skim sejmie. On, Austriak. Antoni i Józef leżą pochowani w gro−
                  bowcu przed kościołem w Marcyporębie. Dobrze, że miejscowi
                  parafianie dbają o jedyny obecnie ślad bytności na naszej zie−
                  mi familii, tak zasłużonej dla Wadowic. Może kiedyś, mądre
                  Wadowice uhonorują ponownie Bauma. Ale czy Wadowice będą
                  kiedyś działać rozumem a nie bezmyślną emocją. Austriackie
                  gadanie.
                     Tamten okres, budowy współczesnych Wadowic, był rozum−
                  ny i może być wzorem dla współczesnych. Po 1819 roku miasto
                  zaczęło gwałtownie się rozwijać. Po zlokalizowaniu podstawo−
                  wych urzędów, sprowadzono austriackich urzędników: Cze−
                  chów, Węgrów, Austriaków, Polaków i innych. Dominowało woj−
                  sko, koszary dla potężnego terytorium rekruta, urząd cyrkularny,
                  skarbowy, celny, podatkowy i 300 osobowa straż graniczna.
                     Z Wadowic zawiaduje się całym obwodem. Powstają obiek−
                  ty, służące do dzisiaj administracji. Gdybyś tak spokojnie się
                  zastanowił i popatrzył na miasto w jego historycznym układzie,
                  to do dzisiaj 90 % budynków publicznych służących współcze−
                  snym, wybudowała Austria.
                     No wiadomo Polacy, ale administrowani przez Austriaków.
                  My stworzeni jesteśmy przez Boga czy naturę raczej do burze−
                  nia. A może tak nas zaprogramowano przez 1000 lat „państwa
                  i wiary”?
                     W 1848 roku pozwolono wreszcie osiedlać się Żydom w mie−
                  ście. Czekali ze swoim kapitałem w okolicznych dworach i karcz−
                  mach. Tytus Zegadłowicz kupił od Hupperta Gorzeń, a Huppert
                  wybudował w Wadowicach papiernię. Jak kilka lat temu w Mu−
                  charzu, oszołomione chłopstwo brało odszkodowania od zapo−
                  ry za gospodarstwa, by w większości kapitał skonsumować,
                  tak wtedy, wadowiczanie sprzedawali swoje małe poletka i dom−
                  ki w rynku żydowskim handlowcom. Ci łączyli je w duże parce−
                  le i budowali Wadowice. Te obecne. Tak powstał cały Rynek

                                                                              171




Wadowice_10.pm6          171                               11-11-19, 00:55

Strona 172

i centrum. Inwestycjom sprzyjał potężny kryzys żywnościowy
              w połowie XIX wieku, spowodowany m.in. powtarzającymi się
              epidemiami cholery. Okres tzw. rabacji, kiedy Austria wypuści−
              ła chłopów na patriotyczną szlachtę, był dla nas spokojny. Znisz−
              czono parę dworów ale dzięki mądrości burmistrza Stankiewi−
              cza (a grobowiec na cmentarzu się sypie) nie doszło
              w Wadowicach do samosądu. Ziemia Wadowicka z uwagi na
              bliskość granicy z Rosją była terenem azylu dla popowstanio−
              wych emigracji jak i bazą dla ruchów w Księstwie a później
              Królestwie Kongresowym.
                 I tak, powstaniec Gostkowski, właściciel dóbr tomickich mu−
              siał eskortować przyjaciela powstańca, pierwszego osadnika
              żydowskiego w Wadowicach. Jak współcześnie w Izraelu. Po
              „styczniowym” zjawił się tu młody Kurowski i wielu innych. Po−
              wstało gimnazjum i przybyło światłych ludzi. Miasto uzyskało
              linie kolejowe a zza kordonu, z Czernej przybył Rafał Kalinow−
              ski ze swoimi studentami. Później przybyli pallotyni i siostry
              nazaretanki. W międzyczasie I wojna światowa załatwiła nam
              niepodległość i zaczęliśmy się sami rządzić. Na efekty trzeba
              było niewiele czekać. Prawie 150 lat bezpaństwowości a jed−
              nak w trzech zaborach katolicyzmu, doprowadziło do takich
              paradoksów, że mój dziadek Ludwik, feldfebel austriacki wal−
              czył na froncie przeciw dziadkowi mojej żony Basi, jako podda−
              ny rosyjski. Obaj katolicy i Polacy. A teraz co się dzieje. Czy to
              nie środowiska prawicowo−katolickie znowu dążą do skłócenia
              ludzi?
                 Przecież kretyński wniosek uznania PRL−u za okupację, PRL−
              u w którym zdobywali wiedzę, to analogia z wypuszczaniem
              Polaków na siebie przez zaborców, wrogów. I gdzie ta mądrość
              po szkodzie. A Kościół jak zwykle milczy.
                 Na początku niepodległości, po tych 150. latach, zastrzelili−
              śmy pierwszego, demokratycznego, wybranego przez nas pre−
              zydenta, profesora politechniki w Zurychu, który zostawił uczel−
              nię dla „kochanej” Ojczyzny. Zdążył jeszcze zaprojektować
              pierwszą zaporę wodną w Porąbce. Zastrzelił go fundamentali−
              sta katolicki.
                 Jak zauważyłeś prawicowe środowiska często powołują się
              na tradycje II Rzeczpospolitej, tej z lat 1918–1939. Obecna wła−
              dza przede wszystkim. Tak ugruntowuje się legenda nie mają−
              ca wiele wspólnego z rzeczywistością.
                 A nasza narodowa rzeczywistość, to totalna głupota i naiw−
              ność.
                 Mądry Polak po szkodzie.
                 G.... prawda. Po szkodzie, tak samo głupi.

              172




Wadowice_10.pm6              172                                11-11-19, 00:55

Strona 173

Otóż ta nasza niepodległość w 1918 roku, Piłsudski i cała
                  legenda Legionów, to kolejny przykład wykorzystania nas przez
                  jednego z wrogów przeciw drugiemu. Tak było za Napoleona, to
                  samo myśmy czynili z Ukraińcami. W tym roku kolejna rocznica
                  niepodległości. Odzyskania, utraconej w wyniku narodowej głu−
                  poty epoki saskiej niepodległości, odzyskania dzięki międzyna−
                  rodowej sytuacji, staraniom prywatnym kilkunastu Polaków na
                  emigracji a nie czynowi zbrojnemu. Bo trudno legendę Legio−
                  nów, czyli naiwność Polaków wykorzystanych przeciw Rosji,
                  zaliczyć do czynu decydującego o niepodległości. Jeżeli począt−
                  ki polityczne II Rzeczpospolitej były fatalne, to militarnie, byli−
                  śmy potęgą. Do dzisiaj karmimy się bajeczkami o wojnie pol−
                  sko−bolszewickiej jako reakcji na całe poddaństwo wobec
                  Sowietów. „Cud nad Wisłą” należy bardziej zawdzięczać jesz−
                  cze tępszym Rosjanom niż naszej bojowości.
                      Tylko sześć lat, od 1920 (po wojnie) do 1926 roku uczyliśmy
                  się demokracji. Niełatwej, bo obcej naszym narodowym przy−
                  warom. Zirytowany Piłsudski pogodził wszystkich, wziął za
                  mordę całą demokrację i stworzył specyficzny rodzaj dyktatu−
                  ry, za którą tęskni chyba większość Polaków.
                      Przewrót majowy to kilkaset zabitych w obronie demokracji,
                  bo rządy tzw. sanacji trudno zaliczyć do demokratycznych.
                  Okres po 1989 roku przypomina nieco ten po I wojnie. Brakuje
                  tylko autorytetu, jakim był Dziadek, a prostactwo, ta ponoć
                  światła tkanka, poszedłby jak w dym za dyktaturą, rezygnując
                  z demokracji. Takie symptomy spotykamy codziennie. Niby każ−
                  dy elektorat w miarę wykształcony, ma wolną wolę, rozum
                  a wzorem stada idzie na lep emocji. Legend, obiecanek caca−
                  nek i tzw. autorytetów podpieranych Panem Bogiem, bo to naj−
                  trwalsze w Narodzie. A później szara rzeczywistość dopiero daje
                  lekcję, wszyscy szukają winnych nie widząc ich w sobie, we
                  własnej głupocie i naiwności. Swoje winy lokują gdzie się tylko
                  da. Od wielu lat, bardzo dobry dziennikarz i publicysta, bezna−
                  dziejny i cyniczny niegdyś rzecznik komunistycznego rządu,
                  Jerzy Urban – uczy, czym jest demokracja, otwartość publicz−
                  nego życia i polityki. Obnaża ciemnotę, nieudolność, złodziej−
                  stwo i bandytyzm różnych ekip i instytucji. I co z tego. Straty
                  w miliardach złotych pokrywane z naszych podatków. Urbana
                  wszyscy znają, lecz nikt się do niego nie przyznaje. Twierdzę,
                  że kiedyś historia doceni Urbana. Jego bezkompromisowość,
                  która pozwoliła Polakom otworzyć oczy na wiele zjawisk. Doce−
                  ni historia to, że w okresie najistotniejszych przemian, poprzez
                  stałe, drastyczne uświadamianie, daje ciągle lekcje demokra−
                  cji, wyręczając ponoć apolityczną szkołę, telewizję itp. Doceni

                                                                                 173




Wadowice_10.pm6           173                                11-11-19, 00:55

Strona 174

jako inicjatora normalności o ile my kiedykolwiek do standar−
              dowej, europejskiej normalności dojdziemy. Nikt nie trawi praw−
              dy, która w oczy kole, a w tygodniku „NIE” prawda kole nasze
              pseudowartości, nasze narodowe orientacje, przywary i opinie.
              Naszą mentalność, hodowaną przez setki lat na potrzeby ide−
              ologii dogmatów.
                  Lat temu kilka, prawica przy każdej opinii podpierała się
              Jerzym Giedroyciem, wybitnym intelektualistą emigracyjnym.
              A dzisiaj, Giedroyć dla prawicy niewygodny, bo miał czelność
              mieć własne opinie, jakże inne od oczekiwań fanatycznej pra−
              wicy.
                  Przepraszam, że tak cholernie nadaję wiecznie poirytowany
              ale trudno mi być obojętnym na to, co dzieje się współcześnie.
                  Zastanawiam się, dlaczego, mimo otwarcia Polski na świat,
              mimo anten satelitarnych, mądrych i światłych publicystów, ru−
              chu bezwizowego, nadal poklask zyskuje prawicowo−fundamen−
              talny populizm. Ile w tym wszystkim z jednej strony zakłama−
              nia, cwaniactwa, polityki, celebry i hochsztaplerstwa, a z drugiej
              prymitywnej naiwności ludu w środku Europy.
                  Ja swoją teorię mam i jeżdżąc od lat siedemdziesiątych na
              saksy w Europę, mogłem poznać normalność dosyć szybko i po−
              znać przyczynę naszej siermiężności. Przez prawie pół wieku
              realny socjalizm sowiecki edukował społeczeństwo poprzez swoją
              filozofię. Wcześniej, byliśmy edukowani pod potrzeby każdej
              władzy: pana, plebana, dziedzica, zaborcy, okupanta itp. Zmie−
              niały się doraźne ideologie a surogatem nadziei normalności
              był zawsze Kościół. I to jeden, dominujący czyli monopolista.
                  Oczywiście, zaraz powiesz, że tylko dzięki wierze, Kościoło−
              wi, księżom, Naród zachował swoją substancję i jest taki.
                  NO WŁAŚNIE – dlatego jest TAKI.
                  Niezbędnym warunkiem wejścia Polski do cywilizacji, do kręgu
              krajów demokratycznych, jest oddzielenie materii od ducha,
              pieniądza od uczucia czyli co cesarskie (czytaj państwowe) to
              cesarzowi a co boskie to Bogu. Kościół jako instytucja musi się
              ucywilizować. Tego wymaga od nas Europa, do której ponoć
              dążymy. Taki rozdział był w XIX wieku niezbędny, aby zachód
              nie stanął w miejscu. Ciągle podkreślamy nasz katolicyzm, ob−
              nosimy się jak papugi z naszą wiarą i tą wiarą podpieramy co
              się tylko da. Doszło do tego, że całość naszego doświadczenia
              życiowego, zdobywana jest na wiarę albo przez wiarę. Nawet
              jeżeli dotyczy to wiary, to ciężko nam sięgnąć po Pismo Święte,
              coś zrozumieć, pojąć, by mieć WIEDZĘ. Wiedzę własnej wiary.
              A tak, to na wiarę przyjmujemy wszelkie informacje jedna pani
              drugiej pani, a w telewizorze mówili, a słyszałam, a podobno

              174




Wadowice_10.pm6              174                                11-11-19, 00:55

Strona 175

komuniści to a socjaliści tamto, a tamta urzęduje z tym a ten
                  nakradł i się śmieje, tam kupuj bo tanio albo lepsze, tego nie
                  używaj bo to grzech itd, itd. Wiara dominuje przy zakupach,
                  decyzjach życiowych i w społecznym życiu.
                     Urasta to wszystko do rangi narodowego uniwersytetu, gdzie
                  wiodącym wydziałem jest ambona.
                     Różnie klasyfikowano społeczeństwo, zależnie od potrzeb bu−
                  dowano podziały i tworzono kategorie. Na własny użytek, pod
                  szeroko rozumianą filozofię bytu, można podzielić nas na dwie
                  podstawowe kategorie. Pierwsza, która w drodze poznania kie−
                  ruje się ROZUMEM I WIEDZĄ i druga kategoria, która kieruje się
                  WIARĄ. A ponieważ wśród Polaków od zarania dziejów wiedza
                  nie cieszyła się sympatią, co w ostatnich kilku latach dało się
                  wyraźnie zauważyć, stąd kierowanie się w decyzjach życiowych
                  i społecznych wiarą. W nasze lenistwo, niechęć do wiedzy, sku−
                  tecznie weszły wszelkie instytucje bazujące na niewiedzy, naiw−
                  ności i wierze. Stąd wiele politycznych karier, zbudowanych na−
                  iwną wiarą ślepego, biednego bo głupiego elektoratu. A jak już ta
                  wiara wylansuje jako swojego reprezentanta wykształconą oso−
                  bistość, to i tak stopień nawiedzenia przysłania całkowicie sto−
                  pień inteligencji nie mówiąc o stopniu naukowym.

                    „A Pon Bócek sie ino śmieje...”.
                    Tak jak w tej Legendzie o ostatnim powsinodze beskidzkim:

                    “Jo se tak myśle, że Pon Bóg już odpuścił to naucanie
                  tego ludu znad Wisły i Skawy. Może w Jego planach, musi
                  być na Zimi taki przykład dlo inszych, jak wyglondo głu−
                  pota, cimnota i do cego moze doprowadzić.
                    Nawet w Jego imiyniu”...




                                                                               175




Wadowice_10.pm6          175                                11-11-19, 00:55

Strona 176

176




Wadowice_10.pm6     176   11-11-19, 00:55

Strona 177

WYKAZ WAŻNIEJSZYCH OPRACOWAŃ


                  Bieniasz Z., Jurczak Z. „Wadowice Karola Wojtyły”. TMZW,
                     Wadowice1983

                  Gajczak R. „Wadowice, miasto rodzinne Jana Pawła II”. No−
                     wum, Warszawa 1986

                  „NADSKAWIE – almanach kulturalny”. TMZW, Wadowice lata
                     1984–1989

                  Nowakowski A. „Z dziejów miasta i parafii Wadowice”. PTT,
                     Kraków 1985

                  Putek J. „O zbójnickich zamkach, heretyckich zborach
                     i oświęcimskiej Jerozolimie”. LSW, Warszawa 1964

                  Studnicki G. „Wadowice – karty z przeszłości”. TMZW, Wado−
                     wice 1992

                  Studnicki G. „Kto był kim w Wadowicach”. WCK, Wadowice
                     2004

                  „WADOWIANA.Przegląd Historyczno−Kulturalny”.WCK, Wa−
                     dowice, lata 1998–2011

                  „Wadowice – Kartki z rodzinnego albumu”. Grafikon, Wado−
                     wice 2008

                  „Wadowickie ślady historii”. Oprac. Jurczak Z., TMZW, Wa−
                     dowice 1987

                  Wyroba E. „Wadowice. Moje miasto". NS. Wadowice 2003




                                                                         177




Wadowice_10.pm6          177                           11-11-19, 00:55

Strona 178

Spis treści

              WSTĘP ......................................................................... 3
              Krótki kurs historii Wadowic… ...................................... 9
              Rynek – Plac Jana Pawla II ......................................... 25
              Plac Tadeusza Kościuszki ........................................... 51
              W stronę parku ........................................................... 55
              Wokół Sądu ................................................................ 65
              Ulica Adama Mickiewicza ............................................ 73
              Plac Bohaterów Getta .................................................. 83
              Ulica Zatorska ............................................................ 89
              W stronę Choczenki .................................................. 103
              Ulica Krakowska ....................................................... 111
              Wokól plant .............................................................. 115
              Ulica Lwowska .......................................................... 125
              W stronę stacji kolejowej ........................................... 143
              Aleja Matki Bożej Fatimskiej ..................................... 149
              Ulice wadowiczan ...................................................... 159
              POSŁOWIE ............................................................... 163
              Bibliografia ............................................................... 177




              178




Wadowice_10.pm6                 178                                        11-11-19, 00:55

Skan dokumentu

Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.

Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 1
strona 1 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 2
strona 2 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 3
strona 3 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 4
strona 4 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 5
strona 5 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 6
strona 6 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 7
strona 7 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 8
strona 8 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 9
strona 9 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 10
strona 10 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 11
strona 11 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 12
strona 12 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 13
strona 13 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 14
strona 14 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 15
strona 15 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 16
strona 16 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 17
strona 17 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 18
strona 18 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 19
strona 19 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 20
strona 20 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 21
strona 21 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 22
strona 22 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 23
strona 23 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 24
strona 24 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 25
strona 25 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 26
strona 26 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 27
strona 27 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 28
strona 28 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 29
strona 29 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 30
strona 30 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 31
strona 31 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 32
strona 32 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 33
strona 33 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 34
strona 34 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 35
strona 35 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 36
strona 36 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 37
strona 37 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 38
strona 38 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 39
strona 39 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 40
strona 40 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 41
strona 41 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 42
strona 42 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 43
strona 43 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 44
strona 44 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 45
strona 45 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 46
strona 46 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 47
strona 47 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 48
strona 48 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 49
strona 49 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 50
strona 50 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 51
strona 51 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 52
strona 52 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 53
strona 53 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 54
strona 54 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 55
strona 55 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 56
strona 56 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 57
strona 57 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 58
strona 58 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 59
strona 59 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 60
strona 60 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 61
strona 61 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 62
strona 62 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 63
strona 63 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 64
strona 64 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 65
strona 65 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 66
strona 66 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 67
strona 67 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 68
strona 68 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 69
strona 69 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 70
strona 70 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 71
strona 71 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 72
strona 72 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 73
strona 73 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 74
strona 74 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 75
strona 75 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 76
strona 76 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 77
strona 77 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 78
strona 78 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 79
strona 79 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 80
strona 80 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 81
strona 81 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 82
strona 82 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 83
strona 83 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 84
strona 84 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 85
strona 85 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 86
strona 86 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 87
strona 87 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 88
strona 88 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 89
strona 89 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 90
strona 90 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 91
strona 91 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 92
strona 92 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 93
strona 93 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 94
strona 94 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 95
strona 95 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 96
strona 96 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 97
strona 97 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 98
strona 98 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 99
strona 99 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 100
strona 100 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 101
strona 101 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 102
strona 102 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 103
strona 103 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 104
strona 104 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 105
strona 105 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 106
strona 106 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 107
strona 107 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 108
strona 108 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 109
strona 109 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 110
strona 110 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 111
strona 111 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 112
strona 112 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 113
strona 113 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 114
strona 114 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 115
strona 115 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 116
strona 116 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 117
strona 117 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 118
strona 118 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 119
strona 119 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 120
strona 120 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 121
strona 121 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 122
strona 122 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 123
strona 123 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 124
strona 124 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 125
strona 125 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 126
strona 126 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 127
strona 127 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 128
strona 128 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 129
strona 129 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 130
strona 130 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 131
strona 131 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 132
strona 132 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 133
strona 133 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 134
strona 134 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 135
strona 135 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 136
strona 136 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 137
strona 137 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 138
strona 138 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 139
strona 139 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 140
strona 140 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 141
strona 141 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 142
strona 142 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 143
strona 143 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 144
strona 144 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 145
strona 145 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 146
strona 146 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 147
strona 147 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 148
strona 148 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 149
strona 149 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 150
strona 150 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 151
strona 151 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 152
strona 152 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 153
strona 153 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 154
strona 154 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 155
strona 155 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 156
strona 156 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 157
strona 157 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 158
strona 158 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 159
strona 159 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 160
strona 160 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 161
strona 161 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 162
strona 162 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 163
strona 163 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 164
strona 164 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 165
strona 165 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 166
strona 166 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 167
strona 167 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 168
strona 168 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 169
strona 169 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 170
strona 170 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 171
strona 171 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 172
strona 172 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 173
strona 173 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 174
strona 174 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 175
strona 175 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 176
strona 176 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 177
strona 177 z 178
Z.Jurczak. WADOWICZANIE — strona 178
strona 178 z 178

← Wróć do działu Publikacje

↗