Archiwum CyfroweZiemia Wadowicka
Archiwum Cyfrowe › Publikacje › dokument

Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly.

52 stron · PDF 16.5 MB · tekst wyszukiwalny

Treść dokumentu — tekst odczytany z pliku, do czytania i wyszukiwania

Strona 1

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum




       AUREA PRIMA...
czyli komentarz
do dziejów
wadowickiego
Liceum




                     WADOWICE 2016




                           -3-

Strona 2

Aurea prima...




Tematy:


SZKOŁA I JEJ DYRYGENCI ................................. str. 7

TOWARZYSTWO DLA LICEUM ........................... str. 29

Z MOICH OBECNOŚCI .......................................str. 39




                              -4-

Strona 3

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum




B
       ył taki rzymski poeta Tibullus, żyjący w II połowie
       I wieku przed narodzeniem Chrystusa czyli przed naszą
       erą. Nie słyszelibyśmy nawet o nim, gdyby dyrektor
S. Arzt nie polecił wykonać w 1890 roku, a G. Studnicki nie
przywrócił napisu naprzeciw wejścia z tekstem poety, który
stał się swoistym znakiem rozpoznawczym Gimnazjum:
Casta placent superis: pura cum veste venite.
Et manibus puris sumite fontis aguam.
To co czyste podoba się bogom. Przyjdźcie z szatą czystą
i rękami czystymi czerpcie wodę ze źródła.
Czasy zmieniają sens maksymy poety Tibullusa. Dla prostych
włościan – podaje Józef Putek - motywujących swoich synów
do nauki, była to szansa awansu: Pójdziesz na księdza to
będziesz jadał: Ciasto, placki i super ryż.




                           -5-

Strona 4

Aurea prima...




Swoje wystąpienie na jubileuszu 120 - lecia szkoły, jej
absolwent, profesor i dziejopis dr G. Studnicki, zakończył
słowami: Myślę, że wadowickie Gimnazjum było, a Liceum jest
nadal dobrym źródłem wiedzy, kształcącym i wychowującym
ludzi o czystych sercach, czystych umysłach i czystych
intencjach, ludzi tak bardzo potrzebnych społeczeństwu
i naszej Ojczyźnie.

Dwadzieścia lat później, na jubileuszu 140 - lecia, w 2006
roku, kardynał S. Dziwisz powiedział: Słowa znad wejścia
do wadowickiego Liceum odczytujemy więc jako pochwałę
i zachętę do czystości moralnej i duchowej. Tę maksymę
realizował Ojciec Święty, Jan Paweł II, który słowem i całym
swoim życiem ukazywał to, co najpiękniejsze i najlepsze dla
człowieka - Jezusa Chrystusa, Jedyne Piękno i Jedyną Miłość
jakie istnieją na świecie i w wieczności.




                            -6-

Strona 5

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum



       SZKOŁA I JEJ DYRYGENCI




W
           arunkiem utworzenia w 1866 roku gimnazjum
           realnego było zapewnienie przez samorząd miejski
           warunków lokalowych. Staraniem wybitnych
burmistrzów: J. Raczyńskiego i J. Brosiga, zaangażowania
i mądrości samorządu, którego tak brakuje współczesnym
Wadowicom – powstało Gimnazjum a w dziewięć lat
później budynek służący szkole do dzisiaj. Opierając się
na fundamentalnych dla Liceum (dr Gustaw Studnicki)
i Wadowic (dr Konrad Meus) opracowaniach naukowych,
postaram się przedstawić dzieje placówki poprzez dokonania
jej dyrektorów.

Szkoła zawsze była polską uczelnią, z polskim językiem
wykładowym – co istotne było w czasach austriackiego
zaboru. Była zawsze państwową (od 1999 jest samorządową)
i realizowała państwowy program edukacji. Stąd podstawowe
uwarunkowanie dla zawiadujących placówką. Każdy z nich
musiał być lojalistą, a praktyka zarządzania oraz cechy




                           -7-

Strona 6

Aurea prima...


osobowościowe - od bezkrytycznego i nawiedzonego
serwilizmu po kontestacyjny nonkonformizm - miały istotny
wpływ na ogólną kondycję szkoły, jej efekty edukacyjne
i wychowawcze.
Niełatwo było ukończyć 8-letnie Gimnazjum. W 1888
z przyjętych 66 ukończyło 22, w 1901 przyjęto 120 - zdało
maturę 26 w tym tylko 17 z przyjętych. Dlatego rozpiętość
wieku uczniów była duża. Od 10, 11 lat w klasie I - nawet
do 24 -25 lat w klasie ósmej. Uczniami byli Polacy z Galicji,
ale studiowali tu Czesi, Słowacy, Rusini, Węgrzy, było dużo
Niemców i Żydów. Pochodzili głównie ze środowisk wiejskich,
rzemieślniczych, urzędniczych.
Szkoła była jedyną szansą awansu dla młodzieży wiejskiej
i małomiasteczkowej. Dziewczyny dopuszczono do nauki
dopiero od 1910 roku, ale nie więcej niż 5% ogółu uczniów.
Jak podaje G. Studnicki, w l. 1866 - 1966 na 300 pracujących
tu nauczycieli, były zaledwie 23 kobiety; pierwsza dopiero
w 1921 roku.
Od roku 1933 wprowadzono 4 - letnie gimnazjum i 2 - letnie
liceum a od 1950 4 - letnie liceum po 7 - letniej szkole
podstawowej. Reforma AWS z 1999 ograniczyła naukę
w liceum do lat trzech.
Obecna dyrektor jest pierwszą kobietą na tym stanowisku
i dziewiętnastym dyrektorem w dziejach szkoły. Kilku
z poprzedników pełniło funkcję krótko, na zastępstwie;
większość swoim zarządzaniem wpłynęła znacząco na rozwój
szkoły. Byli też tacy, którzy tylko byli.




                            -8-

Strona 7

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


Celem tego artykułu nie jest ocena postaw dyrektorów ani ich
osiągnięć dydaktycznych. Wszak zawsze musieli realizować
narzucony program państwowego systemu edukacji. Chcę
przedstawić krótko działania i dokonania tych osób, dające
– tak mi się wydaje – szerszy obraz życia szkoły pod ich
kuratelą. Każdy z nas miał bowiem swojego dyrektora,
czas swojej szkolnej młodości ubranej w indywidualne
wspomnienia.
Najlepszą cenzurą dla szkoły są jej absolwenci: ich losy,
postawy, dokonania i więzi, które ze szkołą utrzymują. Jeszcze
w latach osiemdziesiątych XX wieku w Krakowie działało liczne
Koło Absolwentów Gimnazjum, a na jubileusz 120 - lecia,
organizatorzy zafundowali zjazd wszystkim absolwentom.
Powstałe w 2006 roku Stowarzyszenie Absolwentów LO,
prowadzi aktywną działalność na rzecz zachowania pamięci
o dawnym Gimnazjum i stara się podtrzymywać więzi łączące
byłych uczniów Liceum ze szkołą.

Tak jak zmieniały się państwa, mimo że to ciągle była Polska,
tak zmieniał się organ prowadzący, pełniący rolę nadzorcy.
Do 1918 roku była nim Rada Szkolna Krajowa we Lwowie,
do 1922 Kuratorium Lwowskie, do 1975 roku Kuratorium
Okręgu Szkolnego Krakowskiego, później do 1998 Kuratorium
Oświaty i Wychowania w Bielsku Białej. W 1999 prowadzenie
przejęły samorządy powiatowe a Kuratorium w Krakowie tylko
nadzór pedagogiczny poprzez miejscową Delegaturę. Takie
ustawienie szkoły w systemie administracji oświatą, miało
wpływ na obsadę stanowiska dyrektora. W czasach Galicji
nominacją powoływano (czasem z daleka) sprawdzonych




                            -9-

Strona 8

Aurea prima...


administratorów i pedagogów. Przybywali głównie z Krakowa
czy Nowego Sącza. W II RP nadal Kuratorium miało
decydujący wpływ na powołanie dyrektora. W PRL-u rola
Kuratorium ograniczała się w zasadzie do zatwierdzenia
nominacji partyjnej lokalnego Komitetu PZPR. Od 1990 roku
wprowadzono konkursy na stanowisko dyrektora z tym,
że komisję konkursową, przy udziale Kuratorium, tworzą
przedstawiciele samorządu, rodziców, nauczycieli i związków
zawodowych. Proporcje obsady takiej komisji ulegają
na przestrzeni lat zmianom. Od 1954 roku dyrektorami
są miejscowi nauczyciele, głównie ze środowiska szkoły.
Utrzymanie placówki spoczywa od 1945 roku całkowicie na
budżecie państwa a obecnie samorządu. W czasach Galicji
budżet był uzupełniany przez dofinansowanie Rady Miejskiej
a także przez opłatę czesnego, aż do 1939 roku. W II RP jak
i obecnie subwencje samorządowe były raczej symboliczne.
Gimnazjum do lat międzywojennych publikowało swoje
roczne sprawozdania, będące nie tylko informatorem ale
i periodykiem publicystycznym uczniów i nauczycieli. Od 25
lat młodzież pod opieką polonisty H. Odrozka, wydaje pismo
„Peryskop”, będące fenomenem wśród czasopism licealnych
w Polsce.

W czasach galicyjskich obowiązywał zakaz działalności
politycznej na terenie szkoły. Tak samo było w II RP, ale
nie obowiązywał już nauczycieli. Przeciwnie w czasach
PRL-u, kiedy kształcenie i wychowanie upolityczniono
a młodzież      i nauczycieli obligowano do działalności
społecznej i politycznej. Po 1945 roku nastąpił rewolucyjny




                           - 10 -

Strona 9

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


awans oświaty. Po raz pierwszy uczniowie z wielu okolicznych
wsi mieli szansę dalszej edukacji w zreformowanym 4-letnim
liceum. Charakterystyczną bowiem cechą w całym 120-leciu
był demokratyczny i plebejski – w najlepszym znaczeniu tego
słowa – charakter szkoły, nie dyskryminującej nikogo, jeśli
tylko wykazywał wystarczające uzdolnienia, chęci i upór-pisał
w 1986 roku G. Studnicki.

Reforma oświaty z 1999 roku wprowadziła przy
trzystopniowym systemie, trzyletnie licea ogólnokształcące.
Powoduje to w zasadzie dwuletni cykl nauczania, bo klasa
pierwsza zajmuje się wyrównaniem poziomu edukacyjnego
młodzieży z różnych gimnazjów. W takim układzie zadania
wychowawcze szkoły są ograniczone do minimum.

Religia była do 1952 roku przedmiotem obowiązkowego
nauczania, później dobrowolnego a od 1960 roku odbywała
się w Domu Katolickim. Od 1990 roku religia wróciła do
szkoły jako przedmiot względnie obowiązujący, a rola
katechezy nie jest w wychowaniu bez znaczenia, tym bardziej
w macierzystej szkole papieża Jana Pawła II. W latach 1901-
1939 uczono także religii mojżeszowej.
W szkole zawsze uroczyście obchodzono wszelkiego
rodzaju święta kościelne i państwowe. W czasach Galicji
odprawiano msze ku czci dworu Habsburgów, w II RP ku
czci Marszałka czy prezydenta, w PRL-u z początku msze
później świeckie akademie i pochody, w III RP znowu msze.
Od początku XX wieku wprowadzono w szkole wychowanie
militarne (przysposobienie wojskowe), które w II RP miało




                           - 11 -

Strona 10

Aurea prima...


swoje apogeum. Kontynuowano je także za czasów PRL.
W czasach Galicji absolwenci wybierali w konsekwencji
studia teologiczne i prawo, w II RP wojskowość, medycynę
i teologię, w PRL-u studia techniczne i rolnicze.

Prezentując sylwetki dyrektorów szkoły, pominąłem tych,
którzy pełnili funkcje krótko i w zastępstwie.

Kalikst KRUCZKOWSKI - dyrektor w l. 1866-1872. Przybył
z Gimnazjum św. Anny (Nowodworskiego) w Krakowie.
Były dyrektor Gimnazjum w Nowym Sączu, usunięty ze
stanowiska w 1862 roku za odmowę wszczęcia dochodzenia
wobec uczniów kolportujących ulotki patriotyczne. Za jego
kadencji Niższe Gimnazjum Realne mieściło się w magistracie.
Orędownik uruchomienia wyższego gimnazjum. Wymagający
i tolerancyjny przez to lubiany i ceniony przez młodzież.

Teodor STAHLBERGER - dyrektor w l. 1872-1876. Wcześniej
uczył w Gimnazjum w Nowym Sączu a potem św. Anny
w Krakowie. Filolog klasyczny, publicysta, poeta; Polak
pochodzący z rodziny niemieckiej, ceniony za wiedzę przez
współczesnych, autor podręcznika do języka niemieckiego.
Zaangażowany w budowę gmachu szkoły, który oddano do
użytku w 1875 roku. Doprowadził do powołania Wyższego
Gimnazjum Realnego z 8-letnim programem nauczania.
Członek Rady Miejskiej, Rady Szkolnej Okręgowej (odpowiednik
powiatowego inspektoratu oświaty), przewodniczył Radzie
Szkolnej Miejscowej. Był też dyrektorem Prywatnej Szkoły
Żeńskiej. Inicjator założenia bursy szkolnej. Za jego kadencji




                            - 12 -

Strona 11

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


powstał fundusz stypendialny dla uczniów. Odszedł na
stanowisko dyrektora Gimnazjum św. Jacka w Krakowie.

Antoni KRYGOWSKI – dyrektor w l. 1876-1887. Matematyk,
pracował wcześniej w Tarnopolu, Tarnowie i Lwowie.
Wprowadzał model Wyższego Gimnazjum Humanistycznego,
który ukształtował profil szkoły aż do 1933 roku. Mimo
przewlekłej choroby był razem z księdzem P. Pietrzyckim
-organizatorem Towarzystwa Bursy Gimnazjalnej i jego
prezesem. Członek Rady Szkolnej Okręgowej.
Seweryn ARZT - dyrektor przez 20 lat – 1887-1907.
Przybył z Drohobycza. Mimo niepochlebnej opinii E.
Zegadłowicza w „Zmorach”, S. Arzt zaliczał się do tytanów
pracy i obowiązków. Kawaler Orderu Franciszka Józefa,
Zasłużony Obywatel Wadowic, lojalista jednak bez szkody
dla narodowego charakteru szkoły. W 1894 wprowadzono
mundury szkolne obowiązujące w różnych wersjach do lat
mojej nauki. Musiał być Arzt bardzo dobrym organizatorem.
Tolerancyjny dla udziału młodzieży w powstających
organizacjach niepodległościowych, w TG Sokół i innych
stowarzyszeniach. Za jego kadencji otwarto szkolną bursę,
powstało boisko zabaw dla młodzieży, orkiestra szkolna
działająca do 1939 roku, założył Szkołę Przemysłową,
której był kierownikiem, poszerzył znacznie zasób
księgozbioru biblioteki,     przeprowadził pierwszy remont
szkoły, powstała czytelnia (świetlica) uczniowska i sześć
gabinetów przedmiotowych z bogatymi zbiorami a zajęcia
gimnastyczne odbywały się już w „Sokole”, Organizował
oficjalne uroczystości patriotyczne o narodowym charakterze




                           - 13 -

Strona 12

Aurea prima...


oraz pierwsze wycieczki szkolne. To on umieścił nad wejściem
napis „Casta placent superis...” według G. Studnickiego znak
rozpoznawczy liceum. W czasach dyrektora Arzta zwiększyła
się o 100% liczba uczniów, czemu sprzyjało oddanie do
użytku linii kolejowych. Z 250 w 1893 do 580 w 1907 roku, co
zmusiło dyrektora do wynajmowania pomieszczeń lekcyjnych
poza szkołą (klasy na filii). Po śmierci zasłużonego dyrektora,
z inicjatywy jego rodziny powstał fundusz stypendialny
imienia S. Arzta, którego stypendystą był mój nauczyciel
matematyki, prof. Józef Kawaler: Trzeba pamiętać, ze szkoła
ta była tylko z nazwy cesarsko-królewska…/Duch jej był
zawsze polski.

Jakub ZACHEMSKI – dyrektor w l. 1907-1908. Rodowity góral,
filolog klasyczny, uczył w szkole od 1902 roku. Długoletni
działacz i prezes Związku Podhalan, publicysta, ceniony
za wiedzę i wyrozumiałość nawet przez tak krytycznego
Zegadłowicza. Za jego rocznej kadencji przywędrowała do
Gimnazjum piłka kopana czyli nożna i powstały pierwsze koła
zainteresowań m.in. koło dramatyczne czyli teatr szkolny,
działający aż do 1970 roku a także chór szkolny. Był później
Zachemski dyrektorem Gimnazjum św. Anny, któremu
w 1928 roku przywrócił imię Bartłomieja Nowodworskiego.
Na emeryturze zamieszkał w Wadowicach, u swojej córki
Heleny Grzesło. Tu zmarł w 1958 roku i został pochowany na
Cmentarzu Parafialnym.

Jan DOROZIŃSKI nauczyciel w latach 1895-1901 a następnie
w Gimnazjum św. Anny w Krakowie, by od 1908 roku objąć




                             - 14 -

Strona 13

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


stanowisko dyrektora, które pełnił do 1924 roku. Humanista
o szerokich zainteresowaniach, od filozofii po literaturę i sztukę;
propagator turystyki, lingwista, był autorem podręcznika do
psychologii oraz tomiku wierszy, publicysta i kronikarz swoich
czasów. Na czas jego kadencji przypada I wojna, zajęcie
budynku na szpital - co ograniczyło prowadzenie zajęć,
ale szkoła nie zawiesiła działalności. Był radnym miejskim,
członkiem Rady Szkolnej Okręgowej a później Powiatowej.
Był jedynym dyrektorem w Galicji z dwoma egzaminami
nauczycielskimi. Działał w Kasynie Urzędniczym, organizował
akcję pomocową w czasie wojny. Jego córka poetka i tłumaczka
Janina Brzostowska z grupy „Czartak”, wydawała w latach
trzydziestych w Warszawie almanach literacki „Skawa”. Za
czasów dyrektora Dorozińskiego powstała drużyna skautowa
i harcerstwo, pierwszy samorząd szkolny i sklepik uczniowski,
wydawano pisemko „Nasz Łan”, powstały koła zainteresowań
i szkolna drużyna piłkarska Skawa. Wprowadzono naukę
strzelania i szermierki a później tzw. Legion Szkolny, założono
przy pomocy Towarzystwa Ogrodniczego ogródek szkolny,
działający jeszcze w moich czasach, powstały szkolne
warsztaty prac ręcznych. Dyrektor potrafił przeprowadzić
szkołę przez czas I wojny, wyremontował budynek po
zniszczeniach wojennych, wyposażył klasy w piece kaflowe,
które dotrwały do lat sześćdziesiątych. Przede wszystkim
wprowadził bezpiecznie szkołę w czasach galopującej inflacji,
w system oświatowy odrodzonej Polski.

Henryk GAWOR – dyrektor w latach 1924-1931. Przybył
z Nowego Sącza. Filolog klasyczny, profesor szkoły od




                              - 15 -

Strona 14

Aurea prima...


1901 roku, długoletni prefekt (kierownik) Bursy im. Stefana
Batorego, opiekun biblioteki, członek Rady Szkolnej
Powiatowej, publicysta pedagogiczny, niestrudzony działacz
oświatowy. Już na emeryturze uczestniczył w tajnym
nauczaniu w czasie okupacji i uczył po wojnie. Był fundatorem
powojennej pomocy szkole. Prawie pół wieku związany
z Gimnazjum. Za jego kadencji dano szkole patronat Marcina
Wadowity, który funkcjonował jedynie w dokumentach.
Wprowadzono do budynku elektryczność, powstał stały
gabinet lekarski, wydawano czasopismo gimnazjalne
„Lutnia szkolna”, powstała Sodalicja Mariańska, Liga
Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej i zlikwidowano oborę
na podwórku. Dyrektor władał biegle ponoć dwunastoma
językami. Człowiek ogromnej wiedzy, pracowity i sumienny.
Profesor języka i kultury greckiej, świetny znawca hellenizmu,
mądry, zrównoważony pan Gawor – tak pisał o nim E.
Zegadłowicz.

Franciszek GWIŻDŻ - dyrektor w latach 1931- 1933,
pierwszy z nowego pokolenia kadr II RP. Uczył w Gimnazjum
w Chrzanowie a od 1929 roku w Wadowicach. Był rok zastępcą
dyrektora Gawora. Młody, energiczny, mający zaplecze
polityczne w Bezpartyjnym Bloku Współpracy z Rządem,
został – tak sądzę - powołany na stanowisko dyrektora,
aby wypuścić ze szkoły austriacki zaduch, przeorganizować
szkołę zgodnie z założeniami reformy ministra Jędrzejowicza.
Od 1932 roku było już 4 letnie gimnazjum i 2 letnie liceum.
Musiał zredukować zatrudnienie i ożywić działalność. Szkołę
znał bardzo dobrze, bo był jej absolwentem z 1921 roku.




                            - 16 -

Strona 15

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


Postawił na młodych nauczycieli, przywrócił harcerstwo
(był Komendantem Hufca ZHP), działał jako radny w Radzie
Miejskiej, w Radzie Szkolnej Powiatowej, prezesował Kołu
BBWR i TSNW. Rozwinął działalność sportową i turystyczną
a młodzież czynnie przyczyniła się do budowy schroniska
na Leskowcu (1933). Założono Straż Przednią - prorządową
organizację polityczną, koło PCK, Szkolną Kasę Oszczędności,
Koło Abstynenckie. Był później F. Gwiżdż dyrektorem
w Gorlicach a po wojnie współtworzył polskie szkolnictwo na
Ziemiach Zachodnich.

Jan KRÓLIKIEWICZ - dyrektor w latach 1933-1939
i 1945-1953. Pochodził z Wojnicza, pracował w Gimnazjum
w Brzesku. Z wykształcenia filolog klasyczny, z zainteresowań
– teatrolog, trochę poeta. To na jego kadencje przypadło
przestawienie szkoły na nowe tory (reforma Jędrzejowicza)
z nowymi programami, podręcznikami, a także przedmiotami.
Także lata szkolne Karola Wojtyły, którego rocznik był
ostatnim 8-letniego gimnazjum klasycznego. W latach
trzydziestych Gimnazjum - obok stowarzyszenia Jagiellonka
– było organizatorem życia teatralnego miasta. Sprzyjał temu
dyrektor i może to nie przypadek, że zdolna i inteligentna
młodzież - łącznie z Karolem Wojtyłą, wybierała studia
filologiczne czy teatralne. Jedną z wybitnych aktorek Teatru
Rapsodycznego M. Kotlarczyka była córka dyrektora, Halina
Królikiewicz. W 1939 roku okupanci początkowo zgodzili się
na otwarcie szkoły. Nauka trwała krótko. Po kilku tygodniach
Niemcy szkołę zamknęli. Na polecenie dyrektora cała szkoła
pisała wtedy wypracowanie na temat własnych, wrześniowych




                           - 17 -

Strona 16

Aurea prima...


przeżyć. Dzięki temu powstał unikalny dokument pierwszych
dni okupacji. W czasie wojny Jan Królikiewicz przebywał
w GG gdzie prowadził tajne nauczanie. Wrócił w 1945 roku
i wspólnie z powracającymi nauczycielami w kilka miesięcy
przygotował szkołę do wzmożonej, powojennej działalności.
Przeprowadził niezbędny remont, zdobył wyposażenie,
realizował    nowe     założenia      państwowej       edukacji.
Wznowił działalność teatru, powstało kilka kół organizacji
młodzieżowych a od 1948 jeden Związek Młodzieży Polskiej
- masówka inwazji ideologicznej oraz Koło Przyjaźni Polsko-
Radzieckiej, Liga Przyjaciół Żołnierza, Koło Odbudowy
Warszawy, brygada pracy Służby Polsce. Szkoła prowadziła
kursy dla dorosłych, dla kadry oficerskiej wojska i milicji,
klasy pedagogiczne a ilość uczniów wzrosła do ponad tysiąca
w 1950 roku. Zajęcia odbywały się często poza szkołą,
bo do 1953 roku dyrektor prowadził generalny remont
obiektu. W miejsce dwóch klatek schodowych zbudowano
jedną, obecną. Wymieniono stropy, poszerzono korytarze,
zlikwidowano wreszcie sanitariaty opadowe, urządzono salę
gimnastyczną na parterze. Obecne rozplanowanie budynku
to efekt tamtego remontu.
Mimo tylu zasług, w 1953 roku nagle dyrektora przeniesiono
w stan spoczynku. Po październiku 1956 roku, Komisja
Rehabilitacyjna do której się odwołał orzekła, że „przeniesienie
w stan spoczynku było nieuzasadnione i krzywdzące i nastąpiło
na skutek różnych anonimowych doniesień /…/ i szykan
politycznych”. Na emeryturze nie mógł znaleźć dodatkowego
zatrudnienia. Te przykre doświadczenia z rzeczywistością
PRL-u, zaciążyły na jego zdrowiu.




                             - 18 -

Strona 17

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


Możemy jedynie się domyślać, jakie były powody odsunięcia
J. Królikiewicza od zawiadywania szkołą. Zmienił się ośrodek
decyzyjny. Mimo, że nadal Kuratorium było organem
prowadzącym szkołę, to decyzje kadrowe zaczęły zapadać
w Wadowicach. Dyrektor - tak sądzę - został ofiarą zmiany
systemowej. Podobne zmiany miały miejsce w 1970 oraz
2005 roku i dzieją się współcześnie, nie tylko w Wadowicach.
Po 1945 roku inteligencja chcąc jako tako żyć, musiała liczyć
się z reprezentacją klasy robotniczo – chłopskiej, a tym
bardziej ze zbrojnym ramieniem tej władzy. Nowa Polska
- jak każda rewolucyjna, dobra w swoim odczuciu władza
- niosła nieprzewidywalność i pogardę dla przeszłości. Dla
przedwojennych nauczycieli także, może z wyjątkiem tych,
którzy ucząc na przyspieszonych kursach milicję i wojsko,
uzyskali aprobatę nowej władzy. Zrozumieli, że idący ze
wschodu wiatr politycznej odnowy w makarenkowskim
systemie oświaty, może zmieść całe sancyjne grono
pedagogiczne.
Przebieg tamtych wydarzeń i dostępne materiały sugerują, że
dyrektor musiał być ofiarą, by zapewnić szkole kontynuację
działalności bez zmian personalnych. Ze swoim życiorysem,
zasadami, pojmowaniem dyscypliny i roli nauczyciela, ze
swoim klasycznym humanizmem i przebiegiem pracy - był
modelowym wrogiem stalinizmu i ofensywy ideologicznej.
Dlatego stał się ofiarą. Chyba dzięki temu moje pokolenie
mogli uczyć jeszcze nauczyciele przedwojennego Gimnazjum:
J.Sarnicki, H.Ryntflejsz, W.Rokowski, K.Foryś, S.Knapik,
E. Zacher, J.Kucharski, Cz.Panczakiewicz, J.Półgroszek,
J.Heriadin.




                           - 19 -

Strona 18

Aurea prima...


Julian CORA był tylko rok dyrektorem, w latach 1953-1954.
Przyszedł z Chrzanowa, gdzie wrócił po roku na stanowisko
dyrektora Liceum. Ustawowo zlikwidowano wtedy modlitwę
przed lekcjami oraz usunięto emblematy religijne. Możliwe,
że to roczne dyrektorowanie w Wadowicach było formą
personalnego katalizatora przed uzyskaniem zgody na powrót
do szkoły chyba najbardziej z nią związanego pedagoga,
Kazimierza Forysia.

Kazimierz FORYŚ - dyrektor w latach 1954 - 1970. Syn tercjana
(woźnego) gimnazjalnego Franciszka, sympatycznego
Oremusa w „Zmorach” : Stał tercjan Oremus. Patrzył z wysoka
i spokojnie na gwarną gromadę uczniaków/…/ Tercjan
Oremus był w mundurze./…/Zabrzęczały klucze, zazgrzytał
zamek. Przez rozwartą kratę wtargnęła fala młodzieży.
Z wyłączeniem pobytu na studiach i rocznej pracy na Śląsku,
K. Foryś był całe życie związany ze szkołą. W niej się urodził,
tu zdał maturę tu wrócił jako praktykant, nauczyciel a później
jej dyrektor. Polonista, literat, publicysta wychowany w kręgu
„Czartaka”. Był głównym organizatorem jubileuszu 25-lecia
twórczości E. Zegadłowicza i udziału młodzieży gimnazjalnej
w tej uroczystości. Dzięki niemu Gimnazjum miało częsty
kontakt z Zegadłowiczem i artystami. To się zmieniło po
wydaniu powieści „Zmory” tak, że przez rok musiał uczyć
w Dąbrowie Górniczej. Profesor Foryś był opiekunem koła
dramatycznego z którym zrealizował 8 premier. Miał zapewne
wpływ na literackie i teatralne zainteresowania Karola
Wojtyły, z którym reżyserował (profesor i uczeń) w 1938
roku sztukę „Zygmunt August”. W czasie wojny uczestniczył




                             - 20 -

Strona 19

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


w tajnym nauczaniu. W 1945 roku wrócił do szkoły i pracował
- także jako zastępca dyrektora, do czasu objęcia stanowiska
dyrektora liceum w Andrychowie w 1949 roku. Po czterech
latach wrócił do gimnazjum a w roku 1954 objął stanowisko
dyrektora.
Po odwołaniu dyrektora Królikiewicza atmosfera wśród
uczących nie była najlepsza. Panował strach przed inwazją
stalinizmu na szkołę. W mieście rosła konkurencja dla
edukacyjnego monopolu Liceum. Oświatowym postępem
było wtedy szkolnictwo zawodowe dla klasy robotniczej
czyli szkoła metalowa i handlowa. Szkole z takimi tradycjami
groziła swoista resocjalizacja poprzez wymianę kadry.
Ofiarą tamtych wydarzeń został dyrektor Królikiewicz, ale
to uratowało pozostałych. Nigdy zapewne dokładnie się nie
dowiemy jakich metod użyli lewicowi nauczyciele, członkowie
partii m.in.: S. Knapik, J. Kucharski, T. Śmieszek, J. Kawaler,
by przekonać władze polityczne do kandydatury K. Forysia
na dyrektora.
Do szkoły wkroczył program socjalistycznej edukacji, który był
- co wynika z dokumentów - niechętnie a wręcz z dezaprobatą
przyjęty i realizowany. Dyrektor na 100 - lecie zakładu powołał
Koło Wychowanków Szkoły, ale „odnośne władze” odmówiły
jego zatwierdzenia. Bezimiennej od kilkunastu lat szkole,
na jej 100-lecie nadano imię E. Zegadłowicza. Podobnie jak
w 1952 roku, nauczyciele uprzedzili wtedy zamiary władzy,
bo Liceum szykowano patronat ideologiczny: I. Fik albo J.
Marchlewski, nadany później Technikum Ekonomicznemu
(szkole zawodowej w Gorzeniu wybrano Janka Krasickiego).
Dorabiano więc Zegadłowiczowi proletariacką proweniencję




                            - 21 -

Strona 20

Aurea prima...


i lewicowe oblicze. Podnoszono znaczenie zjazdu lwowskiego
w 1936 roku, twórczość klasową od „Powsinóg beskidzkich”
po „Martwe morze” i „Domek z kart”, a z wnioskiem nadania
patronatu poecie wystąpiła organizacja partyjna szkoły.
Na podwórku pracowni F. Suknarowskiego stało gotowe
popiersie poety, które przekazał nieodpłatnie. Odsłonięto
pomnik i od września 1966 roku szkoła nosiła imię Piewcy
Beskidów. Niestety uroczystości 100 - lecia zakłócił zgrzyt
jakim było odwołanie zjazdu absolwentów, bo udział w nim
potwierdził arcybiskup K. Wojtyła, uczeń K. Forysia - poeta,
polonista i aktor. Jak się musiał dyrektor czuć, gdy mu
ówczesna władza kazała zjazd odwołać? A jak się muszą
czuć dyrektorzy Liceum, których władza, wybrana z woli ludu
czyli niekoniecznie mądra – traktuje jak narzędzie swojej
polityki? Mógł K. Foryś zaprotestować rezygnując z funkcji.
I co by to dało? Był przed emeryturą a razem z nim zwolniono
by też innych. Czy Kościół by im pomógł? Nie sądzę. Po
części konsekwencją tamtych wydarzeń, była kandydatura
następnego dyrektora.
Za 16 - letniej kadencji dyrektora Forysia wybudowano
nowoczesną salę gimnastyczną ze świetlicą, przebudowano
ogrodzenie, wyposażono szkołę w centralne ogrzewanie,
zbudowano garaże, wymieniono oświetlenie. Oczywiście
trwała programowa inwazja socjalizmu (powstał ZMS),
ale działało energicznie harcerstwo, kontynuowano
tradycje teatralne, działał autonomiczny samorząd, szkoła
organizowała imprezy dochodowe, powstało SKKT.
Z chwilą odejścia dyrektora w 1970 roku na emeryturę,
skończyła się w Liceum pewna epoka, która korzeniami




                           - 22 -

Strona 21

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


sięgała do czasów II Rzeczpospolitej i Galicji. Kazimierz
Foryś był ostatnim dyrektorem wykształconym przed wojną.
Miał wokół siebie ekipę, która w czasach socrealu nie
dostała patriotycznego (czytaj ideologicznego) nawiedzenia.
Kadencja Forysia – mimo uwarunkowań politycznych - to
była jednak kontynuacja programu wychowawczego lat
trzydziestych. Grono nauczycielskie tworzyło opiniotwórczą
grupę towarzyską, mającą autorytet i istotny wpływ na
życie kulturalne miasta. Byli w latach sześćdziesiątych
nieformalnymi animatorami życia inteligencji, bo takowa
jeszcze zespołowo egzystowała. Na emeryturze dyrektor
dojeżdżał uczyć parę godzin do Szkoły Rolniczej w Radoczy.
Jego następca w Liceum nie znalazł widocznie możliwości
zatrudnienia swojego poprzednika.

Tadeusz JANIK był dyrektorem od 1970 do 1985. Absolwent
szkoły, wadowiczanin, wcześniej dyrektor szkoły podstawowej
nr 4. Działacz oświatowy i aktywista partyjny pochodził
z rodziny rzemieślniczej. Uczciwy i pracowity lojalista, bardzo
wymagający - także od siebie. Uczył nauk politycznych. Za
jego kadencji zmieniono gruntownie elewację, powstało
boisko na przekazanym przez miasto terenie oraz ogródki
pracownicze, upowszechniano system klasopracowni.
Wprowadził obcą wcześniejszym dyrektorom dyscyplinę pracy
a nawet polityczny serwilizm. Związki i relacje towarzyskie
nauczycieli, które inicjowały wiele pozytywnych działań szkoły,
ograniczały się do imprez okolicznościowych z okazji Dnia
Kobiet i Dnia Nauczyciela. Powstał zdyscyplinowany zakład
pracy oświatowej a szkoła wzorcowo realizowała model




                            - 23 -

Strona 22

Aurea prima...


wychowania socjalistycznego. Klasy tworzyły kolektywy,
a grono pedagogiczne wysłało do L. Breżniewa życzenia
z okazji urodzin. W ramach Ochotniczych Hufców Pracy
młodzież mogła zarabiać, wprowadzono też obowiązkowy
czyn społeczny (na wykopki). Dyrektor był przy tym na
sposób urzędowy sprawiedliwy. Dbał o obowiązek tarcz
na uczniowskim ramieniu jak i punktualność podwładnych
na lekcjach. Wszelka dokumentacja pracy nabrała od
tej pory istotnego znaczenia. Po 1981 roku uczestniczył
w organizowanej przez szkolną „Solidarność” akcji
przywrócenia szkole imienia Marcina Wadowity i bez oporu
przyjął powieszone przez rodziców w klasach emblematy
religijne. Jak wspominają jego podwładni, na ostatniej
konferencji pedagogicznej skwitował każdego z nauczycieli
indywidualnym podsumowaniem błędów.

Roman LEBIEDZKI, wadowiczanin, historyk, działacz ZNP.
Od 1972 roku był dyrektorem Liceum dla Pracujących
a później wicedyrektorem szkoły. Po przejściu T. Janika na
emeryturę został w konsekwencji jej dyrektorem i był nim
do 1995. Przeprowadził szkołę przez okres transformacji
ustrojowej, z PRL-u do III RP. Uniemożliwił miastu
przejęcie pod zabudowę mieszkaniową szkolnego terenu.
Był współorganizatorem obchodów jubileuszu 120 - lecia
i wydania broszury okazjonalnej historii szkoły, za jego
kadencji przywrócono sentencję „Casta placent…” oraz
wmurowano tablicę pamiątkową ofiar wojen. Zabiegał
u władz w sprawie wydania przez TMZW monografii szkoły.
Przeprowadził remont kapitalny sali gimnastycznej, inicjator




                           - 24 -

Strona 23

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


wprowadzenia do szkoły języka angielskiego.   W tym
czasie młodzież zaczęła wydawać czasopismo „Peryskop”.
W opinii podwładnych został zapamiętany jako życzliwy,
komunikatywny i tolerancyjny dyrektor.

Tadeusz SZCZEPAŃSKI 1995 – 2005. Od 1986 roku uczył
w szkole matematyki. Pierwszy dyrektor z konkursu a nie
rekomendacji politycznej czy powołania. Wprowadzał, chcąc
nie chcąc, reformę oświaty autorstwa AWS ( trzyletnie
liceum) oraz pierwszy egzamin maturalny według nowych
zasad. Za jego kadencji przeprowadzono kapitalny remont
szkoły, na który zdobył środki z budżetu centralnego.
Zakres prac był obszerny: wymieniono pokrycie dachowe
oraz więźbę, przebudowano kotłownię, kominy i systemy
wentylacyjne dla potrzeb instalacji gazowej, przebudowano
od lat wadliwą kanalizację, wymieniono parkiet w sali
gimnastycznej i wszystkie okna w budynku, zmodernizowano
toalety i łazienki, zaadaptowano część klatki schodowej
sali gimnastycznej na gabinety dydaktyczne. Dyrektor
wprowadził język angielski do wszystkich oddziałów, założył
muzeum szkolne i rozbudował pracownię komputerową.
Powstały wtedy dwa dobre zespoły wokalne i wrócono do
dawnej, klasowej formy wycieczek szkolnych tak, by były
dostępne dla wszystkich uczniów. Według zgodnej opinii
nauczycieli i młodzieży, panowała atmosfera tolerancji
i respektowania praw ucznia. Krążyły wśród uczniów opinie,
że jego wystąpienia mają charakter dekadencki. Zapewne
było to dowcipne odniesienie do przełomu wieku, ale
z perspektywy lat wydaje się, że Szczepański był jednym




                           - 25 -

Strona 24

Aurea prima...


z niewielu a na pewno ostatnim dyrektorem, starającym się
utrzymać autonomię uczelni.
Na 130 - lecie wydano okolicznościowe sprawozdanie.
K. Szczepański napisał w nim m.in.: Usiłujemy sprostać
oczekiwaniom, traktując poważnie i odpowiedzialnie naszą
pracę. Staramy się przekazać treści aktualne i zgodne ze
współczesnym stanem wiedzy. Zachęcamy uczniów do
stawiania pytań i samodzielnego poszukiwania odpowiedzi.
Dążymy także do tego, by przy okazji naszych kontaktów
z wychowankami uczyć ich szacunku dla drugiego człowieka,
wrażliwości, tolerancji i przestrzegania zasad demokracji.
Dyrektor potrafił ochronić szkołę przed indoktrynacją
światopoglądową i zależnością od politycznych zawirowań.
Przygotowując arkusz organizacyjny nowego roku, nie
przewidział dla siebie nauczycielskiego etatu, bo musiałby
kogoś zwolnić. Osiągnął wiek emerytalny i zdecydował się
na odejście ze szkoły. Można zażartować, że zwolnił się sam.

Jan SZEWCZYK. Został dyrektorem w 2005 w wyniku decyzji
Starostwa Powiatowego po nierozstrzygniętym konkursie.
Powołano go na stanowisko wbrew negatywnej opinii Rady
Pedagogicznej. Zrezygnował przed upływem kadencji w 2008
roku. J. Szewczyk był - tak sądzę - wykonawcą założeń
układu politycznego, który rządził samorządem lokalnym.
W mianowaniu nie przeszkadzał fakt, że żona dyrektora
kierowała wydziałem nadzoru nad szkołą w Starostwie. Jego
nominacja miała na celu - jak się dzisiaj wydaje- oczyszczenie
szkoły z krytycznych wobec samorządu nauczycieli
a w dalszej kolejności prawdopodobne umieszczenie liceum




                            - 26 -

Strona 25

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


w systemie szkolnictwa niepublicznego. Propagandowym
akcentem takiego kierunku działań, wydaje się być dzisiaj
ogólnopolskie otwarcie roku szkolnego 2006 o które postarał
się ówczesny samorząd. Niestety dyrektor nie spełnił
oczekiwań swoich pryncypałów. W połowie kadencji odszedł
na emeryturę w atmosferze małego skandalu o którym pisała
prasa. Cały incydent, od powołania po odwołanie dyrektora,
był przykładem do jakiego stanu doprowadzono szkolnictwo
średnie, oddając je na łaskę samorządów. Za kadencji
J. Szewczyka rozpoczęło się ograniczanie niezależności
światopoglądowej szkoły na rzecz propagandowego
katolicyzmu, zahaczającego o zwykłą dewocję. Powoli
zamazywano pamięć o wybitnym uczniu i absolwencie Karolu
Wojtyle na rzecz kultu papieża Jana Pawła II Wielkiego.
Świetlicę ochrzczono aulą papieską a szkolne uroczystości
zaczęły mieć oprawę religijną jak za czasów Galicji. Wydane
przez J. Szewczyka sprawozdanie szkoły z okazji 140-lecia
sygnalizuje, że w sferze wychowania liceum rozpoczęło
wędrówkę w kierunku szkoły wyznaniowej. Na emeryturze
dyrektor uczył w Kalwarii i objął funkcję koordynatora sportu
w Starostwie Powiatowym.

Janina TUREK - dyrektor od 2008 roku, wadowiczanka, kiedyś
przewodnicząca Samorządu Szkolnego i absolwentka Liceum.
Posiada wyższe wykształcenie techniczne. Od 1990 roku była
wizytatorem Kuratorium Oświaty. Funkcję dyrektora objęła
w wyniku konkursu. Jest pierwszą kobietą w dziejach szkoły
na tym stanowisku. Zdobyte doświadczenie zawodowe, przy
wyjątkowej pracowitości, pozwoliło jej na bezkonfliktowe




                           - 27 -

Strona 26

Aurea prima...


uporządkowanie przejętych spraw, uspokojenie nastrojów
i przywrócenie szkole normalnego funkcjonowania. Jest
dobrym administratorem a obowiązkom poświęca naprawdę
dużo czasu.     Przeprowadziła remont dachu, parkingu
i wymianę instalacji elektrycznej. Doprowadziła do remontu
i zamiany mieszkania służbowego na dwie sale lekcyjne.
Uważa, że w pracy pedagogicznej szkoły najważniejsze
jest dobro ucznia. Za jej kadencji szkoła wróciła po kilku
latach nieobecności, do prestiżowej i elitarnej grupy liceów
ogólnokształcących w Małopolsce.




Bibliografia:
1. G. STUDNICKI „Pierwsza wśród równych”, TMZW 		
   Wadowice 1991,
2. K. MEUS „Wadowice 1772-1914 - studium przypadku 		
   miasta galicyjskiego”, Księgarnia Akademicka,
   Kraków 2013,
3. Sprawozdanie ZSO im. M. Wadowity, Wadowice 2003,
4. Sprawozdanie dyrekcji LO im. M. Wadowity,
   Wadowice 2006/2007
5. E. ZEGADŁOWICZ „Zmory”. WL Kraków - Wrocław 1984.




                           - 28 -

Strona 27

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum




     TOWARZYSTWO W LICEUM




T
       owarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej, którego
       od lat jestem animatorem, ma na swoim bogatym
       koncie działań wiele dokonań na rzecz szkoły.
Zanim doszło do zarejestrowania TMZW, dwukrotne próby
powołania regionalnego stowarzyszenia kulturalnego czynił
w latach 1964-66 ówczesny dyrektor Kazimierz Foryś oraz
Franciszek Suknarowski, obaj z kręgu przedwojennego
Czartaka. Dopiero w 1971 roku udało nam się założyć
stowarzyszenie, którego siedzibą przez długie lata było moje
mieszkanie przy ulicy Zatorskiej. W 1981 roku poparliśmy
starania Liceum o przywrócenie historycznego patronatu
Marcina Wadowity i zaczęliśmy zakładać w szkołach koła
młodzieżowe, jako alternatywę dla tworzonych organizacji
o politycznym charakterze. Pierwsze koło powstało w Liceum
a opiekował się nim długo profesor matematyki, działacz




                           - 29 -

Strona 28

Aurea prima...


Towarzystwa, historyk i regionalista, dr Gustaw Studnicki,
główny organizator jubileuszu 120 – lecia szkoły. Zasługą
Koła nr 1 przy Liceum było przywrócenie historycznego
napisu „Casta placent superis…” oraz ufundowanie tablicy
pamięci ofiar wojen.



                    ROMANTYCZNIE.

W tym czasie - kartek aprowizacyjnych i realiów PRL-u stanu
wojennego, w klasie języka francuskiego Barbary Dulban-
Chmielowskiej, miała praktykę córka mojego przyjaciela
Jerzego R. Jaglarza – Dorota. Klasa korespondowała
z rówieśnikami we Francji, z liceum, gdzie praktykował
przyjaciel Doroty, student Gerard. Problem był w tym – jak
mi relacjonował Jurek –że żadna instytucja od szkoły po ZHP,
ze strachu przed władzą, nie chciała patronować kontaktom
z Zachodem. Trzeba było pomóc młodzieży. Uchwałą Zarządu
powołaliśmy drugie Koło TMZW w tej klasie a rodzice dzieci
zostali członkami stowarzyszenia. To samo uczynił we
Francji Gerard, i tak w Lyonie powstało Association des
Amis de Wadowice czyli Stowarzyszenie Przyjaciół Wadowic,
mające poparcie tamtejszego Konsulatu PRL. Na wiosnę
1985 otrzymaliśmy zaproszenie na wakacyjny wyjazd do
Francji. Na tej podstawie zacząłem starania o paszporty dla
młodzieży. W Wadowicach popukano się w głowę z mojej
naiwności, w Bielsku Białej odmówiono, warunkując zgodę
uzyskaniem akceptacji Ministerstwa Kultury i Sztuki. Wziąłem
pisma, papiery, druki firmowe, pieczątki i pojechałem do




                           - 30 -

Strona 29

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


Warszawy. Nie wierzyłem za bardzo w powodzenie, bo
wymiana nie dotyczyła ani grupy artystycznej ani naukowej.
W Departamencie Wymiany z Zagranicą, dystyngowana
pani wysłuchała moich informacji i stwierdziła: no nareszcie
normalnie, a nie te udawane zespoły taneczne, folklor czy
chóry akademickie. Ma pan zgodę - i przywaliła potężną,
okrągłą pieczęć na druku. Było lekkie zdziwienie w UW
w Bielsku, który nakazał wydanie paszportów. Później to
już formalność z wizami od konsula w Krakowie i w lipcu,
z lotniska Okęcie, polecieliśmy do Lyonu. Tam młodzież
gościła w domach swoich korespondencyjnych przyjaciół,
Dorota w domu Gerarda, ja pojechałem do brata do Bordeaux.
Po trzech tygodniach, na lotnisku pożegnaliśmy z łezką
w oku piękną Francję i wróciliśmy do Polski. Oczywiście
bez Doroty, bo o tym, że chce opuścić kraj, wiedziałem od
początku. Prawie przez rok Służba Bezpieczeństwa grzebała
w dokumentacji oraz w moich zeznaniach. Potem odpuścili.
W kilka lat później byłem na weselu Doroty i Gerarda. Jerzy R.
Jaglarz, absolwent z 1956 roku, publicysta i poeta, założyciel
Grupy Literackiej „Nadskawie”, odszedł już dawno do historii.
Nie dane mu było poznać swoich trzech wnuczek z Francji.



               KOCHANA, STARA BUDA…

Taki tytuł nosi książka Zbigniewa Bieniasza, absolwenta
z 1965 roku. Syn szkolnego kolegi Karola Wojtyły Mariana
Bieniasza, od 1979 roku zajmuje się okresem nauki
gimnazjalnej papieża. Znam Zbyszka od lat szkolnych,




                            - 31 -

Strona 30

Aurea prima...


byliśmy razem w klasie a potem na studiach a nawet na
poligonie wojskowym. Stoicki, flegmatyczny, refleksyjny
facet. Bardzo dobry gitarzysta, aktywny muzycznie do tej
pory. Emerytowany wizytator śląskiego Kuratorium Oświaty
i jak już wszyscy z mojego rocznika - stypendysta ZUS.
Razem wydaliśmy w 1984 roku pierwszą w dziejach miasta
publikację o papieżu pt. Wadowice Karola Wojtyły.
Książka Kochana, stara buda… to zbiór kilkudziesięciu
relacji kolegów szkolnych i nauczycieli Karola z czasów
gimnazjalnych. Zbyszek odwiedzał przyjaciół swojego ojca,
zapisywał, nagrywał, rozmawiał. Tak powstawała pierwsza
książka o Gimnazjum, którą musieliśmy opublikować. Niestety
zmieniły się warunki. Przestałem pracować w Beskidzkiej
Oficynie Wydawniczej w Bielsku Białej, gdzie sekretarzowałem
redakcji i moje możliwości zostały ograniczone. Miałem
jednak wiedzę, jak to zrobić bez przydziału papieru
i poza planem wydawniczym drukarni. Oczywiście za zgodą
cenzury, bo to warunkowało wszelką produkcję wydawniczą.
Problemem był papier, zawsze z ministerialnego przydziału.
Tak PRL kontrolowała wszelkie wydawnictwa powyżej
jednego arkusza wydawniczego. Udało nam się kupić od
PTTK parę ton papieru, pozostałego z druku monografii A.
Siemionowa pt. Ziemia Wadowicka. Dostałem przy okazji
dokument darowizny tego papieru przez Watykan. Ważny był
bowiem papier na papier. Ten rzeczywisty dało się załatwić
po drukarniach, bo tam zawsze dyrektorzy i kierownicy
mieli oszczędności. Z tymi dokumentami legalizacji papieru
pojechałem do MKiSztuki, gdzie w Departamencie Książki
dano mi zezwolenie na 8 tysięcy nakładu. Następnie cenzura




                           - 32 -

Strona 31

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


w Bielsku Białej po małych ingerencjach dała zgodę na
druk. Teraz trzeba było dostać się w plan którejś drukarni.
Trochę to kosztowało, zdrowia także, ale przez wspólnotę
adoracyjną bufetu załatwiłem. W 1985 roku złożyłem książkę
Zbyszka do druku i za rok, na 120 lecie szkoły – już była.
Ta publikacja przyniosła Towarzystwu dochód, który pozwolił
nam zorganizować wystawę jubileuszową oraz poczynić
starania wydania monografii szkoły.



                      120 - LECIE ….

Udziałem Towarzystwa w jubileuszu 120-lecia było nie tylko
opublikowanie książki Z. Bieniasza. Naszym staraniem Koło nr
7 PZF wydało wtedy cztery koperty okolicznościowe według
moich projektów. W salach Muzeum Historycznego przy ulicy
Kościelnej 4, na piętrze, od czerwca do października 1986
roku prezentowaliśmy w trzech salach wystawę poświęconą
dziejom szkoły, którą robiłem z G. Studnickim, A. Busiem
i młodzieżą. Prezentowaliśmy fotografie, dokumenty,
publikacje - głównie ze zbiorów szkoły, biblioteki miejskiej,
Towarzystwa oraz osób prywatnych.



           PIERWSZA WŚRÓD RÓWNYCH…

Gdzieś w 1983 roku siedzieliśmy w biurze na Kościelnej: G.
Studnicki, J. Jaglarz i ja. Rozmowa zeszła na temat monografii
liceum. Po naszych pierwszych publikacjach w „Nadskawiu”,




                            - 33 -

Strona 32

Aurea prima...


G. Studnicki zaproponował byśmy zajęli się opracowaniem
dziejów szkoły. Do monografii potrzebny jest taki jak pan -
matematyk, umysł precyzyjny a nie nasze zainteresowania
literackie czy publicystyczne. Tak mniej więcej wyglądały
sugestie J. Jaglarza. I dr G. Studnicki, po podpisaniu z TMZW
umowy autorskiej, wziął się do pracy. Wszelkie kwerendy
po archiwach i instytucjach wspieraliśmy jak tylko było
można. Pisałem nawet do ambasady ówczesnego ZSRR
o udostępnienie materiałów z archiwum we Lwowie. Niestety
bez powodzenia. W „Nadskawiu” a także w „Podbeskidziu”
publikowaliśmy pierwsze fragmenty monografii. Zmiany
personalne w BTSK w Bielsku Białej, gdzie realizowaliśmy
nasze wydawnictwa, doprowadziły do zerwania współpracy.
Nie było szans na wydanie monografii a lokalne instytucje
i władze nie chciały jakoś pomóc. Towarzystwo w ramach
skromnych środków (nikt nas nie finansował, zarabialiśmy na
usługach konserwatorskich, artystycznych i wydawnictwach)
wypłaciło część honorarium autorowi a ja szukałem
możliwości wydania książki. Po redakcyjnym i typograficznym
opracowaniu, po pokonaniu wielu formalnych wymagań,
złożyłem ją wreszcie do druku w 1989 roku. Rozpisaliśmy
subskrypcję i zaproponowałem autorowi, ze względów
handlowych, umieszczenie w książce spisu absolwentów.
Oczywiście znowu był problem z przydziałem papieru.
Mieliśmy tonę, a potrzebowałem kilka, na które miałem
dokument legalizujący posiadanie. Dlatego oglądając grzbiet
monografii łatwo zauważyć parę rodzajów papieru użytego
do publikacji. To efekt zakupów gdzie się dało, od fabryki
w Myszkowie po zapasy z drukarni w Bielsku, Krakowie




                            - 34 -

Strona 33

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


i Tarnowie. Zawiedliśmy się na subskrypcji. Była niewielka,
coś ponad tysiąc egzemplarzy. Mimo problemów udało
się w 1991 roku książkę wydać. Zysk ze sprzedaży pokrył
nam koszt papieru i częściowo drukarni. Wypłaciłem resztę
skromnego honorarium autorowi a nam pozostała satysfakcja
wydania monografii i zapas książek, który sukcesywnie
rozprowadzamy. Książkę zrealizowali społecznie absolwenci
szkoły: Zbyszek Jurczak, Marek Bednarczyk, Kazimierz
Koczur, Janusz Świtalski i Janusz Studnicki. Dla dziejów
liceum jest to podstawowa pozycja mimo, że drukowana
archaiczną typografią: skład linotypowy, druk płaski, klisze
chemigraficzne. Przy współczesnych technikach to prawie
edytorski zabytek.



              GALERIA ABSOLWENTÓW.

Przed zbliżającym się jubileuszem 150-lecia szkoły
zaproponowałem dyrekcji oraz Starostwu Powiatowemu
realizacje fotograficznej galerii wybitnych absolwentów,
którzy są dumą szkoły jednak pozostają w cieniu tego
najwybitniejszego ucznia i absolwenta, Jana Pawła II.
Przygotowałem koncepcję, przeprowadziliśmy konsultacje
w gronie pedagogicznym. Kierując się nie tylko względami
merytorycznymi ale i technicznymi, wykonaliśmy w 2015
roku planszę ze zdjęciami kilkudziesięciu absolwentów, którą
eksponujemy w przedsionku szkoły.




                           - 35 -

Strona 34

Aurea prima...


             ŁAWECZKA KAROLA WOJTYŁY

Pomysł uhonorowania wybitnego absolwenta szkoły narodził
się w Towarzystwie już w 1983 roku. Powołaliśmy wtedy
Komitet Założycielski Muzeum i jedną z propozycji działań,
którą zgłosił Zbyszek Bieniasz, było umieszczenie na chodniku
przy kościele, pod słonecznym zegarem, naturalnej wielkości
sylwetki ucznia Gimnazjum idącego do szkoły. Opracowaliśmy
projekt i koncepcję, niestety nie znalazła ona poparcia u
proboszcza Edwarda Zachera. Tworzący się kult papieża
Jana Pawła II usuwał ze społecznej pamięci wybitnego
ucznia Karola Wojtyłę. Do tematu wróciliśmy w 2014 roku
na którymś z zebrań Zarządu Towarzystwa. Nowe pokolenie
działaczy zaproponowało realizację na podwórku posesji przy
Kościelnej 4, rzeźby plenerowej w formie „kobiety z wózkiem
dziecinnym”, w domyśle z małym Karolem. Na moją prośbę
poszli zapytać o opinię proboszcza, którą z góry przewidziałem.
Nie była pozytywna. Zaproponowałem wtedy realizację rzeźby
pod nazwą „Ławeczka Karola Wojtyły” na skwerze, przed
budynkiem szkoły. Była szansa, bo zgodę musiał wyrazić
tylko powiat a Jacek Jończyk, ówczesny starosta, życzliwie
podszedł do projektu. Potrzebne były środki. Zwróciliśmy się
z apelem do absolwentów, mieszkańców miasta i powiatu,
firm i zakładów. Słaliśmy dziesiątki pism. Ogłosiliśmy zbiórkę
publiczną, prosiliśmy o propagowanie zbiórki proboszczów.
Odzew był marny. Nie zareagował żaden samorząd i żadna
szkoła, nawet Liceum; żaden katecheta czy proboszcz.
Łącznie wsparło nas finansowo 56 prywatnych osób, w tym
tylko dwóch przedsiębiorców. Wtedy sekretarz Zarządu




                             - 36 -

Strona 35

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


zdążył zdobyć promesę środków z unijnego programu PROW.
Czasu było mało. Mieliśmy raptem 4 miesiące by zmieścić
się w terminie realizacyjnym. Po wstępnych poszukiwaniach,
zleciliśmy wykonanie rzeźby Michałowi Batkiewiczowi
z Krakowa, artyście dysponującemu własnym zakładem
odlewniczym. Na realizację uzyskaliśmy, kredyt bankowy,
który po zakończeniu zadania spłaciliśmy z uzyskanego
dofinansowania. Udział własny Towarzystwa, w wysokości
około 8 tysięcy złotych, pokryliśmy dochodami od
darczyńców i ze zbiórki publicznej. Montaż rzeźby wykonali
uczniowie dawnej szkoły budowlanej. Uroczyste przekazanie
Ławeczki młodzieży Liceum odbyło się w kwietniu 2015 roku.
W naszym imieniu dokonali go absolwenci szkoły: Emil Rzycki
(abs.1949), dr Lidia Jamróz-Wilkońska (abs.1999) i Zbigniew
Bieniasz (abs.1965). Ławeczkę Karola WOJTYŁY zrealizował
Zarząd TMZW w składzie: Zbigniew Jurczak - prezes, Grzegorz
Pacut-sekretarz, Jan Bąk – skarbnik, członkowie: Janusz
Sobala, Józef Ogiegło, Sławomir Mastek i Maciek Jurczak.
Wsparcia finansowego i pomocy technicznej           udzieliło
kilkadziesiąt życzliwych osób. Należą się im dodatkowe
podziękowania od tych wszystkich lokalnych patriotów,
którzy pomocy nie udzielili.
Przedstawiam w kolejności alfabetycznej sponsorów:
         Absolwenci rocznika 1965, Władysław ADAMIK,
Rozalia BORKOWSKA, Romana BRANDYS, Alicja BYRSKA-
SABSOUD, Zofia CZAJA, Apolonia DĄBKOWSKA, Andrzej FRYŚ,
Agnieszka GARCIA-JURCZAK, Lidia JAMRÓZ-WILKOŃSKA,
Urszula JAMRÓZ, Barbara JANEWSKA, Eugeniusz KAMIŃSKI,
Ewa i Alfred KARELUSOWIE, Michalina i Józef KOSIŃSCY,




                           - 37 -

Strona 36

Aurea prima...


Jan i Marcin KOSYCARZOWIE, Józef KOTECKI, Andrzej
KOTOWIECKI, Marian KOWALCZYK, Maciej KOŹBIAŁ,
Marcin KRZEMIEŃ, Stanisław KULIG, Elżbieta ŁASKI, Dorota
MAZUREK, Elżbieta i Andrzej MERTOWIE, Józef MIARKA,
MŁODZIEŻ dawnej „budowlanki, Edward MŁYNEK, Waleria
MOSTEK, Adam NOWAK, Andrzej NOWAKOWSKI, Józef
OGIEGŁO, Tomasz PAMUŁA, Józwa PESZEL, Jan i Janina
PIEGŁOWSCY, Halina i Krzysztof PŁYWACZOWIE, Sylwia
PRAŻMOWSKA, Mieczysław PUTEK, Maria RADWAN, Jadwiga
RAMZA-CHADAJ, Emil RZYCKI, Anna SIŁKOWSKA, Zofia
SIŁKOWSKA, Stefan SMAZA, Ryszard SOBALA, Ewa i Marek
STOJAKOWIE, Ewa SUKNAROWSKA, Dorota SZEMIK, Rafał
ŚLIWA, pani ŚMIESZEK - RADWANOWICZ, Danuta TALAGA,
Maria TALAGA, Halina ZAWIŁA.

Na Jubileusz zorganizowaliśmy także wystawę poświęconą
profesorowi Janowi SARNICKIEMU oraz wydaliśmy, dzięki
wsparciu Gminy Wadowice, MEDAL JUBILEUSZOWY




                         - 38 -

Strona 37

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum




          Z MOICH OBECNOŚCI




150       - letnia jubilatka działa już w piątym z kolei
          systemie państwowym. Powstawała w czasach
monarchii Habsburgów, w kraju zwanym Galicją i Lodomerią,
którego stolicą był Lwów. Później przyszła niepodległość i II
Rzeczpospolita. Po 1945 nastąpiła budująca socjalizm Polska
Rzeczpospolita Ludowa a od 1989 roku III Rzeczpospolita
Polska z liberalną demokracją. Od 2015 roku mamy
suwerenną demokrację suwerena. Jedno państwo, pięć
systemów politycznych z własnymi systemami edukacji,
formatującymi mentalność ucznia według politycznych
potrzeb władzy. Mimo tych dziejowych meandrów, szkoła
zawsze była z ducha polska, jak wspomina wielu jej
absolwentów. W moich szkolnych czasach ten duch był
duchem tolerancji i życzliwości wobec bliźnich, duchem
analityczno-syntetycznego pojmowania wiedzy, refleksyjnego
oglądu rzeczywistości, duchem sprzeciwu wobec wszelkich



                           - 39 -

Strona 38

Aurea prima...


przejawów nawiedzenia ideologicznego w tym religijnego,
duchem otwartości, szczerości i wolności człowieka.
Nazywano to wtedy humanizmem. Takiego ducha wyniosłem
ze szkoły. Wiedzę zdobywałem później.

Moje szkolne wspomnienia to zatrzymane w pamięci epizody
życia ucznia, który za bardzo do nauki się nie przykładał. Nie
mogę przecież chwalić się świadectwem, na którym oprócz
zachowania, wychowania fizycznego i historii były same oceny
dostateczne. Z okien mojego rodzinnego domu przy ulicy
Zatorskiej codziennie patrzyłem na górujący nad otoczeniem
gmach dawnego, CK Gimnazjum. Wtedy, w podstawówce,
nie kojarzyłem go z moją przyszłością. Biegaliśmy po terenie
dawnego getta, na tym skrawku ubitego placu między ulicą
Piaskową i Krętą czyli Psią. Stało tu jeszcze kilka drewnianych
domków z dachami do ziemi krytych papą. Obok taplały
sie w kałużach jakieś kaczki, parę kur. Po zdaniu egzaminu
poszedłem w 1961 roku do gimpla, bo taką nazwę miało
liceum w podwórkowym żargonie. Z mojej siódmej klasy
w podstawówce do liceum dostało się nas trzech: ja, Andrzej
Brzyszczan i Andrzej Palmirski. Byliśmy najlepsi w klasie
Józefa Zemana, bo reszta to drugo w nawet trzecio roczniacy.

Budynek otoczony był wysokim, metalowym ogrodzeniem,
wspartym na kamiennych słupach. To samo co na zdjęciach
z czasów Galicji. Wchodziło się przez metalową, ażurową
bramę, w zacieniony szpaler chodnika pod drzwi ozdobione
herbami. Druga brama na podwórko była też metalowa, kuta
i obita blachą na wysokość ogrodzenia. Byliśmy świadkami




                            - 40 -

Strona 39

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


jak przez tą bramą, na wiosnę 1962 roku, próbował ucieczki
i został postrzelony więzień konwojowany przez strażnika.
Naprzeciwko szkoły, w ogródku sądowym, obok domu Daniela
- był kiosk spożywczy, nasz bufet. Za dwa złote bułka z sałatką
jarzynową, czasami z koniną. Spod kiosku widać było prawie
cały gmach w zieleni za wysokim parkanem z doklejoną,
jasną cementowym tynkiem, salą gimnastyczną. Na rogu
była czynna studnia z napisem: woda zdatna do picia.

W korytarzu rządził pan Sadzikowski. Stateczny, chudy
cerber szkolny w asyście paru pań sprzątających. Później
poznałem panią Felę, woźną, która była dla nas wszystkich
konfesjonałem skarg, żali, pomocy i wszelkiej informacji.
Szkolne podwórko zamknięte od północy murem a od wschodu
jakimiś szopami i murem, pełniło rolę deptaka na długiej
przerwie, ubitego boiska i strzelnicy, bo na przysposobieniu
obronnym strzelaliśmy do tarcz na murze. Nie przypominało
już tego, o którym pisał E. Zegadłowicz: Z tym podwórzem
gimnazjalnym to sprawa osobna./…/Z dwu boków gmachu
wrastały weń skrzydłowe przybudowy, obejmujące stosownie
do pięter trzykontygentowe klozety. Stąd to – kanalizacji
wszak nie było, no bo i po co – mocny, przenikliwy, a tak
charakterystyczny smród kloaczny/…/snuł się na miasto/…/.

Po raz pierwszy byłem w klasie z dziewczynami. Chodziliśmy
do szkoły męskiej i koedukacja była egzotyką. Przez długi
okres czasu nie mogłem przyzwyczaić się do dyscypliny
w liceum. W podstawówce nikt nie pytał z kim, o jakiej porze
i gdzie chodzę. Rynek i okolice były naszym, chłopaków




                            - 41 -

Strona 40

Aurea prima...


z podwórka, terenem. Muzykowałem już ze starszymi ode
mnie, to wracałem nieraz późno do domu. Mama tolerowała,
bo zarabiałem a tu na lekcji polskiego, profesorka zwana
przez nas Pscółką, beszta mnie przy wszystkich: Jurcok, ty
się nic nie ucys tylko sie włócys wiecorami. Ja cię widziałam
na rynku. Ty lepiej idź do metalówki, tam se dasz rade, nie
musisz tu miejsce zabierać. Parę takich uwag wystarczyło,
abym zaczął się zachowywać jak na gimnazjalistę przystało.
Zerwałem kontakt z moimi podwórkowymi znajomościami,
z tymi Dudkami, Lepami, Ciapkami z ciemnych, pożydowskich
kamienic.
Wychowawcą mojej klasy był Stanisław Knapik, nauczyciel
wojskowego przysposobienia. Gdzieś w listopadzie, polecił mi,
abym o czwartej po południu przyszedł do bursy z akordeonem.
Opiekunem był chyba profesor Błażej Michałek, ale byli tam
i profesorstwo Putyrowie i Knapik i Kawaler, którego znałem
bo mieszkał obok mnie a jego ułomność zwracała uwagę.
To były moje licealne otrzęsiny. Pamiętam z tamtej zabawy
pofałdowany od wilgoci parkiet. Był to ostatni bal w bursie, bo
ją zamknięto a młodzież przeniesiono do nowego internatu
w Gorzeniu. Po nowym roku, na polecenie wychowawcy
zgłosiłem się do profesor Putyrowej. I tak wstąpiłem do
elitarnego klanu zespołu teatralnego szkoły. Zagrałem epizod
służącego, chyba bez tekstu, w „Ślubach panieńskich”. Przez
teatr poznałem starsze roczniki, nawet te maturalne. Nigdy
nie fascynował mnie sport, te wszystkie dyscypliny fizycznego
wysiłku. Na lekcjach musiałem mieć strój obowiązkowy,
odpowiednie obuwie czyli meszty albo trampki a i tak grzałem
ławę, bo byłem totalny dyletant. Wręcz przeszkadzałem




                             - 42 -

Strona 41

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


w grach zespołowych a w lekkoatletyce strach mnie było
puścić na drabinki. Profesor Jamrozik znalazł mi zajęcie.
Robiłem gazetki ścienne i plakaty dla SKS-u i MKS-u. I to
te trzy dyscypliny: malarstwo, muzyka i teatr stały się moją
specjalnością. Oczywiście musiałem to minimum edukacyjne
programu zaliczać, by nie osiąść lub być relegowanym.

W sali najważniejsza była katedra na podwyższeniu. Z jej
wysokości uczeń był naprawdę malutki ze swoją niewiedzą.
Były jeszcze jakiś czas piece kaflowe i wiaderka z węglem,
które wtedy skwapliwie nosiliśmy.
Nie miałem ulubionego przedmiotu, interesowała mnie
łacina z uwagi na historię starożytną i autorytet profesora
Franciszka Grzesły, który traktował nas dojrzale. Stateczny,
dystyngowany, zwracał się jak do dorosłych: zapraszam pana
do siebie, proszę nam przedstawić Wiek złoty, śmiało proszę:
Aurea prima sata est aetas. Takie podejście nie pozwalało
na jakieś wybryki i nieuczciwe wobec profesora zachowanie,
a ocenę negatywną przyjmowało się z pokorą.
W klasie IX i XI uczył nas matematyki profesor Józef Kawaler.
Fantastyczny umysł i specyficzna osobowość. Świadom
swojego kalectwa i wiedzy nie trudził się wbijaniem nam reguł
i regułek, ale skupił wokół siebie kilku miłośników matematyki,
z którymi miał wspólny język. My w tym czasie zajmowaliśmy
się wszystkim, byle nie było głośno. Przychodził kilka minut
po przerwie, siadał za katedrą, wyjmował gazetę i zajmował
się lekturą. Później dyktował temat, prosił do siebie Kazka
Wcisłę i Staszka Guzdka (obaj zdolni i do tego z Choczni) i tak
w trójkę, przy katedrze roztrząsali zawiłe dla mnie tematy.




                            - 43 -

Strona 42

Aurea prima...


Miał profesor wiele cennych refleksji w rodzaju: pamiętaj
cholero nie dziel nigdy przez zero. Często go irytowaliśmy
swoją totalną niewiedzą ale był nadzwyczaj tolerancyjny. Przy
tablicy nie należało się wychylać. Profesor sam popychając
podpowiedziami równania, dyktował całe rozwiązanie. Po
chwili milczenia konstatował: No tak, biorąc pod uwagę,
że to nie było samodzielne, że musiałem nakierować, to
dostatecznie wystarczy. Chyba w XI klasie nie było kilka dni
profesora. Po powrocie, stałej ceremonii rozpoczęcia lekcji,
profesor poinformował: Pamiętacie twierdzenie Cavalierego,
któreśmy przerabiali? Oto stoi przed wami poczwórny
kawaler. Nie było mnie, bo byłem w Warszawie gdzie jako
profesor Kawaler, stanu cywilnego - kawaler, za uzupełnienie
twierdzenia Cavalierego otrzymałem Kawalera czyli Krzyż
Kawalerski.
Był     profesor    członkiem     Polskiego     Towarzystwa
Matematycznego i korespondencyjnym członkiem PAN.
Wybitny, filozoficzny umysł. Na którejś szkolnej akademii,
po naszym występie zapytał mnie, którego kompozytora
był ostatnio grany utwór. Nie chciałem mówić, że to tylko
moja improwizacja więc wskazałem na Zbyszka z gitarą: to
jego, panie psorze. - Dobrze dobrze Bieniasz, Chopin też tak
zaczynał - odpowiedział. I nie wiem do dzisiaj czy to był też
żart, bo Zbyszek nadal wierny muzyce rozrywkowej.

Trzon ówczesnej kadry nauczycielskiej stanowili nauczyciele
przedwojenni: tolerancyjni, dowcipni, towarzyscy i na luzie
podchodzący do wykonywanego zawodu. Po latach doceniłem
dopiero wyjątkową postać profesora Jana Sarnickiego,




                            - 44 -

Strona 43

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


popularnego Cyrula, wybitnego geografa, akwarelisty
i patrioty. Robiliśmy mu idiotyczne figle, nieświadomi jego
przeżyć i autorytetu. Pamiętam jak profesor stawał na
korytarzu pod ścianą z pochyloną głową i czekał kiedy
wrzaskliwa czereda uspokoi się po wyjściu na przerwę.
Dzisiaj wiem dlaczego; dlaczego miał takie wymagania do
perfekcyjnego ułożenia ławek i do prawie obozowego rygoru.
Mam do dzisiaj żal, że nikt nam tego wtedy nie uświadomił.
Jako regionalista popularyzuję jak mogę postać profesora, bo
na to wyjątkowo zasłużył. Jego życiorys to gotowy scenariusz
sensacyjnego filmu. Lubiłem geografię i po maturze nawet ją
jakiś czas studiowałem. Dzięki temu poznałem żonę, i to też
po części zasługa profesora Jana Sarnickiego i jego geografii.

Autorytetem na piedestale, z którym musieli się wszyscy
liczyć, był dyrektor Kazimierz Foryś. Postać niosąca swoją
osobowością świadectwo i legendę dziejów „Czartaka”
i Emila Zegadłowicza. Czuli przed nim respekt nawet jego
koledzy, nauczyciele spóźniający się notorycznie na lekcje.
To poczucie swobody, bez nadgorliwości nawiedzonych
obowiązkiem powodował, że strach przed lekcyjny nie
stresował. Taki muzyczny luz - blues. Przychodzili do szkoły
nowi, młodzi profesorzy: ambitni i wymagający. Ze swoim
misyjnym powołaniem nie pasowali wręcz do refleksyjnego
i statecznego grona. Trudno nam było ich ambicje zaspokoić.
W X klasie, na rok, dostaliśmy się w ręce matematyka Jana
Kożucha. On naprawdę uczył. Zmusił mnie do wysiłku tak,
że na koniec roku miałem nawet ocenę dobrą. W XI wrócił




                            - 45 -

Strona 44

Aurea prima...


kochany Kawaler i mogłem się oddać innym zajęciom, za
wystarczającą ocenę dostateczną.

Postrachem uczniów była profesor Maria Putyrowa,
historyk i opiekun samorządu. Prowadziła jednak szkolny
teatr i to było jej oczko w głowie. Pomagały jej koleżanki:
panie Turschmitowa, Kapkowska, Zaczyńska, Luftglasowa,
reżyserował Kazimierz Porawski, który prowadził przy
PZGS teatrzyk lalek „Alladyn”. Przez cały pobyt w szkole
byłem związany z teatrem. Na lekcji historii musiałem
być przygotowany z… tekstu sztuki. Nie umiałem biegle –
dwója. Próby czytane odbywały się w szkole, sytuacyjne
w domu kultury. Premiery - to było wydarzenie kulturalne
w mieście. Jeździliśmy ze spektaklami do Andrychowa
i Suchej Beskidzkiej. Ja, Zbyszek Bieniasz, Mikołaj Grabowski
i Jadzia Kudłacik graliśmy jeszcze w teatrze i kabarecie domu
kultury, pod opieką reżysera Andrzeja Brzezińskiego z Bielska
Białej. Popisową kreację aktorską, ale nie w sztuce, wykonał
Wiesiek Zieliński. Miał niski, basowy głos. Po premierze
„Balladyny” nie mieliśmy możliwości zmyć charakteryzacji,
nie było po prostu kremu. Wiesiek grał pustelnika, miał siwą
perukę i długą brodę. Na rynku, posiłkując się winem marki
wino, przeżywaliśmy głośno premierę. Było grubo po 22
a tu od ulicy 1 maja idzie patrol milicji z paskami pod brodą.
Rozpierzchliśmy się na wszystkie strony. Ja ze Zbyszkiem
i Wieśkiem – do mnie na Zatorską. Biegiem do bramy, na górę
a Wiesiek za nami. Dopadli go na dole w świetle latarki. Jakieś
pytania i słyszymy tubalny głos Wieśka: nie, nie panowie,
żadnych chuliganów tu nie widziałem. – Przepraszamy




                             - 46 -

Strona 45

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


pana, dobranoc - odpowiedzieli. To był sprawdzian jego
zdolności. Poszedł po maturze, jak i Mikołaj Grabowski, do
szkoły teatralnej w Krakowie. Niestety, bodaj po roku został
relegowany. Spotkałem go po latach w rodzinnej Alwerni.
Mylił mnie z Pingwinem czyli Zbyszkiem B., ale był prawie po
przyjęciu weselnym i sposobił się do poprawin.

W teatrze mieliśmy też piękną, egzaltowaną Lucynkę, trochę
kokietkę, fanatyczkę aktorstwa - grała główną rolę w „Ciotuni”
Fredry. Na każdej długiej przerwie, na dolnym korytarzu,
prezentowała nam swoje interpretacyjne możliwości.
Namawialiśmy ją na studia teatralne, zapewnialiśmy pomoc
muzyczną i aktorską – bawiliśmy się świetnie a Lucynka, po
maturze poszła do pracy. Zawsze elegancka dama. Były - jak
to w teatrze - jakieś wpadki. A to Andrzejowi Nowotarskiemu
kurzyło się z głowy, bo się nieopatrznie stuknął w czoło
i wzbił obłok talku, który robił za siwiznę, a to Zbyszek
Bieniasz, flegmatyk z natury, za szybko odsłonił kurtynę
i reżyser biegał z gongiem po scenie. Ja nigdy do końca nie
umiałem monologu Grabca w „Balladynie”. Improwizowałem
utrzymując rytm i rym, przez co profesor Kapkowska albo
Putyrowa jako suflerki, wpadały w panikę za kulisami. W czasie
uczty u Balladyny, w ostatnim akcie graliśmy biesiadników.
Nie markowaliśmy trunków, bo Wiesiek Ornecki nalewał
wino. Było realistycznie.

Na wszelkie akademie i uroczystości przygotowywałem część
muzyczną. Mieliśmy zespół w naszej klasie i przed występem
zwalniano nas z lekcji na próby. Kilka dni mieliśmy z głowy.




                            - 47 -

Strona 46

Aurea prima...


Skład był egzotyczny: ja ze Zbyszkiem Bieniaszem graliśmy,
Michał Mąsior asystował na kontrabasie, a był wzrostu
niewielkiego. Skład uzupełniał Krzysiek Śliżewski stojąc
z saksofonem. Grał z nami czasami Wiesiek Janus na gitarze.
Pamiętam jakiś szkolny występ w domu kultury. Śpiewała
z nami Małgosia Woszczyk (Bizoń). Wziąłem na bębny Józka
L. z „metalówki” w Gorzeniu. W trakcie występu wpada za
kulisy profesor Putyrowa z pretensjami: Jurczak, ten chłopak
nie jest z naszej szkoły. – Tak, tak pani profesor. On jest
z metalówki, z biednej rodziny, prosił mnie tak bardzo żeby
zagrać, że nie mogłem mu odmówić a perkusista z ósmej
nam się rozchorował. Tak naprawdę, to w Liceum nie było
perkusisty. W X klasie zorganizowałem w ramach szkolnego
harcerstwa koncert artystyczny, by dochód z przedstawienia
dofinansował nam wakacyjny obóz. Bilety rozprowadzali
harcerze, graliśmy dwa spektakle na sali teatralnej. Wiesiek
Janus zrobił wtedy imitacje gitar elektrycznych i parodiował
Beatlesów.
Z tym muzykowaniem to było różnie. Grałem z zespołem
domu kultury na szkolnych fajfach, studniówkach i komersach
w liceum i ekonomiku. Grałem po weselach, festynach
i zabawach. Kiedyś wracam pociągiem z Kalwarii, rano przed
ósmą, prowadzę starszego, zmęczonego trunkami kolegę,
wychodzę zza wagonu a tu słyszę głos moich dziewczyn: pani
profesooor - jest Jurczak, jest. I wtedy sobie uświadomiłem,
że to poniedziałek i jedziemy do planetarium w Chorzowie.
Oczywiście ja z nabuzowanym gitarzystą między wagony
a potem do domu, byle spać. Usprawiedliwił mnie nazajutrz
profesor Putyra, któremu zawsze zdawałem na fizyce relacje




                           - 48 -

Strona 47

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


z tych muzycznych eskapad. Profesor był wtedy popularnym
saksofonistą. W latach późniejszych kilkakrotnie grałem z nimi
na balach i rautach. Czysta muzyka, aranżacje rozpisane na
zeszyty: panowie, gramy szesnasty z niebieskiego. I leciała
jakaś rumba.
Profesor Putyra, Kawaler i Knapik tworzyli w szkole taki
towarzyski tercet. Spotykali się często prowadząc dysputy
polityczno-filozoficzne, albo grali w szachy. Ich klasy razem
chodziły na wycieczki. Powierzali mi czasami dozór nad
samodzielną pracą młodzieży, kiedy zajmowali się na zapleczu
pracowni fizycznej roztrząsaniem kwestii materializmu
u Heraklita albo kondycji Gomułki po wypowiedzi Moczara.
Dbałem o spokój i ciszę w klasach czy też o bardziej prozaiczne
sprawy jak profesorski bufet. Poszliśmy kiedyś w dwie klasy na
Leskowiec. Mimo swojej ułomności szedł z nami też profesor
J. Kawaler. To znaczy klasy poszły przodem, ja taszczyłem
napoje a oni bez pośpiechu, często odpoczywając, doszli na
polanę prawie przed powrotem wycieczki do Ponikwi.

W gorące, jesienne dni, biegaliśmy w czasie długiej przerwy
na plac targowy. Zawsze można było skosztować darmowych
owoców od życzliwych rolników. Kiedyś w trakcie takiej
wyprawy, zatrzymał nas patrol milicyjny czyli dzielnicowy
Długopis z takim małym: stać, no tak, uczniowie z gimnazjum
na labie, nie gadać, ustawić się, idziemy - zarządził.
Prowadzą nas gęsiego w czwórkę, odwracam się do Nunka
i mówię: ale jaja. Nie porozumiewać się - krzyczy milicjant.
Prowadzą jak przestępców do szkoły, młodzież i nauczyciele
w oknach a oni nas do gabinetu dyrektora. Przybiegł




                            - 49 -

Strona 48

Aurea prima...


zdenerwowany Foryś a Długopis melduje: Obywatelu
dyrektorze, oni w czasie lekcji przebywali na targu i ukradli
rolnikowi ciężarek 20 dekowy. Obecni w gabinecie trochę
się uśmiechnęli, dyrektor podziękował milicji za czujność,
mnie obniżono zachowanie za chuligaństwo bośmy sobie
z ciężarka zrobili piłkę do kopania. Przypomniałem to
zdarzenie po latach jednemu z nas, Jankowi M., kiedy dostał
awans na generała policji.

Jak cała szkoła, musieliśmy uczestniczyć w pochodach 1
majowych. Bodaj w X klasie idziemy ulicą Mickiewicza,
koledzy mnie osłaniają a ja na cały głos wznoszę hasła
w rodzaju: niech żyje niezachwiana przyjaźń polsko -
koreańska, podstawa dobrobytu Polski; niech żyje towarzysz
Wiesław i P(ł)olska Ludowa, ostoja internacjonalizmu
socjalistycznego itp. Taki kabaret. Klasa sekundowała:
niech żyje, niech żyje, a mieszkańcy mieli ubaw. Po kilku
dniach na lekcji wychowawczej profesor pyta: Co to było na
tym pochodzie? – Nic, normalnie, byliśmy, szliśmy. No, no
Jurczak, ty mi tu nie opowiadaj. – Klasa może potwierdzić, nic
nie było panie psorze. Wtedy Knapik wyjmuje pismo i czyta
podziękowanie dla dyrekcji za spontaniczny udział młodzieży
w pochodzie. Tak oto wyglądała polityczna indoktrynacja,
której - według IPN – nas poddawano.
Ówczesne grono pedagogiczne spotykało się po lekcjach
w kawiarni Hagenhubera wtedy „Ludowej” w rynku.
Dochodzili nauczyciele z pobliskiego ekonomika, palestra
z sądu i tam, przy kawie, koniaczku i szachach był nieformalny




                            - 50 -

Strona 49

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum


klub lokalnej inteligencji. Później, już krótko, była kawiarnia
„Lotos” na obecnej Lwowskiej.

Mieliśmy w szkole dobre harcerstwo, co było zasługą
druhny Janiny Dębskiej. I to harcerstwo uczyło nas
samodzielności. Z powodu tej mojej działalności miałem
dużo godzin opuszczonych, ale wszystkie nieobecności były
usprawiedliwione.
Zdałem maturę poszedłem na studia, wróciłem do Wadowic
i w dojrzałych latach znowu chodziłem do szkoły jako
rodzic Agnieszki (abs. 1989) i Maćka (abs. 2000), ale też
jako animator Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej.
Obecnie na emeryturze akompaniuję czasami na pianinie
w szkolnej świetlicy corocznemu kolędowaniu, które
organizuje Stowarzyszenie Absolwentów.
Jeszcze za dyrektora Szczepańskiego wisiały w korytarzu
Liceum trzy tableau teatralnych spektakli. Dzisiaj ostało się
tylko jedno. Korytarz II piętra pełny kiedyś maturalnych
fotosów absolwentów, dzisiaj pusty i goły jak w koszarach.
Szkoła jakoś nie potrafi wychowawczo wykorzystać swojej
bogatej przeszłości. Odnoszę wrażenie, że poza kilkoma,
żadnemu z nauczycieli nie zależało na zachowaniu
historycznej tożsamości szkoły. Nie znam takiego przypadku,
aby którykolwiek dyrektor przekazał do Towarzystwa lub
Muzeum przeznaczony do odpisu historyczny dla szkoły
inwentarz; od książek, pomocy naukowych poczynając, po
meble i sprzęt. Dobrze jeśli ktoś to uratował, gorzej jak
zostało bezpowrotnie zniszczone. Przykre, ale taki jest znak
czasów.




                            - 51 -

Strona 50

Aurea prima...


Na pożegnaniu klas, tuż przed maturą w 1965 roku, dyrektor
wręczał nagrody za wybitne osiągnięcia w nauce. Z mojej
klasy uhonorowano m.in. obecnych sędziów w stanie
spoczynku - Anię Z. i Szczepana F. Na końcu tej ceremonii
wywołano mnie, co wzbudziło zrozumiałą uciechę zebranych.
Do dzisiaj mam książkę S. Lema „Solaris” z dedykacją
dyrektora K. Forysia: Dla Zbigniewa Jurczaka, ucznia klasy
XI b - Za działalność społeczną i kulturalną na rzecz szkoły.
To było moje najlepsze świadectwo licealnej edukacji.




                            - 52 -

Strona 51

czyli komentarz do dziejów wadowickiego Liceum




                           - 53 -

Strona 52

Aurea prima...




- 54 -

Skan dokumentu

Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.

Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 1
strona 1 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 2
strona 2 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 3
strona 3 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 4
strona 4 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 5
strona 5 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 6
strona 6 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 7
strona 7 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 8
strona 8 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 9
strona 9 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 10
strona 10 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 11
strona 11 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 12
strona 12 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 13
strona 13 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 14
strona 14 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 15
strona 15 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 16
strona 16 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 17
strona 17 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 18
strona 18 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 19
strona 19 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 20
strona 20 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 21
strona 21 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 22
strona 22 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 23
strona 23 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 24
strona 24 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 25
strona 25 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 26
strona 26 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 27
strona 27 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 28
strona 28 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 29
strona 29 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 30
strona 30 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 31
strona 31 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 32
strona 32 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 33
strona 33 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 34
strona 34 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 35
strona 35 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 36
strona 36 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 37
strona 37 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 38
strona 38 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 39
strona 39 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 40
strona 40 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 41
strona 41 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 42
strona 42 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 43
strona 43 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 44
strona 44 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 45
strona 45 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 46
strona 46 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 47
strona 47 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 48
strona 48 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 49
strona 49 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 50
strona 50 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 51
strona 51 z 52
Z.Jurczak. Komentarz do dziejow szkoly. — strona 52
strona 52 z 52

← Wróć do działu Publikacje

↗