Nie pragniemy żadnych bogactw,
Chcemy żyć na naszych drogach,
Deszcze, wichry i płakanie -
Oto są szczęścia nasze, Cyganie…
/Papusza/
Mimo, że jesteśmy mieszkańcami Wadowic ponad 50 lat,
mało nas znacie. Przyczyną tego jest zapewne nasza od-
rębność zamknięta dla obcych, niepojmowane obyczaje
i "cygańskie" zachowanie, które służyło przede wszystkim
utrzymaniu bytu rodziny. Pozwoliło nam to jednak, mimo
nacisków i prześladowań, zachować swoją tożsamość, ję-
zyk i własne tradycje, które nadal podtrzymujemy.
Jak wiecie - Romowie zwani Cyganami, pochodzą z pół-
wyspu indyjskiego i w długiej wędrówce przybyli kilkaset
lat temu do Europy. Starsi zapewne pamiętają wędrujące
tabory, koczujące kiedyś nad Skawą wozy od Suchej po
Zator, pełne dziecięcego gwaru, dymu z ogniska, zapachu
koni i pozornego bałaganu. To była dla naszych rodziców
wolność życia w przyrodzie, od wiosny po jesień. Zimą
życzliwi ludzie użyczali nam terenu w swoich obejściach.
Każdy tabor rodzinny lub kilku rodzin, miał swojego wójta,
który był przewodnikiem i szefem, opiekunem i władzą,
załatwiał i rozsądzał. Obozowiska wzbudzały zainteresowa-
nie, ale i ostrożność jak zawsze przed obcymi, bo czasem
zaginęła jakaś kura albo kaczka. Wieczorne ogniska, muzy-
ka, śpiewy, ta cała egzotyka była zawsze podglądaną
atrakcją. Gdy nasze kobiety zajmowały się wróżeniem,
sprzedawały chusty, biżuterię - to starszyzna układała się z
miejscowymi w sprawie koni, bydła, pastwisk i transportu.
Remontowali, przerabiali lub zamawiali nowe wozy na ni-
skich zawieszeniach, oszklone i zdobione. Także w Wado-
wicach, na ulicy Marcina Wadowity u stolarza Pawłowskie-
go i kołodzieja Lipowskiego.
1Po węgiersku : ciganyok, po niemiecku: Zigeuner, po wło-
sku: zingari, po angielsku: Gypsy, po francusku: Gitan .
Z francuskiego la boheme (Bohemia, antyczne Czechy)
nazywano Cyganów, bo przyszli z Czech, powstało poję-
cie Cyganeria na określenie środowisk Artystów.
Około 1000 lat temu Cyganie z półwyspu indyjskiego udali się w kry-
jącą wiele tajemnic podróż. Wędrowali do Azji Mniejszej, dalej przez
Bałkany aż do Europy Środkowej. Na ziemiach polskich zjawili się
w 1500 r. po prześladowaniach w Niemczech, gdzie początkowo zosta-
li przyjęci gościnnie, intrygując lokalną społeczność odmiennością
i stylem życia. Byli obdarowywani pieniędzmi, żywnością, a przez
władców listami przewozowymi, które umożliwiały im swobodne prze-
mieszczanie się między granicami. Wkrótce jednak gościna zmieniła
się w prześladowania z powodu zarzutów o czary i kradzieże,
a w konsekwencji zaczęto ich wypędzać. Samo pochodzenie słowa
„Cygan", co oznacza z greckiego „niedotykalny", wiele mówi o tym,
jak byli postrzegani przez społeczeństwo. W Cesarstwie Bizantyjskim
słowo to oznaczało „wędrowców, wróżbitów, zaklinaczy zwierząt i cza-
rowników".
2Z początkiem lat sześćdziesiątych ustawa o obowiązkowym
zameldowaniu czyli osiedleniu, zmusiła Romów do rezy-
gnacji z taborów, które stanowiły sens naszego życia.
Wtedy za papiernią, nad Skawą, mieszkali w namiotach
i barakowozie nasi rodzice; rodziny Kwiatkowskich,
Majewskich i Buriańskich. Jako pierwsza w 1964 roku
zamieszkała na stałe w mieście, w nieistniejącym już domu
Huppertowej przy ulicy Ogrodowej (Wojtyłów), pięciooso-
bowa rodzina ciotki Anny Buriańskiej. Zimą mieszkaliśmy
tam w zasadzie wszyscy a z wiosną wracaliśmy pod namio-
ty i do wozu nad Skawę. Rodzice handlowali czym się dało,
ciotki wróżyły i wszyscy kombinowaliśmy, by jakoś przeżyć.
Jak brakowało zrozumienia naszych skromnych potrzeb i
życzliwości ludzi, to brało się z sadu owoce, z pól ziemnia-
ki, kapustę, marchew i porywało z gospodarstwa kury.
Stąd to uprzedzenie i opinia o nas, chociaż już nikt kur nie
hoduje. Kradliśmy nie dla zysku, ale by przeżyć i żyć sobie
spokojnie w plenerze, nad wodą, z daleka od sklepów,
urzędów, całego tego betonowego raju i pracy, której obo-
wiązku Bóg przecież nie stworzył. Ścigała nas po wiklinie
milicja za brak zameldowania, blokowano tabory i zmusza-
no do zamieszkania.
Po ciotce Buriańskiej osiedliły się w mieście rodziny
Kwiatkowskich, Majewskich, Głowackich. Zamieszkali na
ulicy Ogrodowej, Zatorskiej, Żwirki i Wigury, Marcina Wa-
dowity, Gimnazjalnej, na osiedlu XX-lecia i Legionów.
Wszyscy wywodzimy się z jednego, familijnego gniazda,
z którego pochodzi też Roman Kwiatkowski z Oświęcimia,
znany Romski działacz i prezes Stowarzyszenia Romów
w Polsce. Musieliśmy chodzić do szkoły, co było proble-
mem, bo od wiosny do jesieni wracaliśmy rodzinami pod
namioty a nauczyciele tego nie uwzględniali. Powoli, we-
dług państwowych norm nas cywilizowano. Chcąc się
utrzymać, rodzice musieli podejmować pracę z nakazu lub
3Bibi, Zalaka, Nunek, Zosia i Edek .
4dobrowolnie. Pracę przeważnie fizyczną, bo obce nam było
wykształcenie i wieczna pogoń za dobrobytem, a bliższe
nieskrępowana wolność i swoboda życia. Zajmowali się
handlem końmi na targach i jarmarkach, bieleniem patelni,
kowalstwem, wróżeniem, muzyką i wszelkimi "geszeftami",
by podołać a nie być związanym obowiązkiem pracy.
Tak to było do połowy lat siedemdziesiątych. Zimą w do-
mach, od wiosny w plenerze.
Obecne, drugie i trzecie pokolenie Romów, to z dziećmi
około 110 osób czyli zaledwie 0,5 % mieszkańców Wado-
wic. Jesteśmy narodem bez własnego państwa, żyjemy w
diasporze czyli w rozproszeniu po całym świecie jak Żydzi.
My jednak jesteśmy katolikami jak wszyscy Polacy. Chrzci-
my dzieci, robimy komunię. Może nasze śluby i wesela nie
są tak wystawne jak wasze, ale nadal mają swoją specyfi-
kę. Zdarzają się jeszcze porwania młodej panny, co praw-
da drogą internetową, ale zawsze.
Często jeździmy całymi rodzinami na kilkudniowe biwaki
pod namiotem, bo mimo upływu lat ciągnie nas nad rzekę,
do przyrody, do specyficznego rodzaju swobody. Rodzina
jest dla nas - jak zapewne dla wszystkich - najważniejsza.
Nie ma między nami kłótni, zwad, zawiści, ubliżania i na-
gannych zachowań. Jeśli mamy jakieś swoje problemy, to
załatwiamy między sobą, bez włóczenia się po sądach. Ro-
lę mediatorów i rozjemców pełni u nas starszyzna.
Zawsze wspieramy się wzajemnie w każdej, trudnej sy-
tuacji życiowej. To pozytywny przejaw naszego, kiedyś ple-
mienno-koczowniczego trybu życia. Stąd zapewne u wielu
z was zdziwienie, gdy pacjenta Cygana w szpitalu odwie-
dza naraz kilkanaście osób. Szanujemy starszych, którzy
w naszej społeczności mają swoje zaszczytne miejsce, słu-
żą nam doświadczeniem i wiedzą, co nieczęsto się zdarza
w polskich rodzinach. To starszyzna ma głos decydujący
we wszystkich sprawach. To dzięki temu nie ma wśród nas
5Rupuni (Srebro) Majewska. Mieszkała na ulicy Zatorskiej .
Zdjęcie z około 1962 roku, nad Skawą.
Rupuni została później żoną Zenka - Polaka z Wadowic.
6narkomanii i alkoholizmu. Spotykamy się w domach by słu-
chać muzyki, śpiewać, tańczyć, być razem. Cenimy bardzo
radość życia a nie wieczne umartwianie. Dbamy o nasze
dzieci i często jesteśmy dla nich zbyt pobłażliwi. Starsze
chodzą do szkół, a dorośli pracują. Nadal zarabiamy na
utrzymanie wróżeniem czy handlem na targach i jarmar-
kach, w miasteczkach i wioskach, bo jak mówi stara ku-
piecka dewiza, każdy towar ma swojego klienta - więc
handlujemy wszystkim.
Z szacunku do przeszłości, nazywamy siebie Galicjakami
bo Małopolska w Galicji, Kraków i okolice, były dla nas naj-
bardziej przychylne a mieszkańcy życzliwi. Należymy do
najliczniejszej grupy Cyganów - Polskiej Romy.
Jesteśmy wadowiczanami. Jan Paweł II był też naszym pa-
pieżem i parafia jest naszą parafią. Mimo tylu lat wspólne-
go oswajania, zdajemy sobie sprawę w waszych uprzedzeń
i braku tolerancji, które ugruntowuje ostatnio obecność
Cyganów z Rumunii czy Słowacji. Nadal obowiązuje nas
zasada nie pozwalająca na złe zachowanie w miejscu za-
mieszkania a podstawowe prawa cygańskie mówią: nie
bądź kapusiem, nie bądź złodziejem cygańskim, nie bądź
hyclem. Sprzeniewierzenie się tym zasadom, grozi wyklu-
czeniem z naszej społeczności.
Stowarzyszenie "Cierchenia" (gwiazdy), które założyliśmy,
stara się przybliżyć wam kulturę i obyczaje Romów, bo tyl-
ko wzajemna tolerancja pomoże nam wspólnie sprzeciwić
się rosnącym ostatnio wśród Polaków nastrojom szowini-
zmu narodowego. Lubicie naszą muzykę, folklor, egzotykę
i festiwal w Ciechocinku. Nie chcemy abyście nas kochali,
ale zrozumieli i tolerowali. Stosunek do nas, wadowiczan
obcych etnicznie, jest bowiem miarą kultury i katolicyzmu
rodaków papieża Jana Pawła II.
Miarą wyższą i lepszą, niż majątek obrosły domami, pło-
tami i sąsiedzką, bezinteresowną zawiścią.
7Kostek Weno, mieszkał na Zatorskiej. Był ostatnim Cyganem sprzed
epoki samochodów, który miał konia (grast) i wóz (werdo).
Jego bryczką wędrowaliśmy aż pod Żywiec.
8Kostek z nami na
biwaku w Mucharzu.,
1964 rok.
Mama Hornik z córkami przy lepieniu pierogów. Ok.1975
9Siostry Zosia, Hania i Kosia na Ogrodowej
„Kościół Cygana ze słoniny ulepiony, dawno przez psy został pożarty"
– tak brzmi stare przysłowie, dość krzywdzące dla Romów. Wzięło się
ono z powszechnej opinii, że zwyczaje i tradycje chrześcijańskiej Euro-
py są dla Cyganów równie sztuczne jak granice państwowe, które
przekraczali podczas wędrówki z taborem. Byli zmuszeni dostosowy-
wać się do nowych warunków, a ich odmienność często wywoływała
niechęć i brak zrozumienia wśród miejscowej ludności. Z czasem Ro-
mowie porzucali międzynarodowe wyprawy i zaczęli osiedlać się na
stałe w wybranych krajach Europy, przyjmując daną religię i lokalne
zwyczaje, ale nie zatracając przy tym dawnych obrządków i wierzeń.
Wierzyli zwłaszcza w moc „złego spojrzenia". Byli przekonani, że oso-
ba nieprzychylna, zazdrosna, nosząca w sobie złą energię może spoj-
rzeniem sprowadzić na kogoś nieszczęście, chorobę, a nawet śmierć.
Sposobem na odpędzenie uroków były talizmany i amulety. Ponadto
częstą praktyką było zawiązywanie dziecku czerwonych tasiemek, któ-
re miały chronić przed urokami i chorobami.
10Bibi (ciotka) Hanka (podwórko na Ogrodowej)
1112
MAŁY SŁOWNIK
Rom - Cygan Terno - młody
Romni - Cyganka Terni - młoda
Chaj - dziewczyna Dadywes - dzisiaj
Chawo - chłopak Łacio dywes - dzień dobry
Chawore - dzieci Palikeraw - dziękuję
Papu - dziadek Pszemangaw - przepraszam
Psiał - brat Miśto - dobrze
Kako - wujek Pal so - po co
Bibi - ciocia Na kameł - nie chcę
Manusz - człowiek Dzia - idź
Dywes - dzień Kaj dzias - gdzie idziesz
Kaszta - drewno Szo keres - co robisz
Ciar - trawa Na dzia - nie idź
Tysia - stół Tumenge - wam
Grast - koń Szun - słuchaj
Drom - ulica Karyk - skąd
Kher - dom So ki tutyr - co u ciebie
Haben - jedzenie Siukar - piękny
Maro - chleb Parno - biały
Panik - woda Jaw sasto - bądź zdrowy
Drabaroł - wróżyć Tire - twoje
Bała - włosy Leperes - pamiętasz
Piry - garnek Na łodzia tut - nie wstydź się
Kcham - słońce Bechtałe - szczęśliwi
Kucik - kubek Rakło (gadzio) - obcy
13Kosia, Wanda, Nacia z Ogrodowej
14Chrzciny Krystiana
Nunek, Kako, Edek, Zosia
15Dziękujemy Wam za życzliwość i sąsiedztwo,
za zainteresowanie społecznością Romską.
Pozdrawiamy i zapraszamy do współpracy z naszym
stowarzyszeniem CIERCHENIA:
Sebastian WOŹNY Zbyszek KWIATKOWSKI Radzisława Zagozdon
prezes wiceprezes skarbnik
W państwach byłego bloku wschodniego Romowie byli zmuszani do
porzucenia tradycji koczowniczych. Liczne obostrzenia tego typu, bru-
talnie ingerując w tradycyjny styl życia, wyeliminowały niemal do-
szczętnie zjawisko koczownictwa w krajach Europy Wschodniej oraz
wystawiły Romów na wszelkiego rodzaju negatywne skutki przemian
społeczno-ekonomicznych późniejszego okresu transformacji ustrojo-
wej. W ich wyniku większość mieszkających dziś w państwach postko-
munistycznych osób narodowości romskiej żyje poniżej granicy ubó-
stwa, będąc szczególnie dotkniętych biedą i bezrobociem. Do tego
dochodzą liczne przejawy dyskryminacji ze strony władz oraz pozosta-
łych członków społeczeństwa (zob. np. pogrom mławski), często o
podłożu rasistowskim, co wywołuje silne poczucie marginalizacji. Wie-
lu Romów wybiera więc niedostępną dawniej możliwość wyjazdu do
bogatszych krajów Zachodu w celu odnalezienia własnego miejsca w
nowych społeczeństwach.
Wydawca: Towarzystwo Miłośników Ziemi Wadowickiej
na zlecenie Stowarzyszenia Romów CIERCHENIA
Wadowice 2018
Redakcja: Zbigniew JURCZAK
16Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.















