Zbigniew JURCZAK
PROWINCJAŁKI
czyli
heretyckie zapiski
Wadowice 2017
1Projekt okładki: Grzegorz GIERMEK.
Prawa autorskie zastrzeżone przez
Towarzystwo Miłośników
Ziemi Wadowickiej 2017
Drukarnia i Wydawnictwo SCALbis
34 100 Tomice, ul. Krakowska
ISBN
2Nadwiślańska egzotyka, polegająca na
totalnej negacji poprzedniego państwa
ilustruje tezę, że
NIC CO IRRACJONALNE NIE JEST NAM OBCE.
Poważna polemika z ideologią potępiania
wartości czy nawet bytu
Rzeczpospolitej Ludowej,
właściwie uwłacza godności osoby
rozgarniętej.
prof. Stefan Opara
3AUTOR jest regionalistą, działaczem
kulturalnym, organizatorem i animatorem
Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej
4Od autora
"Prowincjałki" są kontynuacją felietonów
zawartych w publikacji "Oblicze tej ziemi",
wydanej w 2013 roku. Jak i w tamtej
książce, wiele tych subiektywnych refleksji
z lat 2013-2017 dotyka spraw rodzinnego
miasta i regionu. Prowincja, ta mała
ojczyzna, jest dla mnie kwintesencją
obyczajowości.
Przez parę ostatnich lat historia wyraźnie
przyspieszyła. Europa stanęła w obliczu
nie tyle fizycznego najazdu uchodźców, co
niespotykanej inwazji islamu, religii wrogiej
humanizmowi zachodniego chrześcijań-
stwa. Strach sparaliżował spokojne
dobrobytem kraje Unii. Niosą ten strach
zdeterminowani terroryści islamscy,
realizujący swoją świętą wojnę przeciwko
5niewiernym. Wychowano ich a raczej
wyhodowano w kulcie określonej religii, w
fanatycznym przekonaniu wyższości wiary
nad rozumem, zbawienia i wiecznej
szczęśliwości nad doczesnym życiem.
W Polsce, aspołeczny liberalizm, którego
doświadczamy od 1990 roku, stworzył
doskonałe żerowisko dla mafijnych
interesów i ugrupowań społecznego
populizmu. Po władzę sięgał zawsze ten,
kto miał poparcie Kościoła. Na tym
fundamencie łatwo rośnie narodowa
mitomania. Znowu naród wybrany musi
mieć wroga choćby wewnętrznego, a
kolejna zmiana tworzy nowe państwo.
Chwalebne klęski i przegrane, nasz
martyrologiczny mit ofiary - ma kolejny raz
zapewnić politykom monopol władzy.
W ciągu ostatnich lat bezkrytyczna wiara
sukcesywnie wypierała z naszej społecznej
świadomości i wrażliwości rozum. W takim
duchu wychowujemy kolejne pokolenia i
nie dziwi, że jako naród lub państwo,
jesteśmy zawsze narzędziem polityki
krajów zachodu lub wschodu.
6Z demokracją podobnie. Trudno pojąć jej
sens obywatelowi, będącemu przede
wszystkim członkiem autokratycznej wspól-
noty wyznaniowej. Nasza świadomość oby-
watelska - chyba od czasów mariażu Orła z
Pogonią - bliższa jest mentalności ludzi
wschodu niż zachodniej cywilizacji. Nie
przerobiliśmy lekcji Reformacji, która skie-
rowała chrześcijaństwo w stronę człowieka
i wartości życia. Motywowani dewocyjną
odmianą religii, preferujemy swoistą demo-
krację autorytarną, określaną demokratu-
rą. Ot, Polska - kraj pobożnych
kombinatorów? Nie dziwi zatem wynik
wyborów parlamentarnych w 2015 roku.
7Dorotce i Zuzi
- moim wnuczkom.
82013
***
W sylwestrowy wieczór stoczyliśmy kolejną,
coroczną batalię. I oby tylko takie potyczki
z własną kondycją i alkoholem toczyć nam
przyszło. Z rocznicy kolejnej klęski
uczyniono kolejną fetę. Zgodnie z
narodowym obyczajem: niechaj Polska zna,
jakich synów ma.
150 Rocznica Powstania Styczniowego
(wszystko z dużej litery!) to okazja dla
obywateli, aby się zapoznali z tym
największym zrywem niepodległościowym i
klęską na miarę powstania warszawskiego.
Jak wszystkie narodowe ruchawki,
powstanie organizowano bez
przygotowania, bez broni, bez planu i
koncepcji za to w bałaganie ciągłych
wewnętrznych sporów i walk o władzę.
Powstanie 1863 roku było największe, bo
wzięło w nim udział prawie 1% ówczesnej
ludności (czytaj szlachty i inteligencji)
Królestwa Kongresowego. Pod twardym
butem Rosji, ten późniejszy Priwislańskij
9Kraj miał trochę autonomii, którą
ograniczono po powstaniu listopadowym a
zlikwidowano po styczniowym. I wtedy, i
teraz, Europą rządziły mocarstwa większe
od Polski, ale nie większe od naszych,
irracjonalnych ambicji. I wtedy i teraz mniej
jest rozumu a więcej emocji, którą łatwo
skanalizować. Mniej było wtedy i teraz
chętnych do nauki i pracy pozytywistycznej,
więcej zwolenników szabelki, manifestacji i
obszczekiwania sąsiadów. Jak nie Niemców
to Rosji. Dzisiaj ta tragiczna (tylko takie
obchodzimy) rocznica, jest pretekstem
skierowania uwagi społeczeństwa na
tematy dalekie od rzeczywistości. Kolejnymi
igrzyskami ku czci narodowego mitu.
***
Jedna z wielu teorii, którą podzielam,
określa państwo jako realizację umowy
społecznej. Z wszelkiego rodzaju formami
umów mamy do czynienia przez całe życie.
Od szkolnej nauki po emeryturę, od
zakupów w sklepie po abonament, od
spółdzielni mieszkaniowej po spółki prawa
handlowego, od umowy małżeństwa po
10testament. Państwo jest taką naszą umową
na życie. Oczywiście, większość może się
nie godzić twierdząc, że wszystko w ręku
Boga. Nie znam jak dotąd nikogo, kto z
Bogiem zawierałby jakąś umowę. Chyba że
go utożsamia ze swoim księdzem i parafią.
Państwo jako Umowa zawierana jest
między ludźmi mającymi wspólnotę:
terytorium, języka, kultury no i musi być ta
Umowa uznana przez inne państwa. Nasza
Umowa na życie w spółce z mniej lub
bardziej o.o. zwanej Rzeczpospolitą Polską,
spisana jest w Konstytucji czyli Ustawie
zasadniczej. Przyjęliśmy ją w 1997 roku.
Umieszczone są tam podstawowe zasady
naszego prywatnego i obywatelskiego
życia; jakie mamy prawa i jakie obowiązki.
Określa też formę władz naszego
wspólnego przedsiębiorstwa czyli Polski i
sposób jej wybierania. Pierwszą narodową
Umową była Konstytucja z 3 maja 1791
roku, która niestety nie miała szans
wdrożenia, bo jako kraj, z własnej winy
ogłosiliśmy upadłość. Jako udziałowcy,
obywatele Polski, mamy w Umowie
gwarantowane prawo do niekrępowanej
11wolności, własności, prawa pracy,
sprawiedliwości, równości obywatelskiej,
ochrony zdrowia, nauki, bezpieczeństwa,
opieki itp. Za to naszym obowiązkiem jest
dbanie o dobro wspólne czyli Polskę,
ponoszenie kosztów utrzymania czyli
płacenie podatków oraz obowiązek obrony,
gdyby nas - jak w 1939 roku - jacyś
psychopaci polityczni w wojnę wpędzili.
Zgodnie z Konstytucją, jesteśmy państwem
jednolitym, demokratycznym i prawnym. Ze
względu na ekonomię i stosunki pracy, za
PRL-u byliśmy socjalistycznym (własność
społeczna a państwo socjalne) a teraz
kapitalistycznym (własność prywatna, a
państwo liberalno-demokratyczne). Do
realizacji Umowy na nasze normalne,
bezpieczne życie czyli realizacji Konstytucji,
powołaliśmy sobie rząd i sądownictwo, a do
przestrzegania przez nich wszystkich tej
Umowy - powołaliśmy niezależny od nich
wszystkich Trybunał Konstytucyjny.
Powołania tych państwowych władz
dokonują nasi delegaci czyli posłowie,
których to my wybieramy. Oczywiście
jeszcze prezydenta i senatorów dla
12kontrolnej równowagi. To jest ta cała
chmara, gromada przedstawicieli i ich
urzędników utrzymywanych przez nas. Jak
dowodzą ostatnie lata, eldorado dla
cynicznych pijawek. Ci reprezentanci to jest
nasza, Polaków służba. Jak służba na
dworze monarchy, cesarza, który był
właścicielem państwa, tylko że monarcha
kanciarzy eliminował. Teraz właścicielem
Polski jest społeczeństwo czyli Naród, a ci
wszyscy parlamentarzyści to najemnicy
sowicie opłacani z podatków. Cokolwiek
czynią, to zawsze twierdzą, że w naszym
interesie, bo nas reprezentują.
I mają zbójecką rację. Jak sobie pościelisz,
tak się wyśpisz - kpi przysłowie. Głoso-
wałeś na politycznego kanciarza, który zo-
stał posłem? - to nie zdziwiaj, że masz we
władzy popaprańców i dyletantów. Odpuś-
ciłeś wybory? - to skorzystali polityczni
szalbierze, mamiąc bigotów jezuickimi gru-
szkami na wierzbie. Przegrali twoi
kandydaci? - może trochę mniej zachłanni,
ale masz czas by się nauczyć ziarno od
plew odróżniać. I pamiętaj, na wiarę to
trudno zjeść kebaba w podejrzanym barze
13a co dopiero wybierać posła. Oni wszyscy
też są udziałowcami tej Umowy i dobrze
wiedzą, gdzie się usadowić.
I tu się rodzi podstawowy konflikt inte-
resów, który od kilku lat coraz bardziej
dzieli Polaków. My żądamy przestrzegania i
wywiązywania się z Umowy, czyli Konsty-
tucji, oni żyją z nas i chcą jak najwięcej i
jak najdłużej. Jak na targowisku. A że to
wszystko dotyczy naszej nacji, bo jesteśmy
państwem narodowym, więc z jednej i
drugiej strony używa się wszelkiego
kombinatorstwa tak charakteryzującego
Polaków. Władza wymyśla i wprowadza
takie regulacje prawne (ustawy, rozpo-
rządzenia, zarządzenia, dekrety), by
zapewnić sobie spokój i gwarancje
dostatniego życia dla siebie, rodziny
biologicznej i partyjnej. Bez skrupułów
uczestniczy w tym Kościół, bo wie jakie z
władzy ma profity. My stoimy po drugiej
stronie barykady. Chcemy za nasze pie-
niądze mieć gwarancję przestrzegania
Konstytucji i solidnego, uczciwego,
efektywnego wykonywania pracy przez
administrację. W każdym państwie demo-
14kratycznym istnieje konflikt między oby-
watelem a władzą czyli aparatem pań-
stwowym. Idealne państwa to te, których
rządy potrafią ten konflikt zminimalizować.
Państwa, gdzie obywatel nie jest okradany,
ale płaci świadomie podatki, bo wie, że ma
zapewnione podstawowe gwarancje nor-
malnego, bezpiecznego życia i spokojną
perspektywę. Są obok nas kraje o nie-
wielkiej liczbie ludności, małym terytorium,
o niekorzystnym ukształtowaniu terenu,
bez dostępu do morza, bez zasobów
naturalnych. Potrafią jednak tworzyć w
miarę bezkonfliktową koegzystencję tych co
płacą i tych co z podatków żyją. Też mają
podobne Umowy - Konstytucje - jednak bez
Boga w preambule i Kościoła w życiu
publicznym.
***
Zima dopisała. Oblegane wyciągi i tłok na
trasach, że policja musi nadzorować ruch.
Pełne parkingi pod oświetlonymi stokami.
Przyjedziesz, pożyczysz deski i… wyciąg i
zjazd, wyciąg i zjazd i tak w kółko.
Zaliczone. Wieczorem na basen pełny ludzi
15i wrzasków. Znowu w jedną i w druga
stronę. Tak kilkanaście razy, aby zaliczyć -
bo jakże by nie? Toż to obyczaj obo-
wiązkowy jak niedzielne pójście do koś-
cioła. Zaliczymy, zobaczymy, nas zobaczą.
Obyczaj stadny. Nie spotkasz już amatorów
narciarskich wędrówek po górach, kiedy
narty niosło się na Leskowiec. Latem
wędrówka brzegiem Skawy, która była w
każdej chwili kąpieliskiem. Łowiło się ryby a
las był zapleczem wszystkiego. Dzisiaj
zarybione stawy okupują niedzielni
wędkarze.
Ferie zimowe czy letnie moich lat szkolnych
były aktywnym, fizycznym wypoczynkiem.
Kontakt z przyrodą, był warunkiem
atrakcyjności wakacji. Traperskie życie dla
mnie i moich rówieśników niosło przygodą,
która uczyła samodzielności i zaradności.
Miesiąc pod namiotem był wtedy oby-
czajowo obowiązkowy a na harcerskich
ogniskach repertuar nie był ograniczony do
Barki i Czarnej Madonny. Dzisiaj rodzice
czy dziadkowie dowożą swoje pociechy na
basen, na narty, na stadion, do muzycznej,
na tenisa i wszędzie tam, gdzie realizują
16swoje ambicje. Dzieciarnia ma tego po
dziurki w nosie, jest coraz bardziej wredna,
wybredna i znudzona. Wyrośnie na
zależnego, przywiązanego do stada obywa-
tela. Będą mieć różnej maści ideologiczni
pasterze pociechę. Tak sobie cierpko my-
ślę czekając na wnuków pod wyciągiem na
Mosorny Groń.
***
Na TVP Historia przypomniano film według
sztuki Leona Kruczkowskiego „Niemcy”, za
moich czasów gimnazjalnych lektury
szkolnej. Niewielu jednak wie, że po wojnie
część środowiska literackiego przypisywała
autorstwo dramatu Emilowi
Zegadłowiczowi. Z not, korespondencji i
informacji współczesnych wiadomo, że
ostatni okres życia poety z Gorzenia był
bardzo trudny. W zasadzie odrzucony przez
rodzinę, skonfliktowany z dawnym
środowiskiem z powodu lewicowych
deklaracji, borykał się z postępującą
chorobą nowotworową. Okupant, z uwagi
na zasługi Zegadłowicza dla niemieckiej
literatury, oszczędził Jego majątek. Jesienią
171939 roku Zegadłowicz napisał dramat
„Domek z kart” oraz „Sie sind Jude”. Ten
pierwszy ukazał się po wojnie a nawet
został sfilmowany. Rękopis drugiego –
zaginął.
W 1940 roku Niemcy utworzyli GG i rzeka
Skawa stała się granicą III Rzeszy. Kon-
takty poety z Krakowem gdzie się leczył,
zostały ograniczone.
Z powojennych zeznań świadków wiadomo,
że Zegadłowicz zjawił się podczas jednej z
takich wizyt, w 1939 roku, w siedzibie
Związku Literatów w Krakowie, gdzie
zostawił na przechowanie walizkę. Nie
odebrał jej już nigdy. W ramach powo-
jennego porządkowania biura natrafiono na
bagaż Zegadłowicza. Bodaj w 1948 roku
komisja M. Słomczyńskiego go otwarła i
spisano zawartość. Oprócz odzieży był tam
rękopis dramatu „Sie sind Jude” (Oni są
Żydami), który wysłano do Związku
Literatów w Warszawie. Tam rękopis
zaginął. Prezesem krajowego Zarządu ZLP
był wtedy L. Kruczkowski, pisarz lewicowy,
działacz państwowy i partyjny, którego
najgłośniejszy dramat „Niemcy” ukazał się
18w rok później. Skąd przypuszczenia, że
sztuka Kruczkowskiego mogła być
zaginionym dramatem Zegadłowicza? Ano
część środowiska literackiego, na podstawie
analizy okoliczności, konstrukcji dramatu
oraz języka - wysnuła taki właśnie wniosek.
Przypomnijmy, że L. Kruczkowski nie był
autorem żadnego dramatu i nie cieszył się
sympatią niezależnych środowisk lite-
rackich, które po 1956 roku zaczęły
szczegółowo analizować jego dorobek.
Sprawy jednak nie wyjaśniono a pisarz
zmarł kilka lat później jako autor dramatu
„Niemcy”, któremu nadał pierwotny tytuł
„Niemcy są ludźmi”. Wątpliwości czy był to
dramat „Oni są Żydami” Zegadłowicza,
pozostały jedynie u nielicznych znawców
twórczości Mikołaja Srebrempisanego.
***
Przez kilka ostatnich dni papież Benedykt
XVI dał mediom w Polsce utrzymanie.
Szpalty gazet czy programy telewizyjne na
wszystkie sposoby roztrząsały niespotykaną
w Kościele abdykację a reklama, istota
newsów, mnożyła dochody. Nie sądziłem,
19że zainteresowanie sprawami Kościoła w
społeczeństwie miast maleć nadal rośnie.
Pontyfikat Jana Pawła II, zdominowany
przez Jego podróże po świecie, otworzył
papiestwo dla ludzi. W krajach, gdzie
chrześcijaństwo jest marginesem wyzna-
niowym czy społecznym, dał milionom ludzi
nadzieję; w świecie katolickim umocnił
pozycję Watykanu. To realne zmiany opar-
te o wiarę, religie i Kościoły. Potępiając a
priori naukę i postęp, religie bez skrupułów
wykorzystują wiedzę dla swoich celów. Tak
było zawsze, bo wiarę stworzył rozum
ludzki i to on nią steruje. Oczywiście
poprzez doktryny i wodzów. Ziemia jako
globalna wioska, to łatwy dostęp
indoktrynacji wszelkiej wiary a później
dopiero wiedzy. W wielu krajach, nie tylko
biednych, dla milionów wyznawców media
religijne są podstawowym źródłem
poznania.
Czy ta nowa ewangelizacja przyniesie
pojednanie w podzielonym religiami świecie
czy przeciwnie? Co może powstać w
krajach ubogiego świata, kiedy w
demokratycznej Europie nasze państwo,
20wbrew Konstytucji, wspomaga krzewienie
wiary katolickiej? Jak odbierają polskie
misje militarno-pokojowe innowiercy w
okupowanych krajach? Czym zaowocuje w
krajach trzeciego świata pontyfikat
słowiańskiego papieża?
***
W trzy lata po tragicznym wypadku, rząd
wysłał do Smoleńska komisję w sprawie
brzozy, którą złamał samolot. Czy
wysokość złamania jest na 6 czy na 7
metrach? Ot dylemat. Nie może dojść do
świadomości prawdziwa przyczyna wy-
padku, bo jest racjonalna. Może komisja
pojechała w sprawie grzywny za zniszczone
drzewo? To rozumiem.
Źle przygotowana wycieczka zakładowa
dworu Lecha, poleciała do Rosji się modlić,
jakby to miało pomóc Polsce. Poleciała z
fasonem, fantazją ale bez zorganizowania.
Niewystarczające kompetencje sternika
maszyny spotęgowała obecność przeło-
żonych i doświadczenie jego kolegów z lotu
21do Gruzji. Mgła tragicznie zweryfikowała
jakość tej wycieczki.
W przebiegu całej sprawy odbija się jak
w lustrze charakter i kondycja III
Rzeczpospolitej, tej zabawki dla wybra-
nych: zakłamanie, brak kompetencji i
wyobraźni, hucpa polityczna, bałagan
organizacyjny, para w gwizdek, religijna
obstrukcja, indolencja, niewiedza. Główną
przyczyną katastrofy w Smoleńsku, w co
wierzy większość, była jednak mgła zesłana
przez naturę, Ruska lub…. Boga, bo Bóg
tak chciał ?
***
Idea obecności dozorującej istoty lub insty-
tucji, niczym Wielkiego Brata z Orwella,
ciąży nad niejednym.
Po raz kolejny w III Rzeczpospolitej
obchodzimy Dzień Instytutu Pamięci
Narodowej (IPN), czyli Dzień Żołnierzy
Wyklętych. No, nie… IPN jeszcze nie
wyklęty a wręcz przeciwnie, hołubiony,
ciężko pracujący, aby z dnia na dzień pod-
trzymywać nienawiść do komuny, czyli w
22tym przypadku PRL-u. Jakoś trudno się
doczekać ze strony tego Instytutu obiekty-
wnego, analitycznego opracowania trud-
nych, tragicznych lat 1945-1948. To, czym
nas częstują, jest podobnie tendencyjne jak
publikacje ideologów dawnej PZPR.
Działalność IPN wpisuje się w charak-
terystykę narodowych zachowań, czyli tzw.
przegięcie pały w drugą stronę. Prefe-
rujemy skrajności, bo bazują bardziej na
emocjach niż na analitycznej wiedzy a
wiadomo, że emocje budują społeczną
świadomość. Tak działała kiedyś marksis-
towska szkoła historii, teraz działa IPN-
owska. Wpięta w propagandowy system
kształciła propaństwowe postawy. Nie tak
dawno zwolennicy gminnej rzeczywistości
wyrzucali mnie z zebrania wiejskiego, na
które byłem zaproszony jako radny. Moja
wina. Zamiast powiedzieć to, co chcieli
słyszeć, powiedziałem prawdę, która
zburzyła ich nadzieje i wykształcone wiarą
oczekiwania. Tylko odnośnie remontu
wiaduktu i drogi a nie postrzegania swo-
jego miejsca na ziemi.
23***
Kościół katolicki wybrał następcę
Benedykta XVI. Jest nim jezuita z
Argentyny, papież Franciszek. W prze-
szłości receptą na problemy jakie niosła
Kościołowi reformacja, był powołany przez
Ignacego Loyolę zakon jezuitów, który
dostosował instytucję do postępu
chrześcijańskiego świata. Teraz sytuacja
jest podobna i możliwe, że to jezuita
Franciszek uzdrowi Kościół. Jest to szansa
dla Watykanu. W Europie jedyną enklawą
bezkrytycznej wiary w tego zmate-
rializowanego Boga, jest Polska. Świat
pędzi do przodu, Unia Europejska nie ma
recepty na postęp a świadomość
poddanych dogmatom się zmienia. W
Polsce zapewne nastąpi nowa ewan-
gelizacja, która spowoduje, że państwo
będzie na usługach Kościoła. Sądzę, że do
czasu, bo pokolenie JPII, jakoś dojrzewa.
Na emigracji.
***
Zapoznałem się z materiałem o
powojennych Wadowicach. Gratuluję
autorowi tej próby całościowego ujęcia
24roku 1945. Niewielu historyków waży się na
tematy ubogie w źródła. Odnoszę jednak
wrażenie, że ciąży na tym opracowaniu
jakieś uprzedzenie, założona czy narzucona
teza, dające w efekcie pobieżny i zafał-
szowany obraz tamtych Wadowic i miesz-
kańców. Autor zwraca uwagę na niekon-
sekwencje wydarzeń, wynikające ze źródeł.
Sądzę, że nie weryfikował dostępnego
materiału na tyle, aby w miarę obiektywnie
pokazać tamten rok.
Dokumenty administracji cywilnej zawsze
odzwierciedlały oczekiwania i pobożne
życzenia władzy. Musiano więc naciągać
fakty. Ta skłonność administracji do pacy-
kowania rzeczywistości, podyktowana była
asekuracją i strachem. Tak jest tworzona i
obecna dokumentacja m.in. samorządu,
która bez weryfikacji nie jest żadnym,
miarodajnym źródłem. Jako amatorowi
wydaje mi się, że do wszelkich źródeł
trzeba mieć ograniczone zaufanie. Szkoda,
że autor nie skonfrontował tych
urzędowych relacji ze świadkami tamtych
dni, których paru jeszcze żyje w mieście.
25W 1945 roku mieszkańcy byli przekonani,
że mechanizmy demokracji będą podobne
jak przed wojną a odreagowanie na
okupacje dało im asumpt do społecznego
zaangażowania na rzecz miasta. Trwało to
może rok, półtora. Dla Rosjan Skawa była
granicą Rzeszy a Wadowice pierwszym
miastem niemieckim do którego weszli,
dlatego ich zachowanie, które było
"wizytówką" nowego porządku - nie dziwi.
Łatwiej było to jednak znosić niż okupację,
albo: łatwiej było się dostosować do
radzieckiego bezhołowia niż niemieckiej
dyscypliny. W tym samym czasie wielu
wadowiczan szabrowało domy pożydowskie
a wobec nielicznych, powracających
właścicieli miało pretensje, że wrócili. A jak
się zachowywali wadowiczanie w Świdnicy,
którą im przydzielono w 1945 roku do
administrowania? A nasze misje w
Afganistanie to niosą raj tubylcom?
Niestety, wojna jest dla skretyniałych
społeczeństw i dla niepoprawnych
militarystów, papierowych bohaterów,
którzy w sytuacji zagrożenia zdezerterują.
26W 1945 roku do milicji i UB pierwsi
zgłaszali się chłopcy z lasu, którzy byli
pewni, że za ich poświęcenie (?), należy im
się rekompensata, czyli udział we władzy.
Nie przypuszczali nawet jakie realia im
wolność przyniosła. Często więc
zachowywali się jak w lesie, dlatego
większość problemów ze zwykłym
bandytyzmem tworzyli nasi, niedo-
wartościowani krajanie. Wracali później z
powrotem za Skawę, do lasu i wielu
dorabiało ideologię do swoich rozczarowań.
Teraz doczekali się politycznego promo-
wania ich tragicznych losów.
Nie mam zamiaru bronić politycznej
rzeczywistości tamtych lat, zgotowanej nam
przez uległość aliantów wobec Stalina w
Jałcie, ale w miarę racjonalnie spojrzeć na
ten okres, daleki od pojęcia komunizmu,
którego zakres semantyczny znam.
Każdy czas po przejściu frontu wojny jest
dla ludności uciążliwy, nawet tragiczny.
Niedawno doświadczyły tego Bałkany.
Mimo wojny Wadowice szybko wróciły do
ekonomicznej normalności, zburzonej
później nacjonalizacją. Dowodzi tego ilość
27rzemiosła, handlu, przemysłu – tego
wszystkiego, co de facto zostało
spacyfikowane gospodarczo dopiero w
ostatnim dwudziestoleciu. Dowodzi tego
także przytaczana przez autora siła
nabywcza wynagrodzenia pracownika
rolnego. Oczywiście brakowało
wszystkiego, bo wojna kosztuje. Dziwi fakt,
że trzeba było utrzymywać Armię
Radziecką? Przecież roszczeniowa postawa
tych żołnierzy była analogiczna do postawy
naszych, którzy wyszli z lasu. Brali Rosjanie
jako zwycięzcy wszelkie łupy. Najlepiej
zegarki, bo stanowiły wg nich o pozycji
społecznej.
Wyzwolenie wywołało taki społeczny
nastrój, jaki przeżywaliśmy w 1981 roku.
Euforia wolności i 10 milionów członków
Solidarności, których nagle wywiało jak
nastał stan wojenny. Wtedy, w 1945 roku,
ludzie mieli nadzieję, która pchała ich do
działania. Rzeczywistość którą narzucił
stalinizm (a nie komunizm, bo bym obraził
anglosaskich filozofów) zweryfikowała
szybko społeczne postawy. Tak jak kuchnie
brata Alberta i polski Londyn weryfikują
28nadzieje Polaków związane z okresem po
1990 roku. Tamtą jak i obecną
rzeczywistość tworzyli jednak konkretni
ludzie, od czasów Rokossowskiego, sami
Polacy.
***
W cesarstwie rzymskim, drugim imperium
po państwie Aleksandra z Macedonii, często
i gęsto stosowano karę śmierci przez
ukrzyżowanie. Tak karano za wyjątkowe,
groźne przestępstwa wobec władzy także w
Judei i całej wschodniej Azji. Okupowane
przez Rzymian narody walczyły o wolność,
buntowały się i przegrywały. Krzyżowań
było setki, tysiące. O wielu z nich
wspominają ówcześni historycy: żydowski
Flawiusz i rzymski Pliniusz.
Ukrzyżowanie Żyda imieniem Jezus, o
którym milczą źródła historyczne, stało się
źródłem powstania religii, przewyższającej
w dokonaniach wszelkie starożytne
monarchie. Tworzona przez Żydów ku
pokrzepieniu serc saga o nauczycielu,
została w kilkadziesiąt lat później spisana
ewangeliami, które stanowią fundament
29chrześcijaństwa. Czy Piłat pomyślał
skazując na życzenie tłuszczy Jezusa, że da
tym początek zagłady imperium, którego
był strażnikiem? Czy to rozwrzeszczane jak
dzisiaj pospólstwo, które zawiodło się na
nadziejach wiązanych z „żydowskim
królem” i wolało uwolnić Barabasza, bo
chłop miał miecz i walczył zbrojnie z
okupantem - przypuszczało, że daje
początek religijnej konkurencji dla syna-
gogi? Chrześcijaństwo w swoich wielu
odmianach, rozlało się w umysłach ludzi
prostych i nawiedzonych na cały świat. Jak
każda zbiurokratyzowana ideologia już
dawno odeszła od swoich źródeł i istoty
deklarowanych zasad - treści zżarła forma.
Dzisiaj jej istotę stanowią czerwone buty
papieża, guziki sutanny, komeżka
proboszcza, niepokalane poczęcie, trzech w
jednym, roraty, nieszpory i wszystko to, co
jest w stanie wycisnąć zysk ze strzyżonych
baranków i dojonych owieczek. To jedno
ukrzyżowanie sprzed 2000 lat krzyżowało
mieczem, ogniem i karabinem miliony a
przede wszystkim krzyżowało rozum i
ludzką świadomość. I nawet mnie nie
30dziwi, że głównym elementem niedzieli
palmowej, która w „dobrej nowinie” była
dniem hosanny i radości życia, jest droga
krzyżowa. Łatwo od wystraszonych czerpać
zyski z nadziei zbawienia, niż nauczać
miłości, skromności i kochania życia i ludzi.
Nauczanie wymaga rozumu, tresura załatwi
wszystko kijem i marchewką.
***
Znowu okazja do zakłamywania
rzeczywistości. 70 rocznica powstania w
getcie warszawskim zmobilizowała Polaków
do obchodów pamięci tej beznadziejnej
walki Żydów o godną śmierć. W 1993 roku
była 50 rocznica, dziesięć lat później 60-ta.
III Rzeczpospolita jakoś nie kwapiła się do
robienia rocznicowej fety. Kilka lat temu
zmarł ostatni dowódca Żydowskiej
Organizacji Bojowej Marek Edelman. Może
teraz, kiedy zostało tylko kilku uczestników
powstania można świętować bohaterstwo
Żydów? Noszone publicznie repliki gwiazdy
Dawida w formie wiosennego żonkila, dają
wyobrażenie tragicznej przeszłości.
PRL nie obawiała się społecznego
31sprzeciwu pamięci o Żydach, mimo wyda-
rzeń roku 1968. Budowała pomniki, finan-
sowała instytuty, wydawnictwa i rocznice.
W czasie II wojny ofiarami holocaustu byli
przede wszystkim polscy Żydzi. W
otoczeniu obojętnego otoczenia, często
przy jego niemej akceptacji, szli na
zagładę. Ten wyrzut sumienia będzie się
Polakom jeszcze długo śnił. Gdzie byli
warszawiacy, kiedy w środku miasta
kilkudziesięciu nieuzbrojonych Żydów sta-
wiało przez trzy tygodnie opór zawo-
dowym, frontowym wojskom okupanta?
Mimo prośby Żydowskiej Organizacji
Bojowej, Armia Krajowa nie użyczyła im
broni. Gdzie była Delegatura Rządu i inni
nasi bohaterowie? Pojedyncze przypadki
pomocy, opinii o postawie Polaków nie
zmienią.
Generalnie staliśmy niemi, zdziwieni i
często współczujący – byle z daleka – wo-
bec niespodziewanego bohaterstwa od lat
posądzanych o tchórzostwo ludzi. Swoich
obywateli narodowości żydowskiej, wbrew
powszechnym opiniom, uratowały w
większości kraje kolaborujące z Niemcami:
32Węgry, Rumunia, Bułgaria. My, z powodów
idiotycznej, bezrozumnej polityki II RP,
przy społecznej, bezmyślnej akceptacji,
zafundowaliśmy sobie papierowe sojusze i
wrzesień 1939 roku. Kosztowne bohater-
stwo, które niczego nas nie uczy.
***
Każda władza polityczna ma swoją
propagandę. Współcześni budują historię –
to też oczywiste. Współcześni poprawiają
historię!! I to też staje się oczywiste.
Służą temu narzędzia władzy: od
wyrobników pióra po ministerstwa, od
szkolnictwa po IPN. Ale nawet w okowach
zależności można zachować godność.
Franciszek Villon w XV w. każdy utwór
dedykował swojemu sponsorowi. Pozwalał
sobie jednak dopisywać: Xiążę, całując cię
w zafajdaną dziurę od rozporka itp. Miał
polot i odwagę więc nie dziwota, że
skończył na szubienicy. Władza w PRL-u
miała cenzurę prewencyjną a swoim
apologetom płaciła przywilejami,
stanowiskami, forsą a choćby nawet
możliwością publikowania ich twórczości.
33Dzisiaj mamy wolność słowa za którą nie
wieszają, najwyżej spacyfikują społecznie.
Jak w PRL-u.
Od 1980 r. Towarzystwo Miłośników Ziemi
Wadowickiej było wydawcą wielu publi-
kacji. Miało nad sobą bat – jak wszyscy
wydawcy - w postaci cenzury i przydziału
papieru. Działalności nie finansowała żadna
polityczna ani gospodarcza władza. Decy-
dował rynek. Może dlatego byliśmy uczciwi
wobec naszych Czytelników? Nie zdarzyło
się – mimo tzw. reżimu - byśmy w
Nadskawiu – almanachu TMZW, puszczali
jakieś wiernopoddańcze teksty albo naginali
historię lub ją wręcz fałszowali. Przy okazji
wyjaśniam, że rocznik - jak nazwa sugeruje
- tyczył spraw społeczno-kulturalnych
dorzecza Skawy, od Jordanowa po Zator a
Wadowice w naszych planach miały być
centrum kultury Nadskawia.
Od 1990 roku władzę samorządową w
Wadowicach i powiecie pełni ta sama
ekipa. Taki monolit na miarę dawnego
dyktatu partyjnego. Z tym, że za czasów
PRL władza była jedna, ale ludzie się
zmieniali. Dzisiaj ludzie są ci sami mimo, iż
34co cztery lata mamy wybory. Widać
społeczeństwu się to bardzo podoba. Tyle
tytułem wyjaśnienia. Teraz do rzeczy.
Otóż ta władza samorządowa, z
naszych podatków utrzymuje instytucje i
zadania, które mają realizować potrzeby
społeczne. Do realizacji potrzeb z zakresu
szeroko pojętej kultury, służy działalność
Wadowickiego Centrum Kultury. Działal-
ność wysoko przez nas ceniona i
podziwiana, ale .... No właśnie. WCK jest
od kilku lat wydawcą przeglądu
historyczno-kulturalnego o pretensjonalnej
nazwie „Wadoviana”, gdzie jak się wydaje,
głównym redaktorem jest krzewiciel
bohaterstwa militarnego, pan Michał. (Skąd
u nich to słowotwórstwo? Te Wojtyliania,
Wadoviana i LGD Vadoviana, ta sakralizacja
nazewnictwa. Pochlebstwo nieba czy
kruchty?)
Dotarł do mnie dopiero teraz, po paru
latach, numer 11 z 2008 roku. Obok wielu
premierowych tematów, pełno tam pana
Michała. A to jako redaktora współ-
pracującego, jako recenzenta a głównie
autora dominujących materiałów histo-
35rycznych. Jednym z nich jest publikacja pt.
Stan wojenny - czyli zima wasza!
Kiedy redagowałem 'Nadskawie” czy
„Podbeskidzie”, moim obowiązkiem było
kierowanie każdego materiału do co
najmniej jednej recenzji merytorycznej.
Nawet jeśli to było wspomnienie dziadka o
babce czy wujka o wojence. Czy ta
praktyka redakcyjna nie istnieje? Przecież
w Wadowicach mieszka były nauczyciel
zawodu w ZST w Andrychowie, ostatni szef
SB w Wadowicach, Marian R. Trzeba było
jego prosić panie redaktorze naczelny o
recenzję. Albo Józefa Zemana, który
jeszcze żył - o sobie nie wspominam. Mieć
materiał wiarygodny a nie dytyramb
pochwalny na cześć władzy, stek
przekłamań i nachalne poprawianie a raczej
budowanie rodowodu opozycyjnego
ludziom, którzy w opozycji nie byli. Trudno
bowiem nazwać opozycjonistą faceta, który
dał się zamknąć na własne życzenie, bo
mimo ostrzeżeń działał bez wyobraźni, jak
pozorant na poligonie. Z publikacji wynika,
że opozycje stanu wojennego w
Wadowicach tworzyli: Zdzisek, Ewa, Jurek
36i sam autor z mamą. Reszta to dodatek.
Czy Wadoviana ma ambicje naukowe, czy
też jest narzędziem ambicji naukowych
autorów? A może narzędziem tworzenia
najnowszych dziejów miasta i źródłem
naukowym wiarygodności ekipy z
wadowickiej zbrojeniówki? Wot zagwostka?
Każda władza, w miarę obrastania w
tłuszcz poszukuje wiarygodnych funda-
mentów. Jak parweniusz znaku herbowego.
A że herbowych ci u nas przybywa, nie
dziwota, że i zapotrzebowanie na
dziejopisów znaczne.
***
Dziesiątego aprila minęło. Kolejne,
narodowe święto znaczone hasłami,
deklaracjami, teoriami i marszami. Powoli
usychają w społecznej niepamięci inne fety
z okazji klęsk i tragedii. Do lamusa wędrują
zapominane rocznice a tu Smoleńsk
objawia się jako naturalna kontynuacja
katyńskiego mitu.
Marsz smoleński był w tym roku spokojny,
przemówienie "prezesa" według najlep-
szych zasad kościelnej retoryki a liczny
37tłum sympatyków z całego kraju defilował z
krzyżami, świecami i wiarą. W mediach
nowa wersja teorii spiskowej. Lokalnie
cisza. Na swoim blogu Dziadunio nieco
mnie ostrugał. Ma nadzieję, że bezpośredni
kontakt z elektoratem, sonda na temat
potrzeb oraz programowe rozwiązania
przekonają wyborców do kandydata. W
swojej optymistycznej ocenie nie bierze
pod uwagę podstawowego
uwarunkowania: dewocji. Jedno zdanie z
ambony waży więcej niż półroczna
kampania wyborcza kandydata. Osobista
czy w mediach. Elektorat, który przyjmuje
racjonalne argumenty, angażuje się
społecznie, ma świadomość ojcowizny – nie
znaczy wiele, bo jest niewielki. W świetle
jednomandatowych okręgów do gmin,
ambona zadecyduje o wszystkim, bo jak
zwykle poprze wygodne dla siebie
kandydatury. Demokracja w Polsce może
zacząć się dopiero z chwilą odizolowania
Kościoła od Państwa, a to Polsce póki co
nie grozi.
38***
Nie szczędzi nam Ojczyzna dowodów
dbałości o irracjonalną kondycję społe-
czeństwa. Łatwiej to to się dyscyplinuje.
Pan premier Tusk zapowiedział powołanie
komisji do spraw tłumaczenia tragicznych
efektów wycieczki prezydenckiej do Smo-
leńska. Komisja ma przekładać na rozum -
wiarę w zamach. Nic to nie da, bo rząd
pana Tuska codziennie w polskich szkołach
robi coś odwrotnego. Za pomocą religii.
Media szukając sensacji na zbyt reklam,
dwoją się i troją żeby dogodzić wierzącym
w moc proszku do prania czy grobowe
ubezpieczenie. W Szczecinie kilkanaście
tysięcy wyznawców wiary w szczęśliwość
wieczną, maszerowało w obronie życia. Na
feretronach podkreślali, że życie jest
piękne! Ustawa śmieciowa, w ramach wol-
ności obywatelskiej, zmusza do obowiązku
nazywając to deklaracją. Kodeks skarbowy
(jest, jest takie narzędzie ucisku) pozwala
łaskawie podatnikowi wyrazić tzw. czynny
żal za niedopełnienie obowiązku. W formie
podania ten czynny żal wyrażony będzie
uwzględniony, jeśli podatnik przy okazji
39doniesie na drugiego podatnika!
Samorządowa władza (sama ci ona rządzi),
mająca na usługach większość lokalnych
mediów, funduje w gazetach reklamowych
pochwalne sobie dytyramby. Bo cóż więcej
obywatelowi do szczęścia potrzeba jak
dostał kościół, pływalnię i kuchnię brata
Alberta?
***
Długi, patriotyczny, zimny i mokry tydzień
mamy za sobą. Od pół roku mamiono nas
handlowo obietnicami super-weekendu,
pogodą, atrakcjami, możliwościami, gril-
lowaniem i wszelkimi atrakcjami dla pos-
pólstwa.
Ustanowione na pamiątkę strajku robot-
ników w Chicago, bodaj w 1905 roku
Święto Pracy, tylko w okresie PRL-u miało
swoją, państwową rangę. Nigdy ten dzień,
honorujący ludzi, nie był akceptowany
przez Kościół, bo 1 maja było zawsze w
opozycji do kapitału, do właścicieli miejsc i
narzędzi pracy. Ba, Kościół się już odczepił
od egzekwowania przykazania „abyś dzień
40święty święcił”. Akceptuje pracę w wolne
soboty i niedziele i wszelki wyzysk
pracodawców.
1 maja to także dzień św. Józefa
Robotnika. Był szczególnie czczony przez
rzemiosło, którego niewiele zostało.
Wydawałoby się, że Święto Pracy będzie
okazją do zwrócenia uwagi na bezrobocie,
na solidarność z narastającą biedą i
społecznym wykluczeniem. Że ten dzień,
będzie dniem solidarności Kościoła z
szeroko rozumianą pracą najemną, warun-
kującą godny byt człowieka! Gdzie tam.
Święto Konstytucji 3 Maja obchodzimy od
1935 roku. W PRL-u zakazane, zostało
niejako zastąpione w 1956 roku
monarchistycznym świętem Najświętszej
Marii Panny Królowej Polskiej. Uchwalona w
1791 roku Konstytucja niosła ducha
oświecenia i francuskiej rewolucji. Mimo
pisanych gwarancji dla „rzymskiej wiary”
napotkała zdecydowany opór ze strony
Kościoła i wiernych. Zaczęła konfederacja
barska w obronie wiary a potem
konfederacja targowicka zaprosiła Rosję do
zaboru Polski. Dzisiaj mamy święto nazwy,
41bo świadomość idei Konstytucji, jest w
społeczeństwie znikoma.
Ustawy Sejmu Wielkiego dowiodły jednak,
że w obliczu zagrożenia potrafiliśmy się
zjednoczyć, także dla racjonalnego
państwowo twórczego działania. Było to
jedyne, obok obrad Okrągłego Stołu,
krótkotrwałe zwycięstwo rozumnego
patriotyzmu a nie irracjonalnych emocji.
4 maja – świętego Floriana, patrona
strażaków. Jak Polska nawiedzeniem sze-
roka, zajarzyło we wsiach i miasteczkach
od strażackich mundurów i czerwieni
zachodnich, wypasionych automobili. Szli
strażacy w ordynku do kościołów, gdzie
ksiądz za parę ładnych stówek poświęcał
sztandary, samochody, motopompy,
zbiorniki na wodę, hełmy, toporki itp. W
niedalekiej wsi uświęcenia doczekała się
nawet łódka płaskodenna wleczona na
wózku. Za nią szła orkiestra a potem
kilkudziesięciu umundurowanych z pompą i
sztandarami zasuwało do kościoła. Łódka
przyda się zapewne strażakom w czasie
akcji dokarmiania ryb.
42***
Miesiąc pachnących konwalii, kwitnących
kasztanów, pięknych młodych maturzystów
i umajonych kapliczek. Dla pokolenia JPII
to czas komunijnych licytacji. Od
kościelnych obrzędów, przez prezenty - po
święte, religijne bachanalia. Kto, za ile, co i
gdzie. Nieświadome tych obrzędów i
uroczystości dzieci, mają zabawę i
pierwszą, praktyczną lekcję religijnej
obłudy. Rodzice przeżywają fanatyczny
orgazm materializmu wszelkiego. Od
prezentu dla katechety po placki na
przyjęcie. Pod kapliczkami o zmierzchu,
słychać gdzieniegdzie maryjne śpiewy a
telewizyjne newsy zachęcają do lektury
pamiętnika męża zabójczyni małej Madzi ze
Sosnowca. Trwa nieustająca, medialna
saga tej katolickiej rodziny. Mamusia
opublikowała książeczkę o tym jak
główeczką Madzi tłukła o beton, teraz
ojciec wydał książeczkę o swoim
tragicznym losie męża. Chyba już ktoś kręci
film o tej podniecającej chamów tragedii.
Między modlitwą a maryjną pieśnią, pod
majowymi kapliczkami trwa nieustające
43„pochylanie się” nad Smoleńskiem,
sąsiadem i gospodynią proboszcza. Grają
dęci strażacy, młodzież szkolna manifestuje
ku czci. I jak zawsze, ten miesiąc ma
cieszący wszelkich pasterzy charakter
ludycznego święta. Znać, że kierdel jest
dobrze zorganizowany.
***
III RP skutecznie dezawuuje PRL. Robią to
nawiedzeni politrucy kształceni w
poprzednim ustroju, media no i głównie
IPN. Poranny news doniósł o pracach rządu
Tuska m.in. nad wprowadzeniem urlopów
wychowawczych dla rodziców oraz o
projekcie budownictwa dla młodych. Starsi
pamiętają, że były to kiedyś osiągnięcia
niedobrego PRL-u. Sam, jako ojciec
trzymiesięcznego wtedy Maćka, korzys-
tałem z urlopu wychowawczego, który
pozwolił mi uniknąć zwolnienia z pracy w
grudniu 1981 roku. Teraz doliczono mi te
trzy lata do emerytury.
Ówczesna polityka mieszkaniowa państwa
realizowała program pomocy młodym
poprzez spółdzielczość mieszkaniową, tanie
44kredyty czy czynne odpracowywanie
zainteresowanych. W całej Polsce stoją
jeszcze bloki mieszkaniowe, budowane pod
patronatem Związku Młodzieży
Socjalistycznej. Większość wieszających
dzisiaj psy na PRL-u korzysta z tych
mieszkań i walczy o godne życie dla swoich
dzieci, które takiej szansy jak rodzice w
PRL-u nie mają i mieć nie będą. Chyba, że
wyemigrują. To sankcjonowane przez
państwo pranie mózgów przynosi efekty.
Jest nią III Rzeczpospolita, która w
spokoju, pokoju, bez wojen ale z wiarą,
sposobi się do czynów wielkich, na miarę
mocarstwowych ambicji.
***
W nasze życie wbija się codziennie
nieustające targowisko cwaniaków wal-
czących o władzę. Media sprzedają sen-
sacje byle zarobić, naród zajęty prze-
pychankami popularności gruntuje wiarę na
bok odsuwając problemy egzystencji.
Wypisz wymaluj – niczym religijne obie-
canki, które już tyle lat dają dochód i
władzę.
45Szybko to pojęli politycy i tą samo metodą,
marchewki i kija, dyscyplinują społe-
czeństwo. Tusk z Kaczyńskim obiecują
gruszki na wierzbie, w tym samym czasie
rośnie ich restrykcyjna administracja i
wszelkie służby specjalne, których już nie
sposób zliczyć.
Kiedyś w Polsce, tej państwowej i
prowincjonalnej, problemy ekonomiczne i
społeczne jakoś tam rozwiązywano. Lepiej
lub gorzej, ale zawsze, nawet propa-
gandowo, dla tzw. społecznego dobra.
Teraz mamy kapitalizm i całe społe-
czeństwo władza traktuje jako niezbędny
element, zapewniający dostęp do finan-
sowego koryta. Dzisiaj, takie odnoszę
wrażenie, nadrzędnym celem jest kasa. Ile,
gdzie i jaka możliwość drobnych i wielkich
przekrętów. Dla tej kasy tworzy się
programy, projekty i budżety państwowe i
samorządowe. Stąd ustawione przetargi,
zamówienia i zlecenia, gdzie w koszto-
rysach prosta, fizyczna praca osiąga kalku-
lacyjną cenę 100 zł za godzinę. Akceptują
to budżetowi inwestorzy i wszelki nadzór,
bo motorem inwestycji są „obrywy”.
46Robotnik i tak dostanie najwyżej dychę.
Tam gdzie budżet daje możliwości - tam
zbiegowisko potencjalnych złodziei. Łącznie
z dojnymi programami unijnymi. I dlatego
koszt wszelkich inwestycji ze środków
publicznych jest często wyższy w Polsce niż
w Europie. Ludziom za to żyje się
dostatniej, bo średnia dochodów osiągnęła
już ponad 3700 na głowę. Mimo mizerii w
służbie zdrowia czy szkolnictwie, braku
środków na biblioteki i kulturę.
***
Telewizja przypomniała film F. Bajona
według powieści Stefana Żeromskiego.
Przedwiośnie to czas w przyrodzie dawno
nieobecny. Wyparował z klimatu
pamiętany przez starszych okres między
zimą a wiosną, te parę tygodni budzenia
się życia po śpiącej zimie. Przedwiośnie to
powieść polityczna o Polsce początków II
Rzeczpospolitej, ale można ją odnieść do
przedwiośnia demokracji lat najnowszych,
lat po 1989 roku. Sytuacje identyczne. Czas
narodowych decyzji o przyszłości kraju po
latach zniewolenia.
47Wtedy były to zabory, tragedia I wojny,
rozbicie Polaków i nadzieja wolnej,
demokratycznej, sprawiedliwej ojczyzny.
Teraz czas po PRL-u nazywanym komuną.
Wybrani synowie narodu pod patronatem
Kościoła rzucili się wtedy i teraz do budowy
państwowości. Wygrywali przeważnie ci, co
wzorem I Rzeczpospolitej – gardłowali, bo
gardło było ich podstawowym orężem.
Populiści, aroganci i cyniczni cwaniacy
podparci sutanną, byle tylko kupić
wierzących czyli większość.
Nie byłoby imponujących jak na tamte
warunki osiągnięć II RP, gdyby Piłsudski
nie przerwał brutalnie tego targowiska w
1926 roku. Analogiczny czas wyborów
Polska przechodzi od transformacji
ustrojowej w 1989 roku. Te same
mechanizmy, zachowania, ten sam popu-
lizm polityków i te same rozczarowania
społeczeństwa. Wtedy Piłsudski potrafił
utemperować duchowieństwo w jego
zaborczości. Dzisiaj nie ma kto, a politycy i
wszystkie gabinety, konkurują w lizaniu
Kościoła.
48Prawie każdy mały czy duży decydent w
administracji, poseł, radny, wójt czy
starosta - jest przede wszystkim katolikiem
później dopiero urzędnikiem państwa czy
samorządu. Pierwsze Bóg, później Honor
czyli ja i moja sitwa, a na końcu Ojczyzna
czyli obowiązek.
I tak, wbrew zapisom ustawy zasadniczej,
zrobiliśmy sobie państwo wyznaniowe, kraj
pobożnych hipokrytów, zwalając winę za
obecną rzeczywistość na komunę. Okres
obwiniania zaborców trwał w II
Rzeczpospolitej raptem kilka lat.
***
Miarą jakości życia społecznego jest
kultura. W latach sześćdziesiątych, mimo
oporu ekipy Gomułki, wchodziła do Polski
kultura masowa. Twór postępu i technologii
II połowy XX wieku. Znaczącym elementem
był w 1963 roku I Festiwal Polskiej Piosenki
w Opolu.
Niedzielny, jubileuszowy koncert 50
Festiwalu jasno dowiódł wyższości piosenki
PRL-u nad dokonaniami III Rzeczpospolitej
49w tej materii. To wokaliści tamtych lat, od
Połomskiego i Rodowicz po politycznego
Pietrzaka rozkręcili publiczność. Gdzie tam
uhonorowanym Golcom w tych ich
pajacowatych strojach do kultury
muzycznej Czerwonych Gitar, Niemena czy
nawet folkowej grupy No To Co. Nagro-
dzona piosenka kapeli z Milówki o tym, że
„boski raj – kocham ten kraj” nadawałaby
się w tamtych czasach najwyżej na festiwal
do Kołobrzegu.
Taką mamy kondycję muzyki i całej sztuki,
i taka jest kultura władzy. Tym wszystkim
funkcyjnym wydaje się, że z chwilą objęcia
stanowiska pojęli wszechwiedzę. Że naraz
stali się oświeconymi autorytetami w każdej
dziedzinie. Symptom sekretarza PZPR z
tym, że tamci budując swój autorytet
posiłkowali się częściej wyrobnikami wiedzy
i jakiś tam relatywizm uznawali. Obecni
funkcyjni mają tak zakodowaną wiarę w
system pojmowania rzeczywistości, że nie
uznając żadnej alternatywy stają się
dyktatorami swojej ignorancji. W ten
sposób władza nie odbiega od przeciętnego
poziomu kultury i obyczaju Polaków, gdzie
50autorytetem była i jest sutanna. W takiej
rzeczywistości XXI wieku jedną z technik
gazowania węgla, analizy finansowej
produkcji czy leczenia prostaty może być
cud. Nawet lewica zaczyna wierzyć(!) w
cuda a co dopiero lekarze powiatowego
szpitala.
***
Od kilku lat, poczynając od Libii, trwają
wewnętrzne wojny w niektórych państwach
Azji Mniejszej. Teraz czas na Turcję. W
tym najbardziej proeuropejskim kraju od
kilku dni trwają zamieszki z powodów złej
polityki ich premiera i rządu. Facet na siłę
robi z państwa kraj wyznaniowy.
Niezadowolone społeczeństwo, poprzez
burzliwe manifestacje, protestuje przeciwko
jawnemu łamaniu praw obywatelskich
Turków, ale i praw człowieka. I pomyśleć,
w kraju przez nas często postponowanym z
powodu islamu! W Polsce rzecz nie do
pomyślenia, bo już dawno jesteśmy
państwem wyznaniowym a prawa
obywatelskie to fikcja zapisana w
Konstytucji. Tak samo jak zapisy z Karty
51Praw Człowieka i Obywatela. Ba, każda
publiczna uwaga na ten temat wywołuje
oburzenie większości katolickiej, nawykłej
do wiary we wszystko.
Rozum, który podobno Bóg dał czło-
wiekowi został definitywnie zastąpiony
przez religię i dlatego najlepszą, spraw-
dzoną metodą rządów jest wciskanie
abstrakcji. Łącznie z obiecankami Tuska.
Zwróćcie uwagę, jak przesiąknięte jest
nasze, ponoć cywilizowane życie – religią i
Kościołem. Nie ma dnia w prasie, telewizji,
radio, ba – godziny, by tematem nie były
sprawy kościelne. W naszych codziennych
rodaków rozmowach, na targu, ulicy, w
sklepie, nie unikniemy podtekstu religii.
Zwróćcie na to uwagę przy najbliższej
sąsiedzkiej czy familijnej rozmowie. Jako
Polacy Galicyjscy, jesteśmy owinięci jak
kokon pajęczyną dogmatycznych abstra-
któw instytucji, która naszą naturalną wiarę
przerabia codziennie na grosiwo. I żyje, i
tyje i nawet papież Franciszek nie uratuje
jej przed bogactwem. Widocznie Allach tak
chce.
52***
Czy niewolnikiem się rodzi czy się staje?
Pytanie retoryczne. Każda hodowla służy
zniewoleniu. Nawet do głowy nam nie
przychodzi, że trzoda chlewna czyli pasiona
wieprzowina to efekt hodowlany kiedyś
dzikiej, wolnej i w swobodzie żyjącej świni.
Dla swoich potrzeb człowiek hoduje
pożywienie a dla rozrywki małpę w cyrku.
Sam zniewalając przyrodę, by byt kształ-
tował mu odbyt, człowiek sam stał się
przedmiotem hodowli. Tak rodziła się
społeczność poddawana wzlotom i
upadkom. Nasz współczesny konsum-
pcjonizm jest kolejnym w dziejach Polaków
okresem edukacji społeczeństwa. Oczy-
wiście ze szkodą dla dotychczasowych zalet
i przywar. Nie tak dawne bohaterstwo,
odwaga społeczna zrywu „Solidarności” z
1981 roku, w III Rzeczpospolitej staje się
jeszcze jednym, fatalnym doświadczeniem.
Dzisiaj resztki tamtego etosu usiłują
walczyć z wykreowaną wtedy rzeczy-
wistością. Niestety za późno. Po szkodzie
Polak nadal głupi. W imię blichtru
konsumpcji, pozornej wygody i pracy za
53granicą zatracił resztki odwagi i
społecznego solidaryzmu. Trzyma go
zresztą w ryzach posłuszeństwa rząd dusz,
zawsze skory do usług na rzecz kasy czyli
państwa.
***
Grecja w kryzysie? Ta kolebka europejskiej
cywilizacji niejedno przeszła. Nie z takimi
uniami miała do czynienia w przeszłości,
nie takich bogów stworzyła i eksportowała,
by sobie nie dać rady. Ma imponującą
historię i wybitne dokonania. Liczący ponad
10 mln ludzi naród, dał światu kilkaset razy
więcej rozumu i wiary, niż obnosząca się
niczym paw Polska. Bo co znaczy nawet
Jan Paweł II przy takim Zeusie albo siostra
św. Faustyna przy Afrodycie czy generał
Sławoj ksiądz Głódź przy Dionizosie? Grecja
to obecny na co dzień w wielu
cywilizowanych społe-czeństwach
humanizm i hellenistyczna kultura.
Głównym wrogiem tej cywilizacji,
przeniesionej do Cesarstwa Rzymskiego i
Bizantyjskiego było chrześcijaństwo.
54Mimo, że Grecja jest teraz chrześcijańska,
kościół nie był w stanie wyprać społe-
czeństwa z racjonalnego podejścia do
życia, czego dowodzi obecny kryzys. Dwa
miliony bezrobotnych okupuje teraz swoje
piękne plaże i byczy się w słońcu, które
zapewnia mu łaskawa natura. Komisarze
unijni pilnują, wymuszają a Grecy swoje
wiedzą, propagandowo poszaleją, zrobią
jakieś uliczne zadymy. Myśląc praktycznie,
prawie każda rodzina jest zabezpieczona
czy ubezpieczona na wszelki wypadek. To
jest społeczna wiedza wyniesiona z
narodowych doświadczeń. Mimo o wiele
gorszych od Polski warunków, mamy u nas
w handlu greckie ziemniaki nie mówiąc o
pomidorach, oliwkach, serach itp. W
Atenach tłumy żądne zadymy gromadzą się
pod parlamentem, aby dopilnować
realizacji zwolnienia 4 tysięcy zbędnych
urzędników. W sierpniu następne cztery.
Ludzie wkurzeni bezrobociem w sferze
produkcyjno-usługowej, dobrali się do tyłka
klasie urzędniczych świętych krów, która w
Polsce się rozrasta, bo to przecież zaplecze
elektoralne rządzących. Grecy mają rozum i
55odwagę, czego ten nieliczny naród dowodzi
już od ponad 40 wieków.
***
Kolejna, coraz głośniejsza medialnie
rocznica powstania warszawskiego. Z
uwagi na ogrom tej bezprzykładnej klęski,
spowodowanej ambicjami dowództwa AK i
naiwnością młodzieży, mamy już Muzeum
Powstania w Warszawie. Proponuję
zainicjować zakładanie muzeów: powstania
styczniowego, insurekcji, może listopa-
dowego, bo Wybickiego już jest no i przede
wszystkim Katynia i Smoleńska.
Regionalnie, jako narzędzie edukacyjne,
czekają na miłością bliźniego przejęty lud
takie historyczne dowody naszej wyższości
nad resztą świata jak powstanie krakowskie
czy KBW kontra patrioci wyklęci.
Z tych wszystkich naszych klęsk i zrywów,
dyktowanych wiarą i nadzieją, najlepiej
wyszedł Kościół. Nigdy nie był tak mocny
politycznie, ideologicznie i finansowo w
historii Polski jak obecnie. Nawet za bp.
Muskaty, Świnki czy Hlonda. Łatwiej się
56przecież rozdaje społeczne niż prywatne,
magnackie czy królewskie dobra.
III Polska, dzięki opatrzności rządzona jest
przez wybitnych premierów, ministrów i
parlamentarzystów. Na prowincji też. Bo w
starciu wyborczym do gminy czy powiatu
przerżną ci, co chcą ludziom pomóc i stać
ich na to. Kościół nie lubi konkurencji.
Wszak bezmyślne stado lepiej się pasie. Z
tej, trwającej od 1989 roku polskiej
układanki wolności, pozostaną pomniki i
muzea naszej narodowej głupoty.
***
Pogoda barowa, zdrowie bardziej
predysponuje do odwiedzania apteki niż
knajpy. Chociaż? Trwa sezon ogórkowy w
mediach i kuchni. Takie kiszone,
małosolne, kilkudniowe, z dodatkiem ostrej
papryczki ogórki, przypominają Tirgu Mures
i Kalwarię. Trwa też sezon pielgrzymkowy.
Zamieszania w środowiskach odbiorców i
polskich hodowców narobił ostatnio
sprzeciw sejmu wobec rytualnego uboju
zwierząt. Jak każda religia, judaizm ma
57swoje obrzędy, których przestrzeganie jest
istotne dla kultu. Chrześcijaństwo,
przejmując tradycje judaizmu, w swojej
liturgii, w jej najistotniejszym elemencie
sacrum, kontynuuje tradycję ołtarza
ofiarnego i związanego z nim rytualnego
uboju baranka.
Diaspora żydowska już widzi w stanowisku
sejmu antysemityzm a polscy hodowcy
głupotę decydentów. Organizacje
obrońców zwierząt jak i te ekologiczne żyją
głównie z budżetu państwa tworzonego
także przez przedsiębiorców rolnych. Nie
wspomnę o rynku pracy związanym z
rytualnym ubojem na eksport. Jako
wyjątkowi wielbiciele wieprzowiny, byliśmy
potęgą w eksporcie koniny i jagnięciny. Z
drugiej strony patrząc z katolickiego punktu
widzenia, dlaczego mamy wspomagać
Żydów czy Arabów w ich religijnych
obyczajach? Mamy swoje w swoim
świńskim kraju. Nawiedzonym wegetaria-
nom umysłu polecam rytuał polskiego,
tradycyjnego świniobicia. Obuchem w łeb.
58***
Ziemię Wadowicką odwiedził z gospodarska
wizytą premier Donald Tusk. Niczym
wojskowy pozorant nadleciał helikopterem,
wylądował, przemówił i w obstawie
pojechał odwiedzić Świnną Porębę. Jest już
chyba piątym przywódcą zwiedzającym tę
wodną inwestycję, zdecydowanie najlepszy
przykład fachowości, zaradności i gospo-
darności Polaków. No i jedyną, nieporadną
kontynuację rozmachu gospodarczego PRL-
u. Przypomnę. 40 milionowy, bogaty w
zasoby ale ubogi w rozum naród, buduje
zaporę na rzeczce Skawie od ponad pół
wieku! Szczyt niezaradności, nieporadności
czy tez szczyt szalbierstwa? Premier Tusk
obiecał Wadowicom na szpital powiatowy
pięć milionów złotych z rezerwy. To
proporcjonalnie do potencjału małej gminy
jakieś 50 tys. złotych. Ale nie o to chodzi.
Może to pierwsza pomoc? Wydaje mi się,
że Tusk był w odwiedziny bardziej jako
wódz Platformy niż premier. Wiemy jakie
problemy z utrzymaniem monopolu na
Polskę ma ta partia obietnic i pozorów, to
środowisko intelektu, których uosobieniem
59w papieskim mieście jest grupa uwiązana
do burmistrza i koalicja POPiS-u. Zapewne
tuż przed gonitwą do parlamentu, otwarcie
Jeziora Mucharskiego będzie najważ-
niejszym sukcesem, mimo że cały Klub
Parlamentarny PO, łącznie z posłem
Tuskiem, głosował w 2005 roku przeciw
specustawie o budowie zapory.
***
Żniwny miesiąc ma dla Polaków
charyzmatyczne znaczenie. Upalne słońce
w czasie prac polowych tak przypalało
gorące od okowity głowy, że sierpień
sprzyjał bohaterstwu naszemu
narodowemu: cud nad Wisłą w 1920r., nie
oddamy guzika w 1939r., powstanie
warszawskie czy sierpień 1980r.
Podstawowym elementem bohaterstwa
była wiara w siebie za pomocą bóstwa
stymulowanego modlitwą. Obok tego
istotne znaczenie miał oręż i wojskowa
wiedza, której zawsze było mało. Gdyby
była, nie byłoby bohaterstwa.
Dzięki demokracji i III Rzeczpospolitej
sierpień dawno zatracił też charakter
60żniwnego miesiąca. Rolnik z nawyku
opowie o żniwach i dawnym wysiłku.
Kombajny czeszą hektary tam, gdzie się to
opłaca a do każdego ha i tak dopłaci Unia.
Dlatego lud nasz pobożny w sierpniu
masowo pielgrzymuje. Głównie do
Częstochowy w organizowanych jak nigdy,
wielodniowych obozach wędrownych.
Suną kolorowe kawalkady rozmodlonej
młodzieży pokonując setki kilometrów dróg
gminnych, powiatowych czy krajowych oraz
tony kurzu i spiekoty. Wydaje się, że to
bardzo popularna forma atrakcyjnych
wakacji. Trochę takie wyrzeczenie kosztuje,
ale o wiele mniej niż wczasy w Egipcie czy
innej Libii, gdzie bez wyobraźni te dwa
tygodnie można jakoś przeżyć, by
imponować sąsiadom czy familii. Tak, tak.
Tylko pielgrzymka do Częstochowy jest w
stanie konkurować z zagranicznym
urlopem.
***
Od kilku lat roztrząsam jak nawóz widłami,
tematy naszych zachowań i kondycji umy-
słowej rodaków, szukając jakichś przyczyn
61obecnego stanu ducha i materii Polski.
Dochodzę do wniosku, że po prostu nasz
Pan Bóg był dawniej zawsze za słaby i
gorszy od innych Bogów: Niemców,
Francuzów, Czechów czy nawet prawo-
sławnego Boga Rosji.
W naszej historii tylko kilka razy Bóg
pomógł nam w zwycięstwie. Raz pod
Grunwaldem z Krzyżakami wspieranymi
przez ich Boga a raz pod Wiedniem, z
Turkami wspieranymi przez Allacha. Chyba
ta wiedeńska victoria powoduje, że nas
Stany Zjednoczone tak bardzo potrzebują
w pokojowych misjach. Może nasz pan
Bóg jeszcze raz wspomoże w walce z
wyznawcami Mahometa? Zapewne modlą
się o to misyjni kapelani, kadra i wojsko,
które tak nierozważnie pan prezydent chce
wycofać z zagranicy. Czy w realizacji funkcji
obronnej armii nasz Bóg da sobie radę?
Historia dowodzi, że niestety nie. W latach
I wojny światowej, pod patronatem
niemieckiego i austriackiego Boga najpierw
daliśmy łupnia Rosjanom, ale w
konsekwencji i tak wstawiennictwo Boga
62Francuzów, Anglików i reszty świata
okazało się skuteczniejsze.
Wcześniej, przy pomocy prawosławnego
Boha spacyfikowała nas Katarzyna II. I nie
pomogła barskim „ordynansom Chrystusa”
opieka Maryi Królowej Polski. A nasze
zwycięstwo w wojnie 1920 roku? No tak,
nasz pan Bóg wtedy wspomógł Naród, ale
Rosjanie mieli słabego Lenina i
Tuchaczewskiego, któremu daleko było do
świętości naszych świętych. Niestety,
później niedokończony diakon Stalin
osiągnął taki stan boskości, że mu żaden
Bóg nie podskoczył.
Dopiero przywołany Duch Święty zstąpił i
dał sobie radę. Oświecił grzesznych
Polaków konkordatem, komisją majątkową,
purpuratami, teologiami czy ukochaną
przez dziatwę religią. Teraz dopiero
zwyciężamy, bo nareszcie naszemu Panu
Bogu i Jego Kościołowi żaden inny Bóg nie
jest w stanie podskoczyć. Dla dobra
pokonujemy wszelkie przeszkody materii i
ducha, które na naszej drodze stawia
komuna, syjoniści, gender, ateiści i in vitro.
63***
Skończył się czas dożynek, święta ludu
polskiego, chłopstwa, włościaństwa i
parobków. Kiedyś święto plonów miało
rangę państwową, bo Polska rolnictwem
stała. Do Spały, do prezydenta Mościckiego
zjeżdżało chłopstwo na krajowe dożynki, by
złożyć uszanowanie gospodarzowi.
Święto plonów było zwyczajowym świętem
po żniwach, urządzanym przez właściciela
dóbr ziemskich. Rolnik na paru morgach
święta nie czynił. Pracownicy rolni majątku
ziemskiego honorowani byli przez
właściciela przyjęciem dożynkowym. Dobre
plony, dobra praca i dobra płaca. Plon,
niesiemy plon, w gospodarza dom…
śpiewano przed dworem, pałacem a w
czasach PRL-u przed trybuną.
Gospodarzem krajowych dożynek był po
wojnie prezydent a potem Gomułka no i
Gierek.
Oczywiście chłopstwo przy okazji żniw
dziękowało też opatrzności za pomocą
pielgrzymek do Kalwarii czy Częstochowy.
W tym roku pan prezydent III RP nie był
gospodarzem, ale gościem w Częstochowie,
64gdzie lud polski miał transmitowane
dożynki. Ojcowie Paulini, po powitaniu
wszystkich duchownych, nie zapomnieli o
naszym panu prezydencie i też go powitali.
Ponieważ rolnictwo nasze dopłatami
unijnymi stoi, a reforma rolna w 1945 roku
zniosła obszarników, przeto chłop nasz, na
tych kilku hektarach byłby głupi bez
dożynek. Dlatego miejsce dziedzica pana a
nawet prezydenta, zajęli samorządni
wodzowie czyli wójtowie.
Przez ostatnie trzy tygodnie co niedzielę
tylko dożynki gminne. Od mszy jak należy
wszędzie zaczynano a potem witano stan
duchowny przede wszystkim a potem
resztę z posłem, starostą czy senatorem w
kolejności. Jakieś stragany, popisy, dęte
granie, kół gospodyń zawodzenie, piwo i
chleb ze smalcem, koncert gwiazdy i festyn
czyli zabawa na dechach.
Kiedyś gospodarz dożynek dziękował za
pracę i trud rolnika, które pomnażały jego
majątek. Dzisiaj też dziękuje finansując
święto z budżetu chociaż nijak się to nie
przekłada na jego zysk. O przepraszam.
Demokracja, wybory i dlatego czas igrzysk.
65A że dożynkowych o tym świadczą wieńce,
ozdobione winogronami czy bananami z
plastyku.
***
Przypomnieliśmy sobie przy okazji 220
rocznicy urodzin - Aleksandra Fredrę.
Wybitnego pisarza, autora najlepszych
komedii, człowieka epoki romantyzmu,
który był jej zaprzeczeniem. Nie „smędził”,
bez zbędnych egzaltacji i nieracjonalnego
szarpania się o i tak z góry przegrywane
idee. Arystokrata z dobrego domu, miał
swój młodzieńczy, bogaty i bohaterski
udział w narodowym patriotyzmie. Był
oficerem Księstwa Warszawskiego,
kampanii rosyjskiej i schyłku Bonapartego.
Nie został na emigracji, bo miał obowiązki
familijne; rodową posiadłość. I w tej roli,
zarządcy, przedsiębiorcy i pracodawcy, był
także bardzo dobry.
Znamy Fredrę z nazwiska, niektórzy
wymienią komedie z popularną „Zemstą”.
Większość nie kojarzy, że w elementarzu
Falskiego był jego „Paweł i Gaweł”. W
czasach wojskowych, jako dwudziestolatek,
66dostarczał oficerom frywolnych rysunków,
takich pierwszych pornosów. Był bardzo
dobrym malarzem.
Z tamtego, młodzieńczego okresu pocho-
dzą poetyckie utwory o tematyce
obyczajowo-erotycznej. Czytało się je pod
ławką lub w zaprzyjaźnionych,
mieszczańskich domach. Wzbudzały zawsze
sensację w pruderyjnym społeczeństwie.
Do dzisiaj, cytując je często, widzę
prymitywny, dewocyjny opór wielu
inteligentnych ludzi. A przecież te frywolne
wiersze obok treści, to majstersztyk języka
i literackiej formy. „Baśń o trzech braciach i
królewnie” czy „XIII księga Pana
Tadeusza”, są bardziej popularne niż
utwory spiżowych romantyków. Nie wiem
czy w ramach Narodowego Czytania
przypomniał ktoś o królewnie Pizdolonie,
która z powodu zawiedzionego gwałtu na
biskupie, poszła dawać pod latarnię czy o
„Sztuce obłapiania”. W „Balladzie o mnichu
Bazylim” - napalony zakonnik miast zwy-
czajowo prostytutce za usługę zapłacić,
daje sto dni odpustu. Morał z „Ballady” w
67swojej dosadności i przesłaniu, jest
pouczający:
Bo ten, co w swojej najwyższej pieczy
Ma wszystkie sprawy ludzkiej rzeczy,
Muszlę i kamień najmniejszy w rzece,
I biedną ku.... ma w swej opiece.
***
Za mundurem panny sznurem. To nadal
aktualne przysłowie mówi o naszej
narodowej słabości do militarnego
przyodziewku. Nic tak nie podbuduje
słabego człowieka jak umundurowanie.
Przy nim nie warte tytuły naukowe,
dokonania umysłowe czy nawet sportowe.
Wojskowe odzienie zapewniało powo-
dzenie. Oczywiście w salonach, u panien
czy w burdelach.
Od czasów rycerstwa, poprzez rozwój
cywilizacji za pomocą wojen, mundurowi
byli siłą przewodnią każdej nacji. Po czasie
mordowania, państwa zamieniały mundury
na garnitury i brały się do życia. Tak
budowały spokój, dobrobyt a dla
zapewnienia pokoju zatrudniały zawo-
68dowców mundurowców. Kraje biedne i
zacofane wręcz przeciwnie.
Polska, kraj permanentnej walki o wolność
przeciw obcym czy swoim, od lat mundur
hołubił i nadal go kocha. Widać to po
strojach naszej armii czy policji, bo przecież
nie po stanie naszego bezpieczeństwa.
Widać to po coraz liczniejszych grupach
rekonstrukcyjnych i tych zabawach w
wojenkę z okazji każdej militarnej klęski.
No, z wyjątkiem corocznego Grunwaldu.
Za to mniej mundurów resortowych, bo
gospodarka leży (górnicy, leśnicy,
kolejarze). Po 1990 roku zdecydowaną
przewagę mundurową przejęła sutanna, za
którą już nie tylko panny ale i chłopcy
sznurem ciągną. Jak kiedyś amaranty
zapięte pod szyją czy oficerska szabelka,
dzisiaj sutanna wyznacza państwowe i
społeczne standardy. Bez niej nie masz
żadnej uroczystości, życia publicznego,
szkoły i młodzieniaszków pięknych.
Chłopstwo nasze, zdobne niegdyś w
sukmany, także pokochało mundury. Nie
ma wsi, sioła, gminy i chałupy, aby jej
mundur strażaka ochotnika nie zdobił.
69Mundur wyróżnia, daje poczucie grupowej
siły no i hierarchizuje. Wiadomo, kto i jaką
ma pozycję ubraną w te gwiazdki, paski,
sznurki i kolorki, czyli szamerunki. Coraz
mniej w tych mundurowych formacjach
merytorycznych działań i treści. Zżera je
paradny mundur czyli forma. Tępe i
nieuzasadnione zaufanie do munduru, a
temat to obszerny, akceptuje wiele
nieprawości czynionych w mundurze. Z
pokonanych czyni bohaterów, współczuje
mundurowym alkoholikom i rozgrzesza
pedofilii a przede wszystkim ładuje
podatkową kasę w ręce zaradnych
paradnych.
***
Jak wyśnioną Amerykę tak i Europę zalewa
fala biednych nacji. Co jakiś czas tragedia
afrykańskich rozbitków podążających do
włoskiej ziemi obiecanej przypomina nam o
problemie. Europa jest dla nędzy
azjatyckiej czy afrykańskiej, bliskim
eldorado.
Także tysiące naszych gastarbeiterów
zasuwa w niemieckich firmach. Pracują na
70miarę oczekiwań i jak większość
emigrantów tworzą getta pełne
obyczajowości ujmowanej pojęciem
polnischen Schweinen.
Jedną z przyczyn greckiego kryzysu była
fala kolorowych emigrantów zalewająca ten
kraj. Te miliony aktywnych w prokreacji
nacji wykorzystują socjalne przywileje
Europy. Prawicowo nacjonalistyczne partie
mają coraz większe poparcie w krajach
obleganych przez emigrantów.
Jak we Francji Front Narodowy tak w Grecji
od kilku lat partia Złotej Jutrzenki
zdobywała coraz większą popularność, aż
stała się trzecią siłą polityczną. Coraz
więcej obywateli, instytucji i administracji
sprzyja im po cichu, bo oficjalnie wszyscy
mają gębę pełną frazesów unijnych.
Moja przyjaciółka, rezydentka w Grecji,
informuje, że tamtejsi nacjonaliści posunęli
się za daleko. Zamordowali popularnego,
młodego piosenkarza - rapera. Zrobił się
polityczny szum i cała ekipa Złotej Jutrzenki
poszła siedzieć. Rząd w ramach naprawy
państwa, robi porządek. Nie ma tygodnia,
aby kogoś z dotychczasowych państwo-
71wych czy samorządowych bonzów nie
oskarżano. Ateńskie więzienie już nazywają
więzieniem dla arystokracji. Za korupcję,
przekręty budżetowe, nepotyzm i partyjny
lobbing idą do tiurmy niedawni rządzący,
od samorządowców po ministrów. Grecy,
którym dobrano się do ich spokojnej
egzystencji, szybko odnaleźli winowajców
sytuacji i złodziei swoich czy unijnych
pieniędzy. Grecja przechodzi swoistą,
pierwszą w Unii rewolucję ludową jak na
razie bezkrwawo. Które z krajów następne?
***
W „Angorze” tekst Mariusza Urbanka.
Doskonały publicysta i pisarz porusza
kolejny, charakterologiczny rys Polski, bo
Polaków.
Ta żyjąca obok nas, w tym samym bloku,
na tej samej ulicy i w bliskim sąsiedztwie
inna Polska, to mentalny folklor, egzotyka
średniowiecza ubrana w cywilizacje
techniczną XXI wieku. Dla niej
bezpruderyjna sąsiadka, gej po sąsiedzku
72czy muszka pod szyją Korwina to rzeczy
obce, nie tolerowane. Język polski niby
wspólny – pisze Urbanek – a trudno o
porozumienie i jedność. Inność daleka
geograficznie wzbudza zainteresowanie.
Sąsiedzka, bliska inność budzi nietolerancję
i wrogość. Ze swoim zapatrywaniem na
rolę Kościoła w Polsce już dawno jestem
poza towarzyskim i sąsiedzkim kręgiem
bliźnich kształconych, nie mówiąc o
adoratorach plebana. Chrześcijaństwo było
religią niewolników a polski katolicyzm
nietknięty reformacją, wychowywał
niewolników wiary. Dlatego zawsze jako
instytucja wychodził na swoje trzymając
rząd dusz. Informacyjna dostępność i
wolność ściąga powoli z Kościoła
zapleśniałą maskownicę obłudy i
zakłamania mimo, że nad ułomnym
narodem pobrzmiewa deklaracja
przykościelnych polityków: nie ważne, jaka
Polska ma być – byle była katolicka.
Granicę między jedną i drugą Polską
stworzyła wiara w instytucję, która dla
ateistów stanowi wystarczający dowód
nieistnienia Boga.
73***
Kolejny numer miesięcznika Wiadomości
Powiatowe, zaakcentował w miarę swoich
intelektualnych możliwości Święto Niepod-
ległości. Na okładce, jak to było u Matejki
czy Grottgera: pobici, wykrwawieni
powstańcy u stóp wszechwładnej carycy,
zaborcy Niepodległości Polski. Tutaj, hono-
rując wieczny bój Polaków o wolność,
wydawca umieścił krwawą jatkę inicjatorów
referendum u stóp pani burmistrz, ubranej
jednak w stosowne, żałobne szaty a nie w
jakieś gronostaje. Ta okładka nie tylko
nawiązuje do wyznawanych przez pismo
wartości chrześcijańskich, ale jest
wyraźnym sygnałem miłości ze strony
samorządu przed kanonizacją Jana Pawła II
oraz znakiem trzymania się linii politycznej
pisma wytyczonej przez założycieli.
Mimo, że właściciel jest wydawcą
periodyku, nie należy zapominać, że to
okoliczne samorządy finansują gazetę,
poprzez stałe zlecenia publikacji lokalnej
tematyki (czytaj zdjęć władzy i gawiedzi, bo
to pismo obrazkowe). Od lat czasopismo
nie angażowało się politycznie po stronie
74swojego głównego sponsora czyli
magistratu. Dlaczego więc nagle taka
zmiana i ta nieszczęsna okładka z niby lady
Makbet i krwawym pogromem przez nią
uczynionym w domyśle? Czyżby polecenie
rzecznika i samej burmistrz? Może forma
euforii dyktowanej uzasadnionym strachem
referendalnym? Może podziękowanie za
długoletni mecenat a może przestroga dla
samorządów gminnych i niepokornych
wobec wadowickiej władzy wójtów? Może
tylko specyficzny dla środowiska gazety
rodzaj poczucia humoru świadczący o
poziomie kultury? Może redaktor K. się sam
pokopał? Może to tylko wizytówka etyki
tego całego politycznego bajora.
***
Żal, żal za dziewczyną, za zieloną Ukrainą…
Ten zaśpiew towarzyszy prawie wszystkim
biesiadnym spotkaniom Polaków. Oddaje
jakieś tęsknoty do nierealnej dla Polaków
rzeczywistości, bo to pieśń obca.
Kolejny raz w historii Polska chce pomagać
Ukrainie. W czasach I Rzeczpospolitej ta
obłudna pomoc skończyła się powstaniem
75Chmielnickiego. Zaowocowała fikcją
literacką, którą karmią się kolejne
pokolenia Polaków. W czasach II
Rzeczpospolitej Piłsudski naobiecywał w
Kijowie Petlurze. Skończyło się „cudem
nad Wisłą”. Później pomagali im Niemcy.
Zwłaszcza w pacyfikacji Warszawy.
Czasy OUN-u i UPA odciśnięte są do dzisiaj
w Bieszczadach, od Krzemieńca po
Chryszczatą. Teraz na siłę ciągniemy
Ukrainę do Unii, wbrew militarnej
rzeczywistości, którą dyktuje Rosja jak
dyktował wcześniej Stalin, caryca
Katarzyna czy Piotr Wielki. W Kijowie
trwają zamieszki, które mogą powtórzyć
gruziński scenariusz.
Z tych wszystkich opinii medialnych
podobało mi się racjonalne stwierdzenie L.
Wałęsy: Rosjanie mogą zakręcić kurki,
kiedy będą chcieli. Bo tak po prawdzie,
Unia od dawna już jest pod okupacją
gazową Rosji.
76***
Opinia publiczna zgodna jest co do tego, że
administracja rządowa poza trzymaniem
władzy, niewypałami decyzyjnymi,
ubabrania w szemrane interesy wielu
funkcyjnych, uprawia jedynie propagandę
sukcesu.
To samo dzieje się w Polsce samorządowej
z tym, że prowincja bliższa ludziom, nie
pozwala na taką skalę niegospodarności.
Może z wyłączeniem Wadowic i jeszcze
kilkudziesięciu miast.Szarpiemy się jako
społeczeństwo z codziennymi problemami,
które de facto stworzyli jacyś funkcyjni
poprzednich ekip. Hołubiono ich wtedy jako
decydentów, byli mężami opatrznościowymi
ówczesnej polityki i partii czy koalicji
rządzącej.
Ileż to nadziei rozbudził Tusk gdy
formował koalicję z PSL? Gdzie ten
osławiony Balcerowicz ze swoją ekonomią?
Ta pani Suchocka z konkordatem, który
zapewnił Kościołowi bezprawie? Te ministry
od siedmiu boleści? Ci nieudolni
aparatczycy psujący państwo? Naród
wierzy kolejnym ekipom, kolejnym
77hochsztaplerom, bo tak jest nauczony. Bo
taką, opartą o wiarę a nie rozum politykę
oświatową prowadzi państwo. Moje
pokolenie, wychowane w PRL-u, wie jak
wyglądały tamte realia. Jak siermiężne i
oszczędne było życie i jaką wartość
posiadał człowiek. Ten pozbawiony
wolności politycznej, ale nie pozbawiony
ludzkiej godności czyli minimum
socjalnego, w skład którego wchodziła
opieka zdrowotna, kolonie dla dziecka,
wczasy pracownicze i praca.
Mimo monopolu partii, mniejszego niż
obecnie Kościoła; inwigilacji SB – mniejszej
niż obecnie wszystkich służb specjalnych –
sąsiedzi czy pracownicy potrafili żyć w
jakiejś zgodzie. Istniało coś takiego jak
życie towarzyskie. W kawiarniach,
knajpach, restauracjach i rodzinach.
Dzisiaj tworzymy jakieś durne programy
narodowe o przeciwdziałaniu przemocy w
rodzinie. Czemu nie przeciwdziałania
przemocy na ulicach, stadionach czy w
szkołach? Gdzie jest Kościół ze swoim
nauczaniem? Jeśli rodzina jest źródłem
przemocy dla której buduje się narodowy
78program ochronny, to może zlikwidujmy
rodziny? Po co ten małżeński związek? Czy
nie taniej dofinansować wychowywanie
dzieci przez osoby samotne?
***
Dziękuję za list panie Piotrze Z. (Dolny
Śląsk). Podzielam pańską opinię. Te
zjawiska występowały i występują , są
chyba charakterologiczne szczególnie dla
naszej nacji. Tamte czasy (1960-1990)
poprzez realny socjalizm, system
ideologicznej i gospodarczej izolacji,
zmuszały wielu ludzi do samodzielnej
zaradności nazywanej nieładnie
kombinowaniem. Obecna, sprawna
emigracja, to w większości dzieci tamtego
pokolenia. O ofiarach PGR-ów nie mówię,
bo to szeroki, socjologiczny temat
podatnych na ubezwłasnowolnienie. Sam
miałem nakaz pracy po marcu 1968 roku.
Państwo wtedy pilnowało łatwowiernych
kredytobiorców, aby mogli spłacać
pożyczkę bankom. Dzisiaj państwo
wspomaga banki, aby odzyskały od
łatwowiernych kredytowe zobowiązania.
79Dobrze też pamiętam jaki był w liceum
mój stosunek do II Rzeczpospolitej.
Przypominał pojmowanie PRL-u przez
współczesnych. Dobrze, że otoczenie i
domowa biblioteka weryfikowały moją
wiedzę. Wtedy był PZPR, dzisiaj jest IPN -
instytucje mające monopol edukacyjny
historii. Światopogląd Polaków kształtował
od zawsze Kościół, gdzie wiara a nie rozum
jest podstawowym i de facto jedynym
narzędziem poznania. W 1989 roku
mieliśmy jedyną szansę stworzyć system
społeczny dający obywatelom gwarancje
socjalne i polityczne przy wolnorynkowej
gospodarce. Niestety w IIIRP prym wiedzie
liberalna gospodarka, gwarancje socjalne
spuszczono na samorządy i organizacje
pozarządowe a kształcenie ducha oddano
Kościołowi.
***
Coraz bardziej: jak cię widzą tak cię piszą.
To przysłowie od dawna stało w opozycji
do stwierdzenia: nie szata zdobi człowieka,
które w czasach PRL-u było nadrzędnym
hasłem socjalistycznej polityki oświatowej.
80W tych niesłusznie potępianych czasach,
nie zwracano uwagi na to jak kto wygląda,
w jakiej szacie chodzi czy też w jakiej willi
mieszka. Wtedy ważne było świadectwo
wiedzy a nie wiary. Sprawdzano zawartość
mózgu szkolnymi egzaminami i zmuszano
młodzież do nauki. Ba, w tym celu
odizolowywano ich od rodzin w internatach
i innych akademikach, gdzie na stołówce
mieli do wyboru tylko dwa dania i nie było
hot-dogów ani kebabów. Większość
musiała iść do zawodówek, gdzie ich
wykorzystywano do pracy przez dwa, trzy
dni i za co dostawali pieniądze. Tak ich
perfidnie komuniści korumpowali dla
ideologicznych celów. Później musieli iść do
wojska, przez co nie mogli kibicować na
stadionach swoich klubom i organizować
się w kluby kibola.
Ówczesny reżim PRL-u zmuszał człowieka
do myślenia i do pracy, i przez to
wyzyskiwał i uciskał każdego obywatela.
Ileż się człowiek nachodził po tych
bibliotekach, czytelniach a potem i tak
poprawka. Nawet dziewczyny ubrane
seksownie szły do poprawki. Oczywiście
81wiedzy, bo nawet strój nie pomagał.
Później, na każdym kroku dorosłego życia
ćwiczył obywatela socrealizm. W pracy, w
wypoczynku, przed cenzorem czy
dyrektorem. Wtedy prześladowano
bezrobotnych pracą ! Musiałeś robić, aby
spłacać raty, które wziąłeś po ślubie na
mieszkanie i wyposażenie. Z tej rozpaczy
egzystencjalnej restauracje, kawiarnie i
knajpy pełne byłe klientów pijących wódkę.
Z obowiązkową zakąską. Dzisiaj, dzięki
Bogu, Solidarności, i JPII, nie musimy się
uczyć, iść do wojska ani pracować.
Najważniejsze byśmy trzymali się wzorców,
którymi nas III Rzeczpospolita tak obficie
obdarza. Wiara w słowo, w autorytety
ubrane w mundury, sutanny, krawaty,
telewizje, koncerty i kolorowe pisma zwane
gazetami; wiara w domy, betony, kostki
brukowe i auta sportowe. To wszystko daje
powera Polakom pierwszej dekady XXI
wieku. Polak współczesny, genetyczny
romantyk katolicki potrzebuje nadziei a nic
tak jej nie daje jak wiara. Dlatego nie
usiłuję tłumaczyć bliźnim zasad państwa
obywatelskiego, bo wiem, że i tak
82przegram. Tak mnie ten PRL-owski system
wykrzywił, że nie będę się przebierał na
starość.
***
Już świątecznie. Głównie w handlu i na
administracyjnych opłatkach czyli
imprezach przedświątecznych, pełnych
miłości bliźniego. Brakuje jedynie śniegu,
tego puchowego trenu, który w te jedyne,
niepowtarzalne święta przysłaniał
siermiężną rzeczywistość. W wielkiej
polityce też się dzieje. Odwiedził Polskę
minister Ławrow, przy którym nasz Sikorski
robił za krasnoludka. Świadomie Rosja nie
odda nam smoleńskiego samolotu, bo wie,
że to napędza nawiedzenie prawdziwych
patriotów. Niech się Polacy szarpią między
sobą, będzie z nimi spokój w europejskiej
polityce. Ten nasz od spraw zagranicznych,
z tą swoją megalomanią i wątpliwym
przygotowaniem do funkcji, i tak w ekipie
Tuska robi za światowca. Oczywiście tego
trzeciego świata.
Od premiera Francji, socjalisty Hollanda,
dowiedzieliśmy się, że nasze dzielne wojsko
83pojedzie bronić chrześcijan do Afryki.
Minister od zdrowia odwołał szefową NFZ,
ciemne owieczki znowu się mami
funduszem emerytalnym, jakby
dotychczasowy, nachalny przekręt rządu z
OFE nie nauczył niczego. Bo nie nauczył.
Wiara rozum odebrała, więc ktokolwiek
chce zarobić na ludziach, do wiary się
odwołuje. Od handlu po politykę. W
lokalnej polityce, tej prowincjonalnej, też
widać ten świąteczny życzliwy nastrój.
Widać, że wybory za rok. Zaczyna się czas
kopania, wazelinowania i życzliwego
donoszenia. Żerowisko skundlonych.
***
Duchowy związek z Francją ma wiekowe
tradycje : sięga w literaturze epoki
Kochanowskiego i Morsztynów. Odblask
literatury francuskiej przerwał u nas
wiekową ciemnotę, stwarzając
stanisławowski wiek oświecenia. Francji,
sokom z niej czerpanym, zawdzięczamy
rozkosz i dumę naszej literatury, Fredrę.
(...) Lata niewoli odcięły nas od Francji(...)
Stopniowo utrwalało się lekceważenie dla
84wszystkiego co francuskie, z wyłączeniem
oczywiście perfum i konfekcji damskiej.(...)
To, co jest w myśli francuskiej
najczarowniejszego, jej ludzkość, jej
prostotę, jej uśmiech wreszcie, obrócono
przeciwko niej.(....) Myśmy mieli księdza
Skargę, oni księdza Rabelais’go; myśmy
mieli literaturę kaznodziejską, oni
niemoralną: i jakiż jest rezultat? – tyle od
Tadeusza Boya Żeleńskiego.
Jak i u nas, przed świętami szał zakupów.
Tu jednak, w sąsiedztwie supermarketów,
w galeriach handlowych, coraz większą
popularnością cieszą się księgarnie. To, że
w Paryżu, wzdłuż Sekwany, trwają od XIX
wieku bukiniści, jest obyczajem, którego
statystyczny Polak nie pojmie. Obok
normalnych dla świątecznej nagonki
prezentów, kupuje się tu książki w
supermarketach. Książek zawalenie i
kryzysu w tej branży nie widać, chociaż i tu
dobrobyt to problematyczne pojęcie. Jest
zbyt na słowo pisane, mimo komputerowej
rzeczywistości. Wigilia to tutaj kolacja
bardziej wykwintna i dłuższa, bo jutro
święto a pojutrze normalny dzień pracy.
85Kolacja do północy albo dłużej. Odpocznę
od dwunastu umęczonych przez matki Polki
dań, bo tu i tak normalny obiad trwa dwie
godziny i nie zakrawa na obżarstwo. Będzie
zapewne kogut w winie, ostrygi, jakieś
ryby, aperitify, wina, bagietki, leguminy,
sałat od liku i koniaczek na sterylność
przewodu pokarmowego. Jak to od wieków
bywa, przy świątecznym stole zasiądą
emigranci z Polski, dla których Francja była
życzliwa i jest jeszcze cierpliwa. Vladi
wyjechał jako student AWF na wakacje w
1973 roku, jest już statecznym, francuskim
emerytem o zapomnianym pochodzeniu;
obok niego Michel, też emeryt, urodzony
tutaj. Z nostalgią i trudnością przypomina
sobie piosenki swojej babci z okolic
Przemyśla. Adam, wydalony z kraju w 1984
roku dziennikarz, jest na pomostówce
przed emeryturą. Dom, który zbudował w
kilka lat po przybyciu do Francji, niedawno
sprzedał. Buduje drugi. Jest jego syn, który
jako dzieciak też opuścił kraj rodzinny.
Gości nas moja córka, która wyemigrowała
w stanie wojennym. Zabroniłem jej wtedy
wracać do kraju, co mi od czasu do czasu
86wypomina. Tu skończyła studia i założyła
rodzinę. Trudno mi przekonywać wnuków
czy familię zięcia do czegokolwiek co nasze,
od narodowych po kuchenne tematy. Nie
jesteśmy strawni. Przy stołach rzadko
pojawiają się polskie tematy. W wielu
domach Europy zasiada do wigilijnej kolacji
tysiące młodych Polaków, nowych
emigrantów z III Rzeczpospolitej, ponoć
wolnej, demokratycznej i bogatej.
Większość z nich zostanie na Zachodzie, bo
tamte państwa są dla nich bardziej życzliwe
niż Ojczyzna.
2014
***
Przy okazji świąt, europejskie telewizje
transmitowały koncerty kolęd i pieśni
bożonarodzeniowych. Pośród klasyki,
krajów europejskich, mogliśmy wysłuchać
w znakomitym wykonaniu chóru i
filharmoników wiedeńskich, polskich kolęd.
Gdy śliczna panna i Lulajże Jezuniu w
doskonałym rozwiązaniu harmonicznym, w
wersji angielskiej i włoskiej, zabrzmiały
87imponująco. I to właśnie polską kolędę,
obok najpopularniejszej Stille nacht
Joachima Grubera, wykonano w koncercie
także na bis. To już kolejny, światowy
koncert Bożego Narodzenia z udziałem
polskich kolęd. Zasługa to Ministerstwa
Kultury i Episkopatu, które za kadencji Jana
Pawła II postarały się, aby kolędy weszły
do repertuaru koncertów świątecznych. Te
polskie kolędy w zagranicznej wersji są
trwałą pamięcią Jana Pawła II, jego
obecnością w czasie tych europejskich
świąt. Niestety to wszystko bujda. Nawet
tak prozaicznej sprawy nie potrafili przez te
lata pontyfikatu wykonać sutannowi spece
z otoczenia x. Dziwisza. Nie wspomnę o
konkordatowej Suchockiej czy ministrach
od kultury.
***
Jesteśmy gdzieś pół wieku za cywilizacją
rozumu. Takie odniosłem wrażenie
oglądając archiwalny film z 1960 roku pt.
Kto sieje wiatr. Tematem był tzw. małpi
proces z lat dwudziestych, dotyczący
społecznej akceptacji teorii Darwina w
88religijnej mentalności ówczesnych
amerykanów. Tło społeczne tego dramatu
przypomina jako żywo współczesnych,
nawiedzonych bezmyślną wiarą rodaków.
Młody Włoch, który w zapale przed-
siębiorczości otworzył włoską kawiarnię
przy mojej ulicy, zdefiniował krótko nasz
charakter: Polak jak ma problem
egzystencjalny - to albo idzie do kościoła
się modlić albo idzie po zasiłek.
Ci odważni i rozumni uciekają z kraju.
Wiedzą, że państwo im nie pomoże a wręcz
przeciwnie. System społeczny który
stworzyła III RP polega na wyzysku
człowieka, bo po cholerę masz być
szczęśliwy na ziemi jak ci pleban od dziecka
obiecuje raj w niebie. I tak Kościół hodując
irracjonalny system wartości, wspomaga
nieludzki kapitalizm. Gdyby gospodarczy
sukces Polski Tuska wyglądał jak kryzys w
Irlandii czy Szkocji, to wszyscy Polacy by
stamtąd do kraju wrócili. Tam, mimo
kryzysu, obywatel ma życzliwość państwa i
poczucie własnej godności.
Dla naszego państwa obywatel już dawno
nie jest podmiotem starań. Widzimy to we
89wszystkich sektorach życia publicznego. Od
opieki zdrowotnej, przez sprawiedliwość,
bezpieczeństwo po szkolnictwo. Państwo
nie prowadzi żadnej polityki społecznej a
jego funkcja ogranicza się do mnożenia
administracji i zapewnienia dla niej
dochodów. Koszt utrzymywania wszelkich
służb publicznych jest przeważnie wyższy
od środków, które te służby mają na
działalność merytoryczną. I tak państwo,
monopolista władzy, staje się coraz
bardziej wrogiem obywatela.
***
Wejście Polski do Unii zapoczątkuje unijny
rozkład – pisałem w 2007 roku tylko
trochę, jak wynika z rzeczywistości,
żartując. Społeczne realia po 1989 roku
dowodzą racji złośliwej dla naszych przywar
opinii, że nikt tak Polski nie załatwi jak sami
Polacy. Na co dzień doświadczamy ze
strony państwa naszego, samorządów
naszych, wyjątkowej dbałości o obywatela i
jego szczęście. A wszystko w duchu
dekalogu i katolickiej etyki. Czytam
bulwersujące zestawienie absurdalnych
90decyzji instytucji podległych ministerstwu
finansów za rok ubiegły, które miały za cel
jedyny okraść obywatela, wydoić od niego
pieniądze na rzecz de facto wrogiego przez
to państwa. W czasach PRL mogłem
zrozumieć mechanizm ludzkich zachowań,
bo - zwłaszcza za Jaruzelskiego - państwo
było dla zdecydowanej większości
politycznym wrogiem. Kombinował tedy
każdy, aby nie dać się oskubać złodziejom
z przewodniej siły narodu. Teraz
przewodnią siłą jest system
administracyjny państwa, traktujący
obywatela jak przedmiot swoich fiskalnych
machinacji. System tworzą Polacy a nie
Niemcy czy Rosjanie.
Komu więc to państwo służy? Obywatelowi,
który musi z nim walczyć o przetrwanie i
godziwe życie? Jakimś zaborcom czy obcym
kapitałom? Już na pewno nie tym, którzy
szukając bezpiecznej egzystencji dla
rodziny z kraju emigrują. Czy samorządy,
te podstawowe formy wspólnoty
mieszkańców reprezentują interes państwa
czy obywatela ? Praktyka gminna pokazuje,
że za dietę można sobie demokracje kupić.
91***
W kościołach zachodniej Europy zatarł się
ślad po Janie Pawle II. Jego postać
przeszła do dziejów Kościoła jak sylwetki
jego poprzedników na watykańskim tronie.
Dzisiaj bryluje Franciszek I. Nasz papież
jest obecny tak po prawdzie tylko w Polsce.
W codziennych modlitwach pamięci a
przede wszystkim w tysiącach pomników i
nazwach: placów, ulic, obiektów i….
kremówek. Szkoda, że nie ma śladu po tym
wielkim humaniście i Człowieku w ludzkiej
obyczajowości i polskiej kulturze.
Wydaje się, że spuścizną Jana Pawle II jest
narodowa dewocja, obecna od przedszkola
po wyższe uczelnie; od małej wsi po
metropolię, od wójta po prezydenta pana.
Nadchodząca kanonizacja papieża
wzmacnia to obyczajowe nawiedzenie. W
tej klerykalnej atmosferze wegetuje III RP,
epatując Polaków swoimi osiągnięciami raju
w Europie.
W rodzinnych Wadowicach nadal obecny
na każdym kroku Jan Paweł II Wielki.
Coraz mniej śladów wadowiczanina Karola
Wojtyły, a najmniej w gimnazjum, którego
92był kiedyś dumą i najwybitniejszym
absolwentem. Zatarto ślad po zdolnym
uczniu i wspaniałym koledze, którego mieli
jego rówieśnicy. Szkoła, której – jak
podkreślał - zawdzięczał wiedzę, uhono-
rowała go aulą Jana Pawła II, jak w jakimś
seminarium duchownym. Zamiast ucznia,
rówieśnika młodzieży sprzed kilkudziesięciu
lat, mamy te same co w każdej polskiej
parafii konterfekty późnego, refleksyjnego
papieża. Znikoma w tej auli jest pamięć o
absolwencie Karolu Wojtyle, który poszedł
na studia polonistyczne a po roku na
teologię. W jakiejkolwiek dziedzinie życia
czy dyscyplinie naukowej, ten wzorzec
ucznia dla współczesnych, mógł dokonać
rzeczy wielkich i zrobić karierę. Wybrał
Kościół. Gdyby pozostał tylko kardynałem,
też byłby wybitnym absolwentem szkoły –
szanowna dyrekcjo. Jakoś nikt nie myślał
przy organizowaniu tej szkolnej kaplicy - bo
kaplicę to bardziej przypomina, niż salę
absolwenta Karola Wojtyły – że, honorując
bezmyślnie papieża dyskredytuje się
niejako jego szkołę, jego nauczycieli i czas
jego młodości o której z taką nostalgią nie
93wstydził się publicznie mówić na
wadowickim Rynku. Wtedy Jan Paweł II
wspominał lata uczniowskie Karola Wojtyły.
Czy to tak trudno pojąć? Czy młodość
Karola Wojtyły nie może per analogiam
wspierać kształcąco współczesnej młodości
bardziej niż świętość papieża? No chyba, że
nadrzędnym celem szkoły jest kształcenie
wiary a nie rozumu - to Jan Paweł II Wielki
pasuje jak najbardziej.
***
Jak krucha jest ludzka pamięć. Wczoraj
minęła kolejna rocznica zakończenia II
wojny światowej w Wadowicach. Żadna
gazeta, ba, żaden lokalny portal o tym nie
wspomniał. 26 stycznia, 69 lat temu,
żołnierze Armii Czerwonej wyzwolili miasto
spod pięcioletniej okupacji niemieckiej. W
dzień później wyzwolili Oświęcim i
Auschwitz. Podejrzewam, że nauczyciele
też nie wspomnieli słowem o ofensywie
styczniowej 1945 roku. Zapewne, w tym
swoim belferskim strachu przed każdą
władzą, wbijają w łeb wiedzę serwowaną
przez IPN. Wszak w mentalności politruków
94tworzących system, tamte tragiczne lata, to
początek sowieckiej okupacji a Armia
Czerwona to ruska hołota. Przez ponad
dwadzieścia lat IIIRP zajmuje się
burzeniem i niszczeniem wszelkich dokonań
PRL-u; tych dobrych i tych fatalnych. Z
zawziętością niszczyła ślady sowieckiej
okupacji. Spokojnie niszczeje i idzie w
zapomnienie w rodzinnym mieście papieża
Jana Pawła II cmentarz wojskowy, kryjący
ponad 1300 pogrzebanych, bezimiennych
krasnoarmiejców, prawosławnych
chrześcijan. Bogobojni radni miejscy na
czele ze swoim politycznym biurem, mają
to gdzieś. Zajmują się o wiele
istotniejszymi sprawami. Jak wygrać
kolejne wybory.
***
Rozkręca się kolejna wojna religijna. Tym
razem w centralnej Afryce. Znowu
muzułmanie walczą z katolikami; islam
kontra chrześcijaństwo. Jak nie tak dawno
na Bałkanach. Zdecydowana większość
międzyludzkich konfliktów zakończonych
wojną ma religijne fundamenty, bo
95fanatyzm wierzących w jakieś bóstwo czy
innego boga wykorzystuje przeciwko
drugiemu człowiekowi. Mimo, iż każda z
głównych religii świata deklaruje pokój a
przykazanie nie zabijaj należy do
zasadniczych wymagań doktrynalnych.
Każda jazda poboczem jest niebezpieczna.
Czy to skrajnym lewym czy prawym. Do
tragedii dochodzi, kiedy ten sposób jazdy
uzna się za prawidłowy. Odmian i
odcieni każdej z trzech głównych religii
monoteistycznych są dziesiątki. Zależą od
warunków w których religia się rozwija, na
jaką glebę sypie swoją ideologię i dogmaty.
Co kraj to obyczaj. Narody Europy, mimo
chrześcijańskich korzeni, różnią się
zdecydowanie w pojmowaniu swojego
miejsca na ziemi. Niby ten sam przez wieki
watykański katolicyzm a różne efekty
społecznego a przez to gospodarczego
życia poszczególnych narodów. Katolik
czeski, niemiecki, czy francuski
zdecydowanie różni się od statystycznego
polskiego katolika. I to nie tylko
pojmowaniem doktryny czy praktyką
religijną, ale przede wszystkim życiową
96etyką. O chrześcijanach z pnia reformacji,
którzy wiarę pojmują w kategoriach
uczciwości życia i pracy – nie wspomnę.
Wojny kochają religijnych ortodoksów,
fanatyków wszelkich doktryn i dogmatów o
wyższości jedynego, słusznego boga nad
drugim. Wychowany od dziecka w
tradycyjnej, religijnej rodzinie, praktykujący
codziennie, zdobywający poprzez
obowiązek bardziej wiarę niż wiedzę w
systemie szkolnym – staje się doskonałym
materiałem na wojenkę, nawiedzonym
fanatykiem swojego boga, bóstwa czy
innego świętego. Kapłani wmówią nagrodę,
raj, hurysy czy zmartwychwstanie i
błogosławiąc wyślą na wojenkę.
Rządzący duszami muzułmanów i
chrześcijan świat interesów załatwi swoje
sprawy, wynagrodzi nic nie znaczącymi
symbolami i będzie hodował kolejnych
bojowników. A wszystko zaczęło się od
czasów, kiedy Żydzi wylansowali swojego
jedynego boga który zrodził kolejnych,
jedynych bogów. Od tej pory bogowie, za
pomocą fanatycznych wyznawców, walczą
między sobą.
97***
Coraz więcej młodzieży potępia komunę i
PRL. Takie opinie wygłaszają sfrustrowane
dzieci PRL-u nawiedzone duchem IPN-u.
Chyba mają rację: coraz więcej młodzieży
potępia jakąkolwiek wiedzę, bo jej po
prostu nie ma. Zmieniły się całkowicie
oczekiwania społeczne. Rzesza odważnych i
zaradnych rzuciła się po 1990 roku
odrabiać zaległości. Zdecydowana
większość czekała na wizyty Jana Pawła II i
cud, który każdemu da mamonę.
Demograficzny wyż kształcił się, gdzie się
tylko dało a dało wszędzie. Powiatowa
prowincja obrosła akademicką chałturą,
dającą dyplom za pieniądze. „Zrobiłam se
magistra a teraz lece do Anglii, bo mi Mirek
robote załatwił, jes, jes..” – padało na
wsiowych i miejskich dyskotekach z
przemalowanych jak transparent ust
absolwentek tych uczelni. Kościół
skutecznie pilnował tej obłudy i zakłamania
kropiąc, błogosławiąc i strojąc się w
autorytety wszystkiego i wszystkich: uczelni
wyższych, telewizji, gazet, szkolnictwa i
parlamentu. Rozum został zakopany a
98cząstkowe przejawy zdrowego rozsądku
wyemigrowały. Zresztą utopiono je w
powodzi emocji podpartych kościelnymi
frazesami i powszechną nauką wiary. I
mamy efekty. Potępiamy wszystko czego
nie pojmujemy ograniczonym rozumem.
Kilku radnych, a jakże - magistrów, inicjuje
uchwałę potępiającą gender, bo – jak
twierdzą – i tak mają większość w radzie.
Suplement do Mroków średniowiecza
Józefa Putka w wydaniu PiS-u.
***
I dopięli swego. Przez cztery lata kadencji
nie brylowali w projektach uchwał,
dyskusjach, interpelacjach. Nie zainicjowali
niczego konstruktywnego dla mieszkańców
– teraz kolejną uchwałą wystawili
świadectwo swojej indolencji. Mają realną
władzę, bo mają zdecydowaną większość,
choć do orłów samorządowych nie należą.
Inicjatorzy stanowiska w sprawie gender,
radni z PiS-u wymusili uchwałę, która nie
dość, że się treścią kupy nie trzymała to
samą inicjatywą naruszała powagę Rady.
Projekt świadczył przede wszystkim o
99niewiedzy. Zdawałem sobie sprawę, że
hasło gender wywołał czytany w kościołach
list Episkopatu a inicjator uchwały, radny K.
z Tomic, w czasie mszy doznał olśnienia -
jak to referował z mównicy. Jeszcze
liczyłem naiwnie na rozsądek
odpowiedzialnych z PO, ale gdzie tam.
Jedna, ciemnoty sitwa. W 2000 roku,
prawicowa Rada Powiatu Wadowickiego
skompromitowała się już raz podobną
rezolucją, uznającą (wbrew Konstytucji i
Ustawie samorządowej) ówczesnego
prezydenta III RP, A. Kwaśniewskiego, za
osobę niepożądaną na terenie powiatu.
Rada podjęła uchwałę i swoje stanowisko
w sprawie gender posłała w świat. Było to
dla mnie kolejnym doświadczeniem
samorządowym. Jak głosi stara maksyma:
gdzie króluje jednomyślność – panuje
bezmyślność. 4 kwietnia do Rady Powiatu
przyszło „podziękowanie” z Kancelarii
Prezesa Rady Ministrów a w nim, oprócz
tłumaczenia czym jest gender (analogiczne
jakie próbowałem radnym na sesji
przedstawić), znalazł się casus:
przestrzeganie zasady równości kobiet i
100mężczyzn było jednym z warunków
pozyskiwania funduszy unijnych./…/
Zasady te będą miały kluczowe znaczenie
również w opracowywanych obecnie w
ramach Funduszy Europejskich 2014-2020
Programach Operacyjnych./…/ Wobec
powyższego prezentowane przez Radę
Powiatu stanowisko, może stanowić
przesłankę do stwierdzenia, iż działalność
samorządu w zakresie wdrażania
obowiązkowej zasady równouprawnienia
płci (gender equality) mogła nie być lub nie
jest należycie wdrażana w realizowane, ze
środków Unii Europejskiej, projekty, co też
byłoby całkowicie sprzeczne z
podstawowymi zasadami wydatkowania
powyższych funduszy.
Inicjator umysłowej kompromitacji
awansował, a jakże, na Starostę Powiatu
Wadowickiego.
101***
Czy Ukrainę stać na samostanowienie, na
samodzielność, na własne państwo?
Rok temu pisałem, że grozi jej gruziński
scenariusz. Wschód to strefa wpływów
Rosji, która zaopatruje Europę w energię.
Świat będzie współczuł, politycy bili pianę a
telewizje robiły widowisko. Każdy naród
stać na państwo, o ile warunki pozwolą.
Nawet narody koczownicze. Łatwiej wtedy
żandarmom świata utrzymać je w ryzach
ekonomicznych i politycznych. To, że te
kraje są później stałym źródłem konfliktów
etnicznych i religijnych - to już inna
sprawa. Kto zna dzieje terenów wschodnich
I Rzeczpospolitej i rodowód tamtejszej
ludności, pojmie moje wątpliwości. Kiedyś
potęgę Polski, Litwy i Rusi budowały
systemy autokratyczne. Nowożytną,
imperialną Rosję stworzył Piotr Wielki
dopiero na początku XVIII wieku. Od
tamtej pory Rosja, stojąca na gruncie
prawosławia bizantyjskiego buduje
mocarstwo a Polska, ciągle dając
świadectwo wiary a nie rozumu – upada.
Charakter ludzi wschodu kształtowały rządy
102imperatorów, dyktatorskich autorytetów
carów a potem Stalina. Świadomość, że
gdzieś tam na Kremlu czuwa mądry i wielki
pan a człowiek jest tylko małym elementem
wielkiej maszyny zwanej Rosją. Jak u
Gogola czy Dostojewskiego. Jak w cerkwi i
kościele – wszechwładny Bóg rządzący
światem poprzez różnej rangi duchowych.
Nieprzypadkowo poparcie dla PiS-u, tej
restauracji autokratyzmu, jest największe w
byłej Kongresówce i Galicji.
Rosja i Ukraina to dwa państwa o wspólnej
genezie. W interesie Rosji leży, aby
Ukraina była wiarygodnym państwem a nie
rozkradaną enklawą prywaty. Jeżeli Rosja
nie chce być nadal jeleniem dla Ukrainy, to
jej sprawa. Obecna Ukraina nie jest
jednorodna etnicznie, nie kontynuuje
żadnej państwowości. Spoiwem kraju
wydaje się być nacjonalizm, przywołujący
pamięć ukraińskiego zdziczenia i
bezhołowia, gorszego od naszego liberum
veto. Po referendum na Krymie mieszkańcy
chcą powrotu do Rosji, bo jak twierdzi
większość, Ukraina to mafijny kraj a oni
chcą spokojnej przyszłości w dobrobycie a
103nie bezrobociu. Putin pokazał twarz
autokraty, na nic lata starań o demokrację
w Rosji – odpowiadają prawicowi politycy
tak, jakby kiedykolwiek racjonalni slawiści
uwierzyli w demokrację na terenie byłego
ZSRR. W społeczeństwach opartych o
tradycje koczownicze, demokracja będzie
przegrywać z każdą formą autokracji.
Zdaję sobie sprawę, że zbankrutowana
Ukraina jest teraz przedmiotem przetargu
politycznego USA i Rosji. Polskie media i
nawiedzeni politycy zachowują się
analogicznie jak w 1939 roku. Wtedy
Europa ratując siebie wypchnęła nas na
Niemców. Teraz Zachód kolejny raz
wypuszcza Polskę do załatwiania swoich
interesów, bo następuje demontaż członka
ONZ czyli Ukrainy? Bez przesady. Po prostu
Rosja nie chce być jeno pachołkiem USA
jak Europa. A że z taką Rosją może liczyć
się islamski wschód bardziej niż z Bankiem
Światowym , to już kolejna para kaloszy w
światowej polityce. Zachęcanie Ukrainy do
Unii, zwłaszcza przez Polaków, jest
powtórką naszych historycznych obiecanek
od Chmielnickiego po Petlurę. Nacjonalizm
104ukraiński to doskonale rozumie i rozwija się
w najlepsze. Uważam, że wpychamy łapy w
rozniecany nie w naszym interesie ogień.
Losy Ukrainy ważyć się będą na Kremlu i w
szwajcarskich bankach.
***
W marcu 1968 roku zamiast na zajęcia
studium wojskowego, poszliśmy w
mundurach do Nowego Żaczka. Był
czwarty dzień już padającego strajku
studentów w Krakowie. Kręciłem na
zmianę z kolegami korbą powielacza. W
otaczających akademik ulicach stały od
rana milicyjne gaziki. Około południa,
przez płot przeskoczyliśmy na teren
muzeum a potem na aleje, w mundurach,
bo to był najlepszy kamuflaż.
Ostatni dzień strajku. Tłumy studentów a z
drugiej zapora, barykada robotników z
opaskami. Tak się złożyło, że obok Pałacu
Sztuki na Szczepańskiej, dostępu dla
wiecujących w Rynku Głównym studentów
bronili ormowcy i robotnicy z Wadowic.
Większość z nich już dawno poszła w
105zapomnienie. Zapewne nigdy nie pojęli, że
byli narzędziem przemocy politycznej sitwy
wobec obywateli. Wtedy, zawożąc ich do
Krakowa, premiując żarciem i wódką,
władza wykorzystała ich ciemnotę
przeciwko studentom. Wtedy, w 1968 roku,
ekipa Gomułki chcąc się ratować dokonała
brutalnej czystki i dała społeczeństwu
syjonizm jako propagandową marchewkę i
napęd kolejnych uprzedzeń. Dzisiaj taką
propagandową marchewką jest gender.
Stan wiedzy w temacie jest analogiczny. W
marcu 68 roku, osamotniony poseł Jerzy
Zawieyski z klubu Znak, tej jedynej,
pięcioosobowej opozycji sejmowej, bronił
studentów i stawał przeciwko obłudnej i
cynicznej jednomyślności reprezentantów
narodu, pachołków władzy. Potępiano
wtedy syjonizm od hal fabrycznych po
parlament. Dzisiaj potępia się gender.
Bezmyślnie i przy aklamacyjnym rechocie
przewodnich, prawicowych partii. Cynizm i
hipokryzja. Dyktaturą ciemniaków nazwał
wtedy Stefan Kisielewski rządy partyjne.
Pojęcie które stało się i obecnie celną
diagnozą sprawowanej władzy.
106***
Odbyły się kolejne powiatowe targi
edukacyjne, tym razem w Liceum
Ogólnokształcącym w Wadowicach. W
czasie dołowania szkolnictwa przez niż
demograficzny i politykę oświatową, tego
typu przedsięwzięcia wydają się
pozbawione sensu, ale co się nie robi dla
ratowania etatów.
Ożywiła nieco targi oferta militarna którejś
ze szkół, bo liczna grupa młodzieży w
mundurach „moro” wstrzeliła się idealnie w
nasze prawicowe pohukiwania w sprawie
Ukrainy i w tą medialną wojenną nagonkę.
Nastroje są bojowe, co wynikało z moich
rozmów z młodzieżą, przesiąkniętej anty
ruską fobią. Skąd u nich tyle nienawiści do
Rosjan i patriotyzmu w kategoriach
oddawania życia? Kondycja umysłowa jak
u kadetów z 1831 roku, gimnazjalistów od
Żeromskiego czy idących na zatracenie
kamieni na szaniec. Zastanawia mnie,
dlaczego na wspomnianych, powiatowych
targach oświatowych, nie było oferty z
okolicznych seminariów duchownych. Też
mają ładne mundurki.
107***
O poszanowanie historii i wyciąganie z niej
wniosków, upominał się na spotkaniu
autorskim w bibliotece miejskiej Jan
Polkowski, poeta i prozaik. Jego prawicowe
poglądy są mi dalekie, ale z wieloma się
zgadzam. Niestety przyczyn naszej
narodowej mizerii szuka, jak wielu przed
nim, poza Polską. Wszyscy winni, tylko nie
my. Unia, USA a przede wszystkim komuna
ubrana w PRL, którego Polkowski jest
nieodrodnym dzieckiem – jak sam
stwierdza. Rysuje niedoskonały charakter
Polaków, nie szukając przyczyn owego
narodowego upodlenia. Admirator klasyki i
Mickiewicza, nie zauważa piętna jakim
romantyzm naznaczył nasz charakter. Czy
za tą służebną spolegliwością Polaków
wobec wszelkiego nawiedzenia, tą potrzebą
gromadnej kolaboracji z każdą władzą i
siłą, naiwnym wykorzystywaniem przez
innych dla swoich celów idzie jakaś inna
przyczyna niż brak rozsądku czyli
społecznego rozumu? Czy ten nasz cały,
pojmowany historycznie patriotyzm nie jest
li tylko efektem i bezmyślnym świadectwem
108wiary? Dowodem wielkiej narodowej
hipokryzji, która uszlachetnia wiarę,
rozgrzesza największe ludzkie zło i stawia
pomniki głupocie? Nie widzimy belki we
własnym oku?
Chrześcijaństwo, bez wnikania w rodowód,
dało fundamenty kulturowe i cywilizacyjne
Europie. Chrześcijaństwo, jak każda wiara i
ideologia, przeszło wiele transformacji
czego efektem są dziś społeczności żyjące
w Unii. Zachód, kształtowany przez
reformowane od czasów Husa i Lutra
kościoły, wychowywał społeczeństwa
świadczące wiarę etosem pracy i Kościołem
służącym wspólnocie etycznej obywateli.
Paradoksem jest, że służebną rolę wobec
polskiego społeczeństwa i jego doczesnych
problemów, pełnił Kościół w czasie
zaborów. Był bowiem wtedy elementem
polityki społecznej państwa. Obserwując i
doświadczając współczesności, można
odnieść wrażenie, że III Rzeczpospolita
(choćby w edukacji), jest elementem
polityki Kościoła.
109***
Putin nie uznaje obecnego rządu Ukrainy,
uważając go za samozwańcze narzędzie
Zachodu, który nachalnie, ze szczególnym
udziałem Polski, ingeruje w jego - czyli
Rosji - strefę wpływów. Przypomnę kilka
faktów. Od 1934 roku mieliśmy sojusz z
Niemcami, lepszy niż z Francją. W 1939
roku Francja z Anglią wypuściła naszą pożal
się Boże dyplomację na Hitlera. Z bolszewią
nie raczyliśmy się układać, to się dogadał
Hitler. Stalin we wrześniu zajął tereny do
obecnej granicy wschodniej. Ta aneksja,
mimo późniejszej wojny radziecko-
niemieckiej, została uznana przez aliantów
na konferencji w Teheranie a potem w
Jałcie. Czy polscy żołnierze walczący na
Zachodzie wiedzieli już wtedy, że walczą o
Polskę bez Lwowa i Wilna?
W ramach rekompensaty za zajęte w 1939
roku tereny, Stalin dał nam tereny
poniemieckie aż do linii Odry i Nysy.
Churchill i Roosvelt szybko się zgodzili, bo
Związek Sowiecki to była połowa całej
armii aliantów. Tak Stalin umocnił
mocarstwowość Rosji.
110Powojenny stan granic, zakreślony ręka
Stalina, nigdy nie był ostatecznie
zaakceptowany przez Zachód. Przez cały
okres mojej szkolnej nauki, byliśmy
wychowywani w poczuciu zagrożenia i
strachu przed Zachodem, który nie uznawał
granicy na Odrze i Nysie. Tak było aż do
1970 a de facto aż do 1990, bo Niemcy
uzależnili uznanie granicy od zjednoczenia
Niemiec. Co się zresztą dziwić, jak
współczesna dyktatura ciemniaków nie
uznaje PRL-u za Polskę.
Czy to pojmują ci, którzy dzisiaj dyskutują
na temat zaborczości Putina? Czy
potomkowie tych wszystkich „zza Buga”,
którymi zasiedlono Ziemie Zachodnie
zauważyli, że po 1990 roku i po
pomarańczowej rewolucji, byliby dzisiaj
mieszkańcami niezawisłej Ukrainy albo
wschodniej Polski, pełnej etnicznych
konfliktów i cichego „riezania Lachów”? Czy
dręczeni antyrosyjską fobią Polacy pojmą,
że to ich poszczekiwanie i pohukiwanie -
jak uczy historia – będzie bez znaczenia
albo wręcz zaszkodzi?
111***
Z sondaży przedwyborczych wynika, że
największym poparciem cieszy się partia,
która negowała przystąpienie do Unii i
straszyła pospólstwo zagrożeniem
niezawisłości narodowej. Teraz kandydaci
tej partii, reprezentatywne orły poziomu
swoich wyborców, będą większościowo
reprezentować w Unii Polską Wspólnotę
Wyznaniową zwaną III Rzeczpospolitą.
Dawne Biuro Polityczne PZPR zastąpił
Episkopat Polski, który miast uchwał śle w
naród swoje listy pasterskie. O wiele
większą samodzielność niż dawne Komitety
Wojewódzkie posiadają zarządzane przez
ordynariuszy diecezje. Jest ich nieco więcej
niż województw, dlatego władza
państwowa musi jakoś podołać i liczyć się z
wymaganiami szefów w poszczególnych
diecezjach. Oczywiście jak i dawniej byli
mniej i bardziej ważni sekretarze partii, tak
i obecnie są bardziej i mniej wpływowi
plebani. Ale i tak, ta nasza demokracja
sprowadzona do walki o koryto, chcąc nie
chcąc jest zdana na łaskę elektoratu, dla
którego świadectwem wiary jest
112posłuszeństwo Kościołowi. I koło się
zamyka. Strzeż się Europo. Idzie po ciebie
Prawo i Sprawiedliwość.
***
Przeżyliśmy kilka dni powodziowego
zagrożenia. Było, minęło. Tym razem
administracja samorządowa, od gmin po
marszałkowskie urzędy, była nader
aktywna. Ostrzegała, kontrolowała, jeździła
po wsiach niczym Kaczyński po wałach.
Sam minister od administracji na twisterze
ponoć napisał, że udało się uniknąć
powtórki poprzedniej, majowej powodzi w
2010 roku także dzięki synchronizacji
zrzutów wody w zbiornikach na górskich
dopływach Wisły. Zapewne chodziło o
zbiorniki w Goczałkowicach, Porąbce,
Tresnej, Rożnowie, Dobczycach no i na
Skawie, w Mucharzu. Sukces i epokowe
odkrycie. A ja naiwnie sądziłem, że te
zbiorniki są po to aby w wypadku
spodziewanych opadów także regulowały
falę powodziową. Widocznie tak nie było.
Teraz jest. W czasie tamtej powodzi
podobno na gwałt opróżniano zbiornik w
113Porąbce jak już padało kilka dni, Tresna też
była zapełniona zgodnie z przepisami no i
w efekcie zalano Oświęcim Sołą, która ma
aż trzy zbiorniki do regulacji. Nawet cztery,
bo Żar też może przyjąć wodę. Z tego
wszystkiego zbiornik na Skawie, który nie
musi trzymać planowo wody, spisał się na
medal. Utrzymał Skawę w ryzach i do tej
pory reguluje zrzut wody do Wisły. Może
dlatego, że jeszcze nie oddany tym specom
z wodnej administracji do użytku?
***
Czym jest polski katolicyzm? Zmarł generał
Wojciech Jaruzelski, szlachcic, weteran II
wojny, pierwszy prezydent III RP. Dla
dobra Ojczyzny poświęcił Boga i Honor, by
uchronić nas przed „bratnią” interwencją
jakiej doświadczyli Węgrzy w 1956, Czesi w
1968 ( z naszym udziałem) i wojną domo-
wą jakiej doświadczają dzisiaj Ukraińcy.
Prawicowe, praktykujące społeczeństwo
zgrzyta zębami nad truchłem a prezydent i
premier katolickiej Polski odcinają się od
uroczystości pogrzebowych. Wszak niebo
tylko dla wybranych. W ten sposób Polscy
114katolicy czynnie realizują boskie
przykazania i jak zwykle nieświadomi - bo
wiara wiedzę wyparła, tworzą materiał na
kolejną narodową ekshumację i gotują spiż
na przyszłe monumenty.
***
Islam w natarciu na Europę, katolicyzm na
Polskę. Dowodzą tego wybory do euro
parlamentu. Na zachodzie sukces
prawicowych partii występujących progra-
mowo przeciwko emigrantom socjalnym,
głównie wyznawcom islamu. Europa
powoli pojmuje, że głównym zagrożeniem
nie są emigranci, ale religie których
emigranci są niepoprawnymi wyznawcami.
To właśnie ortodoksyjne postawy religijne,
stojące w sprzeczności z zachodnią
kulturą zagrażają Europie najbardziej.
W Polsce ofensywa dominującej religii.
Dowodzi tego niewątpliwy sukces partii
Kaczyńskiego w wyborach, ucieczka
rozumnych w absencję, upadek wartości
humanistycznych opartych o człowieka. To,
115że jesteśmy państwem wyznaniowym
wiadome jest od dwudziestu lat.
Ujawnione rok temu nagminne przypadki
pedofilii wśród duchowieństwa, spotkały się
ze zmasowanym kontratakiem Kościoła.
Zaczęło się od lansowanej przez
środowiska prawicowe sprawy
równouprawnienia płci ubranej przez PiS w
ideologię gender. Teraz deklaracje
środowiska medycznego w Częstochowie o
wyższości wiary nad wiedzą medyczną,
religijne fety w kościołach, marsze w
obronie rodziny, życia i czego tylko Kościół
zapragnie, są krokiem do podważenia
konstytucyjnego porządku państwa.
Analogia z poczynaniami prawicy i Kościoła
w początkach II Rzeczpospolitej sama się
nasuwa.
***
Jednym z wielu grzechów które
zawdzięczmy religii, jest donosicielstwo.
Kształcony i hodowany dla potrzeb Kościoła
dogmat o spowiedzi tak wszedł w nawyk,
że nawet wprowadzenie przez II sobór
watykański spowiedzi powszechnej nie
116zlikwidowało w polskich kościołach
konfesjonałów. Przynajmniej raz w roku,
dobrowolnie, członek wspólnoty wyzna-
niowej idzie poopowiadać lub odpowiadać.
W zależności od woli słuchającego.
Ten ewolucyjny nawyk społecznej
aktywności był zawsze wykorzystywany
przez Kościół. Pospolity nawyk dono-
sicielstwa kształcił też charakter narodowy
Polaków. Donosiliśmy od początku chrześ-
cijaństwa do „pana, wójta i plebana”, do
wszelkiej władzy jaka Polskę nawiedziła. Od
zaborów przez II Rzeczpospolitą, Berezę i
BBWR po lata okupacji hitlerowskiej. Z
zawiści, bezinteresownie, prywatnie,
bezmyślnie, świadomie, dla korzyści lub w
wyniku szantażu. Nauczono nas, że
wszelkie niegodziwości Bóg łaskawy i tak
wybacza. (Bóg wybacza, Cracovia nigdy –
kibice). Donosicielstwo powoli stawało się
obyczajową normą. Czasy II Rzecz-
pospolitej, okupacji i PRL-u, uruchomiły
całe systemy i instytucje władzy żyjące z
donosicielstwa.
Po 1945 roku Urząd Bezpieczeństwa,
karmiony „życzliwymi” donosami obywateli,
117robił polityczne czystki. Doskonalono
system tak, że donosicielstwo konfesyjne
współpracowało z aparatem państwowym.
Byle mieć kontrolę nad ludźmi.
Tak jest i obecnie. Media informują, że ilość
donosów do instytucji finansowych państwa
wzrosła do niespotykanych w historii po
1945 roku rozmiarów. W III Rzeczpos-
politej zmienił się tylko adresat oskarżeń.
Konsekwencją tego przejawu miłości
bliźniego były zawsze ludzkie tragedie.
Społeczny ostracyzm, wykluczenie,
potępienie, pogromy, piętno bezinte-
resownej nienawiści. III RP powołała
Instytut Pamięci Narodowej, którego
podstawową bazą pracy są niegdysiejsze
donosy z PRL-u. Za lat parę materiałem do
„obróbki bliźnich” będą dla badaczy donosy
współczesnych do skarbówki albo księdza.
W ten sposób państwo deprecjacją
wychowuje nowe pokolenia donosicieli.
Instytucje i konfesjonały jak zawsze
czekają. Życzliwi bliźni będą przez to mogli
żyć po bożemu, jak na lud katolicki
przystało. Nasze społeczne życie, teraz w
demokracji, toczy się nadal w ewolucyjnej
118karuzeli potrzeb uwarunkowanej
łańcuchem pokarmowym. Jak to w
przyrodzie. Myśliwy i ofiara.
***
W święto Bożego Ciała, mediami i opinią
wstrząsnęła afera najścia służb specjalnych
na redakcję tygodnika Wprost. Odwracanie
kota ogonem czyli przerost form nad
treścią, bo takie skojarzenie mają dla mnie
obydwa fakty. Święto i afera. IV władza
czyli media, które w III RP urosły do
realnej siły dyktującej społeczną
rzeczywistość i rynek polityczny, poczuły
zagrożenie ze strony państwa. Przez cały
czerwiec tłukły zlecone politycznie hasła o
25 - leciu wolności a tu taki zamach na
wolność słowa, obok wolności gospodarczej
zasadniczego elementu demokracji. Zrobił
się szum i woda na młyn wszelkiej opozycji,
żądającej dymisji gabinetu Tuska, tak jakby
inna ekipa polityczna gwarantowała
uczciwość i normalność.
Treść podsłuchów publikowanych przez
Wprost dowodzi tego o czym wszyscy
119myślący dawno wiedzą. Władza zawsze
dogaduje się prywatnie między sobą a
wszelkie przedstawicielstwa obywatelskie,
od samorządów gminnych, przez
powiatowe aż po sejm, służą jedynie
demonstracji, propagandzie i formalno-
ściom legislacyjnym wcześniejszych usta-
leń. Bo tak po prawdzie, jakiż wkład w
tworzoną rzeczywistość gminy, powiatu czy
kraju może wnieść jakiś radny czy poseł?
Żaden. Biorą diety, siedzą cicho słuchając
swoich mocodawców i korzystają z
udostępnionych okazji. Ci z opozycji
popyskują lub mniej koniunkturalnie
zagłosują. I tyle. Realną władzę na każdym
szczeblu i tak sprawuje kilka osób
powiązanych ze sobą partyjnie, towarzysko
czy finansowo.
Media w cywilizowanych krajach stoją na
straży ułomnej demokracji, aby te relacje
polityków i przedsiębiorców nie miały
mafijnego charakteru. By państwo, będące
własnością korporacji finansowych i
gospodarczych, nie zapominało o oby-
watelach. By tzw. klasa polityczna poprzez
120rząd gwarantowała spokój społeczny w
państwie.
Rewelacje tygodnika nie spowodowały
oczyszczania polityki centralnej z rosnącej
patologii, ale uruchomiły aparat ścigania
przeciwko gazecie i informatorom. Nie
chodzi o to dlaczego jest dziura w moście,
tylko o to, kto o tym fakcie doniósł. Czyli
odwracanie kota do góry ogonem. Tym się
zajmie społeczeństwo, niech sobie
popyskuje i podyskutuje. To wyraźny
przejaw autokratyzmu i media, w
większości dyspozycyjne i zależne, poczuły
nagle zagrożenie wolności wypowiedzi. Czy
stać będzie żurnalistów na odwagę w
obronie tej wolności – czas pokaże.
***
Zmieniają się czasy, zmieniają obyczaje.
Ujęte systemowo stają się normami,
wartościami; ulegają standaryzacji.
Normalizują się pewne typy zachowań
społecznych, które obce były czasom PRL-
u. Dzisiaj nikogo nie dziwi ani nie
zastanawia obecność ulicznej biedy,
121żebraków, kloszardów, nędzy mieszkającej
obok dostatniego społeczeństwa. Nie dziwi
bezrobocie i coraz bardziej rozwijana
opieka społeczna. Kiedyś w Krakowie
jedyną kuchnią dla ubogich była stołówka
sióstr Urszulanek na Smoleńsku i
noclegowania na Salwatorze. Dzisiaj każda
dzielnica ma takie placówki.
Rozrosła się w IIIRP administracja mająca
służyć obywatelom a w rzeczywistości
stanowi ona coraz większą dżunglę do
przebycia dla każdego petenta. Od opieki
społecznej po służbę zdrowia. Państwo jawi
się jako organizm rządzony metodami
dalekimi od demokracji. Ludzie władzy, to
genetyczne pokłosie klasy robotniczo-
chłopskiej, odsłaniają na każdym szczeblu,
od gminy po stolicę swoje siermiężne,
prostackie oblicze.
Od kilku tygodni słucham radia, bo w
samochodzie spędzam codziennie kilka
godzin. Ileż tam abstrakcyjnych wywodów
różnej maści inteligentów debatujących nad
kondycją narodu, ile oderwanych od życia
uogólnień i relacji. Ile diagnozowania i
prognoz opartych na wyobrażeniach i
122pobożnych życzeniach. A rzeczywistość
skrzeczy obywatelskim analfabetyzmem.
Nawet słuchanie kazania ze zrozumieniem
ciężko przychodzi.
Wyniki wyborów do euro parlamentu w
ościennych gminach dowodzą, że około
80% biorących udział w wyborach
głosowało na partie prawicowe. Mapa
preferencji wyborczych Polaków staje się
coraz bardziej czarna jak sutanna, jak
ciemnota, jak murzyńskość z taśmy
ministra Sikorskiego. Wykształcona i
racjonalna młodzież emigruje a terytorialną
demokrację tworzą samorządy, w których
prym wiodą populiści trzymający się
ambony. To oni, ubrani w ciemne garnitury
i podłe charaktery tworzą rzeczywistość i
przyszłość prowincji jak ci z zegarkami i
rynsztokową kulturą tworzą państwo.
***
Papuga narodów chwaląc się swoim
chrześcijańskim rodowodem, daje wiekowe
przykłady przenoszenia z tradycji tego co
najgorsze wobec człowieka, powołując się
przy tym na wolę Boga. Zakłamany
123determinizm moralny pod hasłem: Bóg tak
chciał. Czas realnego socjalizmu czyli okres
PRL-u, który był po 1956 roku lżejszą
odmianą dyktatury państwowej niż obecna
wyznaniowa, usiłował walczyć z ideologią,
która do perfekcji opanowała sztukę
ubezwłasnowolniania pod hasłem wolnej
woli.
Skrajnym przykładem religijnych ideologii
są kraje wyznaniowe, których w epoce
cyfryzacji przybywa i to przeważnie w
wyniku konfliktów zbrojnych. Informatyka,
która stworzyła globalną wioskę dając
nieograniczony dostęp do wiedzy, dała
także narzędzie religiom. Szkolnictwo
krajów europejskich już dawno przestało
pełnić funkcje wychowawcze a Polska jest
tego podręcznikowym przykładem. Rozwój
cywilizacji to efekt ludzkiego rozumu a nie
ideologii bazujących na emocjach.
W przeszłości dostęp do wiedzy i informacji
był zarezerwowany dla nielicznych, którzy –
czego dowodzi historia – prowadzili jednak
świat do przodu. W początkach II RP,
manipulując emocjami, niszczyliśmy świeżo
powstałą państwowość. Trzeba było
124militarnego przewrotu, aby uspokoić
podburzane przez prawicę pospólstwo.
Mimo dramatycznej wtedy sytuacji Polski,
lata międzywojenne to jednak postęp w
sferze gospodarczej i społecznej a do
wojny doprowadziła nas - po śmierci
Piłsudskiego, polityka zagraniczna Becka.
Dzisiaj, po 25 latach od transformacji, nie
mamy na miarę wieku żadnych sukcesów
ekonomicznych jako państwo. Nieudolnie
nadrabiamy zaległości cywilizacyjne a i tak
trwa to dłużej niż międzywojnie.
Sukcesywnie rozwijamy własną, polsko-
polską wojenkę. Szala zwycięstwa prze-
chyla się na rzecz tych moich rodaków,
sąsiadów, bliźnich, którzy zamiast rozumu
ubogacają ducha. Człowiek przecież z
natury leniwy a nic tak nie usprawiedliwia
jak wola Boga, któremu przecież najlepiej
służy Kościół, ostoja polskiej prawicy.
I gdzie tu zwiewać przed rzeczywistością
analfabetów wystrojonych w niedzielne
garnitury? Młodzi, odważni, jak ich dziad-
kowie, których nie chciał PRL – zostają na
obczyźnie. Starzy, w zależności od stanu
zlasowania umysłu mają: kruchtę z
125nadzieją, działkę do grzebania, piwo na
uboczu, potomstwo do wychowywania i
utarczki z NFZ.
***
W 1939 roku wystarczyło ówczesnym
archaicznym mediom (tylko prasa, radio,
kino i ambona) raptem kilka miesięcy, aby
rozpętać w narodzie antyniemiecką
nagonkę. Wszystko na zamówienie Francji i
Anglii, tych naszych pseudo sojuszników,
którzy zasłonili się przed Hitlerem Polską.
Jakie to miało dla nas konsekwencje –
dobrze wiemy. Jak łatwo sterować
bezmyślnym stadem wiedzą dobrze juhasi.
Od 2010 roku, od tragicznego wypadku
samolotu prezydenckiego, podkręca się
wśród wierzących a nie myślących Polaków,
nastroje antyrosyjskie. Tworzy teorie
spiskowe, przypomina czasy stalinowskie,
w jednym szeregu winy Rosjan stawia się
Katyń i Powstanie Warszawskie.
Przegraliśmy, bo Ruskie nie pomogły.
Miejsce historycznej refleksji i prawdy o
przyczynach, zajmuje propagandowe
urabianie młodego pokolenia. Pokazaliśmy
126światu jak Polska walczy o honor – to jedna
z wiodących, jubileuszowych opinii w
mediach.
Nijak nie mogę pojąć czym jest honor? Ile
waży, jaki ma wpływ na dobrobyt,
bezpieczeństwo obywatela, jego edukację?
Nasze chore uprzedzenia wobec Rosji
natrafiły na żyzne podłoże, bo w ostatnich
latach Rosja postanowiła wrócić do
mocarstwowych tradycji. Putin dał nadzieję
powrotu czasów, kiedy z Rosją świat się
liczył. Zimowa olimpiada w Soczi pokazała,
że współczesna Rosja to kraj
nowoczesnych technologii, mimo nędzy i
cywilizacyjnych kontrastów. Ci co znają
dobrze historię wschodu dobrze wiedzą , że
demokracja nie ma tam nic do roboty. Ten
szwankujący, europejski system nigdy nie
będzie miał zastosowania w kulturze
narodów wschodu: Iranie, Iraku, Rosji,
Mongolii, Kazachstanie. Także na Ukrainie.
Także i we wschodniej Polsce, co widać po
poziomie samorządów i samorządowców
polskich.
Rosja chce, aby się z nią liczono, bo ma
potencjał współdecydujący o świecie. Putin
127nie pozwoli, aby USA, ten żandarm świata
podporządkował sobie Rosję jak Unię. W
efekcie ci wielcy się między sobą dogadają
w imię światowych interesów i spokoju.
Rosja odtworzy swoje strefy wpływów,
nawet na Ukrainie, którą na zlecenie
Zachodu Polacy mieli od niej oderwać.
Nasza fobia antyruska odbije się nam
czkawką. Rosja może rozszerzyć embargo
na wszystko z Polski. Handlują inni a nasi
rolnicy, ogrodnicy, szewcy ze Stanisławia,
stolarze, elektronicy, mleczarze itp. mogą
zwijać interesy. Media apelują o
wspomaganie konsumpcją jabłek naszego
rolnictwa, jako przejawu patriotyzmu i
walki z embargiem Putina. Dowodzi to
skretynienia społeczeństwa, porówny-
walnego z guzikiem od munduru Śmigłego
w 1939 roku.
Rosja, potężne terytorium pełne
naturalnych bogactw. Miliony mieszkańców
i klientów wszelkiego towaru wymaga-
jącego jakiejś technologii. Kraj, któremu
moglibyśmy sprzedawać wszystko. Od
papieru toaletowego po samochody.
Zachowując się zgodnie z kupiecką etyką,
128mogliśmy zostać pośrednikiem świata z
Rosją; co ja mówię, wystarczyłoby Unii z
Rosją. A tak kolejny raz zostaniemy na
poboczu cywilizacji z tym swoim Bogiem i
Honorem.
***
Współczesne chamstwo w III RP, dzięki
bankowej opatrzności ma salonowe stroje,
materialny blichtr i ambicje. Gorzej z
obyczajami. Chamstwo III RP
charakteryzuje głównie negacja czasów
PRL-u, podobnie jak ich przodków z
tamtych lat wyróżniała całkowita negacja
Polski sanacyjnej. Potępianie przedwo-
jennej przeszłości RP wynikało z polity-
cznych potrzeb stalinizmu. Dzisiaj totalne
potępianie czasów Polskiej Rzeczpospolitej
Ludowej ( a nie Republiki Ludowej) przez
młode pokolenie, to efekt zamierzonej
edukacji państwa, którym zawiadują
potomkowie chamstwa z czasów PRL-u.
Koło się zamyka. A przecież PRL była
kontynuatorem państwowości. Oczywiście
w innych warunkach politycznych,
narzuconych nam przez Jałtę.
129W II RP, aby jakoś z trzech kawałków kraj
połatać, musiał Piłsudski wprowadzić
dyktaturę. Trzeba było budować od
podstaw administrację i gospodarkę, a
tylko jednowładztwo, a tylko monopol
decyzyjny – biorąc pod uwagę narodowe
przymioty Polaków - mógł to realizować.
Rzeczywistość polityczna II RP to
spacyfikowana opozycja i autokratyczny
system Piłsudskiego. Dzięki temu mogła II
RP w ciągu kilkunastu lat mieć takie
osiągnięcia gospodarcze przy których
zbiornik w Świnnej Porębie, ta największa
inwestycja obecnej RP, żadnej wody nie
robi. Przedwojnie scaliło państwo,
stworzyło sprawną i wydolną administrację,
zbudowało jak na tamte warunki
gospodarkę ( Gdynia, COP). Chociaż
(oprócz reformy oświatowej z 1937 roku)
sukcesów w sferze społecznej nie miało, to
jednak indoktrynacji w potępianiu zaborczej
przeszłości nie prowadziło.
Po 1945 roku nadal obowiązywał
autorytarny system. Z tym, że monopol
decyzyjny z rąk mundurowych z szabelką
przejęła PZPR, taka wymuszona koalicja
130partii politycznych jaką był sanacyjny
BBWR Piłsudskiego. Dla PZPR kultem był
Stalin a potem ZSRR, dla BBWR Piłsudski a
potem wojsko. PRL musiała po
zniszczeniach wojennych i zmianie teryto-
rium odbudowywać.
I tak pod przywództwem PZPR (za IIRP
pod wodzostwem Piłsudskiego), naród
budował stocznie, huty, stolicę, kopalnie,
1000 szkół na tysiąclecie, uczelnie, szpitale,
uzdrowiska, wczasy, teatry, drogi, miliony
mieszkań w których został poczęty obecny
cham lub jego rodzice. Odwołuje się do
tradycji II RP, tej po 1935 roku. Teraz
pobrzękuje szabelką pchając ludzi do
nienawiści i wojenki. Oczywiście pod
hasłem walki z komuną. I tak od 1990
roku. Zwłaszcza przed wyborami.
***
Grup rekonstrukcyjnych ci u nas jak wojska
w 1939 roku. Co rocznica klęski – robimy
fetę militarną. Maszerujemy, zdobywamy,
pohukamy ślepakami i pożremy bigosu.
Potrzebę wojenki mamy we krwi. Nic nie
131dały kolejne lekcje historii. Nadal wojsko na
pierwszym planie.
Z okazji ruchawki na Ukrainie wyszli spece
w mundurach, te indywidua cuchnące
onucami i ułańskimi manierami i już węszą
krew, musztry, kariery, szlify i przekręty, bo
każde wojsko, każdy mundur to studnia bez
dna. Zmarnują, rozwalą i jeszcze nigdy,
nikogo nie uratowali. Ukraina nie wpuszcza
na swój rynek polskiej wieprzowiny i
butów, sekuje mniejszość polską u siebie a
my za to chcemy im słać uzbrojenie i
wspomagać w walce z Rosją.
***
Wzmożony ruch w przestrzeni publicznej
Wadowic zwiastuje, niczym anioł dobrą
nowinę, szansę na zmiany w mieście i
okolicy. Wydaje się, że wybory wreszcie
zaangażowały mieszkańców, zwłaszcza
młodych, do zmian w samorządzie
okupowanym ponad dwadzieścia lat przez
ugrupowanie koleżeńskie byłych
pracowników „druciarni”. To tak, jakby
sycylijskie czy bałkańskie miasteczko wzięło
się do walki z lokalną mafią, która od
132początku świata czyli demokracji w kraju,
spacyfikowała wszystko strachem i
zależnościami. Dla dewocyjnej wiary,
zmiana wydaje się tak niemożliwa, jak
zbawienie albo zmartwychwstanie. Wszak
przy cementowaniu tej opoki i bastionu
żwawo przez lata pracowali sutannowi na
czele z byłym proboszczem. Teraz agitują,
za utrzymaniem dotychczasowego reżimu,
wykorzystując do tego autorytet Kościoła.
Na szańcach cwanych władców ci sami od
lat pretorianie, milczący, schlebiający,
usłużni klakierzy za miskę diety. Po drugiej
stronie frontu trzech kontrkandydatów.
Jako opozycyjny senior, nabiegałem się od
jednego do drugiego usiłując stworzyć
wspólny front przeciw magistrackiej sitwie,
ale bez skutku. Dlatego kolejny raz apeluję.
Zgoda buduje, niezgoda rujnuje.
Wadowiczanie jeszcze sobie nie
uświadamiają, jakie spustoszenie w ich
pojmowaniu demokracji poczyniła praktyka
samorządowa minionych 25 lat. Odczuwa
się to w naiwnych i pełnych emocji
komentarzach internautów, nawet osób
rozsądnych i mądrych. Na usilne zewsząd
133pytania, dlaczego taki starzec jak ja
kandyduje – odpowiadam kolejny raz – ku
pokrzepieniu serc. Moim sukcesem jest już
tegoroczna kampania i to społeczne
przebudzenie, które stwarza realne
zagrożenie dla obecnej ekipy. Może dożyję
czasów, że do miasta wróci uczciwość,
kultura polityczna władzy i jej szacunek dla
mieszkańców. Tegoroczne wybory taką
szansę dają.
***
Wadowiczanie wreszcie zastopowali 20
letnie rządy pani burmistrz i jej „ekipy z
Łabęd”. Lepiej późno niż wcale. W
Andrychowie i Kalwarii także sukces, mimo
zmasowanej nagonki pasterzy. To że
wadowicki układ, ten monolit podpierany
cynicznie postacią papieża przy pomocy
lokalnych plebanów może się rozsypać,
widać było cztery lata temu po moim
wyniku wyborczym. Z marszu, bez
kampanii dostałem 34,5% poparcia.
Tamten wynik pokazał odwagę
mieszkańców i potrzebę zmian. Dokonał
tego Mateusz Klinowski przy pomocy – tak,
134tak – Jacka Jończyka. Tylko wspólnota
dawała szansę. Idąc sam na sam, nikt nie
byłby w stanie osiągnąć wyniku
zapewniającego II turę. Mimo przegranej,
poprzedni układ trzyma się mocno. Trudno
będzie działać sprawnie z opozycyjną Radą
i „filipiakowymi klonami” w administracji.
Ciężko będzie wykarczować obrosły
nepotyzmem, układami, zależnościami i
wspólnotą interesów finansowych obszar
wpływów i panowania samorządu byłej
burmistrz. Jeśli sytuacja w mieście
napawa jakimś ograniczonym optymizmem,
to Rada Powiatu tworzy rzeczywistość
egzotyczną pod każdym względem.
Starostą wybrano nieustraszonego tępiciela
ideologii gender. Widać, że nowy Zarząd
gwarantuje planową realizację inwestycji
szpitalnej. W składzie ma orłów intelektu i
championów gospodarki. Jeden ma nawet
brata księdzem. Na pięciu, trzech jest z
gminy Brzeźnica, w tym Starosta, z czego
zapewne dumny będzie tamtejszy Wójt.
Żarty, żartami. Znani z racjonalnego
podejścia do polityki, zawsze chętni kasy i
przywilejów, weszły kmiecie z PSL-u w
135koalicję z PiS-em. Rozumiem tą chłopską
naturę, bo pamiętam dobrze skąpstwo
mojego dziadka. Oczywiście PSL mógł
zrezygnować, przejść do opozycji i czekać,
aż się PiS wyrypie. Tak by zrobili
„putkowcy”, ale tych już nie ma. Teraz PSL
bierze odpowiedzialność za poczynania
nawiedzonych duchem gender. Wszak
dostali parę groszy dla funkcyjnych i
pochwałę plebana z gwarancją pochowania
w święconej ziemi. Kłania się Wyspiański –
panowie chłopy.
***
Za horyzontem sensacji wyborczych i
zdolności percepcyjnej wierzących w
jednego Boga, trwa ekspansja religii
drugiego Boga, też jednego. Trudno to
pojąć wiernym jednego i jedynego. Islam,
wzorem starszego brata, idzie drogą
średniowiecznego chrześcijaństwa.
Rozrasta się jako państwo wyznaniowe i
coraz bardziej zagraża Europie. Jego
wyznawcy swoją religię opierają na tych
samych żydowskich fundamentach, co
polscy katolicy z tym, że ich interpretacja
136Starego Testamentu jest dosłowna, bo
nieludzka. Wrogów się pacyfikuje lub
nawraca jak my heretyków do XIII wieku.
Nasza odmiana ewolucyjna judaizmu
wydaje się być cywilizowana i postępowa,
jednak daleko jej od humanizmu, którego
ideę wbijano mi do głowy w liceum i na
studiach. Transformacja sprzed 25 lat
nawróciła Polskę do „koryta” totalnego
materializmu napędzanego liberalnym
kapitalizmem. Kościół zajął się
złagodzeniem społecznych skutków
transformacji. Oczywiście nie za darmo,
czego polska rzeczywistość dowodzi. To
nawracanie świadomości do wiary daje
nam współczesną Polskę, której odbicie
mamy w codziennych newsach, pismach
obrazkowych, obyczajach, poziomie
państwa i obywateli. Pogłębioną refleksję
zawsze zapewni dyżurny redaktor w
sutannie. To pranie mózgów uczy
hipokryzji, cynizmu i nietolerancji.
Kształtuje czarno białe, bezproblemowe
widzenie świata. Kto nie z nami – przeciw
nam.
137***
Napięcie powyborcze opadło a mieszkańcy
zajęci świętami czyli peregrynacją po
sklepach i magazynach. Dyżurni
kontestatorzy nadal młócą plewy, mnożąc
na starcie zarzuty wobec ekipy nowego
burmistrza: że obcy i że młodzież i to
żeńska. I bardzo dobrze, żadna
kontynuacja nepotycznych układów. Żadne
preferowanie mundurowych środowisk w
tym sutanny, bo to też mundurek. Ci
młodzi więcej dają miastu szans, niż
potulna nieprawość samorządowej
administracji. Te nawiedzone strachem,
księdzem i papieżem dyrektorki i
kierowniczki. Ci wszyscy wierni i niestety
mierni, od magistratu przez szkoły po
zakłady gminne. Jeśli nowy burmistrz nie
oczyści tego środowiska przez najbliższe
półrocze, to potem będzie już za późno.
Jak znam życie i ogrodnictwo, oplotą go,
skrępują niczym powój i stłumią. Mimo
fatalnego zanieczyszczenia środowiska
zimowymi pyłami, lżej się teraz w mieście
oddycha. Wybory zdjęły fatum krępujące
mieszkańców strachem przed
138wszechmocną burmistrz i jej dworem. Ale
dajmy temu pokój i spokój. Spróbujmy
spojrzeć na działalność samorządu nie
przez pryzmat doświadczeń ostatnich
dwudziestu lat, ale normalnie, jak na
uspołecznioną wspólnotę mieszkańców a
nie wiernych. Mam nadzieję, że pojmą to
radni z ugrupowania wiodącego w Radzie
Miasta. Nie musicie już realizować
zamówień politycznych waszych
pryncypałów, być bezwolnym narzędziem
prywaty paru decydentów. Nareszcie
możecie uczciwie reprezentować sprawy
miasta i mieszkańców. Trzeba odwagi i
rozumu którego wam przecież nie brakuje,
by wreszcie Rada stała się zarzewiem
demokratycznych zmian w mieście.
***
Wzmaga się europejska i światowa krucjata
przeciw Moskwie. Jak długo Rosjanie to
wytrzymają? - nie wiadomo. Na pewno nikt
Putina nie usunie, bo tam nie ma opozycji.
Autokracja. Jak Putin zareaguje chcąc
ratować mocarstwowe nadzieje
społeczeństwa ? – też nie wiadomo. Może
139któryś z jego generałów zareagować
nerwowo i np. Ryga albo Warszawa
wyparuje, potem się posprząta a Unia
zajmie się budową pokoju? Precedens już
był, na Bałkanach. Militaryści i mundurowi
pchają cywilów na wojenkę. Sami jak
zawsze wyjdą z tego cało, z medalami i
kombatanckimi emeryturami. Bohaterzy.
Rano, w TVR, szef Biura Bezpieczeństwa
Narodowego, generał przy prezydencie, był
zdecydowanie za sprzedażą Ukrainie broni
i zabawek wojennych. Jego kolega po
fachu przy Putinie, też chce wojenki.
Prezydent Ukrainy wizytuje Polskę a
szczególnie unijną bazę wojskową koło
Lublina. Czy ten stan IIIRP to praktyka
pokolenia JPII?
***
Dla cywilizacji wyrosłych na rzymskim
rodowodzie, święto Bożego Narodzenia jest
jedynym dniem w roku, który łączy
społeczeństwa. Mimo, że są ze sobą często
skonfliktowane od lat, że tą samą religię
wykorzystują przeciwko sobie – małe
Betlejem, ta jedna stille nacht, łączy
140emocjami dalekie na co dzień od siebie
narody, ludzi i społeczności. Legenda,
baśń, fikcja literacka o narodzeniu
żydowskiego Mesjasza, stała się okazją do
symbolicznego, jedynego porozumienia
między ludźmi. Warto o tym pamiętać w
czasach ekspansji islamu na Europę, kiedy
wyznawcy Mahometa, młodszego „brata”
Jezusa, przychodzą szlakiem krzyżowców
średniowiecza. A to już niestety nie jest
fikcją. Islam, jak każda religia, pacyfikuje
rozum na rzecz wiary, bo większa wiara to
bat na niewiernych a raczej bomba i
obiecanki zbawienia w niebie. W tym
wypadku przez hurysy. Taka jest
rzeczywistość nad palestyńskim Betlejem.
Tą refleksję przy okazji świąt, z urody
wielkanocnych (długa noc), przesyłam
wszystkim, wiarę nad rozum
przedkładającym.
1412015
***
Od lat staramy się ważne i najważniejsze
dla nas chwile jakoś zatrzymać. Nie dość,
że żywot człowieka krótki, to wiek XXI
skrócił go popędzając ludzki czas
niemiłosiernie. Zajął nas swoim postępem
do tego stopnia, że niewiele mamy czasu
dla siebie. Robimy codziennie setki zdjęć,
których nie ma komu pokazać i nawet ich
nie wywołujemy. Zbiorowy ekshibicjonizm
na facebooku, ta licytacja doznań, daje
nam złudzenie wspólnoty. Z sąsiadami z
osiedla, ulicy czy bloku rozmawiamy przez
skypa, komórkę i gadu-gadu. Gdzie tam
rozmawiamy? Bełkotamy bez sensu, byle
dużo. Nawijany słowotok, którego uczy
każda telewizja w swoich serwisach
informacyjnych. Mało faktów, dużo treści,
byle zająć widza do reklam i z powrotem.
Jedną z archaicznych już form
dokumentowania upływającego czasu, były
popularne aż do lat sześćdziesiątych XX
wieku pamiętniki. Te osobiste memuary w
każdym mieszczańskim i szlacheckim
142domu. Tam, gdzie ceniono wiedzę, tam
czytano i pisano pamiętniki. Te proste,
pensjonarskie, uczniowskie sztambuchy i
te obszerne źródła wiedzy o czasach
niedawnych. Te króciutkie wpisy, sentencje
ilustrowane rysunkami, te cytaty z
literatury czy własne często naiwne
rymowanki, to obraz młodości naszej babci,
prababci, wujka czy dziadka. Wyrosłe z
ducha romantyzmu uszlachetniały
rzeczywistość. Dawały ogładę obyczajom,
której współczesnym tak brakuje. Fiołków
senna woń, upiła duszę mi – owiała czarem
skroń przecudnych, słodkich chwil – pisał
Emil pannie Hali w 1916 roku a Jadzia w
1908 roku koleżance z klasztornej szkoły
wpisała: O lilio biała. Ty starozakonna, coś
na ołtarze wstąpiła z Maryją. Powiedz mi,
powiedz prorokini wonna, jakie się w tobie
tajemnice kryją? (W.Pol). Romek ze stancji
na Tatrzańskiej: Na drogę życia lecą
pierwsze liście, które przedwcześnie
zwarzyły już szrony. I białych astrów
potargane kiście zwiędłe ku ziemi schylają
korony. Patrzę się na nie długo a
bezgłośnie jak nikną szarym zasypane
143pyłem. Myślę o życiu, utraconej wiośnie. I
pytam siebie: żyłem czy nie żyłem?
(Wadowice, 7/05/09). Swojej siostrzenicy
Hali z ulicy Kościelnej, minister Leon Biliński
dedykował w 1915 roku: Nemo sapiens,
nisi patiens. Moja nauczycielka z liceum,
Halina Rynfleiszówna, wtedy, w czerwcu
1938 roku młoda magister po UJ, pisała: A
jeśli Tobie powiedzą kiedy, że to nie warto
tęsknić wieczyście, że miłość, szczęście – to
złudne cienie, więdnące liście.. O nie wierz
temu! Błogosławione są tęsknot chwile i
marzeń wzloty. To Boża Rosa – to sen Twój
złoty. Na Leskowcu, w lipcu 1939 roku
druhowi Kazikowi przyboczny Tadek:
Wpisać się do pamiętnika jest mi bardzo
miło, ale zostać w Twej pamięci milej by mi
było. A Wanda, uczennica żeńskiego
gimnazjum wpisała się tuż przed wakacjami
1939 roku: Do wieńca wspomnień! Żyć, to
nie znaczy iść przez róże, przyjmować
hołdy i oklaski. Żyć to znaczy przetrwać
wszystkie burze, dążyć, gdzie świecą
ideałów blaski. W lipcu 1939 roku w
Ponikwi: Na pamiątkę mile spędzonych
chwil na stanicy, wesołemu druhowi
144wpisały: Jadzia, Marta, Lucia. Zaraz po
wojnie, w czerwcu 1945 roku: Dla
wspomnienia chwil mile spędzonych na
Leskowcu przy ognisku I Drużyny
Harcerskiej im. hetm. St. Żółkiewskiego
wpisują: Tadek, Staszek, Emil, Ferdo,
Jurek, Kazik. Zatrzymana w pamiętnikach,
niczym na fotografii czy nagraniu, młodość
dawnych wadowiczan. Jeśli macie stare
pamiętniki – zima to doskonały czas, żeby
je przejrzeć i poczytać. Poprowadzą was w
dawno nie odwiedzane zakamarki umysłu. I
nie wyrzucajcie tych sztambuchów do
pieca. Zachowajcie jak najcenniejszą
rodzinną relikwię.
***
W święto Trzech Króli - nie spotkałem
żadnego. Znak, że demokracja ma się
dobrze a wszelkie monarchie upadają.
Nawet kolędnicy z szopką to w mieście
rzadkość. Dobrze, że chociaż ksiądz
peregrynuje po domach kolędując z
kartoteką, bo to jednak element szopki.
145Za biednego PRL-u święta były okazją do
akceptowanego przez rodziców i katechetę
zarobku. Żadne pycawy, drobne kradzieże,
ale bogobojny sposób zarabiania. Robiliśmy
szopki skomplikowane i proste, z pudełka
do butów. Oświetlane bateryjką lub
świeczkami. Czasami się to to zapaliło i
delikatna bibuła bielała na popiół. Każda
grupa kolędnicza miała swój rewir i rzadko
wchodziła w obcy teren, bo kończyło się to
bijatyką i kasowaniem szopek. W
nawiedzonych domach musieliśmy za te
dwa, trzy złote zasuwać nieraz wszystkie
zwrotki zaczętej kolędy. Oczywiście
odpytano od kogo, gdzie mieszka i jak się
uczy. Od tego zależała kasa. Jak wyczuli
papierosy – to albo na kolana albo chodu
po schodach. Bloków i osiedli nie było tylko
centrum miasta i domki w ogródkach.
Robiliśmy też gwiazdę. Nawet się kręciła
podświetlana stacjonarną świeczką. Jeden
dzień, w koronach ze złotka i papieru, w
kapach (narzutach) zdjętych z łóżek,
byliśmy królami. Któryś z nas – zawsze
losowanie albo najgorszy status rodzinny –
musiał być murzynem. Malowaliśmy go
146pastą do butów, zawsze zapominając o
uszach. Potem pięknie straszył małe dzieci.
Zarobione pieniądze szły na kino lub
ulubione książki. Niedawno moja sędziwa
Mama przypomniała, że kasę z komunii
wydałem na Karola Maya – był człowiek
nawiedzony. Tak było w podstawówce.
Liceum nobilitowało, więc żadne
kolędowanie. Dopiero na studiach wróciłem
do tej świątecznej profesji, kolędując
grupowo po pasterce aż do rana. Było
wesoło, bo wesołe były święta w
tynkowanej cementem rzeczywistości PRL.
***
W 1996 roku byłem w Albanii, w czasie ich
lokalnej wojny. Jedyne inwestycje
realizowały tam wtedy firmy arabskie,
budując według mnie, zorganizowany,
stacjonarny przyczółek w Europie. Trzeba
było zamachu w Paryżu, aby Unia zaczęła
dostrzegać zagrożenie islamem. Rychło w
czas. W naszej TV już słyszę komentarze
na temat ostrożności i cenzurowania opinii
(karykatura to też opinia) w zakresie
orientacji seksualnych, religii czy chorób.
147Jak zwykle strach, który charakteryzuje
środowiska intelektualne zaczyna
pacyfikować wartości humanistyczne i
zdrowy rozsądek. Ruch wokół
restrukturyzacji, poprzez likwidację naszego
górnictwa, obnaża indolencję aparatu
państwowego. Odnoszę wrażenie, że nie
ma państwa, którego obowiązkiem było
zapewnienie społeczeństwu szeroko
pojmowanego bezpieczeństwa i ładu
społecznego. Nie ma instytucji, której
celem jest powszechne dobro obywateli a
nie tylko uprzywilejowanych środowisk. III
RP przypomina system pierwotnego
kapitalizmu. Z jednej strony klasa
wyzyskiwaczy, czyli cały system fiskalnego i
represyjnego państwa, reprezentujący
prywatę interesów grup, z drugiej klasa
wyzyskiwanych przez system, obłożona
zobowiązaniami wobec państwa. Koszty
utrzymania administracji rosną z roku na
rok, bo - zgodnie z teorią P. – po to
administruje, by się mnożyć. Kluczowe
stanowiska zajmują dyletanci z partyjnego
klucza. Łupione podatkami społeczeństwo
wytrzymało już niejednego okupanta, a że
148powoli parszywieje obyczajowo i
intelektualnie, cóż, taka dola poddanych,
zatracających zdolność do reagowania.
Majątek Polski to jeszcze górnictwo,
energetyka i lasy. Wiele możliwości do
restrukturyzacji zarządów, rad nadzorczych.
Jest jeszcze w tym państwie trochę do
zepsucia, bo kolejne pokolenia dzieci
budowniczych PRL-u, czekają w stolicy.
***
II wojna była efektem niefrasobliwości
Europy wobec dwóch totalitaryzmów.
Gdyby nie tolerancja otoczenia dyktowana
koniunkturą lub strachem wobec
uzurpatora, żaden dyktator nie miałby
szans zdobycia realnej władzy. Tak było w
przypadku Hitlera i Stalina. Do dzisiaj to
gorący temat dla wielu historyków.
Kreowania kolejnych wodzów
doświadczamy i dzisiaj. Media czasem aż
dyszą historią wielu rodzin, gdzie trudno już
zatrzymać przemoc wywołaną „ambicją”
dowodzenia. Później potępiamy
autokratyzm ojca czy matki, ślepi na
własną winę. Kierowani strachem albo
149wiarą w coś czego nie rozumiemy, często z
lenistwa nie staramy się pojąć, łatwo
windujemy na plecach poparcia wątpliwe
autorytety, którym pozwalamy na
wszystko. Jak zwykle zawsze jest za późno
na powstrzymanie rozpędzonych ambicji
wodza. Te, z pozoru biegunowo odległe
refleksje, napadły mnie w kontekście
poszukiwania miejsca dla ruchu
regionalnego w nowej rzeczywistości
samorządowej Wadowic. Od 1990 roku,
przy niemym wsparciu klakierów i
urzędników, lokalny samorząd sukcesywnie
niszczył kulturę. Spacyfikował całkowicie
aktywność społeczną mieszkańców, w
placówkach kultury posadowił jakieś
geszefty służące swoim i kadry według
zasady: mierny, ale wierny. Tłumom czyli
potrzebom pospólstwa, serwowano msze i
koncerty suto podpierane kosztami
organizacyjnymi tak, że nie dziwi dzisiaj
tęsknota plebanów za byłą burmistrz.
Zniszczono całkowicie środowiska twórczej
aktywności a działania placówek, od WCK
począwszy – bardziej służyły public
relations władzy, niż potrzebom
150kulturalnym mieszkańców. Za zgodą
funkcyjnych kultury i oświaty, z aklamacją
radnych, usunięto postać Józefa Putka z
patronatu biblioteki a dzieciom zabrano
budowany dla nich Dom Harcerza w parku.
Działalność wydawniczą realizowano pod
łaskawym okiem burmistrz pani. Trudno mi
dzisiaj usprawiedliwić zachowania ludzi,
którzy wspomagali destrukcyjne działania
władzy wobec kultury. Toż to kolaboracja
jak za okupacji. Nie wiedzą, że każdy
absolutyzm pędzony narcystycznie,
eliminuje przede wszystkim wolność myśli?
W 1933 roku porządni Niemcy palili książki
a poczciwi Rosjanie niszczyli muzea,
biblioteki i cerkwie. Taki był początek
dwóch dyktatur, które zniszczyły Europę.
Warto o tym pamiętać.
***
Ustawa o wychowaniu w trzeźwości(??),
daje z budżetu państwa samorządom
gminnym procent tzw. korkowego czyli
udział w zyskach z konsumpcji alkoholu
mieszkańców danej gminy. Do tego
dochody z tzw. koncesji na sprzedaż
151alkoholu. Cała ta pokaźna forsa ma iść wg
ustawy na zapobieganie i leczenie
alkoholowych czy narkotykowych
nałogowców. Ot cały sens, podany trochę
przewrotnie. Chciałoby się wołać: miejska
Komisjo i burmistrzu – dajcie trochę z tej
kasy na działalność kulturalną. Nie tylko
sportowcy mają prawo. Artyści też piją! To
tak na marginesie.
Rozwój aktywności społecznej na rzecz
„małych ojczyzn” jest istotnym celem
działania stowarzyszeń regionalnych już od
czasów Galicji. Demokracja której od 1989
roku boleśnie nieraz doświadczamy,
wymaga świadomości obywatelskiej. W
Europie system edukacji oraz aktywność
mieszkańców w organizacjach
pozarządowych są podstawową szkołą
wiedzy obywatelskiej. Nasz system szkolny
niestety tego nie uczy. Organizacje
pozarządowe, których powstało w ostatnich
latach setki, są formą budzenia
samodzielności, aktywizowania ludzi do
działań na rzecz najbliższego środowiska,
swojej Ojcowizny. We wsiach, gminach,
dzielnicach i miasteczkach, animatorami
152wszelkich społecznych działań są od lat
głównie ci sami ludzie, te same rodziny czy
środowiska. Niestety w licznych
przypadkach społeczna działalność
stowarzyszeń miast znajdywać poparcie w
samorządach, natrafia często na zaporę
niezrozumienia, wręcz wrogości i
traktowana jest jak swoista konkurencja
dla populizmu prowincjonalnych polityków,
którzy mandat radnego bardziej
zawdzięczają zmiennym nastrojom
społecznym niż osobistym zaletom.
Miarą humanizmu jest stosunek do
człowieka i do jego poczynań. Dlatego nasz
wyjątkowy szacunek i podziękowania
należą się tym samorządom gminnym,
które wspomogły naszą działalność w
czasach, kiedy ówczesne władze Wadowic
rujnowały Towarzystwo.
***
Socjalizm, swoim proletariackim
pochodzeniem zaciążył na mentalności
klasy robotniczo-chłopskiej, której w IIIRP
już nie ma. Demokracja socjalistyczna
charakteryzowała się tym, że każdemu
153według potrzeb czyli wszystkim po równo,
bez względu na jego wkład pracy w
dorobek ogólny. Stąd rodowód socjalnych
pretensji wszelkiej maści nierobów, którzy
propagandą wymuszali prawo do
dobrobytu, stąd pomieszanie wiary z
proletariacką dyktaturą. Stąd też częściowa
geneza obecnych masówek robotniczo-
chłopskich. Socrealizm, w którym przyszło
nam żyć w młodości, dawał warunki
rozwoju intelektualnego tym, co chcieli.
Mniej pracowity lub odporny na wiedzę,
mógł poprzez szkolnictwo zawodowe i
przyuczenie, szybko zarabiać dobre
pieniądze jako górnik, hutnik, robotnik
wykwalifikowany czy mundurowy. W
czasie, kiedym uciekał przed wojskiem na
kolejne uczelnie żyjąc ze stypendium, moi
rówieśnicy mieli już pensje, którym nigdy
nie dorównywała później moja pensja
nauczyciela. Czas demokracji
socjalistycznej to dwie dewizy dla dyktatury
proletariatu: nie matura lecz chęć szczera,
zrobi z ciebie oficera, i druga: czy się stoi
czy się leży, dwa tysiące się należy. Wielu
wychowanych według takich proletariackich
154norm, do dzisiaj nie może się pozbierać w
nowej rzeczywistości. Takich przypadków
sfrustrowanych dzieci socjalistycznej
rzeczywistości jest dużo. W wielu
sytuacjach prowadzi to do emocjonalnego
nawiedzenia słusznością własnych
poglądów, które nijak się mają do faktów,
ale to gorzej dla faktów. To nawiedzenie
ubrane w pieniactwo, znajduje poklask u
rozczarowanych demokracją, która już nie
jest socjalistyczną i nie przejmuje się
zbytnio obywatelami IIIRP.
***
Miałem nadzieję, że czas nawiedzonej
Rzeczpospolitej powoli odchodzi w
przeszłość a tu nasi pchają się do wojenki.
Podniesiono budżet wojskowy do 2 PKB
kosztem ochrony zdrowia i opieki socjalnej.
Potrzeba mięsa armatniego. Za chwilę
zafundujemy sobie poborowych. W
mediach brylują spece od zabijania,
straszący najazdem Ruskich. Polityka Unii i
NATO przypomina oswajanie nazizmu.
Naiwnie wierzący we wszystko Polak daje
się znowu wpuszczać w maliny. Żadnej
155refleksji z przeszłości, najbardziej ponoć
doświadczonego wojną narodu. Ukraina
ciągnie od wszystkich, byle nie od swoich.
Dla Lachów miała i nadal ma szczególną
formę wdzięczności, stosowaną przez
patriotów z tryzubem. Żonglują emocjami
nasi wojskowi, bo to okazja do kasy i
awansów, napędzają media właściciele firm
handlujących bronią (państwo niedawno
sprywatyzowało), żurnaliści w strachu o
chleb gonią za sensacją, byle spełnić
życzenie wydawcy. Trwa zmasowane
podgrzewanie atmosfery, które da
rządzącym jakiś spokój. Odwróci uwagę od
tych chłopów, górników, deficytów a
zjednoczy Naród wokół prezydenta, bo
wybory idą. Wiara i budowane na niej
emocje były zawsze najlepszym narzędziem
polityki.
***
W środku Moskwy zostaje zastrzelony
jeden z opozycjonistów. Woda na młyn
przeciwników Kremla. Jest szansa majdanu
w miastach Rosji. Jaki dyktator, przywódca
państwa, mając do dyspozycji tyle
156możliwości skrytobójstwa, ucieka się do
publicznej strzelaniny? Czy obwiniany Putin
jest aż tak głupi? Unia Europejska lat temu
kilkadziesiąt, uzależniła się energetycznie
od Rosji. Naiwna zachodnim poczuciem
wartości nie przewidziała wtedy, że Rosja
zatęskni za wielkomocarstwowością, że
przyjdzie przywódca, który nie tylko te
nacjonalistyczne ciągoty przywróci, ale
będzie stawiał warunki. Teraz trzeba coś z
tym zrobić, a USA umywa ręce. Ingerencja
polityczno-militarna na Bliskim Wschodzie,
w Egipcie i Libii, miast korzyści przynosi
Zachodowi realne zagrożenie religijnym
terrorem. Czego teraz szuka Europa na
swoim wschodzie? Od czasów upadku
bloku sowieckiego, wszystkie kraje stanęły
otworem dla coca-coli i marlboro. Nawet w
Mongolii możesz kupić u Rossmana, więc
po cholerę wzniecać przewroty pod hasłem
demokracji? Czy Zachód, w tym polscy
spece od polityki nie przewidywali -
doświadczeni przeszłością - skutków
samostanowienia na Ukrainie i w Rosji? Czy
sądzili, że można narodową ”miłość” Rosjan
do samodzierżawia zastąpić w dwie
157dekady europejską odmianą demokracji,
która w Polsce, Litwie czy Rumunii jest
wypaczana w stronę autokracji? Państwa
wschodu, może oprócz Czech i Łotwy,
nadal się podpierają religią. Nie ma w tych
krajach partii czy koalicji, które realnie
myśląc o władzy nie kolaborowałyby z
Kościołem. Popatrzcie wokół siebie, ile kasy
unijnej poszło na te odwiedzane coraz
rzadziej kościoły, sobory, kaplice i
sanktuaria. Ile kasy wpompowano w
miasta, przedsiębiorstwa, organizacje i
instytucje z których bardzo dobrze żyją i
rząd dusz trzymają wszelcy szamani, od
popa w Rumunii po biskupa w Polsce.
Trudno więc o demokrację w krajach gdzie
państwo, choćby w polityce oświatowej,
kolaboruje z religią - negacją wiedzy i
nauki. Wierzące, a nie myślące
społeczeństwo, da wiarę nie tylko
idiotycznym reklamom czy cynicznym
zapewnieniom polityków, ale nawet temu,
że Putin zastrzelił Niemcowa.
158***
Jak zwykle wiarygodni żurnaliści napędzają
pracodawcom kasę. W telewizorni, od
publicznej po prywatną, trwa turniej
podgrzewania atmosfery wojenki. Różni
mundurowi zawodowcy od zabijania, w
asyście speców co to w wojsku nie byli i
onuc nie przewijali, prowadzą już dysputy
o taktyce, sile ogniowej i logistyce.
Katolicka Polska daje dodatkowo ponad
100 mld złotych na zbrojenie. Stać nas na
to. Tymczasem przez Polskę jedzie
pielgrzymka pokoju, kawalkada
amerykańskich zabawek do zabijania. Już
wiemy na co pójdzie to 100 mld. W sytuacji
wojenki, znikną wszelkie państwowe i
społeczne problemy. Ważna będzie obrona,
bandaże i kapelani. 1 września 1939 roku
Warszawa żyła ciekawością w kawiarniach i
na ulicach. Ogólnie sądzono, że da się
Hitlerowi ten korytarz, weźmie sobie i tak
niemiecki Gdańsk i po paru dniach wojenka
się skończy. Rozpoczęto rok szkolny a
gazety, upstrzone Mościckim i Rydzem na
stronie tytułowej, na dole, petitem
informowały o napaści na Polskę. Z
159ciekawością patrzono w niebo na samoloty
w przekonaniu, że to nasza lotnicza potęga.
Obecną bezmyślność Polaków porównać
można z ówczesną naiwnością
społeczeństwa. Serwowana przez media
„antyruska” nagonka w wielu
„patriotycznych” środowiskach zaczyna się
zmieniać w agresję. Cieszą się z tego
zawodowi mundurowcy w epoletach. Oni i
tak razem z rządem zwieją. Jeszcze nie
było w historii Polski sytuacji, aby
regularna, opłacana z podatków armia,
kiedykolwiek nas obroniła. Chyba, że przed
skutkami powodzi albo stonką. Jakoś to
niegramotne społeczeństwo, edukowane
doświadczeniem, nie może pojąć, że od
czasów Chrobrego aż po Komorowskiego
nasze wojsko, mimo doktryny obronnej,
sprawdzało się czasem jako najeźdźcy na
obcych służbach. W szkołach średnich
nauczyciele uratowali etaty, bo od paru lat
szkolą mundurowe dzieci. Jakieś klasy
policyjne, ochroniarskie i paramilitarne.
Piękny przykład chrześcijańskiego
wychowywania a raczej hodowli mięsa
armatniego. Jak wykazują badania i
160przeszłość, właśnie to pokolenie ma
wykrzywione pojęcie patriotyzmu.
Sprowadza je do siły fizycznej i
potencjalnej wojenki. Ono w większości
będzie bronić ojczyzny, jak przyjdzie
zagrożenie. No tak. Jak Ojczyzna nie ma
pracy dla swojej młodzieży, to funduje jej
wojenkę. Może odważniejsi nauczyciele (
czy tacy w ogóle są?) miast mącić
programem umysły, zacytują cokolwiek z
książki M. Zaremby „Wielka trwoga. Polska
1944-1947”.
***
Dęte, papieskie Wadowice, jak dęte
orkiestry w Rynku. Czy przez to że
papieskie ludzie są lepsi, uczciwsi? Gdy
Nowa Huta była miastem socjalizmu, to
ludzie stali się tam komunistami? To tylko
metoda i socjotechnika mająca na celu
nierozumne społeczeństwo trzymać w
ryzach. W tej otulinie kłamstwa, hipokryzji,
cwaniactwa władzy w imieniu Jana Pawła
II, Wadowice trwały ponad 20 lat.
Niedobrze to świadczy o poziomie
umysłowym mieszkańców i ich charakterze.
161Dlaczego tak się działo? Bo samorząd
uczynił z papieża znak swoich zachowań,
znak swoich metod zarządzania, znak
swojej władzy w mieście i powiecie.
Samorząd zawsze wierny Janowi Pawłowi II
- a nie mieszkańcom i podatnikom. O
wartościach etycznych nie wspomnę. Kler
tylko klaskał, aprobował ten cyrkowo-
jarmarczny spektakl. Próbował te
magistrackie praktyki wyhamować
proboszcz Kazimierz S., ale „załatwiono”
mu odejście, chociaż tak chciał pozostać tu
na emeryturze. Metody zarządzania
poprzedniej ekipy kształciły miernych
urzędników i funkcyjnych, bo tylko tacy nie
zagrażali narcystycznej osobowości
burmistrz. W szkołach, od przedszkola do
liceum, liczy się nadal konfesyjna
poprawność a nie samodzielność i odwaga
poglądów. Wszystko jest zgodne z
recepturą papieskiej kremówki: słodkie aż
mdli i w kolorze właściwym. Zniszczono
całkowicie aktywność społeczną a
decydowali o sprawach miasta i powiatu
klakierzy władzy: cynicznie, bez cienia
przyzwoitości, z gębą pełną frazesów,
162obłudy i zakłamania. Kontestacja
istniejącej sytuacji powodowała nagonkę
posłusznych mediów i władzy na każdego,
kto odważył się kwestionować poczynania
tej dyktatury prostactwa. Wielu odczuło to
na własnej skórze. Spacyfikowano
całkowicie życie polityczne a główne partie,
PiS i PO, podporządkowano potrzebom
władzy wykonawczej. Malowany samorząd
był powodem wycofania się z życia miasta
środowisk inteligenckich i młodzieży.
Społeczeństwo, jak zawsze w takich
sytuacjach, było bierne ze strachu i
głupoty. Czy w tej sytuacji jest jakaś
szansa, aby miasto odzyskało swoje
historyczne oblicze centrum kulturalnego i
oświatowego regionu?
***
Tradycyjny prima aprilis, starożytny dzień
żartów. Współcześnie, kiedy otaczająca nas
rzeczywistość nie nastraja do śmiechu, bo
jest drwiną z wartości życia i godności
człowieka – prima aprilis trwa cały boży
rok. Pełno uciechy i zabawy w programach
telewizyjnych. Kabaret zastąpił dawny cyrk,
163bo dowcip w nim na miarę ulicznych
clownów a w każdy wieczór jakieś turnieje
anglojęzycznych knotów. Przelewa się
przez stacje tv gotowanie: pichcą, smażą,
grillują po wszystkich programach.
Narodowa szkoła kultury obżarstwa.
Poczucie humoru towarzyszy przez cały rok
naszemu państwu, które tak dla żartów i jaj
– niekoniecznie wielkanocnych – decyzjami
swoich luminarzy umila obywatelom życie.
A to jakaś ucieszna ustawa czy
rozporządzenie, dekret czy postanowienie,
które wywołuje jedynie pusty śmiech tych,
co jeszcze zachowali poczucie humoru.
Nagonka na opozycję to także popis
żartów, co prawda cynicznych, ale jednak.
Jakiś amok nawiedzenia rodem ze
średniowiecza. Biją pianę krajowe i lokalne
media, prześcigają się w komentarzach
znawcy wszystkich i wszystkiego. Swoisty
ekshibicjonizm umysłowego prostactwa
byle tylko dowalić bliźniemu w imię
wartości. Chrześcijańskich?
164***
W większości religijnych doktryn,
pobrzmiewa echo dawnych wizyt cywilizacji
pozaziemskich. Zauważył to Erich Deniken,
na nowo odczytując archeologiczne
artefakty. To, że ziemię w różnych
okresach i miejscach odwiedzali kosmici, w
świetle rozwoju współczesnej nauki nie
pozostawia wątpliwości. Niezrozumiałe
dotychczas ślady działań człowieka,
poszerzają zdecydowanie naszą wiedzę
antropologiczną.
To czekanie na powrót bóstwa (Mesjasza)
nadzieja wstąpienia do nieba czy
reinkarnacja w religiach, to nic innego jak
reminiscencja za bogami w kryształowych
zbrojach, skrzydlatych, na latających
maszynach i ptakach o których pełno w
Starym Testamencie i pozostałych źródłach
wierzeń. Daeniken swoimi badaniami i
publikacjami podważył dotychczasowe
teorie. Trudno się z nimi pogodzić
badaczom a jeszcze bardziej wszelkim
religiom, żyjącym z wiary w abstrakcyjnego
Boga.
165Przez tysiące lat sensowne przekazy obcych
cywilizacji uległy zatarciu lub stały się
przedmiotem kultów. Społeczeństwa,
którym pozaziemskie cywilizacje wszczepiły
swoje technologie (Sumerowie, Majowie)
zniszczyli najeźdźcy.
Niektórzy badacze w Księdze Wyjścia
dopatrują się historycznego faktu
wyprowadzenie z Egiptu części
społeczności, która nie chciała się poddać
rosnącej dyktaturze władzy i religii. Mojżesz
realizował plan zewnętrzny. Przez
kilkadziesiąt lat wędrówki przez pustynię do
Ziemi Obiecanej, powstał pierwszy naród
wyznający monoteizm, jeden język,
wspólne obrzędy i jeden kodeks etyczny -
dekalog. Pobyt na górze Synaj to wg
niektórych teorii malowniczo opisany start i
powrót statku kosmicznego, który mógł
wynieść Mojżesza na kilka dni, na orbitę
okołoziemską, gdzie przebywała stacja
kosmiczna. Rozwój nauki dowodzi, że
możliwe jest genetyczne zaprogramowanie
jakiejś zbiorowości, nawet stworzenie
społeczności o określonych
predyspozycjach. Może Żydzi to faktycznie
166lud wybrany, skoro religie o judaistycznym
rodowodzie go nie tolerują? Dawne
społeczeństwa kultury umysłu, o których
poziomie cywilizacyjnym świadczą do
dzisiaj obiekty archeologiczne, zajmowały
określone terytorium. Łatwo było więc
konkwistadorom zlikwidować Majów czy
Inków. Paradoksalnie, naród żydowski
uratowała diaspora. Mimo religijnych
pogromów i II wojny, Żydzi istnieją. Gdyby
przyjąć za prawdę tylko połowę
rozpowszechnianych przez antysemitów
nazwisk żydowskich osobistości, to żaden
kraj w Europie, a tym bardziej Polska, nie
miałby swojej nauki i kultury. Bowiem
cywilizację tworzył rozum ludzki a nie wiara
człowieka. Czy w przeszłości, obce
cywilizacje kosmiczne mogły programować
wybranych ziemian, aby nasz świat poszedł
do przodu? Zdaję sobie sprawę, że ta
hipoteza jest abstraktem dla rozumu
uśpionego wiarą. Takim samym jak lat
temu kilkadziesiąt był facebook, komórka
czy in vitro. Szukałem w literaturze i w
pamięci przykładów fizycznej dominacji
Żydów. Może jakieś sukcesy na olimpiadach
167sportowych? Może militarne bohaterstwo?
Jedynie szachy, brydż, nauka. Praca
umysłu nawet z kopaczką w kibucu.
Spośród trzech religii monoteistycznych,
tylko judaizm nie był ekspansywny. Robili
to chrześcijanie brutalnie ewangelizując
pogan, robią to muzułmanie pacyfikując
niewiernych.
Żydzi to jednak naród stroniący od
przemocy, mimo surowego militaryzmu i
najlepszego wywiadu. Muszą dbać o siebie,
bo świat co chwilę daje im fizycznie odczuć,
że ich bardzo nie lubi.
***
Znowu wyciągają przeszłość Lechowi
Wałęsie. Potępiając PRL i tajne służby,
klakierzy prezesa powołują się na jakieś
podejrzane kwity SB. Rozmawiałem z
Wałęsą w 1981 roku. Nie potrafił się za
bardzo wysłowić. Sprawiał wrażenie mruka.
W kilka lat później, na spotkaniu w Bielsku,
rozmawiał w miarę płynnie, ale treści które
mówił to był jakiś pozbawiony głębszego
168sensu słowotok. Jak więc mógł precyzować
myśli i wypowiedzi logiczne 10 lat
wcześniej, skoro i dzisiaj jego opinie nie
trzymają się czasem logiki. Prosty, odważny
robotnik, który stając na czele ruchu walki
o demokrację stał się symbolem. Sądzę, że
żaden inteligent z otoczenia nie dałby rady
poprowadzić wtedy strajku. Rola jaką
historia zgotowała Wałęsie, przerosła jego
prostą osobowość i plebejski charakter.
Stąd ta jego śmieszna nieraz bufonada, ten
histeryczny narcyzm i lapsusy językowe.
Takim po prostu jest, typowym
reprezentantem siermiężnej polskości,
proletariackiej, podpartej deklaratywnym
katolicyzmem, emocjami i własnym
zadufaniem. Koniunkturalna inteligencja
zawsze ma dużo do stracenia, rolnictwo
było w rozsypce. Tylko robotnicy mieli
odwagę i tak Wałęsa symbol, otworzył
Polsce drzwi do demokracji. I za tą odwagę
świat Go honoruje a Polaczki potępiają.
169***
Wyhodowany w romantycznym duchu nasz
narodowy zespół niedoboru jodu,
przeżywa w rozwiniętej III RP swój
renesans. Nigdy ta patriotyczna epidemia
charakteryzująca Polaków, nie szerzyła się
tak bardzo jak obecnie. Od lokalnego
kacyka po rządowego, od ambony po
telewizyjne studio, od portalu po
obrazkowe żurnale - same objawione
autorytety z zaburzeniami tarczycy. Kiedyś
sól specjalnie jodowano dla konsumentów z
południa Polski. Dziatwa nasza w wakacje
wyjeżdżała nad morze na kolonie a
zwłaszcza na harcerskie obozy, by trochę
jodu nałapać i nie iść drogą „wolowatych
niedorobów” jak to pięknie ujął
Zegadłowicz. Niestety na nic się zdały te
starania dawnych służb zdrowia,
wypoczynku, szkolnictwa i FWP. Niedobór
jodu w społeczeństwie jest wyraźnie
zauważalny, zwłaszcza w czasie
patriotycznych spacerów Krakowskim
Przedmieściem czy też w opiniach mesjaszy
na facebooku, twiterze i innym portalowym
salonie. Ponieważ jestem przede wszystkim
170egoistą, dbam o siebie i swoje zdrowie -
psychiczne też, w obliczu tej epidemii wolę
się poddać.
***
Czy ekspansywny w swoim terrorystycznym
odłamie islam buduje nową religię na miarę
chrześcijaństwa z początków średnio-
wiecza? Czy fanatyczni wyznawcy Maho-
meta, wychowani w europejskich warun-
kach i idący z bombą samobójczo w tłum,
mają inną niż religijna świadomość? Czy
przekonani o dziejowej misji wypraw krzy-
żowych rycerze z Europy, walcząc z nie-
wiernymi Maurami, mieli świadomość dzie-
dziczenia kultury antycznej? Nie, bo tą
zaczęliśmy poznawać dopiero od XIV
wieku, m.in. poprzez "odkrywanie" nauki i i
kultury arabskiej. To dopiero odrodzenie
zdjęło średniowieczną zasłonę, którą
Kościół w interesie indoktrynacji wiernych
przykrył cały dorobek cywilizacyjny staro-
żytności. Z czystego lenistwa, sugestii
tradycji katolickiej, za przyczyną Kościoła,
państwowej edukacji i medialnej
propagandy, nie chcemy zgłębiać własnej
171religii. Boimy się jak dzieci zburzenia tego
całego gmachu wiary w sprawy, idee i
rzeczy wątpliwe - jak podświadomie
czujemy - ale pewne, ustabilizowane,
dające nadzieję. To nic, że abstrakcyjną,
ale nadzieję. Na tych mszach, procesjach,
drogach krzyżowych, różańcach i
cmentarzach śpiewając "Witaj królowo...",
poddajemy się mantrze, która nas,
racjonalnie przecież żyjących prowadzi w
ślepy zaułek religijnego ubezwłas-
nowolnienia. Jak tych wszystkich nawie-
dzonych religią, młodych fanatyków islamu.
Kieruje nimi to samo przesłanie ideowe co
krzyżowców czy mnichów ewangelizujących
pogan. Przekonanie o słuszności ( no i
wyższości oczywiście) swojej wiary nad
innymi. A wszystko to w interesie religii i
kościołów. Nasze lenistwo do wiedzy,
bezkrytyczna i bezmyślna wiara, napędza
nie tylko "turbiny geotermalne Rydzyka" i
auto wikarego, ale cały handel i wszelkie
geszefty - od Amber Gold po garnki na
pokazie w czasie pielgrzymki do Lichenia.
Dzięki temu, bo nie dzięki wysokim uposa-
żeniom, przodujemy we wzroście konsum-
172pcji. I bardzo dobrze. Czesi tego nie mają,
bo im Jan Hus przeszkodził a nam JPII
pomógł. Ot, dzieje... Czy kiedyś Ziemia
będzie planetą, dla ludzi czy też człowiek w
imię religii zniszczy ją do stanu sprzed
tysiąca lat? Może wtedy znowu odwiedzą
ziemię bogowie, by tworzyć nowe religie?
2016
***
Mimo upływu lat, nadal standardy
zachowań wyznacza nam wrodzony pęd za
kasą, motywowany rodzimym przejawem
miłości bliźniego. Ta wykształcona przez
nas forma etyki, w ciągu kilku lat postawiła
Polskę w czołówce cywilizacyjnej Europy
tak, że możemy się dzisiaj postawić
wszystkim. I to czynimy. A co? Taka w nas
siła, samozaparcie i mądrość dziejowa.
Widoczną oznaką w narodowej - jak
wszystko - sferze obyczajowej, są tabuny
licealistów w odzieniach typu moro,
społeczna zgoda, nastrój euforii
patriotycznej, miesięcznice z kultem brzozy
173i dziergane szaliki z napisem Polska. Silni,
zwarci, gotowi i jak zawsze Bóg, Honor i
Ojczyzna. Ta kolejność określa nasze
priorytety, Ojczyzna jest na zaszczytnym,
trzecim miejscu! To wszystko powoduje, że
słusznie rośnie duma i poparcie dla dobrej
zmiany. Wzorcem osobowym dla młodych
obywateli, którym miłość do Ojczyzny nie
pozwoliła wyjechać z Polski, są wybitni
zawodowo i intelektualnie politycy Prawa i
Sprawiedliwości, prezentowani gęsto w
państwowej telewizji. Od prezydenta,
zatroskanej ciągle premier, operatywnych
ministrów aż po szeregowego posła
prezesa. Patronuje temu z Torunia,
duchowej stolicy Polski, Ojciec Kościoła. W
kulturze, jak w młodych latach PRL-u,
preferuje się sztukę ludową, bo nic tak
zadowolenia z pięćsetki podpartej plusem
nie podbuduje jak pieśń: "Za twe oczy
zielone" - dawniej "Oczy cziornyje". Partia
jedynego prawa i jedynej sprawiedliwości
ma duże poparcie społeczne, co widać,
słychać i czuć nie tylko w czasie modłów za
ojczyznę. Dzięki reformie edukacji i oparciu
nauczania o religię, pogłębiliśmy
174zdecydowanie nasz patriotyzm, narodową
dumę i honor, nazywaną przez wrogów
niesłusznie megalomanią. Jeżeli Zachód
wykorzystał te zacne przymioty Polaków do
rozwalenia bloku sowieckiego, to możemy
wreszcie pod kierunkiem Wodza, naprawiać
Unię.
***
Mija 40 lat od czasu, kiedy w połowie lat
siedemdziesiątych prowadziłem z Adamem
Świdzińskim miejski radiowęzęł czyli takie
lokalne radio na drutach. Były głośniki w
lokalach użyteczności publicznej, na ulicach
w zakładach pracy, transmitujące kablem z
telekomunikacji program I radia. My
mieliśmy studio w domu kultury, połączone
kablem z telekomunikacją. Dzwoniliśmy do
pana Szczurka, dyspozytora, i on codzien-
nie, o 10,30 wyłączał program I i łączył z
nami na półgodzinne audycje, które były
robione na żywo. Jakieś wiadomości
lokalne, informacje o cenach na targowicy i
programie kina, życzenia i dużo muzyki
oraz kabaretowych tekstów, bo kabaret
polityczny był wtedy naszą fascynacją.
175Mieliśmy egzotyczny na obecną porę
sprzęt: gramofon, magnetofon, mikrofon,
parę szklanek i innych gadżetów do
efektów akustycznych. Z kabaretem "U
Emila" (M.Nicieja, B.Hotowy,
W.Jochimczyk, B.Rozmanit, J.Waszkiewicz,
J.Kułaga, Adam i ja) zrobiliśmy dwa
programy. Do publicznych występów
potrzebna była zgoda cenzury. Oszukiwało
się tych cerberów ideologicznych jak się
dało. Podsuwało sie poprawny scenariusz a
po uzyskaniu pieczątki na okładce,
wypinało teksty i wstawiało te polityczne.
Czasami dostawałem zgodę na jedno-
razowy występ i on ciągle był jednorazowy.
Czasami zgodę załatwiał u życzliwego
cenzora nasz przyjaciel z Krakowa, Heniek
Cyganik. Byliśmy na ogólnopolskich kon-
frontacjach kabaretowych w Zakopanem.
Sala kina na 200 miejsc, z tego połowę to
uczestnicy a reszta widzów to głównie
tajniacy z Polski, którzy ewidencjonowali
kabarety ze swoich terenów. Taki
kontrolowany przez SB wentyl bez-
pieczeństwa politycznego. Później prowa-
dziłem kabaret PION przy Spółdzielni
176Inwalidów Pionier (W.Jochimczyk,
J.Peszel,M.Nicieja). Kabaret działał pod
patronatem ZMS i to była najlepsza przy-
krywka. Nikt nie wątpił w to, że mamy
zgodę cenzury. Po występie w Szczyrku, w
przerwie, rozmawiałem w gronie osób i
ktoś zapytał obecnego tam cenzora z
Bielska, czy kabaret ma zezwolenie? Tak,
tak - odpowiedział, bo kojarzył, że coś tam
dla Wadowic podpisywał, ale nie był
świadom, że teksty zostały podstawione.
Na Dni Bielska Białej, uciekaliśmy po
programie z teatru Banialuka, jak orga-
nizatorzy zażądali cenzorskiego egzem-
plarza programu a w Skoczowie, mimo
braku zgody, wygraliśmy wojewódzki kaba-
reton. Graliśmy swoje polityczne komen-
tarze na małych, kameralnych scenach, ale
także na estradzie pod poznańskim
ratuszem, zaraz po występie zespołu
"Śląsk". Ta moja mała forma opozycji wo-
bec irracjonalizmu i nawiedzenia politycz-
nego w PRL-u, skończyła się w 1980 roku,
kiedy na fali strajków powstały i w
Wadowicach struktury Solidarności.
Przewodniczyłem Komisji Zakładowej w
177Spółdzielni Mieszkaniowej. Szefem Między-
zakładowej Komisji Solidarności był Józef
Zeman, mój dawny, szkolny wychowawca.
Od tamtego czasu, wspólnie z Józkiem
działałem w związku a potem w opozycji
stanu wojennego i w opozycji wobec
autokratycznej władzy samorządu po 1990
roku. Na wiosnę 1981 roku, zorga-
nizowałem koncert pn. Kultura bez cenzury.
Po raz pierwszy mogliśmy bez obaw
prezentować wszelkie utwory, na które był
tzw. zapis cenzorski. Organizowałem
później biuro związku w lokalu nad apteką,
w Rynku 12. Byłem jednym z ekipy, która
przywróciła miastu pomnik żołnierza 12 pp.
i w gronie kilku, którzy gościli Lecha Wałę-
sę w czasie jego krótkiej wizyty w Wado-
wicach. By dorobić zająłem się tzw.
tranzytem czyli przemytem na trasie Polska
- Lwów - Rumunia. Za dwa ruble dawano
wtedy na Mexico Platz w Wiedniu jednego
dolara. Stan wojenny zastał mnie w trasie z
Miscolca do Polski. Dwóch moich
kompanów wysiadło w Gyor do Wiednia, ja
wracałem, przekonany że ruskie do nas
weszły, bo miesiąc wcześniej widziałem w
178trasie koło Gródka Jagiellońskiego
wojskowe kolumny transportowe.
***
Marzec to okazja do przypomnienia lat
powojennych, bo od kilku lat honorujemy
pamięć powojennych, bratobójczych walk o
władzę w Polsce. W 1945 roku mieszkańcy
byli przekonani, że mechanizmy demokracji
będą podobne jak przed wojną a
odreagowanie na okupacje dało im asumpt
do społecznego zaangażowania na rzecz
miasta. Trwało to może rok, półtora. Dla
Rosjan Skawa była granicą Rzeszy a
Wadowice pierwszym miastem niemieckim
do którego weszli, dlatego ich zachowanie,
które było "wizytówką" nowego porządku -
nie dziwi. Łatwiej było to jednak znosić niż
okupację, albo: łatwiej było się dostosować
do radzieckiego bezhołowia niż niemieckiej
dyscypliny. W tym samym czasie wielu
wadowiczan szabrowało domy pożydowskie
a wobec nielicznych, powracających
właścicieli miało pretensje, że... wrócili. A
jak się zachowywali wadowiczanie w
Świdnicy, którą im przydzielono w 1945
179roku do administrowania? A nasze misje w
Afganistanie to niosą raj tubylcom?
Niestety, wojna jest dla skretyniałych
społeczeństw i dla niepoprawnych
militarystów, papierowych bohaterów i
polityków, którzy w sytuacji zagrożenia
pierwsi zdezerterują. W 1945 roku do
milicji i UB pierwsi zgłaszali się chłopcy z
lasu, którzy byli pewni, że za ich
bohaterstwo ( to też ze znakiem
zapytania), należy im się rekompensata,
czyli udział we władzy. Nie przypuszczali
jakie realia im wolność przyniosła. Często
więc zachowywali się jak w lesie; większość
problemów ze zwykłym bandytyzmem
tworzyli nasi, niedowartościowani krajanie.
Wracali później z powrotem za Skawę, do
lasu i wielu dorabiało ideologię do swoich
rozczarowań. Dzisiaj doczekali się
politycznego promowania ich tragicznych, z
ludzkiego punktu widzenia - losów. Nie
mam zamiaru bronić politycznej
rzeczywistości tamtych lat, zgotowanej nam
przez uległość aliantów wobec Stalina w
Jałcie, ale w miarę racjonalnie spojrzeć na
ten okres. Każdy czas po przejściu frontu
180jest dla ludności uciążliwy, nawet tragiczny.
Niedawno doświadczyły tego Bałkany.
Mimo wojny Wadowice szybko wróciły do
ekonomicznej normalności, zburzonej
później nacjonalizacją po 1950 roku.
Dowodzi tego ilość rzemiosła, handlu,
przemysłu – tego wszystkiego, co de facto
zostało spacyfikowane gospodarczo dopiero
w ostatnim dwudziestoleciu. Oczywiście
brakowało wszystkiego, bo wojna kosztuje.
Dziwi fakt, że trzeba było utrzymywać
Armię Radziecką? Przecież roszczeniowa
postawa tych żołnierzy była analogiczna do
postawy naszych, którzy wyszli z lasu. Brali
Rosjanie jako zwycięzcy wszelkie łupy.
Najlepiej zegarki, bo stanowiły wg nich o
pozycji społecznej. Koniec wojny wywołał
taki społeczny nastrój, jaki przeżywaliśmy
w 1981 roku. Euforia wolności i 10
milionów członków Solidarności, których
nagle wywiało jak nastał stan wojenny.
Wtedy, w 1945 roku, ludzie mieli nadzieję,
która pchała ich do działania.
Rzeczywistość którą narzucił stalinizm (a
nie komunizm, bo bym obraził anglosaskich
filozofów) zweryfikowała w kilka lat
181społeczne postawy. Tak jak kuchnie brata
Alberta i polski Londyn weryfikują nadzieje
Polaków związane z okresem po 1990 roku.
Tamtą jak i obecną rzeczywistość tworzyli
jednak konkretni ludzie, od czasów
Rokossowskiego, sami Polacy.
***
Reprezentująca obywateli kupa, podjęła
kolejną ustawę dekomunizacyjną. Sejm
jednomyślnie przyjął uchwałę obligującą
samorządy do działań. A wiadomo, gdzie
jednomyślność tam bezmyślność. Z
rzeczywistości miast i miasteczek, wsi i siół,
mają zniknąć resztki pomników
wdzięczności żołnierzom radzieckim. Czy
cmentarze żołnierskie będą też
sponiewierane? Tego nie wiadomo, ale
znając zaangażowanie radnych
samorządowych? Nie po to nas przecież
Hitler w 1939 roku najeżdżał, nie po to
Naczelny Wódz z naszą armią i walecznym
12 pp ustępował pola, żeby w 1945 roku
jakaś swołocz nas wyzwalała spod
182okupacji. Trzeba wyrzucić wszelkie nazwy i
symbole z czasów Rzeczpospolitej Ludowej,
bo to komunistyczne. Tako rzecze IPN,
proboszcz i pani nauczycielka. A co z ulicą
Majakowskiego, Szostakowicza,
Achmatowej, Gorkiego? Tego jeszcze nie
wiadomo. Świerczewski, Berling, nie daj
Boże Koniew czy inny Żukow - wiadomo,
won. W Warszawie opór dają resztki
rozsądku, walcząc o ulicę Dąbrowszczaków.
Poziom wiedzy i wolna wola tysięcy
radnych gwarantuje szybkie wdrażanie
ustawy w życie. PRL budowała i nazywała
ulice; III RP nie stać na tworzenie ulic;
trzeba zabrać dla swoich wyklętych i
świętych. Przerażenie bierze, jak można w
kilkanaście, lat za pomocą wiary, tak
ogłupić naród. Ale czy to jeszcze jest
naród czy plemienna wspólnota nienawiści
do świata? Wszelkie dyktatury zaczynały od
niszczenia, bo przecież każdy uzurpator to
omnibus i egoista, którego do władzy
pcha narcystyczna ambicja, rzesze
wiernych i obojętność reszty.
Byłem niedawno we Francji. Z sentymentu
odwiedziłem miejsca, gdzie kiedyś
183pracowałem. W Bordeaux nadal jest Plac
Stalingradu (postawiono tam teraz
imponującą rzeźbę błękitnego lwa) a w
Tuluzie rue de Stalingrad. Nazw
honorujących żołnierzy radzieckich, ich
dowódców - od Żukowa po
Rokossowskiego, znajdziemy w każdym
większym mieście; od Holandii po Czechy.
Są świadectwem historii i poziomu
współczesnych mieszkańców krajów,
wolnych od wyznaniowej okupacji.
Ustawa o tzw. dekomunizacji oraz jej
żarliwe wprowadzanie w życie i prymitywna
nadinterpretacja, dowodzi jedynie jak
Polacy traktują siebie, własny kraj i własną
historię. Toż to przykład totalnego
skundlenia, strachu i poddawania się
nawiedzonym politrukom, którzy w okresie
PRL-u nie mieli takich osiągnięć w praniu
mózgów jak obecni. Trzeba chyba
zweryfikować całkowicie mit o tzw.
bohaterstwie, skoro bezwolnie godzimy się
na poniżanie własnej historii.
184***
Był taki rzymski poeta Tibullus, żyjący w II
połowie I wieku przed narodzeniem
Chrystusa czyli przed naszą erą. Cytat tego
poety: Casta placent superis: pura cum
veste venite Et manibus puris sumite fontis
aguam.
(To co czyste podoba się bogom. Przyjdźcie
z szatą czystą i rękami czystymi czerpcie
wodę ze źródła) - jest swoistym znakiem
rozpoznawczym wadowickiego liceum, bo
widnieje nad wejściem od 1880 roku.
Czasy zmieniają jednak sens tłumaczenia
maksymy Tibullusa. Dla prostych włościan
– podaje Józef Putek - motywujących
swoich synów do nauki, była to szansa
awansu: Pójdziesz na księdza to będziesz
jadał: Ciasto, placki i super ryż.
Swoje wystąpienie na jubileuszu 120 - lecia
szkoły, jej absolwent, profesor i dziejopis dr
G. Studnicki, zakończył słowami: Myślę, że
wadowickie Gimnazjum było, a Liceum jest
nadal dobrym źródłem wiedzy, kształcącym
i wychowującym ludzi o czystych sercach,
czystych umysłach i czystych intencjach,
185ludzi tak bardzo potrzebnych
społeczeństwu i naszej Ojczyźnie.
Dwadzieścia lat później, na jubileuszu 140 -
lecia, w 2006 roku, kardynał S. Dziwisz
powiedział: Słowa znad wejścia do
wadowickiego Liceum odczytujemy więc
jako pochwałę i zachętę do czystości
moralnej i duchowej. Tę maksymę
realizował Ojciec Święty, Jan Paweł II,
który słowem i całym swoim życiem
ukazywał to, co najpiękniejsze i najlepsze
dla człowieka - Jezusa Chrystusa, Jedyne
Piękno i Jedyną Miłość jakie istnieją na
świecie i w wieczności.
Ot, kwintesencja kościelnej interpretacji.
Z jubileuszu 150 - lecia szkoły zrobił sobie
samorząd powiatowy polityczną rewię.
Uhonorowano kościelnych i partyjnych
działaczy PiS-u, pomijając całkowicie
nauczycieli seniorów szkoły czy wybitnych
absolwentów obecnych na sali. Nawet nie
przywitano burmistrza, absolwenta, przez
co zlekceważono całkowicie mieszkańców
Wadowic, a to staraniem miasta a nie
powiatu powstało w 1866 roku Gimnazjum.
Wspomniano za to wszystkie siostry
186zakonne i księży, nawet tych, których
wydalono ze szkoły z nadmiaru talentu do
nauki. Towarzystwo Miłośników Ziemi
Wadowickiej na jubileusz ufundowało
rzeźbę przed szkołą "Ławeczka Karola
Wojtyły," Galerię Absolwentów w hallu,
wydało pamiątkową publikację i medal oraz
zorganizowało wystawę biograficzną
wybitnego absolwenta i nauczyciela, Jana
Sarnickiego. Pominięto całkowicie udział tej
społecznej organizacji i nawet nie
powieszono afiszy informujących o
wystawie. Uroczystość była popisem
serwilizmu samorządu powiatowego,
działaczy PiS-u i PSL-u wobec sutanny tak,
jakby to był jubileusz seminarium
duchownego a nie szkoły świeckiej.
Kondycję szkoły budują nauczyciele. Jaki
ma być poziom, skoro o zatrudnieniu
decydują prostacy a żyć trzeba. Nie
starczyło odwagi ani dyrekcji ani
nauczycielom, ani działaczom
Stowarzyszenia Absolwentów, na
jakikolwiek gest uczciwości, by ratować
historyczne oblicze szkoły. W najgorszych
czasach PRL-u, takiego wazeliniarstwa
187wobec władzy w tej szkole nie widziano.
Szkoła charakterów na miarę dyrekcji,
grona i specjalistów od gender.
2017
***
Święta przesilenia wiosennego zawsze były
czasem radości z odradzającego się w
przyrodzie życia. Judea, gdzie rozegrały
się wydarzenia opisywane w Nowym
Testamencie, była w 33 roku pod
panowaniem Rzymu. Imperium Romanum
po reformach Oktawiana było jeszcze
demokratyczną republiką obywateli, ale nie
niewolników. Rzymianie wyznawali
politeizm, przez co kształcili u siebie
tolerancje przekonań. Żydzi monoteizm z
Jahwe - w którego imieniu władzę
sprawowali kapłani czyli Kościół, zebrani w
Sanhedryn - najwyższą radę obradującą w
Świątyni. Król Herod był dekoracyjnym
dodatkiem. Stąd płynące dla kapłanów
zagrożenie ze strony młodego,
żydowskiego heretyka i buntownika
188imieniem Jezus, który grożąc zburzeniem
sanktuarium, niósł ducha rewolty religijnej.
To tak, jakby dzisiaj jakiś katolicki prorok
ze swoimi zwolennikami wszedł na Jasną
Górę czy do Lichenia i wywalił wszystkie
sklepy z dewocjonaliami, cały handel i
gastronomię oraz punkty poboru kasy za
msze, nawołując wiernych do opamiętania
w obliczu zepsucia moralnego Kościoła.
Byłby skandal a w obronie interesu
Kościoła wystąpiłoby państwo; policja i
sądy. Jak rządowy, rzymski Piłat. Nowy
Testament dokładnie opisuje ówczesną
sytuację, która zagrażała interesom
Kościoła. Trzeba było wyeliminować
Jezusa, mianującego się królem nowego
Izraela. Nastroje były buntownicze. Z
powodu okupacji działała zbrojna
partyzantka i dziesiątki samozwańczych
mesjaszy, straszących ludzi końcem
świata. Władza w Jerozolimie siedziała na
bombie, która zresztą wybuchła za kilka lat
jako powstanie zelotów. Każde zamieszanie
osłabiało autorytarną władzę kapłanów.
Zdecydowano wykorzystać urzędnika do
zlikwidowania Jezusa. Piłat reprezentował
189jednak cywilne a nie religijne prawo. -To
nie moja sprawa, to wasze, żydowskie
spory, mnie ten człowiek nie przeszkadza,
jest niewinny - wychodzi z tekstu ewangelii.
Zaaranżowali więc kapłani oskarżenie o
obalenie ustroju państwa. Metoda
stosowana przez autokratyczne rządy do
dzisiaj. Stąd te przepychanki
odpowiedzialności za skazanie
zbuntowanego Żyda. Poncjusz Piłat umył
ręce: - nie jestem winien, bo to wasz
żydowski problem". Jako lojalny urzędnik
cesarza, przestrzegał prawa i zgodnie z
zasadami demokracji, gdzie najwyższą
władzę stanowi zgromadzenie publiczne -
takie referendum w obecnym wydaniu -
sprawę oddano pod społeczny osąd. Ludzie
- demokratycznie według Piłata, jednak
jako wierni posłuszni kapłanom -
zdecydowali uwolnić Barabasza.
***
Demokracja jest jak na razie najlepszym
systemem cywilizowanych rządów w
krajach, gdzie społeczeństwo ma możliwość
190realnego kontrolowania władzy, bez
konieczności wychodzenia na ulice lub
barykady. Polska praktyka od czasów I RP
dowodzi, że częściej wybieramy ulicę
(rokosze, konfederacje, zamachy, strajki),
bo lekceważymy - może z lenistwa,
ciągłego oportunizmu i narodowej
megalomanii nie tylko własne prawa, ale
przede wszystkim obywatelską wiedzę.
Bardziej wierzymy niż wiemy. Teraz
budujemy prawo i sprawiedliwość bez
respektowania umów społecznych
zawartych w Konstytucji. Prywata owocuje
instrumentalnym traktowaniem prawa, bo
przecież sprawiedliwość musi być po
naszej, władzy, stronie. Czyżby naszej nacji
dotyczyła opinia, że: istnieją umysły
stworzone tak niedoskonale, że nie ma
żadnej możliwości ich oświecenia?
***
Kiedy siedem lat temu, oglądając relację w
TVP3 zauważyłem, jak jeden z dziennikarzy
po odebraniu telefonu spiesznie wymyka
spod pomnika w Katyniu, wiedziałem, że
191zdarzyło się coś istotnego. Po pół godzinie
dopiero poinformowano o tragedii. Wtedy
nie sądziłem, że ten dzień stanie się
kolejnym w naszych dziejach,
martyrologicznym fundamentem władzy
politycznej. Do głowy by mi nie przyszło, że
w świecie informatyki, podbojów kosmosu,
masowej kultury cywilizacji europejskiej
XXI wieku, na tragicznej śmierci w
wypadku lotniczym można zbudować taki
kapitał polityczny, który pozwoli przejąć nie
tylko władzę, ale całe państwo. Zawsze
byłem zdania, że trudno mieć pretensje do
złodzieja, bo kradnie. Wszak to jego
zawód. Można winić jedynie siebie, że daje
się mu okazję, pozwala i jest się naiwnym.
Politycy wszelkiej maści, od tych lokalnych
po centralnych, to głównie ludzie, dla
których budżet jest finansowym Eldorado.
Wystarczy tylko się do niego dorwać. Cel
uświęca środki, więc wszelkie chwyty
dozwolone bez względu na obiekcje
etyczne kogokolwiek. A że w naszej
tradycji, od czasów Słowiańszczyzny kult
zmarłych był dominujący w obyczajowości
religijnej, z niego uczynili prawicowi
192politycy narzędzie opanowania opinii
publicznej. Rozumiem ludyczne zabawy
wokół kurhanów czy w latach zaborów,
kiedy manifestacje grzebalne służyły
"pokrzepieniu serc"; czas powojennej walki
o władzę, kult ofiar powstania
warszawskiego i Katynia jako swoista
pamięć historyczna. Od początku III RP,
różne prawicowe frakcje, zaczęły wyciągać
na wierzch publicznego życia trumienne
kondukty. A to sprowadzono czyjeś prochy,
a to ekshumowano zamordowanych przez
UB, a to awansowano na stopnie oficerskie
truchła żołnierzy poległych kilkadziesiąt lat
temu. Akcentowanie na użytek polityki
obrzędów funeralnych, znalazło w
społeczeństwie polskim żywy - mimo
śmierci - oddźwięk. Taki akcent znalazł się,
a jakże, w polityce socjalnej państwa.
Wszak zasiłek pogrzebowy jest parokrotnie
wyższy niż zasiłek z tytułu urodzenia
dziecka. Pogrzeby mają większą oprawę i
ceremoniał kościelny niż chrzty dzieci.
Widać, na co idzie kasa i co preferuje
polityka socjalna IIIRP. Mimo przekupienia
suwerena jałmużną 500+, i tak wokół
193wszystkich szpitali w Polsce więcej jest
zakładów pogrzebowych niż sklepów dla
niemowląt. Kult życia pozagrobowego a
raczej śmierci, ma się w Polsce doskonale.
***
Obchodzone w rocznicę Bitwy
Warszawskiej 1920 roku święto Wojska
Polskiego, zwane patetycznie Świętem Sił
Zbrojnych Rzeczpospolitej, to okazja do
piosenek o militarnym zabarwieniu.
Polecam proste piosenki żołnierskie - nie
mylić z wojskowymi, bo to zasadnicza
różnica. Wojskowe miały z zasady
wydźwięk propagandowy, patriotyczny,
patetyczny i oficjalny. Pisali je różni
autorzy, dla których obcy był realizm służby
frontowej. Żołnierskie - to te utwory, które
były popularne wśród poborowych. Dawały
im nadzieję, odpoczynek, refleksję a przede
wszystkim temperowały strach - ten
nieodzowny wojnie nastrój.
To człowiek stworzył zorganizowane formy
zabijania, negując całkowicie własne
człowieczeństwo. Tym są wszelkie, także
194współczesne wojny, do których angażuje
się nieświadomych ludzi i to często w imię
religijnych przekonań. Piosenka żołnierska
koiła strach rzymskich legionów, armii
Napoleona, Polaków po dwóch stronach
frontów I wojny światowej, żołnierzy II
wojny, od Lenino po Monte Cassino. Bo te
dwie bitwy tak po prawdzie, nie dały
militarnego zwycięstwa. Szli „berlingowcy”
na wyniszczenie, byle zaistnieć
propagandowo jako Ludowe Wojsko
Polskie. Żołnierze Andersa musieli wreszcie
walczyć i jakąś bitwę stoczyć. Szli bez
świadomości, że ich rodzinne Kresy
sprzedano już Stalinowi, a drogę na Rzym
otwarł desant armii amerykańskiej. Każda
wojna jest tragedią. Od 1945 roku mamy w
Polsce pokój i chwała za to mojemu
pokoleniu i następnym. Symbolem mojego
stosunku do armii jest postać Szwejka.
Jego przygody wojenne a i polska
kontynuacja w filmie CK Dezerterzy, to
dobra lekcja pacyfizmu w niespokojnych
czasach nawiedzenia patriotyczno -
militarną biegunką. Może piosenka
żołnierska będzie kiedyś jedynie okazją do
195refleksji nad bezsensem militarnych
zachcianek?
***
Czym jest Bóg dla człowieka, który go
ponoć stworzył? Jaką ma rolę do
spełnienia? Dyscyplinującego narzędzia
religii i Kościołów czy też filtrowania
ludzkich niegodziwości? Tego typu pytania
rzadko zadają sobie wierzący.
Zdecydowana większość ma od pokoleń
zaszczepioną obowiązkowość wiary i
posłuszeństwo sutannie. Czuwa i pilnuje
tego Kościół, bez którego polski katolik nie
wyobraża sobie życia. Pytania
egzystencjalne zadają sobie ci nieliczni,
którym dogmatyka i cyrkowa obrzędowość
nie odebrała zdolności racjonalnego
myślenia. Wszechobecne z wiarą
zakłamanie każe często potępiać Kościół a
jednocześnie usprawiedliwia praktykę
tradycją lub presją środowiska. Nikt z nich
nie wątpi, że Bóg istnieje. Jednak po co?
Żeby człowiek był dobry i nie krzywdził
innych, potrzebuje tylko racjonalnych
unormowań relacji społecznych, począwszy
196od rodziny. Starożytne demokracje greckie
czy późniejsze rzymskie – miały bogów od
metra, którzy nie wyręczali stanowionego
dla obywateli prawa. Doktryna religijna
wyraźnie sprowadza wiernego do roli
narzędzia i przedmiotu boskiego planu.
Masz służyć Bogu, dawać świadectwo wiary
przynajmniej w niedzielę, a w nagrodę
dobrej postawy czeka po śmierci niebo, raj,
albo jakieś hurysy. Zależy od religii.
Oczywiście depozytariuszem Boga we
wszystkim jest Kościół i to on go potrzebuje
przede wszystkim, bo za jego pomocą
może zniewalać całe narody. Polska jest
tego podręcznikowymi przykładem.
***
Co dalej z Muzeum E. Zegadłowicza w
Gorzeniu Górnym? Czy sprawdzi się
sugestia kontrowersyjnego blogera
Edwarda sprzed lat, że spacyfikowanie w
1998 roku aktywności kulturalnej Muzeum
miało na celu wyeliminowanie
Zegadłowicza z pamięci świętych Wadowic?
W 1981 roku Skarb Państwa kupił budynki
i 15 ha za cenę kilkunastu milionów
197ówczesnych złotych. W ramach umowy
rodzina miała przekazać zbiory do
przyszłego, państwowego Muzeum.
Wojewoda bielski, w ramach transakcji,
odrestaurował zbiory, zatrudnił Adama
Rudla - Zegadłowicza jako kierownika
Muzeum, który niestety nie pilnował
prowadzonego remontu, będąc całe życie
uzależnionym od alkoholu.
Po transformacji ustrojowej(1990)
odrestaurowane zbiory były w Muzeum
Okręgowym w Bielsku Białej. Rodzina
mogła je odzyskać płacąc za konserwację.
Za radą adwokata Józefa Z., spadkobiercy
w 1993 roku założyli Fundację Czartak,
zrzekając się praw do zbiorów, które
stanowią teraz majątek Fundacji.
Towarzystwo, usunięte z budynku przy
ulicy Kościelnej 4 przez samorząd, na usilną
prośbę rodziny, która tworzy tzw. Radę
Fundatorów, zajęło się odzyskaniem
zbiorów i przywróceniem Muzeum. Byłem
organizatorem tego przedsięwzięcia.
Jak powszechnie wiadomo, E. Zegadłowicz
nie cieszy się uznaniem wśród krajan,
mimo że jest jedynym znaczącym w
198polskiej kulturze literatem z naszego
regionu. Pospólstwo wadowickie ma o nim
negatywną opinię, budowaną na plotce,
przekazach innych czy parafialnej opinii od
czasów księdza Prochownika. Ludzie
inteligentni też poddają się fałszywym
ocenom i Zegadłowicza nie czytają.
Wystarczy - jak mówią- że znali Adama
Rudla vel Zegadłowicza. I podług
zachowań późnego wnuka opiniowali
Poetę . Przypomina się apel F.
Suknarowskiego, „ostatniego z Czartaka”:
pilnuj Gorzenia, bo największym wrogiem
Zegadłowicza jest jego własna rodzina.
Potwierdzają to powojenne dzieje spuścizny
poety. W jego rodzinnym Gorzeniu wtedy
się jakoś działo dobrze, kiedy z fascynacji
twórczością różni ludzie i instytucje
pomagali organizacyjnie, finansowo i
pracowali społecznie na rzecz Muzeum.
Za czasów dyrektora K. Forysia,
związanego z E. Zegadłowiczem, klasy
licealne sprzątały teren parku, sadziły i
pielęgnowały drzewa a uczniowie z
Gorzenia wykonywali prace poważniejsze:
remonty, naprawy. W latach
199sześćdziesiątych placówką opiekowało się
PTTK. Organizowano rajdy, zloty i Gorzeń
jakoś żył. Przez kilka miesięcy wakacyjnych
burzyliśmy wtedy starą klatkę schodową,
tworząc sale na japońska grafikę.
W latach siedemdziesiątych woziłem do
Gorzenia młodzież z Andrychowa gdzie
pracowałem, i szlakiem innych fascynatów
przekonywałem do pomocy innych.
Oddział PTTK, za sprawą ówczesnego
prezesa I. Magiery, znalazł nawet sposób
na zatrudnienie rodziny poety, która miała
utrzymanie, trochę odległe od ich
pretensjonalnego bytu.
Trzeba przypomnieć, że Zegadłowicz mimo
swojego krótkiego życia (53 lata!),
pozostawił po sobie oprócz twórczości
bogatą kolekcję sztuki, która była
podstawowym źródłem dochodów dla jego
spadkobierców. Między bajki należy włożyć
relacje rodziny, że w czasie wojny okupant
zabrał część zbiorów. Kwerenda MKiS w
Europie nie znalazła śladów gorzeńskich
zbiorów. Znajdują sie one w wielu
krajowych kolekcjach, zakupione prywatnie
czy poprzez Desę od spadkobierców.
200Dla Niemców Zegadłowicz był
germanofilem (tłumaczenia Gethego i
Rilkego wydawane przed wojną). Od jesieni
1939 roku władze okupacyjne miały Gorzeń
pod swoistą opieką, chociaż Zegadłowicz
mimo ich usilnych starań, nie poszedł na
współpracę z okupantem. Nie wykwa-
terowano mieszkańców ani nie zajęto
majątku, którym od śmierci ciotki
Kaiszerowej zawiadowała bardzo sprawnie
żona poety Maria. Po śmierci Zegadłowicza,
rodzina dawało sobie jakoś radę, mimo
zajęcia domu przez wiele wysiedlonych
rodzin.
W 1994 roku, dzięki życzliwości
ówczesnego wojewody prof. Marka
Trąbskiego a także moim i Frania
Suknarowskiego dobrym kontaktom w
Bielsku, odzyskaliśmy zbiory, które z
sekretarzem Zarządu, Józkiem Zemanem
protokolarnie odebrałem. Transportu
użyczył dyrektor PKS-u Romek Paździora a
odpowiednio zabezpieczonego magazynu
ówczesny naczelnik więzienia, Mietek
Fortuna. Wadowiczanie.
201Intensywne prace pozwoliły nam po roku
uruchomić pięć sal ekspozycyjnych.
Muzeum było czynne sezonowo, od maja
do października.
Po latach podzielam opinię, że całkowity
brak pomocy ze strony ówczesnej burmistrz
był celowy. Liczono widocznie na nasze
niepowodzenie, które zmarginalizuje
całkowicie Zegadłowicza w dewocyjnych
Wadowicach. My za to w krótkim czasie
stworzyliśmy w oparciu o Muzeum
opiniotwórczy ośrodek kultury. Bogatej
działalności oświatowej i towarzyskiej
sprzyjały władze wojewódzkie i centralne a
inteligentne Wadowice, jak kiedyś, zaczęły
bywać w Gorzeniu.
Sposób, w jaki miasto spacyfikowało naszą
działalność opisał dokładnie Adam
Zegadłowicz w swoim pamiętniku, nie
przewidując jednak, że konsekwencją tych
zmian, będzie nie tylko upadek Muzeum,
ale i jego niepotrzebna śmierć.
Emisariuszami magistratu była wtedy radna
Stanisława W. i jej brat, przyjaciel Adama z
młodości Bambus. Rozmowy z Radą
Fundatorów trwały od kwietnia. Obie-
202cywaną hojnie pomoc uzależniono tylko od
usunięcia mojej osoby z zawiadywania
Muzeum. W maju odwołano Zarząd i
żaden z 12 osobowego składu, mimo
poufnych rozmów i nakłaniania, nie zgodził
się dalej działać w Fundacji.
Od tamtej pory postępująca degradacja
doprowadziła do upadku placówki.
Nie wiem jaki jest obecnie ilościowy,
techniczny i prawny stan zbiorów. Nie wiem
czy kolekcja Zegadłowicza została wpisana
w rejestr Ministerstwa Kultury? Czyniłem o
to starania, bo to jedyne chyba zabez-
pieczenie zbiorów przed rodziną poety, dla
której stanowiły główne źródło utrzymania
przez lata.
W 2012 roku ówczesny starosta powiatowy
mógł reaktywować działalność placówki
oddając obiekty w zarząd bezdomnego
wtedy Towarzystwa. Nie skorzystał,
zostawił dalej bezradnej z winy
spadkobierców Fundacji Czartak, która - jak
się dowiaduję - podpisała intencję prze-
niesienia zbiorów do Muzeum w Suchej
Beskidzkiej. Tak więc ślad po poecie, na
203którym wychowywały się pokolenia łącznie
z Karolem Wojtyłą - zniknie całkowicie.
Z piosenki o Wadowicach, codziennie
głośno eksponowanej z kościelnej wieży -
już dawno usunięto zwrotkę o
Zegadłowiczu a za chwilę rozpadnie się
pomnik poety pod liceum. Zostaje jeszcze
skrócona o Matkę Boską Fatimską, ulica E.
Zegadłowicza.
***
11 listopada obchodzony w Europie jako
Dzień Pamięci, w USA jako Dzień
Weteranów a u nas jako Narodowe Święto
Niepodległości - to okazja do
patriotycznego świętowania. Jednak
szerokie to pojęcie i różne mu przydajemy
znaczenie, zależnie od polityki czy poziomu
naszej wiedzy. W pojmowaniu patriotyzmu
więcej bowiem emocji niż racjonalnych
uwarunkowań. Wszak w potocznym
znaczeniu impreza patriotyczna ma
opiewać czyny narodowych herosów, bitwy
przeważnie przegrane czy bogoojczyźniane
marzenia. U podłoża ruchów narodowych,
które były jedną z przyczyn wybuchu I
204wojny był nacjonalizm, podsycany głównie
przez inteligencję. Nie inaczej było u nas.
Ruchy niepodległościowe w Galicji
prowadzili studenci i gimnazjaliści, budząc
w społeczeństwie poczucie narodowe.
Powstanie Polski dawało im szansę, której
w ówczesnej rzeczywistości społeczno-
gospodarczej, kreowanej przez
niegramotną szlachtę, nie mieli. Nie dziwi
zatem dominujący udział inteligentów i
artystów w oddziale Piłsudskiego, który w
sierpniu 1914 roku poszedł wzniecać
powstanie w Kongresówce. Słusznie
przydano im miano Kompanii Kadrowej, bo
stanowili nie tylko kadry wojskowe
Legionów, ale po 1919 roku podstawowe
kadry państwowe II Rzeczpospolitej. To
inteligencja odegrała kluczową rolę w
konstruowaniu tożsamości narodowej
bazującej na nacjonaliźmie. Służył temu
także budowany mit Legionów i
Komendanta, który całkowicie przysłonił
zasługi dyplomatyczne inteligentów:
wybitnego pianisty I. Paderewskiego i
głównego ideologa nacjonalizmu, R.
Dmowskiego - rzeczywistych współautorów
205niepodległej, sygnatariuszy traktatu.
***
U podstaw procesu cywilizowania się
człowieka, u zarania aktywności społecznej
w grupie, leżą emocje. To one kształciły
postęp i na różnym etapie, już
nowożytnym, dominowały w procesie
rozwoju różnych form uspołecznienia ludzi.
Od kultury pierwotnej, plemiennej poprzez
bardziej lub mniej rozwinięte byty
państwowości po współczesność. Mimo , że
świat do przodu popychał rozum, to jednak
trudno mu przyznać nadrzędność na
jakimkolwiek etapie rozwoju cywili-
zacyjnego. Postęp wynikał z pragmatyzmu
opartego o racjonalne podejście do
problemu. Później służył w większości, jak
dowodzi historia, umacnianiu sfery emocji.
Oczywiście poza okresami postępowej
aktywności cywilizacyjnej człowieka.
Animatorzy ludzkich zachowań, zawsze w
sposób cyniczny wykorzystywali rozum do
budowy własnych imperiów irracjonalizmu.
Od czasów antycznych po współczesność
nosicielem emocji były wszelkiego rodzaju
206religie. W naszej Europie, a już szczególnie
w Polsce, mamy recydywę emocji
religijnych, którą zrodził edukacyjny
analfabetyzm - jak sądzą niektórzy, lub jest
formą obrony przed cywilizacyjnym
postępem - co na jedno wychodzi.
Analogiczna sytuacja w Europie po X wieku
doprowadziła do mroków średniowiecza.
Dzisiaj dzięki rozumowi świat jest globalną
wioską, a instytucje sterujące emocjami
społeczeństw mają nowoczesne narzędzia.
Czy to schyłek cywilizacji czy czas, że
wspaniałomyślność menadżerów religijnych
znowu pozwoli światu na postęp? Jak w
okresie renesansu czy oświecenia? Może to
początek kolejnych wojen religijnych?
Wypraw półksiężyca?
Ostatnie poczynania polskiego rządu
wskazują z pozoru na polską hucpę,
warcholstwo i najgorsze doświadczenia
narodowe.
A gdyby to była swoista, kontrreformacja
na europejską miarę? Niby sobie żartuję,
ale społeczne zachowania dowodzą, że
Polacy a Europa tym bardziej, zgodzą się
207na wszystko, byle zachować urosły do rangi
religii konsumpcjonizm, któ-ry
ubezwłasnowolnił europejskie społecz-
ności. Instytucje obsługujące obie te
religie, wbrew pozorom, mają jeden cel -
pieniądz i władzę. To zbratanie biznesu z
religią, mające wyraz w obecnej polityce
rządu, kształci także ustawowo - typ
nowego Polaka, który w sferze
intelektualnej zamyka się w sloganie Bóg,
Honor, Ojczyzna. W takiej a nie innej
kolejności. I tego raczej nie zmienimy,
bowiem w naszych narodowych dziejach
jakąkolwiek modernizację zawdzięczaliśmy
przeważnie innym - nigdy sobie. Unia
Europejska, która miała być dla nas szansą
tworzenia państwa obywatelskiego,
umocniła w efekcie Kościół.
Tak powstała nowa jakość rodem z
Orwella: demokratyczne państwo
wyznaniowe. Niemała w tym zasługa
rządów polskiej lewicy.
I to jest paradoksalne.
208Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.















































































































































































































