Archiwum CyfroweZiemia Wadowicka
Archiwum Cyfrowe › Publikacje › dokument

Ostatni powsinoga. 2008.

1 strona · PDF 28 kB · tekst wyszukiwalny

Treść dokumentu — tekst odczytany z pliku, do czytania i wyszukiwania

Strona 1

Legenda o ostatnim powsinodze beskidzkim.
                    / pamięci regionalisty Andrzeja Busia 1943 -2003/ .
Musiało to być bardzo dawno, bo mój dziadek, bądź co bądź piśmienny gefraiter w
żandarmerii 56 ck pułku i długoletni sołtys pańskiej wsi tak opowiadał:
      To było jeszcze przed moim i mojego dziadka czasem. Siedzioł se po Bóg, nazywajom go
gdzie indziej Jahwe albo Budda albo Allach czy Mitra albo jesce inacyj, no to siedzioł tyn pon
Bócek w tym swoim niebie i urządzoł swój świat. Specjalne anioły składały mu meldunki co
się ka dzieje. A to, że na jednyj galaktyce dopiero się rozwinęły te ptyrodaktylusy, a w
gwiazdozbiorze mgławic to nic nie wychodzi, bo majom za mało energii i tak dalyj. No i
któregoś dnia, a mówie ci że to było strasznie dawno, zawołoł se Pon Bóg Komandora
Janioła, tego od naszyj galaktyki i pyto się jak u nos na Ziemi leci tyn jego ekśperyment.
  No to mu Janioł mówi, że nawet wszystko w porządku. - Choroby i pomory kończom się w
Europie i cały cos som wojny w Ameryce, a co wymordujom to przywożom murzynów z
Afryki. Łapiom ich w lesie. Londowołem pore razy - godo Komandor Janioł –wszysko żem
ponaprawioł , żeby szło do przodu. Melduje dalyj, że z powodu niespotykanej głupoty jakij
żem nie widzioł, przestała istnieć w Europie Polska. - Wiysz Panie, taki kraj, co się bez
przerwy wadzili, prali po pyskach, pili, kradli i to wszysko w twoim imiyniu. Jesce do tego
nigdy im się robić nie kciało. Może to i dobrze, że ich gramotniejcsi cosik naucom - godoł
dalyj. Leciołem nad górami. Ładnie tam. Rzeka, lasy ale ludzie takie niegramotne, gupie, nic
robić nie potrafiom opróc dziecek których pełno i które z tyj bidy marniejom.
 -Ka to jes? - zapytoł Pon. - Pokoż dokumentacyje. Pooglądoł na ekranie te nase Nadskawie i
tom downom bide i gupote. Żol mu się zrobiło i godo: - Wis co Janioł, weź mi ta troche
speców od roboty i ze dwóch uconych i zawieź ich tam. Niech zostanom, niech robiom dzieci
takie jako i oni. Może to co pomoże na tom gupote tych bidoków.
   I jak Pon Bóg powiedzioł, tak Komandor Janioł zrobił. Porwoł z tych galaktycnych gwiozd
nojlepszych fachurów i tym swoim wozem ognistym, takim pierońskim jak cało wieś,
przyjechoł do naszyj galaktyki i od razu nad Ziymie. Wypuścił z wozu taki wielki talyrz, jak
kaminie co się kacki nad Skawą po wodzie puszczo. Tyn talyrz przywióz fachowców łod
wszystkiego. Roześli się i zacyni chodzić po ludziach, od wsi do wsi i ucyć tom cimnote
pożytecnych rzeczy. A to budowy pieców, bo przy ogniu w chałpie jesce siedzieli, a to robienia
drzwi i okien śklynio, zbieraniu ziół i hodowli owiec. Jedyn ucył budowy dróg, drugi
sadownictwa, któryś zaś gospodarki inny zaś czytanio, pisanio i historyji, o downych czasach i
o tym co się z daleka , z kosmosu nami mo opiekować. Po prowdzie, nojciynżyj mioł tyn od
nauki i historyji. Naród był taki cimny, że nijak im do głowy nie wchodziło. Dalyj się wadzili,
bili, kradli jeno jesce bardzij w imie Boże. Ludzie tych przysłanych z nieba fachowców
nazywali powsinogami. Oni się pożynili a ich dzieci i wnuki tyż były powsinogami.
  I tak upływały lata. Opisoł tom robote ostatnich powsinogów pon Zegadłowicz z Gorzynia,
któregom znoł - mówił mi zawsze Dziadek. —On tyz ucył tych bidnych ludzi czytanio i
kochanio tyj ziemi. Przyszły nowe wojny a po nich nowe czasy. Ni ma już powsinogów, bo
dzięki nim i Komandorowi Janiołowi, ludzie nad Skawą nauczyli się robić ganc pikne domy,
ubijane i zajebiscie krynte drogi, śklić łokna i dupy swoim panom, wójtom i plebanom. Jabłek
już nie zbirajom, bo se zaimportujom a od dziecek, zamiast babki Górolcycki, majom szpitol i
przedszkole. Zostoł tylko jedyn, ostatni powsinoga, potomek tego co mioł nojtrudniejszom
robote, co mioł ludzi uczyć. Ale ludzie gupie i tympe. Strasznie się modlom, klepiom godzinki,
ale rozumu to bez te lata nijak im nie przybyło. Nawet som chyba i gorsi.
      Chodzi ten ostatni powsinoga od Tomic, Wadowic po Mucharz a nawet Budzów, Suchom i
Stryszawe. Dobre ludzie postawiom mu czasym jakie piwo słuchając jego opowieści. Tłumacy
tym cimnym ludziom co to nauka, wiedza i rozum, ale ciągle ten tempy opór ducha,
chocioż go spirytusem podlewajom. Nogi już go bolom i siwy włos na głowie a nastempcy po
nim jakoś nie widać.
  Jo se tak myśle - kończył opowiadanie Dziadek - że Pon Bóg już odpuścił, bo na pewno mu
Janioł sprawozdania składo. Odpuścił se naucanie tego ludu znad Skawy i Wisły. Może w jego
planach musi być na Ziymi taki przykłod dlo inszych, jak wyglondo głupota i do cego może
doprowadzić. Nawet w jego imieniu. /Z.Jurczak/

Skan dokumentu

Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.

Ostatni powsinoga. 2008. — strona 1
strona 1 z 1

← Wróć do działu Publikacje

↗