Archiwum CyfroweZiemia Wadowicka
Archiwum Cyfrowe › Publikacje › dokument

Miasteczka. Z.Jurczak. 2010

2 strony · PDF 27 kB · tekst wyszukiwalny

Treść dokumentu — tekst odczytany z pliku, do czytania i wyszukiwania

Strona 1

MIASTECZKA

Porozrzucane niby bez składu i ładu, jednak z jakimś boskim a raczej ludzkim
zamysłem osady, miasteczka. Pełno tych małych ludzkich enklaw w Polsce
prowincjonalnej. Powstawały w czasach nadziei dla tych, którzy je organizowali,
zakładali , budowali a przede wszystkim w jakiś sposób różny od okoliczności
fundowali. Miały swoich właścicieli dumnych z posiadania osady, która często gęsto
była ich rodową, przeważnie na jakiś czas, bo albo ambicje i fart wynosiły ich wyżej,
albo złe sploty losów przenosiły ich na cmentarz a potem w niepamięć. Jedne się
rozrastały inne ledwo egzystowały jakąś potrzebą mimo wykluczających ich istnienia
warunków i nawiedzających je nieszczęść. Zmieniały właścicieli, bo jedni robili
finansowe kariery inni plajtowali. Jak już urosły w siłę dzięki mocodawcom, zaczęły
żyć samodzielnym, operatywnym mieszczaństwem. Reszta z większym lub mniejszym
szczęściem do właścicieli toczyła swój siermiężny żywot miasteczka z nazwy i jakichś
dawnych przywilejów właścicielskich niż infrastruktury. Rywalizowały czasami między
sobą, wyludniały się i zasiedlały w zależności od koniunktury swych sponsorów. Niby
były samodzielne ale ten samorząd był zawsze na usługach pana, co raczej nie
zmieniło się do dzisiaj, mimo różnych okresów fascynacji wolnością. Tak się toczyła
prowincja kiedy o Polsce decydowała ciągła wojna najmocniejszych gangów
familijnych i kościelnych obstawiających urząd króla. I jak to zawsze bywało aż do
dzisiaj, szukały gangi sojuszników za granicą. Ci się między sobą dogadali i podzielili
tym, co się na mapach nazywało Polską, bo prowincja miała to generalnie w dupie.
Przypisany do właściciela chłop czy włościanin w miasteczku myśleli przeważnie o
jedzeniu i piciu. Ducha polskości pilnował pleban na usługach pana, bo to wiara
święta rzymska budowała jedną chociaż w różnych parafialnych wersjach
świadomość katolicką, gwarantującą posłuszeństwo. Rozbiory Polski zmieniły
właścicieli całej zapyziałej prowincji i usamodzielniły parafie a administracja nowego
państwa zaczęła porządkować prowincje. Po raz pierwszy właściciel ziemski musiał
liczyć się z państwem w osobie urzędnika cyrkularnego czy gubernialnego. Zaczęło
się cywilizowanie edukowanych zawiścią, tępotą, prywatą i wiarą Polaków. W
katolickich Prusach i Austrii z ewidentną korzyścią dla prowincji, w prawosławnej
Rosji niekoniecznie. Był to początek okresu, który kształtował nam współczesność.
Wspólnota katolicyzmu szybko zasymilowała prowincje pruską i austriacką. Zabór
rosyjski stał się teraz terenem budzenia wśród pospólstwa świadomości narodowej.
Orędownikiem wolności abstrakcyjnej pojęciowo Polski zrobił sie nagle Kościół
katolicki, bo służyło to ewangelizacji... prawosławia. Mamieni obietnicami bez
pokrycia niczym zbawieniem duszy i ciała, ruszyły w rosyjskim zaborze powstania
czyli narodowe jatki. Stymulowały postawę katolickiego patriotyzmu kolejnych
pokoleń dewizą Bóg, Honor, Ojczyzna. Kiedy w Galicji tworzono administrację i
infrastrukturę drogową, zakładano gimnazja a w Poznaniu Cegielski i inni rozwijali
handel i przemysł, Warszawa walczyła o wolność wspomagana duchem

Strona 2

romantycznych abstraktów i fantazją Sienkiewicza. Tylko pod tym krzyżem i tym
znakiem....

Zabory zmieniły prowincjonalne miasteczka z drewnianych na murowane. Zabudowa
większości z nich pochodzi z XIX wieku no i Polski Ludowej. To w tych okresach
inwestowano w prowincję, decentralizowano administrację, by tym samym osłabić
przywódcze ambicje kolejnego pokolenia prywaciarzy Polski. Niestety bez większego
skutku. Dowodzi tego obecna Rzeczpospolita . Rosło znaczenie dużych miast,
ośrodków uniwersyteckich i gospodarczych. Tam lokowano nadzieję na przyszłość
zwłaszcza po rewolucji technicznej i I wojnie światowej. Mniejsze osady i miasta
stawały się dla ambitnych, odważnych i pracowitych przystankiem przed układaniem
życia poza prowincją. Przystankiem na jedno, najwyżej dwa pokolenia. Widać to na
epitafiach upadających grobowców cmentarzy parafialnych czy zachowanych
kirkutów. Słychać jeszcze w lokalnej gwarze czy nazewnictwie. Czasem współcześni
uhonorują pamięć za niepotrzebną śmierć zwaną bohaterstwem, bardzo rzadko
pamiętają o późniejszych sukcesach tych co to urwali się z tej poczekalni świata.
Jak ich poprzednicy, wielu kolejnych czekało na okazję wyjazdu, awansu do
cywilizacji byle dalej od tego zaśmieconego sąsiedzkimi i rodzinnymi problemami
podwórka. Przyczepiona tradycją, obyczajem i strachem do kościoła mentalność,
mimo potopu informatyki do dzisiaj ma parafialny charakter. Opiniuje, dzieli,
nagradza i potępia. Ma to realny wpływ na życie, bo nie jest ono anonimowe i nawet
nie wiesz, co o tobie wiedzą. Dziwisz się tylko czasami niespodziewaną życzliwością
czy wrogością, którą spotykasz. Prowincjonalne Wadowice swoje powstanie i rozwój
zawdzięczają Austrii, która uczyniła je jednym ze średnich miast ówczesnej Galicji,
siedzibą garnizonu, rejonowej administracji, sądownictwa i szkolnictwa. Rozwijało się
wtedy miasteczko a urzędniczy ruch służbowy obowiązujący w ck monarchii, zasilał
miasto intelektualnie. Tłem byli parafianie, mieszczanie zajmujący się rolnictwem i
chłopi z okolicznych wsi. Austriaccy urzędnicy i żydowscy przedsiębiorcy dawali im
pracę i szansę awansu. Ci pracowici i zdolniejsi korzystali, reszta miała podwórko.
miasteczko Niewiele miało oprócz tego podwórka do zaoferowania. Kilkanaście knajp
zwanych wyszynkami i zajazdami, gdzie można było z wynająć pokój na godziny co
przy stałej obecności wojska było istotne. Atmosferę tamtego, galicyjskiego miasta
opisał Emil Zegadłowicz, owoc gorącego związku intelektualnego młodej kobiety z
emerytowanym profesorem. W takie podwórkowe środowisko został zesłany po
pospiesznym ślubie z Emilią, podoficer kancelista Józef Wojtyła. Jak bardzo musiał
nie znosić tego miejsca, które w porównaniu z Krakowem, gdzie dotychczas służył,
było zagraconym podwórkiem./Z.Jurczak/

Skan dokumentu

Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.

Miasteczka. Z.Jurczak. 2010 — strona 1
strona 1 z 2
Miasteczka. Z.Jurczak. 2010 — strona 2
strona 2 z 2

← Wróć do działu Publikacje

↗