Archiwum CyfroweZiemia Wadowicka
Archiwum Cyfrowe › Publikacje › dokument

Legenda Polonia. Z.Jurczak. 2000.

3 strony · PDF 52 kB · tekst wyszukiwalny

Treść dokumentu — tekst odczytany z pliku, do czytania i wyszukiwania

Strona 1

O POLONII I JEJ TATUSIU - bajka dla rozumnych..

Kiedy była jeszcze w powijakach a potem niemowlęciem, nie miała imienia. Tak wtedy
w zwyczaju bywało. Zaczęto ją nazywać Polonia jak wyrosła na ładną, atrakcyjną pannę.
Dzięki staraniom rodziców była właścicielem pokaźnego majątku, na którym krzyżowały
się szlaki kupców jadących ze wschodu na zachód i z południa na północ, gdzie były
złoża szlachetnego jantaru. Jej sąsiedzi, jedni potężni i bogaci inni mało rozgarnięci, co
jakiś czas najeżdżali jej księstwo. Żeby zapolować na zwierza, zabrać jej poddanych
albo żniwny plon. Uradzono zatem, że powinna wziąć sobie jakiegoś męża, opiekuna,
który uspokoił by zapędy sąsiadów i był gwarancją spokojnego bytu. Wybór padł na
arcypotężnego władcę, który mieszkał jak mówiono w Niebie ale stolicę miał w mieście
Rzym. Nikt nie wiedział gdzie to jest, ale wszyscy wiedzieli, że miał cały harem, babiniec
podległych księstw na kontynencie. Europa też była jak Polonia i wszystkie kraje -
kobietą. Jak to zawsze bywa w młodym związku, rozwijała się Polonia w dobrobycie i
szczęściu a jej opiekun i patron słał swoich plenipotentów i zaufanych kapłanów, aby
jego poddani we wszystkich krajach wiedzieli, że z góry cały czas na nich patrzy i pilnuje
ich dobrobytu. Był bowiem dla nich jak Ojciec i szybko przyzwyczaili się do jego metod
zarządzania. Nie musieli trudzić się myśleniem, bo Tatuś za nich decydował o wszystkim
w całej Europie, od czarnowłosej Espanioli przez Francję, Szwabię po Polonię, wieczną
blondynkę. Rychło więc nauczyły się wszystkie córy bezgranicznego posłuszeństwa. Co
prawda jedna z haremu, Anglia – zbuntowała się a i córy wschodnie odstąpiły, ale dobry
ojciec niczym pasterz posyłał wojska, zbrojne w miecze, kusze i działa, by zagubione
albo obce owieczki przywrócić do tatusiowego stada. Tak mijały lata idące w setki, lud
tępiał coraz bardziej odwykając od myślenia a przez to wpadając w wojny i epidemie.
Córki w Europie, ale i na świecie, bo tam też posiadał kolejne haremy, konkurowały
ciągle między sobą o jego względy. Biły się, kopały, najeżdżały na siebie, mordowały,
okupowały. Polonia w tamtym czasie wyrosła na bogatą, atrakcyjną, dojrzałą kobietę.
Hormony patriotyzmu i religijności zaczęły buzować i nasza Polonia szalała. Balowała z
każdym a na życzenie stawała do wojny też z każdym. Była to jej dziejowa, jak mawiają
bajkopisarze z IPN – misja. Szczególnie przeciwko tym na wschodzie, co to nie uznawali
władzy niebiańskiego Tatusia. Najwięcej ją jednak doili krajanie, zawsze pobożni i
patriotycznie chytrzy. Wykorzystywali przy każdej okazji, na każdym rogu i w każdym
roku tak, że stała się pospolitością nawet dla pospólstwa. Z tego też powodu zaczęto ją
nazywać pospolitą rzeczą czyli Rzeczypospolitą. Najeżdżali i zajeżdżali jak starą
kobyłę. Na jej prośby o pomoc, Tatuś polecał modlitwę, kazał słuchać albo groził palcem.
Biedna i opuszczona coraz bardziej upadała. Z czasem tak się dawna, piękna Polonia
zdegenerowała, że nawet Tatuś pobłogosławił jej zlikwidowanie oddając ją sąsiadom.
Oczywiście dla jej dobra, bo nadal naiwna wierzyła w niego. Wcześniej jednak
przeciwko niebiańskiemu Ojcu z siedzibą w Watykanie, zbuntowała się Francja, jego
pierwsza i najlepsza córa. Wyrżnęła gilotyną zaufanych Tatusia, pogoniła ślepo
wierzących i rozpoczęła proces rozwodowy, który w efekcie trwał dosyć długo ale

Strona 2

pokazał, że można żyć we wspólnocie bez niebiańskich farmazonów. Upadła
Rzeczpospolita była wtedy nałożnicą Rosji, a że nadal słuchała Tatusia, to co chwilę,
wbrew logice ale z jego imieniem na sztandarach robiła nieudane ruchawki czyli
powstania. Papa się po cichu cieszył, bo był przeciw prawosławiu, ale głośno potępiał,
bo się Rosji bał. W efekcie tego podskórnego wypuszczania wyznawców Tatusia
jednych na drugich, z jego imieniem na ustach skoczyli sobie do gardeł wszyscy w
Europie. Od Verdun po Przemyśl pola, okopy, miasta i wsie spływały chrześcijańską
krwią, błogosławioną przez tatusiowych kapelanów. Mimo modlitw i zawierzeń obok
wojny żniwo zbierały epidemia. Zamulone wiarą umysły przyjmowały ten światowy
kataklizm jako wolę samego Boga, którego jak wiadomo plenipotentem jest Papa. Miał
biedny Bóg huk roboty. Dobrze, że w tę familijną wojnę wyznawców, wtrącili się
Amerykanie i Anglicy. Kiedy robili porządek terytorialny w Europie, Tatuś nawet nie
ingerował, bo wiedział, że wiara w niego jest nadal mocna i dzieci będą go zawsze
słuchały. Odzyskały swoje kraje dawne córy Kościoła. Także Rzeczpospolita zwana
dawniej Polonią a w skrócie Polską. Obok niej, na wschodzie dawna Rosja, też kobieta,
za pomocą rewolucyjnej, bolszewickiej chirurgii, zmieniła płeć na samca i to potężnego.
Stworzył on związek, który przede wszystkim zanegował istnienie całego boskiego
systemu jako jednego, wielkiego oszustwa wykorzystującego ludzką wiarę i naiwność. Z
tymi hasłami ruszył na zachód, ale Rzeczpospolita, jak przed laty, znowu uratowała
gospodarstwo Watykanu. Męczona nacjonalizmami i bolszewizmem za ścianą, Europa
wpadła w panikę i ze strachu zezwoliła poddanemu z Berlina na organizowanie obrony
przed czerwoną zarazą, która weszła już do Hiszpanii. W parę lat później Tatuś w
Watykanie nie pisnął słowa kiedy Adolf zagarnął Austrię, Czechy i Rzeczpospolitą, która
znowu w swojej naiwności była nieświadoma co się dzieje. Gott mit uns szło po całej
Europie. W ostateczności znowu niepokorna Anglia i wielka Ameryka porządkowały
gospodarstwo. Oddały połowę ziemi Rosji, bo to ona w efekcie musiała dać sobie radę z
Adolfem. Odrodziła się kolejny raz Rzeczpospolita. Aby nie było wątpliwości czym ma
być ta zmęczona kobieta pod opieką wschodniego wyzwoliciela, urządzono ją na
terenach historycznych dawnej Polonii i nazwano Polską Rzeczpospolitą Ludową.
Zmienił się opiekun, który też strachem wiarę w siebie budował i za pysk trzymał
niesubordynowanych w połowie Europy. Rzeczpospolita mimo wszystko awansowała.
Była drugą potęgą militarną i gospodarczą w całym obozie budującym komunizm. Jej
kobiecość trochę ucierpiała. Przestała być naiwną blondynką ale stawała się rozsądna i
odważną niewiastą. Zaczęła wierzyć w siebie i swoje możliwości. I stać ją było na
sprzeciwy i bunty. Były to czasy według bajarzy z Instytutu podłe, ciężkie i zabójcze.
Tylko ocet i musztarda. Ten nieludzki system pozwalał jednak wyznawcom by sobie
nadal wierzyli. Rzeczpospolita w wyniku wydarzeń, które przeorały świadomość
dawnego europejskiego babińca, stała się zwartą enklawą wyznawców. Wreszcie, jak
twierdzą wyborcy PiS-u, wymodlono by Opatrzność mianowała na tron rzymski Polaka,
którego modły odmieniły oblicze tej ziemi. Od tego czasu emisariusze w sutannach
dostali powera a świat wspomagał nas w ewangelizacji Układu Warszawskiego i

Strona 3

prawosławia też. Wreszcie nas bozia wysłuchała, żelazna kurtyna opadła i ruszyła
inwazja coca-coli, marlboro, levi strausów, fordów i innego dobrobytu na wschód, aż po
Ułan Bator. My ruszyliśmy do dobrobytu budową kościołów, pomników, procesjami,
pielgrzymkami i wreszcie samostanowieniem w rządzie, nierządzie i samorządzie. Tak
żeśmy się duchowo rozwinęli, że mogła nareszcie ruszyć na zachód milionowa
emigracja młodzieży za chlebem. Pod opieką specjalistów od sacrum, świętą się stała
nasza umęczona kobieta - Rzeczpospolita. Poczuła się szczęśliwa, wyzwolona do tego
stopnia, że z podwójną energią, finansami i zaangażowaniem oddała się w tatusiowe
ręce zgodnie z wciskaną jej przez lata dewizą: choć bije i kopie, ni ma jak przy chłopie.
A Tatuś przejął cały majątek wierzącej mu bezgranicznie Rzeczpospolitej, kobiety
upadłej, za którą o wszystkim decyduje. O edukacji jej dzieci, ruchu drogowym,
gospodarce, rolnictwie, programach telewizyjnych i zdrowotnych, a nawet o
seksualności, zapłodnieniu i rodzeniu./Z.Jurczak/

Skan dokumentu

Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.

Legenda Polonia. Z.Jurczak. 2000. — strona 1
strona 1 z 3
Legenda Polonia. Z.Jurczak. 2000. — strona 2
strona 2 z 3
Legenda Polonia. Z.Jurczak. 2000. — strona 3
strona 3 z 3

← Wróć do działu Publikacje

↗