Krótki kurs historii Wadowic.
Mimo, że historia jako nauka nie jest popularna, stanowi od XIX wieku karmę narodowej
świadomości. Żywimy kolejne pokolenia naszą historią opartą głównie o martyrologię na
życzenie. Wykopujemy, ekshumujemy, wiecznie truchło nosimy – jak pisał poeta. Z
czasem stworzyliśmy z pogrzebów specyficzną formę wychowania patriotycznego
Czyżby polską dewizą była rzymska sentencja „Śmierć przynosi chwałę” czy też tak
kochamy igrzyska. Nie wiem.
Mimo tych wstrętnych wtrętów, namawiam do poznania historii miasta z którym jest się w
jakiś sposób związanym. Postaram się ją ująć w miarę treściwie i niezbyt nudno. Będzie to
więc taki „Krótki kurs historii miasta, który każdy gramotny flacorz zaliczyć powinien” a
pozostali – jak chcą. Dobrze jest mieć wiedzę choćby po to, aby zachować samodzielność
osądu i decyzji. Oczywiście wiedzę dominującą nad wiarą. Wystarczy tych dywagacji. Do
rzeczy czyli po łacinie, ad rem.
Dzieje.
Wadowice powstawały w czasach burzliwych dla dziejów Polski. Przyjmuje się rok 1327
za początek istnienia miasta. W lutym tego roku, w Opawie, na dworze króla czeskiego
Jana Luksemburczyka, kilku książąt górnośląskich, w tym Jan Oświęcimski, złożyło hołd
lenny czyli formalnie rozstało się z Polską i oddało ziemię we władanie Czech. W
sporządzonym na tą okoliczność dokumencie, wymienione są po raz pierwszy Wadowice
jako miasto. Jeżeli dokument nazywa Wadowice miastem to przeciez musiała tu być
wcześniej jakaś wieś, bo prawa miejskie nadawano wtedy istniejącym osadom.
Według mnie miasto zostało założone jako osada strzegąca sprawności brodu
(przeprawy) przez rzekę Choczenkę, na szlaku zachodniej granicy księstwa
cieszyńskiego-oświęcimskiego czyli wzdłuż Skawy.
W czasie niedawnej przebudowy ulicy Zatorskiej, znalazłem częściowe potwierdzenie tej
mojej hipotezy z 1986 roku. Otóż w wykopach, na głębokości ponad dwóch metrów,
biegnie sprasowana, czarna, dwudziestocentymetrowa warstwa wikliny.
Nieprzepuszczalne podłoże (iły) w czasie opadów było trudno przejezdne. Na to układały
się namuły, piasek i wszelka drobnica niesiona przez Choczenkę wpadającą do Skawy w
okolicach obecnego osiedla Westerplatte. Aby przeprawa była sprawna, trzeba jej było
pilnować, zabezpieczać zjazdy, budowac groble i umocnienia z faszyny czyli wikliny. I ktoś
to musiał robić. Prawdopodobnie władca tych terenów, osadził nad Choczenka u ujścia
Skawy jakąś grupę ludzi (rodzinę?), dał im wolną rękę, jakieś prawa (połowu, wyrębu
drzew) po to tylko aby pilnowali przeprawy. Może ten facet miał na imię Wad a jego
potomkowie Wadowycze?
A może założył osadę któryś z zakonów? W połowie XIII wieku Zator należał do
benedyktynek ze Staniątek, Woźniki do Tyńca a Grodzisko, Roków i Mucharz do
norbertanek. Zakony jednak nie zakładały na tym terenie wsi, wykorzystywały już
istniejące.
Teraz możemy się zastanowić kiedy to było, jeśli w 1327 r. Wadowice są już miastem
czyli mają co najmniej kilkanaście drewnianych chałup, zagrody a przede wszystkim jakąś
formę samorządności.
W historii pogranicza śląsko –polskiego jest kilka momentów w których była potrzeba
zabezpieczenia granicy na Skawie. Pamiętajmy, że porządny król Bolesław Krzywousty,
chciał dobrze a wyszło beznadziejnie. Jego testament w 1138 roku doprowadził
w kilkadziesiąt lat do rozdrobnienia i rozbicia Polski oraz ciągłych walk o stolicę w
Krakowie. A Skawa czyli granicą między Śląskiem a dzielnicą senioralną czyli krakowską
była o rzut beretem. Synowie Krzywoustego, zaraz po jego śmierci zaczęli walczyć między
sobą o tron, co jest historią tak frapującą jak powieści Sienkiewicza. W każdym bądź raziew 1179 roku Kazimierz Sprawiedliwy odłączył od Krakowa kasztelanię oświęcimską i dał ją
Mieszkowi Plątonogiemu, władcy księstwa opolsko – raciborskiego. Czyli w Oświęcimiu
był już wtedy kaszteI to znaczy jakaś warowna budowla. Od tej pory Skawa stanowiła
umowną granicę między Polską a dzielnicą śląską, składającą się wtedy z kilkunastu
księstw .
Za czasów Henryka Brodatego, panującego na Śląsku i w Krakowie ( 1234 – 1238),
chłopa porządnego, zostaje zasiedlona dolina Wisły. Lokowano wtedy większość wsi przy
szlaku z Oświęcimia do Krakowa. W 1241 roku następca księcia, jego syn Henryk
Pobożny, poległ w bitwie pod Legnicą w czasie tatarskiego najazdu na Polskę. Znowu
zaczęły się walki o tron w spalonym Krakowie gdzie Tatarzy ustrzelili trębacza tak, że do
dziś hejnał na pamiątkę się zacina.
Walczył o Kraków syn Brodatego czyli Bolesław Łysy (Rogatka) przeciwko Bolesławowi
Wstydliwemu z Sandomierza. Rogatkę popierał Władysław opolski do którego Ziemia
Oświęcimska należała. Bolesław Wstydliwy, który okazał się w efekcie nieudolnym władcą,
wygrał a rzeka Skawa stała się od 1243 do 1274 roku granicą wrogów. I to jest ten
pierwszy czas prawdopodobnego założenia osady Wadowice.
Wojna o dzielnice krakowską trwała nadal. W 1274 roku Władysław Opolski przekroczył
Skawę i zbrojnie zajął tereny do rzeki Skawinki popierając starania Wacława II czeskiego o
koronę.
Po śmierci Władysława opolskiego w 1281 roku powstało księstwo raciborsko –
cieszyńskie. Synowie Władysława, Bolko I opolski jak i Mieszko I cieszyński nadal
popierali Wacława II z Czech w jego staraniach o Kraków. Wpuścili zatem do swoich
grodów m.in. Oświęcimia, załogi czeskie i pomogli Wacławowi II w zajęciu Krakowa.
I to był według mnie ten drugi okres w którym możliwe było zasiedlenie ujścia
Choczenki, zwłaszcza że przypada w czasie drugiej kolonizacji doliny Soły i Skawy.
Istniejący już dawno Zator, otrzymał wtedy prawa miejskie.
Możliwe, że to czeska załoga oświęcimskiego kasztelu około 1290 roku dobrze
spenetrowała podległy im teren i zwróciła uwagę na niedrożność szlaku komunikacyjnego
wzdłuż Skawy na Orawę. A że Czesi są racjonalnym narodem, może kazali osadzić
jakiegoś Wadeca? Możliwe też, że to książę Mieszko I cieszyński wizytując Zator i
prawdopodobnie Mucharz, lokował osadę i nadał jej imię narodzonego syna Władysława
(Wada), który w 1316 r. odziedziczył samodzielne już księstwo oświęcimskie.
Dokument z tych czasów czyli spis dziesięciny papieskiej z 1326 roku, wymienia obok
samodzielnych parafii Woźniki, Witanowice, Frydrychowice, Jaroszowice, Radoczę
i największą parafię Mucharz do której należały Wadowice. Musiała to być zatem, mała,
niewiele dla finansów Kościoła znacząca wieś ale widać miała znaczenie strategiczne,
skoro książę wymienił ją jako miasto w dokumencie z Opawy. Była to zatem osada licząca
co najmniej kilkanaście zabudowań, mająca jakąś zorganizowaną formę samorządu.
Najstarsza mapa księstwa oświęcimsko-zatorskiego z 1563 roku, pokazuje kościół
(obecne prezbiterium) stojący poza zwartą zabudową a miasto jest zaznaczone w
okolicach obecnego osiedla Weterplatte. Przemawia to za lokowaniem osady strzegącej
przeprawy. Według znawców, mapa jak na czas powstania jest bardzo dokładna i możliwe,
że była sporządzona dla potrzeb inkorporacji księstw w 1564 r.Także oś komunikacyjna
miasta, przebiegająca aż do czasów austriackich z północy (od Zatora) na południe
( do Mucharza) - przemawia za takim uzasadnieniem pierwotnej lokacji.
Po pożarze w 1430 roku ponownie lokowano miasto nadając mu zachowany do
dzisiaj średniowieczny układ urbanistyczny. Sugestie jakoby Wadowice posiadały
drewniany parkan obronno-terytorialny z dwoma bramami, od północy i południa – wydają
się mało prawdopodobne. Nie stać było Wadowic na ponad kilometr zbędnej z punktu
widzenia obronności, drewnianej palisady. A zresztą czy osada, która nie przynosiła
dochodu Kościołowi warta by była złupienia?
Leżące na szlaku, na wysokim brzegu Skawy przygraniczne miasteczko, niszczyłyczęste pożary, powodzie, epidemie i wojny. Po każdej takiej klęsce, miasto pustoszało.
Dlatego Wadowice, mimo licznie nadawanych przywilejów, były w czasach I
Rzeczpospolitej, małym, prowincjonalnym miasteczkiem. Stąd raczej uciekano.
W 1734 roku kolejny pożar strawił miasto a zniszczeń dopełniły kontrybucje na rzecz
konfederacji barskiej. Kasa miejska świeciła pustkami a mieszczanie z trudem
odbudowywali kościół. Do takich Wadowic weszli w 1772 roku Austriacy.
Dla miasta, w jego długiej historii, miało istotne znaczenie kilka okresów i dat, które w
sposób skondensowany ujmują jego historię.
o po pożarze w 1430r. książę oświęcimski nadał mu prawa samorządowe, chełmińskie.
Wtedy też zapewne, w okresie agrarnej trójpolówki, powstał zarys zabudowy miasta na
planie owalnicy,
o w II poł. XV wieku, najpierw księstwo oświęcimskie a później zatorskie wracają do
Korony. W tym czasie powstał murowany kościół (obecne prezbiterium). Od 1564 roku
Wadowice zyskują opiekę króla.
o w XVIIw., po szwedzkim potopie, Wadowice obejmują prymat regionalny nad Zatorem,
o pożar w 1734 r. i udział w konfederacji barskiej niszczą miasto,
o Wadowice od 1772 roku są pod panowaniem Austrii,
o budowa tzw. gościńca cesarskiego (Wiedeń-Lwów) wytyczyła obecny układ
komunikacyjny centrum,
o w roku 1819, przeniesiono siedzibę cyrkułu z Myślenic do Wadowic.
o początek autonomii Galicji, powstaje gimnazjum (1866r.)
o od 1870 roku zaczyna się osadnictwo żydowskie w mieście,
o uruchomienie pod koniec XIX w. linii kolejowej,
o przełom wieku XIX/XX - rozwój społecznej i niepodległościowej aktywności,
o dwudziestolecie międzywojenne i okupacja,
o lata 1945 – 1965 odbudowa po wojennych zniszczeniach, rozwój miasta w nowej
rzeczywistości politycznej,
o lata 1975 –1989, Wadowice w województwie bielskim,
o rok 1978, wybór Karola Wojtyły na papieża,
o okres po 1990 roku
Jak widać, Wadowice swoją obecną pozycję ośrodka administracyjnego, oświatowego
i kulturalnego, zawdzięczają monarchii austriackiej czyli byłemu zaborcy.
Do przeniesienia siedziby cyrkułu (obwodu) z Myślenic do Wadowic w 1819r., przyczynił
się zapewne Austriak, baron Antoni Baum, zakochany i ożeniony z córką Duninów z
Kopytówki. On bowiem reprezentował szlachtę księstwa oświęcimsko – zatorskiego, na
spotkaniu z następcą tronu, arcyksięciem Ferdynandem w 1790 r. Ród Baumów wielce się
później zasłużył dla ziemi wadowickiej. Lat temu kilkadziesiąt, w czasie odwiedzin w
Marcyporębie, zobaczyłem ich grób, zamalowany smołą. Zapewne miejscowi kojarzyli
nazwisko z Niemcem albo co gorsze Żydem? Dzisiaj ich grobowiec, odnowiony przez
konserwatora stoi nadal przed wejściem do drewnianego, zabytkowego kościółka a
parafianie może mają świadomość kto zacz Baum?
Niespodziewany awans administracyjny miasta zaowocował jego szybkim rozwojem. Od
1820 roku organizowano instytucje służące austriackiej administracji: koszary dla poboru
rekruta, sąd i więzienie dla utrzymania porządku, izbę skarbową dla poboru podatku itd.itd.
Jednym z powiatowych urzędów była komenda uzupełnień dla rezerwistów gdzie do
pracy został skierowany oficer ck armii Karol Wojtyła, ojciec przyszłego papieża. I tak
pośrednio, decyzja z 1819 r, awansowała Wadowice do roli miasta rodzinnego Jana Pawła
II. A mógł być papież z Myślenic.
Okres galicyjski czyli II połowa wieku XIX aż do I wojny był czasem dużej aktywnościspołecznej i ekonomicznej mieszkańców. Na przestrzeni pół wieku, głównie dzięki
operatywnym, bogatym i mądrym wadowiczanom, miasto stało się wiodącym ośrodkiem
administracyjnym, oświatowym i kulturalnym w zachodniej Galicji. Po 1880 roku
środowisko prawnicze potrafiło utrzymać dotychczasową, ponadregionalną siedzibę Sądu
Obwodowego. Wystarczy dodać, że budowę gmachu sądu finansowali także adwokaci i
sędziowie. Od budowy gmachu „Sokoła” w 1887 r. rozpoczęły się społeczne inwestycje,
służące mieszkańcom do dzisiaj.
Budowa linii kolejowych dała miastu nowe możliwości. Zwiększył się ruch handlowy i
jednocześnie do miasta trafił przemysł. Wadowiczanie zaczęli wyjeżdżać na urlopy do
Triestu, Neapolu, Wiednia, Budapesztu. Wszak było to jedno państwo. Paszport trzeba
było mieć jadąc do Chrzanowa albo Słomnik bo tam było rosyjskie Królestwo Polskie.
Pociągiem z Wadowic, przez Oświęcim, Katowice, Berlin do portu w Hamburgu jechali ci
co zdecydowali się emigrować za ocean.
W czerwcu w 1914 r., w austriackim Sarajewie, zabito arcyksięcia Ferdynanda co było
bezpośrednim powodem I wojny światowej, która rozsadziła ówczesną Europę. Ta krwawa
wojna obaliła monarchie, stworzyła bolszewizm, wskrzesiła Polskę i wiele innych państw.
Odpowiedzialnym za bezpieczeństwo księcia Ferdynanda był ówczesny administrator
Bośni i Hercegowiny Leon Biliński, który całkowicie zlekceważył widoczne i realne
zagrożenie zamachem. Można hipotetycznie założyć, że to jego niefrasobliwość była
przyczyną wojny. Po co tak się o tym rozpisuję? Ano Leon Bilinski bywał często w
Wadowicach i jakiś czas tu mieszkał.
Ta wojna przyszła w 1916 roku i do Wadowic. Miasto było zapleczem frontu, bitwa o
twierdzę Przemyśl trwała kilkanaście miesięcy i była drugą po bitwie pod Verden kampanią
tamtej wojny. Trwały walki pod Limanową a Rosjanie dotarli już pod Wieliczkę i Jordanów.
Wadowiczanie służyli w armii austriackiej lub w Legionach, które walczyły przy boku
Austrii. W mieście wszystkie budynki publiczne zostały zajęte dla potrzeb wojska. W
klasztorze Karmelitów, Nazaretanek, w szkołach – były szpitale i obozy dla uciekinierów.
Szerzył się tyfus, później hiszpanka, panował głód i drożyzna, donosicielstwo i bandytyzm.
Wojskowy szpital za torami na ulicy Zatorskiej był przepełniony. Przez istniejący tam od
połowy XIX wieku obóz jeniecki, przewinęło się około15 000 żołnierzy, głównie Rosjan i
Ukraińców ale i Polaków z rosyjskiego zaboru. Drugi obóz, pod namiotami, dla 30 000
jeńców, urządzono za Skawą, w Rokowie. Jeńców dziesiątkowały epidemie tyfusu i głód.
Wiosną 1918 roku wiernopoddańcza sympatia do Austrii w jednej chwili zamieniła się
w nienawiść. Zdemolowano troche ck urzędów i żydowskich sklepów. Mieszczanie
odreagowywali na bogu ducha winnych symbolach. Podobnie jak po grudniu 1981 roku
„solidarne” Wadowice ukryły się w domach aby odreagować w 10 lat później na niszczeniu
pomnika w Rynku. Zachowanie mieszczan w 1918 roku opisał E. Zegadłowicz w powieści
„Martwe morze”.
Po okresie powojennej odbudowy, w II Rzeczypospolitej Wadowice nie wróciły już do
poprzedniej administracyjnej rangi. Stały się powoli prowincjonalnym miasteczkiem z
dominacją wojska i kościoła. Jak dawniej nawiedzały go epidemie, pożary, wielkie
powodzie (1934 r.) czy mrozy (1928 r.) Coraz więcej mieszkańców stąd emigrowało.
W maju 1926 roku wadowicki 12 pułk piechoty, wsławiony w niedawnych walkach z
bolszewikami, rusza na pomoc prawowitej władzy bo Piłsudski „nowy rząd utworzył,
składający się z samych buntownika pochlebców, lewicowców, nieprzyjaciół Państwa i
Kościoła - jak to ujął lokalny kronikarz.
Po zajęciu Wadowic przez Niemców 4 września 1939 roku, utrzymano początkowo
dotychczasową administrację. W 1940 roku podzielono miasto granicą na Skawie. Tereny
za rzeką zostały włączone do Generalnej Guberni. Mieszkańcy korzystali z przepustek a
granicy pilnowała straż. Jak na każdej granicy kwitła kontrabanda. Przemycano z
Zaskawia tytoń, spirytus, mydło, wyżywienie a z powrotem złoto i towary przemysłowe,
czasami uciekających do Gubernii Żydów. Wprowadzono restrykcje dla tej ludności, apotem zamknięto w getcie. Miasto wcielono do rejencji katowickiej. Wprowadzono
administrację, prawo i język niemiecki. Publiczna rozmowa po polsku kosztowała. Tak
samo zaśmiecanie miasta, plucie, głośne zachowanie, pijaństwo, kradzieże, przemyt i
unikanie obowiązkowej pracy. Od kilku marek mandatu aż do kary więzienia bo tu była III
Rzesza i obowiązkowy, niemiecki ordung. Z tej strony Skawy nie było żadnych szans na
jakikolwiek ruch oporu i w mieście go nie było.
W 1945 roku walki na linii Skawy trwały od 23 stycznia. Niemcy osadzili za parkiem
baterię dział ostrzeliwującą dolinę Skawy. Jest tam jeszcze mały bunkier osłonowy. Druga
silna bateria była w Radoczy ponad doliną Skawy. Linii rzeki broniły gniazda broni
maszynowej, piechota i batalion straży granicznej. Walki trwały trzy dni. Równolegle od
południa (piechota) i od Zatora (czołgi) weszły 26 stycznia do miasta oddziały radzieckie.
W nocy na 27.01. przybyły z Krakowa nowe władze cywilne z Władysławem Sadowskim
jako kierownikiem grupy operacyjnej, Jerzym Olędzkim, przedwojennym pianistą
warszawskiej Adrii jako starostą powiatowym.
W ciągu jednego roku, magistrat kierowany przez burmistrza Sadowskiego potrafił
zdopingować mieszkańców tak, że przywrócono wszelką, przedwojenną działalność
łącznie ze Związkiem Restauratorów, kuchnią dla biednych, Czytelnią Mieszczańską,
orkiestrą symfoniczną Kazimierza Jarczyka, klubem TUR, kinem nie mówiąc o
szkolnictwie, opiece zdrowotnej, przemyśle i handlu. Do powstającej milicji i UB zgłaszali
się lokalni partyzanci. Wielu z nich w konfrontacji z nową rzeczywistością polityczną czy z
powodów ambicjonalnych wróciło z powrotem do lasu.
W marcu 1945 r. z miasta wyruszyła ekipa administracji polskiej dla wyzwolonej
Świdnicy. Ruszyło za nią wielu chętnych na poniemieckie mienie, wielu z nich tam zostało
sprowadzając do siebie rodziny, znajomych. To zdobywanie Zachodu zaowocowało wtedy
sentencją, że „ Miechów i Wadowice – okradły Świdnice”.
We wsiach powiatu, obejmującego ziemię suską i zatorską, silny ruch ludowy, mający
duże tradycje i poparcie, zagrażał nowej władzy polityczej jaką stawała się PPR. Mimo jej
sprzeciwu wadowiccy ludowcy wprowadzili do sejmu swojego przedwojennego posła,
Józefa Putka. Ten pamiętny wiec w kinie, w 1947 roku był ostatnim przejawem
niezależności ludowców. Czas wolności i spontaniczności skończył się w 1948 roku po
powstaniu PZPR, która zawłaszczyła Polskę na co najmniej dwa pokolenia.
Mieszkańcy.
Nadgraniczne położenie powodowało, że przez miasto przetaczały się różnego rodzaju
migracje. Ruch się zaczął w okresie rozdrobnienia dzielnicowego i walk o tron w Krakowie,
w czasach walk husytów i taborytów w XV w., później ekspansji kalwinizmu i rycerskiego
zbójowania. Osiedlali się tu Ślązacy, Czesi i Niemcy. W XV w. miasto jakiś czas nazywało
się Fraustad.
W XIX w. przybyli do Wadowic austriaccy urzędnicy, osiedlali się prześladowani w
zaborze rosyjskim a także Żydzi z okolicy.
W czasie II wojny światowej granica między Rzeszą a Generalną Gubernią była
miejscem przesiedleń, ucieczek i normalnej kontrabandy. Wysiedlano Polaków osadzając
kolonistów niemieckich z Rumunii, Austrii czy Besarabii.
Na dokumencie z 1599r., sygnowanym przez Mikołaja Komorowskiego, wymienione są
nazwiska ówczesnych mieszczan: Wiertel, Wierszczek, Rak, Wadowski, Stachura,
Moskała, Ziemba, Drozd, Zaręba, Lizak, Ślisz, Brania, Kumorek, Kępka. Miasto liczy wtedy
około 1500 mieszkańców ale po potopie szwedzkim w 1660 już tylko sześćciuset.
Po I rozbiorze w wyniszczonych konfederacją barską Wadowicach, pojawiają się
pierwsi osadnicy austraccy a po 1819 roku przybywają urzędnicy cyrkularni, wojskowi,
sądowi i ich rodziny. Także część okolicznego ziemiaństwa, po sprzedaniu nierentownychmajątków Żydom, mogła wreszcie w mieście zamieszkać bo wcześniej groziło im to utratą
szlachectwa.
W 1847 roku wielka epidemia głodu i cholery kolejny raz wyludnia miasto.
Po 1863 roku osiedlają się powstańcy styczniowi (m.in. Kurowski, Marekowski, Sokalski) a
po zrównaniu praw narodowych i ogłoszeniu autonomii Galicji Żydzi, zamieszkujący
dotychczas w okolicznych wsiach i majątkach. Początek dał w 1870r. Baruch Tieberger,
też powstaniec styczniowy, którego przed sprzeciwem mieszczan musiał bronić
hr. Aleksander Gostkowski z Tomic. Rangę miasta podniosło uruchomienie a potem
budowa gmachu gimnazjum.
W latach 1819–1918 przybyło do Wadowic wiele rodzin związanych pracą w
administracji, sądownictwie, wojskowości czy szkolnictwie austriackim. Sprzyjał temu
nakazowo uznaniowy system zatrudniania w cesarskiej administracji. Od tamtej pory aż do
lat sześćdziesiątych XX w. wyrazistą grupą zawodową w mieście stali się wojskowi.
Mundur był przez długie lata, najpopularniejszym uniformem w czasie niedzielnych mszy.
Dominowało wojsko udające się marszowo do kościoła. W mundurach paradowali
policjanci, strażacy, kolejarze, strażnicy więzienni, gimnazjaliści, członkowie Sokoła i
Strzelca. Jeden wielki majdan zmilitaryzowanej miłosci bliźniego pod wodzą
umundurowanych duchownych. Taki to urok ludu miłującego pokój.
W 1900 roku miasto liczyło około 7 tys. mieszkańców z czego 15 % stanowili Żydzi,
10 % wojskowi, było ok. 200 Niemców oraz po kilku reprezentantów innych narodowości.
.W 1939 roku miasto liczyło 7 tysięcy mieszkańców z czego ok.20% ludności żydowskiej i
ok.10% wojska. W czasie okupacji wymordowano prawie wszystkich wadowiczan
narodowości żydowskiej, wielu innych pochłonęła wojna, wielu wysiedlono. Miasto
opustoszało. Na czas okupacji przybyli nowi mieszkańcy głównie wojskowi i urzędnicy
oraz przesiedleńcy niemieccy.
Po 1945 roku do ponad 30 % domów nie wrócili jego prawowici właściciele i lokatorzy.
Wielu też wyjechało szukać szczęścia na Ziemiach Zachodnich. Kilku wadowiczan
pochodzenia rosyjskiego zabrało bezpowrotnie NKWD. Zaczął się kolejny czas zasiedlania
Wadowic głównie przez ludność okolicznych wsi.
Istotnym okresem były lata 1950 – 1980. Powstały wtedy osiedla mieszkaniowe przy
ulicy Marcina Wadowity, XX-lecia PRL, Obronców Westerplatte,osiedle Mikołaja Kopernika
i wreszcie osiedle Pod Skarpą. Nowe bloki zasiedlali mieszkańcy starych, zniszczonych
budynków, okolicznych wsi zatrudniani w przemyśle Wadowic i Andrychowa, mieszkańcy
terenów zbiornika w Świnnej Porębie. Powstało też kilka osiedli domów jednorodzinnych
(osiedla Jedność, Słoneczne, Spółdzielców, Łąki, Sadowa, Gorzeń). Z 6 tysięcy w 1945
roku liczba mieszkańców wzrosła do ok. 18 tysięcy w 1970 r. Był to czas Polskiej
Rzeczpospolitej Ludowej, państwa zaakceptowanego przez Stany Zjednoczone już w
Jałcie, państwa, którego moje pokolenie nie wybierało. W narzuconych politycznie i
militarnie warunkach, trzeba było odbudować kraj po wojennych zniszczeniach i tworzyć
dla siebie miejsce na ziemi nie licząc zbytnio na raj. Współczesne deprecjonowanie
tamtych czasów, lat trudnych, siermiężnych ale pracowitych – świadczy jedynie o umyśle
ludzi, którzy taki osąd wydają.
Od czasu transformacji ustrojowej w 1990 roku minęło dwadzieścia lat, nie było
zniszczeń więc można było spokojnie budować przyszłość. Niestety w sferze politycznej i
społecznej III Rzeczpospolita powiela najgorsze tradycje I i II Rzeczpospolitej.
Mimo, że w latach realnego socjalizmu radni byli bezwolni i stanowili jedynie dekorację
tzw. demokracji ludowej, posiłkowali się opinią spolegliwej inteligencji. Wszak rządy były
robotniczo-chłopskie, dominował proletariat i to partia robotnicza musiała decydować.
Okres tamtych rządów dał możliwość pozornego udziału we władzy wielu ambitnym
prostakom. Obok przyczyn ekonomicznych wpłynął zapewne na to, że dziś wielu ma
ambicje polityczne lub jest bezwolnym, tanim narzędziem tych co politykę uprawiają.Władza.
Z uwagi na status Wadowic, jego rozwój zależał głównie od mieszkańców i ich
samorządu. Stąd zawarowane przez księcia czy króla przywileje dla miasta czy
rzemieślników. I tak na prośbę mieszczan król w 1532 roku zabronił okolicznej szlachcie
sprzedaży i produkcji piwa w promieniu 1 mili od miasta. I nie chodziło absolutnie o
wychowanie w trzeźwości. Właściciel posesji miał prawo pędzic bimber i warzyć piwo
dlatego w 1602 roku rajcowie podjęli uchwałę zakazującą robienia tego w mieście obcym
jak i dzierżawcom. Osobne, szczegółowe prawa miały konkretne grupy zawodowe czyli
cechy szewców, tkaczy, rzeźnikow, piekarzy, kuśnierzy. Oczywiście tego rodzaju przywileje
miały wspomóc miasto w rozwoju. Niestety zbyt często klęski żywiołowe, epidemie i wojny
wszystko niszczyły i najlepsze przywileje nie pomogły.
Efekty prac samorządu widać wyraźnie dopiero w okresie autonomii Galicji.
Od II połowy XIX w., od czasów burmistrza Ignacego Brosiga, potem Jana Iwańskiego aż
do burmistrza Franciszka Opydy – miasto rozwija się intensywnie, powstaje wiele obiektów
użyteczności publicznej a aktywność społeczna jest imponująca. W demokratycznych
wyborach, świadomi wadowiczanie wybierali do rady miasta ludzi światłych,
wykształconych a jednocześnie majętnych. Brosig był znaczącym kupcem, Iwański był
adwokatem a Opydo – lekarzem. W kilkunastoosobowej radzie miejskiej byli lekarze,
prawnicy, farmaceuci, przedsiębiorcy, kilku kupcow i rzemieślników. Pośród katolickiej
większości radnymi byli żydzi, grekokatolicy, protestanci. Nie było za to ludzi o niskim
statusie materialnym, biednych emerytów, pracowników najemnych, urzędników czy
niewykształconych. Radny miał wspomóc miasto i jego obywateli albo swoją wiedzą albo
swoimi finansami. Taki skład gwarantował niezależność rady zarówno od burmistrza,
proboszcza, dowódcy wojska czy władzy państwowej.
Zmieniło się wszystko w okresie I wojny. Całkowita anarchia doprowadziła do upadku
samorządu, który nie radził sobie z żadnym problemem. Populizm socjalistów miał coraz
wiecej zwolenników i dopiero zagrożenie bolszewizmem zjednoczyło naród. Wymagania
społeczne zaczęły się jednak zmieniać. Jeszcze w 1925 roku na 22 radnych było dwóch
urzędników, czterech rzemieślników , sześciu kupców, czterech przedsiębiorców i siedmiu
inteligentów (adwokaci, nauczyciele). Wśród nich czterech Żydów. Wszyscy byli czynni
zawodowo i zaliczali się do bogatych mieszczan. Rada nadal zachowała niezależność
powoli jednak stając się coraz częściej celem prywatnych karier, sposobem na ustawienie
się w mieście a stanowisko burmistrza stawało się intratną synekurą. Partie i ugrupowania
szukały poparcia w kościele. Wykorzystywano antysemityzm, odwoływano się do
chrześcijaństwa, fundowano msze i kaplice kupując życzliwość proboszcza – byle zjednać
elektorat. Czy ówczesna rada ubezwłasnowolniła burmistrza czy też burmistrz zdominował
radę – faktem jest, że w latach trzydziestych samorząd pracował pod nadzorem
państwowego komisarza.
Po wojnie w 1945 roku rada składała się przedwojennych reprezentantów. Było w niej
kilku adwokatów, inżynierów, rzemieślników i kupców. Burmistrzem był Władysław
Sadowski, jego zastępcą restaurator Henryk Jasiński a sekretarzem dr Józef Majka.
Radzie przewodniczył sędzia Józef Kassolik a zastępcą był Eugeniusz Kajtoch. W składzie
rady powiatu byli m.in. ksiądz Leonard Prochownik i Józef Zacher. Taki skład w jeden rok
doprowadził do odbudowy miasta. Szybko jednak przekonano się, że demokracja jest
pojęciem obcym systemowi sowieckiemu. Od 1947 r. do władzy dopuszczano już tylko
ludzi zaufanych a wyborów strzegła milicja i UB. Kandydatami do rady byli ludzie z
nadania rządzącej partii politycznej (PZPR). Tworzyła ona pozory demokracji ubrane w
tzw. Front Jedności Narodowej do którego należały też propartyjne Stronnictwo
Demokratyczne (rzemiosło) i Zjednoczone Stronnictwo Ludowe (rolnicy).
W 1989 roku powróciła demokracja. Niestety, nie ta z czasów kiedy stolicą kraju był
Lwów. Powielane są złe przykłady z okresu II Rzeczpospolitej. Pojęcie demokracji jestwypaczane, niezrozumiałe nawet przez radnych a system zarządzania niewiele ma z nią
wspólnego. Od 1990 roku ta sama grupa ludzi wykorzystując poparcie Kościoła i postać
papieża, stworzyła system pozorowanej demokracji. Upadł lokalny przemysł terenowy,
wzrasta bezrobocie, narasta emigracja młodego pokolenia, brakuje mieszkań. W taki
sposób samorząd i podległe mu zakłady urósł do rangi największego pracodawcy w
mieście. W 2010 roku na 22 radnych tylko 15 było czynnych zawodowo, siedmiu to
emeryci. Funkcję przewodniczącego pełnił jak w czasach dominacji partii, operator
spychacza. W składzie był tylko jeden samodzielny finansowo przedsiębiorca, reszta to
pracownicy najemni, głównie samorządowi. Taka personalna zależność od burmistrza, na
ograniczonym rynku pracy, uzasadnia podejrzenie instrumentalnego traktowania
demokracji. Niska świadomość społeczna i obawa o własną egzystencję skutecznie
krępują jakąkolwiek aktywność obywatelską. Blichtr konsumcji i igrzyska to chyba
wszystko czego od władzy oczekują.
Suma.
Coraz trudniej we współczesnych Wadowicach odnaleść ślady dawnej przeszłości.
Zmienia się zabudowa miasta, stare obiekty często ubierane są w nowe elewacje,
przebudowywane tak, że tracą swój historyczny charakter. Powstają nowe ulice i nowe
osiedla. Obok znaczenia pielgrzymkowego, miasto stało się regionalnym ośrodkiem
handlowym wypełnionym codziennie tłumem ludzi. Lat temu kilkadziesiąt, tylko w czwartki
pełno ich tu było. Dzisiaj jest tak w każdy dzień. Wzrost zamożności społeczeństwa,
łatwość podróżowania no i stała potrzeba konsumcji powoduje, że okolice Rynku i i ulica
MB Fatimskiej, są codziennie zatłoczone. Wieczorami centrum zamiera bo nocne życie
toczy się raczej na osiedlach przy dawnej ulicy Tatrzańskiej. Zmieniają się wadowiczanie.
Kolejne, coraz bardziej kolorowe pokolenia mają swój własny świat, swoje obyczaje i
zachowania. Trudno się z nimi czasami zgodzić ale tak jest z każdym pokoleniem. O wiele
większa swoboda obyczajów powoduje że młodzież staje się bardziej otwarta i
kontaktowa. W średnich szkołach nie spotkasz już dziewcząt w siermiężnych, szkolnych
fartuchach, krygujących się przy byle okazji i dozujących swoją kobiecość do lat
staropanieństwa. Większość młodych na każdym kroku obnosi swoją seksualność i
niestety coraz bardziej ograniczony słownictwem i wulgaryzmami język. Z drugiej strony ta
sama młodzież uczestniczy w pielgrzymkach, zlotach i innych obrzędach kościelnych.
Schyłek wszelkich autorytetów a zwłaszcza szkoły i Kościoła powoduje wzrost
powszechnego zakłamania.
Wadowice postrzegane są zapewne przez wielu pielgrzymów jako miasto ludzi
świętych, uczciwych, żyjących w zgodzie z sumieniem. Nic bardziej mylnego. Wszak
jesteśmy cząstką Narodu Emocji, pełnego wad i niespodziewanych zalet.
Sympatię Wadowicom zjednuje przede wszystkim postać papieża ale też atmosfera
miasteczka, jego położenie i zabudowa, dawni mieszkańcy z Karolem Wojtyłą na czele - to
genius loci tego miejsca, które przyciąga wielu przybyszów a miejscowym pozwala to
miasto kochać.
Od tysiąca lat nasze specyficzne pojmowanie wiary spycha rozum i racjonalizm na
margines społecznego życia. Uczciwość, mądrość i pracowitość jakby nas opuściły
a wszechobecne zakłamanie, zawiść, no i honor są w sam raz do harowania u obcych.
Wszak nikt tak Polski nie urządził jak sami Polacy.Kliknij stronę, aby powiększyć. Pełna jakość w pliku PDF.








